string(15) ""
» Blog » Ghost in the Shell - recenzja filmu
08-08-2014 15:23

Ghost in the Shell - recenzja filmu

Odsłony: 262

Ghost in the Shell - recenzja filmu

Tytuł: Ghost in the Shell
Gatunek: Thriller science fiction (anime)
Reżyseria: Mamoru Oshii
Scenariusz: Kazunori Ito, na podstawie twórczości Shirow Masamune
Zdjęcia: Hisao Shirai
Muzyka: Kenji Kawai
Kraj/Rok produkcji: Japonia/1995
Czas: 83 min.
                                                                                                                                                                                                                Ghost in the Shell przenosi nas do przyszłości, do roku 2029. Świat jest zamieszkiwany zarówno przez ludzi jak i cyborgi. Odróżnić ich można tylko w jeden sposób - ludzie posiadają duszę. Pewnego razu okazuje się jednak, że istnieje pewien haker zwany Władcą Marionetek, który jest zdolny wnikać w ludzki umysł i nim manipulować...
Tutaj do działania wkracza major Motoko Kusanagi z elitarnej Sekcji 9 - ma za zadanie schwytać owego hakera. Sama Motoko, co ciekawe (podobnie jak jej pomocnik) jest cyborgiem. I właśnie dzięki temu, że główna bohaterka to nie do końca człowiek film nabiera szczególnego wydźwięku. Przez cały czas Motoko zastanawia się czy ona, cyborg, ma duszę? Czy sama świadomość bycia żywą, samodzielną, świadomą własnego "ja" istotą, różniącą się od innych, określa ją jako istotę w pełni... żywą? Ghost in the Shell to film o wielu różnych możliwościach interpretacji, przeznaczony dla specyficznego odbiorcy.
Ghost in the Shell to obraz przedstawiający nam o wiele bardziej prawdopodobny obraz przyszłości niż Akira. Wszechobecne komputery kontrolują każdy aspekt życia, mało który człowiek nie ma mechanicznie zmodyfikowanych przynajmniej niektórych narządów, a sama możliwość wnikania do pamięci człowieka bardzo przypomina Matrixa. I faktycznie, gdyby nie Ghost in the Shell, Matrix prawdopodobnie nigdy by nie powstał (przyznali to bracia Wachowscy). Ofiary Władcy Marionetek to ludzie nie pamiętający swojej przeszłości, a fikcyjne zdarzenia "zaprogramowane" w ich mózgach traktują jako coś w 100% pewnego. Oglądając scenę w której naukowiec tłumaczy kierowcy śmieciarki (którego pamięć została zmodyfikowana i który został wykorzystany przez Władcę Marionetek do jego osobistych celów), że nigdy nie miał ani żony ani córeczki i od dziesięciu lat naprawdę sam mieszka w kawalerce może przyprawić o... chwilę zakłopotania, współczucia dla tego faceta i chwili refleksji: co by było gdyby coś takiego było możliwe dzisiaj? Manipulacja ludzką psychiką, pamięcią, zachowaniem. To pewnie wkrótce nastąpi, prędzej czy później. Musimy uważać. A tym bardziej muszą uważać nasze dzieci i wnuki. Za ich życia komputeryzacja i rozwój prac nad Sztuczną Inteligencją może okazać się zagrożeniem dla ludzkości. IGhost in the Shell przed tym ostrzega.

Może się okazać że program, wirus, SI, czy jak to sobie nazwiecie, uzyska świadomość i zacznie się określać jako żywa istota. Skoro ma świadomość własnego "ja" to dlaczego ma nie być traktowany jako żywy organizm, nowy gatunek? No bo co nas ludzi, upoważnia do nazywania siebie istotami żywymi? Czym jest życie? Za pewnego rodzaju program można przecież uznać nasze DNA! Te problemy także są tematem rozważań bohaterów Ghost in the Shell.
Gorąco polecam ten film wszystkim miłośnikom dobrego kina, najlepiej jeśli lubią podczas filmu jak i po nim, trochę pomyśleć i zastanowić się nad fabułą i przesłaniem, które w sobie niesie.
Jest to widowisko dobre także dla tych, którzy mangi nie lubią - podobnie jak w Akirze nie uświadczymy tu wielkich oczu, itp. Dźwięk także stoi na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza muzyka. Ta, chociaż pojawia się tylko w wybranych momentach posiada znakomity klimat pasujący do filmu, jest spokojna, zmuszająca do chwili zastanowienia. Jednym słowem: świetna!
Zastrzegam jednak, że nie jest to film przy którym dobrze jest się wyluzować. Trudno jest przy nim z kimś rozmawiać, czytać i "jednym okiem" oglądać. Trzeba się przy nim maksymalnie skupić aby dokładnie wszystko zrozumieć i niczego nie przeoczyć. Dla pewności, dobrze jest go obejrzeć chociaż dwa razy.

PS. Dziś, po kilku latach od napisania tej recenzji (i bardzo delikatnych, kosmetycznych modyfikacjach) mogę się pod nią bez oporu podpisać. Ghost in the Shell pozostał moim ulubionym filmem science ? fiction, ba, chyba ulubionym filmem w ogóle. Oglądam go raz do roku bo po prostu go lubię do tego stopnia:) Absolutny klasyk i arcydzieło. Film doczekał się sequela zatytułowanego Ghost in the Shell 2: Innocence, który jednak jest już tylko (?)  bardzo dobrym sf. 

 

Adam "Iselor" Wojciechowski

1
Notka polecana przez: nerv0
Poleć innym tę notkę

Komentarze


nerv0
   
Ocena:
0

Ech, a ja jeszcze tej dwójki nie miałem okazji obejrzeć. :P Muszę to w końcu nadrobić.

08-08-2014 16:53
Kumo
   
Ocena:
+3

Nie zgodzę się, że Innocence "jest już tylko  bardzo dobrym sf". Jest zupełnie inny od pierwszej części - mnóstwo tam nawiązań do literatury, żonglerki filozofią. Co więcej, zagadnienie idzie o krok dalej: jeśli w świecie przyszłości sztuczne twory - cyborgi, SI - można uznać za samoświadome i posiadające dusze, a ludzkim umysłem można manipulować lub z "samoświadomej" istoty uczynić marionetkę, to jak się do tego mają "bezduszne" lalki? Czy - kiedy ludzie sami, z własnego wyboru, stają się "lalkami", uznawanie samych lalek za pozbawione uczuć i praw nie jest nadużyciem?

BTW: polecam też serial "Ghost in the Shell - Stand Alone Complex", oba sezony. Bardzo dobre połączenie cyberpunka i political fiction (ale uprzedzam, że fabuła została "zresetowana" w stosunku do filmów).

09-08-2014 14:19
nerv0
   
Ocena:
0

BTW: polecam też serial "Ghost in the Shell - Stand Alone Complex", oba sezony.

Oj tak, bardzo fajnie się to oglądało. Choć w pierwszym sezonie bolał mnie trochę brak wyraźnie zarysowanego wątku głównego, bo całość składała się raczej z samodzielnych epizodów. Niektórzy uznają to za zaletę, ale ja lubię dłuższe historie, które mają szansę się rozwinąć. Drugi sezon poszedł bardziej w tym kierunku i chwała mu za to, ale sam scenariusz jakoś specjalnie mnie w nim nie porwał. Mimo to i tak oglądało się super przyjemnie. :]

09-08-2014 19:32
Cherokee
   
Ocena:
0

Jest jeszcze zeszłoroczna odsłona, czteroodcinkowy GitS: Arise. Robiony przez inną ekipę, przedstawia okoliczności utworzenia Sekcji 9. Nie jest zły, choć kreska IMO znacznie gorsza, a fabuła, choć niezła, utrzymała mnie tylko przez dwa odcinki.

09-08-2014 20:36
nerv0
   
Ocena:
0

@up

O, nie widziałem. Dzięki za cynk. :]

Und, znaczy co obejrzałeś tylko dwa odcinki? Jeny, jak już miałbym się za coś łapać i miałoby to mieć te marne cztery odcinki to obejrzałbym to do końca chyba nawet wtedy gdyby mi się specjalnie nie spodobało. :P

10-08-2014 10:53
Cherokee
   
Ocena:
0

Tak, tylko dwa, bo każdy trzeba ciągnąc osobno, więc ciągnąłem po jednym. Trzeciego już mi się jakoś  nie chciało. Po dwóch sezonach SAC-a Arise wydaje się trochę wtórne - znów intryga polityczna z generałami, ministrami, itp. Ale jak ktoś ma niedosyt to z pewnością będzie zadowolony. 

10-08-2014 11:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.