» Artykuły » Publicystyka » Gry kontra dzieci

Gry kontra dzieci

Gry kontra dzieci
Kiedyś dzieci bawiły się w berka, chowanego czy głuchy telefon - na świeżym powietrzu, na ulicy, u przyjaciół. W dzisiejszym, podporządkowanym komputerom świecie widok dzieciaków bawiących się na podwórzu należy jednak do rzadkości. Nie mam wątpliwości, że komputery usprawniają nam życie, ale z drugiej często stają się niebezpiecznym narzędziem. Chodzi tu oczywiście o gry, które mogą wpaść w ręce osób zbyt młodych. Do tego dochodzi skrajna niewiedza rodziców na ten temat. I w taki sposób otrzymujemy mieszankę wybuchową. Chciałbym w moim artykule poruszyć kilka aspektów dotyczących bezpieczeństwa naszych pociech w Sieci oraz w czasie interaktywnej rozrywki.


PEGI

PEGI – Ogólnoeuropejski System Oceniania Gier Komputerowych (ang. Pan European Game Information) - jest to system, który odpowiednio ocenia gry, dopasowując je pod względem treści w nich zawarte do wieku gracza, dla którego są przeznaczone. Dzięki temu możemy uzyskać informacje o wulgaryzmach czy narkotykach obecnych w fabule gry. Jednak ilu z nas, dorosłych, zwraca na to uwagę? Łamanie tych ograniczeń winno być jednoznaczne z łamaniem prawa. Niestety, polski kodeks karny nie przewiduje żadnych sankcji karnych za nie przestrzeganie oznaczeń PEGI. Zatem o ile nie wolno sprzedawać alkoholu osobom niepełnoletnim, tak można sprzedawać takowym osobom gry z oznaczeniem +18 (zgodnie z literą prawa).


Negatywne skutki gier

Nieprzestrzeganie systemu PEGI oraz brak zainteresowania ze strony rodziców skutkuje poważnymi konsekwencjami. Tak, jak możemy uzależnić się od alkoholu czy nikotyny, tak można uzależnić się od elektronicznej rozrywki. Na początku wygląda to niewinnie. Nasza latorośl nie chcę schodzić na obiad, nie sprząta pokoju czy nie zmywa naczyń wcześniej o to proszona, nie wysypia się. Oczywiście taki zachowanie nie wynikają tylko z uzależnienia od gry. Dlatego dość często są zaniedbywane przez rodziców, którzy myślą, że mają po prostu leniwe dziecko. Jednostka silnie otumaniona interaktywną rozrywką przestaje słuchać kogokolwiek, miewa stany maniakalne, wagaruje, nie spotyka się z przyjaciółmi. Powoli zmierza do stanu aspołecznego fanatyka. Najwięcej przypadków uzależnień stwierdzono przez gry z rodzaju MMORPG. I tak (nie)sławna Tibia, z pozoru niezbyt niebezpieczna gra, potrafi silnie wpłynąć na psychikę młodego gracza. Zobaczmy :




Gry to zło? Nieprawda!

Czy jedynym sposobem na to, by uchronić nasze dziecko przed tym nałogiem jest odłączenie go od świata Internetu czy nawet od komputera? Otóż zdecydowanie nie! Ktoś kiedyś powiedział: „Alkohol jest dla mądrych ludzi” podobnie jest z ”blaszakiem”. Dlatego należy skrupulatnie śledzić to, w co gra dziecko. Starać się rozmawiać i tłumaczyć. Nie stosować kar zakazu zabawy na komputerze, bo to, co zakazane, smakuje najlepiej. Dobrze jest samemu też w coś grywać, aby mieć jakiekolwiek pojęcie na temat świata elektronicznej rozrywki. Niestety, w pełni nie uchronimy naszego dziecka od przemocy zawartej w grach. Wszechobecna przemoc nieustanie pokazywana jest w różnego rodzaju mediach, stąd też jej obecność w szkole czy nawet na ulicach. Dlatego agresja w niektórych produkcjach jest wzięta prosto z życia. Jednak wpajanie podstawowych wartości społecznych naszym milusińskim już od najmłodszych lat na pewno zaowocuje w przyszłości.


To w co grać?

Wielu z was może zadawać sobie takie pytanie. Pomimo tego, że rynek elektronicznej rozrywki owocuje w różnego rodzaju gry nieodpowiednie dla młodszych, może zaprezentować nam wiele ciekawych pozycji dla najmłodszych.. Należy też pamiętać o tym, że niektóre rodzaje gier, nawet bez oznaczeń, nie nadają się dla malucha. Produkcje z rodzaju RPG mogą być wyśmienitą zabawą nie tylko dla naszego milusińskiego, ale i dla jego znajomych, rodzeństwa czy rodziców. Oczywiście podanie Neverwinter Nights ośmiolatkowi nie jest najlepszym pomysłem. Tak samo jak zaserwowanie mu FPS-a takiego jak Left 4 Dead.Z kolei strategie raczej bardziej nadają się dla starszych graczy. Należy również zadać sobie pytanie, kiedy dziecko jest gotowe na kontakt z grami? Już od najmłodszych lat można kupować pozycje, które przez zabawę uczą, jednak moim zdaniem optymalny wiek to 8–10 lat. W tedy to nasz podopieczny zaczyna rozumieć coraz więcej i odnosi prawdziwą przyjemność z gry.


A morał z tego taki…

Wszystko jest dla ludzi, ale nawet najlepsze lekarstwo w nadmiarze szkodzi. I tymi słowami w pełni mogę podsumować mój wywód. Pamiętajmy, że młode umysły o wiele lepiej chłoną wiedzę. Zarówno tę dobrą, jak i tę złą. To od nas, „starszych”, zależy w jaki sposób będą postrzegali gry oraz jak będą ustosunkowani do relacji między tym, co widzą na ekranie, a tym, co jest realne.


Okiem Czarnego:
Mój przedmówca uderzył w wysokie tony, pisząc, że dzieci są zagrożone przez gry dla nich nieodpowiednie, a my powinniśmy je chronić. Po części zgadzam się z nim - włosy zjeżyły mi się na głowie, jak zobaczyłem jedenastoletnią siostrę znajomego, grającą w Left 4 Dead – jednak osąd Morusa jest dla mnie nieco przesadzony.

Przede wszystkim, każda gra (no, może poza logicznymi, typu tetris, mahjong itd.) zawiera w sobie przemoc. Różnica polega na tym, że w jednej wyrywamy głowy razem z kręgosłupem (AvP), a w innych zabijamy przeciwników, skacząc na nich (Mario jak i cała masa starszych platformówek).

Jako dziecko zagrywałem się w DOSowego Prince of Persia, gdzie krew jak najbardziej była. Do dziś uwielbiam serię Heroes, w której eksterminujemy całe armie. W podstawówce każdą informatykę poświęcałem Liero (krwawiące robaki!). Każda z tych gier przyniosła mi masę radości, część nawet odcisnęła piętno na moich zainteresowaniach („Hirołsy” zaciekawiły fantastyką). Nie uważam natomiast, by którakolwiek z nich, mimo obecności przemocy (chociaż w różnej formie) miała na mnie zły wpływ.

Moi rodzice długo starali się mnie uchronić od „strzelanek” – nie było mi więc dane w dzieciństwie pograć w Dooma, Quake itd. (nadrobiłem w liceum). Powodem była właśnie duża ilość przemocy zawartych w tych grach. Gdy jednak miałem już lat –naście i odpaliłem bardzo brutalnego Return to Castle Wolfenstein – z jednej strony byłem trochę zniesmaczony, a z drugiej – bawiłem się doskonale. Zniesmaczony, bo czułem, że „robię coś złego” (w końcu rodzice przekonywali mnie o tym przez lata), a zachwycony, bo gra była po prostu fajna. Na szczęście byłem już w takim wieku, że akurat ta produkcja nie odbiła się negatywnie na mojej psychice (przynajmniej mam taką nadzieję – a nuż zacznę biegać z energetycznym działkiem po Luboniu?).

Myślę więc, że rodzicielska selekcja produkcji, w które gra ich dziecko, jest sensowna – ale rodzic powinien kierować się zdrowym rozsądkiem. Dobrze, by po prostu zajrzał do Internetu, przeczytał jakąś recenzję gry i wtedy postanowił czy ta nadaje się dla jego dziecka. Co prawda, nie ma na ogół takiej możliwości w samym sklepie, ale – co za problem – wrócić do domu, sprawdzić, a potem kupić?
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

~Fenrir

Użytkownik niezarejestrowany
    czepialstwo
Ocena:
0
Never Winter Nights. Neverwinter się razem pisze, to nazwa własna :P
13-08-2010 20:10
Czarny
   
Ocena:
0
Poprawione, dzięki. :)
13-08-2010 20:13
Lord Koniu
    komentarz
Ocena:
0
Artykuł wydaje mi się bardzo mało konkretny, nie mówi niczego nowego, nie posługuje się żadnymi nowymi argumentami, przypomina trochę - bez urazy - tekst w jakimś czasopiśmie dla mam.
Co zaś do samej treści - porównywanie gier do alkoholu jest IMO nie na miejscu, bo te pierwsze nie mają z góry ustalonego działania. Grając w Deus Ex mogę zacząc biegać po mieście z bronią krzycząc "śmierć biomodom!" albo zdobyć inspirację do wspaniałej fabuły sesji w Cyberpunk 2020. A tanie wino zawsze powoduje wymioty i kaca.
13-08-2010 21:09
Specu
   
Ocena:
+2
Istota problemu nie leży w grach jako takich, czy też producentach, lecz w kontroli rodzicielskiej. Rozwój e-rozrywki w każdym aspekcie wymaga procesu kontrolingu. Jeśli jednak rodzice pozwalają dzieciom na niekontrolowane korzystanie z dobrodziejstw zarówno komputera jak i internetu - cóż, mogę śmiało stwierdzić, że ofiarą w tym momencie nie są dzieci, lecz właśnie rodzice, którzy nie zostali przez te lata uświadomieni względem wszelkich zagrożeń płynących z postępującej komputeryzacji.

Problem nie leży w grach, lecz w świadomości społeczeństwa.

Ponadto wszystko jest dla ludzi, ale tych mądrych.
13-08-2010 22:13
Noth
   
Ocena:
+2
A jak ja byłem mały i się bawiliśmy w rycerzy to głowy spadały równo i nasi rodzice też nie wiedzieli o tym. Np. znam małego chłopczyka, który gra w Garry's Mod ze swoimi 10-13 letnimi kumplami, budują sobie tam bazy, robią wojny, dokładnie robiąc to samo co ja robiłem jak byłem mały, tylko, że zamiast na dworze to robi to w domu. Taka sytuacja oczywiście ma minusy i zagrożenia, ale też pewne plusy i profity (elementy socjalizacji zachodzą te same jak podczas zabawy na podwórku, rodzą się konfilkty między kolegami, pierwsze próby istnienia w danej grupie itp.). Chciałbym dla odmiany poczytać o plusach. A czy granie małych dzieci (o rany jak miałem 13 lat to pociskałem w Dooma i póki co jestem normalny) w gry komputerowe jest porównywalne do picia alkoholu/narkotyków okaże się za kilkanaście lat, jak pokolenie ludzi, którzy nie znają świata bez interenetu dorośnie.

Podsumowując artykuł tendencyjny, jednostronny powtarzający same banały, które można przeczytać gdziekolwiek gdzie poruszany jest ten temat.
14-08-2010 11:30
Serail
   
Ocena:
0
Nie zgodzę się Lordem Koniu, tanie wino powoduje delikatne zamroczenie. Kac praktycznie po takowym trunku nie występuje, zaś w jego miejsce pojawia się chęć do wypicia czegokolwiek (nie mam tu na myśli alkoholu), bólu głowy się raczej nie odnotowuje po degustacji, zatem o kacu nie ma mowy. Wracając zaś do wymiotów, to niewprawieni gracze mogą zwymiotować nawet po 4-5 kieliszkach wódki, czy 4 piwach. Nie należy mówić, że zawsze po "tanim" - piszę w cudzysłowie, gdyż ów wina nabyć można od 3 złotych, lecz bardziej wyrafinowane marki są warte nawet 16 czy 20 złotych! - ma się wymioty i kaca.
14-08-2010 15:23
Morus
   
Ocena:
0
@North - Jak byliśmy mniejsi to bawiliśmy się na podwórku w wojnę, zgadza się. Czy jednak wyrywałeś serce swojemu koledze, albo zjadałeś jago mózg jako obcy? Nie. Czy rezygnowałeś ze świata, prawdziwych ludzi, przyjaciół tylko dlatego, że musiałeś wybić kolejny lvl? Nie. Czy potrafiłeś rozmawiać z ludźmi? - Tak. Nie wiem w którym roku miałeś 13 lat, ale rozumiem, że chodzi tu o DOOM 1 tak? Widzisz świat idzie do przodu, na nas nie robi to już wrażenia, bo mamy ukształtowany charakter. Co innego dzieciaki w wieku 10 czy mniej lat. Czy gry są podobne do alkoholu czy narkotyków? To, że na coś niema lekarstwa czy poradni specjalistycznej (czego nie jestem pewien), nie oznacza, że nie jest chorobą.
14-08-2010 15:50
Noth
   
Ocena:
+1
@ Morus

Obcinaliśmy sobie kończyny, dobijaliśmy rannych, rozstrzeliwalismy zakladnikow itp. Ale to nie ma znaczenia. Dzieciaki się zawsze bawiły w wojnę i naśladowąły dorosłych i ich brutalność. Ty mówisz o patologicznych przypadkach a ja mówię o tym, że gry komputerowe nie są wcale takie złe jakby to wynikało z Twojej opinii, w końcu zdarza się, że podczas zabawy w rycerzy dziecko podczas walki na patyki wybije drugiemu oko. Nie raz nie dwa ja albo moi koledzy wołani przez mame wieczorem do domu robiliśmy histerie krzyczeliśmy itp. podobnie jak dziś dzieciak odciągany od komputera. Nie znaczy to, że od razu byliśmy uzależnieni od zabawy w piratów, i nie wymagaliśmy specjalistycznej opieki. Nie mówię, że takie przypadki nie mają miejsca, ale to raczej marginalna sprawa. A problem wydaje się być rozdmuchany. Ale poczekamy zobaczymy.

Dodam tylko, że z oceną gier należy uważać teraz kiedy spełniają one wiele funkcji podobnych do tych jakie pełniły zabawy dzieci na podwórku. Z tą różnicą, że nie ma świeżego powietrza. A jak się już chce oceniać jakieś zjawisko to warto by było rozważać wszelkie pros i contra a nie tylko widzieć wady, szczególnie, że o tych wadach trąbi się wszędzie dookoła.

EDIT

Krótko i wyraźnie o co mi chodzi.

Główne dwa powszechne argumenty przeciwko grom:

1. Gry uczą przemocy.
2. Gry izolują dzieci od świata realnego.

A ja twierdzę, że:

1. Większość gier nie jest bardziej brutalna od typowych zabaw dziecięcych (i nie mówcie mi tu o berku, ja się normalnie strzelałem z kumplami tak jak w CSSie). Więc cały szum jest trochę nad wyraz. Choć są gry, w które dzieci nie powinny grać, ale to raczej ze względu na problematykę, niż brutalność (zresztą np. Takiego Left 4 Dead można ocenzurować, i gra w niego już nie jest takim strasznym procederem).
2. Teraz w dobie gier sieciowych, dzieci mogą grać z innymi dziećmi, rozmawiać z nimi, uczyć się grania w zespole itp. Tak jak dawniej na podwórku.
14-08-2010 16:14
Morus
   
Ocena:
0
@North

Ja nigdy nie byłem nastawiony anty do gier. Gry są naprawdę niezła rozrywką, ale jeśli już tak odwołujesz się do życia to:

Trzymanie broni( patyka w ręku) samo w sobie nie jest złe, to samo przykładowy Cs, problemy zaczynają się wtedy gdy tego patyka wsadzi kolega koledze w oko, to samo jest z grami.
Z tym, że wiek dziecka ma tu niebagatelne znaczenie. Zauważ, o ile małemu dziecku nie wydaje się niczym niebezpiecznym dotknięcie rozgrzanego żelazka, to i starsze wie, że może się poparzyć. Do wszystkiego należy dorosnąć. Oczywiście masz rację że przemoc to wcale nie największy problem w grach. Problem rozpoczyna się w tedy gdy 8 latkowi mamusia kupuje Napoleon: Total War. To nic, że na opakowaniu widnieje +16, mój synuś będzie się bawił w żołnierzyki. A dobrze wiemy, że dziecko nie wyniesie żadnej przyjemności z gry. Można powiedzieć " Ale to strategia, ona uczy strategicznego myślenia, rozwija to, rozwija tamto, etc..", ale nie na litość Boską u ośmiolatka.
14-08-2010 17:53
Vermin
   
Ocena:
0
Tak czytam zwolenników gier i śmiać mi się chce. Wasza krótkowzroczność mnie powala.

Jak byłem smarkiem (a mam obecnie 27 lat) to grałem na kompie w Mortal Combat, potem Doom a dalej w Half-Life czy StarCraft. Było fajnie. Jednak oprócz tego wraz z masą rówieśników trenowałem sport (u mnie padło na jedną z sztuk walki, inni woleli pływanie czy rowery), zasuwałem po podwórku w piłkę lub podwórkową siatkówkę, dużo chodziłem na spacery - słowem spędzałem masę czasu na dworze.

Teraz tego nie ma. Dzieciaki 8-14 letnie zasuwają po szkole pędem do domu i grają w gry, które są o wiele bardziej krwawe niż ich odpowiedniki sprzed dekady. Mamy wakacje, a place zabaw, boiska czy podwórka świecą pustkami. To nie jest normalne.

Zabawa choćby w "wojnę" czy trenowanie sportu pozwala się wyładować - zmęczyć fizycznie, co powoduje rozluźnienie organizmu. Nawalając w grę komputerową dzień w dzień, energia a co za tym idzie agresja kumulują się w młodym ciele. Efekt - histeria, wzmożony bunt, nieuzasadniona agresja. Bo mama zabrała mi klawiaturę/wyłączyła komputer. byłem tego świadkiem masę razy i to nie jest odosobniony przypadek.

Dzieciaki w szkole opuszczają się makabrycznie w nauce. Nie mówię tu o gimnazjum, bo tam niemal wszystko leży. Mam na myśli podstawówkę. Przez całe zasrane studia mając dydaktykę w szkołach widziałem jak uczniowie mieli wylane na nauczyciela bo "podstawówkę muszą zaliczyć i tak, a w gimnazjum na koniec i tak nie muszę zdać testu". To nie są urojenia tylko fakty.

Gry są dla ludzi, nie dla głupców. Uzależniają tak samo mocno jak alkohol czy narkotyki, a PEGI są właśnie po to aby je przestrzegać, zwłaszcza że około 65% gier ma znak 16+/18+. A kto w to gra? W większości smarkacze którzy nie mają jeszcze nawet 13 lat.

Więc odpowiadając na pytania Noth

Czy gry uczą przemocy?
Nie uczą, ale na nią znieczulają. Zabijasz nie czujesz bólu, zatracasz się w tym.

Czy gry izolują dzieci od świata realnego?
Jak najbardziej TAK. Wystarczy spojrzeć za okno aby uzyskać dowód.
14-08-2010 19:10
~ROL

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Ważniejsze jest: życie kontra dzieci, chorzy rodzice kontra dzieci, bieda kontra dzieci. Gry zostawiłbym na koniec.
14-08-2010 21:02
Noth
   
Ocena:
+2
Verminie są naprawdę o wiele ważniejsze problemy w życiu młodych ludzi niż gry komputerowe, które trzeba rozwiązać tu i teraz. A gadki w stylu wystarczy spojrzeć za okno, możemy sobie odpuścić, bo ja mam za oknem ulicę i w sumie to się cieszę, że tam się dzieci nie bawią ;). Bo nawet jeśli dzieci grają za dużo na kompie to nie jest wina gier tylko dorosłych, którym łatwiej odpalić maszynkę niż posiedzieć z dzieciakiem. A ja naprawdę nie widzę putych placy zabaw. Darujmy sobie banały. Za to z ciekawości bym poczytał poważny artykuł o zaletach nowej formy rozrywki, bo wady znam na pamięć. I osobiście nie jestem zwolennikiem gier komputerowych. Ale prędzej dałbym dziecku komputer niż telewizor. A za każdym grającym w nieodpowiednie gry i poświęcajcym im za dużo czasu dzieciakiem stoi rodzic, który na to pozwala i to jest moim zdaniem problem. A jeśli mowa o rodzicach, to są poważniejsze problemy z nimi niż zezwolenie na gry.

P.S. W wakacje dużo dzieci wyjeżdża, co powoduje opustoszenie podwórek w miastach.
P.S. 2 Kiedyś jakiś nawiedzony koleś mi powiedział, że poznam koniec świata po tym, że dzieci znikają, więc może po prostu się zaczęło :P.
14-08-2010 22:32
Vermin
   
Ocena:
0
@ ROL

Ten dział Poltera zajmuje się grami, więc terminy typu "bieda kontra dzieci" czy "chore dzieci" zostawiamy innym serwisom/czasopismom. Pomyśl następnym razem zanim coś napiszesz, aby to miało sens.

@Noth

Uwierz mi na słowo, jako osobie która ma stała styczność z dzieciakami w gimnazjum i podstawówce - mało jest innych spraw które dzieci uznają za ważniejsze od gier. Jak się przejdzie przez pół roku korytarzem na przerwie i słyszy małolaty ciągle trąbiące o grach komputerowych, sporach jak gra lepsza czy przechwałkach jak kogoś się zabiło to nieco skóra cierpnie. To samo w autobusach. Te dzieciaki naprawdę coraz bardziej żyją w świecie wirtualnym i to nie są odosobnione przypadki.

Masz racje że główna wina leży po stronie rodziców, ale sporo też zależy od samych dzieci. Pracowałem przez prawie rok jako sprzedawca w sklepie z grami (komputerowe, planszowe, itd.). Wielokrotnie spotykałem się z sytuacją że dziecko 8-12 letnie przychodziło z rodzicem do sklepu po grę. Szybko rzucało tytuł i w większości były to gry z pegiem 18+ do tego prawie zawsze FPS-y. Gdy rodzic się mnie pytał, po zerknięciu na pudełko, co to za gra i powiedziałem czemu ma taki wiek sugerowany, to w momencie nakazania dziecku wybrania innej gry, ten zaczynał wrzaski, histerie, krzyki. To nie jest normalne u tak dużego dziecka, nawet rozpieszczonego. Takich sytuacji miałem mrowie, nie były odosobnionymi przypadkami.

Co do artykułu poświęconego "zaletom gier PC". Można taki napisać, ale pytanie czy rodzice czytając go ZROZUMIEJĄ, że przestrzeganie pegów jest ważne. BA! Czy dzieci zrozumieją, że mimo zalet, ważniejsze od grania przed kompem jest ruch, sprawny umysł, nauka. Gra ma być dodatkowym relaksem nie codzienną rutyną, a niestety coraz częściej jest to drugie.

Więc nie odwracaj kota ogonem, bo jak coś bronić to mądrze.

P.S. Mimo wakacji to ja pamiętam jak w latach 90-tych na podwórku zasuwałem z kumplami po osiedlu i tak robiło wiele osób.
P.S.2 Wszystko jest możliwe :)
15-08-2010 10:01
Noth
   
Ocena:
+1
Ależ ja nie bronię gier, tylko zwracam uwagę na to, że obecnie gry to nie rozrywka typu dziecko + komputer, która powoduje, że nasza pociecha wyrasta na aspołecznego socjopate, który chce tylko wyrywać serca. Pojawia się kontakt z innym cżłowiekiem a co za tym idzie dzieci nie są izolowane od jednego bardzo ważnego aspektu dorastania - dojrzewania do życia w społeczeństwie. A co do tego, że dzieci rozmawiają na przerwach i w autobusach, to dawniej rozmawiały o kreskówkach itp, tego, że dzieciaki podniecają się zabawą nie zmienisz. Wydaje mi się, że sprawa jest trochę nadmuchana. Zgadzam się mianowicie, że jeśli gry zastępują wszystkie możliwe aktywności to jest zła sytuacja, analogicznie uważam, że gdyby dzieciak grał 12h na dobę w piłkę nożna też bym krzywo na to patrzył.

Zresztą za 20 lat zobaczymy, czy nasze społeczeństwo będzie składało się z masy 20-35 letnich graczoholików, którzy nie pracują i kradną żeby mieć na kolejny miesiąc WoWa.

Szczerze mówiąc, uważam, że problem leży po stronie rodziców a nie po stronie gier. Bo jakoś tak jest, że rodzić nie kupi dziecku, nawet najbardziej rozpieszczonemu, pornosa. Czyli da się powiedzieć - nie. Po prostu w naszej kulturze przemoc jest tolerowana, więc gry w zabijanie nie odrzucają tak bardzo rodziców. A głupotę rodziców ciężko zmienić.

Jeszcze dodam, że ciężko oczekiwać od dziecka w wieku 6-13, żeby samo umiało sobie dawkować rozrywki, naukę i obowiązki w rozsądny sposób. Nic dziwnego, że jak rodzic pozwala to dziecko gra ile się będzie dać, bo gry są bardziej atrakcyjne niż zabawy na dworze i nauka. Dziecko się samo nie nauczy, że w życiu jest ważna nauka, sport itp. chyba, że mu dorośli pokażą. Jak dasz dziecku wybór: możesz nastepne 6h dowolnie rozdzielic na gry, zabawy na dworze i nauke, to dziecko wybierze gry, bo to najlatwiejszy i najprzyjemnieszy sposób spedzania czasu. Bez interwencji rodzicow nie da rady uratowac dzieci przed alkoholem, narkotykami, przedwczesnym sexem, grami komputerowymi i innymi zagrozeniami jakie czychaja na mlodego czlowieka.

Po prostu nie lubię banalnych artykułów, bo ten powyższy mówi tyle, że gry rozsądnie dawkowane nikomu nie szkodzą. Taką mądrość to można powiedzieć o wszystkim w zasadzie.

I proponuję darować sobie argumenty typu: pamiętam że kiedyś... widuję dużo dzieci... Bo opierają się one na subiektywnych odczuciach, wspomnieniach, obserwacjach, pamięci a z tymi wiadomo, że będą automatycznie dopasowane, do obieranego przez nas stanowiska. Bo co to znaczy wiele dzieci w sklepie widziałeś? 5, 10, 100, 15 000? Wiele niczego nie mówi. Tak samo ja mogę powiedzieć a ja wiele widziałem dzieci co sie strzelają na dworze. I moje wiele to więcej czy mniej niż twoje? Nie mamy żadnych konkretnych danych to proponuję olać takie przechwałki co kto widział :D.
15-08-2010 11:49
Alkioneus
   
Ocena:
+3
Uwierz mi na słowo, jako osobie która ma stała styczność z dzieciakami w gimnazjum i podstawówce - mało jest innych spraw które dzieci uznają za ważniejsze od gier. Jak się przejdzie przez pół roku korytarzem na przerwie i słyszy małolaty ciągle trąbiące o grach komputerowych, sporach jak gra lepsza czy przechwałkach jak kogoś się zabiło to nieco skóra cierpnie. To samo w autobusach. Te dzieciaki naprawdę coraz bardziej żyją w świecie wirtualnym i to nie są odosobnione przypadki.

Trudno mi uwierzyć na słowo, bo nie spotykam się z tym, mając też stałą styczność z dzieciakami. Lokalny klan CS-a, którego uczniowie są w szkole to w większości skład reprezentacji szkoły w piłce nożnej. Są nerdy, są geeki, są bandyci - ale bez poważnych badań nie ma co uogólniać.

Może w wieku do 14-15 lat gry są takim tematem dominującym, ale po tym przychodzi czas dojrzewania i brzydko mówiąc, zamiast o questach, gada się o cyckach. Przychodzą imprezy, przychodzi bunt, kształtowanie własnej tożsamości i z tych geeków wyrastają normalni ludzie.
15-08-2010 14:12
Specu
   
Ocena:
0
@Alk

Jak zwykle +1 :)

Swoją drogą, jeśli dzieciak jest na tyle podatny, żeby wsiąknąć w e-rozrywkę do tego stopnia, że świata poza nią nie widzi, to tu powinna pojawić się osoba rodzica, która swoim obiektywnym (zazwyczaj) okiem, potrafi skutecznie ograniczyć zatracanie się e grach.

Jeśli jest inaczej to kto jest winy? Dzieciak, który ma jeszcze nie ukształtowany system wartości oraz jeszcze mało racjonalne podejście do życia? Czy może rodzic, który obecnie niemal całe wychowanie przekierował na inne podmioty.
15-08-2010 21:37
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Pomyśl następnym razem zanim coś napiszesz, aby to miało sens."

Verminie, w ten właśnie sposób oficjalnie zniechęciłeś mnie do czytania reszty Twego komentarza. Tekstem na poziomie smarkacza.
15-08-2010 21:40
Alkioneus
   
Ocena:
+2
@Vermin I jeszcze się odniosę do jednej rzeczy: Czy gry uczą przemocy? Nie uczą, ale na nią znieczulają. Zabijasz nie czujesz bólu, zatracasz się w tym. Czy gry izolują dzieci od świata realnego? Jak najbardziej TAK. Wystarczy spojrzeć za okno aby uzyskać dowód. Poza grami komputerowymi masz
  • klasyczne erpegi
  • inne media(wejdź na główną dowolnego portalu informacyjnego - na 100% masz coś o seksie, przemocy i randomowy artykuł o tym, że dziecko zgwałciło dziecko)
  • cholera, literaturę - powiedzmy to wprost, tydzień spędzony na graniu w Dooma nauczy naszą pociechę mniej o przemocy niż nieopatrznie przeczytana książka z półki rodzica
Jeśli chodzi o "rozrywki" izolujące od świata realnego, to masz dodatkowo: a) alkohol b) prochy c) "życie uliczne" d) degradację seksu do rozrywki Doom to małe piwo. Bardziej się boję, że dziecko zacznie czytać okładki Faktu na witrynach kiosku. I jeszcze jedno, chyba najważniejsze. Te dzieciaki, które mają problemy z przemocą, to nie te, które grają w WoWa, tylko te, które komputera nie mają, albo mają stary, za to mają zachlanego ojca z luźnymi rączkami. Bo na każdego nastolatka, który od grania w Tibię przeszedł do przemocy w życiu realnych przypada setka, które nie wiedzą, co to jest Tibia, za to wiedzą aż za dobrze, co to jest "prawdziwe życie" Zwalanie wszystkiego na przemoc w mediach to zwykła spychologia i szukanie winnego, podczas gdy odpowiedź leży znacznie głębiej.
16-08-2010 00:07
Vermin
   
Ocena:
+1
@ Areusie
Przywykłem że ciebie można zniechęcić byle czym, więc pozwól że się tym nie przejmę.

@ Alkioneus
Po pierwsze nie zwalamy wszystkiego na przemoc w mediach. Jednak usprawiedliwianie że gry kompletnie nie szkodzą, nie uzależniają, PEGI można całkowicie olać, a wszystko to wina rodziców to gruba przesada. Prosty przykład z życia:
Rodzic nie jest stereotypowo głupi, widzi że jego 12 letni syn gra w krwawe strzelanki (dajmy AvP), reaguje na to i zabiera mu grę, mówiąc że nie jest dla niego. Co robi dzieciak? Idzie do kolegi, pod jakimkolwiek pretekstem i rypie dalej w taką gierę. Mam uwierzyć że jest to nieświadoma decyzja dziecka?

Osoba w wieku do 7-8 lat może jeszcze robić coś nie świadomie, ale 10-12 lat ma całkowicie świadomy wybór, powyżej tej granicy tym bardziej. Średnia wieku osób sięgających po alkohol i papierosy waha się teraz między 13 a 14 lat, więc proszę nie wmawiajcie mi że dzieci w tym wieku są nieświadome tego co robią, mają nieukształtowany charakter i to wszystko wina rodziców. Bo tak nie jest.

Wina na równi leży po stronie rodziców jak i dzieci. A od gier wszelkiej maści można się tak samo uzależnić jak od dragów. Problem ten jest bardzo duży i wcale nie jest sztucznie nadmuchiwany. Dzieciaki za dużo spędzają czasu przed kompem grając i to najczęściej bezmyślnie grając. W efekcie są potem bardziej nerwowe, wszystko je wkurza, nie uczą się, itd.

Wina rodzica jest gdy pozwala swemu 3-6 letniemu dziecku zasiadać do kompa i grać ile chce.

Wina dziecka, gdy w wieku 10 lat świadomie sięga po GTA i łupie w niego po nocach bo to jest fajne, a swoje obowiązki spycha na innych.
16-08-2010 09:10
New_One
    c'mon, guys! U serious?
Ocena:
+2
Nie mam czasu ani siły na przeczytanie teraz wszystkich komentarzy, więc zapewne wrócę do tego później. Tym niemniej pierwsza połowa dyskusji wydała mi się dość ciekawa, więc pozwolę sobie na mały komentarz:

@ Noth:

"Za to z ciekawości bym poczytał poważny artykuł o zaletach nowej formy rozrywki, bo wady znam na pamięć."

Zbieram się od jakiegoś czasu, bo na studiach od roku zajmuję się tym tematem. :) Z tą różnicą, że ja JESTEM zwolennikiem gier. Wielkim zwolennikiem, a do tego swoje uznanie dla nich opieram na kulturoznawczo-socjologiczno-psychologicznych argumentach z domieszką kilku bardziej prozaicznych pobudek, o których nie warto wspominać w tym kontekście.

@ Vermin:

1. Na moim osiedlu mieszka mnóstwo dzieciaków w wieku 5-15 lat i wierz mi, że nie tylko widuję je na dworze, ale często słyszę ich krzyki za oknem, towarzyszące odgłosom kopanych/odbijanych piłek. Do tego rowerki i rozmaite sks'y. A co w tym najlepsze? Że nawijają często o tej tak bardzo uzależniającej Tibii i innych time-consuming grach (ale NIE TYLKO).

2. Skoro już przy rozmowach jesteśmy, to Twoje zdziwienie faktem, że dzieciaki rozmawiają o grach wydaje mi się całkowicie nielogiczne. O ile pamiętam swoje dzieciństwo, gadanie o tym, co widziałem w tv było normą. Ew. boom na karteczki do segregatora, albo jakieś inne kolekcjonerskie pierdoły. Ale tv zawsze było "punktem wspólnym", "punktem zaczepienia". Teraz środek ciężkości przeniósł się na kolejne medium, ot co! Swoją drogą, medium (w moim odczuciu) lepsze i bardziej korzystnie wpływające na dzieci, niż tv.

3. Uzależnienie od gier? Jasne, istnieje. MARGINALNIE, jak już ktoś zauważył. Podobnie, jak istnieje uzależnienie od tv, od książek, komiksów etc. I tylko w tym, medialnym paradygmacie należy sytuować gry. Wrzucanie ich do jednego worka z używkami jest po prostu "brudną" retoryką, która ma mało wspólnego z logiczną argumentacją, a jej działanie opiera się na emocjonalnym wymiarze negatywnych konotacji. Wystarczy skojarzyć gry z alkoholem albo dragami i nagłośnić kilka ekstremalnych przypadków szkodliwego wpływu gier na człowieka i już "czarny" PR murowany. A media po pierwsze lubą szokować, lubią afery, chaos itd., a po drugie nie lubią młodszej konkurencji, więc wykorzystują zamieszanie wokół gier. W końcu afery i sensacje się sprzedają.

4. Mówiąc o mediach należy zaznaczyć, że gry aktualnie przechodzą ten sam proces, jaki przechodziły wszystkie wcześniejsze media, którym zarzucano albo to samo, albo analogiczne brednie. Dajmy na to książki. Druk sprawił, że książki staniały i musiał znaleźć się rynek zbytu. Ta potrzeba dość szybko znalazła ujście, bo spowszechniała nauka czytania i z czasem czytanie. To zaś wywołało sporo sprzeciwów wielu środowisk, które uznały, że to eskapizm (skąd my to znamy?), który odciąga młodych od licznych innych aktywności/obowiązków (nie będę się powtarzać). Dopiero z czasem zaczęto zauważać korzyści płynące z rosnącego "czytelnictwa". (to tak w wielkim, niemal barbarzyńskim skrócie, upraszczając)

5. Argument, że gry są źródłem agresji to już kompletna pulpa. (Tutaj przyznaję Ci rację, że
gry są dla odpowiednich odbiorców, że PEGI nie powstało bez powodu, ale nie zakładajmy, że każde dziecko jest aspołeczniakiem, tudzież socjopatą podatnym na treści bez filtrowania ich) Czemu tak myślę, to już odpowiedz sobie sam, przeczytawszy choćby streszczenie jakichkolwiek tekstów dot. psychoanalizy, lub choćby wypowiedź Czarnego w tym artykule.


Mógłbym tak dalej reakcjonistycznie pisać, w odpowiedzi na tendencyjne zarzuty wobec gier komputerowych/wideo, ale dziś już nie mam siły. Nie wiem, czy jest sens w ogóle dyskutować, bo mam wrażenie, że Twoje presupozycje są niewzruszone mimo usilnych starań Twoich rozmówców. Tymczasem z Twojej strony wyczytałem chyba jedną słuszną poniekąd uwagę - że PEGI powinno się przestrzegać. Analogicznie, wszystkich kategorii ratingowych dotyczących innych mediów, również.
16-08-2010 10:02

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.