string(15) ""
» Blog » Grafika: jakoś, czy kompozycja?
20-11-2015 22:22

Grafika: jakoś, czy kompozycja?

W działach: Gry wideo, komiksy | Odsłony: 258

Dziś zajmiemy się tematem, który wziąłem ze światka anime, a dokładniej z komci na różnych forach i serwisach, a który zapewne zainteresuje też zarówno komputerowców jak i inne fandomy.

Będzie o ocenianiu grafiki: o tym, czy liczy się grafiki jakość, czy też jej kompozycja i ogólne walory artystyczne.

Powodem, dla którego zajmuję się tą tematyką są proste: mające miejsce od jakiegoś roku-dwóch desanty ekspertów „AAAAA! To ma sześć milionów bazylionów klatek na sekundę animacji i rysowane było za technologii o nazwie (tu wpisz technobełkot), a wy sucze syny daliście tej kreskówce 7 na 10”.

Drugim powodem jest marketingowy filmik HoMM VII na którym jakiś PR-owiec zestawił obydwa widoczne z boku screeny, po czym napisał o „ewolucji w stronę pięknej, cudownie szczegółowej grafiki 3D” podparty zestawieniem tych dwóch screenów:

Tak więc dziś zastanowimy się, która strona ma rację.

Wspomnienie dziadka:

Jak każdy z tak zwanego „pokolenia Secret Service” doświadczył na własnej skórze nie ma bezpośredniego przełożenia między jakością grafiki, czyli stojącą za nią technologią, a jej artystycznym poziomem i odbiorem przez widza. Przeciwnie wręcz, osoby należące do tej grupy pamiętają zapewne przypadki zastosowania nowoczesnych technologii i ich tragiczne efekty, jakie doświadczać można było w grach z tamtego okresu: ataki megapikseli i ludziki z kartonu.

Po drugie: nie da się nie zauważyć, że po pewnym czasie okazuje się, że o ile w wypadku części tytułów grafika w zasadzie nie starzeje się. Przykładem tej pierwszej mogą być Another World, dzieła Psychognosis, anime Miyazakiego czy najstarsze Disneye, które mimo upływu czasu wciąż zachwycają i zachwycać będą nawet za sto lat.

Z drugiej strony: pomimo, że dziś „każdy grał na Atari” faktycznie „pokolenie Secret Service” jest stosunkowo nieliczne, a zarówno późno nawróceni, jak i młodzież dość łatwo dają olśnić się marketingowcom.

Generalnie, jeśli zastanowić się nad tym, jakie rzeczy brać pod uwagę podczas oceny obrazu, to moim zdaniem należy skupić się na trzech z nich. Są to:

1) Warsztat

Czyli umiejętności artystyczne twórcy dzieła. Dla niektórych krytyków są wartością podstawową, dyskwalifikującą lub kwalifikującą owo dzieło do dalszej oceny. W szczególności główno nurtowi plastycy niechętnie patrzą na inne czynniki, przekonani, że artysta skupiający się na nich zamiast sztuki tworzy „literaturę” (o ile się orientuje w kręgach artystycznych słowo „literatura” ma bardzo negatywny wydźwięk). Oznacza to, że prace odznaczające się kiepskim warsztatem po prostu nie są oceniane pod innymi względami (ma to niestety bardzo poważne konsekwencje dla sztuki współczesnej, która częstokroć poprzestaje wyłącznie na doskonaleniu warsztatu, pozostałe elementy ignorując, co o tym myślę napiszę w kilka akapitów niżej). Na wprawny warsztat składają się trzy rzeczy. Są to:

Kompozycja: Czyli umiejętność zestawienia ze sobą elementów dzieła: kolorów, kształtów, proporcji i faktur (rzecz w wypadku filmu i gry komputerowej raczej nie występująca, ale pojawiająca się np. w komiksie), a także dźwięków (które natomiast nie występują w klasycznych sztukach plastycznych) tak, by tworzyły harmonijną całość.

Kompozycja najogólniej rzecz biorąc jest umiejętnością takiego układania elementów obrazu, żeby dobrze się na nie patrzyło. W 99 procentach przypadków to ona powoduje, że w chwili, gdy robicie zdjęcie wychodzi ono wam słabo, a profesjonaliście: tak dobrze. Mimo, że zasady kompozycji tak naprawdę mało kto zna (co jest dziwne, bo IMHO są proste, a do tego przydatne i powinno się ich uczyć w szkole podstawowej), ja sam dowiedziałem się coś niecoś o nich raczej niedawno, kiedy zacząłem bawić się w fotografowanie robaków. Niemniej jednak dobra kompozycja i jej brak dostrzegane są zwykle też przez zupełnych laików, przy czym ci najczęściej nie są w stanie powiedzieć, co im brakuje na danym obrazku. Opisują go więc ogólnikami, mówiąc, że jakiś obrazek „ma klimat”, albo „jest ładny”. Fakt ten ma swoje źródło w sposobie w jaki działa ludzkie oko.

Chyba najczęściej stosowaną zasadą kompozycyjną jest tak zwany Złoty Układ. Polega on na narysowaniu (w myślach) linii dzielących dzieło na trzy, równe, części, obojętnie w pionie, poziomie czy po skosie. Następnie artysta pilnuje, by 2/3 obrazu zajmowały elementy o jednej wartości np. odległe, pełne szczegółów, posiadające ciepłe barwy, a pozostałą 1/3 elementy przeciwstawne: bliskie, puste, w chłodnych barwach. Im więcej takich linii podziału jesteśmy w stanie poprowadzić tym kompozycja jest bardziej złożona.

Dopracowanie szczegółów: czyli po prostu dbałość o to, by detale były dopieszczone, dopracowane, a nie niechlujne lub by ich brakowało. Po prostu prace, po których widać, że ktoś się nad nimi napracował budzą większe zainteresowanie, niż te, co do których podejrzewać można, że nie poświęcono im należytej uwagi.

Elementy o pochodzeniu pozaartystycznym: w sztukach plastycznych są to wszelkiego rodzaju zabrudzenia, uszkodzenia, ślady pędzla, deformacje spowodowane wadami obiektywu, odciski palców oraz inne elementy, które znalazły się na obrazie w sposób przypadkowy.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym:

1
Notka polecana przez: Siman
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.