» Biblioteka Jedynego » Księgi o Dominium » Gord

Gord


wersja do druku

Kraj morskich potworów, snów i pięknych kobiet

Autor:
Górskie szczyty sięgają chmur wysoko nad Morzem Szeptów. Tam, gdzie śnieg pokrywa skaliste przesmyki, białe, masywne albatrosy przemierzają powietrzną przestrzeń. W dół zaś ciągną się szare kolosalne skały, o które raz za razem rozbijają się fale wielkości kordyjskich okrętów. Potężny szum towarzyszący tym spotkaniom dwóch żywiołów nie dociera jednak do wyższych partii górskiego łańcucha. W górze wielcy mężczyźni odziani w grube, brunatne futra przeskakują z gracją kozic ze skały na skałę, słychać już tylko mroźny wiatr z zachodu, który stara się przeniknąć aż do kości i zdławić ludzkie krzyki. A ludzie krzyczą. Mocarni, o prostych, wręcz topornych rysach, przekrzykują się nawzajem wydając sobie rozkazy. Obracają na południe swe głowy ozdobione gęstymi brodami splecionymi w przeróżne warkocze a ich bystre, jasne oczy wyszukują na bezkresie wód przeciwnika. A tego nigdy w Gordzie nie braknie – tengowie, morskie zmory, ludzioryby, krwiolubne mgły czy chociażby zwodnicze ogniki, potrafiące doprowadzić nawet doświadczonego górala do fałszywego kroku. Raz jeszcze patrzysz w dół, gdzie majestatyczny szum uderzających o podnóża gór z niewyobrażalną siłą fal przypomina, jak mocne jest tutejsze wybrzeże. Pomimo tego, że od wieków morze próbuje pochłonąć skalnego tytana, na którym się znajdujesz, ten nadal stoi. Stoją również i Gordyjczycy - ogorzałe twarze, nierzadko pokryte tatuażami, których funkcji magicznej czy informacyjnej do końca nie jesteś w stanie pojąć. Kiedy niski człowiek o szerokich, umięśnionych ramionach powolnym krokiem przedziera się ku tobie przez górskie zaspy jesteś nieomal pewien, że jego silne ręce zdołałyby udusić nawet doryjskiego dzika. Wyłaniając się z lekkiej mgły prowadzi resztę swojej grupy skalnymi półkami ku podnóżom szczytów. Wszyscy są do siebie podobni – silni i mocno zbudowani, o długich, czarnych włosach, spiętych w kuce lub rozpuszczonych, aby luźno powiewały na wietrze. Przy pasach przytroczone mają rapiery, a na plecach każdy nosi muszkiet. Ubierają się również w skóry, futra i tym podobne odzienia chroniące przed górskim chłodem, który stara się rozszarpać ciało każdej żywej istoty. Wciągasz w nozdrza ostre, czyste powietrze zastanawiając się czy cokolwiek zdoła skruszyć potęgę tego miejsca tak niezwykle i przerażająco pięknego. Jak to możliwe, że Papież nie chce zwrócić swego wszystkowidzącego oka na tą krainę?
Koniec warty, jeden z przyjaciół - tutaj, bowiem nie można odróżnić towarzysza walki od przyjaciela - klepie cię po plecach. Udajesz się na spoczynek. Twoja niewielka komnata znajduje się w samym brzuchu skalnego potwora…

Miałeś piękny sen. Ciężko ci jest odtworzyć konkretne jego części. Znaczenia i symbole uciekły z pamięci, a tutejszy kapłan poproszony o interpretację uśmiechnął się tylko zagadkowo i powiedział, że albo sam zrozumiesz, albo przynajmniej przywykniesz. Jak przez mgłę odtwarzasz poszczególne fragmenty starając się niczego nie pominąć i choć nie jest to łatwe kruszysz okowy niepamięci i widzisz ponownie świetliste istoty uśmiechające się oraz spokojnie nucące pieśni kojące serca bohaterów. Wydaje ci się, że to sam Jedyny ułożył owe psalmy dla wierzących ku pokrzepieniu ich dusz. Spokój i błoga radość zstąpiła na ciebie, gdy tylko złapałeś tą nieuchwytną intencję, która jak obłok wirowała po nieboskłonie myśli. Zagadka tego miejsca do dziś pozostaje nierozwiązana. W górskich korytarzach śniący mają wizje zsyłane jakby od samego Stwórcy - spokojne i kojące duszę. Tak jakby tylko tutaj mieszkali herosi godni owych doznań. Jakby noc dająca wyciszenie była równowagą dla dnia przepełnionego walką i treningami. Z drugiej strony dziwisz się jednak, że wiara tutaj nie jest propagowana tak jawnie i tak silnie jak w Dominium. Przynajmniej ta wiara, którą znasz. Nie dojrzysz tutaj zbyt wielu księży, msze zdarzają się rzadziej niż powinny, a kapłani traktowani są z równym szacunkiem, co i rzemieślnicy. Zastanawiające, nieprawdaż? Rozglądasz się dookoła. Kilka tygodni przyzwyczajałeś oczy do panujących półmroków. Po raz kolejny zdajesz sobie sprawę, jak to miejsce zmienia człowieka, kiedy widzisz Gordyjczyków bez problemów radzących sobie z ciemnością. W wielkiej, kamiennej komnacie przy dębowych stołach oficerowie, marynarze, dyplomaci, górnicy, wysoko i nisko urodzeni wspólnie piją i jedzą. Przyjaźnie zawierane są tutaj na całe życie, nie ma żadnych podziałów, a każdy znaczy tyle, ile udowodni. Wszystko to sprawia, że każdy czuje się potrzebny. I tak jest rzeczywiście. Silne więzi łączą górali i w razie niebezpieczeństwa każdy stanie przy boku drugiego…

Legendy mówią, że dawno temu to krasnoludy wykuły to miejsce w owych górach. Sieci podziemnych tuneli, kopalnie, mieszkania, szereg twierdz, warsztaty, kuźnie oraz wiele innych komnat składa się na Gord. Pochodnie i małe okienka dają jedyne światło w tych głębokich korytarzach, rzucając nikły blask tam, gdzie mrok wydaje się wręcz nieprzenikniony. Jednak największą potęgą są tutejsze zamki. Wielkie, skaliste fortece wyposażone w szereg śmiertelnych pułapek zdolnych skruszyć każdą potęgę, stanowią główną linię obrony przed potencjalnymi wrogami. Setki doskonałej jakości armat wychylają swoje plujące ogniem paszcze przez wyrzeźbione w skałach otwory strzelnicze. Biada temu, kto odważy się podnieść rękę na góry. Mówi się, że bandera kordyjskich okrętów trafiwszy na terytorium Gordu nie zdałaby sobie nawet sprawy, co ją w oka mgnieniu zaatakowało i zniszczyło.

Jednakże ani potęga gór, ani misternie wykute korytarze nie są w stanie przyćmić prawdziwego cudu pośród nich skrytego. Cudem owym są tutejsze kobiety. Panie nie widziałeś dotychczas takiej niewiasty, którą swą urodą przewyższałaby damy o kruczoczarnych włosach i oliwkowej cerze - a tylko takie smukłe panny mieszkają w owym miejscu. Piersi ich niczym dojrzałe, soczyste owoce same zapraszają do dotknięcia ich i skosztowania. A pod spojrzeniem jednej z Gordyjskich dam wielu cynazyjskich dandysów zaczęłoby się jąkać. Czemuż, więc górale nie otworzą swych włości na świat i nie ruszą się stąd na dwory, pałace i przyjęcia? Czemu nie zawalczą o swoje miejsce w Dominium, skoro są narodem tak walecznym i tak mocarnym? Chciałoby się powiedzieć, że to prostota i skromność nie pozwalają im na to. Ale dobrze wiesz, że stoi za tym coś innego…

Spienione czeluści morskiej otchłani kryją w sobie, bowiem zło tak straszliwe, jak nigdzie indziej. Gdy widzisz w nocy potworności wypełzające z wodnej toni to wiesz, że tutaj legendy są prawdą. Krasnoludzkie ręce wykuły to miejsce nie dla popisu, lecz po to, aby bronić swych ziem, a teraz Gordyjczycy przejęli ten ciężki obowiązek. Całymi latami, a wręcz wiekami trwa tutaj nieustanny bój pomiędzy siłami Ciemności, a mieszkańcami gór. Balisty wyrzucają setki kamieni, wrząca oliwa spływa rynnami wprost na potwory, a żelazne kule kruszą pancerze morskich straszydeł. Ludzie uwijają się przy machinach reperując je, inżynierowie nieustannie łatają ubytki w murach twierdz a wszystkie tryby machin są starannie naoliwiane, gdyż w tej wojnie jedna mała pomyłka, jeden mały błąd wystarczy, aby ją zakończyć. Potężne stwory z najgorszych koszmarów szturmują skały od świtu do nocy zabijając dzielnych żołnierzy stawiających im czoła. Z potężnej kipieli znajdującej się pod stolicą Gordu – Zamieci, wyłaniają się co rusz najdziwniejsze istoty czyhające na życia, łaknące krwi i upadku gór. Okropności wyłaniające się z głębin tak ciemnych, że nawet wzrok krasnodzkiego ludu tam nie sięgał. Monstra wielkie, złe i krwiożercze. Nie znasz, panie, w Dominium narodu, który musiałby codziennie stawać do walki z Karpytią, istotą swym wyglądem przypominającą płaszczkę. Wspinającą się po skałach niczym wiewiórka po drzewach, która jednym klapnięciem szczęk rozrywa dorosłego mężczyznę na strzępy, a z kul muszkietów śmieje się śmiechem tak straszliwym, że niejeden traci ochotę do dalszej walki go usłyszawszy. Ale to jeszcze nie wszystko. Niewielka gordyjska marynarka ściera się z łodziami koczowniczych Tengów – złowieszczego ludu szukającego łupów wśród morskich potyczek. Tengów niezliczonych. Tengów niezmordowanych. Wszystko to sprawia, że życie staje się jeszcze o wiele bardziej skomplikowane. Spadkobiercy krasnoludzkiej potęgi już wieki temu postanowili, że nie opuszczą swojej ojczyzny i będą jej bronić za wszelką cenę. Gdyby któreś z tych monstrów przedostało się przez pasmo zabezpieczeń siałoby pożogę i chaos na polach całego Dominium. Tak mój panie, górale chronią nie tylko siebie, ale i życia nas wszystkich. Chwała im za to na wieki mój przyjacielu, gdyż tak naprawdę nikt ich nie wspiera w tych przerażających zmaganiach. Świat zapomniał o tym miejscu już dawno temu a Papież uznał je za mało znaczące. Politycy stale ignorują kogoś, kto od zarania dziejów nie odgrywał ważniejszej roli na mapie świata. Nieliczni zostają tu zsyłani i albo szybko giną, albo przyzwyczajają się do panujących tu warunków. Gord umacnia, hartuje i zmienia każdego na swoje podobieństwo. Mówisz, że mimo wszystko tęsknisz za domem? Cóż rozejrzyj się dookoła kawalerze, gdyż po tym, co uczyniłeś w swym kraju, to jest twoja nowa ojczyzna. Witamy.



Czytaj również

Na skalnej grani, czyli kilka słów o Bardanii
Kraj rycerzy, honoru i historii
Kraj kłamstwa, spisków i balowych sukni
Kraj płonących krzyży, Inkwizycji i ciężkiej jazdy
Kraj poetów, morderców i szaleńców
Kraj wojny i braterstwa

Komentarze


~Feniks

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tekst nie najgorszy ale czegoś mi w nim brakuje nie wiem czego....

PS:Za dużo wspomnień o krasnoludach to nie pozwala na inną wizje a przecież są też pogłoski, że twierdze zbudował ktoś inny.
21-05-2005 00:57
Kot von Lyck
    ...
Ocena:
0
parę rzeczy:

1. mało klimatu,
kiedy czytałem tekst o Gordzie w podręczniku to chwytał mię za serce, ten jest taki sobie,

2. uznałeś krasnoludzkie pochodznie Gordu za pewnik, a to jedynie hipoteza,

3. "przytoczone rapiery" raz, że przytroczone, dwa, że w gordzie rapierów się nie używa, raczej toporów,

tyle na gorąco,
21-05-2005 01:56
darclan
    Pozostaje...
Ocena:
0
...zgodzić się z przedmówcami.

Tekst jest mało oryginalny w stosunku do opisu Gordu w "Monastyrze", czytając miałem wrażenie że zajrzałem drugi raz do podręcznika. Styl tylko jest inny, dodam że fajniejszy.

" Ubierają się również w skóry, futra i tym podobne odzienia chroniące przed górskim chłodem, który stara się rozszarpać ciało każdej żywej istoty."
Zdanie klimatyczne, szkoda że wg wersji z podręcznika nieprawdziwe. Z tego co pamiętam Gordyjczycy nie ubierają się w skóry, futra czy płaszcze.
21-05-2005 08:56
oddtail
    A mnie...
Ocena:
0
...tekst się podoba. Nie jest odkrywczy, ale jakiś taki... akuratny =).

Choć fanem Gordu nie jestem.
21-05-2005 11:06
~Bleddyn

Użytkownik niezarejestrowany
    ...
Ocena:
0
Moim zdaniem trzyma poziom pozostałych tekstów opisujących krainy Dominium, czyli jest średni. ;-)

21-05-2005 11:09

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.