» Recenzje » F.E.A.R. Złota Edycja

F.E.A.R. Złota Edycja


wersja do druku

Horror w wydaniu FPS

Autor: Redakcja: Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek

F.E.A.R. Złota Edycja
Wstyd się przyznać, ale premiera gry F.E.A.R. jakoś mi umknęła. Owszem, wiedziałem kiedy się ukazał, jednak jakoś nie zainteresowałem się bliżej tym tytułem. Na szczęście, dla takich śpiochów jak ja firma CD Projekt wydaje wszelkiej maści wznowienia. Tym razem jest to Platynowa Kolekcja, w skład której weszła gra F.E.A.R. (Firts Encounter Assault Recon) wraz z dodatkiem Extraction Point.

Za niecałe 60 złotych otrzymamy trzy płyty (dwie z grami oraz jedną z poradnikami oraz łatkami), instrukcję oraz poradnik. O ile dwa pierwsze elementy zestawu są dość jasne (w przypadku instrukcji wystarczy wspomnieć, że wykonano ją poprawnie i znalazło się w niej wszystko, by rozpocząć zabawę), o tyle ostatni składnik jest dość interesujący. Na dobrej jakości papierze mamy dokładny opis przejścia gry wraz z kilkoma niezbędnymi poradami dla początkujących. Muszę przyznać, że to bardzo sympatyczne rozwiązanie. Jeśli ktoś będzie wolał samodzielnie przejść grę, nie musi zaglądać do poradnika.

Chciałoby się powiedzieć, że F.E.A.R. to typowy przedstawiciel gatunku FPS – ot, idziemy i strzelamy. Z takim zresztą podejściem uruchamiałem grę. Owszem, autorzy postarali się oczywiście o tło fabularne – tajne laboratorium, badania, wypadek, akcja ratunkowa. Pierwsze co może zaskoczyć, to sama idea istnienia jednostki F.E.A.R. - jest to mianowicie oddział militarny do walki ze zjawiskami paranormalnymi. Szybkie zerknięcie na ograniczenie wiekowe (18+) dało mi nadzieję, że poza typową "nawalanką" pojawią się także elementy horroru.

Fabuła rozwija się ciekawie. Od – zdawałoby się – prostej misji ratunkowej przeradza się we wciągającą intrygę. Nie chcę psuć zabawy tym, którzy jeszcze nie grali, jednak pierwszym co się rzuca w oczy, to oczywiście grafika. Pomimo tego, że gra nie jest już najnowsza, to ciągle prezentuje się bardzo dobrze. Owszem, można mieć pewne zastrzeżenia do nieco zbyt "sterylnego" otoczenia, ale to tak naprawdę czepianie się na siłę. Gra wygląda bardzo dobrze, animacje nie śmieszą – widać także efekty silnika Havok, odpowiedzialnego za fizykę. Trafieni przeciwnicy potrafią spaść ze schodów albo przewrócić stertę beczek. Czasem trafia się jakaś anomalia, jak np. postrzelony z pistoletu wróg przelatujący kilka metrów w górę i do tyłu – na szczęście nie jest to częste. Za to efekty ognia oraz wybuchów wykonano bardzo starannie. Tak samo jak pojawiające się co jakiś czas filmiki – czasem tylko popychają fabułę do przodu, czasem jednak budują przy tym niesamowite napięcie.

We wspomnianym już oddziale F.E.A.R. jesteśmy nowicjuszem – jednak od razu zostajemy rzuceni na "głęboką wodę". Może to dziwić fanów "realistyczności", jednak jest to całkowicie zrozumiałem patrząc pod kątem grywalności. Sterowanie nie odbiega niczym od standardów – kierujemy klawiaturą, strzelamy myszką. Do tego dochodzi klawisz specjalnej zdolności, pozwalający włączyć dobrze znany tryb spowolnienia, znany także jako bullet-time. Możemy wtedy spokojnie eliminować przeciwnika. Oczywiście czas jego działania jest ograniczony długością specjalnego paska widocznego na ekranie. Ładuje się go w trakcie rozgrywki, poprzez choćby zabijanie przeciwników. Poza nim na ekranie widać jeszcze standardowe informacje – poziom życia, używana broń, amunicja, pancerz, GPS.

W strzelance nie mogło zabraknąć oczywiście broni. Tej jest kilka rodzajów, jednak bohater w danym momencie może "targać" tylko określony jej rodzaj i ilość. W żaden sposób ograniczenie to jednak nie przeszkadzało mi w zabawie. Wręcz przeciwnie – cieszyłem się, że nie noszę ze sobą całego arsenału. Poruszając się po mapach dodatkowo można natknąć się na apteczki bądź amunicję.

Gra doczekała się polskiej wersji językowej – tym razem przetłumaczono napisy, pozostawiając oryginalną ścieżkę dźwiękową. Bardzo mnie cieszy takie rozwiązanie – szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że odgłosy oraz muzyka idealnie pasują do klimatu rozgrywki.

Można odnieść wrażenie, o którym wspominałem na początku, że F.E.A.R. to typowa strzelanka. Na całe szczęście tak nie jest. Widać to jednak dopiero po krótkiej chwili spędzonej na zabawie. F.E.A.R. to horror "pełną gębą", czerpiący inspiracje głównie z kina japońskiego. I nie chodzi tutaj o hektolitry krwi na ekranie, co o specyficzny klimat. Przeszukując zdemolowane pomieszczenia nagle porusza się krzesło, albo zatrzaskują drzwi. Do tego wózek przejeżdża przez pokój i roztrzaskuje się na ścianie. Gdyby tego było mało, za przeszklonymi drzwiami widać cienie sunące po ścianie. A reszta naszego oddziału jest np. piętro niżej. I nagle bum – w naszą stronę leci zjawa i rozwiewa się parę cm przed naszym nosem. Albo i nie. Pojawiają się dziwne wizje, świat traci kolory. Efekt jest po prostu piorunujący. Grałem w F.E.A.R. późną nocą, dodatkowo ze słuchawkami. Powiem szczerze, że autentycznie można się przestraszyć, a już na pewno kilka razy podskoczyć na krzesełku. Autorzy świetnie prowadzą linie fabularną oraz elementy nadprzyrodzone. Mapy, na których można się pogubić w gąszczu pomieszczeń i korytarzy, nagle nabierają zupełnie innego charakteru – tak miało być. Tytuł (Fear – strach) został bardzo dobrze dobrany.

Z tego też powodu przeciwnikami są nie tylko oddziały złożone z ludzi. Podczas zabawy przyjdzie nam się nam zmierzyć także z różnymi mutantami oraz istotami nadprzyrodzonymi. Na całe szczęście SI przeciwników prezentuje się dość dobrze. Potrafią odpowiednio zareagować na naszą obecność, np. starając się oskrzydlić i wyeliminować zagrożenie. Dodatkowo umieją także korzystać z zalet terenu, na którym walczą. Nieraz obserwowałem, jak ostrzelany przeciwnik chował się za rogiem bądź za jakąś zasłoną.

Co zatem przynosi dodatek? Jeszcze więcej tego samego. Nowy sprzęt, nowa fabuła, nowe przerażające doznania. Nie jest może odkrywczy bądź przełomowy, ale za cenę niecałych 60 złotych zdecydowanie warto zapoznać się z całym pakietem. Gdyby to wszystko było mało, można rozpocząć rozgrywkę multiplayer i grać z żywymi przeciwnikami w dość standardowych trybach. Ciekawostką jest, że całą tę część gry można legalnie i darmowo pobrać z Internetu – nazwano ją F.E.A.R. Combat. Jeśli mam być jednak szczery – to multiplayer mógłby w ogóle nie istnieć. Nijak mnie nie zainteresował, głównie z powodu braku tej otoczki grozy, którą doświadczyłem w trybie dla pojedynczego gracza.

Słowem podsumowania - warto, zdecydowanie. Dzisiaj wymagania sprzętowe już nie szokują tak, jak w dniu premiery. Dzięki temu można podziwiać F.E.A.R. w pełnych detalach. Z drugiej strony, nie należy oczekiwać grafiki na poziomie takich tytułów jak Crysis czy Assassin's Creed. Jeśli jednak ktoś nie chce wydawać aż tylu pieniędzy na dodatek, który w sumie niewiele wnosi poza dalszą linią fabularną, zawsze można kupić F.E.A.R.a w eXtra Klasyce za naprawdę niewielkie pieniądze. Również dodatek można nabyć we wspomnianej serii. Wtedy jednak nie ma co liczyć na drukowany poradnik przejścia gry.

Grafiki pochodzą ze strony dystrybutora gry.

Grę do recenzji udostępniła firma CD Projekt.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę


Ocena: 5.5 / 6



Czytaj również

F.3.A.R.
- recenzja
F.E.A.R. 2
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"przyjdzie nam się nam zmierzyć także z różnymi mutantami"- ej, powaga? musiałem przegapić ;)

w każdym razie: recenzja ciekawa, wypadałoby tylko nadmienić o monotonności lokacji. Niby niewielka wada, ale to trochę denerwujące, gdy połowa pomieszczeń w grze wygląda identycznie (poprzesuwanych biurek, regałów, beczek i krzeseł nie uznaję)
21-07-2008 00:29
Chavez
   
Ocena:
0
"ej, powaga? musiałem przegapić ;)"
No, yyy, tak okreslam wszystko co dziwne w grze ;) Kolesi z trzema rekami i czterema nogami nie uswiadczylem :)

"ypadałoby tylko nadmienić o monotonności lokacji."
Ja to odebralem jako sterylnosc, ktora zawarlem w tekscie. Aczkolwiek tak, masz racje - mozna to tez tak nazwac. Otoczenie jest powtarzalne. Na szczescie nie jest to strasznie uciazliwe w grze, jesli zaczynamy sledzic fabule a nie nastawiamy sie na prosty wygrzew ;)
21-07-2008 00:34
~Shadon

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Szkoda tylko, że wytrzymałośc przeciwników przyprawia miejscami o zgrzytanie zębów. A juz najgorzej jest w dodatkach, kiedy walczymy z przeciwnikami, którzy strzał z rakietnicy przyjmuja na klatę i dalej w nas naparzają... A kiedy jest ich więcej? Save-load...
21-07-2008 03:04
Chavez
    Shadon
Ocena:
0
W sporej ilosci strzelanek tak jest. chocby RtCW, gdzie sa uberzolnierze, wytrzymujacy HS ze snajperki ;)
21-07-2008 14:07
~Shadon

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nie o tym mówię. Silni przeciwnicy są ok, fajnie kombinowac, jak ich pokonac. Ale kiedy nie mają słabych punktów? Dlatego mnie irytuje to, że jedyną bronią przeciw nim jest save/load...
A fakt, faktem, że w dodatkach jest z tym coraz gorzej z FEAR. Az strach pomyslec, co będzie w części drugiej... Tym bardziej, że nasza postać jest dośc krucha i nie potrzebuje wiele, żeby opuścić ten padół łez.
21-07-2008 17:04
Chavez
    Shadon
Ocena:
0
A, w ten sposob. No faktycznie, choc co do drugiej czesci to moze byc roznie. Z jakis powodow w koncu tworcy rozstali sie z wydawca.
21-07-2008 17:16

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.