» Recenzje » Fallout: New Vegas

Fallout: New Vegas


wersja do druku
Autor: Redakcja: Maciej 'Czarny' Kozłowski

Fallout: New Vegas
Niemal trzy lata od premiery trzeciej odsłony Fallouta, która wzbudziła wiele, wiele emocji wśród graczy, wydana została część sygnowana podtytułem New Vegas. Już po raz czwarty jest nam dane chwycić mocno karabin i stawić czoła niebezpieczeństwom radioaktywnych pustkowi. Czy wycieczkę do jednego z symboli Ameryki można zaliczyć do udanych?


Kopniak w łeb

Nasza podróż nie zaczyna się przyjemnie. Oto klęczymy na piachu ze związanymi rękami, dookoła nas nieprzyjemne typy, a jakby tego było mało, celuje do nas jakiś facet w garniturze. Po chwili pada strzał i...

...budzimy się w klinice pobliskiego miasteczka Goodsprings. Okazuje się, że z płytkiego grobu uratował nas niejaki Victor, robot, który odegra jeszcze w grze pewną rolę. Wróćmy jednak do tu i teraz – w lecznicy przyjdzie nam wypełnić szereg testów, które określą nasze współczynniki, umiejętności oraz traity, których jest co prawda malutko, ale lepsze to, niż nic. Będziemy także mogli określić swój wygląd, płeć oraz imię. Kiedy już doprowadzimy się do porządku, otrzymamy (jakże by inaczej) Pip-Boya oraz kombinezon Krypty. Naszym zadaniem będzie dowiedzieć się, kim był i czego chciał nasz niedoszły zabójca oraz wytłumaczenie mu, że nie lubimy, gdy ktoś do nas strzela.

Po kartonowej i liniowej do obrzydliwości fabule poprzedniczki za dobrą monetę przyjąłbym niemal wszystko. Tu na szczęście nie trzeba się do niczego zmuszać – historia jest spójna, rozbudowana i możemy ją skończyć na różne sposoby, wykonując zadania dla różnych frakcji i… Zaraz, frakcji?


Za Ceza… znaczy, Republikę!

Dokładnie tak. W czwartej odsłonie serii będzie nam dane spotkać Republikę Nowej Kalifornii, doskonale znaną wszystkim graczom „dwójki”, Legion Cezara – grupę łowców niewolników stylizujących się na rzymskich żołnierzy oraz Bractwo Stali. Konflikt pomiędzy tymi stronnictwami to jeden z istotnych wątków opowieści. Dla każdej z nich, podobnie jak dla każdej społeczności na Pustyni Mojave, istnieje osobny system reputacji – dosyć zasadnicza zmiana w stosunku do systemu „swój-obcy” z Fallout 3. Zmiana, dodam, na lepsze. Wreszcie dostrzegamy, że nie każdy ma tu takie same interesy i priorytety.

Nasze rewolucyjne frakcje muszą się oczywiście przemieszczać po jakimś świecie. Ten jest rozmiarów niemal identycznych jak poprzednio. Oprócz Vegas, które, nawiasem mówiąc, jest znacznie mniejsze niż można by oczekiwać, mamy małe miasteczka, opuszczone bunkry, fabryki, krypty i wiele, wiele innych obiektów. Co ciekawe, przeciwników zaludniających ten obszar jest znacznie mniej niż w poprzedniej części serii, przez co możemy iść… iść… i odczuć pewne zmęczenie.


Twarze przyjazne i te trochę mniej

Na szczęście, jeśli już trafimy na jakąś postać, to ma ona dla nas jakąś pracę (zadań pobocznych jest znacznie więcej niż w „trójce”) albo chociaż jest w stanie podzielić się z nami jakąś historią, radą czy historią swego życia. Co więcej, zadania poboczne potrafią nas zaskoczyć – w bazie rakietowej spotykamy ghule chcące przenieść się na rakietach do raju, innym razem musimy wymienić mózg cyber-pupilowi lokalnego bossa mafii. Oczywiście możemy je często rozwiązać na różne sposoby. Nie musimy też robić ich sami.


Jest nas cała banda!

W New Vegas również będziemy mieli okazję skompletować drużynę. I to nie byle jaką: mamy tu Supermutanta ze schizofrenią, kowbojkę ze słabością do whisky czy emerytowanego żołnierza Republiki a wcześniej Wielkiego Chana. Każdy z nich ma swoją historię, każdy ma dla nas jakieś zdanie, wreszcie – każdy jest ciekawą postacią, którą po prostu warto poznać.

Warto w tym miejscu wspomnieć o znacznie poszerzonym wpływie naszych działań na zachowanie towarzyszy. Możemy im teraz kazać zaczekać, wrócić do domu, albo zachowywać się bardziej agresywnie. To oczywiście nic nadzwyczajnego, ale nikt nie pomyślał o tym projektując część trzecią.


Pnąc się na szczyt

W kwestii rozwoju naszego bohatera (lub bohaterki) zmieniło się niewiele – pojawiła się umiejętność przetrwania w dziczy, wpływająca na skuteczność spożywanych napojów i jedzenia. Wciąż brak hazardu, co może dziwić, zważywszy na to, gdzie toczy się gra. Poza tym mamy znacznie, znacznie więcej profitów, które teraz dostajemy co dwa poziomy. Pozostał też system V.A.T.S (namiastka walki turowej), ale do starcia w czasie rzeczywistym dodano pewne usprawnienie: od teraz walki na pięści czy za pomocą broni białej, wraz ze wzrostem odpowiedniej umiejętności, są wzbogacane o dodatkowe ciosy i ich kombinacje. Jest to o tyle istotne, że teraz mamy szansę pokonać wroga wyposażonego w broń dystansową, a nie tylko modlić się, by nas nie ustrzelił.


No działaj, złomie!

W kwestii oprawy audio-wizualnej: jest niedobrze, a wręcz źle, patrząc na ilość zmian w innych aspektach produkcji. Otóż za silnik graficzny służy wciąż wyświechtany Gamebryo, który zdecydowanie widywał swoje lepsze dni - nowy Fallout wygląda raczej nieszczególnie w porównaniu do innych gier. W kwestii muzyki również nie zmieniło się wiele – niby coś tam sobie szumi, brzdąka i dźwięczy, ale tak naprawdę zupełnie tego nie słychać, bo zawsze mamy coś ważnego do roboty. Podobnie ma się sprawa z radiem – są tylko dwie stacje, które mają jedynie kilka utworów, więc kiedy już zdołałem usłyszeć jakikolwiek podkład muzyczny to często zdawałem sobie sprawę, że ostatnim razem słuchałem tego samego. Jest to wyraźny regres w stosunku do Fallout 3, co przyznaję z przykrością.

Uwaga: podczas eksploracji Mojave zdarzyło mi się usłyszeć utwór, którego było mi dane słuchać w części drugiej. Co to oznacza?


Mam piasek w zębach!

Otóż tyle, że grając w najnowszą odsłonę serii miałem nieodparte wrażenie, jakbym słyszał głos jakiegoś twórcy, który mówi” „musimy jakoś przekonać do siebie fanów poprzednich części i zrobimy to przenosząc z nich klimat”. Grając w New Vegas czułem się, jakby wszyscy usiłowali mnie przekonać, że gram w „dwójkę”, tylko jeszcze o tym nie wiem. Dlaczego? Całe mnóstwo enpeców wspomina swoje dzieciństwo w Redding czy New Reno, znów pojawiają się Republika Nowej Kalifornii i Wielcy Chanowie oraz pewien bardzo dobrze znany stróż prawa z Broken Hills. Poza tym, klimat pustyni, gorąca i piachu jest niemal dotykalny, zupełnie jak w części drugiej. Nie jest to bynajmniej zarzut, wręcz przeciwnie! Po dotkliwym deficycie jakiegokolwiek klimatu w Fallout 3, ten w New Vegas jest jak mocno bijące źródło gdzieś na bezkresnej Mojave.


Czasem nawet Kałasz się zatnie

Oczywiście New Vegas, jak każda gra, ma swoje wady. Produkcja nie jest wolna od błędów, które często uniemożliwiają ukończenie zadania, źle ustawionych znaczników, potknięć w tłumaczeniu, lewitujących broni czy przeciwników przenikających przez ściany. Mimo to, warto po grę sięgnąć. Ci, którym spodobała się część trzecia, mogą być spokojni, bo gra została raczej rozbudowana niż zmieniona. Przeciwnicy ostatniego produktu Bethsedy będą w siódmym niebie, bo wreszcie dostaną naprawdę klimatycznego Fallouta, a reszta… reszta po prostu znajdzie w tej grze solidną porcję rozrywki.



Plusy:

  • dobra, wciągająca i nieliniowa fabuła
  • interesujący NPCe
  • usprawniony system reputacji
  • mnogość ciekawych zadań pobocznych
  • towarzysze z osobowością, możliwość zaawansowanej interakcji z nimi
  • rozbudowany system walki wręcz
  • nowe umiejętności, profity, traity
  • nowy, zwiększający realność rozgrywki tryb
  • możliwość samodzielnego wytwarzania przedmiotów
  • wspaniały klimat postapokaliptycznej pustyni

Minusy:

  • Nowe Vegas jest zdecydowanie zbyt małe
  • zbyt mało wrogów w stosunku do wielkości terenu
  • grafika słabsza niż w części trzeciej
  • ubogie radio
  • błędy techniczne, często poważne i denerwujące
  • potknięcia w tłumaczeniu
  • chociaż pojawiły się traity, to jest ich bardzo mało


Oto zwiastun gry:


Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


9.0
Ocena recenzenta
Tytuł: Fallout: New Vegas
Producent: Obsidian Entertainment
Wydawca: Bethesda Softworks
Dystrybutor polski: Cenega Poland
Data premiery (świat): 19 października 2010
Data premiery (Polska): 22 października 2010
Wymagania sprzętowe: Dual Core 2 GHz, 2 GB RAM, karta grafiki 256 MB, 10 GB HDD, Windows XP/Vista/7
Nośnik: 1 DVD
Strona WWW: fallout.bethsoft.com/index.html
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 149,90 zł



Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

Malaggar
   
Ocena:
0
Podobnie ma się sprawa z radiem – są tylko dwie stacje, które mają jedynie kilka utworów, więc kiedy już zdołałem usłyszeć jakikolwiek podkład muzyczny to często zdawałem sobie sprawę, że ostatnim razem słuchałem tego samego. Black Mountain Radio, Mojave Music Radio i Radio New Vegas. Czyli trzy.

zbyt mało wrogów w stosunku do wielkości terenu A widzisz, dla mnie i tak jest zbyt dużo walki, która po prostu jest średnioudana za sprawą mechanizmów gry.

nowe Vegas jest zdecydowanie zbyt małe Wszystkie miasta są za małe generalnie.

chociaż pojawiły się traity, to jest ich bardzo mało I nie ma Gifted ;)

towarzysze z osobowością, możliwość zaawansowanej interakcji z nimi Owszem, ale lipą jest fakt, że możesz mieć jednego żywego i jednego "cyber" naraz. Wolałbym dwóch ludzi.
15-11-2010 17:42
ram
   
Ocena:
0
A jak sprawdza się tryb hardcore - kluczowy czy na dłuższą metę męczący?
15-11-2010 21:21
Landovsky
   
Ocena:
0
A ja czytałem, że hazard jest obecny. To jak to w końcu jest? ;o
15-11-2010 21:25
Malaggar
   
Ocena:
0
@ram: Nijak. Tak naprawdę nie dodaje do gry nic ciekawego, a na dłuższą metę jest jak cierń w tyłku.
Niby dodaje realizmu, ale c'mon, mówimy o grze gdzie w plecaku możesz nosić mini-guna, snajperkę, worek granatów i jeszcze parę gratów, przetrwać wdepnięcie na minę bez większych problemów i parę innych głupotek.

@TG: Jest hazard, ale nie ma skilla Gamble ;)
15-11-2010 21:31
Landovsky
   
Ocena:
0
@M

Dzięki. ;)
15-11-2010 21:35
Daviduzz
   
Ocena:
0
Wielki, wielki plus dla tej gry za to, że w końcu czuć w niej naprawdę mocno tego starego, dobrego Fallouta. W wypowiedziach przewijają się stare miejsca, stare postacie. Powróciły traity, które faktycznie czynią różnicę, tak jak kiedyś. Jest NCR, są Khani, oczywiście BoS. Sporo osad, a w każdej są jakieś ciekawe side questy, inaczej jak z całkowicie nastawionym na eksplorację F3. Muzyka ze starych Falloutów była wielką i bardzo miłą niespodzianką. Zrujnowane miasto, gdzie szaleją dzikie ghoule i nagle wjeżdża motyw z Necropolis - to jest to. A jak się cieszyłem, gdy wreszcie spotkałem kobietę, która rozbiła tego vertibirda w Klamath. :) Nawet specyficzny, pełen odniesień do mass kultury humor powrócił.
Kiedyś mówiłem, że w F3 czuć stare Fallouty, ale się myliłem. To New Vegas jest prawdziwym kontynuatorem serii. Wady są, ale co z tego, jak grając w NV można wręcz wsiąknąć w klimat Fallouta.
16-11-2010 00:05
shergar
   
Ocena:
0
Zachęcam do instalowania tego moda, gra sporo zyskuje:
http://hrothgar.pl/topics56/fallou t-new-vegas-modpack-poprawiajacy-rozne-aspekty-gry-vt1150.htm
Niestety FNV to kupa baboli i bugów, pewnie jeszcze sporo czasu upłynie zanim Aurelinus wrzuci finalną wersję.
16-11-2010 12:40
Daviduzz
   
Ocena:
0
No fakt, bugów to tam jest dużo. Ale ponad tydzień grałem bez patchy, mimo wszystko było przyjemnie. A że są już dwa update'y gry, to nie jest tak źle.

Ale i tak fanowskie patche jak zawsze będą naprawiać najwięcej problemów.
16-11-2010 13:35
ram
   
Ocena:
0
Chyba jednak poczekam na kolejne łatki i mody fanowskie. Zwłaszcza, że jeszcze Broken Steel i Point Lookout z FO3 mi zostały.
16-11-2010 15:08
Daviduzz
   
Ocena:
0
Z DLC do Fallouta 3 jest taki problem, że trzeba mieć dużą motywację, żeby to wszystko przechodzić, gdy już i tak się ma 20 poziom (albo 30 z Broken Steel, co i tak problemem nie jest) i bez problemu można rozwalić stado deathclawów wspieranych przez Enklawę.
16-11-2010 17:55
ram
   
Ocena:
0
Poziom very hard + mody na opóźnione działanie stimpaków i zwiększone efekty "crippled" i jest lepiej :)
16-11-2010 21:00
Daviduzz
   
Ocena:
0
No tak, jest to jakieś rozwiązanie. Ale nawet z takimi modami sytuacja u mnie ma się tak: deathclaw może mnie nawet załatwi paroma ciosami, ale i tak mam zarąbiste giwery i zbroję, a skille mam wymasterowane i już mnie jakoś nie motywuje skarb deathclawa wart raptem kolejne kilka tysięcy capsów. :)
16-11-2010 23:33
   
Ocena:
0
Dla mnie ta gra jest kolejnym rozczarowaniem, dobrym symbolem jest karabin myśliwski zadający większe obrażenia od plazmowego, dalej trwa debilny pomysł z naprawianiem, z Bractwa Stali zrobiono podrzędną frakcję na równi z obdartusami produkującymi Jet ( których nie powinno już dawno być bo zostali zabici w F1) dodano "rzymian" którzy raczej nie pasują do klimatu postapo. Podobno mialo być dużo humoru ja przez całą grę (50 godzin) tylko raz lekko się uśmiechnąłem ,a większość questów bardziej męczy niż sprawia frajdę. Może Afterfall będzie bliższy moich oczekiwań
23-11-2010 11:19
Vermin
   
Ocena:
0
Dla mnie funkcja naprawy broni która się stale zużywa jest świetna, bo podwyższa choć trochę poziom trudności.

Bractwo stali nie było mocarne w całych stanach a tylko w niektórych miejscach, poza tym zawsze trzymali się swego podwórka. Co innego enklawa.

Dla mnie nowy Fallout jest świetny. Z błędami ale ma klimat pierwowzoru serii.
26-11-2010 12:05

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.