string(15) ""
» Blog » Hermes, pies i gwiazda - Herbert
09-06-2011 07:31

Hermes, pies i gwiazda - Herbert

Odsłony: 3689

Zajęło mi parę lat, by dopiero na początku tego roku zrozumieć jeden z najprostszych tekstów Herberta. Jest zręsztą bardzo znany, gdyż to jego tytuł przybrał także tomik, w którym był zamieszczony (tomik zresztą bardzo daleki od ideału).

Uwaga praktyczna: Internet nie jest najlepszym źródłem wierszy mistrza. Prawie wszystkie z nich są dostępne na stronach internetowych, ale ilość literówek i błędów jest tragiczna. Zdecydowanie lepiej sięgnąć do publikacji książkowych, zwłaszcza do "Wierszy zebranych" wydawnictwa a5 (Kraków 2008).

Hermes, pies i gwiazda

Hermes idzie przez świat. Spotyka psa.
- Jestem bogiem - przedstawia się grzecznie Hermes. Pies wącha jego nogi.
- Czuję się samotny. Ludzie zdradzają bogów. Ale zwierzęta, nieświadome i śmiertelne, oto czego pożądamy. Wieczorem po całodziennej wędrówce usiądziemy pod dębem. Powiem ci wtedy, że czuję się stary i chcę umrzeć. To będzie kłamstwo potrzebne, abyś lizał moje ręce.
- Owszem - odpowiada niedbale pies - będę lizał twoje ręce. - Są chłodne i mają dziwny zapach.
Idą, idą. Spotykają gwiazdę.
- Jestem Hermes - mówi bóg i wydobywa jedną ze swych najpiękniejszych twarzy. - Czy nie chciałabyś pójść z nami na koniec świata? Postaram się, aby tam było przeraźliwie i abyś musiała oprzeć głowę na moim ramieniu.
- Dobrze - mówi szklanym głosem gwiazda. - Wszystko mi jedno, dokąd idę. A z tym końcem świata to naiwność. Niestety, nie ma końca świata.
Idą. Idą. Pies, Hermes i gwiazda. Trzymają się za ręce. Hermes myśli, że gdyby drugi raz wyruszał szukać przyjaciół, nie byłby taki szczery.

Komentarze


Malaggar
   
Ocena:
0
Panowie, Wasze interpretacje są wspaniałe, ale mnie jak zwykle nachodzi myśl - a może autor nic specjalnego nie miał na myśli, ot, po prostu zechciało mu coś napisać.

Bo, nie mówiąc tu akurat o Herbercie, tylko ogólnie, zawsze bawi mnie dorabianie miliarda teorii do każdego dzieła literackiego. Teorii, które czasem są absurdalne, czasem zaś po prostu na siłę, tak, jakby osoba nie mogła napisać powieści na zasadzie "wiem, że fajnie piszę, a to sobie machnę coś o facecie co zabija starszą kobietę siekierą, może się sprzeda."
09-06-2011 21:28
27532

Użytkownik niezarejestrowany
    (komentarz zedytowany)
Ocena:
0
Tyle, Mal, że my mamy w nosie autora (tak, mówię to o tym samym, kogo nazywam mym mistrzem) i nie interesuje nas, co on sobie pomyślał. Niezależnie od tego, co sobie pomyślał twórca, analizujemy jego tekst, nie jego intencje. Zapewne kojarzysz słynne "co poeta miał na myśli". Takich pytań sobie zadawać nie należy.

Nawet ja mam tak, że napisałem parę wierszy, które po paru latach odczytywałem już inaczej (a niezależnie od tego większość z nich poszła do czorta ; )). Są artyści, którzy piszą po to, by wyrazić siebie i jest dla nich ważne, by dojść o czym sobie myśleli. Wielu jednak po prostu pisze tekst i ten tekst staje się niezależny.

Istnieją ładne pojęcia: intencja autora, intencja tekstu, intencja odbiorcy. Co sobie myślał autor, co wynika z tekstu, co chce do tekstu wrzucić czytelnik.

Interpretowanie jest ciekawe wtedy, gdy obserwujemy intencję tekstu. Wtedy można rozważać ewentualne słuszności.

A jak intencja autora się nie zgadza z intencją tekstu? Najwyraźniej popełnił jakiś błąd.
09-06-2011 21:39
Malaggar
   
Ocena:
0
Aure: Dzięki Tobie zrozumiałem, czemu nie lubiłem literatury w liceum:P Bo nie umiem bez zmrużenia okiem puszczać ściemy jak to głęboko umiem zinterpretować tekst ;)
09-06-2011 21:44
Albiorix
   
Ocena:
0
Malagar, jak osmielasz sie nazywac moja intepretacje wiersza z komentarza Ramireza "naciagana" to chocaz to uzasadnij. :D

Swoja droga zupelnie nie "czuje" poezji. Jak autor chce cos przekazac to niech pisze jasno i w razie potrzeby zalaczy tabelke i wykres. Jak ja mam sie dowiedziec czegos o ludziach i zyciu to wole poczytac artykuly o socjologii, neurologii albo zarzadzaniu a nie nadinterpretowac efektywnie losowe zlepki wyrazow.
09-06-2011 21:45
Scobin
   
Ocena:
+3
@Malaggar

zawsze bawi mnie dorabianie miliarda teorii do każdego dzieła literackiego

Ale dokładnie to samo robisz w życiu, dorabiając miliard interpretacji (tylko że mniej wyraźnie wypowiedzianych) do tego, co słyszysz, widzisz, czujesz itd. Dokładnie tak samo robię ja i wszyscy ludzie. Każdy szuka sensu. A niektórzy lubią (chcą? potrzebują?) ten sens znajdować w literaturze. Lepszej lub gorszej, bardziej lub mniej złożonej.

To pierwsza sprawa. Drugą jest to, że każde dzieło literackie jest głęboko zanurzone w kulturze i zawsze wiąże się z innymi dziełami. Nawet jeżeli autor nie zdaje sobie z tego sprawy, to to i tak nic nie zmienia – te związki nadal można się starać śledzić. Co więcej, nawet słaba i pozbawiona autorefleksji literatura ("Zmieeerzch"!) może nam bardzo dużo powiedzieć o kulturze, społeczeństwie... i czytelnikach.

@Aureus

Gdybym poznawał Herberta poprzez "liminalność temporalną", sztuka ta byłaby dla mnie martwa.

Ale mówimy (prawdopodobnie) o tekście skierowanym do ludzi, którzy są o parę długości przed nami. Czytają Herberta tak długo, że dotychczasowe narzędzia im nie wystarczają. I chętnie sięgają np. po liminalność, homo religiosus i tak dalej. Bo zdążyli już przeczytać i teksty Victora Turnera, i Mircei Eliadego, i wiele innych. Teraz do nich się odnoszą, czytając Herberta – i pisząc o nim.

@Albiorix

A jak jakiś kompozytor pisze muzykę, to niech pod nutami robi dopiski i rysunki, żeby czytelnik wiedział, co ma sobie podczas słuchania wyobrazić? ;)
09-06-2011 21:45
Malaggar
   
Ocena:
0
Staszku
(mogę się do Ciebie tak zwracać? Dzięki. Ty możesz do mnie mówić Panie Michale ;) )

Ja zdaję sobie sprawę, iż to robi się w codziennym życiu, to robię na studiach (w końcu opieram się o źródła). Ale w swojej nieznajomości technik "rozpracowywania" literatury zawsze miałem poczucie, że w jej wypadku dochodzi do pewnego przekroczenia norm, które uważam za granicę.
Po prostu odczuwam dyskomfort budując teorie na podstawie wątłych (w moim mniemaniu) przesłanek.
Nie mam natomiast problemu z tym, że literatura i w ogóle sztuka pozwala nam wyciagnąć pewne wnioski (które moim zdaniem należy oczywiście podeprzeć innymi dziełami tego okresu/kręgu kulturowego/cokolwiek) na temat społeczeństwa, postrzegania problemów i tak dalej.

A jak jakiś kompozytor pisze muzykę, to niech pod nutami robi dopiski i rysunki, żeby czytelnik wiedział, co ma sobie podczas słuchania wyobrazić? ;)
Odpowiem na to:P
Nie, bo dla mnie dobra muzyka ma taki poziom wartości estetycznej, jakiego nie osiągnie literatura piękna, więc zadowalam się doznaniami, a nie rozbijam ją na czynniki pierwsze.

Ale, jak wielokrotnie powtarzałem, nie przepadam za "literaturą piękną".
09-06-2011 21:49
Albiorix
   
Ocena:
0
Jak kompozytor pisze muzyke to odwoluje sie niemal bezposrednio do osrodkow w mozgu odbiorcy ktore na bardzo niskim poziomie przekladaja rytmy na emocje i wyobrazenia. Osrodek mowy jest zbyt zlozony zeby to dzialalo w wiekszosci przypadkow. Do mniejszosci - poezja trafia.
09-06-2011 21:52
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Albiorixie, sprawa jest bardzo prosta:

- jeżeli spotkam człowieka, który powie mi wprost: "bądź dobry" albo "życie jest piękniejsze, niż ci się zdaje", nie zrobi to na mnie Żadnego wrażenia;
- jeżeli spotkam dzieło sztuki (tu nie tylko wiersz) który sprawi, że zacznę coś czuć, a za tym uczuciem pojawi się jakaś myśl - mówi mi zdecydowanie więcej, jak gdyby mówił to wprost.

Sztuka potrafi czasem zagrać na emocjach, a za tą grą przedstawić refleksję, która dopiero dzięki temu pośrednictwu może mnie skłonić do przemyśleń.

To mniej więcej różnica motywująca "mówienie wprost". Zwłaszcza, że bardzo wielu rzeczy nie da się powiedzieć "wprost" - natomiast znane dzięki sztuce skojarzenia potrafią zapełnić tę lukę (czyt. gdy powiem przyjacielowi "bądź wierny, idź" rozumie, co mam na myśli nawet, gdy normalnie musiałbym do tego użyć wywodu etycznego).

Nasz język codzienny jest wypełniony metaforami, które spowszedniały (przykładowe metafory: język codzienny, język wypełniony), gdyż ułatwiły nam komunikację.

EDIT: Czyżbyśmy mieli powrócić do wątku muzyki jako prymitywnej, najniższej ze sztuk (długo uważanej za dziedzinę matematyki), nie wymagającej żadnego zaangażowania intelektualnego? W przeciwieństwie do poezji, której jednak trzeba się uczyć nawet, by ją odbierać. Łatwiej mówić, że jest głupia. ; )
09-06-2011 21:55
Mayhnavea
   
Ocena:
+3
@ Aureus:
Innymi słowy, dla Ciebie obraz psa jako przyjaciela (od którego oczekuje się wręcz zniewalającej lojalności), gwiazdy jako obiektu marzeń (miłości, która jest świadoma nieprawdziwości składanych jej obietnic, mimo to je akceptuje) i bóstwa, które wyrzuca sobie, że zbyt szczerze ujawniło swoje nieszczere zagrywki (służące nawiązaniu relacji, przerwania samotności) to za mało

Oczywiście, że za mało. Do tego banalnie. A Herbert nie był ani banalny ani niemądry i jeżeli pisze "Hermes" a nie "Atena", to z konkretnych przyczyn. Czemu próbujesz wydziedziczyć go z kultury, w której tak głęboko uczestniczył (i ją po części kreował)?

Oczywiście, że pies nie oznacza tylko lojalności. Szczególnie, że jest to symbol na tyle obszerny, że jego znaczenie należy odnieść do tego, jak funkcjonuje w tekście. Podobnie, skąd przekonanie, że gwiazda to tylko "gwiazdka z nieba"?

i tekst tak długo nie będzie ciekawy, jak długo nie będzie miał czegoś więcej - więc należy dołożyć wszelkich starań, by coś więcej tu włożyć?

A czy coś dołożyłem do tego tekstu? Stwierdziłem tylko, że Ty odjąłeś (to, co zdaje się wręcz najistotniejsze).

Jedyny problem, jaki mam, tyczy się Hermesa.

Sądzę, że tutaj to on jest najistotniejszy i cała interpretację należy zacząć i skończyć na nim (na tym co i jak wypowiada).

(Najbardziej nienaukowy zarzut zostawiam dla marginesu: nie, o żadnej miłości czy rewolucjach w zakresie przyjaźni oraz pojmowaniu tych uczuć nie ma w mym przypadku mowy. To nie jest odczyt z perspektywy biografii.)

Chyba niepotrzebnie się jeżysz. Zarzut był naukowy. I tak, gdybyś dokonał takiej interpretacji w oparciu o głębokie doświadczenie, to w duchu hermeneutyki byłaby ona jak najbardziej uzasadniona. Dla mnie jako innej osoby raczej bezużyteczna (na tym poziomie opisu), ale świadczyłaby o tym, że znalazłeś w czymś głęboki sens dla siebie.

@ Malaggar:
Teorii, które czasem są absurdalne, czasem zaś po prostu na siłę, tak, jakby osoba nie mogła napisać powieści na zasadzie "wiem, że fajnie piszę, a to sobie machnę coś o facecie co zabija starszą kobietę siekierą, może się sprzeda."

Niektórzy tak robią i to też wypada rozróżniać. Niemniej nawet najbardziej banalny pisarz, których np. w polskiej fantastyce mamy na pęczki, jest zanurzony w kulturze, chcąc-nie-chcąc jest kontynuatorem przynajmniej tradycji basenu Morza Śródziemnego, posługuje się bardzo obciążonym znaczeniowo językiem, jest też uwarunkowany psychologicznie i antropologicznie itd. Tak więc nawet jeśli "autor nie miał na myśli" nic, to i tak jego praca coś znaczy (nawet jak ktoś milczy, to to ma znaczenie). Kwestia dobrej oceny tego i wyważenia proporcji, co się odczytuje jako zawartość samego tekstu, jako myśl intencjonalną, a co jako np. kontekst, który można uruchomić.
09-06-2011 21:56
Albiorix
   
Ocena:
+1
Może inaczej - jestem w stanie wyobrazić sobie słowa które mogłyby do mnie trafiać. W sumie nawet jestem w stanie odczuwać lekką ekscytację i radość ze świadomości jak to jakieś słówko czy wyrażenie ma miriady znaczeń, jak jego etymologia sięga jak strzała przez warstwy historii, jak moje (podstawowe) zrozumienie jego niuansów pokazuje mi na ułamek sekundy że na układ moich neuronów złożyły się pokolenia mędrców przez tysiąclecia cywilizacji. Umiem też docenić zgrabne, perfekcyjne ułożenie kilku słówek, tak by mówiły kilkakrotnie więcej niż wynikało to z długości zdania, wszystko całkiem jasne - ale tylko dla świadomego czytelnika.

Ale raczej nie udało się idealnie trafiać w moje gusta więcej niż kilkoma super zgrabnymi zdaniami wewnątrz powieści. Gdybym czytał poezję kogoś kto postrzega świat trochę podobnie do mnie to pewnie by mnie zachwycała. Ale tacy ludzie zwykle nie piszą poezji tylko aplikacje :D
09-06-2011 22:10
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Zarzut był nienaukowy, gdyż nie bazował na naukowej analizie, lecz na odgórnym założeniu, że potrafię teksty analizować tylko z perspektywy własnych przeżyć. Może się nie znam - dla mnie stawianie tez bez poparcia to jednak nie nauka.)

Mogę stworzyć listę tekstów dowodzących, że niebanalny Herbert pisał czasem wiersze banalne. Nie wiem, czy znasz "Samobójcę", w którego istnienie nie uwierzyłbym, gdybym nie zobaczył w HPiG (czytałem takich tekstów z ręki licealistów na pęczki):

"Był taki teatralny. Stanął przed lustrem w czarnym ubraniu z kwiatem w butonierce. Włożył do ust narządzie, czekał, aż lufa ociepli się i uśmiechając się z roztargnieniem do swego odbicia - strzelił. Spadł jak płaszcz zrzucony z ramion, ale dusza stała jeszcze jakiś czas potrząsając głową coraz lżejszą, coraz lżejszą. A potem ociągając się weszła w to zakrwawione u szczytu ciało w chwili, gdy wyrównywała się jego temperatura z temperaturą przedmiotów, co - jak wiadomo - wróży długowieczność."

---

Nie bardzo widzę sens rozdzielania rozmowy na podpodwątki. Powiedz, proszę: jak w tekście funkcjonuje pies, skoro mówisz, że nie jak symbol (bardziej alegoria) pełnej lojalności i przyjaźni, także pomocy (lizanie rąk - lizanie ran), zaciekawienia obcością (wąhanie dziwnych, zimnych rąk) i pewnego dystansu (lekceważący ton jego odpowiedzi)?

I zastrzegam: nie interesuje mnie "w kulturze hebrajskiej psy były uważane za nieczyste, więc można spojrzeć na to inaczej". Potrzebuję konkretnych zastosowań w tekście.

Jeżeli potrafisz odwrócić psa w taki sposób, że przestanie być tym, co opisałem - chętnie poczytam więcej.
09-06-2011 22:13
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Albiorixie, tyle, że nigdy nie spotkasz kogoś, kto myśli idealnie, jak Ty. To nie jest dobre kryterium. : ) Nie lubię tekstów Herberta dlatego, bo uważałem go za me odbicie, lubię po prostu jego wiersze. I nawet, jak się z nimi nie zgadzam, to dalej zdarza mi się je lubić.

Przypomina mi się film Hero. Całkowicie nie zgadzam się z wnioskami. Nie znaczy to jednak, że muszę go odrzucać. I przedstawione w nim obrazy tkwią we mnie bardzo mocno.
09-06-2011 22:17
Scobin
   
Ocena:
+2
@Michał

1. "Staszku" – spoko. :)
2. Kiedy interpretujesz wiersz, nie budujesz teorii, tylko interpretację. Nie starasz się dociec prawdy o świecie, tak jak wielu przyrodników i niektórzy historycy. Mało który czytelnik traktuje poezję tak, jak raporty z badań empirycznych. Natomiast jeśli osobiście nie przepadasz za literaturą piękną – spoko. :)

@Albiorix

1. Wiadomo, każdy człowiek ma przecież w mózgu wrodzone ośrodki fletu, banjo i klarnetu. To właśnie dzięki tym ośrodkom do obcowania z muzyką nie jest potrzebna żadna kompetencja kulturowa. W ten sposób Chińczycy mogą z natury lubować się na równi w muzyce Bacha i muzyce Bantu. Bo muzyka – w przeciwieństwie do poezji – jest wszak głęboko akulturowa i przenika z impetem w głąb, atakując bezpośrednio mózg. Wiadomo, każdy człowiek na Ziemi ma te same skojarzenia z dźwiękiem skrzypiec. ;)

2. Natomiast jeśli osobiście nie przepadasz za poezją – spoko. :)
09-06-2011 22:41
Mayhnavea
   
Ocena:
+1
@ Aureus:
Zarzut był nienaukowy, gdyż nie bazował na naukowej analizie,

Auć, wróciłem do oryginalnego posta - i tam uwaga, że sądzę, że ta interpretacja była inspirowana życiem, wcale nie jest żadnym zarzutem. Przeciwnie, wczytaj się, Twoje zdanie uznałem za błędne mimo tego.

Nie bardzo widzę sens rozdzielania rozmowy na podpodwątki.

Jakie podwątki? chodzi o kwestię logiki wypowiedzi oraz stosowania ironii.

Powiedz, proszę: jak w tekście funkcjonuje pies, skoro mówisz, że nie jak symbol (bardziej alegoria) pełnej lojalności i przyjaźni,

Pies jako symbol ma ambiwalentne znaczenie, albo jako wierność, albo przeciwnie, jako zdrada bądź też zaślepienie. W tekście Hermes zwraca się do psa jako wcielenia wierności, ale też bezmyślności, braku świadomości. Mówi mu kłamstwo i mówi mu, że było to kłamstwo. Odpowiedź psa sugeruje, że wcale nie jest nieświadomy ani bezmyślny. Wie, że jest oszukiwany, ale godzi się na to, jest obojętny. Nie uosabia zatem wierności, czyli postawy czynnej, entuzjastycznej. Jest bo jest, bierny, niezaangażowany (bo cóż oznacza stwierdzenie, że ręce Hermesa mają "dziwny zapach", jeżeli to stwierdzenie nie inicjuje niczego innego. Nie jest zatem ani przyjazny, ani lojalny, ani zaciekawiony, lizanie ran nie jest chęcią niesienia pomocy (już do motywu świętych ran w ogóle się nie odwołujmy), nawet nie zgodą na narzucenie woli, tylko obojętnością. Równie niepożyteczna i beznamiętna jest gwiazda, nic dziwnego, że Hermes żałuje takiego doboru (czy też takiego motywowania) przyjaciół.
09-06-2011 22:41
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Umiejętniej niż ja wyrażasz to, co sam w tym tekście widzę. Nie wiem jednak, dlaczego mają powyższe sformułowania dowieść, że nie jest to tekst o przyjaźni i miłości.
09-06-2011 22:55
Albiorix
   
Ocena:
0
Muzyka jest dużo mniej osadzona kulturowo niż tekst, elementarne wyczucie rytmu jest wbudowane w człowieka. Wszystko powyżej jest częściowo kulturowe, niemniej wiąże się z dużo mniejszą ilością świadomej wiedzy. Potrzebuję kilku godzin by zacząć czuć chińską muzykę, potrzebowałbym lat żeby zacząć rozumieć chińską literaturę piękną.
09-06-2011 22:55
Mayhnavea
   
Ocena:
+1
@ Aureus:
Nie wiem jednak, dlaczego mają powyższe sformułowania dowieść, że nie jest to tekst o przyjaźni i miłości.

Odpowiedziałem tylko na Twoje bardzo szczegółowe pytanie, czemu wg mnie konkretny symbol psa nie jest symbolem: lojalności, przyjaźni, pomocy i zaciekawienia.
Podobnie powyższe sformułowania nie dowodzą, że cały tekst nie jest przepisem kulinarnym :)
Ale jeżeli widzisz tu ewidentnie przyjaźń i miłość, to nie będę Ci wmawiał, że tak nie jest. Ja tego nie widzę ani na poziomie anegdoty ani głębszych struktur utworu - i tyle.
09-06-2011 23:10
Scobin
    @Albiorix
Ocena:
+1
"Czucie literatury" najprawdopodobniej też jest częściowo zależne od sposobu ukształtowania mózgu (hasłowo rzucę linkiem -> myślenie narracyjne vs myślenie paradygmatyczne, Jerome Bruner). Wydaje mi się, że troszkę przeceniasz różnice między muzyką a literaturą – ale OK, chociaż nie zgadzam się do długości wektora, to zgadzam się co do kierunku i zwrotu. :)
09-06-2011 23:23
ment
   
Ocena:
+3
Jeśli powtarzam teraz cudzą interpretację, to musicie mi wybaczyć, nie interesuję się poezją.
Jak na moje, to wiersz jest oddaniem zawodu, który każdy, kto czuje się wyjątkowy, doznaje, kiedy konfrontuje swoją wyjątkowość z jej postrzeganiem przez innych. Hermes/Autor mówi: jestem taki zajebisty, że mogę mówić innym wprost, że wciskam im ściemę, a oni i tak to łykną. Doznaje zawodu, gdy okazuje się, że nie tylko on jest taki cyniczny i nie tylko on rozumie, że wszystko ma tylko taką wartość, jaką do tego przykłada dana osoba. Mówi wprost, że za nic ma ideały, których wyznawanie bierze za pewnik u innych. A tu taka niespodzianka: jasne, poudaję, że jestem Twoim przyjacielem, ale przecież to przykrywka dla tego, żebym sobie ulżył i zaznał trochę rozrywki; jasne, poudaję, że ta mierna gadka jest romantycznym podrywem, ale przecież po prostu chcę podymać, gadaj więc zdrów, tylko się nie zapędzaj.
Hermes/Autor dostaje więcej, niż się spodziewał -teraz już wie, jak bardzo te wszystkie pozory są ważne; jak słabo dostać to, co serwuje się innym.

Tę interpretację serwuje kwintet: przerośnięte ego i czery Tyskie.

Dobranoc, poeci, nauczcie się rymować.
09-06-2011 23:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.