» Świat Mroku » Recenzje » Inferno

Inferno


wersja do druku
Autor: Redakcja: 27229

Inferno
Uwielbiam opowieści o demonach i aniołach. Odkąd gram w nowy Świat Mroku, czekam, aż White Wolf wyda następcę Demon: the Fallen. Niestety, póki co wydawnictwo decyduje się wznawiać inne linie, a mnie przyszło zadowolić się wyłącznie dodatkiem przeznaczonym dla śmiertelników. Mimo to i tak zaświeciły mi się oczy, gdy po raz pierwszy usłyszałem o tym podręczniku. Gdy wreszcie się pojawił, szybko położyłem na nim swoją łapę.

Choć okładka ozdobiona świetną ilustracją Erica Deschampsa zachęciła mnie do otwarcia podręcznika, to jego wnętrze zupełnie mnie rozczarowało. Grafiki są przeciętne i niespecjalnie uprzyjemniają lekturę. Ale... w końcu przecież nie dla obrazków chciałem ten podręcznik. Znacznie bardziej przeraziła mnie ogromna czcionka, która raczej nie zapowiadała zbyt dużej ilości materiału. Dobrze chociaż, że dodatek otwierało niezłe opowiadanie Chucka Wendiga, subtelnie wprowadzające w tematykę demonicznych paktów. Mimo to, pełen mieszanych uczuć zagłębiłem się w dodatek.

Na początek autorzy próbują wyjaśnić naturę i zamysły demonów. Brak tutaj jasnych i pełnych odpowiedzi, mnóstwo zaś niedomówień i domysłów. To dobry zabieg, bo pozwala dostosować biesy do charakteru kroniki i realiów, w których będzie toczyć się gra, a twórcy nie narzucają nam konkretnej wizji świata. Na szczęście w kwestii systematyki i reguł rządzących egzystencją biesów autorzy wykazują się już większą precyzją, dokładnie opisując źródła ich powstawania i zasady awansu w piekielnej hierarchii, a także postrzeganie tych bytów przez wszystkie rodzaje istot nadnaturalnych. Ten zabieg jest bardzo fajny, bo pozwala łatwo wprowadzić demony do gier innych niż tylko przeznaczony dla śmiertelników Świat Mroku. Po przeczytaniu tego rozdziału dokładnie wiadomo, jak stworzyć sobie własnego demona i określić, czym będzie się kierował, czego pożądał i jaką mocą rozporządzał.

O tym, jak wprowadzić go do gry i przedstawić postaciom, mówi następna część. W bardzo dokładny sposób wraz z kilkoma fajnymi, choć nie urzekającymi, pomysłami autorzy prezentują reguły zarówno fabularne, jak i mechaniczne rządzące badaniem, przywoływaniem i paktowaniem z demonami. Dokładnie wyjaśniono, jak określić rytuały i specyfikę negocjacji, by uczynić spotkanie z diabłem niezapomnianym przeżyciem. Prócz tego zaprezentowano alternatywną metodę przedostawania się słabszych demonów, które mogą wedrzeć się do naszego świata w określonych okolicznościach. Trochę przypomina to wtargnięcia bytów z Otchłani w Intruders: Encounters with the Abyss. Dodatkowo dokładnie opisano, w jaki sposób regulować układy między śmiertelnymi, a demonami, co obie strony mogą sobie zaoferować i jakie są koszty różnych przysług - to fajny zabieg, bo rozwiewa wszelkie wątpliwości, co można uzyskać od biesa.

Chyba najlepszą częścią podręcznika jest ta o Opętanych, czyli ludziach, którzy dzielą swoje ciała z demonami. Zaprezentowane zostały nowe zasady tworzenia postaci oraz szablon, choć trudno stwierdzić, czy jest większy (jak Spokrewnieni czy Przebudzeni) czy mniejszy (jak Ghule). Autorzy również nie wyjaśniają, czy mag czerpiący moc z Niebios może ugościć w swoim ciele demona i co się dzieje z Opętanym po przeistoczeniu przez wampira. Nie są to jednak kluczowe pytania, a narrator może zdecydować o tym samodzielnie.

To, co jest istotne, to komplet narzędzi, który pozwala tworzyć opętane postaci, a potem zbudować na podstawie tego fascynującą kronikę. To tak naprawdę oddzielna gra oparta o Świat Mroku. Dowiadujemy się, kto jest dobrym kandydatem do opętania, otrzymujemy i zasady wdzierania się do ludzkiego ciała, jak również nowe reguły tworzenia postaci i kompletną mechanikę dzielenia swej ziemskiej powłoki z demonicznym bytem. Sercem rozdziału jest ponad piętnaście stron specjalnych zdolności dostępnych opętanym, które pozwolą im rozporządzać iście piekielnymi mocami. Jak zawsze, wydawnictwo nie poradziło sobie z mechaniką, przepuszczając kilka błędów i niezbyt dokładnie balansując umiejętności, ale jeśli chodzi o ich charakter, to autorzy wyszli z tego naprawdę nie źle. Tą część podręcznika uzupełnia poradnik dla narratorów, jak i co prowadzić, mając drużynę opętanych.

W służbie piekieł
Jeszcze jeden pomysł na kronikę z udziałem opętanych postaci. Do świata śmiertelnych przedostał się potężny demon, który w swym szaleństwie zapragnął doprowadzić do apokalipsy. Jest to, rzecz jasna, zupełnie nie na rękę demonicznym zastępom, bo to dla nich oznacza koniec interesu. Dlatego ze samego dna otchłani przybywa grupa biesów, którzy opętują grupę śmiertelnych i składają im propozycję nie odrzucenia: opuszczą ich ciała, jeśli pomogą im powstrzymać koniec świata. Układ wydaje się prosty i nawet szlachetny, nawet jeśli postaci muszą zwalczyć ogień ogniem. Ale czy bohaterowie aby na pewno będą przekonani o słuszności swoich działań, gdy do rozgrywki dołączą egzorcyści, łowcy demonów, grupa Spokrewnionych z Lancea Sanctum uznających nadchodzący Armagedon za wolę Bożą, a nawet grupa istot podających się za aniołów? Czy demony aby na pewno mówią prawdę? A jeśli tak, to czy świat naprawdę wart jest ocalenia? Jaką cenę trzeba będzie za to zapłacić i czy w trakcie swej krucjaty postaci nie postradają swych dusz?


Na samym końcu znajduje się bestiariusz z różnej maści demonami. Przyzwyczaiłem się już, szczególnie po opisie antagonistów w podręcznikach do wampirzych przymierzy, że takie dodatki nie wzbudzają mojego entuzjazmu i samo mało interesujące. W tym przypadku ciekawym wyjątkiem jest opis dzieci diabła, czyli osób, które urodziły się przeklęte, skażone demonicznym nasieniem. Oprócz tego że dysponują nadludzkimi mocami, mają tendencję do degeneracji i schodzenia na złą drogę. Jednak nieliczni, którzy opierają się pokusie, tworzą organizację łowiecką, która tępi istoty nadnaturalne. To bardzo ciekawy przeciwnik dla grupy Spokrewnionych czy Uratha, który może nawet napsuć nieco krwi Przebudzonym.

Inferno zostało napisane tak, jak należy. Wszystko jest w nim na właściwym miejscu. A mimo to podręcznik nie porywa, nie ma w nim jakiejś skry geniuszu, dzięki której od razu ma się chęć prowadzić opowieści o opętaniach, kuszeniu i demonicznych paktach. Nie zrozumcie mnie źle. To świetna, rzemieślnicza robota, pozbawiona jednak prawdziwej pasji, którą można odnaleźć w wielu innych podręcznikach White Wolfa.

Czy w takim razie mogę ten podręcznik polecić? Tak, o ile nie macie jeszcze Wilkołaka: Odrzuconych lub Book of Spirits czy nawet Mage: the Awakening. O ile miano maeljin jest Wam obce, to ten podręcznik okaże się naprawdę przydatny. Podobnie, jeśli jesteście fanami - cokolwiek by to miało znaczyć - demonów, i chcielibyście poprowadzić kronikę w klimatach Spawna, to Inferno się wam przyda, bo jest tu wszystko, co potrzebne do prowadzenia. Jeśli jednak po prostu poszukujecie kolejnego ciekawego zakupu, to na pewno da się znaleźć lepsze pozycje.


Dziękujemy sklepowi Rebel za udostępnienie podręcznika do recenzji.

Kup teraz:
7.5
Ocena recenzenta
8.42
Ocena użytkowników
Średnia z 6 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 3

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
Tytuł: Inferno
Linia wydawnicza: World of Darkness
Autorzy: Matthew McFarland, John Newman, Malcolm Sheppard, Chuck Wendig
Okładka: Eric Deschamps
Ilustracje: Aaron Acevedo, Andrew Hepworth, Mathias Kollros, Brian LeBlanc, Pat Loboyko
Wydawca oryginału: White Wolf Publishing
Data wydania oryginału: 2009
Liczba stron: 188
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-1-58846-356-2
Numer katalogowy: WW55207
Cena: $29.99 US



Czytaj również

Blasphemies
Bluźniercy & Heretycy
- recenzja
Hunter: The Vigil
- recenzja
Ghost Stories
- recenzja
Volatofelis
Kocur z Bestiariusza

Komentarze


~musk

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Jaki jest zwiazek fragmentu tekstu umieszczonego w ramce z recenzowanym podrecznikiem? Czy to dygresja, wolna mysl autora, zainspirowana lektura podrecznika, raczej niz element recenzji? Jesli tak - wypadaloby to zaznaczyc.
09-04-2009 16:42
Kastor Krieg
   
Ocena:
0
Ramka znikąd to raz, a dwa... ogromna czcionka? Jest taka sama jak gdzie indziej.

No i spis treści, znowu... :/
09-04-2009 19:58
~bob_thorp

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+5
Pewnie autor mógłby opisywać eksplozje radości lub czarne jeziora smutku wzbierające w nim podczas czytania dodatku.
Mógłby, jasne że tak, tylko po co?
Być może dla części czytelników ów "spis treści" to informacje jakie chcą znaleźć w recenzji.
chodzi tylko o podjęcie prostej decyzji - albo przeczytam Inferno, albo nie.
"Spis treści" pomaga Kastorze.
Czytałem też Twój tekst i jako osoba która (wbrew pozorom) czyta ze zrozumieniem, mam już swoją opinie o tym podręczniku - bazując na dwóch, różnych, reckach.
Dlatego nie popieram takich buziek :/
pozdro.
09-04-2009 22:16
Kastor Krieg
   
Ocena:
+1
Pewnie autor mógłby opisywać eksplozje radości lub czarne jeziora smutku wzbierające w nim podczas czytania dodatku.
Mógłby, jasne że tak, tylko po co?


A czy ja gdzieś sugerowałem coś takiego? Nope.

Być może dla części czytelników ów "spis treści" to informacje jakie chcą znaleźć w recenzji.

To niech się ta część wypowiada ;) Moja część się wypowiada, że spisy treści są zupełnie nieprzydatne, że wolałaby porównać sobie swoją opinię z tym jak się Gruszczemu korzystało z podręcznika, co z niego wyniósł, jak go zinterpretował.

Wiesz, nie chcę nikomu przytyku robić (RLY), ale narzuca mi się per analogiam podejście do lektur - jedni je omawiają i streszczają tylko (zwykle w szkole / liceum), na studiach zaś (i w co lepszych szkołach) się o nich dyskutuje i stara się je interpretować, szukać genezy pewnych motywów, etc.

Staram się od pewnego czasu (od recki Promyka szczególnie) unikać streszczania podręcznika, zamiast tego go choć w części interpretując i sprawdzając jak dobrze udało się autorom osiągnąć zamierzony efekt.

Dlatego też recenzje będące w głównej mierze spisami treści są dla mnie zwykle sporym rozczarowaniem.

chodzi tylko o podjęcie prostej decyzji - albo przeczytam Inferno, albo nie.
"Spis treści" pomaga Kastorze.


Ogólną zawartość podręcznika znam z blurba i info wydawniczego, nie tego szukam w recenzji. Streszczanie recenzowanego materiału to jest coś, co znajduje się explicite poza formułą recenzji jako tekstu, przecież.

Czytałem też Twój tekst i jako osoba która (wbrew pozorom) czyta ze zrozumieniem, mam już swoją opinie o tym podręczniku - bazując na dwóch, różnych, reckach.

Wolałbym zobaczyć tekst usiłujący w większym stopniu "przeczytać" podręcznik, niż go streszczać, szczególnie jeśli recenzent miałby odmienną opinię, odmienne interpretacje, przemyślenia.

Dlatego nie popieram takich buziek :/

Nie popierasz tego, że daję wyraz rozczarowaniu? Czy jakoś inaczej zrozumiałeś tę buźkę? :)

Pozdrawiam.
09-04-2009 22:46
Draker
   
Ocena:
+5
Ogolna opinia recenzenta jest w ostatnich akapitach, a wczesniej znajduje sie dokladny opis zawartosci podrecznika z komentarzem odnosnie jakosci/przydatnosci.

Podrecznik to tekst uzytkowy, a nie literatura piekna, zeby ja "interpretowac".

Prosze, oto wypowiedziala sie ta druga czesc czytelnikow ;-)
10-04-2009 00:03
Kastor Krieg
   
Ocena:
+2
Ogolna opinia recenzenta jest w ostatnich akapitach, a wczesniej znajduje sie dokladny opis zawartosci podrecznika z komentarzem odnosnie jakosci/przydatnosci.

Draker, ja naprawdę wiem co wyżej się znajduje :P

Recenzja (IMO!) powinna pokazywać jaki cel dane dzieło stara się osiągnąć, jakimi metodami to czyni, oraz na ile skutecznie i jak się to przekłada na odbiór.

Podrecznik to tekst uzytkowy, a nie literatura piekna, zeby ja "interpretowac".

Tekst użytkowy to jest powyższa recenzja, albo instrukcja obsługi magnetowidu. Podręcznik jest tekstem literackim, mimo że się go "używa", a nie czyta od deski do deski i odstawia na półkę. Naprawdę, wiem co tłumaczyłem i jak się taki przekład kwalifikuje ;)

Co więcej, pody takie jak clanbooki, Rites of the Dragon, przygotowywany Testament of Longinus, czy Horror Recognition Guide, to czysta literatura praktycznie.

Prosze, oto wypowiedziala sie ta druga czesc czytelnikow ;-)

Ale się nie zna, IMO :P :P :P
10-04-2009 02:54
~musk

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+5
Nie rozumiem czemu minusujecie Kastora. Za sama twarz? Dlatego ze sie z nim nie zgadzacie? Jesli to drugie, to proponuje napisac polemike, a nie minusowac.
Ja rozumiem minusowanie jako pietno za przekroczenie norm przyjetych w dyskusji. Cos pokrecilem?
10-04-2009 12:04
Kastor Krieg
   
Ocena:
+1
@musk
Nic nie pokręciłeś, po prostu mam grono wiernych "fanów", którzy nie mają odwagi się podpisać pod opinią, ale minusują anonimowo cokolwiek tylko napiszę. Nie przejmuj się tchórzami.

Dziękuję raz jeszcze tym, którzy mnie odminusowują.
10-04-2009 22:15
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
dobre
10-01-2010 19:20

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.