string(15) ""
» Blog » Feminizm mój powszedni
06-09-2012 21:59

Feminizm mój powszedni

W działach: domorosła filozofia, różności | Odsłony: 53

Feminizm mój powszedni
Wróciłam i co widzę? Awantura o feminizm na polterze. Poczułam się wywołana do tablicy. Ktoś tutaj musi opowiedzieć, co oznacza feminizm dla osoby, która nie chodziła na studia polonistyczne ani kulturoznawcze, nie czytała tych wszystkich filozofów i uważa, że sporej części z nich przydałyby się środki na przeczyszczenie albo więcej pieniędzy, żeby nie musieli aż tyle pisać.

Jestem osobą mało zideologizowaną i dystansującą się od wszelakich nurtów politycznych - podejrzewam, że tego slota w moim mózgu zajęła biologia molekularna. Oryginalnego rantu też nie zarejestrowałam, więc nie wiem, na co był reakcją i czy przesadzoną (W ogóle nie podobają mi się nagonki, z zasady. Jedna z gorszych reakcji tłumu, jakie znam.).

Uważam się za feministkę, przynajmniej w wersji podstawowej: chodzi o wolność wyboru drogi życiowej. Wybór ten powinien być raczej oparty na osobistych skłonnościach i talentach niż na przymusie środowiskowym, no i ludziom (kobietom, mężczyznom, bo feminizm bez ogarniętych mężczyzn nie istnieje) nie powinno się go utrudniać. I arbitralnie przydzielać im jakieś cechy, zakładając, że jeżeli należą do zbioru A, to ten zbiór idealnie się zazębia ze zbiorem cech B. Nope. Będzie jakaś krzywa dzwonowa rozkładu cech i pewna część populacji zmieści się w środku, ale to nie znaczy, że wszyscy są tacy sami i powinni realizować jeden model.

No i sobie tak realizuję i truchtam własną życiową drogą, bo jak wspomniałam, do wojowania o ideologie mi daleko. W wojowaniu o ideologie nigdy bowiem nie chodzi o ideologię, tylko o samo wojowanie.

Walczyć należy, owszem, kiedy ktoś utrudnia. Aktywistki starające się o żłobki/przedszkola/przyjazne prawo mają moje pełne poparcie. Na temat końcówek językowych mam mniej więcej taką opinię, jak Somalijczyk słuchający debaty o zdrowym odżywianiu, przysłowiowe palenie staników jest głupie. Ja się z chęcią ubiorę po wiktoriańsku, pod warunkiem, że mogę też dostać sterowiec do pilotowania. A tam, dostać. Wezmę sobie.

Okay, skomplikowane. W każdym razie ludzi, którzy tutaj reagują alergią na słowo „feminizm” podejrzewam (może błędnie - ale wyprowadźcie mnie z tego błędu, też ukułam sobie stereotyp!), że to ci sami, którzy:

- poinformowani, że jestem pisarką/naukowcem zaczynają mi udowadniać, że kobiety pisarki/naukowcy są inni/gorsi i do niczego nie dochodzą, ale fajnie się bawisz, dziecko.

- w ramach popisywania się błyskotliwością zaczynają udowadniać jakieś inne rzekome męskie przewagi, a ja zaczynam się zastanawiać, jaki serdeczny wróg im powiedział, że to jest metoda podrywu

- lecą otwartym tekstem, że książek kobiet nie czytają, bo one są jakieś inne. Smutno jakoś, że na starcie mam mniejszy target, a jednocześnie powstaje refleksja, że może nie chciałabym takiego czytelnika.

- wygłaszają zdania typu „jak będziesz miała dziecko, to WSZYSTKO SIĘ SKOŃCZY”. Cywilizacja runie! Wizygoci splądrują Warszawę!

- podkreślają, że: fantastyka, erpegi, muzyka rockowa, pisarstwo, nauki ścisłe, gry komputerowe, karate, gra w go to męskie zainteresowania, a gotowanie i roboty ręczne - damskie. Litości. Wynikałoby z tego, że jestem facetem, a nie poczuwam się. Po prostu lubię co robię, robię co lubię i tyle. Moja przyjaciółka, informatyk, hobbystycznie robi profesjonalny manicure. To się nie wyklucza, poważnie.

- opowiadają seksistowskie dowcipy, a potem sami się z nich śmieją. WTF.

- nie są dostatecznie ogarnięci, żeby utrzymać się przy życiu (wyżywienie, higiena) bez pomocy kobiety. Opornym polecam poradnik survivalu.

Rzeczy takie jak przepuszczanie w drzwiach czy też noszenie tobołów biorę za to, czym są, czyli za przejawy kokieterii/flirtu/zwykłej, ludzkiej uprzejmości. Za toboły jestem wdzięczna, bo ani wielka nie wyrosłam, ani muskułów nie wyhodowałam. No ale jak ktoś powie, że sobie nie życzy, to przyjmijcie, że sobie nie życzy i tyle, tak już jest. Pomaganie, jeżeli ktoś nie chce pomocy, może być postrzegane jako kwestionowanie kompetencji lub odbieranie samodzielności.

Pytać trzeba, tak po prostu. Komunikacja międzyludzka kluczem do sukcesu.

To samo z komentowaniem urody, w sytuacjach nieoficjalnych to jest kokieteria/flirt, ale nie flirtuje się w sytuacjach zawodowych, bo to jest raz że nieprofesjonalne, a dwa, że obleśne (najchętniej robią tak mężczyźni w wieku przedemerytalnym, creepy).

No i tyle. Mniej więcej.

Komentarze


kbender
   
Ocena:
+8
@inatheblue
Co ja mogę powiedzieć poza tym, że notkę przyjemnie się czytało (najazd Wizygotów też spowodował u mnie ubytek w kawie).

@Jade Elenne

Irytuje mnie powiedzenie, że feminizm kończy się, gdy trzeba wnieść walizę na szóste piętro.

Ja znam tylko wersję z wnoszeniem pralki po schodach na szóste piętro.

Moja żona jest w ciąży. Odkryłem niesamowitą rzecz. Ona nosi non stop te dodatkowe kilogramy, musi zmieniać swój styl życia, na ponad rok darować sobie coś co kocha, czyli operowanie (stanie na sali operacyjnej jest wykluczone z powodu częstego użycia promieni rentgenowskich i oparów anestetyków), zmienić dietę, liczyć się ze zmiatamy hormonalnymi i fizycznymi.

Moim obowiązkiem jest więc wnosić te pralki na szóste piętro.


W rodzinie miałem dużo przykładów równego podziału obowiązków. Z pomaganiem innym się nie narzucam - posiadanie równych praw oznacza także, że kobiety mają prawo dźwigać zakupy same, jeśli tak chcą. Mogą też wnosić lodówki na szóste piętro, jeśli mają taką ochotę. Ale nadal wypada zadać jedno proste pytanie "czy pomóc" i wnieść tę cholerną pralkę, gdy trzeba.

Mogę więc wnosić i te pralki i inne toboły na szóste piętro.

Smutne wydaje mi się raczej to, że zadanie pytania "czy mogę pomóc" odbierane jest dzisiaj nie jako chęć niesienia pomocy, ale jako podstęp, jako wstęp do jakiegoś przekrętu lub kradzieży. Brak zaufania i podniesienie chciwości do rangi cnoty uważam za większe problemy społeczne niż niektóre z postulatów feministycznych.

Dlatego też gdy ktoś się zapyta was "czy mogę pomóc z tą pralką" to robi to nie dlatego, żeby was poniżyć, tylko dlatego, że widzi, że drugi człowiek się z czymś męczy. To paranoja, że to samo pytanie skierowane do kobiety może zostać odebrane za atak, a do mężczyzny za objaw solidarności.

Nie jestem zwolennikiem feminizmu, ale równouprawnienia - tak. Dlatego parytety wyborcze i forsowanie zmian językowych uważam za głupi pomysł (szczególnie te drugie, jak zauważyłaś, przyjdą same, choć nikt nie wie czy pójdę w stronę ministry czy jakiejś innej formy, język ureguluje się sam), więcej żłobków, przedszkoli oraz domów starców i oddziałów geriatrycznych za bardzo dobry pomysł (dlaczego feministki nie walczą z tym, że to kobiety przeważnie dostają rodziców w spadku na dożycie?) a możliwość brania urlopu "tacierzyńskiego" przez mężczyzn za fantastyczny pomysł (bo z niego skorzystam, żeby pomóc żonie i żeby mogła szybciej wrócić do pracy, na co już teraz ma ochotę).

Czy przez to jestem szowinistą? Podkreślam przecież różnice między kobietą a mężczyzną, szczególnie od kiedy przebywam w towarzystwie kobiet w ciąży (to jakaś wiatropylność, moja siostra też zaszła w ciążę w tym samym czasie,jest to więc temat nr 1 przy spotkaniach rodzinnych), jednocześnie chciałbym mieszkać w kraju, w którym prawa ludzi są równe i są na równi respektowane, bez względu na płeć, religię, kolor skóry czy wiek (irytują mnie oddzielne zapisy np. o zakazie bicia dzieci - nie dlatego, że jestem za przysłowiowym klapsem, ale dlatego, że ogólny zakaz bicia drugiego człowieka powinien być wystarczający. Im prawo prostsze i klarowniejsze, tym skuteczniejsze).


Czytujemy z żoną pewne pismo rzekomo feministyczne - i po prawie każdego numeru mamy rozmowę "co autorka tak naprawdę miała na myśli", "z czym walczy" i "jaki ma problem". Moja żona też części z tych postulatów pojąć nie może. Często konkluzja sprowadza się do tego, co napisałaś: [i](...)ludzie są równi, mają równe prawa i podobne szanse, ale trzeba jeszcze umieć z nich korzystać[i].

@Albiorix
Tak bardzo się zgadzam z Twoją wypowiedzią.

PS. Szklany sufit to strasznie dziwna i skomplikowana sprawa. Pracuję w korporacji z silnym odchyłem technologicznym, na oko 70% zatrudnionych to mężczyźni. Nie zmienia to faktu, że CFO na kraj i na region to kobiety mające więcej "jaj" niż otaczający je faceci. Zarobki też mają odpowiednie do stanowiska a nie do płci. Za to już w branży medycznej, a szczególnie medycznej połączonej z akademicką, kobieta rektor, kobieta ordynator to ewenement. No chyba że na pediatrii, dermatologii czy innej specjalizacji "dla pań".

PS2. Jak na wpis pisany między pierwszą a drugą kawą, po strasznie krótkiej nocy, to i tak składnie mi to wyszło.
07-09-2012 09:59
Seji
   
Ocena:
+7
@Sting

"Dlaczego? Dlatego, że to nie język jest złem czy też problemem, tylko świadomość społeczna. Zmienisz wyobrażenia społeczne, zmienisz język. Zmienisz na siłę język, tylko się ośmieszysz, nie osiągniesz celów, narazisz swoją ideę na łatkę ekstremizmu."

Jezyk ksztaltuje kulture i sposob widzenia swiata, czy tez widzenie swiata i kultura ksztaltuja jezyk? Co tworzy rzeczywistosc: nazwanie rzeczy czy samo jej istnienie? :) Moim zdaniem to dziala w obie strony. Zmieniasz swiadomosc, ktora zmienia potem jezyk, ale tez przez zmiane jezyka zmieniasz swiadomosc. To akurat musi isc rownolegle.
07-09-2012 10:01
Sting
    @Seji...
Ocena:
0
...w sumie racja. Trochę uprościłem. Chodzi mi głównie o to, że jeżeli ktoś koncentruje się głównie na języku, świadomości raczej nie zmieni.

07-09-2012 10:27
Nuriel
   
Ocena:
+2
@Ognat

Ale zdanie "kobiety są stworzone do macierzyństwa" nie znaczy (w ustach przeciwników "feminizmu") tego co "kobiety rodzą dzieci", gdyż z tym NIKT nie polemizuje. Zdanie takie nie ma też żadnej wartości w dyskusji bo stwierdza prosty, biologiczny fakt. Więc nie może chodzić o taka interpretację.

Zdanie "kobiety są stworzone do macierzyństwa" znaczy przeważnie tyle co: "kobiety rodzą dzieci WIĘC to one powinny się nim zajmować w pierwszych latach życia. Czyli: zmieniać pieluchy, wstawać do dzieciaka w nocy, wyprowadzać do na spacerki (bo tatuś po pracy jest zbyt zmęczony przecież) itd.

Z reguły ma to na celu obronę modelu rodziny w którym mężczyzna pracuje, a kobieta "jedynie" zajmuje się domem. Nie wszystkim feministkom chodzi też koniecznie o zrównanie tych obowiązków - docenienie wkładu pracy jaki osoba zajmująca sie domem też jest ważne. Ba, zwróć uwagę na to, że dalej facet który zajmuje się domem, podczas gdy jego partnerka pracuje zawodowo, jest traktowany jako nieudacznik.

@Sting

Damn it, Seji mnie ubiegł i napisał to co chciałem ;) Reszta wieczorem jak będe miał więcej czasu :)

@kbender

Ale to jest to o czym mówią niektóre feministki. Dlaczego zatem zauważa się jedynie te przejaskrawione nurty?
07-09-2012 10:28
kbender
   
Ocena:
+1
@Nuriel
1) bo jak zaznaczyłeś, o tym mówią niektóre feministki, nie te najbardziej medialne, a w mediach liczy się
2) seks, szok, przemoc i wyrazistość. Ktoś kto ma poglądy jak inatheblue czy Jade Elenne, poglądy do których nie trzeba mieć metki "wojująca feministka" jest za mało wyrazisty i nie przebija się z przekazem. W studiu liczy się wrzask i polaryzacja poglądów odbiorców.
3) Poza tym, jeśli do takiego wniosku może dojść chłop bez wykształcenia w tym kierunku, to co to za feminizm, pfff...
07-09-2012 10:35
   
Ocena:
0
@Nuriel
"gdyż z tym NIKT nie polemizuje."
1) Polemizuje- słyszałem kobiety dla których ich własna płeć i możliwość rodzenia dzieci to opresja natury, którą nalezy zmienić(między wierszami zrozumiałem, że marzą/mają zrobioną sterylizację). I przy których mówienie o macierzyństwie jako o pozytywnej możliwości i czymś wartościowym w życiu kobiety było obrazą.

2) Ale kobiety powinny się zajmować swoim dzieckiem w pierwszych latach życia, we wszystkich innych zresztą też. Podobnie zresztą faceci- wybacz ale jak ktoś nie umie ze swoim meżem/konkubentem dogadać się na temat podziału ról w domu to ma problem z którym coś trzeba zrobić.

Tylko zauważ też, że akurat urlop macierzyński sprawia, że podział zadań "kobieta więcej zajmuje się dzieckiem skoro jest więcej w domu" jest dosć naturalny.
07-09-2012 10:46
kbender
   
Ocena:
0
@Ognat
Dlatego wprowadzono coś nazywającego się "urlopem tacierzyńskim". Saldo urlopowe rodziców jest wspólne, mogą je wykorzystać równocześnie, na zmianę lub zdecydować, że dzieckiem zajmuje się jedno z nich. Jest wybór, więc nie można już mówić urlop macierzyński sprawia, że podział zadań "kobieta więcej zajmuje się dzieckiem skoro jest więcej w domu" jest dosć naturalny. .

Absolutnie za to się zgadzam z punktem 2. :)
07-09-2012 11:02
Albiorix
   
Ocena:
+8
Co do manipulacji językiem:

Ogólnie mogę przychylić się do idei która za tym stoi, tj za zlikwidowaniem z kultury uprzedzeń wobec kobiet za sterami samolotów czy w laboratoriach.

Natomiast nie podoba mi się metoda bo kojarzy się z propagandą i manipulacją. Nie chciałbym żeby w ten sposób promowano choćby najszlachetniejsze ideały. Uważam że szlachetnym i prawidłowym sposobem wpływania na kulturę powinno być mówienie prawdy - informacja i edukacja, oraz pozytywny wkład w tą kulturę - sztuka, literatura. Jeśli ktoś chce zmieniać język, niech napisze wiersz, powieść albo nakręci film. Jeśli zrobi to dobrze - może przemycić nowe wyrazy i związki frazeologiczne do kultury - i to nie same słowa ale cały wachlarz skojarzeń, emocji, idei.

Jeśli natomiast ktoś chce zmiany kulturowe wymusić polityką i prawem to jest tylko marnym propagandystą.

ed: A urlop tacierzyński to najlepszy pomysł na zrównanie płci pod względem rynku pracy. Jeśli pracodawcy płacą kobietom mniej bo amortyzują ryzyko że te kobiety im w losowym momencie znikną z biura na dłuższy czas - danie tych samych uprawnień ojcom wyrównuje szanse. Z długim urlopem tacierzyńskim pracodawca musi tak samo kalkulować ryzyko zniknęcia męskich pracowników. Więc nie ma powodów do różnic pensji. A rola młodego taty siedzącego w domu przez czas dłuższy z półrocznym dzidziusiem jest de-stygmatyzowana - bo młody tata nie musi się tłumaczyć że nie jest bezrobotnym pierdołą - on to ma ustawowo.
07-09-2012 11:17
mr_mond
   
Ocena:
+2
Ja tylko dodam, że formy "filolożka, psycholożka, architektka" też do niedawna były wyśmiewane, a obecnie są stosowane coraz częściej i już nikt tego nie traktuje jako coś dziwnego. Więc może jednak te zmiany bywają dość skuteczne.

Poza tym zasadniczo zgadzam się z Albioriksem (wprowadzanie takich zmian prawnie byłoby słabym pomysłem; inna sprawa, że nie spotkałem się z postulatami takiego rozwiązania. Ale może po prostu coś mnie ominęło), choć ciekawe, że zamiast propagandy jawnej proponuje wprowadzenie propagandy ukrytej ;) (jak powiedział Alan Moore: "każde dzieło sztuki jest propagandą"). Ale to oczywiście również słuszny kierunek, jeśli chcemy skutecznie zmieniać świat.
07-09-2012 11:41
Nuriel
   
Ocena:
+2
@Ognat

1) Ale zaraz, zaraz, rozróżnijmy dwie rzeczy. Co właściwie mówią tutaj te Twoje feministki? Czy:

a) To, że dla każdej kobiety macierzyństwo jest instytucją opresyjną? Jesli tak, to zgodzę się tutaj z Toba, że jest to nie na miejscu, ponieważ faktycznie istnieją kobiety które się w roli matki spełniają. Zauważ jednak, że feminizm trzeciej fali generalnie zwalcza ujednolicanie i przykrawanie wszystkich kobiet do jednego wzorca. "Nowsze" nurty feminizmu zauważają, że potrzeby kobiet są różne.

b) To, że macierzyństwo może być instytucją opresyjną? W tej kwestii wygląda to chyba inaczej, zgodzisz się? Jeżeli bowiem kobieta słyszy, że POWINNA zostać matką, gdyż TYLKO wtedy zrealizuje "siebie" w pełni to wtedy macierzyństwo faktycznie JEST instytucją opresyjną. No nie jest tak? Przecież inatheblue pisze o tym w notce. Kobieta NIE MUSI być matką żeby być w pełni kobietą. Inne zdanie jest opresyjne.

2) Jak juz ładnie zauważył kbender, sa urlopy tacierzyńskie. Więc to nie jest "naturalne". Zauważ też, że używając tego określenia w tym kontekście sam próbujesz utrwalić pewien model kultury. Przecież nie jest tak, że od początku istnienia ludzkości zawsze matka dziecka była tą osobą która zajmowała się jego wychowaniem. To wbrew pozorom jest całkiem nowy wynalazek.

Sam też zwróciłeś uwagę, że obecnie ojciec TAKŻE powinien partcypować w zajmowaniu się dzieckiem. Więc jak to jest z tym "stworzeniem do macierzyństwa"?

@Albiotrix

Jeśli chodzi o rolę sztuki w likwidacji uprzedzeń to zgadzam się w 100%.
Nie oglądam takich seriali, więc nie wiem jak tam jest to przedstawiane ale śmiem zaryzykować tezę, że "odpowiednio" zrobione odcinki "M jak miłość" (i tym podobnych) zrobiłyby więcej dla sprawy niż wszelkie manifestacje razem wzięte.
07-09-2012 11:48
   
Ocena:
+2
@Nuriel

"a) To, że dla każdej kobiety macierzyństwo jest instytucją opresyjną? "
Tak, mówią właśnie to. A co do feminizmu trzeciej fali, to wybacz ale mój bardzo wybiórczy kontakt z tą opcją ideowąwystarczył bym miał o niej jak najgorsze zdanie- inyżnierki społeczne które chcą pogłebić walkę klas.

" Jeżeli bowiem kobieta słyszy, że POWINNA zostać matką, gdyż TYLKO wtedy zrealizuje "siebie" w pełni to wtedy macierzyństwo faktycznie JEST instytucją opresyjną."

Nie, nie jest. Po prostu jest to pogląd który kobieta słyszy i tyle. Do opresji to jest jeszcze daleko.

"Sam też zwróciłeś uwagę, że obecnie ojciec TAKŻE powinien partcypować w zajmowaniu się dzieckiem. Więc jak to jest z tym "stworzeniem do macierzyństwa"?"

Normalnie. Kobiety są stworzone do macierzyństwa, w takim samym stopniu jak faceci do ojcostwa.



07-09-2012 12:10
Kot
   
Ocena:
+4
@Jade: Dla mnie jako politologa z wykształcenia 'minister' i 'premier' to stanowiska. A Pan/Pani Minister, czy Pan/Pani Premier to osoby. Ja nie widzę problemu językowego. Tak jak wiele innych osób, którym nie przeszkadza dodatkowe Pan/Pani przed tytułem, stopniem naukowym, czy nazwą zawodu. Dlatego zawsze te ataki na 'męskie szowinistyczne formy językowe' mnie co najwyżej śmieszyły, bo świadczyły o nieznajomości podstawowej konstrukcji języka polskiego. Wyraźnie widać, że to próba bezmyślnego kopiowania obcych wzorców bez zastanowienia się, czy w naszym języku mają sens.
07-09-2012 12:23
Albiorix
   
Ocena:
+6
Tak, jestem za "ukrytą propagandą" :) Tzn - uważam że kultura buduje się w ten sposób że ludzie mają różne pomysły i próbują je "sprzedać" innym ludziom - czyli propagować. Jeśli robią to pisząc doskonały dramat, kultura się wzbogaca. Wzbogaca się nawet jeśli "nie mają racji", promują coś głupiego i szkodliwego - bo w wolno rozwijającej się kulturze spotka się to z odpowiedzią, krytyką i analizą - ostatecznie konsument kultury raczej będzie miał okazję lepiej zrozumieć jakiś problem niż zostanie sprowadzony na złą drogę.

Natomiast jeśli komuś się roi przepchnięcie swojej ideologii przez komisję języka albo prosto do szkół - to tutaj nie ma miejsca na dialog i rozwój, to jest wojna, tu giną memy.
07-09-2012 12:28
Zsu-Et-Am
   
Ocena:
+3
Skoro o języku mowa, czy musimy stosować ten odrażający neologizm: "tacierzyński"? Naprawdę nie można na poważnie i poprawnie pisać o "ojcowskim"?
---
EDIT: Nie można, doczytałem w Kodeksie; vide notki niżej.
07-09-2012 12:40
Albiorix
   
Ocena:
+1
Spoko, ojcowski ładniej, neologizm wydawało mi się że jest używany czy coś.
07-09-2012 12:50
kbender
   
Ocena:
0
@Zsu-Et-Am
Z tego co pamiętam, to są dwie różne rzeczy.
Ojcowski to te kilka dni z oddzielnego salda dla ojca dziecka.

Za to korzystania z salda urlopu macierzyńskiego przyjęło się nazywać tacierzyńskim. Słyszałem też określenie tatusiowe. Nie wiem jak nazywa się to formalnie prawnie.

Jeśli się mylę, to wyprowadź mnie z błędu.

Jestem tematem bardzo zainteresowany, a informacje w "internetach" są strasznie sprzeczne lub nie odwołują się do aktualnego stanu prawnego.
07-09-2012 13:00
Jade Elenne
   
Ocena:
+7
@zigzak
Druga sprawa to te deklaracje "jestem feministką", np ta inytheblue czy Jade. Ja doskonale rozumiem, że takie deklaracje to swoisty bon ton, że w dzisiejszych czasach wypada podkreślić to, że się jest, oprócz bycia kobietą, także feministką.
Częściej spotykam się z sytuacją odwrotną: kobieta mówi "Nie jestem feministką, ale..." i tu pada szereg feministycznych postulatów. I boli mnie, że niektóre kobiety potrzebują takiej asekuracji, by móc głosić feministyczne idee, bo inaczej otoczenie nie będzie jej traktować poważnie.

@Ognat
jak ktoś nie umie ze swoim meżem/konkubentem dogadać się na temat podziału ról w domu to ma problem z którym coś trzeba zrobić.
Zgadzam się w pełni. Przypomina mi się anegdota opowiedziana bodaj przez ks. Twardowskiego: Pewien ksiądz pouczał młodych: "Powinniście być jak ptaki - tam samiec najpierw buduje gniazdo, potem zaprasza samiczkę, a na końcu są pisklęta. A wy robicie tak: najpierw dziecko, potem ślub, a na końcu "Jezus, Maria, gdzie my będziemy żyli?". Nie chodzi o to, że bez własnościowego mieszkania nie można na randki chodzić, ale o to, by zanim pewne poważne decyzje się podejmie (a ślub/staranie się o dziecko do takowych należą), ustalić pewne rzeczy - choćby podział domowych obowiązków czy opiekę nad dzieckiem. Mój tata zajmował się mną i moją siostrą, gdy mama była w pracy (oboje pracowali, ale w różnych porach) i być może to między innymi dlatego mam z nim dobry kontakt.

Urlopy tacierzyńskie/tatusiowe/ojcowskie uważam za jedną z najlepszych rzeczy, jakie można było wprowadzić. Nie podobał mi się pomysł wydłużenia urlopów macierzyńskich, bo de facto zmniejsza szanse kobiet na rynku pracy (także za sprawą kobiet, które idą na zwolnienie na początku ciąży, choć ich zdrowie tego nie wymaga). Szkoda, że w Polsce mało promuje się pracę zdalną, która wielu kobietom pozwoliłaby pracować i w ciąży, bo przy pracy etatowej/stacjonarnej zatrudnienie kobiety w wieku "grożącycym macierzyństwem" jest z perspektywy pracodawcy ryzykowne. Albi słusznie zauważa, że urlopy tacierzyńskie pozwalają to ryzyko rozłożyć także na mężczyzn, a w efekcie poprawić sytuację kobiet.

Dużo zależy też od pracodawców - mogą chociażby zapewnić kobietom przyzakładowy żłobek czy pokój do przewijania niemowląt, mogą zatrudniać małżeństwa, co podobno pozytywnie wpływa na lojalność pracowników względem firmy. Z tego co pamiętam, fajną, prokobiecą politykę zatrudnienia ma Nivea - i przedsiębiorstwu wychodzi to na dobre.

Swoją drogą, lat temu kilka Wyborcza prowadziła akcję "Rodzić po ludzku", a jednym z jej elementów było sprawdzenie możliwości powrotu do pracy. Akcja głośno odtrąbiona, patronaty zebrane, laury wręczone... i wtedy na forum Wyborczej zaczęły pojawiać się posty b. pracowniczek, które ujawniły, jak Agora traktuje swoje ciężarne pracownice. W skrócie: źle.

Ostatnio Wyborcza odkryła, że kobietom zdarza się być wójtem czy sołtysem. Olaboga! Kto by pomyślał, w tym zaściankowym i zacofanym kraju kobieta sołtysem?! I ojej, były tymi sołtysami czy wójtami, zanim wprowadzono parytety. Dziw nad dziwy!

@mr_mond
Ja tylko dodam, że formy "filolożka, psycholożka, architektka" też do niedawna były wyśmiewane, a obecnie są stosowane coraz częściej i już nikt tego nie traktuje jako coś dziwnego.
Zauważ jednak, że te formy nie zostały narzucone odgórnie, tylko zaistniały, gdy w danym zawodzie pojawiło się więcej słów. Jak oświeciły mnie repki, piętnaście lat temu w fandomie nie słyszało się o "graczkach", a dziś to normalne słowo.
Jezyk sam z siebie ewoluuje, a przy tym się upraszcza. Słowa "architektka" czy "uczestniczka" są trudne do wymówienia ze względu na trudne, składające się ze zbitek spółgłosek, końcówki. Czas i uzus sprawią, że te słowa zapewne zmienią formę na jakąś prostszą. Ale niech język zmienia się w swoim tempie - odgórne narzucenie kobiecych nazw zawodów może im bardziej zaszkodzić niż pomóc.

@Nuriel
Likwidacja uprzedzeń za sprawą sztuki - jasne, to dobra rzecz. O wiele lepsza niż manipulowanie przy języku albo przywileje prawne. Ale trzeba uważać, by nie popaść w przesadę. Mieliśmy już przykłady sztuki czy literatury gejowskiej i jak człowiek twierdził, że mu się dane dzieło nie podoba, to słyszał, że jest homofobem. Boję się, że teraz krytyka wartości artystycznej dzieł feministycznych może skutkować oskarżeniami o szowinizm.

Ale - tak, pozytywne akcje będą znacznie skuteczniejsze niż podkreślanie podziałów i syndrom oblężonej twierdzy. Były już dobre przykłady: konkurs Motorola Diversity czy akcja "Dziewczyny na politechniki", które promowały zajmowanie się naukami ścisłymi i technicznymi przez kobiety. Efekt, był, o ile mi wiadomo, niezły.

Co do dziewczyn na kierunkach ścisłych: moja młodsza siostra (ku wielkiej radości rodziców) studiuje informatykę na uczelni wojskowej. Dziewczyn tam mało, mniej niż na tym samym kierunku na polibudzie czy uniwerku. Zapytałam ostatnio młodą, czy nie była z tego powodu dyskryminowana, czy nie doświadczyła niechęci ze strony wykładowców. Odpowiedź siostry: "A gdzie tam. Dla nich to wręcz cud, że my studiujemy tu informatykę i stale mówią, że powinno być nas więcej". Podobnie, według jej relacji, reagują koledzy z roku. Obiło jej się uszy, że jakieś seksistowskie odzywki wśród studentów się zdarzyły, ale z autopsji tego nie zna.

Z miesiąc temu był w telewizorni łzawy program o informatyczce, która przebrała się za faceta, by dostać pracę. Poziom realizmu jak w książkach Salvatore'a. A oglądając to, niemal sturlałam się pod stół ze śmiechu. Moja siostra, studentka drugiego roku, z miejsca dostała pracę w dużej komercyjnej telewizji, a zapewniam, na faceta nie wygląda. Wystarczyło jedno CV.
07-09-2012 13:08
Zsu-Et-Am
   
Ocena:
+2
Doczytałem w kodeksie; to jednak trochę co innego. O urlopie ojcowskim mówi art. 182 Kodeksu Pracy; gdy mowa o "urlopie tacierzyński", rozchodzi się o paragraf 5. (i dalsze: 6-7) art. 180 Kodeksu Pracy:

Pracownica, po wykorzystaniu po porodzie co najmniej 14 tygodni urlopu macierzyńskiego, ma prawo zrezygnować z pozostałej części tego urlopu; w takim przypadku niewykorzystanej części urlopu macierzyńskiego udziela się pracownikowi-ojcu wychowującemu dziecko, na jego pisemny wniosek.

Określenie "urlop tacierzyński" odnosi sie więc do czegoś innego, jest jednak - w dalszym ciągu - określeniem nieprecyzyjnym i pozostaje neologizmem, który po prostu trudno mi przyjąć. Rozchodzi się właściwie o "prawo do dowolnie (po pierwszych 14 tygodniach) wymiennego korzystania z urlopu macierzyńskiego przez oboje rodziców". Lepsze w moim odczuciu określenia są już jednak zajęte, więc pasuję.
07-09-2012 13:11
mr_mond
   
Ocena:
+2
@Jade Elenne
Ja też się nie zgadzam na odgórne (to znaczy "ustawowe") narzucanie tych form. Ale w jaki sposób się one pojawiły? Ano taki, że ludzie, przede wszystkim kobiety wykonujące dany zawód, zaczęły w ten sposób o sobie mówić. To się nie stało "samo" w tym sensie, że nagle w jednym momencie wszyscy stwierdzili "hej, mówmy tak", na początku też się z tych form wyśmiewano i uważano je za sztuczne.

Natomiast, i tutaj chyba nasze stanowiska się pokrywają, nie zostały one narzucone odgórnie poprzez rozwiązania prawne. I dobrze.
07-09-2012 13:15
Ninetongues
   
Ocena:
+11
W oficjalnych dokumentach widnieje wyraźnie: ojcowski.

Jako mąż i ojciec wypowiem się krótko:

Współczuję.
Wszystkim, którzy mieli, mają i będą mieli do czynienia z tą dziwaczną, wirtualną rzeczywistością wojny płci, feminizmu i szowinizmu.

Ja przez prawie trzydzieści lat życia nigdy się z ową rzeczywistością, z opisywanym przez niektórych z Was światem nigdy nie zetknąłem. Z idiotami się nie zadaję, oszołomów ignoruję, nie rozmawiam z ludźmi, którzy nie przejawiają szacunku do rozmówcy, choćby i wymuszonego.
Ale nawet nie miałem okazji, żeby choć raz z kimś poważnie się w tę rzeczywistość zagłębić.

To jest wirtualny problem, polegający na tym, żeby ludzi nie nauczonych, że są wolni i mogą robić co chcą, zmusić do tego, żeby byli wolni i robili, co chcieli. Kolejny fanatyczny ruch mający uzupełnić braki spowodowane gównianym wychowaniem przez własnych rodziców.

W skrócie: ktoś chce z głupca zrobić mądrego człowieka za pomocą plakatu, hasełka i serii magicznych, wyuczonych rytuałów, jak np. oburzanie się na propozycję pomocy.

Brak żłobków i miejsc w przedszkolach jest problemem gospodarczym, takim samym jak dziury w drogach. Po co go wkładać do szuflady z napisem "feminizm" - nie wiem.

Partytet to debilstwo, które jest dokładnie tym, czego "feministki" twierdzą, że nie lubią: bezmyślnym potwierdzeniem, że bez specjalnego traktowania kobiety sobie nie radzą.

Podsumowując:

Do synka w nocy wstajemy razem, albo na zmianę, tylko ja go kąpię, pieluchy zmieniamy oboje. Ja chodzę codziennie do pracy, żona nie chodzi, bo aktualnie nie chce, choć jeszcze rok temu utrzymywaliśmy się tylko z jej pensji.

W dupie mam świat, w którym mężczyźni i kobiety są sobie równi. Wolę nasz, w którym mężczyźni i kobiety są dla siebie nawzajem życzliwi.
A to wcale nie takie trudne.
07-09-2012 13:17

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.