string(15) ""
» Blog » Hospiterror - jak to ugryzłam po raz pierwszy?
24-08-2012 18:19

Hospiterror - jak to ugryzłam po raz pierwszy?

W działach: Sesje, RPG | Odsłony: 15

Hospiterror - jak to ugryzłam po raz pierwszy?
Cześć wszystkim.

W końcu zmotywowałam się do prowadzenia. Biorąc pod uwagę to, że ostatnio ewidentnie mam fazę na autroki znalezione w Internecie, moją uwagę przykuł Hospiterror. Dla niewtajemniczonych - cała akcja dzieje się w sennej wiosce Noville w stanie Iowa, dokładniej w Zakładzie opieki dla psychicznie chorych.  Gracze tworząc postać śmiało mogą przebierać w gamie schorzeń, dziwactw i narkotyków dostępnych w grze. Autor zaznaczył nawet, że wszystko w podręczniku jest bardzo umowne i spokojnie można wprowadzać swoje własne udziwnienia na potrzeby sesji. To zdecydowanie stanowi dla mnie plus, bo lubię niezależność i elastyczność. Założenie było takie, że poprowadzę gotową przygodę,  która znajduje się w podręczniku. Cóż. Częściowo poprowadziłam.

Głównym celem graczy (zgodnym z przygodą) było odniesienie znalezionego w pokoju, jeszcze nieoddanego Almanachu Sudoku. Jak powszechnie wiadomo narażenie się Bibliotekarzowi może się zakończyć mistyczną katastrofą lub innym końcem świata. Niemałe było przerażenie, kiedy Jake Darnwell - białas średniego wzrostu z blizną na czole poczuł coś twardego pod poduszką. Cóż śmiało mu przerwać snucie planów podboju świata? Sudoku. Nastąpiła chwila konsternacji i szybkie sprawdzenie daty oddania. Jutro. Szukając wzrokiem kompana Jake zauważył go siedzącego w kącie, beztrosko układającego jedną ręką wieżę z wypalonych zapałek, drugą zaś piszącego jakieś niezrozumiałe słowa na ścianie. Vincent Ohara Vermilion z natury działał jak Sprężynka - wieczne ADHD i niemożność skupiania się tylko na jednej rzeczy jednocześnie. W większym mroku był dość mało zauważalny z racji swojego ciemnego koloru skóry, ale jeśli tylko mignął ci rastafariański dres - tak, to na pewno był on.

Bohaterowie gorączkowo myśleli nad planem wydostania się z pomieszczenia. Najszybciej na pomysł wpadł Jake, który włożył głowę kolegi do sedesu i spuścił wodę tak, żeby ten lekko się zachłysnął. Następnie zawołał pielęgniarza, który patrolował korytarz. Niestety Jake przeliczył sie na dobroduszności Simona, którego właściwie nie zdziwił ten widok. W ostatnim jednak momencie, gdy znudzony wychodził z pomieszczenia oberwał jakże cudownym i uniwersalnym Almanachem Sudoku. W tym samym czasie Vincent usiłował złapać go za kostki, niestety jednak brakło mu dosłownie kilku centymetrów. Zanim zdążył się zorientować, spadło na niego wielkie cielsko pielęgniarza. Oczywiście po zdjęciu go z biednego rastarafianina, został dokładnie przeszukany. Jake zwinął zapalniczkę i bliżej nieokreślone tabletki.
Kiedy już po cichu i niczym różowe pantery nasi gracze przemknęli się do większej sali zwanej też Świetlicą, wzrok ich padł na wpół urwany neon. Darnwell uznawszy zapewne, że będzie to świetna broń rozkazał swemu umięśnionemu koledze wyrwać go do reszty. Nie przewidział jednak, że tamten będzie na tyle nieostrożny, że porazi go prąd. Po chwilowej jednak walce z upartymi kablami udało się. Niestety dźwięki towarzyszące ich zmaganiom przyciągnęły do nich Pielęgniarkę. Wielkie, tłuste i obrzydliwe babsko nadciągało w ich stronę zdecydowanym krokiem hitlerowca. Jake zdążył czmychnąć, Vincent natomiast złapał jeden ze swoich zawiasów (tak to jest jak ma się przepalony mózg) i kobitka go dopadła. Gdyby nie interwencja Jake’a i neonu mogłoby być źle. Oczywiście ujawniło się szaleństwo Darnwella, który to zakopał cielsko pod stertą krzeseł.
I tu następuje moment w którym dałam się ponieść mojej chorej fantazji i zamiłowaniu do mindfucków.
W sali w której się znajdowali zaczęła się pojawiać mistyczna mgła. Z każdą następną sekundą ich niezdecydowania gęstniała i bohaterowie zostali otoczeni przez kopułę nieprzeniknionego mroku.
Bardziej intelektualny Jake wpadł na pomysł zapalenia zapalniczki co poskutkowało częściowym usunięciem się mgły z obszaru wokół niej. Leżący rastafarianin niestety został unieruchomiony od łydek w dół. Szybko jednak wpadli na pomysł zrobienia mini-pochodni, a nawet rozpalenia ogniska (tak! na środku sali!). W tym momencie kiedy Jake rozrzucił palące się kawałki krzeseł sceneria zmieniła się. Obydwoje siedzieli pod ścianą kiwając się jakby conajmniej mieli chorobę sierocą. Krzesła i stoły były ustawione dokładnie tak jak w momencie gdy weszli tu po raz pierwszy. Ciało Pielęgniarki zniknęło wraz ze wszystkimi jej rzeczami. Panowała tylko przejmująca cisza, a pokój wydawał się ciuteczek inny niż był poprzednio. Nie przejęli się tym zbytnio i ruszyli dalej.

Przeciętny Mg będzie myślał, że zakradną się do pokoju Pielęgniarzy (który na domiar złego nie miał drzwi) gdzie po drodze znajduje się niezliczona ilość rzeczy z którymi można się schować. Nie tym razem. Nasz murzyn - sportowiec postanowił użyć swojej wybitnie rozwiniętej szybkości i wpaść do pokoju, zabrać plan piętra niczym struś pędziwiatr. O dziwo mu się to udało (Nawet dwa razy!). Żeby się bardziej nie pogrążać, okazało się że Pielęgniarz zasnął przy włączonym telewizorze. Vincent wyniósł owszem kalendarz, jednak plan znajdował się na biurku zaraz za wielkim śpiącym w fotelu bujanym człowiekiem. Oczywiście zamiast przekraść się obok, lub spróbować go przesunąć, nasz niezrównoważony rastafarianin wepchnął Pielęgniarzowi garść tabletek do gęby kiedy ten radośnie otwierał ją chrapiąc. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że była to kapsułkowana Efedryna (+1 Spryt i +1 Intelekt), którą bardzo trudno przedawkować. Zakończyło się to walką, odjętymi paroma punktami Kontaktu z Rzeczywistością i wbitym w pierś Pielęgniarza neonem. Gorączkowo szukając bezpieczniejszego sposobu na podróżowanie po korytarzach Zakładu, Jake przebrał się za Pielęgniarza a swojego wesołego kompana za poszkodowanego. Po przeszukaniu pomieszczenia znaleźli też parę przydatnych rzeczy i ruszyli.

Na kolejnym poziomie spotkała ich mała niespodzianka. Korytarz wyglądał jak rodem wyjęty z Dead Space (If you know what I mean). Ciemno, znów urwany neon, który uparcie usiłował się zaświecić, kilka trupów leżących na podłodze, brud, zapach krwi i stęchlizny. Na samym końcu korytarza zamknięte drzwi. Gdy bohaterowie zrobili kilka kroków naprzód, spostrzegli, że za nimi zamiast schodów znajduje się.. ściana. Po paru przerażających dźwiękach, które akurat dobiegły gdzieś z końca korytarza, pojawiły się dwa nowe trupy wielkości Vincenta i Jake’a. Leżały na twarzy więc gdy je obrócili ujrzeli dwa radosne obrazy - Vincenta z rozciętym gardłem, przeciętymi nadgarstkami, niezliczoną ilością siniaków i krwiaków oraz Jake’a z chirurgicznie rozciętym mostkiem, brakiem żeber i jednej stopy. Chwile później trzasnęło i otworzyły się drzwi. Zimny dreszcz przebiegł po kręgosłupie graczy. Spojrzeli przed siebie i zobaczyli szarżujące na nich trupy, na które przed chwilą spoglądali.
Rozsądny (w miarę możliwości, rzecz jasna) Jake zatrzymał się i przypomniał sobie o tabletkach. Uznając to za omamy zażył parę i w tym momencie on i jego klon równocześnie usiedli na podłodze nieruchomiejąc. Mniej rozsądny Vince rzucił się na swojego klona zadając mu siarczysty cios w podbródek. Zdziwienie było niemałe gdy klon wykonał dokładnie taki sam ruch. W końcu po paru nieudanych próbach, rzutem tabletkami (klon wykonał to samo), zebrał parę z podłogi, połknął i wszystko ucichło. Znowu byli w normalnym, sterylnym korytarzu siedząc pod ścianą.

Drzwi były uchylone. Powoli zajrzeli do środka i zobaczyli zupełnie pustą salę operacyjną. Ewidentnie przygotowaną. Usłyszeli kapanie. Spojrzeli na swoje ręce, które były uwalane w krwi. Spływała gęsta spokojnymi strugami z ich palców. Sprawdzili - brak skaleczeń. Skąd krew? Dzięki swojej Inteligencji Darnwell zauważył, że pojemnik z krwią przygotowany do operacji jest zupełnie pusty. Zabrał jeden skalpel oraz dwie strzykawki z niebieskawą substancją. Na podłodze znajdowały się odciski ich stóp prowadzące do dwóch różnych wyjść. Samotnie podążyli tymi ścieżkami. Rastafarianin stęsknił się za hajem i zażył część nowo znalezionych tabletek. Okazało się, że to LSD i mógł porozmawiać ze... zjaranym Szatanem. Obydwoje w dwóch różnych korytarzach, z mrugnięciem oka zaczęli brodzić we krwi po kostki. Jake nasłuchiwał odgłosu puszczonej wody. W końcu spotkali sie na złączeniu widząc kran z którego lała sie krew. Obydwoje chcieli zakręcić.

W tym momencie znaleźli się w zamkniętym pokoju. Po dwóch stronach znajdowały się krany z których tryskała posoka. Poziom podnosił się po kolana, potem po uda. Udało im się zakręcić krany odkręcając je maksymalnie. Gdy zanurzyli się w poszukiwaniu korka lub jakiejś zapadni spoglądając na siebie okazało się, że są zupełnie nadzy. Nie przejmując się, z coraz większym przerażeniem i chęcią wydostania się wymacali w podłodze prostokąt. Vince długo sie nie zastanawiając stanął na nim ciągnąc za sobą Jake’a. Spadli w dół.

Znowu siedzieli na korytarzu. Vincenta paliło coś na kostce. Okazało się, że wypalił się na nim znak małego klucza i dwie dziwne nieznane im zupełnie runy. To samo pojawiło się za uchem Darnwella.
Zupełnie zdezorientowani i zdrowo poschizowani ruszyli szybko dalej. W kolejnym pokoju stoczyli krwiożerczą walkę z dwoma przygotowanymi na ich przybycie Pielęgniarzami.  Jake bezlitośnie podciął gardło ogłuszonemu gdy juz wykończył poprzedniego (z niemałą pomocą kolegi). Sala wyglądała dokładnie jak poprzednia. Z tą tylko różnicą, że nad łóżkiem unosiło się niewidzialne ciało wielkości Vincenta. Dodatkowo przy łóżku znajdowały się kajdany na stopy i nadgarstki. Obu zaczęło świtać, że coś jest na rzeczy. W głowie Darnwella poczęła kiełkować mała, nieznośna myśl. Wszystko wyglądało, jakby to on prowadził badania na swoim koledze. Nie pisnął jednak słówkiem. Zeszli po schodach.

Na ostatnim korytarzu znowu powtórzyła się sytuacja rodem z Dead Space. Tym razem korytarz usłany był kokainą warta conajmniej półtora miliarda. Siedzieli naprzeciwko klonów. Jake naprzeciw klona- Vinca, i na odwrót. Klon Vinca wyciągnął w stronę Jake’a zakrwawione ręce z króych jak z szklanek spływały strugi. Natomiast klon Jake’a wyciągnał ręce w stronę prawdziwego Vincenta i zacisnął je mocno na szyi. Wtedy już wszystko było wiadome. Prawdziwy Jake uświadomił sobie, że jedyną osobą stojącą mu na drodze do zdobycia władzy nad światem jest jego kolega. Prawdziwy Vincent przypomniał sobie o strzykawce i tym razem szybko zaaplikował ją sobie. On i jego klon znieruchomieli. Jake dalej walczył. Zanim zdążył zrobić to samo, prawie miażdżąc koledze gardło odebrał mu dwa punkty Kontaktu z Rzeczywistością. Wszystko ponownie wróciło do normy. W końcu na końcu korytarza zobaczyli napis Biblioteka. Udało im się znaleźć jeszcze ukryty magazyn, w którym znajdowały się puszki z napisem “Experience”(nie dały się jednak otworzyć). Przeczekali aż Bibliotekarz wyjdzie, czmychnęli do Biblioteki, odłożyli Almanach Sudoku... i przez przypadek odkryli mityczną tajemnicę. Strażnik Krzyżówek (patrz Bibliotekarz) posiadał słoiki z czystym powietrzem z Zewnętrznego świata, dzięki którym utrzymywał niesamowita jasność umysłu. Oczywiście bohaterowie nawdychali się tego, co pozwoliło im odzyskać po punkcie Kontaktu z Rzeczywistością. Zaalarmowani krokami z zewnątrz, zebrali się i zdążyli uciec do magazynu, Niestety zostali zauważeni. (Tu kości zrobiły mi na złość bo wychodziły im świetne rzuty) Fartem udało im się szybko pokonać wszystkie piętra, uciec Pielęgniarzom, staranować tych na drodze i wpaść z powrotem do celi.
Jake nie poczuł niczego twardego pod poduszką, Vincent dalej układał i pisał po ścianie a drzwi były zamknięte..

Chciałabym bardzo! podziękować moim graczom za świetne odegranie chorób psychicznych i wszelakich ułomności. Myślę, że sesja była okej (jak zwykle mam problem z oceną własnych umiejętności, wychodzę bowiem z założenia że zawsze jest coś co można poprawić). Żałuję niezmiernie, że sesja była rano, ale myślę że klimacik był. Cieszę się, że udało mi się w taki sposób poprowadzić system i świat w którym zupełnie jeszcze nie prowadziłam.
Jako kobieta (tak tak, jestem erpegującą kobietą - nie, myślę że nie jestem trollicą :)) dziękuję, że nie szufladkujecie mnie “bo kobiety w erpegach to zuo”.
Przywituję się (tak, to moje słowotwórstwo) ze wszystkimi na polterze :) Mam nadzieję, że przygarniecie mnie do swojego grona.

Adios!
Taiga.

Komentarze


Tyldodymomen
   
Ocena:
+1
Graj zielarką !

Pozdruffka
24-08-2012 18:36
Eliash
   
Ocena:
+2
Powiem Ci, że nie spodziewałbym się, że z tego dziwnego systemu (a tym bardziej z tej gotowej przygody) może wyjść coś tak fajnego ;)
24-08-2012 19:25
Furiath
   
Ocena:
0
Fabuła strzasznie nudna, jak to sesje czytane, a jak sama gra?
24-08-2012 21:59
Taiga
   
Ocena:
+1
Ja ci tego nie powiem, mi się prowadziło dobrze.
24-08-2012 22:14
Królik
   
Ocena:
0
Witamy na Polterze :P

Nadal mam mindfucka po scenie z krwią...
25-08-2012 19:47

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.