» Blog » Gattaca - Szok Przyszłości
26-09-2010 20:40

Gattaca - Szok Przyszłości

W działach: filmy | Odsłony: 354

Gattaca - Szok Przyszłości

Dobra, ludzie mam nowego fioła :D

Wszystkie poniższe cytaty pochodzą z filmu Gattaca. 

 

Uwaga, tekst zawiera kilka spoilerów, raczej nie popsują wam one przyjemności oglądania filmu, niemniej jednak zdradzają pewne szczegóły.

 

 

GATTACA - Szok Przyszłości

 

 

Reżyseria: Andrew Niccol

Scenariusz: Andrew Niccol

Premiera: 7 września 1997 (Świat)

Produkcja: USA

Gatunek: Melodramat, Thriller, Sci-Fi

Obsada: Ethan Hawke; Uma Thurman; Jude Law; Loren Dean

 

>> FilmWeb <<

 

 

 

 

"Consider God's handiwork; who can straighten what He hath made crooked?"  

Ecclesiastes 7:13

 

Dzięki zaawansowanej inżynierii genetycznej, w bliskiej przyszłości lekarze są w stanie wyeliminować wszelkie wady wrodzone człowieka już przy procesie zapłodnienia. Rodzice mają możliwość "zaprogramowania" sobie idealnego dziecka – poczynając od płci, poprzez kolor oczu i włosów, skłonności do nałogów czy agresji, na przybliżonej długości życia kończąc. Jeśli cały proces zapłodnienia in-vitro przejdzie bez zaburzeń, rodzice otrzymują idealne dziecko, zlepek ich najlepszych genów, które w przyszłości zapewnią potomkowi lepszy start.

 

"I not only think that we will tamper with Mother Nature, I think Mother wants us to."  

Willard Gaylin

 

Rodzice Vincenta Freemana postanowili jednak powierzyć los swego dziecka Bogu i przypadkowi, poczynając go w całkowicie naturalny sposób. Już przy jego narodzinach dowiedzieli się, że chłopak ma duże szanse być krótkowidzem, ma wrodzoną wadę serca, a lekarze przepowiadają mu, że dożyje najwyżej trzydziestki.

 

"I'll never understand what possesed my mother to put her faith in God's hands, rather than those of her local geneticist."  

Vincent

 

Te rokowania sprawiają, że Vincent jest przez swoich rodziców traktowany jak kaleka, a także jest powszechnie nieakceptowany i nierozumiany przez idealne społeczeństwo. Chłopiec szybko się izoluje i zaczyna żyć w swoim własnym świecie, a jego pasją staje się astronomia. O gwiazdach i planetach wie więcej niż niejeden doskonały, zaprogramowany dzieciak i marzy o odkrywaniu kosmosu. Chce być astronautą.

 

"From an early age, I came to think of myself as others thought of me: chronically ill. Every skinned knee and runny nose was treated as if it were life-threatening."  

Vincent

 

Widząc izolację dziecka rodzice Vincenta decydują się na kolejne, aby ich syn miał oparcie w rodzeństwie. Tym razem jednak nie stawiają na przypadek. Udają się prosto do kliniki aby zaprogramować sobie idealnego potomka. Wkrótce na świat przychodzi Anton – młodszy brat Vincenta, duma i chluba jego rodziny, chłopiec bystry i fizycznie w pełni sprawny, zamiast być oparciem dla swego niedoskonałego brata staje się przyczyną jego pogłębiających się kompleksów. Ale Vincent jest zdeterminowany spełnić swoje marzenie o locie w kosmos, pomimo sceptycyzmu rodziny, która nie podziela jego wiary. Wreszcie czara goryczy się przelewa i nastoletni Vincent opuszcza rodzinny dom aby zostać astronautą.

 

"They used to say that a child concieved in love has a greater chance of happiness. They don't say that any more..."

Vincent  

 

 

*

 

Pomimo że dyskryminacja genetyczna jest zabroniona, firmy zatrudniające nowych pracowników mogą wymagać legalnego badania moczu czy krwi od kandydatów ubiegających się o staż. Pracodawcy przeprowadzają ostrą selekcję genetyczną kandydatów, kierując się tym co o nich mówią wyniki badań. Na placu boju zostają tylko ci najlepsi. Genetycznie zmodyfikowani.

 

"They don't care where you born, just how. Blood has no nationality. As long as it's got what they're looking for, it's the only passport you need."

German

 

Równie ostrą selekcję prowadzi korporacja Gattaca, zajmująca się eksploatacją przestrzeni kosmicznej, wysyłającą swoich nawigatorów na misje odkrywcze na inne planety. Marzenia Vincenta zderzają się tu z brutalną rzeczywistością, jedyne na co może liczyć w Gattace to posada sprzątacza. Ale chłopak się nie załamuje, jest zdeterminowany i cały czas pucując posadzki korporacji szuka sposobu aby stać się jednym z jej nawigatorów. Był już we właściwym miejscu, ale wciąż nie był właściwą osobą. Musiał to zmienić.

 

"I was never more certain of how far away I was from my goal than when I was standing right beside it."  

Vincent

 

Wreszcie dochodzą do niego plotki o tym, że istnieje człowiek, który może mu załatwić nową genetyczną tożsamość. To co prawda szemrany typ, ale Vincent bardzo dobrze rozumie, że zostając przy tradycyjnych metodach nie dostanie pracy swoich marzeń. Nie ważne ile będzie ćwiczył swoje ciało i umysł, ile będzie czytał i jak się starał. Jego geny zawsze go zdradzą. A bez tej posady życie nic dla niego nie znaczy - nie ma więc niczego do stracenia.

German - rzeczony szemrany typ - okazuje się być wymagającym profesjonalistą. Zapewnia Vincenta, że ma "moc" wprowadzenia go do Gattaki. Ale to będzie go słono kosztować i to nie tylko pod względem finansowym. Vincent musi się całkowicie wyrzec tego kim jest. I stać się kimś zupełnie innym...

 

"For the genetically superior, success is easier to attain, but it's by no means guaranteed. After all there is no gene for fate."  

Vincent

 

Jerome Eugene Morrow znajdował się w elicie genetycznie zmodyfikowanych ludzi. Przystojny, o sprawnym ciele, silnym sercu i inteligencji znacznie wykraczającej ponad przeciętną, robił oszałamiającą karierę sportową. Wicemistrz olimpijski w pływaniu, miał wszystko to o czym Vincent mógł tylko marzyć, wszystkie drzwi były przed nim otwarte. Do czasu gdy uległ poważnemu wypadkowi, który na stałe przykuł go do wózka inwalidzkiego. Pomimo, że jego umysł dalej był sprawny, a jego ciało - nie licząc paraliżu - zdrowe i silne, kalectwo zamknęło przed nim doskonałą większość tychże drzwi. A przede wszystkim te na których mu najbardziej zależało. Jego kariera sportowa legła w gruzach. To także pogorszyło znacznie stan jego finansów, a Jerome nie zamierzał rezygnować z życia na pewnym poziomie do którego przywykł.

 

"His credentials are impeccable. An expiration date you wouldn't believe. The guy's practically gonna live forever. He's got an I.Q. off the regiser. Better than 20/20 in both eyes. And the heart of an ox. He could run through a wall... if he could still run..."

German

 

German doprowadza do spotkania obu panów i przedstawia swoim klientom plan działania, który ma sprawić że Vincent poleci w kosmos, a Jerome dalej będzie żyć godnie, nawet w swoim kalekim ciele. Głównym założeniem planu miało być to, że Vincent przejmie tożsamość Jerome'a, a pomóc mu w tym miały próbki dostarczane przez tego drugiego. Krew, mocz, kosmyki włosów, a nawet naskórek. Wszystko aby Vincent mógł przejść pomyślnie wszystkie testy i badania Gattaki, pożyczając genetyczną spuściznę Jerome'a. W zamian za to miał przekazywać mu swoje zarobki z korporacji, które wcale nie byłby małe.

I tak z pomocą Germana rozpoczynają się żmudne i trudne przygotowania do mistyfikacji. A to dopiero początek trudności, którym Vincent będzie musiał stawić czoło na swojej drodze do gwiazd. Przeszkodami staną się kolejno: morderstwo popełnione na terenie korporacji i grupa śledczych węsząca w Gattace spisek, oraz piękna Irene, pracownica firmy, fascynująca Vincenta swoją urodą.

 

 

* * *

 

 

Pomimo, że Gattaca to film s-f nie uświadczycie tu wybujałych efektów specjalnych ani tym bardziej akcji obfitującej w strzelaniny czy pościgi. Pod tym względem to film bardzo spokojny i dla niektórych może wręcz nudny. Braki efektów specjalnych wynagradzają cudowne zdjęcia autorstwa Sławomira Idziaka oraz cudowna muzyka. Ale i tak cały jego urok opiera się na dobrej budowie postaci, popartej świetną grą aktorską ( Ethan Hawke i Jude Law dają wspaniały popis; Uma Thurman jak zwykle trzyma poziom), na emocjach i pragnieniach bohaterów, na dobrych dialogach i przesyłaniu prostych prawd w ujmujący sposób.

 

Zakochałam się w duecie Vincent-Jerome, w samej idei postawienia na przeciw siebie dwóch tak skrajnych osobowości, które muszą stać się jedną aby móc efektywnie działać.

 

*

 

Jerome'a poznajemy jako osobę zimną, milcząca i cyniczną, wyraźnie gardząca marzeniami kogoś takiego jak Vincent. Skrzywiony przez własną doskonałość nie potrafi znieść ani tego kim był ani tego kim teraz jest. Z jednej strony nie potrafi zapomnieć o tym co było przed wypadkiem, z drugiej już wtedy nie akceptował siebie, bo był zaledwie wicemistrzem olimpijskim, a nie mistrzem. Nie sięgnął szczytu podium. Przecież ze swoim doskonałym ciałem powinien stać na pierwszym miejscu, bycie drugim nie mogło być jego przeznaczeniem. A jednak to właśnie jemu przypadło w udziale.

Kalectwo było tylko formą ostatecznego upokorzenia, z którą w pewien masochistyczny sposób się pogodził. Zdaje się, że czuł się kaleki już wtedy kiedy stawał na podium o jeden stopień za nisko...

 

"He suffered under a different burder. The burden of perfection."  

 

"He had everything except desire."

 

Początkowo bardzo sceptycznie patrzy na Vincenta, jakby nie wierzył, że chłopak myśli poważnie o staniu się nim, jakby podejrzewał że jest bardzo narwany albo zwyczajnie głupi. Ale mieszkając z nim pod jednym dachem, patrząc jak krok po kroku poświęca siebie żeby stać się nim, siłą rzeczy dostrzega jego niesłabnącą determinację, dzikie zacięcie żeby osiągnąć cel i zaczyna wierzyć... Choć nadal jest cyniczny i nieco złośliwy, stopniowo się otwiera, robi się wręcz gadatliwy, wspiera Vincenta zaczynając również żyć jego marzeniem. Angażuje się. Zyskuje przyjaciela, kogoś kim może zająć swoją uwagę, bo gdy tylko problemy Vincenta nie absorbują go dostatecznie, pokazuje się kolejny poważny problem Jerome'a. Alkohol. Później już nawet nie próbuje się z nim kryć, pozwalając nałogowi odebrać sobie resztki godności.

 

"Jerome never questioned my commitment again. I took my mind off the pain by reminding myself that when I'd eventually did stand up, I'be exactly two inches closer to the stars."

 

 

Vincent: Jerome Morrow... that's a nice name.

Jerome: It's my name.

Vincent: Well i can't be you without it.

Jerome: What makes you think you can be me at all? [...] Are you colorblind too, Vincent? It's SILVER. Jerome Morrow was never meant to be one step down on the podium. With all I had going for me I was still second best. Me. So how do YOU expect to pull this off?

 

 

Jerome: Do you really wanna be in there?

Vincent: I don't wanna be in there, I wanna be up there.

Jerome: What's up there?

Vincent: What's what I wanna find out Jerome.

Jerome: Call me Eugene. My middle name. If you're gonna be Jerome, you better start getting used to it.

 

 

Jerome: My god, what's wrong with the machine?!

Vincent: There's nothing wrong with the machine, it's a hot sample. You've been drinking again!

Jerome: I haven't!

Vincent: Christ, Eugene, it's 8:00 in the morning!

Jerome: I HAVEN'T!

Vincent: [...] There is more vodka in this piss then there is piss!

 

 

Vincent: So what if they do find something? I'm gonna be slightly out of their jurisdiction.

Jerome: We have to get drunk immediately!

 

 

Vincent: Eugene, I need you to be yourself for the day.

Jerome: I was never any good at it, remember?

 

 

Jerome: You know I wasn't drunk.

Vincent: What do you mean you're not drunk?

Jerome: When I walked in front of that car.

Vincent: What car?

Jerome: I stepped right out in front of it. I'd never been more sober in my life.

Vincent: Go to sleep...

Jerome: Couldn't even get that right could I? If at first you don't succeed, try try again.

Vincent: Go to sleep.

Jerome: I'm pride of you Vincent.

Vincent: You must be drunk to call me Vincent.

 

 

*

 

Vincent jest całkowitym przeciwieństwem Jerome'a. Jest pełen nadziei i wizji, wciąż szuka swojej drogi i pomimo, że jego dzieciństwo wyglądało tak, a nie inaczej znalazł w sobie tyle siły i tyle pewności siebie żeby rozpychać się łokciami. Jak każdy miał swoje chwile zwątpienia, ale o dziwo to Jerome wkraczał wtedy do akcji kategorycznie żądając od niego wzięcia się w garść (jak na ironię nie potrafił tego zażądać od samego siebie). I Vincent się brał. Pełen obaw, ale wciąż na tyle zawzięty żeby nie wahać się oszukiwać na policyjnych badaniach. I to oszukiwać zuchwale.

Jego pragnienie było tak silne, że przeszedł transformację gładko i stosunkowo szybko, mimo karkołomnych zabiegów, w tym operacji wydłużania kończyn. Jak kameleon zmienia skórę, zakłada maskę emocjonalnie oziębłego, sztywnego i perfekcyjnego nawigatora Gattaki. W pewien sposób był w tym wręcz wyrachowany. Każdego dnia przeskakiwał samego siebie, bo może i próbki Jerome'a wiele mu ułatwiały, to jednak to jego własny umysł musiał rozwiązywać korporacyjne testy przygotowane dla genetycznych geniuszy i on sam musiał ćwiczyć na siłowni swoje ciało (wymagana była odpowiednia kondycja i masa mięśniowa) podczas gdy jego serce dawało mu się ostro we znaki.

Pomimo bycia zawsze tym drugim, tym gorszym, "chronicznie chorym", wierzył w siebie, bo tylko wiara w siebie pozawalała mu na zrealizowanie jego marzeń. Na nieprzychylnej Ziemi i tak nic go nie trzymało, tu był tylko tym gorszym, niedoskonałym. W kosmosie to bez znaczenia, tam mógł być sobą.

 

"Maybe it was the love of the planets, maybe it was just my growing dislike for this one, but for as long as I can remember, I have dreamed of going into space."  

 

"For someone who was never meant for this world, I must confess I'm suddenly having a hard time leaving it. Of course, they say every atom in our bodies was once part of a star. Maybe I'm not leaving. Maybe I'm going home."

 

To było to, co wyraźnie odcinało Vincenta od Jerome'a. Jerome miał wszystko, oprócz pragnień. Vincent miał tylko to swoje jedno pragnienie. I to sprawiło, że to on parł naprzód mimo braku predyspozycji, a Jerome stopniowo się pogrążał.

 

Początkowo mogło się zdawać, że Vincenta nic nie obchodzi co taki German czy Jerome sobie o nim myślą kiedy decydował się na zmianę tożsamości. Choć patrzyli na niego z politowaniem, a on sprawiał wrażenie naiwniaka, to jednak on był tym, który traktował Jerome'a jak narzędzie do osiągnięcia celu. Mam wrażenie, że wdzięczność i zrozumienie dla niego przyszło później. Nawet kiedy ten upijał się do nieprzytomności i Vincent musiał go niańczyć, nie śmiał go oceniać czy krytykować (tylko czasem się troszkę wkurzał kiedy zamiłowanie Jerome'a do alkoholu wpływało na jakość próbek) i zawsze był obok żeby podać mu rękę. W pewien sposób, choć tak różni, stali się dwiema stronami jednej monety.

 

Vincent: They think I killed the mission director...

Jerome: What makes you think that?

Vincent: They found my eye lash.

Jerome: Where?

Vincent: In the corridor.

Jerome: Oh, well, it could be worse. They could have found it in your eye. [...]

Vincent: I can't go anywhere without seeing my own face. They'll recognize me...

Jerome: They won't recognize you.

Vincent: They'll recognize me!

Jerome: I don't recognize you! They won't marry the eyelash to you. they won't believe that one of their elite would have suckered them all this time! No, no, no, we change nothing. We do as we planned. You're Jerome Morrow, navigator 1st class.

Vincent: I'm not Jerome Morrow, I'm a murder suspect! [...] They are going to find me!

Jerome: You still don't understand, do you? When they look at you, they don't see you anymore, they only see me... Keep your lashes on your eyelids where they belong. How could you be so careless?

 

 

Zabawny (choć nie wiem czy "zabawny" jest tu słowem na miejscu) mi się przy tym wszystkim wydaje wątek Irene – "kobiety dla głównego bohatera". Mogła zburzyć wszystko to na co pracował Vincent, zupełnie nieświadomie. Zakochany rozważał możliwość porzucenia swojej misji i zostania przy niej. A już na całkowitą ironie zakrawał fakt, że ona patrzyła na niego trochę jak na bóstwo, przekonana że jest tak doskonały jak twierdzą wyniki jego testów, sama czuła się w jakiś sposób przy nim gorsza, a może nawet i niegodna go. Zaszło to, co tak trafnie Jerome wytkną Vincentowi: Ludzie patrząc na Vincenta nie widzieli wcale jego. Widzieli tylko to co określał ''jego'' kod genetyczny - widzieli w nim Jerome'a. Irene również na początku nie stanowiła żadnego wyjątku, zaślepiona oceniała go przez pryzmat genów, a nie jako osobę samą w sobie.

 

"It's funny, you work so hard, you do everything you can to get away from a place, and when you finally get your chance to leave, you find a reason to stay."

 

Vincent: A year is a long time.

Irene: Not so long. Just once around the sun.

 

 

No i wreszcie jego relacje z bratem. Paradoksalnie to, że wreszcie zdecydował się odejść z domu i na poważnie zabrać się za realizowanie swoich planów, że rozbudził w sobie motywację sprawił jego brat – Anton.

To była głupia i bardzo niebezpieczna gra, w którą się bawili gdy tylko rodzice nie patrzyli. Wypływali wpław w morze, tak daleko aż któryś z nich nie osłabł, lub nie wystraszył się i nie zawrócił do brzegu. Oczywiście tym kimś zawsze był Vincent, ale przyszedł taki dzień kiedy to Anton osłabł. I to Vincent wyciągał go półprzytomnego z wody. To był ten moment w którym chłopak pomyślał sobie: Mogę. Chcę i mogę to zrobić!

 

"It was the one moment in our lives that my brother was not as strong as he believed, and I was not as weak. It was the moment that made everything else possible."

 

I to ten, w pewien sposób pozytywny, cień Antona zawsze był przy Vincencie obecny. Świadomość zwycięstwa z kimś lepszym od siebie. Z rywalem, którego od lat marzył pokonać i wreszcie się udało. Nie żywił do brata tak dużego żalu jaki mógłby żywić gdyby znowu i znowu przegrywał, ale wciąż żył w przekonaniu, że Anton jedyne czego chciał to zawsze go pokonywać i w ten sposób upokarzać, pokazywać mu jego gorsze miejsce. Moim zdaniem patrząc na późniejszy rozwój wypadków była to ocena dosyć niesprawiedliwa, choć też nie dziwię się Vincentowi. Nie mniej jednak Anton nie był tu "diabłem", to Vincent go nim uczynił na własny użytek.

 

 

Anton: You committed fraud. Listen, you're in a lot of trouble Vincent. I can get you out of here...

Vincent: Do you have any idea what it took to get IN here?

Anton: You've gone as far as you can go. You come with me now!

Vincent: There is still a few million miles left to go...

Anton: It's over.

Vincent: Is it the only way you can succeed is to see me fail?

Anton: I'm telling you...

Vincent: MY GOD, EVEN YOU ARE GOING TO TELL ME WHAT I CAN AND CAN'T DO NOW?! In case you haven't noticed, I don't need any rescuing, but you did once. Well... you've got all the answers, how do you explain that?

 

 

Anton: Vincent! How are you doing this Vincent? How have you done any of this? We have to go back.

Vincent: It's too late for that, we're closer to the other side.

Anton: What other side? Do you want to drown us both?

Vincent: You wanna know how I did it? This is how I did it, Anton, I never saved anything for the swim back!

 

 

* * *

 

 

To naprawdę świetny film i polecam każdemu komu znudziło się efekciarskie, miałkie kino, naszpikowane efektami specjalnymi z dosłownie niezbędnym minimum fabularnym. Gattaca jest s-f tylko z nazwy, tak naprawdę to piękna opowieść o przyjaźni, miłości i marzeniach, i o tym, że nikt oprócz nas nie może nam wyznaczyć granic możliwości.

 

I jeszcze... uwielbiam w tym filmie te symboliczne, kręcone schody, układające się niczym spirala DNA i wszystkie sceny z nimi w tle. I tę jedną, najważniejszą, kiedy to po miesiącach przemierzania je przez Vincenta, to Jerome musi się z nimi zmierzyć, aby pomóc przyjacielowi. Tak naprawdę to analogia, Vincent wspiął się na szczyt tego DNA, Jerome zawsze zostawał na dole, podczas gdy przecież powinno być odwrotnie. Aż pewnego dnia zmierzył się z nimi, nie dla siebie ale dla sprawy kogoś na kim mu zależało.

 

Vincent: Who lives up there?

Jerome: Well I certainly don't.

 

 

Vincent: How the hell did you get up here?

Jerome: Oh, I could always walk. I've been faking it.

 

 

Vincent: You should be going instead of me.

Jerome: Why's that?

Vincent: Cause up there, your legs wouldn't matter.

Jerome: ... I'm scared of heights.

 

 

German: There’s still the matter of the height.

Vincent: Why, how tall are you?

Jerome: Four foot six.

Vincent: How tall were you before the accident?

German: Unfortunately his profile says he’s six foot one...

 

 

German: Besides, the color doesn't match.

Jerome: He's right. My eyes are prettier.

 

Vincent: Why have you done this?

Jerome: So Jerome will always be here when u need him.

Vincent: Where you going?

Jerome: I'm travelling too...

 

 

 

I got the better end of the deal. I only lent you my body - you lent me your dream.

Jerome

 

 

 

Komentarze


27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Wszystkie poniższe cytaty pochodzą z filmu Gattaca"

"Consider God's handiwork; who can straighten what He hath made crooked? - Ecclesiastes"

Ta... To ma sens. : P
26-09-2010 20:50
Kometa
    Consider God's handiwork; who can straighten what He hath made crooked?
Ocena:
0
Ten cytat otwiera cały film. Nie wiem jak brzmi jego oryginał, bo znam go tylko z filmu zatem, owszem, to ma sens :) W razie gdyby był przekręcony, nie moja to wina, bo tak został podany w filmie :P
26-09-2010 21:18
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Mam na myśli: jeżeli to jest cytat z Biblii, to chyba nie jest to cytat z filmu, tylko z Biblii. Nawet, jeżeli jest w filmie. Tak mi się zdaje.
26-09-2010 21:41
996

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ależ się rozpisałaś :)
Ale tak, to rewelacyjny film. Takie powinno być SF.
27-09-2010 11:46
Ezechiel
   
Ocena:
+1
Za dużo cytatów, za mało Twoich opinii. A kiedy czytam o filmach, chciałbym, aby autor tekstu pokazał mi ich szerszy kontekst. Więcej odczytań (tak jak o spirali i schodach), mniej cytatów.

Dzięki za lekturę.
27-09-2010 12:54
Cherokee
   
Ocena:
0
Ja będę okrutny: koszmarny tekst! Dużo słów, mało treści.

Obszerne streszczenie fabuły, które albo już się zna albo w ogóle nie powinno czytać. Po jego wycięciu zostaje z tekstu tylko pierwsze zdanie. Albowiem autorce film się podobał. I tyle.
27-09-2010 13:30
   
Ocena:
0
To nie tyle sf, co zapowiedź owego świata. Choć w realnej wersji będzie po stokroć bardziej przerażający
27-09-2010 19:13
Kometa
   
Ocena:
0
Cóż, dzięki za opinie, ale to nie jest recenzja xD Tak naprawdę pisałam to przede wszystkim dla siebie. Miło mi że ktoś wyszukał w tym coś dla siebie ale też rozumiem tych dla których samej treści jest za mało. Tak czy inaczej to miało być zwrócenie uwagi na film, a nie recka sama w sobie, gdyż podobał mi się on baaaardzo i nie byłabym w stanie zdobyć się na obiektywizm :) Z resztą nie sądziłam że ktoś zdecyduje się to przeczytać i jeszcze spróbuje coś więcej wynieść z tego tekstu. ;)
27-09-2010 20:55
inatheblue
   
Ocena:
+1
Ja tego nie mogłam oglądać jak normalny człowiek. Pod względem naukowym film ssie straszliwie, bezlitośnie nabijaliśmy się z niego w labie...
Dlaczego izolują im DNA ze wszystkiego, oprócz najwygodniejszej i najmniej bolesnej metody - próbki śluzówki z wnętrza policzka? Dlaczego na wejściu identyfikator kłuje w palec, zamiast skorzystać ze znacznie lepszej metody, czyli skanu oka? Przecież też miałby to w danych. Dlaczego dziewczyna głównego bohatera dostaje genom w formie wydrukowanej rolki? WTF, CAŁY genom? Na wydruku by się nie zmieścił, powinna dostać plik, a tak naprawdę wyimek z listy chorób, na jakie tenże osobnik może zapaść. No, było tego więcej, ale nie bardzo pamiętam...
Już pominę, że ulepszanie ludzi na taką skalę jest poza naszym zasięgiem - rzecz jest tak skomplikowana, że kiedy będziemy to rzeczywiście umieli robić, będziemy też całkiem nieźle znać się na teleportacji i zasiedlaniu obcych planet. Krótko mówiąc, sf dalekiego zasięgu.
27-09-2010 23:14
Malaggar
   
Ocena:
+2
Nie ma to jak brak dystansu do SF, które w (pseudo)naukowe szatki ubiera często po prostu fajne opowieści z jakimśtam morałem/przesłaniem/cokolwiek.

Jasne, że parę "bardziej" naukowych rozwiązań by nie zaszkodziło, pewnie, że im więcej "poważnej" nauki tym fajniej, bo człowiek się czegoś dowiedzieć może, ale nie ma co być science-nazi.
27-09-2010 23:44
inatheblue
   
Ocena:
+1
Pozwolę sobie naszą reakcję wytłumaczyć prościej. Oglądanie tego filmu w gronie dyplomowanych genetyków przypomina oglądanie serialu medycznego w gronie lekarzy. Nikt na siłę nie powstrzymuje takiej dobrej głupawki, wywołując w sobie dystans.
A morał to tu akurat jest cieniutki, było, było lepiej. Samo sf lepsze.
28-09-2010 00:07
Kometa
   
Ocena:
0
Jak to dobrze że jestem laikiem xD

28-09-2010 00:14
996

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nie trzeba być laikiem, żeby cieszyć się tym filmem. Zawieszenie niewiary, kumanie konwencji, te sprawy... to pomaga.

Mala - czyzby jakiś film Ci sie podobal?
28-09-2010 08:42
Malaggar
   
Ocena:
0
Cravy - pewnie, że są filmy, które mi się podobają ;)
Ba! Jest ich całkiem sporo!
28-09-2010 10:12
Ezechiel
   
Ocena:
0
@ Inatheblue

Świetnie rozumiem tę odmianę zabawy. Fizycy robią tak z większością sf.Z drugiej strony polewka jest fajna, ale robią za mało dobrego sf, aby je recyklingować na komedie.
28-09-2010 14:16
Cherokee
   
Ocena:
0
Ja też Was rozumiem. Inżynierowie robią tak w większością wszystkiego. ;-)

Welcome to p/circlejerk, bitch!
28-09-2010 14:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.