» Blog » Iżbym cię nie ukatrupiła, mościa panno...
09-04-2010 21:56

Iżbym cię nie ukatrupiła, mościa panno...

W działach: Pedagog z przypadku | Odsłony: 3

... na co rzeczona panna, maturzystka tegoroczna, rzecze "Makbet, prawda?".
Nie, nieprawda.
Ku memu (i jej) szczęściu później było już tylko lepiej....

Maturzysta tegoroczny ma ciężki żywot, zwłaszcza, jeśli żywi awersję do Królowej Nauk którą mu chyba ( słusznie) dodano. Kilka kilogramów ciężaru dokłada mu jeszcze polonista/polonistka, który/która nijak nie chce pomóc ( w znanych mi przypadkach, bo o niewiadomych się nie wypowiadam) a lista rzeczy, do których się nie przyczepiła jest zdecydowanie krótsza od tej drugiej. Czepia się na przykład zbyt wcześnie oddanej bibliografii i tego, że wybrało się pozycje nieznane szanownemu belfrowi. Zamiast się cieszyć z niesztampowości przypadku.

Dziś urządziłam dwójce zainteresowanej nauką w okresie kwitnienia kasztanów "ustną maturę próbną". W komisji, oprócz mojej osoby, znaleźli się kudłaci profesorowie- Srulewna, Icek i Bapka. Czwarty, Mymoń, nie strzymał i usnął. Pozostałe członki ciała komisyjnego również zasnęły.
I cóż stwierdziłam po trzygodzinnym wałkowaniu, najpierw "Portretu Żydów w literaturze polskiej" a następnie tematu tyczącego się sztuki i nachnienia w tym samym medium i mediach przyległych ( czy jakoś tak, nie pomnę).
- że polonistom się nie chce, a gdyby się chciało, to byłoby pięknie (przynajmniej na ustnej).
- że żałuję niezmiernie tego, że gdy ja zdawałam maturę nie było takiej jak dziś formy egzaminu ustnego ( dane mi było wyprodukować tylko długą wypowiedź pisemną o idealizmie bodajże. ). Wtedy człowiek miał listę tego, co być może i żmudnie opracowywał tematy, licząc na to, że będzie mu oszczędzone....
- że młody człowiek, a może. I że moje statystyki jako pomocy naukowej nie powinny drastycznie się obniżyć. Co motywuje do zastanowienia nad kolejnym już wątkiem pod tytułem " Minęłaś się z powołaniem...." . Ja sądzę, że jednak się nie minęłam.

Wydaje mi się, że nowa matura jest i trudna, i prosta. Trudna, bo lekko ogranicza inwencję i w wypadku nietrafienia we właściwe odpowiedzi powoduje kłopot. Trudna, bo zdecydowana większość gimnazjalistów i licealistów rzadko kala się wzięciem do ręki książki, poprzestając na opracowaniu ( a i to nie zawsze). Trudna, bo lekcje języka polskiego i program liceum w chwili obecnej wyglądają co najmniej dziwnie, ale może jestem dinozaurem i nie rozumiem nowej myśli nauczycielskiej. Myślę, że uczniowie też jej nie rozumieją. Nie pojmuję na przykład, jak można dyktować notatki pod tematami, nie wymagając od uczniów selekcji danych i samodzielnego notowania, choćby w części. Nie pojmuję, jak można nie przećwiczyc na lekcji dyskusji, co jest wielce przydatne. Dziwnym jest dla mnie mieszanie starożytności ze współczesnością na przykład. Wiem, że trudno wykrzesać entuzjazm z młodego człowieka, przekazać mu wiedzę polonistyczną tak, by nie tylko pojął ale i polubił.
Przez dwa lata pracy jako pomoc naukowa napotkałam trochę przypadków uczniowskich i udało mi się pomóc wszystkim, co mam nadzieję kontynuować. Pedagogiem z wykształcenia nie jestem. Przekazać umiem- i ciesze się z tego. Może po kilku latach pracy przestałabym cieszyć się, sądząc po tym, do czego idzie pod względem poziomu oświaty i stosunku do nauczania mowy ojczystej. Co jest niezmiernie przykre.
Matura jest prosta, bo jeżeli przeczyta się ze zrozumieniem to, co zawiera arkusz, to powinno się zdać. Prosta, bo matury ustnej nie sposób nie zdać. Prosta, bo element pisemny nie jest już tematem- rzeką, w której niezmiernie łatwo popłynąć, utonąć wręcz.

A i tak w szkole, z której wywodzi się większość mych podopiecznych najwięcej osób nie zdaje właśnie egzaminu z mowy naszej ojczystej. Na poziomie podstawowym.
Pedagodzy powinni się zastanowić, osoby odpowiedzialne za oświatę także. I to poważnie.

K. - Żydowie...
Ja. - Jak powiesz " Żydowie " na egzaminie, to po tobie...
K. - Ale tak napisał....
Ja. - Wiem, że Norwid tak napisał. Ale nie powiesz tak, bo się zwizualizuję przed komisją i osobiście uduszę.
K. - Wtedy na pewno nie zdam.
Ja. - To nie cytuj Norwida .

Wiem, że i tak powie. I że nie będzie sprzętu, który pozwoli ukazać wszystkie pozytywy prezentacji. I że komisja albo będzie ziewać albo się czepiać. Bo trudno o takich, którym się chce.
Wszystkim tegorocznym maturzystom życzę powodzenia na wszystkich frontach.



Komentarze


Xolotl
   
Ocena:
0
Matura ustna dla ludzi którzy posiadają inteligencję na poziomie wyższym niż galaretka jest banalna;] Ja mówiłem z fantastyki, kumpel, w innej szkole, dzień przed maturą się przygotowywał, obaj 100%. Jeśli dla kogoś matura ustna z polskiego jest trudna, to albo jest półgłówkiem, albo nie kontroluje stresu, albo komisja powinna iść na rozstrzelanie. Ja poszedłem do najgorszej szkoły w mieście(statystycznie) i trafiłem na najlepszą polonistkę, także pomoc miałem bezbłędną i co najważniejsze, ludzką. Do dziś spotykam się ze swoją "sorką" żeby pogadać. Ale nie wszyscy mają takiego farta.
Mimo wszystko w tej szkole jaką serwują teraz, da się nauczać, tylko trzeba chcieć. Ja jak byłem na praktykach, widziałem głównie debili i wszecholewających nauczycieli, ale dobrego nauczyciela można jeszcze spotkać. Przynajmniej tak mi się wydaje.
10-04-2010 00:36
Malaggar
   
Ocena:
0
"Trudna, bo zdecydowana większość gimnazjalistów i licealistów rzadko kala się wzięciem do ręki książki, poprzestając na opracowaniu ( a i to nie zawsze). "
Nie jest trudna, tylko uczniowie to półgłówki.

"K. - Żydowie...
Ja. - Jak powiesz " Żydowie " na egzaminie, to po tobie...
K. - Ale tak napisał....
Ja. - Wiem, że Norwid tak napisał. Ale nie powiesz tak, bo się zwizualizuję przed komisją i osobiście uduszę.
K. - Wtedy na pewno nie zdam.
Ja. - To nie cytuj Norwida . "
Znam człowieka, co na egzaminie ze średniowiecza ( II rok historii ;) )opowiadał o "przedstawieniu czterech ewangelików w sztuce".
10-04-2010 00:50
Chamade
   
Ocena:
0
Nie nazwałabym uczniów półgłówkami, ponieważ sama obserwuję, że jeżeli odpowiednio się ich "prowadzi" to efekty są pozytywne. Rzecz jasna bez woli nie będzie wyników, ale nie można generalizować. A to,że im się nie chce, to już inna bajka, wszak jeśli chodzi o czytelnictwo, to nie jest z nim najlepiej w naszym kraju.
Pisowni słowa " Żydowie" pani polonistka w bibliografii postawiła dwa czerwone wykrzykniki. A jest to pisownia jak najbardziej autentyczna, a wiec poprawna. I dziwić się niekiedy uczniom...
12-04-2010 21:49
Scobin
   
Ocena:
0
Ale w jakim sensie autentyczna i poprawna? Bo co za czasów Norwida było poprawne, nie musi przecież być takie teraz. :-) (Inna jeszcze sprawa, że w drugiej połowie XIX wieku polszczyzna była znacznie słabiej skodyfikowana/ujednolicona niż obecnie).
12-04-2010 22:38
Chamade
   
Ocena:
0
Jeżeli podaje się w bibliografii tytuł wiersza, zapisany tak, jak zapisał go jego autor, niezależnie od tego, w którym wieku powstał utwór, to nie należy, moim zdaniem, poczytywać autorowi bibliografii za błąd zastosowania tejże pisowni. Polonistka uznała to za błąd, niesłusznie.
Teraz, rzecz jasna, pisownia ta poprawną nie jest.
Dlatego uczennicy zabraniam używać tej formy w wypowiedzi, poza powoływaniem sie na tytuł wiersza :)
13-04-2010 16:15
Scobin
   
Ocena:
0
Ojej, a to chodzi o tytuł wiersza! O, ja nieumny! W takim razie naturalnie, gromy na tę panią.

Natomiast używanie dawnej formy w "zwykłym tekście" wypowiedzi (czyli nie w funkcji tytułu) jest rzeczywiście wątpliwe i nawet jeżeli dałoby się obronić: "to aluzja", to lepiej faktycznie komisji bez potrzeby nie rozsierdzać.
13-04-2010 21:37

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.