» Film » Muzyka » Gwiezdne wojny – Epizod 3: Zemsta Sithów – soundtrack

Gwiezdne wojny – Epizod 3: Zemsta Sithów – soundtrack


wersja do druku

Gwiezdne wojny – Epizod 3: Zemsta Sithów – soundtrack
%DANE%
Lista utworów:

1. Star Wars and the Revenge of the Sith – 7:31
2. Anakin's Dream – 4:46
3. Battle of the Heroes – 3:42
4. Anakin's Betrayal – 4:04
5. General Grievous – 4:07
6. Palpatine's Teachings – 5:25
7. Grievous and the Droids – 3:28
8. Padme's Ruminations – 3:17
9. Anakin vs. Obi-Wan – 3:57
10. Anakin's Dark Deeds – 4:05
11. Enter Lord Vader – 4:14
12. The Immolation Scene – 2:42
13. Grievous Speaks to Lord Sidious – 2:49
14. The Birth of the Twins and Padme's Destiny – 3:37
15. A New Hope and End Credits – 13:06

Razem: 72:08

"The Saga is Complete" – tak, to już definitywny koniec (prawdopodobnie, bo nigdy nic nie wiadomo) pełnometrażowych, gwiezdnowojennych produkcji fabularnych ze stajni LucasFilm. Z jednej strony premiera Epizodu III to powód do szczęście dla milionów miłośników perypetii Skywalkera, z drugiej jednak strony, perspektywa nie zobaczenia już więcej na ekranie kinowym, charakterystycznej "żółtej" czołówki z kolejnym "numerkiem" epizodu, wspomaganej przez muzykę maestro Williamsa, jest wyjątkowo przygnębiająca, w szczególności dla fanów uniwersum SW (do których ja się także zaliczam).

Czy film godnie zamyka nową trylogię? To kwestia sporna, i nie zamierzam tego w tym miejscu roztrząsać. Napiszę tylko kilka moich subiektywnych odczuć. Obraz wgniata w fotel kinowy od strony wizualnej i dźwiękowej. W szczególności dźwięk w formacie DTS EX, jaki miałem okazję usłyszeć, po prostu brzmi niesamowicie. Reżyseria scen akcji także robi swoje, w szczególności ten wspaniały ruch kamery za walczącymi statkami (początkowe ujęcie, podążające za myśliwcami Obi Wana i Anakina, robi piorunujące wrażenie typu "roller-coaster"). Nareszcie doczekaliśmy się także porządnych walk na miecze świetlne. Fabuła jednak niestety momentami kuleje i nie trzyma się "kupy", można zauważyć też kilka błędów reżyserskich. Niektóre dialogi (szczególnie te na linii Padmé-Anakin) są doprawdy naiwne i tu faktycznie Lucas się nie popisał, chociaż trzeba przyznać, że kilka scen non action jest świetnie pomyślanych i nieźle zagranych. Trochę dziwi mnie postępowanie Padmé – co się stało z walczącą o demokracje honorową królową, która tym razem w zasadzie tylko rozpacza i przygląda się bezradnie jak powstaje Imperium. Bez komentarza pozostawiam moment przejścia Anakina na Ciemną Stronę Mocy, oraz sposób w jaki Palpatine go do tego namówił (też to trochę naiwne było). Z drugiej strony, postać Anakina opętanego przez Ciemna Stronę, wygląda bardzo atrakcyjnie i przerażająco (ach ten kaptur i te oczy) Rozbroił mnie jak zawsze, walczący Yoda, a ostatnie 10 minut filmu, które stanowi pewnego rodzaju pomost łączący nową trylogie ze starą, jest bardzo ciekawie pomyślane i mnie osobiście usatysfakcjonowało.

Co z muzyką Williamsa, na premierę, której czekały miliony fanów na całym świecie? Myślę, że wypada zdecydowanie lepiej niż sam film. Styl, jakim podążył kompozytor, daleki jest niestety od wspaniałego, wypełnionego świetnymi motywami The Phantom Menace, a szkoda, ponieważ mielibyśmy wtedy do czynienia z czymś równie wielkim jak wspomniany score. Już w Attack of the Clones, John nakreślił zmiany stylowe, które w Revenge of the Sith osiągają swoje apogeum – czyli dużo większy nacisk na underscore stricte pod obraz, niż melodyczną podróż między tematami. Jest to w pewnym sensie zrozumiałe posunięcie narracyjne, ilustrujące powolny rozkład i upadek Republiki – muzyka Williamsa, tak jak świat Star Wars, pogrąża się w coraz większym mroku i chaosie. Fakt ten nie czyni soundtracku z Epizodu III kompletnej klapy (jak to niektórzy próbują nam wmówić), tylko sprawia że muzyka ta jest dużo trudniejsza do przyswojenia, przełknięcia i... zrozumienia – pomóc może w tym obejrzenie filmu, po którego projekcji, nastawianie słuchacza do partytury zmienia się (myślę że w większości przypadków, także i w moim jest to zmiana in plus)

Muzyka, jaką przedstawia nam tutaj John Williams jest agresywna, mroczna i chaotyczna. Jeśli myśleliście, że to co można było usłyszeć momentami w Epizodzie II to szczyt chaosu, to jesteście w takim razie w błędzie – soundtrack z Revenge of the Sith, zupełnie jak film, to akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Oczywiście score nie jest wypełniony całkowicie fragmentami action, jednak jest ich na tyle dużo, że wypełniają one skutecznie spory niedosyt, jaki pozostawiło oficjalne wydanie "Klonów". Rzecz jasna w filmie jest dużo więcej wspaniałych aranżacji, jednak z oczywistych powodów, nie został nam przedstawiony cały materiał (może tak w przyszłości jakiś 6 płytowy boxik z muzyką z nowej trylogii? – takie retoryczne pytanie do Sony Classical) .

Każdy Epizod ma swój temat przewodni: Phantom... miało Duel of the Fates, Attack of the ClonesAcross the Stars, natomiast przy Revenge of the Sith Williams wprowadza majestatyczny i epicki Battle of the Heroes, ilustrujący jak sama nazwa wskazuje, finałową walkę między Skywalkerem a Obi Wanem oraz Yodą a Imperatorem. Motyw ten nie jest aż tak charakterystycznym i rozpoznawalnym tematem jak wspomniane dwa "piloty" poprzednich epizodów, ale mimo to myślę, że utwór potrafi pozostać w pamięci i wywołać ciarki na ciele – a robi to głównie dzięki fantastycznemu chórowi. Utwór jest mocny, żywiołowy i olimpijsko epicki (te trąbki na początku jakoś mi przypominają któryś hymn olimpijski Johna) i idealnie pasuje do mrocznej walki pomiędzy uczniem a mistrzem. Bardziej od wersji "singlowej" zawartej na początku albumu, interesująca jest wersja "filmowa", czyli Anakin vs Obi-Wan, w którą włączona jest także wariacja nad Marszem Imperialnym, która tak prawdę mówiąc stanowi adaptację fragmentu utworu z Imperium kontratakuje (bodajże jest to Clash of Lightsabers). Nie ukrywam jednak, że lekko mnie ten motyw zawiódł – jest za mało charakterystyczny, za płytko "wbija" się w pamięć.

To małe "wbudowanie" fragmentu ściezki z Imperium... to nie jedyny tego typu zabieg, mający z pewnością za zadanie połączenia tej muzyki ze starą trylogią. Williams równie chętnie wykorzystuje temat główny (theme Luke'a), czy temat Mocy, trochę rzadziej theme Imperatora, czy Lei – właśnie tego brakowało mi w oficjalnych wydaniach muzyki z dwóch poprzednich epizodów (pomijam tu to "przemycanie" pokątne Marszu imperialnego). Partytura Johna zawiera też przypomnienia tematów z nowej trylogii: na płycie słyszymy wyraźnie przepełnione smutkiem Across the Stars (Anakin's Dream), natomiast w czasie filmu da się wyłapać bez problemu kultowe już Duel of the Fates. Nareszcie z "ukrycia" wyszedł uwielbiany Darth Vader's Theme, jednak na soundtracku nie uświadczymy go zbyt często (w filmie słychać go dużo więcej).

Ważna rolę spełnia chór, który jest obecny w dużej części kompozycji soundtracku - brzmi on wspaniale dramatycznie i niepokojąco – nie było w Star Wars tak szeroko rozwiniętego chóru od czasu Phantom Menace, a jego epickie wykorzystanie przypomina momentami świetnego Matrix: Revolutions.

Main Titles, zgodnie z zapowiedziami, jest wersją pochodząca z jednego z poprzednich Epizodów (prawdopodobnie z "Klonów"), i za bardzo nie rozumiem, dlaczego nie została nagrana 6-ta wersja. Zaraz po słynnym marszu, jesteśmy od razu przeniesieni w środek bitwy nad Coursant. Szkoda tylko, że przedstawiona na płycie wersja, ma ucięty początek, i nie zawiera tego fantastycznie "wojennego", rytmicznego walenia w bęben. Szaleńcze tempo pojedynku pomiędzy krążownikami Separatystów a statkami Republiki, bardzo sprawnie ilustruje Williams. Szczególnie interesujące w tym utworze, wydają mi się wspaniałe "zapętlone" frazy partii skrzypków (od 4:57), nadające utworowi charakteru i "ciemnego" nastroju. Ogólnie jest to bardzo satysfakcjonujący "kawał" akcji, w najlepszej z możliwych aranżacji.

Teraz słów kilka o moim faworycie, czyli najlepszym fragmencie action-score chyba w całej nowej trylogii. Mianowicie mam tu na myśli General Grievous, który jest oparty na podobnym schemacie jak równie wspaniały On the Convoyers Belt z Epizodu II. Mamy tu więc fenomenalnie pomyślaną sekcje bębnów i kotłów, którym fantastycznie towarzyszy "nieokrzesana" sekcja dęta i smyczkowa (coś w stylu scen akcji w The Lost World, powiedzmy np.: wspaniały The Hunt). W tym momencie Williams daje takiego "czadu", że trudno powstrzymać nogę przed "wytupywaniem" tego wcale nie prostego (synkopa za każdym rogiem) rytmu. Utwór nie oferuje żadnych specjalnych fajerwerków tematycznych, wręcz przeciwnie, jest prosty, a nawet bardzo prosty, ale satysfakcja jaka płynie z jego słuchania jest nie do ocenienia (choć trzeba przyznać że osoba niezbyt zaznajomiona z "tajnikami" muzyki filmowej i nie przyzwyczajona do takiego "ostrego" grania, będzie przerażona tym co usłyszy). Równie ciekawie przedstawia się inny utwór ilustrujący "posunięcia" Droidowego Generała: Grievous Speaks to Lord Sidious – wspaniałe połączenie chóru z marszowym motywem, natomiast Grievous and the Droids to kolejna porządna dawka muzyki akcji, tym razem zabarwiona w "klasycznym" stylu Epizodu I (szczególnie na początku).

Płyta oferuje kilka spokojniejszych i mrocznych momentów ilustrujących przemianę i decyzje Anakina, oraz tragedię osobistą, jaką przezywa jego małżonka. Na specjalna uwagę zasługuje Padme's Ruminations (syntezator i wspaniała etniczna wokaliza a`la Gladiator, robi piorunujące wrażenie. Jest to w ogóle jedna z ciekawszych scen w filmie). Równie ciekawie brzmi mroczny chór, akompaniujący rozmowy Palpatine`a z Anakinem (Palaptine's Teachings). Duże wrażenie zrobiły na mnie przejmujące smyczki w The Immolation Scene (kłania się lekko Angela's Ashes), oraz ponury dramatyzm w Anakin's Dark Deeds (wspaniały chór, to jeden z najlepszych utworów na tym albumie). Na koniec mamy tematy bliźniaków: czyli Luka i Lei, oraz temat Obi-Wana. Napisy końcowe ilustrowane są po przez wspaniały Leia's Theme (aż łza się w oku kręci), Battle of the Heroes a na końcu wariacją nad głównym motywem serii, czyli powszechnie znany (i lubiany) Throne Room, zapożyczony dokładnie z New Hope. Album zamykają tryumfalne fanfary (nareszcie konkretne zakończenie albumu, już miałem osobiście dość tych stonowanych aranżacji, jakie zaserwował nam maestro w końcowych sekundach Epizodów I i II).

Soundtrack z Revenge of the Sith oprócz muzyki Williamsa, zawiera także dodatkową płytę DVD, na której znajdziemy 16, ułożonych chronologicznie klipów, przedstawiających wydarzenia i głównych bohaterów kosmicznej sagi. Muzyka Johna została tutaj zremasterowana do standardu kinowego Dolby Digital 5.1, i musze przyznać że brzmi to fenomenalnie (jak huknął na mnie z 5 głośników Imperial March to nie wiedziałem za co się złapać). Muzyka jest ilustrowana przez kadry z poszczególnych epizodów, i wg mnie zrobione zostało to przyzwoicie. Cieszy fakt, że nie słychać całkowicie efektów dźwiękowych, tylko momentami wyodrębnione są same dialogi. Każdy klip jest poprzedzony krótkim komentarzem Iana McDiarmida (aktor grający Imperatora). Niestety komentarz ten odnosi się jedynie do streszczania historii gwiezdnowojennej (jak byśmy nie wiedzieli, o co chodzi). Myślę, że zamiast Diarmida, powinien się na tym krześle w Abbey Road, pojawić sam Williams, wprowadzający słuchaczy w meandry swoich partytur. Zirytował mnie natomiast lekko projekt graficzny albumu, a dokładnie projekt grzbietu płyty (już przemilczę wkładkę w formie bzdurnego plakatu...) – no przecież jak to wygląda... poprzednie dwa epizody, miały zestandaryzowany projekt grzbietów – mianowicie: logo Star Wars potem nr epizodu i na końcu nazwisko kompozytora. Revenge of the Sith natomiast, zupełnie nie pasuje teraz do pozostałych dwóch albumów (czcionka jest zupełnie inna, kolejność podawanych informacji także, brak oczywistego loga). Zupełnie nie rozumiem, dlaczego to tak wygląda, czy naprawdę nikt w Sony Classical nie zwrócił na to uwagi?

Na koniec, krótkie podsumowanie. Muzyka Williamsa, ilustrująca finałowe starcia w świecie SW, w moim przekonaniu spełnia swoje zadanie wyśmienicie. Oczywiście w filmie partytura ta brzmi o wiele lepiej, jednak i na płycie potrafi poważnie zainteresować słuchacza. Pewnym problemem wydawać się może ta dyskretna skłonność Williamsa, do komponowania coraz mniej charakterystycznych i zapadających w pamięć tematów (którą już obserwowaliśmy przy Prisoner of Azkaban), jednak nie wiem czy sprawę tą należy rozpatrywać w kategoriach "problemu". Jest to raczej zmiana stylu, której zapowiedz mieliśmy już w Epizodzie II. Praca Williamsa, mnie osobiście odrobinę zawiodła tylko w kategorii szeroko pojętej "mocy" i odrębności tematów. Nie jestem pewien, czy którykolwiek z tych motywów, będzie miał na tyle siły, by "wyrwać" się z albumu i "żyć własnym życiem" (tak jak to było w przypadku Main Title, Imperial March, Duel of the Fates czy Across the Stars). Można narzekać, że ta płyta to nic ciekawego, że powtarza utarte schematy i jest komercyjna do bólu. Może część z tych zarzutów to prawda, jednak nie zapominajmy, że mamy do czynienia z historyczną ścieżką dźwiękową. To Williams prawie 30 lat temu rozpoczął tą przygodę, i on ją teraz stylowo zakończył. Powinniśmy być nawet wdzięczni Johnowi, ponieważ film Lucasa bez tej partytury pozostałby już tylko beznamiętną pokazówką umiejętności grafików komputerowych.

Artykuł zamieszczony dzięki uprzejmości serwisu Soundtracks.pl. Dziękujemy.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę


Ocena: 5.5 / 6



Czytaj również

Komentarze


~jol

Użytkownik niezarejestrowany
    jol
Ocena:
0
na takich stronach jak ta powinna byc mozliwosc posluchania podanych utworow i niech moc bendzie z wami!
29-08-2006 17:00
~kacha

Użytkownik niezarejestrowany
    muzyka
Ocena:
0
Właśnie, powinna być możliwość posłuchania.
26-12-2011 18:25

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.