string(15) ""
» Blog » Feminizm mój powszedni
06-09-2012 21:59

Feminizm mój powszedni

W działach: domorosła filozofia, różności | Odsłony: 53

Feminizm mój powszedni
Wróciłam i co widzę? Awantura o feminizm na polterze. Poczułam się wywołana do tablicy. Ktoś tutaj musi opowiedzieć, co oznacza feminizm dla osoby, która nie chodziła na studia polonistyczne ani kulturoznawcze, nie czytała tych wszystkich filozofów i uważa, że sporej części z nich przydałyby się środki na przeczyszczenie albo więcej pieniędzy, żeby nie musieli aż tyle pisać.

Jestem osobą mało zideologizowaną i dystansującą się od wszelakich nurtów politycznych - podejrzewam, że tego slota w moim mózgu zajęła biologia molekularna. Oryginalnego rantu też nie zarejestrowałam, więc nie wiem, na co był reakcją i czy przesadzoną (W ogóle nie podobają mi się nagonki, z zasady. Jedna z gorszych reakcji tłumu, jakie znam.).

Uważam się za feministkę, przynajmniej w wersji podstawowej: chodzi o wolność wyboru drogi życiowej. Wybór ten powinien być raczej oparty na osobistych skłonnościach i talentach niż na przymusie środowiskowym, no i ludziom (kobietom, mężczyznom, bo feminizm bez ogarniętych mężczyzn nie istnieje) nie powinno się go utrudniać. I arbitralnie przydzielać im jakieś cechy, zakładając, że jeżeli należą do zbioru A, to ten zbiór idealnie się zazębia ze zbiorem cech B. Nope. Będzie jakaś krzywa dzwonowa rozkładu cech i pewna część populacji zmieści się w środku, ale to nie znaczy, że wszyscy są tacy sami i powinni realizować jeden model.

No i sobie tak realizuję i truchtam własną życiową drogą, bo jak wspomniałam, do wojowania o ideologie mi daleko. W wojowaniu o ideologie nigdy bowiem nie chodzi o ideologię, tylko o samo wojowanie.

Walczyć należy, owszem, kiedy ktoś utrudnia. Aktywistki starające się o żłobki/przedszkola/przyjazne prawo mają moje pełne poparcie. Na temat końcówek językowych mam mniej więcej taką opinię, jak Somalijczyk słuchający debaty o zdrowym odżywianiu, przysłowiowe palenie staników jest głupie. Ja się z chęcią ubiorę po wiktoriańsku, pod warunkiem, że mogę też dostać sterowiec do pilotowania. A tam, dostać. Wezmę sobie.

Okay, skomplikowane. W każdym razie ludzi, którzy tutaj reagują alergią na słowo „feminizm” podejrzewam (może błędnie - ale wyprowadźcie mnie z tego błędu, też ukułam sobie stereotyp!), że to ci sami, którzy:

- poinformowani, że jestem pisarką/naukowcem zaczynają mi udowadniać, że kobiety pisarki/naukowcy są inni/gorsi i do niczego nie dochodzą, ale fajnie się bawisz, dziecko.

- w ramach popisywania się błyskotliwością zaczynają udowadniać jakieś inne rzekome męskie przewagi, a ja zaczynam się zastanawiać, jaki serdeczny wróg im powiedział, że to jest metoda podrywu

- lecą otwartym tekstem, że książek kobiet nie czytają, bo one są jakieś inne. Smutno jakoś, że na starcie mam mniejszy target, a jednocześnie powstaje refleksja, że może nie chciałabym takiego czytelnika.

- wygłaszają zdania typu „jak będziesz miała dziecko, to WSZYSTKO SIĘ SKOŃCZY”. Cywilizacja runie! Wizygoci splądrują Warszawę!

- podkreślają, że: fantastyka, erpegi, muzyka rockowa, pisarstwo, nauki ścisłe, gry komputerowe, karate, gra w go to męskie zainteresowania, a gotowanie i roboty ręczne - damskie. Litości. Wynikałoby z tego, że jestem facetem, a nie poczuwam się. Po prostu lubię co robię, robię co lubię i tyle. Moja przyjaciółka, informatyk, hobbystycznie robi profesjonalny manicure. To się nie wyklucza, poważnie.

- opowiadają seksistowskie dowcipy, a potem sami się z nich śmieją. WTF.

- nie są dostatecznie ogarnięci, żeby utrzymać się przy życiu (wyżywienie, higiena) bez pomocy kobiety. Opornym polecam poradnik survivalu.

Rzeczy takie jak przepuszczanie w drzwiach czy też noszenie tobołów biorę za to, czym są, czyli za przejawy kokieterii/flirtu/zwykłej, ludzkiej uprzejmości. Za toboły jestem wdzięczna, bo ani wielka nie wyrosłam, ani muskułów nie wyhodowałam. No ale jak ktoś powie, że sobie nie życzy, to przyjmijcie, że sobie nie życzy i tyle, tak już jest. Pomaganie, jeżeli ktoś nie chce pomocy, może być postrzegane jako kwestionowanie kompetencji lub odbieranie samodzielności.

Pytać trzeba, tak po prostu. Komunikacja międzyludzka kluczem do sukcesu.

To samo z komentowaniem urody, w sytuacjach nieoficjalnych to jest kokieteria/flirt, ale nie flirtuje się w sytuacjach zawodowych, bo to jest raz że nieprofesjonalne, a dwa, że obleśne (najchętniej robią tak mężczyźni w wieku przedemerytalnym, creepy).

No i tyle. Mniej więcej.

Komentarze


mr_mond
   
Ocena:
0
@Ninetongues
Tak, ale, jak już powiedział Zsu-Et-Am, ojcowski i tacierzyński to dwa osobne urlopy wynikające z osobnych przepisów.
07-09-2012 13:26
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+3
Brak żłobków i miejsc w przedszkolach jest problemem gospodarczym, takim samym jak dziury w drogach.

No nie do końca - bo dziury w drogach uderzają w kierowców niezależnie od płci, a brak miejsc w przedszkolach uderza zdecydowanie silniej w kobiety.
07-09-2012 13:33
Ninetongues
   
Ocena:
+4
Właśnie brałem ojcowski i "tacierzyński" u nas funkcjonował, jako synonim ojcowskiego. Może macie na myśli dwa dni zwolnienia w roku w wypadku choroby dziecka...? Ale nie słyszałem, żeby ktoś używał nazwy "tacierzyński" do tego.

@ Adam
A czemuż by to?
To dokładnie tak samo problem ojców jak i matek, jak i dzieci, jak i nauczycieli/opiekunów obojga płci. Dlaczego "silniej uderza w kobiety"? A dziury w drogach "silniej uderzają w mężczyzn" bo jest więcej kierowców facetów?
07-09-2012 13:33
Zsu-Et-Am
   
Ocena:
+5
Określenie "urlop tacierzyński" zostało ukute przez media przy okazji wprowadzenia urlopu ojcowskiego, przysługującego opiekunowi od 2010 roku. Przez pierwsze dwa lata trwał maks. tydzień, obecnie mogą to być maks. 2 tygodnie. Urlop ojcowski jest niezależny od urlopu macierzyńskiego i można z niego korzystać w ciągu pierwszych 12 miesięcy od narodzenia dziecka.

Niezależnie od urlopu ojcowskiego istnieje w Kodeksie możliwość przekazania niewykorzystanej części urlopu macierzyńskiego drugiemu opiekunowi (ale dopiero po wykorzystaniu przez matkę 14 tygodni zwolnienia, z minimum 20 tygodni jej przysługujących), zawsze jednak w danym momencie na urlopie macierzyńskim może przebywać jedna tylko osoba. Na to właśnie stosuje się obecnie potoczne (przykłady w Sieci) określenie: "urlop tacierzyński" - nieznane ustawie.

Oprócz tego funkcjonują, ponownie niezależne, urlopy opiekuńczy i wychowawczy. To już zupełnie inne sprawy.
07-09-2012 13:40
mr_mond
   
Ocena:
+1
@Ninetongues
Jeden odnosi się do dwóch tygodni urlopu przysługujących bezpośrednio po narodzinach dziecka, drugi oznacza urlop, który można pobrać z puli macierzyńskiego (czyli rodzice mają teraz wspólną pulę, którą się mogą podzielić). Tak mi to wytłumaczył zaprzyjaźniony prawnik i świeżo upieczony ojciec.

Edit: Zsu-Et-Am zdążył wytłumaczyć, zanim napisałem swój komentarz, pozostaje mi rzec: "What he said" :).
07-09-2012 13:41
Zsu-Et-Am
   
Ocena:
+5
mr_mond - ninja'd! ;)

Wszystkich zainteresowanych odsyłam do źródła:

Kodeks Pracy

Interesuje Was dział ósmy.
07-09-2012 13:43
Somnus
   
Ocena:
0
Ja należe do osób które reguja alergią na słowo "feminizm".

Po pierwsze niejasna definicja tego pojęcia sparwia że często gdy ktoś określa się femnistką /feministą nie do końca wiadomo o co mu chodzi i bardzo często muszę pytać :"a w jakim stopniu?". Po drugie bardzo często słowo "feminizm " w rekach kobiet służy do wywalczenia sobie większych przywilejów niż mają meżczyźni.

Ja jestem ogormnym przeciwnikiem feminizmu za to wielkim zwolennikiem równouprawnienia.

Nie uznaję również przepuszczania w dżwiach i innych form traktowania kobiety jako upośledzonej bądź lepszej. Nie noszę bagazy małym meżczyznom dlaczego mam wiec nosić kobietom?(pomijąjąc moją nażeczoną matkę i babcię)
Autorka wpisu celnie zauważyła że na ogól jest to forma podrywu. Ja dodał bym tylko że czasami wynika to też ze
szcztucznych zasad (typu "nie mam ochoty tego robić ale kultura mi kaze"). Jestem przeciwny takim fałszywym zachowaniom wiec gdy kiedykolwiek ci pomoge mozesz byc pewny/pewna że robie to dlatego gdyz chce ci pomoc a nie dlatego że jestes Murzyńską Żydówką, zakonnicą Indianką etc.

Ps rada dla wszystkich ktorzy mają problemy z bagażami: bierz tyle ile możesz unieść :)
07-09-2012 15:31
Kamulec
   
Ocena:
+2
"Zwolenniczka równouprawnienia kobiet i mężczyzn" jest jednoznaczne. Pod "feministka" można łatwo podpiąć coś innego. Stąd problem.
07-09-2012 15:37
KRed
   
Ocena:
+5
@Jade Elenne
Uważałabym z takimi stwierdzeniami, bo kobiety na ogół nie potrzebują gender studies, by zauważyć, że uderzają głową o szklany sufit.

Nie wątpię, że są kobiety, które czują ten sufit. Myślę przy tym, że czują go tym mocniej im więcej o nim czytają i słyszą.

Niestety uważam, ze feministyczne teorie częściej zamiast pomagać zrozumieć rzeczywistość wpychają kobiety w rolę ofiar jakiś tajemnych mocy i nieuświadomionych intencji.

@Nuriel
Jeżeli "feministki" (czyt. medialne feministki) zwracają nam uwagę, że język NIE JEST neutralnym i przezroczystym medium komunikacji i JEST wydatnie nasączony ideologicznie przez treści kultury w jakiej żyjemy (treści, które niejednokrotnie SĄ dyskryminujące wobec kobiet) - pełna zgoda.

Zgadzam się, że jezyk nie jest neutralny i przezroczysty. Określenie "niskie" jest przypisywane sprawom mało wartościowym ("niski stopień") i odrażajacym ("niskie pobudki"), wiec dyskryminuje osoby o wzroście poniżej przeciętnego. Słowo "brzydki" stosowane dla określenia wszystkiego co nieprzyjemne ("brzydka pogoda") co dodatkowo wzmacnia negatywne postrzeganie osób o niestandardowych proporcjach twarzy.

Rzecz w tym, że problem uważam za obsesyjnie wyolbrzymiony. Obrazowo ujmując: szkodliwość języka porównałbym ze szkodliwością przeciętnej gromady wróbli. To co wyprawiają feministki jest wytaczaniem baterii armat przeciwko tym wróblom.


Więc (surprise, surprise) ta "inżynieria społeczna" (też strasznie demagogiczny zwrot - takie mrugu mrugu szturchu szturchu, no bo wicie rozumicie: inzynieria, znaczy się zmiana tego co jest naturalne) też odgrywa pozytywną rolę.

Feministki i feminiści na pewno wierzą w swoją pozytywną rolę. Rewolucjoniści to przeważnie ludzie ideowi.

Mój kłopot jest taki, że nie potrafię zauważyć tej pozytywnej roli. Widzę zideologizowaną naukę, twierdzenia a priori, święte oburzenie na coś co dla mnie brzmi jak anegdota, niekonsekwentne miotanie się między skrajnymi pomysłami i podsycanie gasnącego konfliktu.
07-09-2012 16:24
jakkubus
   
Ocena:
+4
Idąc retoryką dzisiejszych feministek, sam feminizm jest czymś, co dyskryminuje kobiety, uważając je za słabsze i niezdolne do obrony.

@Nuriel
Kobiety są ANATOMICZNIE stworzone do macierzyństwa. I żadna socjologia nie zmieni biologii.

EDIT:
@Adam Waskiewicz
Cóż, z biologicznego punktu widzenia, przetrwanie gatunku jest głównym powołaniem życiowym organizmu.
07-09-2012 17:11
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+7
zdolne do macierzyństwa - nie znaczy to, że ma być ono ich głównym, ani tym bardziej jedynym powołaniem życiowym, jak wynikałoby ze stwierdzenia, że są do niego stworzone.
07-09-2012 17:30
Sting
    Kobiety...
Ocena:
+1
...są w stanie - z racji takiej, a nie innej budowy anatomicznej - urodzić dziecko. Natomiast macierzyństwo to już inna sprawa. Jeszcze kilkanaście lat konsumpcjonizmu i dekonstrukcji tradycyjnego modelu rodziny i dzieci będą wychowywały się same, albo coraz bardziej nieprzygotowani do tej roli rodzice będą cedowali to zadanie na szkoły lub wyspecjalizowane jednostki (oczywiście odpłatnie). To dość czarny scenariusz, ale być może już niedługo będzie trzeba skończyć specjalistyczne studia, aby wiedzieć jak zajmować się dzieckiem, jakie są jego potrzeby emocjonalne itd.

Normalnie potraktowałbym moje własne słowa jako anegdotę, jednak moi rodzice są nauczycielami i patrząc, jak obecnie reagują rodzice dzieci z gimnazjum i jak same dzieci się zachowują, obawiam się, że mogę nie tworzyć wyłącznie dystopijnej wizji.
08-09-2012 09:32
~pytanie

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Skąd się właściwie wzięła dyskusja o feminizmie na polterze?
08-09-2012 13:53
KRed
   
Ocena:
0
Głównie z tego i z owego.
08-09-2012 14:07
Malaggar
   
Ocena:
0
@KRed: Dzięki. Temat z forum już znałem, teraz będę miał dodatkową polewkę z blogaska!
08-09-2012 14:26
44231

Użytkownik niezarejestrowany
Scobin
   
Ocena:
+5
@KRed

Niestety uważam, ze feministyczne teorie częściej zamiast pomagać zrozumieć rzeczywistość wpychają kobiety w rolę ofiar jakiś tajemnych mocy i nieuświadomionych intencji.

Może wymienisz z nazwy te feministyczne teorie, które (a) krytykujesz, (b) cenisz, a następnie wyjaśnisz, na jakiej podstawie dokonujesz wartościowania (a) negatywnego, (b) pozytywnego? ;-)
08-09-2012 15:43
~Kluseczka

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Feministki sa glupie xd i w dodatku biadoląc te swoje glupoty występują w imieniu KOBIET! Przecież to niedorzeczne :) Jestem prawdziwą kobietą - feministki na złom! :D
08-09-2012 16:02
KRed
   
Ocena:
+4
@Scobin
Może wymienisz z nazwy te feministyczne teorie, które (a) krytykujesz, (b) cenisz, a następnie wyjaśnisz, na jakiej podstawie dokonujesz wartościowania (a) negatywnego, (b) pozytywnego? ;-)

Nie chcę :)

Widzisz, pisząc o "teoriach" celowo określiłem je przy pomocy wywołanych efektów. Myślę, że to bardzo klaruje obraz: odpada standardowy problem różnicy między teorią a praktyką (mniejsza o intencje, ja oceniam skutek), nie interesuje mnie poprawność założeń i stopień racjonalności kolejnych wniosków (mogą być kompletnymi bzdurami i mogą być arcylogiczne - moja ocena pozostaje aktualna). Przy okazji mijam pomniejsze problemy z obszarów systematyki feminizmów i semantyki (ani to ważne, ani ciekawe, a zawsze się znajdzie chętny wykłócać o to). Co zaś najważniejsze, przedstawienie negatywnych konsekwencji jest samo w sobie argumentem.
Krótko mówiąc, wychodzi mniej bicia piany.
Więc, które teorie krytykuję? Te które zaszkodziły :)

Jeśli poetyka mojej wypowiedzi (celowa!) sprawia trudność to tłumaczę:
Tajemnymi mocami nazwałem procesy dyskryminacyjne niejasne, niewidzialne, głęboko utajone, tajemnicze, niezauważalne, zagadkowe i do końca niewytłumaczalne. Te, których zauważenie wymaga świadomości, odpowiedniej formacji umysłowej oraz stałej czujności. Te o których opowieści zaczynają się od "a potem poszłam na studia i zaczęłam różne rzeczy czytać". Brzmi gnostycko, ale jak mówią - to prawdziwa nauka.
Natomiast nieuświadomione intencje, to oczywiście opis tych sytuacji gdy zbrodnia dyskryminacji dokonuje się bez świadomości ofiary i oprawcy (przepuszczanie w drzwiach, używanie nienowoczesnego języka itp.).
Jak zasugerowałem, wolę tłumaczenia bardziej konkretne, zwłaszcza, że uważam wpływ "tajemnych mocy" za marginalny.

Z drugiej strony, miałbym problem z wymienieniem teorii feministycznej, którą cenię. Owszem, dostarczane w formie publicystyki sprawiają mi niektóre sporo uciechy przy czytaniu, ale tylko do chwili gdy sobie przypomnę, że ktoś to bierze na serio.
Podoba mi się bardzo liberalne podejście - równouprawnienie, bez dogmatów (akceptacja tego, że płcie mają różne predyspozycje). Tylko, że to już chyba nie jest feminizm?
09-09-2012 01:45
Nuriel
   
Ocena:
+6
Podoba mi się bardzo liberalne podejście - równouprawnienie, bez dogmatów (akceptacja tego, że płcie mają różne predyspozycje). Tylko, że to już chyba nie jest feminizm?

Pudełko.

To jest w ogóle fascynujące. Jeżeli dyskusja dziwnym trafem zejdzie na fizykę kwantową czy budowę mostów to nie wyskoczy nagle grupa "ekspertów" która się zna lepiej i będzie pouczać inżynierów czy fizyków. Za to gdy przychodzi do kary śmierci - ho ho, sami specjaliści od prawa karnego i polityki kryminalnej. Nic tylko prywatne uczelnie otwierać tylu profesorów i doktorów by się nałapało ;) Nie czytałem, nie studiowałem ALE - znam, słyszałem, widziałem WIĘC - jestem ekspertem, jestem najmądrzejszy.

W feminizmie jest jeszcze lepiej. Tutaj na okrągło słyszy się bzudrę porównywalną do: "chrześcijanie modlą się do świętych i Matki Boskiej". I nic, wszyscy się poklepują po ramionach, rechoczą radośnie: "feminizm zakłada, że kobiety i mężczyźni są tacy sami". Szczuka, Środa, Petra - wiem, widziałem, słyszałem - jestem ekspertem, jestem najmądrzejszy. No obłęd normalnie.

Nie też czegoś takiego jak podejście "bez dogmatów". Co najwyżej moga być one tak głęboko wdrukowane w kulturę, że ich (bez tych wyśmiewanych przez Ciebie specjalistycznych studiów) nie zauważamy. Część z nich opiera się na metaforach jakich używamy. Tutaj niejako z definicji nie poddajemy ich racjonalnemu namysłowi w codziennym życiu.

miałbym problem z wymienieniem teorii feministycznej, którą cenię

Kurdę, z wymienieniem gatunków pingwinowatych też miałbym problem.
Albo z określeniem którą technikę budowy mostu uważam za najlepszą. Ciekawe dlaczego? Hmmmmmm.

EDIT: Dziękuję za zwrócenie mi na to uwagi, masz rację :) Zmieniłem na fizyke kwantową ;)

Tak w ogóle - EOT.
09-09-2012 08:47

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.