» Recenzje » Heretycy Diuny - Frank Herbert

Heretycy Diuny - Frank Herbert


wersja do druku

Ostatnie chwile Arrakis

Autor: Redakcja: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Heretycy Diuny - Frank Herbert
Bene Gesserit po raz kolejny starają się wyszkolić gholę Duncana Idaho. Jest on szczególnie ważny, gdyż agentki zgromadzenia żeńskiego donoszą, iż na Rakis, pustynnej planecie, pojawiła się dziewczynka, która potrafi rozmawiać z czerwiami – skojarzenie tej dwójki mogłoby przynieść niewyobrażalne korzyści dla planu eugenicznego. Nie będzie to jednak łatwe: nikt nie wie, jak Tleilaxanie uwarunkowali gholę, natomiast na małą Szionę polują inne siły. Jedną z nich są tajemnicze Dostojne Matrony – powracające z Rozproszenia heretyczki, które wypaczyły zasady Bene Gesserit. Wszystko wskazuje na to, że ostatnim co ujrzy dogorywająca Rakis, niegdyś piękna Diuna, okaże się wojna, która będzie miała ogromne znaczenie dla układu sił we wszechświecie. Nie trzeba być szczególnie wnikliwym, żeby zorientować się, że chodzi o to co zawsze – melanż.

Trochę to wszystko skomplikowane, prawda? Nie radzę czytać tekstu tym, którzy nie znają wcześniejszych Kronik... – to byłoby samobójstwo; ba, wydaje mi się, że znamiona masochizmu ma nawet czytanie Heretyków Diuny, jeśli poprzednie teksty pamiętacie jak przez mgłę. W pewnym momencie lektury zdałem sobie sprawę, jak bardzo hermetyczna stała się opowieść na tak zaawansowanym etapie. Bohaterowie posługują się innym językiem, myślą innymi schematami, społeczeństwa inaczej funkcjonują – dla laika może być to niezrozumiałe. Zadeklarowany fan Kronik... będzie za to niesamowicie uradowany za każdym razem, kiedy uda mu się rozpoznać nawiązania do wcześniejszych opowieści rodem z pustynnej planety. Naprawdę warto o tym wspomnieć – w wywiadzie Maciej Guzek mówił o aluzjach dla aluzji, w których lubują się niektórzy autorzy; Herbert robi coś całkiem innego: nie "mruga" do czytelnika, ale daje mu odczuć wrażenie pełnego uczestnictwa w życiu Rakis. Nie dziwcie się, że będziecie zagubieni, ilekroć oderwiecie się od powieści – autorowi udało się wkomponować czytelnika w tekst, jakby był jego kolejnym elementem. To już piąty tom Kronik... – tutaj trzeba wsiąknąć w historię Atrydów całkowicie, inaczej nie warto brać książki do ręki.

Wyjątkowym doświadczeniem było dla mnie to, jak zacząłem postrzegać tekst. O tym, że przenosi w inny świat, już wspomniałem, ale warto zwrócić uwagę na coś, co wybitnie w tym pomaga: doskonałe ilustracje Wojciecha Siudmaka. Może błędem jest wynoszenie dodatkowego elementu wydania na piedestał, ale jakoś tak się stało, że te kilka grafik pozwoliło mi cieszyć się lekturą jeszcze bardziej. Pamiętam, że przy pierwszej Diunie wypominano Rebisowi, że zatrudnił znanego artystę tylko dla nazwiska – dzisiaj mogę z całą pewnością stwierdzić, że autorami tych zarzutów byli ci, którzy nie przyjrzeli się dobrze pracy Siudmaka. Ilustratorowi udało się doskonale oddać ducha przenikającego cały cykl. Nie tylko przez wykorzystywanie motywu pustyni i wydm, co jest wręcz oczywiste, ale także przez głęboko humanistyczny wydźwięk obrazów.

Zresztą może stało się to tak ważne dla mnie dopiero przy piątym tomie cyklu, gdyż wydał mi się on najbardziej skierowanym ku wnętrzu człowieka. Herbert od początku badał człowieczeństwo poprzez stopniowe odzieranie swych bohaterów z typowo ludzkich cech, ale w Heretykach... przyjęło to najbardziej widoczną formę. Trudno stwierdzić jednoznacznie, której postaci jest do dzisiejszych ludzi najbliżej – bo wszystkim daleko. Pisarz, zaczynając już od Muad'Diba,, subiektywizował stopniowo rzeczywistość, aby dojść do apogeum: po latach przemian bohaterowie Kronik... to raczej istoty postludzkie. Nie chodzi nawet o niesamowite umiejętności jakich nabierają (chociaż i to jest fascynujące: zawsze uważałem mentatów za genialną ideę Herberta), ale raczej o to, że postaci przesiąknięte są duchem Boga Imperatora i jego trwających tysiąclecia rozważań. Kto nie zauważył wcześniej zarysów planów pisarza, ten zapewne zwątpił już przy Dzieciach Diuny, ale w Heretykach… widać, że autor dobrze wiedział co robi, rozpisując fabułę na całe eony. Jesteśmy już blisko punktu kulminacyjnego tego wielkiego dzieła – warto o tym pamiętać.

Heretycy Diuny nie są lekturą łatwą, o czym trzeba pamiętać przed podjęciem wyzwania, jakim jest zagłębienie się w kolejnej części Kronik.... Trudno dzisiaj znaleźć tekst, który tak bardzo dominuje nad czytelnikiem, wręcz go pochłania. Nie da się jednak ukryć, że to uczucie jest naprawdę przyjemne. Każdemu kto zna Diunę, polecam – będziecie urzeczeni. Jak zwykle zresztą.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
9.0
Ocena recenzenta
Tytuł: Herertycy Diuny (Heretics of Dune)
Cykl: Kroniki Diuny
Tom: 5
Autor: Frank Herbert
Tłumaczenie: Marek Michowski
Autor ilustracji: Wojciech Siudmak
Wydawca: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 17 listopada 2009
Liczba stron: 576
Oprawa: twarda z obwolutą
Format: 150 x 225 mm
Seria wydawnicza: Diuna
ISBN-13: 978-83-7301-847-1
Cena: 49,90 zł



Czytaj również

Cykl: Redaktorzy polecają
Opowiadania zebrane. Tom 2
Wszystkie szaleństwa Herberta
- recenzja
Opowiadania zebrane. Tom 1
Herbert ucieka z pustyni
- recenzja
Droga do Diuny
Droga do Franka Herberta
- recenzja
Riddick
Riddick Niepokonany
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.