» Opowiadania » Gdybyś był dinozaurem, mój ukochany – Rachel Swirsky

Gdybyś był dinozaurem, mój ukochany – Rachel Swirsky


wersja do druku

(If You Were a Dinosaur, My Love)

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk, Bartłomiej 'baczko' Łopatka, Marcin 'lemon' Łukasiewicz
Tłumaczenie: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Gdybyś był dinozaurem, mój ukochany – Rachel Swirsky

Gdybyś był dinozaurem, mój ukochany, byłbyś T. rexem. Niewielkim, na sto siedemdziesiąt pięć centymetrów, tego samego wzrostu co ty jako człowiek. Miałbyś kruche kości i twój chód byłby tak delikatny i uprzejmy, jak to tylko możliwe przy tak potężnych pazurach. Twoje oczy spoglądałyby łagodnie spod kościstego łuku brwiowego.

Gdybyś był T. rexem, ja zostałabym opiekunką w zoo, aby spędzać z tobą cały swój czas. Przynosiłabym ci surowe kurczaki i żywe kozły. Przyglądałabym się posoce błyszczącej na twoich zębach. Zrobiłabym sobie wysłane liśćmi łóżko na mokrym piachu w twojej klatce. Kiedy miałbyś trudności ze snem, śpiewałabym ci kołysanki.

Gdybym śpiewała ci kołysanki, wkrótce zauważyłabym, jak szybko podchwytujesz melodię. Tworzylibyśmy harmonię, w której twój chrapliwy, wibrujący głos byłby dziwnym kontrapunktem dla mojego. Kiedy byłbyś przekonany, że śpię, płaczliwie śpiewałbyś w nocy nieodwzajemnione pieśni miłosne.

Gdybyś śpiewał nieodwzajemnione pieśni miłosne, zabrałabym cię na tournée. Pojechalibyśmy na Broadway: stałbyś na scenie, z pazurami wbitymi w deski podłogi. Publiczność szlochałaby, słysząc twój piękny, melancholijny śpiew.

Gdyby publiczność szlochała, słysząc twój piękny, melancholijny śpiew, zebrano by środki na badania wskrzeszające wymarłe gatunki. Pieniądze wypełniałyby konta instytucji naukowych. Biolodzy odwracaliby ewolucję kurczaków, dopóki by nie odkryli, jak dać im uzębione szczęki. Paleontolodzy dokopywaliby się do śladów kolagenu w prastarych skamielinach. Genetycy wymyśliliby, jak od zera zbudować dinozaura, gruntownie poznając sposób, w jaki DNA koduje wszystkie informacje o danej istocie: od wielkości źrenic po to, co pozwala mózgowi pogrążać się w myślach nad zachodem słońca. Pracowaliby, aż stworzyliby ci partnerkę.

Gdyby stworzyli ci partnerkę, byłabym druhną na twoim weselu. Słuchając ślubów, patrzyłabym na ciebie z zakłopotaniem, ubrana w zielony szyfon, który nadawałby mi ziemisty wygląd. Byłabym zazdrosna, oczywiście, a także smutna, ponieważ chciałabym zostać twoją żoną. Zdawałabym sobie jednak sprawę, że najlepszy dla ciebie jest ślub z inną istotą taką jak ty, dzielącą twój wzorzec ciała, kości i genów. Przypatrywałabym się wam obojgu stojącym wspólnie przed ołtarzem i kochałabym cię nawet bardziej niż teraz. Byłoby mi lekko na duszy, ponieważ wiedziałabym, że ty i ja daliśmy początek czemuś nowemu, równocześnie wskrzeszając coś bardzo starego. Byłabym też pożyczona, gdyż pożyczałabym twoje szczęście. Potrzebowałabym jeszcze tylko czegoś niebieskiego.

Gdybym potrzebowała jeszcze tylko czegoś niebieskiego, przebiegłabym przez kościół, stukając obcasami o marmurową posadzkę, dopóki nie dotarłabym do wazy przy pierwszej ławce. Wyjęłabym hortensję w odcieniu nieba, przycisnęłabym ją do serca, a ono zatrzepotałoby jak kwiat. Rozkwitłabym. Moje szczęście zmieniłoby się w płatki. Zielony szyfon stałby się liśćmi. Nogi byłyby bladymi łodyżkami, włosy – delikatnymi słupkami. Z mojego gardła pszczoły spijałyby egzotyczny nektar. Zadziwiłabym wszystkich zebranych, biologów, paleontologów i genetyków, dziennikarzy, widzów wyciągających szyje i miłośników muzyki, wszystkich tych ludzi, którzy – zwiedzeni przez helisowe i skamielinowe znaki sklonowanych dinozaurów – wierzyliby, że żyją w fantastycznonaukowym świecie, podczas gdy tak naprawdę żyliby w świecie czarów, w którym wszystko jest możliwe.

Gdybyśmy żyli w świecie czarów, w którym wszystko jest możliwe, wówczas byłbyś dinozaurem, mój ukochany. Byłbyś wcieleniem odwagi i siły, ale też łagodności. Dzięki pazurom i kłom bez wysiłku zastraszałbyś swoich wrogów. A tymczasem musisz – kruchy, śliczny człowieku – polegać na sprycie i uroku.

T. rex, nawet niewielki, nigdy nie musiałby mierzyć się z pięcioma wrzeszczącymi mężczyznami przesiąkniętymi ginem i złością. T. rex obnażyłby kły, a oni by się wycofali. Schowaliby się pod stołami, zamiast je przewracać. Obejmowaliby jeden drugiego, próbując dodać sobie otuchy, zamiast chwycić kije bilardowe, którymi cię pobili, nazywając cię pedałem, ciapatym, transem, ciotą, kaktusem, obrzucając każdą obelgą, o jakiej mogli pomyśleć, nieważne, czy miała z tobą cokolwiek wspólnego, czy nie, krzycząc i krzycząc, aż osunąłeś się na podłogę śliską od twojej własnej krwi.

Gdybyś był dinozaurem, mój ukochany, nauczyłabym cię zapachów tych ludzi. Poprowadziłabym cię za nimi cicho, och, tak cicho. Mimo to zobaczyliby cię. Rzuciliby się do ucieczki. Twoje nozdrza rozszerzyłyby się, wciągając nocne powietrze, a potem, z gwałtownością drapieżnika, uderzyłbyś. Patrzyłabym, jak wylewasz z nich życie – potop czerwieni; wysyp lśniących, zwiniętych rzeczy – i śmiałabym się, śmiała, śmiała.

Gdybym się śmiała, śmiała, śmiała, w końcu poczułabym się winna. Obiecałabym, że nigdy więcej czegoś takiego nie zrobię. Odwracałabym oczy od gazet pokazujących zdjęcia zapłakanych wdów i dzieci pozbawionych ojców, tak samo, jak one muszą odwracać oczy od gazet, które pokazują moją twarz. Jaką czcią otaczają moją twarz dziennikarze, twarz narzeczonej paleontologa z zaplanowanym w połowie ślubem, już zamówionymi bukietami hortensji, już wybranymi sukniami z zielonego szyfonu dla druhen. Narzeczonej paleontologa czekającej przy łóżku mężczyzny, który prawdopodobnie nigdy się nie obudzi.

Gdybyś był dinozaurem, mój ukochany, wtedy nic nie mogłoby cię złamać, a jeśli nic nie mogłoby cię złamać, wówczas nic nie mogłoby złamać mnie. Rozkwitłabym w najpiękniejszy kwiat. Wyciągałabym się radośnie w stronę słońca. Ufałabym, że twoje zęby i pazury teraz i na wieki ochronią ciebie/mnie/nas przed skrzypieniem kredy na kijach bilardowych, przed szuraniem butów pielęgniarek na szpitalnym korytarzu i przed kołataniem mojego złamanego serca.

© Rachel Swirsky

Opublikowano za zgodą autorki

 

Rachel Swirsky

Urodzona w 1982 roku, mieszka w Kalifornii. Wiceprzewodnicząca Science Fiction and Fantasy Writers of America. Pisze wiersze i krótkie teksty prozatorskie, jej utwory wielokrotnie nominowano do różnych nagród fantastycznych. W 2011 roku otrzymała Nebulę za opowiadanie The Lady Who Plucked Red Flowers Beneath the Queen’s Window.

Tekst, który zamieszczamy – pierwotnie opublikowany w Apex Magazine – uzyskał niedawno nominacje do nagród Hugo i Nebuli, a 17 maja otrzymał to drugie wyróżnienie. Jak pisze autorka, jej mąż jest fanatycznym wielbicielem dinozaurów, ale gdyby sam stał się jednym z nich, nie byłby T. rexem. Byłby terizinozaurem.




Czytaj również

Komentarze


Senthe
   
Ocena:
+4

Miło od czasu do czasu przeczytać jakieś tłumaczenie opowiadania, choćby i krótkie, na łamach Poltera. Dzięki.

(PS "kaktusem"?...)

06-05-2014 20:30
Scobin
   
Ocena:
0

Internet podpowiedział, że to obraźliwe określenie Latynosa. Przekładanie tych obelg było zresztą pewnym wyzwaniem, nie można wykluczyć, że gdzieś się tutaj pomyliłem.

06-05-2014 20:38

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.