string(15) ""
» Blog » Erpegowa wyjątkowość
10-09-2022 12:08

Erpegowa wyjątkowość

Odsłony: 264

Erpegowa wyjątkowość

„RPG jest jak teatr, mamy aktorów, wcielamy się w postacie. Ale niezupełnie, bo mamy kostki i karty postaci, nie musimy mieć kostiumów. Ale to nie jest hazard, nie gramy na pieniądze… Tak więc erpegie jest jak planszówka! Ale nie do końca, bo nie gramy dla wygranej przy przegranej; nie rywalizujemy ze sobą. No ok, a może jak gra video, jakiś cRPG? No, prawie, ale gramy przy stole, a nie przed kompem i mamy Mistrza Gry. To czym jest RPG? To zabawa towarzyska! Ale przecież każda zabawa z kimś będzie „towarzyska”? Ummm… czyli jak larp? Prawie, bo nie musimy wychodzić w teren i mamy ten element „G”, prawda?

Przedstawiam wam tekst o tzw. RPG Essentializm - idei, że erpegi nie są takie jak inne erpegi. Czym one są? Czym one nie są? Zapraszam do lektury 

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Paweł Jakubowski
   
Ocena:
0

Przyznam się, że wymiękłem, kiedy zobaczyłem objętość tekstu i, że wcześniej warto zapoznać się z jeszcze jednym tekstem. Może jeszcze wrócę, bo nie raz spotkałem się z problemem: "jak wytłumaczyć, co to jest RPG" :D

Nie myślałeś o kanale YT albo jakichś podcastach? Długie teksty w dzisiejszych czasach, to jednak elitarna forma... kurde, w sumie kto pisze te słowa... XD

10-09-2022 18:57
von Mansfeld
   
Ocena:
0

@Paweł Jakubowski
Zerknąłem raz jeszcze na liczbę znaków i o ile faktycznie jest to 19k znaków (5 tysięcy więcej niż poprzedni tekst o esencjalizmie), nie jest to znów taki ogromny tekst. Niemniej starałem sie, aby ten tekst nie przekroczył 20k znaków. Byłby już za długi. 

Ok, może faktycznie tamto zdanie o zapoznaniu się z poprzednim tekstem brzmi trochę na wyrost.

11-09-2022 08:56
Paweł Jakubowski
   
Ocena:
0

@von Mansfeld w ogóle nie bierz tego do siebie, czasami trzeba o czymś napisać obszernie i tyle. Po prostu wiesz jak jest - pisanie, książki, erpegi i już czasem na lekturę fajnego artykułu nie starcza czasu, a szkoda... 

13-09-2022 22:45
Aesthevizzt
   
Ocena:
+2

Czasem krotka notka blogowa może rozrosnąć się do rozmiarów mikrolicencjatu - vide wpis o La Lloronie ;)

14-09-2022 19:04
Johny
   
Ocena:
+1

Przeczytałem oba artykuły. Ciekawe, daje do myślenia. Moją intuicją jest, że problemy które opisujesz wynikają z tego powodu, że ciężko jest wyjaśnić jak się gra w dowolnego RPGa osobie która nie ma o tym pojęcia. Przynajmniej ze mną tak było. Kolega w szkole dowiedział się, że czytam Władcę Pierścieni i postanowił mnie zaprosić na sesję w Warhammera. Może to dla tego, że wtedy jeszcze nie miałem komputera a internet nie istniał, nie miałem zielonego pojęcia co to może być. No i próbował mi wytłumaczyć. Mimo tego, że zadawałem pytania a on usilnie się starał odpowiedzieć, nie umiałem sobie wyobrazić co to jest za gra, jak to się odbywa, z czym to się je i w ogóle o czym on do mnie mówi.

Dopiero jak zagraliśmy sesję nabrałem jakiego takiego pojęcia jak to namacalnie wygląda. I szczerze mówiąc do dzisiaj jak próbuje wytłumaczyć granie komukolwiek kto nie zna tematu, baaaaardzo ciężko jest to zrobić w sposób zrozumiały. To trochę tak jakbym miał komuś opowiedzieć jak utrzymuję równowagę na rowerze.

Może dlatego większość podręczników nie wprowadza w hobby. Po prostu trudno przedstawić ideę grania samymi słowami.

16-09-2022 21:47
von Mansfeld
   
Ocena:
+1

@Johny
Dostrzegam w tym trochę szersze zagadnienie. Dlaczego erpegi mają w ogóle tłumaczyć dokładnie same siebie?

Przykład planszówek, w tym ich popularności. Formalne definicje gier planszowych nie są używane w towarzystwie, bo nie muszą. W praktyce, mówisz "hej, zagrajmy w planszówki", potem dopowiadasz "posiedzimy razem przy stole, grając w fajną grę z żetonami, kartami i ewentualnie planszą", a prędzej: "mamy takie, a takie gry, są one o tym, spróbujesz?". Innymi słowy, nikt nie próbuje dokładnie opisywać, co się robi "w planszówkach", aby zachęcić kogoś do gry. Robi to odczyt instrukcji, jak już ludzie przysiądą a do stołu. Zachęca się osoby przez proponowanie ich tytułów, wspominanie o tym, jak wiele ich jest do wyboru. Albo wprost się zaprasza do Dixita, Battlestara Galactici, Arkham Horror czy Carcassone, bez emfazy na słowa "To Gra Planszowa".

Planszówki stały się popularne z powodu kombinacji kilku czynników:
 - Od lat 90. XX wieku pojawiły się nowe planszówki, działające inaczej niż Monopoly, Ryzyko czy "turlnij kostka, postaw pionek". Te gry były projektowane pod sumę niezerową tego, co uczestnicy wyciągają z gry.
 - Włożono hajs na produkcję oraz promocję tych gier, głównie w Europie Zachodniej oraz USA.
 - Ludzie zobaczyli, że faktycznie w te planszówki można dobrze się bawić, na rózne sposoby i długości czasu. "To lepsze niż Monopoly, które skłóca rodziny i paczki przyjaciół", rzekłbym. Najzwyczajniej okazało sie, że planszówki oferują ciekawe interakcje oraz potrafią być ekscytujące same w sobie. Można na nich ciekawie spędzić czas z ludźmi.
 - Pojawiło się sprzężenie zwrotne: więcej kreatywnych tytułów, więcej hajsu w hobby, więcej ludzi zapraszających innych ludzi. Formuła Games Roomów, aby otworzyć się na tych, których nie stać na planszówki lub którzy chcą sprawdzić jakiś tytuł przed kupnem. 

Dlaczego więc erpegi nie mogą podążyć podobną drogą? To znaczy, próby są, nie bez powodu Fiasco trafiło do Geek & Sundry, u Wila Wheatona... 

Dlaczego więc erpegi "muszą" jakoś dokładnie siebie tłumaczyć? Po prostu je opiszmy jak "zbieramy się razem na te parę godzin, rozmawiamy o fikcyjnych postaciach i świecie, gramy nimi". A potem "wytłumaczymy ci wszystko na spotkaniu", ewentualnie "gramy w Warhammera, ta gra jest o tym". Nic złożonego, nic skomplikowanego. Nie musimy robić "information dump". Ludzie zapraszający do jakiejś  planszówki nie zawalają informacjami na wejściu. Przede wszystkim, ludzie nie wprowadzają jakiejś górnolotnej idei do grania w planszówki. 

Instrukcja do erpega powinna tylko tłumaczyć, jak grać w konkretna grę. Nie powinna wprowadzać żadnych górnolotnych idei. 

Zauważ, że często erpegowcy maja manierę używać zwrotów takich jak "bo w erpegach jest tak", czy "w erpegach powinno". To nadmierne generalizacje. To odwoływanie się do jakiegoś odgórnego punktu odniesienia, który ma działać w każdym erpegu. No nie działa. Erpegi są zbyt różne, odpowiadają zbyt różnym potrzebom, aby jakaś nadrzędna uniwersalna idea działała. Przykład: PvP jakie może w Apocalypse World zaistnieć na wskutek działania jakiegoś Ruchu na inna postać gracza, nie oznacza, że w innej grze z nurtu PbtA - na przykład Ironsworn - zawsze się gra PvP. W Ironsworn, gracze tylko kooperują ze soba, nawet gra mówi, że postacie graczy są "allies". Blades in the Dark z góry informuje graczy, aby unikali konfrontowania się postaci graczy, w spornych momentach przerwali grę i pogadali jako Gracze. A to tylko przykłady z jednego nurtu w erpegach! 

 

17-09-2022 10:33
Johny
   
Ocena:
+1

Rozumiem, że chciałbyś by RPGi były bardziej jak planszówki. By do każdej gry podchodziło się indywidualnie, zgodnie z jej zasadami i założeniami.

Myślę, że by to się stało, trzeba by jeszcze więcej totalnie oryginalnych gier na rynku. Nikt nie definiuje planszówek, bo zbyt drastycznie się różnią. Granie w jengę i w Mafię na pierwszy rzut oka nie ma ze sobą nic wspólnego.

Rpg mają swoje podobieństwa. Choćby tę przestrzeń wyobrażeniową. A ludzie lubią tworzyć stereotypy i kategorie by łatwiej zrozumieć rzeczywistość. Ty grałeś w zatrzęsienie gier i widzisz mnóstwo różnic. Ale przeciętny gracz pogra w Warhammera i Dedeki i powie że są całkiem podobne.

Dziś byłem na planszówkach w katowickim Spodku. Wielkie targi poświęcone growemu hobby. Z RPGów były wydawnictwa Alis Games, Black Monk, Portal i Mistrz Baśni (i ze dwa sklepy które miały RPG w ofercie). Tymczasem planszówek było zatrzesięnie, cały spodek wypełniony planszówkami. Duże, małe, średnie, dla dwóch, dla ośmiu, imprezowe, rodzinne. Po prostu taka różnorodność, że nie miałem pojęcia co wybrać. Ten ogrom po prostu ciężko jest definiować. Tymczasem RPG zmieniściły się na plus minus 4 stoiskach (nie licząc rozgrywanych sesji). I jako że większość była głównonurtowa były do siebie podobne. Nasze hobbym to nisza w niszy. Różnorodność planszówek nawet laik jak ja zobaczy. W RPG by zobaczyć niuanse trzeba trochę więcej pograć.

Dla mnie planszówki to "książki". Jest mnóstwo rodzajów książek i mówienie o tym co się znajdzie w dowolnej książce w sumie nie ma sensu - są za bardzo różnorodne. Trzeba dopiero otworzyć tę konkretną.

Tymczasem RPGi to "kryminały". Jasne jest wiele różnic w kryminałach, ale jest też za dużo podobieństw by je sobie zostawić tak bez kategoryzowania. To ma swoje zalety - jak lubisz kryminały sięgniesz po książkę reklamowaną jako kryminał. Jeśli będzie za bardzo odbiegać od kryminału będziesz zawiedziony i wyruszysz z nerdowską krucjatą na fora krzycząc że ta książka nie jest prawdziwym kryminałem.

Generalnie, by to zmienić trzeba by się zmierzyć z ludzką tendencję do upraszczania rzeczywistości. Jakoś tak rozciągnąć kategorię rpg, by wszyscy załamali ręce i stwierdzili, że te gry za bardzo się różnią.

Ale może być to trudne. Na świecie żyje miliony Anglików a pewnie wiele osób wierzy, że wszyscy oni lubią herbatę o piątej.

17-09-2022 20:02
von Mansfeld
   
Ocena:
+1

@Johny 

Co do Twojej analogii to z grubsza się zgodzę. Sam format - to co laik widzi - też nie uławia (erpegi - widzi większe lub mniejsze KSIĄŻKI; planszówki - pudła rozmaitych rozmiarów i materiału wykonania, czasami jakieś woreczki czy wręcz plastikowe zestawy-gotowce czy kolekcje kart.

Natomiast skoro wspomniałeś Jengę, to od dłuższego czasu mamy Dread (rpg horror oparty na Jendze). Nie tak dawno przedstawiałem kilka przykładów gier, które niekonwencjonalnie podchodzą do stołu gry oraz rekwizytów na nim. Na przykład, jest taka gra w odkrywanie kto kogo zamordował, poprzez zaznaczanie poszlak na tablicy korkowej i łączenie ich sznurkami (Noirlandia)

Chcę powiedzieć, że już od dobrych 15-20 lat (co najmniej) erpegi zbyt się różnią, aby je definiować inaczej niż poprzez bardzo ogólnikową taksonomię. To już się dzieje, po prostu nie ma wystarczającego przebicia. Innymi słowy: najpóźniej od pojawiania sie Dread (2006 rok!) erpegowcy powinni rzucić te swoje definiowanie w kąt. Dlaczego tego nie zrobili? Przypuszczam, że dalej wierzą w swoje esencjalizmy i wykluczeniowości...

17-09-2022 20:11
Johny
   
Ocena:
+1

Słyszałem o Dread, ale ile osób słyszało o tym tytule? Ile osób w niego grało? Ile takich osób jest w Polsce?

Czasami na Poltku pojawia się zestawienie najlepiej sprzedających się RPGów w USA. I zawsze na pierwszym miejscu są Dedeki które masakrują konkurencje niemal całkowicie dominując rynek. Po nich długo, długo, długo nic nie ma.

W Polsce najgłośniejsze tytuły to Mainstream i to najlepiej nowa edycja czegoś co już zbudowało markę lata temu.

Nie gram dużo w Indie. Ale czy w takich warunkach, te wszystkie kreatywne tytuły mogą wpłynąć na postrzeganie naszego hobby? Ile osób je zna i w nie grywa?

17-09-2022 21:23
Aesthevizzt
   
Ocena:
0

RPG - odgrywanie postaci, aby odpowiedzieć (przeżyć) przygodę i dobrze się bawić.

W dalszej części trzeba przejść do opisu konwencji, uniwersum, mechaniki. Niemniej zgoda - tworzenie definicji to domena starych grzybów zalegajacych na uczelniach i wciskających studentom swoje książkowe wypociny

RPG wyewoluowało z bitweniaków, czyli jakby nie patrzeć planszówek ;)

byłem na planszówkach w katowickim Spodku

Erpegowcy pojechali na Copernicon ;) Niemniej mimo wszystko wydaje mi się, że RPG to nisza, dlatego nie dziwi mnie, że np. Portal zostawił gry fabularne i skupił się na planszówkach. Czemu tak jest - może dlatego, że ludzie nie mają ochoty wertować grubasnych erpegowych podręczników? Może nie mają ochoty na wczuwanie się w postać i nie mają zdolności aktorskich? Może udawanie fikcyjnych bohaterów w fikcyjnych swiatach walczących z fikcyjnymi potworami wydaje się żenująco dziecinne? Może nie mają czasu i ochoty bawić się w długie kampanie tylko wolą szybko niezobowiązującą rozgrywkę? Może czują się przytłoczeni mechaniką?

18-09-2022 13:01

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.