string(15) ""
» Blog » Final Fantasy X-2
29-08-2012 11:02

Final Fantasy X-2

Odsłony: 5

Final Fantasy X-2

INFO:

Gatunek:RPG 3D

Firma:Square Enix

Rok Produkcji:2003 r. (PAL:2004 r.)

Platforma:PS2

Liczba graczy:1

Muzyka : 7/10

Grafika : 8/10

Długość gry : 8/10

Grywalność (miód) : 7/10

Klimat : 7/10

Fabuła : 6/10

Filmiki FMV (ilość/jakość) : 6/10/10

Bajery (sekrety,mini gierki itp.) : 8/10

Rozbudowanie : 8/10

Poziom trudności : 7/10

Ocena:7+/10

Miejsce na liście:40 +/-

GŁÓWNE POSTACIE:

Yuna, Rikku, Paine, Le Blanc, Nooj

 

 

Recenzja:

 

           Kontynuacje gier video są już od lat czymś absolutnie naturalnym. Najczęściej kontytuowanymi seriami są rzecz jasna produkcje spod znaku RPG. Jak wiadomo rekordzistą w tej “dziedzinie” jest niezaprzeczalnie nasza ukochana seria FF! Domeną serii od lat było to, iż każda kolejna część opowiadała o zupełnie innych przygodach kompletnie nowych bohaterów. Także świat przedstawiony za każdym razem był zupełnie nowym, aniżeli w poprzedniku. Square postanowił jednak stworzyć jedyną w swoim rodzaju kontynuację jednej z części! Mowa tu oczywiście o FFX! Tak więc po około roku od sukcesu X-tki ukazała się X-2!

 

Od razu przejdę do fabuły. A odbywa sie ona 2 lata po wydarzeniach z poprzedniczki. Głównym bohaterem tejże “pod-części” okazuje sie…Yuna! Po pokonaniu Sin’a na świecie zapanował pokój, a ona sama została…piosenkarką! Podczas wstępu (całkiem ładne wprowadzenie;) szybko dowiadujemy się, kim będą towarzysze naszej bohaterki, a są nimi tym razem: nasza urocza Al Bhed’ka Rikku oraz ich zupełnie nowa koleżanka Paine. Trójka ta stworzyła swego czasu grupę o nazwie “Gullwings” i razem ze znanymi nam już Brotherem i Buddem (i jeszcze jednym nowym bohaterem: wszystko wiedzącym dzieciakiem o imieniu Shinra;), podróżując po świecie na olbrzymim statku “Celcius”, tworzą brygadę “Sphere Hunterów” poszukujących po całym świecie kulek Sphere! Gra zaczyna się gdy Yuna (świetnie odnowiona, w zupełnie innym, bardziej “bojowym” stylu) opowiada o znalezionym gdzieś Sphere’u w którym widzi…Tidusa! Postanawia więc go odnaleść! Po piętach deptać im będzie pewna romantyczka Le Blanc, oraz jej sługusy Ormi i Logos. Tak przedstawia sie główny wątek gry.

 

Graficznie część ta wygląda niemal identycznie jak ostatnio, może nawet troszkę lepiej. Cała Spira została przedstawiona także jak ostatnio, a spora część lokacji została tu nieźle odnowiona (mamy tu także sporo nowych zakamarków). Tak więc wizualnie jest jak zawsze wyśmienicie. Co ciekawe Yunie dodano tu pewną zdolność ułatwiającą penetrowanie obszarów. Mowa tu o (debiutującym w serii FF notabene!) skakaniu! Tak więc tym razem mamy możliwość (wręcz konieczność!) przeskakiwania, wspinania sie itp. Odbywa sie to pod konkretnym przyciskiem i tylko w wyznaczonych miejscach i mimo że czasem nieźle wkurza, to całkiem fajny bajer jak na FF. ;)

 

No ale skupmy sie na ogólnym systemie. Zacznijmy od ogólnej konstrukcji gry, gdyż jest to kompletna nowość w świecie FF. Chodzi tu o…podział na misje i Chaptery! Cała gra przypomina trochę konstrukcję z LoM czy DMC, zatem latając po całej (z góry w pełni dostępnej!) Spirze wykonujemy dane questy, dzięki którym rośnie nam % ukończonej gry. Questów jest naprawdę sporo, a Chapterów jest ogólnie 5. I tu pierwszy minus gry, gdyż (wracając do fabuły) po za głównym wątkiem Yuny reszta przygód to jakieś kompletne pierdoły! Tutaj niestety gra strasznie kuleje i sprawia wrażenie kompletnie zbędnego dopełnienia genialnej X-tki. Co prawda wielkim plusem okazuje się tu spora dawka humoru którego nie uświadczamy często w serii, jednak nawet to nie broni (nie bójmy sie tego słowa) klęski fabularnej tej części. Okazuje się też, iż aby ukończyć wszystkie obowiązkowe przygody (czyli Chaptery) wystarczy nam zaledwie około 25h grania! Wprawdzie występujący w dalszej części gry bossowie (Dark Aeony które musimy po kolei rozgromić) dają nam niezły wycisk, zmuszając wręcz nas do wykonywania questów w celu nabywania doświadczenia (są za silni), to jednak cała konstrukcja gry nie przypadła mi do gustu. Brak jakieś większej spójności! Taka ogromna nieliniowość i swoboda działania jest super pomysłem, ale chyba nie pasuje do serii FF w której zawsze lubiłem ten “konkret”, a nie taki “kisiel”. Nawet „wieeelki” finałowy boss: Vegnegun wydaje sie jakimś małym pikusiem w porównaniu do Sina (i nie chodzi tu o trud w pokonaniu owego, ale o sam prestiż i “power” jaki otacza głównego bossa). Po prostu grając w tę część odnosimy wrażenie że “w tym świecie najważniejsze sie już działo poprzednio”. Tyle o samej konstrukcji systemowo-fabularnej, która mnie niestety zawiodła, jednak osobom lubiącym taki “misz-masz” raczej przypadnie do gustu.

 

Całą grę “ratuje” więc nic innego, jak system walki! Na wstępie zacznę od tego, iż wracają levele doświadczenia! To chyba dobra wiadomość dla fanów starszych części. Postaram się teraz wyjaśnić sam system zdobywania zdolności, a opiera sie on tym razem na nieco dziwnym systemie “Dress Sphere”. Polega to na tym, iż nasze postacie mogą posiadać jak gdyby po kilka strojów/wcieleń, w które mogą sie przebierać/zamieniać podczas walki. Są to np. Wojowniczka (pierwotny “Dress” Paine), Strzelec (pierwotnie Yuna) czy Złodziej (Rikku). Nasze postacie na podstawie tych Sphere’ów mogą zamieniać się więc podczas boju przejmując atrybuty przypisane danemu strojowi (odbywa sie to tak, iż nasza postać może zmienić ciuszki na dany “krój” podczas swojej kolejki, podobnie jak zamieniały sie postacie w FFX), czyli np. Gunner nawala pistoletami, Warrior ma całkiem pokaźny miecz, a White Mage potrafi tylko i wyłącznie używać białej magii. Takich Dress Sphere’ów mamy w grze około parunastu, a zdobyć jest je naprawdę ciężko, bo trzeba wiedzieć “gdzie i kiedy” (Ja sam zdobyłem tylko połowę!) Każdy Dress ma po 16 różnych zdolności do nauczenia sie podczas walki. Odbywa sie to w systemie podobnym do FF9, czyli samoistne uczenie sie Abilities (każda zdolność potrzebuje innej liczby AP aby sie “napakowała” rzecz jasna). W używaniu Dress’ów pomagają nam tablice “Garmant Grid”, czyli tabliczki z niedużą liczbą miejsc na Dressy, które chcemy używać podczas starć. Garmant’ów jest nieco więcej niż Dressów, a i możemy przydzielać je naszym postaciom jak chcemy (Garmanty maja w sobie także atrybuty które “dopalają” naszą postać w trakcie batalii różnymi dodatkowymi zdolnościami). Być może przedstawiłem to trochę chaotycznie, ale tak to mniej więcej się przedstawia. Warto dodać, iż animacje towarzyszące przemianom w Dress Sphere’y są całkiem widowiskowe i prezentują sie nawet nieźle. Sama walka przedstawia sie natomiast niesamowicie elastycznie! Zapomnijcie tu o typowej walce “turowej”! Tu wszystko odbywa sie w niemalże czasie rzeczywistym! Co prawda jest standardowe wybieranie komend, jednak przeciwnicy na nic tym razem nie czekają, więc trzeba działać kosmicznie szybko i efektywnie!

 

Przeciwnicy natomiast to głównie te same “Fiends’y” co ostatnio, tylko trochę przerysowane w tym sensie, iż są o wiele słabsze niż ostatnio. A wszystko za sprawą tego, iż nasze żeńskie trio również jest słabsze porównując “ostatni” skład Tidusa. Kolejnym minusem o którym muszę wspomnieć jest tu brak jakichkolwiek Aeonów czy Overdrive’ów! Spore rozczarowanie, jednak mamy zamiast tego pewnien bajer polegający na tym, iż nasze postacie mogą zamienić sie w “Special Sphere’a”, który robi niezły łomot podczas walki i którym także możemy uczyć sie przydatnych zdolności. Uaktywnić jest go natomiast dość uciążliwie, gdyż musimy wpierw (podczas konkretnej walki) “przejść” całą swoją tablice Garmant, zamieniając sie po kolei we wszystkie Dressy, które mamy aktualnie tam włożone. Tak więc Ja zbyt często z tego nie korzystałem, gdyż wydało mi sie to zbyt uciążliwe, czasochłonne i nieopłacalne. Dodam tylko, iż elastyczności walki dodaje jeszcze fakt, iż naszych umiejętności uczymy sie nie po walce, lecz uaktywniają nam sie podczas samego trwania starcia! Tego jeszcze nie było! Żeby tego było mało, w związku z tym że walka jest nieźle elastyczna, to możemy atakować jednocześnie (!) wroga wykonując łańcuchy kombosów! To tyle o systemie walki, a wypada on naprawdę rajcująco. Szczególnie biorąc pod uwagę podstawową zdolność Gunnera “Trigger Happy”, dzięki której możemy sobie postrzelać w czasie rzeczywistym do oponenta, a frajda z tego nieziemska! (powracający system “Trigger” z FF8 a’la Limity Irvine’a;).

 

Napisałem wyżej coś o “żeńskim trio”, gdyż niestety jedynymi grywalnymi postaciami okazują sie tu Yuna, Rikku i Paine! Szkoda. Nie wspomniałem nic jeszcze o OST…tym razem jednak wypada nieco blado w porównaniu z poprzednikami. Co prawda niektóre ścieżki są na serio rewelacyjne, a kilka z nich przebijają nawet te z FFX (Besaid, Macalania Forest), to jednak ogólnie większa część wypada znacznie gorzej, gdyż to już niestety nie nasz geniusz Nobuo Uematsu (nie wiadomo czemu).

 

Podsumowując napisze o tej „pod-części”, iż wypada ona…średnio! Spodziewałem się czegoś lepszego głównie ze strony fabularnej i „dźwiękowej”. Całość ratuje na szczęście system walki i kilka innych szczegółów, które sprawiają, iż ta gra nie jest jednak klapą, tym bardziej iż nie należy traktować tej części „serio”. Jednak patrzy się na nią z wielkim sentymentem, a i kilku elementów (Trigger Happy, Paine, humor, niektóre ścieżki) FFX może jej nawet pozazdrościć. ;) A obecność starych znajomych spotykanych po drodze przez nasze bohaterki (Wakka, Lulu, Kimahri) sprawia, iż na sam ich widok łezka kręci się w oku.

 

 

ULUBIONE POSTACIE:

Yuna - Nasza summonerka nieco odświeżona i w zupełnie innym stylu! Daje ostro czadu tymi giwerami, ale czy taki wizerunek pasuje do Yuny?

Rikku - Al Bhed’ka znowu w akcji! W sumie dużo się nie zmieniła :)

Paine - Moja faworytka! Niezła z niej twardzielka, super wygląda a jej ironia jest po prostu urocza. ;) Czemu zabrakło jej w FFX?

Le Blanc - Śmieszna gościówa. Romantyczna „księżniczka” depcząca po pietach Gullwings’om i po uszy zakochana w „Nooje-Wooje” ;)

Brother - Ostatnio nie przypadł mi do gustu, ale dzięki niemu są tutaj całkiem niezłe jajca ;)

Shuyin & Lenne - Parka sprzed 1000 lat wokół której dzieje się niemalże cała akcja. Czy Shuyin wam kogoś czasem nie przypomina? ;)

Nooj, Gippal & Baralai - Fajne trio. Dawni znajomi Paine okazują się kluczowymi postaciami w grze

 

TOP 7 OST:

1. Eternity, Memory of Lightwaves

2. Zanarkand Ruins

3. Gagazet Mountain

4. Macalania Forest

5. Basaid

6. Abyss of The Farplane

7. Bevelle’s Secrets

 

PLUSY:

+ Sentymentalny powrót do (i tym razem) świetnie przedstawionej Spiry!

+ Ciekawy (i znacznie uproszczony) system Dress Sphere’ów i Garmant Grid’ów

+ Bardzo dynamiczna walka (niemalże w czasie rzeczywistym!) i bajery typu Trigger Happy czy ataki łączone!

+ Spora dawka humoru! To niezbyt częste zjawisko w FF co podkreśla wyjątkowość tej „pod-cześci”

+ Jakby nie patrzeć spora nieliniowość ;)

+ Ta lepsza część OST! ;)

 

MINUSY:

- Brak Overdrive’ów czy Aeonów!! Czyli tego co nadawało najwięcej rajcowności w X-tce

- Tylko 3 grywalne postacie! Co to ma być??

- Niezbyt rajcująca fabuła…po za głównym wątkiem Yuny (poszukiwanie Tidusa) reszta sprawia wrażenie naprawdę niezłych pierdół! :(

- Znaczne uproszczenia w systemie i brak większych rozbudowań typu tablica Sphere Grid.

- „Sentymentalna Spira” o której wyżej to ta sama Spira co ostatnio, więc prawie że wszystko się powiela!

- Znaczna część fanów serii była zawiedzona dziwnością tej „pod-części” i w sumie im się nie dziwie, bo do X-tki się nie umywa. Kto nie grał w FFX niech nawet nie stara się w to grać!

 

SCREENY:

 

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.