Głowa Kasandry - Marek Baraniecki

Wypadkowa Księgi Jesiennych Demonów i W kraju niewiernych

Autor: Bartosz 'Zicocu' Szczyżański

Głowa Kasandry - Marek Baraniecki
O monopolu Fabryki Słów na naszym rynku wydawniczym, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju antologie, mówi się już od dawna. Nie da się ukryć, że to właśnie w tym wydawnictwie publikują autorzy poczytnych zbiorów opowiadań, tacy jak choćby Jarosław Grzędowicz, Maja Lidia Kossakowska czy Andrzej Pilipiuk. SuperNOWA pokazuje jednak, że nie tylko w Fabryce powstają dobre książki tego rodzaju.

Głowę Kasandry otwiera tytułowe opowiadanie, które zarazem jest wizytówką całego zbioru – możemy w nim znaleźć właściwie wszystko, czego można by chcieć od dobrego utworu. Teodor Hornic jest mężczyzną w średnim wieku, który całkowicie pogodził się ze swoim życiem – wie, że wszystko, co działo się przed przebiegunowieniem Ziemi, minęło i w żaden sposób nie wróci. Jego życie po III wojnie światowej wypełnia rozbrajanie niewykorzystanych jeszcze bomb atomowych, które wciąż drzemią ukryte w dżunglach środkowej Europy. Hornic marzy tylko o jednym: chce znaleźć legendarną Głowę Kasandry – rakietę, która ma być tak potężna, że jest w stanie zniszczyć życie na Ziemi.

Ten fenomenalny tekst jest apoteozą postapokalipsy i śmiem twierdzić, że to według tego opowiadania można by definiować cały gatunek. Baraniecki wykreował niezwykły świat, osadził w nim ciekawego bohatera i, przede wszystkim, przedstawił niezwykle szeroki zakres przemyśleń. Zakończenie Głowy Kasandry jest wisienką na torcie opowieści. Torcie doprawdy niezwykłym.

Karlgoro, godz. 18.00 to tekst znacząco różniący się od reszty (z wyjątkiem Ziarna Kiliana) – akcja toczy się bardzo powoli, pisarz serwuje nam przede wszystkim swoje przemyślenia, gdzieś na drugi tor spychając fabułę. Po raz pierwszy pojawia się też zagadnienie bioenergii, które w późniejszych tekstach odgrywa dosyć dużą rolę. Przez pryzmat tego tekstu warto spojrzeć na pozostałe (prócz trochę odstającej od reszty Głowy Kasandry) – wszystkie opowiadania w sferze interpretacyjnej łączą się w większą całość, co daje naprawdę wspaniałe uczucia po zakończeniu lektury.

Wynajęty człowiek jest tekstem o najbardziej "zbitej" budowie w zbiorze – kompozycyjnie bardziej niż opowiadanie przypomina miniaturę literacką, z wyraźnie zaznaczonym problemem, wyeksponowanym punktem kulminacyjnym i intrygującym zakończeniem. Warto przyjrzeć się mu przynajmniej po to, żeby sprawdzić, jak Baraniecki sprawuje się w konwencji innej aniżeli powoli snute, nastrojowe historie.

Ziarno Kiliana to – jak wspomniałem wyżej – opowiadanie najbardziej zbliżone do Karlgoro.... Znowu mamy pieczołowicie budowany klimat, który sprzyja raczej rozmyślaniom, do których opowiadanie jest kontrapunktem. W pewnym momencie zauważyłem, że prowadzę w myślach swoistą dyskusję z narratorem – to chyba najdobitniej świadczy o jakości tej historii.

W końcu drugie po Głowie Kasandry opowiadanie, które uznałbym za obowiązkowe dla fanów dobrej rozrywki. Wesele Dusz opowiada o losach Mikołaja Rosnera, wysoko postawionego pracownika koncernu Boeinga, którego życia układa się wręcz idealnie. Dopełnieniem tej szczęśliwej egzystencji może stać się wkrótce miłość, która kiełkuje między naszym bohaterem a tajemniczą kobietą. Okazuje się, że uczucia Rosnera mogą mieć znaczenie nie tylko dla niego i jego najbliższego otoczenia, ale dla całego świata.
W tym fenomenalnym tekście autor pokazuje kolejny z aspektów swego talentu – tym razem w sposób idealny łączy losy jednostki i społeczeństwa. Prozaiczną z pozoru historię przedstawia w sposób tak niezwykły, że narracja mogłaby służyć za przykład dla młodych autorów. Zakończenie znowu zadziwia i intryguje, dzięki czemu czytelnik odchodzi od książki z uśmiechem na ustach.

Zbiór ma jedną zasadniczą wadę – jest nią niewielka objętość. Wszystkie teksty prócz Głowy Kasandry pokonuje się właściwie na jednym oddechu, przez co można odnieść wrażenie, iż cztery świetne opowiadania są tylko dodatkiem do tekstu tytułowego. Szkoda, że nikt nie zdecydował się na powiększenie zbioru.

Cóż jeszcze mógłbym napisać o tej antologii? Ze wszystkich powyższych akapitów da się wywnioskować, że jestem tym zbiorem po prostu urzeczony. Nieprzypadkowo odwołałem się też w podtytule do dwóch książek, które w moim mniemaniu są najlepszymi antologiami fantastycznymi w Polsce. SuperNOWA wypuściła właśnie potężnego konkurenta, który – gdyby miał choć trochę większą objętość – mógłby zdetronizować dotychczasowych mistrzów.