Joe Hill, Rogi
string(15) ""
» Blog » I co z tego, że Polacy nie czytają książek?
22-02-2017 23:50

I co z tego, że Polacy nie czytają książek?

W działach: książki | Odsłony: 744

Kilka razy zdarzyło mi się martwić upadkiem czytelnictwa. Dziś zajmiemy się drugą stroną medalu: Dlaczego czytelnictwo spada i dlaczego mimo wszystko nie jest to straszne. Prawdę mówiąc, nie pamiętam dokładnie, dlaczego przyszedł mi do głowy akurat taki temat, jednak prawdopodobnie po ogłoszeniu wyników badań czytelnictwa za miniony rok ktoś mnie zirytował.

Co by się stało, gdyby Polacy czytali jeszcze mniej i dlaczego nie jest to takie straszne?

Pierwsze uściślenie:

Zacznijmy od jednej rzeczy: wbrew temu, co twierdzą statystyki, w Polsce książki czyta nie 40, 50 czy 60 procent ludności, między którymi to liczbami oscylują wyniki, a 5-10 procent. Reszta czyta barachło i równie dobrze mogłaby tego nie robić, bo i tak nic z tego nie wynika.

Jeżeli spojrzeć na listy bestsellerów, to królują tam straszne rzeczy: jakieś romanse i kryminały na poziomie, przy którym Conan Barbarzyńca jest literaturą nie dość, że wysoką, to jeszcze błyskotliwą i intelektualnie stymulującą. Potworne kicze, jak ta bajka o chłopcu przemierzającym ogarnięty wojną świat, by znaleźć liska o imieniu Pax (nie ma to jak powściągliwa symbolika). Pozycje szkodliwe społecznie, jak „dzieła” Bieszka, Zięby czy Pawlikowskiej… Polityczne agitki, jak „Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera”, czy też wreszcie zwykłe pornole, jak „50 twarzy Greya”.

Powiedzmy sobie szczerze. Nic strasznego by się nie stało, gdyby ludzie nagle przestali czytać takie książki. Nawet wydawcy nie ucierpieliby za bardzo, statystycznie bowiem czytana jest 1 na 5 sprzedanych książek.

Książka jako źródło magii:

Po drugie: nie ma prostego przełożenia pomiędzy liczbą przeczytanych książek, a inteligencją, wiedzą czy mądrością. By się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się „fandomowi literackiemu”, jego grupom dyskusyjnym lub blogom. Jako człowiek wrosły w fandom graczy fabularnych i komputerowych oraz w środowisko miłośników anime, byłem nieprzyjemnie zaskoczony tamtejszym poziomem intelektualnym. U nas nawet z trollem można porozmawiać mądrzej.

Problemy z formułowaniem własnych opinii i ich wyrażaniem, zerowy krytycyzm, powtarzanie jeden przez drugiego, okropne wręcz luki, zarówno w wiedzy o funkcjonowaniu rynku, własnym hobby, jak i w ogólnej oraz zwykłe chrzanienie na poziomie: „Przeczytałam w tym roku wszystkie tomy Sagi O Ludziach Lodu, jestem więc 47 razy mądrzejsza od przeciętnego Polaka”, „Ekranizacja Władcy Pierścieni jest tak dokładna, że nie ma sensu czytać książki”, czy „Ucieszyłam się, gdy dotarło do mnie, że Aleksander Dumas podjął się napisania książki na podstawie filmu Trzej Muszkieterowie, ale niestety jestem nią rozczarowana, bowiem powieść znacząco odbiega od oryginału” (wszystkie cytaty są autentyczne).

Mangowcom, graczom komputerowym czy RPG-owcom aż tak bardzo bredzić się nie zdarza. Ale żeby być graczem, to jednak trzeba umieć samodzielnie rozwiązywać problemy. A przynajmniej znajdować ich rozwiązania w sieci.

Książka to produkt:

No niestety, książka to produkt, spełniający pewne konkretne funkcje. Książki mają dostarczać wiedzy, umiejętności i rozrywki, służyć też do wypełnienia jakoś czasu, którego z tej czy innej przyczyny akurat nie pożytkujemy inaczej. Są stosunkowo młodym (szeroko dostępna, masowo drukowana książka to niestety dobro, które pojawiło się dopiero w II połowie XIX wieku) wynalazkiem zaawansowanej cywilizacji, która nie tylko miała czas wolny, ale też środki produkcji niezbędne, by stworzyć narzędzia do jego wypełniania. Stąd wzięły się takie zjawiska, jak powieści czy wiersze.

Niestety, XIX wiek był jedynie krótkim mgnieniem w dziejach naszej cywilizacji i część jego zdobyczy okazała się w dłuższej perspektywie jedynie ślepymi zaułkami ewolucji, które przegrały konkurencję z innymi formami rozrywki.

Tak więc poezja, która w dużej mierze zaspokajała te same potrzeby, co obecnie muzyka popularna, została w dużej mierze przez nią pokonana. Teza ta może wydawać się kontrowersyjna, ale spójrzmy na takie Ballady i Romanse Mickiewicza. Przecież to zwykły pop. Odkąd istnieje radio oraz ogólnie dostępne gramofony, rola poezji w życiu społecznym spada coraz niżej.

Tak samo wygląda sprawa z innymi gatunkami literatury. Radio i telewizja zabiły modne w latach 50. powieści w odcinkach, drukowane w gazetach. Masowa motoryzacja zlikwidowała „powieść pociągową”, popularną jeszcze w latach 70. „Powieści pociągowe” to krótkie, liczące 150-200 stron utwory, które kupowało się na stacji, czytało, a po dojechaniu do stacji końcowej najczęściej wyrzucało. W Polsce nie były modne, gdyż nigdy nie mieliśmy wystarczająco masowej produkcji, by pozwolić sobie na coś takiego. Anderson, Zelazny i wielu innych klasyków fantastyki pisało właśnie w tym nurcie.

Radio i telewizja zabiły lub w dużej mierze ograniczyły też rynek „powieści dla kucharek”, uwalniając nas od okropieństw pokroju Znachora Tadeusza Dołęgi-Mostowicza czy Nocy i dni Marii Dąbrowskiej, bo najmniej wymagający czytelnicy przerzucili się na brazylijskie seriale.

Dość długo, bo do lat 90. broniła się „powieść samolotowa”, która pełniła podobną funkcję, jak „pociągowa”, jednak ostatecznie przegrała z laptopami, odtwarzaczami MP3 i innym sprzętem pozwalającym w trakcie podróży pracować lub oglądać filmy.

Jestem gotów założyć się, że czytelnictwo w dużej mierze spadło właśnie dlatego, że w kulturze uczestniczyć można dzięki innym, często dużo doskonalszym środkom.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

Komentarze


Exar
   
Ocena:
0

No i o tym właśnie piszę. Nikt nie przeżywa rozterek związanych ze sprawowaniem władzy po przeczytaniu Gry o Tron, ale jednak wiele osób o tej książce rozmawia.

28-02-2017 14:13
Bakcyl
   
Ocena:
0

Niektórzy mogą przeżywać. Ci na stanowiskach... :D

28-02-2017 15:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.