Pamięć zwana imperium
» Recenzje » Endymion - Dan Simmons

Endymion - Dan Simmons


wersja do druku

Kolejny etap hegiry

Autor: Redakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Endymion - Dan Simmons
Hyperion i jego Upadek… to – według mnie – wybitne dowody na to, że określenia "fantastyka" i "literatura piękna" wcale się nie wykluczają; więcej nawet – świetnie do siebie pasują. Obie te powieści, choć wypełnione akcją, zmuszały czytelnika do uruchomienia szarych komórek. Pobudzały wyobraźnie przy pomocy rozbudowanej symboliki, bogatego języka i świetnie wykorzystywanych fragmentów poezji. Czy Endymion, kolejny tom cyklu, jest godnym następcą poprzedników?

Po wyeliminowaniu z życia ludzi Sztucznych Inteligencji i wiążącego się z tym zniszczenia węzłów komunikacyjnych między oddalonymi od siebie o setki lat świetlnych planetami, Hegemonia Człowieka upada. Odradza się jednak religia, która grała w niej rolę marginalną: Kościół katolicki. Trzysta lat po Upadku to właśnie katolicyzm i jego zbrojne ramię, organizacja Pax, nieoficjalnie władają kosmosem – bowiem tylko oni dysponują międzygwiezdnymi statkami. Zresztą dominacja Kościoła opiera się na czymś jeszcze prócz potęgi ekonomicznej – to właśnie on dał ludziom to, o czym marzyli od zawsze: nieśmiertelność. Istnieje jednak coś, co może zakończyć dominację Paxu – zapowiedziana już przed trzystu laty Ta, Która Naucza.

Fabuła Endymiona właściwie bezpośrednio kontynuuje wątki rozpoczęte w dwóch poprzednich częściach cyklu. Choć przy niebagatelnej różnicy trzystu lat mogłoby się to wydawać niemożliwe, to trzeci tom łączy się z poprzednimi bardzo zręcznie. Warto wspomnieć przede wszystkim o świetnie przedstawionych przemianach Kościoła na tle zmieniającego się świata oraz w zabójczym tempie rozwijającym się wątku mesjanistycznym. Dla każdego, kto rozpoczął swoją przygodę z historią Hyperiona, Endymion jest pozycję obowiązkową.

Największą wadą tej powieści jest natomiast akcja – pędząca co prawda na łeb na szyję, ale dosyć jednostajna. Jej monotonię bardzo dobrze maskuje przeplatana narracja, ale mimo wszystko da się wyczuć pewną rutynę: pomiędzy zawiązaniem i rozwiązaniem akcji jest kilka podobnych etapów, różniących się jedynie większymi lub mniejszymi szczegółami.

Twórca Hyperiona kreuje klimat bardzo powoli, ale ten proces sam w sobie jest wręcz fenomenalny. Na pewno wpływ mają na to intrygująca narracja (szczególnie w pierwszej części książki), świetny styl pisarza i pewnego rodzaju wyczucie. Rzadko zdarza się, aby autor potrafił tak dobrze dobrać ilość wątków z wcześniejszych tomów, które warto poruszyć w kontynuacji – Simmons zrobił to wręcz idealnie, dzięki czemu czytelnik mający w pamięci jeszcze poszczególne Opowieści z Hyperiona poczuje się jak w domu. Jednocześnie pisarz świetnie oddał atmosferę patosu otaczającą momenty historyczne dla wszechświata, nie popadając jednocześnie w śmieszność.

Nie wspomniałem jeszcze o jednej, niezwykle ważnej cesze Endymiona – kreacji postaci. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście Enea (czyli Ta, Która Naucza) i bohater tytułowy. Pierwsza to cudownie oddane połączenie dziecka i mesjasza: czasami zachowuje się jak najzwyklejsza dwunastoletnia dziewczynka, czasami toczy filozoficzne dysputy – wszystko to jednak wydaje się naturalne, nie ma w naszej bohaterce sztuczności.

Natomiast Raul Endymion to wymarzony wręcz narrator – pisze z pozycji kronikarskiej (wspomina wydarzenia sprzed lat), potrafiąc kąśliwie komentować swoje postępowanie. Czytelnik razem z nim śmieje się z niektórych uwag, by chwilę potem zamierać w obliczu przerażających zdarzeń. I znowu: wszystko przesycone jest autentyzmem, z łatwością da się zauważyć miłość, z jaką Raul wspomina Eneę.

Postacie drugoplanowe także nie zawodzą. Znowu pojawi się Chyżwar, nasz stary znajomy: znów będzie mordował, znów będzie nam dane poznać kolejne wątki jego historii. Na dużą uwagę zasługuje także Federico de Soya – mogłoby się wydawać, że to swego rodzaju ulubieniec Simmonsa, jako że to właśnie ten żołnierz najczęściej staje przed koniecznością dokonywania kluczowych wyborów.

Kilkakrotnie wspomniałem już o świetnym stylu autora Endymiona – a jest to jedna z kolejnych zalet powieści. Po pierwsze, Raul-narrator to nie tylko świetnie wykreowany bohater – to także gawędziarz i komentator zdarzeń. Narracja to wielki popis pisarza. Po drugie, Simmons to świetny literacki technik – wie, kiedy zwolnić, kiedy przyspieszyć, a kiedy warto uraczyć czytelnika jakimś opisem. Wreszcie po trzecie: autor potrafi bardzo zręcznie wplatać do tekstu liczne metafory i porównania, które czynią powieść jeszcze lepszą.

Endymion to książka, która w pełni zasługuje na wydanie, jakim uraczyło nas wydawnictwo MAG. W oczy rzuca się przede wszystkim wspaniała okładka, twarda oprawa i świetny papier. Wszystko to zostało okraszone jeszcze fenomenalnymi ilustracjami Irka Koniora, które idealnie pasują do klimatu powieści. Jedynym, co może trochę przeszkadzać, jest mały margines wewnętrzny, przez co – szczególnie mniej więcej w połowie książki – tekst ucieka do środka.

We wstępie zapytałem, czy Endymion jest wystarczająco dobry, aby stanąć na półce obok Hyperiona i Upadku Hyperiona – teraz z łatwością mogę odpowiedzieć: zdecydowanie tak! Właściwie to nie powinienem polecać Wam tej powieści; powinienem fanom wcześniejszych części cyklu rozkazać natychmiastowy marsz do księgarni. Inaczej nie wybaczylibyście mi tego, co moglibyście stracić.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
9.5
Ocena recenzenta
8.66
Ocena użytkowników
Średnia z 35 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Endymion
Cykl: Hyperion
Tom: 3
Autor: Dan Simmons
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 14 listopada 2008
Liczba stron: 736
Oprawa: twarda z obwolutą
Format: 135 x 205 mm
ISBN-13: 978-83-7480-112-6
Cena: 55,00 zł



Czytaj również

Triumf Endymiona
Triumfu brak
- recenzja
Endymion
Daleko jeszcze?
- recenzja
Terror
Groza północy
- recenzja
Upadek Hyperiona
Wojna, poezja, spisek i Dzierzba
- recenzja
Terror
Terror na okręcie „Terror”
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Qball
   
Ocena:
0
Przeczytałem i uważam tę ksiażkę za świetną. Ponowne odkrywanie świata z Hyperiona jest niesamowicie fascynujące- możemy poprzez wtręty historyczne w dialogach i monologach narratora śledzić jak przez 300 lat zmieniła sie Hegemonia człowieka, co stało się z planetami o ktorycz czytaliśmy w poprzednich dwóch częściach czy odkrywać co się stalo z pielgrzymami.
Ksiązka wciągnęła mnie chyba bardziej niż dwie poprzednie częsci.

06-01-2009 15:23
Zicocu
   
Ocena:
0
@Qball

A nie miałeś wrażenia, że - mimo wszystko - Endymion to tylko prolog? Prolog fenomenalny, niesamowity wręcz, ale jednak nie "esencja"? Ja właśnie dlatego nie wystawiłem książce dziesiątki - wydaje mi się, że Simmons trochę zbyt mocno kusił czytelnika, a za mało mu dał. Mimo to jednak, Endymion to lektura-cud, nie ma co do tego wątpliwości :P
06-01-2009 16:15
Qball
   
Ocena:
0
Miałem. Ale i tak ma 10, bo to jedna z najlepszych ksiązek jakie czytałem w przeciągu ostatnich dwóch lat :)

Jeśli "Tryumf..." będzie lepszy niż sam "Endymion", to dostanie 10, a w komciach dam mu 11 ;)
06-01-2009 16:29
Alkioneus
   
Ocena:
0
Dałem 'tylko' 9, ale 'Endymion' sam w sobie jest tylko zajawką 'Triumfu'. 'Hyperion' był niby tym samym w stosunku do 'Upadku', ale ratowała go konstrukcja fabuły(opowieści).

No i były gdzieś jakieś przynudzenia w Endymionie - na pewno mniej skondensowany niż pierwowzór.

Tylko 9 i jedna z najlepszych pozycji do ponownego wydania na dzisiejszym rynku.
06-01-2009 17:55
Qball
   
Ocena:
0
Przynudzanie w "Endymionie" jest IMHO tylko wtedy gdy są pierwsze godziny na Sol Draconi Septem i próbują się wydostać z lodowej jaskini.
Więcej przynudzania nie zauważyłem.
06-01-2009 17:58
~garfields

Użytkownik niezarejestrowany
    Swietna powiesc
Ocena:
0
Zgodze sie z przedmowcami ze ksiazka jest niesamowita (czytam cykl kolejny raz, teraz w odswiezonej szacie graficznej - trafnie zrobionej).
Czekam na kolejna czesc i szkoda ze ostatnia.
07-01-2009 10:39
~Qla

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dla mnie ciężko całą tetralogie hyperiona oceniać w oderwaniu.

Całość IMO jest tym dla gatunku space opera, czym kaplica sykstyńska dla sufitów - nie musisz już oglądać innych.
07-01-2009 10:52
Qball
   
Ocena:
0
Dudilaf-->Jak narazie czytałem recenzje. Nie podoba mi sie.

Na podstawie recenzji wystawiasz ocenę, aiight? Fajny jesteś synku...
07-01-2009 17:31
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tu nawet nie chodzi o to czy Ci się podobała recenzja, czypo przeczytaniui 2K10 stron podszedł Ci sty autora itd., ale o to że wystawiłeś ocenę ksiązce której NIE czytałeś. A to nie jest poważne. No chyba że twierdzisz że jest z Ciebie juz taki elitarysta że możesz sobie pozwolić na wystawianie ocen bez czytania, bo po przeczytaniu mozna by było sie czymś zasugerować.
Recenzja może i mówi wiele o książce, ale nigdy nie masz pewności czy czytana recenzja jest dobra i obiektywna. W zasadzie nigdy nie jest obiektywna bo opiera się o gust autora recenzji, a ten może nie lubieć/lubieć danego rodzaju literatury i konkretnego warsztatu literackiego. Mniejsza o to.

Popełniłeś najgorszą zbrodnię w moich oczach - nie zapoznając się z całą ksiązką (która jest trzecim tomem cyklu, mówiąc nawiasem) oceniłeś ją. Oceniłeś ją nie na podstawie fabuły, jakości autentyzmu postaci, warsztatu autora, celności osadzenia w świecie wykreowanym w poprzednich dwóch częściach, trafności spostrzeżeń przemycanych w treści itp. Oceniłes ją na podstawie recenzji i fragmentu który przeczytałeś.
A to jest żenujące.

I dlatego użyłem względem Ciebie słowa "synku", które i tak było najlżejszym z tych które pojawiło się w mojej głowie po zrozumienu co zrobiłeś, a które miałem możliwośc uzyć nie łamaiąc regulaminu.

Więc dobra rada na koniec - przeczytaj cały cykl i dopiero potem oceniaj.
Druga dobra rada - dorośnij bo (prafrazując KRS-One) coz U act like U don't know.
09-01-2009 09:14
~Qball unlogged

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
To wyżej to bylem ja of kors
09-01-2009 09:16
~kaspoo

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Na podstawie recenzji oceniasz ksiazke? Ile ksiazek w zyciiu przeczytales? 10? 12? nie odliczajac szkolnych lektur? Przez takich jak Ty ludzie uwazaja mlodziez za idiotow. Lepiej sie nie wypowiadaj, az Ci mozg nie wykielkuje.
13-02-2009 23:31
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
lepiej wroc to gier trollu i czytaj recenzje na tyle opakowania
13-02-2009 23:36
~cojots

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
TO JEST SPOILER!!!!!!!!!!!!!!

Mam takie pytanie do tych co czytali "Endymiona", a może nawet "Tryumf" (stare przekł. albo oryg.). Nie zgadza mi się jedna sprawa miedzy "Upadkiem" a "Endymionem". Nie wiem czy gdzieś nie zjadłem tekstu (wtedy to zignorowałem, teraz nie mogę znaleźć) ale pismo rzecze, że z drugiego krzyżokształtu odrodził się Hoyt i stał się tym prawym papieżem etc. etc.. Czy w "Upadku" Chyżwar nie usunął z organizmu Dure drugiego krzyżokształtu pozostawiając tylko "jego własny"? Zapytuje, z czego powstał Hoyt? Albo może autor specjalnie utrzymuje w tekście tę rozbieżność i wytłumaczy to w "Tryumfie"?

KONIEC SPOILERA!!!!!!!!!!!!!
23-02-2009 21:51
Qball
   
Ocena:
0
Mnie się nie wydaje żeby Chyżwar usunął z ciała Dure krzyżokształtu. Kurde, teraz mam zagwozdkę.
24-02-2009 20:06
~Kuba

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
UWAGA SPOILER,

w odpowiedzi na pytanie co do dwóch krzyżokształtów - ojca Dure/Lenarta Hoyta - obydwa funkcjonowały naprzemiennie - raz odradzał się Dure następnym razem Hoyt i dlatego po zmartwychwstaniu Dure Pax mordował go, żeby odrodził się Lenart Hoyt, który zostawał papieżem, w końcu przeżywa ojciec Dure. To wynika z Triumfu Endymiona
21-06-2009 15:58
~Beata

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A PROPOS SPOILERA

Chyżwar usunął krzyżokształt Dure. Zostawił krzyżokształt Hoyta, dlatego później "odradzał się Hoyt.
21-07-2009 15:46
~Robcio

Użytkownik niezarejestrowany
    problem
Ocena:
0
jest tak jak mówi beata, jasno było napisane, że gdy Chyżwar pojawił się przy Dure wyrwał mu z piersi jego krzyżokształt. tak przy okazji czy szukaliście wierszy Keats'a? ja przewertowałem cały internet i z moich poszukiwań wynika jasno że nie ma prawie nic Keatsa oprócz "33 wiersze". doszukałem się wzmianki że Jan Kasprowicz tłumaczył jego twórczość lecz w żadnym sklepie internetowym nie znalazłem książki
16-09-2009 22:00

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.