» Blog » Gry w kanonie lektur ?
20-06-2020 01:30

Gry w kanonie lektur ?

Odsłony: 158

Polska gra video: This War of Mine, została włączona do spisu lektur nieobowiązkowych. Pewne miejsca w internecie wręcz zapłonęły nadzieją, że oto niedługo, już wkrótce, zamiast czytać te "nudne Dziady", na zaliczenie polskiego wystarczy referat o najnowszym Call of Duty...To tak pół żartem, pół serio, jednak trzeba wylać kubeł zimnej wody na głowy wszystkich fanów takiej wizji.

Na samym początku trzeba sobie coś wyjaśnić. Nazwa przedmiotu: język polski, nie za bardzo się ma do tego, o czym faktycznie on jest. Oczywiście, przez podstawówkę (dawniej też w gimnazjum) dużą część czasu spędzało się nie nad lekturami, a gramatyką naszego pięknego języka, w liceum jednak to czytanie lektur i ich omawianie stanowi zdecydowaną większość czasu poświęconego na lekcjach tegoż przedmiotu. I niekoniecznie są to teksty literackie naszych wieszczy, bo co rusz natykamy się na Goethe’go, Szekspira, Dostojewskiego, Kafkę czy Bułhakowa (szkołę średnią mam dawno za sobą i niezbyt się orientuję jak wygląda kanon obecny, ale sądzę że główni autorzy raczej się nie zmienili). Właściwą więc nazwą przedmiotu powinno być: wiedza o literaturze, ew. historia literatury. Tak więc nazwa przedmiotu jest dosyć umowna, przejdźmy jednak dalej. Teksty literackie omawiane są w porządku chronologicznym: fragmenty Biblii, mity greckie, teksty średniowieczne, w tym nasza Bogurodzica, potem po kolei wszelkie romantyzmy i pozytywizmy, aż, w teorii, powinno się dojść do literatury współczesnej. Rzadko to się udaje, ale takie jest założenie. Dlaczego omawiamy po kolei, anie na chybił trafił ? To proste: wszystko to co powstało później, odwołuje się do tego co powstało najpierw. Mity greckie czy Biblia pełne są kodów kulturowych, z których czerpie cała późniejsza literatura (i nie tylko): Faust pełnymi garściami czerpie tak z mitologii jak i Pisma Świętego, z Fausta zaś „ściągał” Bułhakow w Mistrzu i Małgorzacie, itp.itd. Literatura, czy się to komuś podoba czy nie, jest dla kultury światowej najważniejszym „nośnikiem” kodów kulturowych, najlepszym „przekaźnikiem” myśli ludzkiej. Literatura znalazła swoje odbicie w dziełach malarskich i rzeźbie, jest inspiracją dla muzyków, adoptują ją twórcy filmowi i...twórcy gier. Ktoś oczywiście może zakrzyknąć, że przecież np. film też dał nam arcydzieła. Zgadza się. Dlaczego jednak nie omawiamy ich na lekcjach tzw. języka polskiego? Po pierwsze: czas. Nauczyciele rzadko mają czas na omówienie całego zalecanego kanonu lektur, a co dopiero gdyby mieli omawiać filmy! Po drugie: wartościowe filmy, które warto by omówić powstały i tak w czasie historycznym, w którym powstały dzieła literackie, do których rzadko uczniowie zdążą na lekcjach dojść...Po trzecie: można by się co prawda pokusić o filmy z XIX wieku czy początków XX wieku, ale ilu uczniów z wypiekami na twarzy oglądać będzie filmy nieme? Po czwarte: do omawiania filmów należy mieć kompetencje. Nauczyciel języka polskiego jest...polonistą! Tak, a nie krytykiem filmowym. Nie muzycznym. Często na oczy nie widział gry video. Jest od książek. Nie od graffiti i komiksu. Po piąte: teoretycznie dzieła innych Muz powinny być omawiane na przedmiocie o wdzięcznej nazwie Wiedza o kulturze. Który to przedmiot zazwyczaj jest góra raz w tygodniu i rzadko nauczyciel wykroczy poza sztukę antyczną i wyjaśnienia czym się różni kolumna dorycka od korynckiej...Po szóste wreszcie: omawianie jakiegokolwiek filmu bez znajomości kodów kulturowych przekazanych przez literaturę jest pozbawione sensu. Dlatego filmoznawstwo jest dziedziną akademicką.

A co z grami? Nawet jeśli pominiemy fakt, że większość (zwłaszcza tzw. „starej daty”, zwłaszcza płci żeńskiej) nauczycieli ma o grach zerowe pojęcie? Cóż, tu też jest kilka czynników, które wykluczają gry z racjonalnego, sensownego omawiania w szkole innej niż wyższa. Pierwszy powód jest taki sam jak z filmem: omawianie gier bez znajomości kultury, w której gry się „narodziły” jest pozbawione sensu. Po drugie: specyfika medium. Gry jako jedyne są interakcyjne, ocenia się je wg zupełnie innych kryteriów, w dodatku spektrum kompletnie różnorodnych gatunków (a także podgatunków jak w przypadku strategii i cRPG) sprawia iż raz że trzeba mieć wieloletnie doświadczenie jako gracz (i to taki, który gustuje w większości typów gier!), a dwa że kompletnie nie nadają się do omawiania. Gracz wie że Doom II jest arcydziełem. Gracz wie że Diablo jest arcydziełem. Gracz wie że FIFA 99 jest jedną z najlepszych piłek kopanych w historii. Gracz wie, że raczej nie dostaniemy wybitniejszych space-simów niż oba Freespace. No tak, ale co tu omawiać? Jak to wyjaśnić człowiekowi, który gier na oczy nie widział i go nie interesują lub nie interesowały? No właśnie! Gry, żeby je zrozumieć, należy postrzegać z zupełnie innej...percepcji. Nie nadają się one jednak do omawiania. Średnio do opowiadania, nawet erpegi i przygodówki. Nawet jeśli jakaś gra poruszy temat….cięższy i nieco bardziej złożony na tle całej elektronicznej rozgrywki zawsze przegra. Z filmem, bo w filmie zrobiono to sto razy o wiele lepiej. Z książką, bo od czasów Gilgamesza i eposów indyjskich i greckich zrobiono to 1000 razy o wiele lepiej. Czy gry są gorsze? Nie. Są inne. Tak jak muzyka jest inna od rzeźby. W sposób perfekcyjny znalazły sposób na połączenie elementu interakcyjnego, ludycznego, z elementem opowiadania bajki. Powiem tak gry video nigdy by bowiem nie powstały gdyby wpierw Grecy nie opiewali dziejów Achillesa i Hektora. Gry video by nie powstały, gdyby wpierw Don Kichote nie walczył z wiatrakami. Nie byłoby gier bez mitów Japonii. Bez świętego Jerzego, zabójcy smoka. Gry by nie powstały bez naszych wieszczów tak romantyzmu jak i pozytywizmu. Nie byłoby gier bez Pancernika Potiomkina. Bez twórczości Bergmana i Kurosawy. Nie byłoby gier bez całego dziedzictwa w postaci malarstwa, rzeźby, architektury, muzyki, filmu, a zwłaszcza literatury. Gry zawsze miały charakter ludyczny. Nie udawajmy że jest inaczej. Władimir Propp pewnie byłby nimi zachwycony, zwłaszcza schematem fabularnym w zasadzie wszystkich erpegów. Gry nie są od tego by mówić nam jak żyć, po co, nie odpowiadają i nigdy nie odpowiadały na wielkie pytania, z którymi o wiele lepiej radzi sobie tak literatura jak i kino. Są od tego by bawić. Wyluzować. Jeśli przy okazji czegoś nauczą, pokażą: fajnie. To jest jednak ich opcjonalna „zawartość dodatkowa”, nie cel sam w sobie. Gry w kanonie lektur? Jako dodatek ciekawostka, tak, na tej samej zasadzie, jeśli do kanonu dorzucimy Ghost in the Shell, Tam gdzie rosną poziomki i Gwiezdne Wojny. A do tego płyty Iron Maiden i Arethy Franklin. I last but not least: właśnie wyczytałem że tzw. wykluczenie cyfrowe w Polsce dotyka nawet milion uczniów! Nie wyobrażam sobie omawiania tekstów kultury, do których komputer (zazwyczaj o dosyć mocnych parametrach) jest wymagany w sytuacji, gdy tak duża ilość uczniów zostanie pozbawiona możliwości dostępu do danego dzieła, mimo nawet szczerych chęci. To wręcz podchodzi pod pewnego rodzaju...dyskryminację. To tyle ode mnie.

Adam "Iselor" Wojciechowski - kulturoznawca i politolog. Publikował m.in. w "Action Mag - Książki", "Tawernie RPG", "Games Corner" i "Twierdzy Insimilion". Prywatnie bibliofil i kolekcjoner gier video. Interesuje się religioznawstwem, etnologią i historią.

Komentarze


Exar
   
Ocena:
+1

Nauka języka polskiego to niestety porażka po całości. Największa bolączka to zniechęcanie do czytania. Drugi problem, to brak podejścia praktycznego. Brakuje tematów typu: napisz wniosek o budowę świateł pod okoliczną szkołą. Napisz list motywacyjny czy CV. Daj rzeczową odpowiedź w internetach. 

Dalej. Katowanie rozbiorem logicznym zdania. Części mowy i części zdania. Zdania podrzędne i jakieśtam jeszcze, deklinacja. Pamiętam, że były to strasznie męczone najpierw w podstawówce, potem w liceum (pewnie jakbym chodził do gimnazjum, też bym o tym miał). Z punktu widzenia praktyka, niewiele mi to dało.

Kolejny temat to poświęcony czas na naukę j. polskiego w szkołach. 4-5 lekcji w tygodniu! Przecież to NIE TE CZASY. Teraz trzeba uczyć tematów technicznych, zrozumienia fizyki, elektroniki, świata komputerów. Jeśli dodamy do bzdurnych tematów z j. polskiego kolejne 1-2h historii, 1-2h pamięciowej geografii, do tego jakieś 2h religii (niby nieobowiązkowej, ale dzieciaki i tak chodzą) zobaczymy, że przedmioty niepraktyczne to połowa czasu spędzonego w szkole!

I jak młodzież ma konkurować na rynku pracy z kolegami z krajów, dużo bardziej skupionych na twardej, praktycznej wiedzy? Wszystko w rękach rodziców, którzy czasem mają związane ręce, bo muszą z dziećmi poświęcać długie godziny na robienie wyklejanek czy pisanie bzdurnych wypracowań po 4 strony.

20-06-2020 06:37
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+1

Pisanie listów motywacyjnych i cefałek masz na przedmiocie który jest w liceum i nazywa się bodajże "elementy ekonomii" czy jakoś tak. Pisanie wniosków unijnych, pism procesowych i podobnych dokumentów to już wyższa szkoła jazdy i w podstawówce nikt tego nie będzie uczyć.

"Daj rzeczową odpowiedź w internetach" - temu właśnie, między innymi, służy pisanie rozprawek. Uczeniu, jak konstruować dłuższe wypowiedzi pisemne, argumentować, wnioskować, etc.

A rozbiór logiczny i gramatyczny zdania to podstawa rozumienia tekstu pisanego o poziomie skomplikowania wyższym niż zdania proste. Nie mówiąc już o pisaniu takich tekstów.

Czy to czas zmarnowany - dla wielu osób na pewno. Tak jak mnóstwu osób nie przydaje się w życiu znajomość kanonu literatury, tak innym nie przydaje się biologia czy fizyka. Nie każdy musi być informatykiem albo inżynierem, a trudno w podstawówce zakładać, kto będzie pracować w jakim zawodzie - szkoła ma dać możliwie szerokie podstawy, które potem, już na kolejnych etapach edukacji (i później), konkretne osoby będą rozwijać w sposób bardziej sprofilowany w kierunku, który je interesuje, w którym mają uzdolnienia, albo który postrzegają jako perspektywiczny / rynkowy.

@ Iselor - podziel tekst na akapity, bo masz ścianę literek.

20-06-2020 07:56
Iselor
   
Ocena:
+2
Exar- a ja powiem że lekcji języka polskiego jest wręcz za mało by sensownie omówić cały materiał, jeśli ktoś chce więcej fizyki czy biologii to idzie do klasy o odpowiednim profilu. Pamięciowa geografia jest ważna żeby ludzie nie byli kretynami i odróżniali Austrię od Australii. Szkoła jest od tego by uczyć nas tego kim jesteśmy, jakie jest nasze dziedzictwo, nasza kultura, nasza tożsamość. Od tego jest historia i polski zwłaszcza. Pewnie przemawia przeze mnie humanista, kulturoznawca jednak ja oceniam ludzi nie po tym jak dobrze rozwiązują zadania chemiczne a po tym jak są obeznani w kulturze, ile książek przeczytali.
20-06-2020 09:43
Kaworu92
   
Ocena:
+1

A ja powiem tak: i polski fajny, i biologia xD

20-06-2020 09:56
Adeptus
   
Ocena:
0

Inna rzecz, że w obecnym systemie ciężko omawiać gry. Np. wiadomo, że "Cywilizacja" ma spore walory edukacyjne (choć raczej historyczne, niż literackie). Ale jak z tego zrobić test? "Podaj jakie technologie należy wcześniej opracować, by zbadać Elektryczność"?

20-06-2020 10:24
Exar
   
Ocena:
+1
Zadajmy sobie podstawowe pytanie: jaki jest cel edukacji szkolnej.

Ja uważam, że celem edukacji powinno być przede wszystkim przygotowanie do odnalezienia się na rynku pracy. Nie sądzę, aby teraz ten cel był realizowany.

Nauka historii, geografii czy "tożsamości narodowej" powinna być w gestii rodziców. Podobnie malowania, rysowania, śpiewu, lepienia bałwanów czy budowy szałasu.

@Iselor
Nie sądzę, że edukacja czyni z kogoś humanistę. Sam kończyłem szkołę wybitnie techniczną i czuję się humanistą (czy jestem faktycznie bo spelniam wymagania na humanistę - nie wiem). Nie sądzę, że osoby, które nie umieją liczyć automatycznie stają się humanistami (oczywiście nie mam tutaj na myśli Ciebie, tylko mówię ogólnie, bo nie raz moi niezbyt lotni koledzy np. z liceum po dostaniu pały z matmy nazywali sami siebie "humanistami"). Mam wrażenie że wrażliwość i zainteresowanie światem wychodzi od rodziców, nie od szkoły, która "realizuje program".

@Adeptus
Można formułować pytania inaczej, np. "jakie cechy rozwinęła w tobie gra w cywilizację"
20-06-2020 15:18
Kaworu92
   
Ocena:
0

Exar: Znaczy tak, edukacja powinna pomagać odnaleźć się na rynku pracy, ale powinna także dać szerokie podstawy wielu nauk, by wychować światłego człowieka? (Przynajmniej do poziomu liceum, bo potem specjalizacja zawodowa jak najbardziej).

20-06-2020 15:24
Adeptus
   
Ocena:
0

Można formułować pytania inaczej, np. "jakie cechy rozwinęła w tobie gra w cywilizację"

Czyli już całkiem pójść w bezużyteczne lanie wody.

20-06-2020 16:01
Tiszka
   
Ocena:
+2

@Exar: "Ja uważam, że celem edukacji powinno być przede wszystkim przygotowanie do odnalezienia się na rynku pracy. Nie sądzę, aby teraz ten cel był realizowany."

Generalnie od pewnego momentu owszem, taki jest. Szkoła ma do tego jeszcze dwa cele: po pierwsze, dać przyszłemu dorosłemu podstawy do rozumienia świata. Generalnie lepiej jest wiedzieć, jak działa układ krążenia czy co jest stolicą Japonii, bo to nam pomaga w codziennym życiu. Po drugie: dać uczniowi zestaw znaków i konotacji, które sprawiają, że przynależy do pewnej grupy. W tym wypadku grupą jest "Polska", a zestawem znaków są konteksty historyczne i kulturowe. 

Prościej: kiedy rzucę tekstem "Jak zachwyca, skoro nie zachwyca" w recenzji, to wiesz, o co chodzi, wiesz, że to "mem" - nawiązanie do "Ferdydurke" - i znasz kontekst, dlatego to może być zabawne. A ja wiem, że wiesz, bo najpewniej kończyliśmy szkołę w tym samym państwie, więc mogę sobie na ten wtręt zabawny pozwolić ;) Tak się tworzy więzi społeczne :D 

20-06-2020 16:36
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+2

"jakie cechy rozwinęła w tobie gra w cywilizację"

Skoliozę i krótkowidztwo.

Nauka historii, geografii czy "tożsamości narodowej" powinna być w gestii rodziców. Podobnie malowania, rysowania, śpiewu, lepienia bałwanów czy budowy szałasu.

Na całe szczęście tak nie jest. Większość rodziców nie ma na tyle szerokiej wiedzy, ani kompetencji do jej przekazywania, ani czasu na systematyczne edukowanie dzieci, żeby nauka w ich wykonaniu miała sens.

A cel edukacji szkolnej najlepiej podsumowała Tiszka.

20-06-2020 17:07
Iselor
   
Ocena:
0

Exar ----> od zawodu są szkoły branżowe, dawniej zawodowe, a także technika. No i w zasadzie studia i biura karier.

A tak poza tym za bardzo odszedłeś od tematu, który brzmi: gry video jako lektury a nie: czego ma uczyć współczesna szkoła.

20-06-2020 21:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.