string(15) ""
» Blog » Eliana Valente
04-05-2013 20:05

Eliana Valente

W działach: Monastyr, RPG | Odsłony: 12

Eliana Valente to jedna z moich „odwróconych”, monastyrownych postaci. Obecnie pełni rolę npca. Wydoroślała, dojrzała, zmieniła się w kobietę trawioną przez pasję. I żądzę zemsty. Zaprezentuję tutaj jedynie fragment jej historii związanej z życiem przed ucieczką z domu. Wcześniej jednak chciałabym podkreślić dwie rzeczy: po pierwsze tworząc postaci oraz rody nie trzymam się niewolniczo podręcznika, po drugie – żaden ze mnie literat ;).

Imię i nazwisko: Eliana Valente.
Pochodzenie: Kordyjsko-cynazyjskie.
Wiek: 21.
Herb: Na czerwonej tarczy miecz w słup, po jego bokach cztery złote księżyce po dwa z każdej strony narożami do siebie tworzące okręgi.
Dewiza: Nasza jest siła.
Rodzina: Ojciec - generał Wolfhard Valente.
Matka - generałowa Estelle Valente(z domu Lacroux).
Brat - Ademar Valente.
Wygląd: Niewysoka, jakieś 160 cm wzrostu, drobnej budowy, wąskie biodra. Włosy ma ciemne, sięgające za łopatki, zazwyczaj splecione w warkocz. Duże, granatowe oczy, wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Dziewczyna nie jest żadną wyjątkową pięknością, ot, kolejna ładna, urocza szlachcianeczka.

Aspekty wg mechaniki Fate:
- „Uczucie spali, czego myśl nie złamie…”.
- Poszukiwaczka wyzwań.
- „Bunt to życie, uległość to śmierć”

Chciałabym tutaj podkreślić, jak trudne jest granie postacią, która w aspektach ma cechę „buntownik”. No i jeśli ta postać jest młodą, naiwną, upartą szlachcianką… cóż… podejmowałyśmy masę niezbyt mądrych decyzji :). Kolega grający ze mną wyrywał sobie włosy z głowy, MG był natomiast bardzo usatysfakcjonowany.

Eliana od narodzin była wychowywana w cieple i spokoju rodzinnego domu, trochę rozkapryszona, naiwna, nie mająca pojęcia o świecie "na zewnątrz". Jak na szlachciankę przystało rodzice zadbali, aby otrzymała wszechstronne, typowe dla młodej panienki wykształcenie. Ku rozpaczy matki dziewczynę fascynowały przede wszystkim męskie zajęcia – polowania, strzelectwo, szermierka, jazda konno(cóż… w końca każda monastyrowa postać musi umieć skakać po dachach ;p). Dzieciństwo spędziła głównie u boku brata, to on był jej przyjacielem i wsparciem, jedynym źródłem pocieszenia w trudnym chwilach oraz towarzyszem zabaw. Dom państwa Valente był domem oschłym, w którym gardzono słabością, Ademar był więc dla dziewczyny jedyną opoką.
Eliana z jednej strony odziedziczyła po ojcu kordyjską dumę i stanowczość, jednak cechy te stanowią u niej katalizator negatywnych emocji. Nie lubi być krytykowana(rodzice ciągle to robią), wścieka się, gdy nie postawi na swoim, niechętnie odnosi się do autorytetów. Jest jednak dobrym człowiekiem, chętnie pomaga innym, szuka w życiu jakiegoś celu. Nie wystarczy jej siedzenie w bezpiecznych czterech ścianach, chciałaby coś zrobić, walczyć dla jakiejś idei…
Jej życie zmieniło się, gdy w wieku dwudziestu lat poznała tajemniczego szlachcica, który uwiódł dziewuszkę i rozkochał w sobie. Eliana musiała nieźle się natrudzić, aby ukryć romans, wymykanie się z domu wcale nie było takie łatwe. Czy mężczyzna miał jakiś cel uwodząc dziewczynę? Może był szpiegiem? Może planował dostać się w jakiś sposób do generała? To nie jest teraz istotne. W każdym razie oboje wiedzieli, że w ich wypadku małżeństwo nie jest możliwe, bowiem Costello nie spełniał wymagań państwa Valente. Przede wszystkim miał fatalną reputację i pochodził z podupadającego rodu.
Właściwie wszystko byłoby dobrze, gdyby państwo Valente nie wpadli na fatalny pomysł. Mianowicie doszli do wniosku, że nadszedł czas na wydanie córki za mąż. W końcu Eliana jest już kobietą, zadbano o jej edukację i dobre wychowanie, podczas debiutu na salonach wzbudziła zainteresowanie. Dziewczynie pomysł ten bardzo się nie spodobał, tym bardziej, że kandydatem był szlachcic podobny do jej ojca - surowy, stanowczy, do tego starszy o jakieś siedemnaście lat. I właśnie dlatego Eliana uciekła z domu. Być może był to jedynie chwilowy kaprys, chęć udowodnienia rodzinie, że nikt nie ma prawa rozporządzać jej życiem. Miała zniknąć na dwa, góra trzy dni, ale, jak to w życiu i na sesjach bywa, sytuacja nieco wymknęła się spod kontroli…

Dalsza historia panienki Valente toczyła się już podczas sesji. Jak wspomniałam wcześniej, postać przeszła ogromną metamorfozę, pewne wydarzenia odcisnęły na niej nieodwracalne piętno.

Oto jedna z historyjek stworzona na potrzebę zobrazowania relacji Eliany z jej wujem Vitusem Lacroux.

- Nieprawda! Nigdy nie byłeś w takim miejscu! – Eliana aż zapiszczała z ekscytacji. Vitus zaś machnął niedbale ręką i parsknął obrażony. Wraz ze swoją siostrzenicą już od dobrych kilku godzin siedzieli w salonie przy rozpalonym kominku. Czas spędzali opowiadając najróżniejsze historie, śmiejąc się głośno i zajadając owoce. Nikt im nie przeszkadzał. To był czas, który Vitus poświęcał Elianie i wszyscy doskonale o tym wiedzieli.
- Oczywiście, że byłem! Mieszkali tam ludzie o karnacji ciemnej niczym kordyjskie noce, piękne kobiety, których ciała błyszczały w blasku palącego słońca. Próbowałem potraw, których moja mała księżniczka nigdy nawet nie widziała. – Poczochrał dziewczynę po włosach i zaśmiał się cicho. - I właśnie z tego magicznego miejsce coś ci przywiozłem – Oczy Eliany rozszerzyły się niczym spodki. Czy to możliwe, żeby wujek naprawdę odwiedził takie egzotyczne miejsce? Przecież to niemożliwe! Ale podobno jego handlowe kontakty sięgały daleko, tak przynajmniej opowiadała matka. Podczas gdy Eliana wręcz drżała z ekscytacji na samą myśl o prezencie z egzotycznych krain, Vitus podniósł się z dywanu i podszedł do pudła leżącego na stole, po czym podsunął je dziewczynie pod nos. Z satysfakcją oglądał wyraz twarzy swojej siostrzenicy, gdy ta wyjęła z pudła wspaniałą suknię z fularu. Błękitny materiał był wyjątkowo delikatny, miękki, lejący, gęsto ozdobiony misterną koronką. Każda znająca się na rzeczy szlachcianka zauważyłaby, że wartości tego stroju należy upatrywać przede wszystkim w rzadkiej odmianie jedwabiu. Krój również był wyjątkowy, idealny dla młodej, niezamężnej dziewczyny, jednak odrobinę zbyt mocno eksponujący szyję, ramiona oraz nadmierne podkreślający talię.
- Ojciec będzie zły… - Generał nie pozwalał córce na takie ekstrawagancje, ale suknia była przecież prezentem, więc może tym razem zrobi wyjątek.
- Nie martw się kochanie, wszystko już zostało ustalone. – Vitus mrugnął porozumiewawczo do dziewczyny ale nie wyjaśnił swoich tajemniczych słów. Prawda była taka, że Eliana miała już dwadzieścia lat i została obiecana von Luthenowi, powinna więc zacząć oswajać się ze swoją kobiecością. W końcu niedługo zostanie żoną, matką i panią domu. Według Vitusa państwo Valente zbyt długo czekali z wyborem odpowiedniego kandydata.
- Jak to ustalone?
- To niespodzianka! A teraz maszeruj do stajni, jedziemy na przejażdżkę. – Vitus nie musiał dwa razy powtarzać, Eliana zerwała się z miejsca, aby przygotować Kurarę. Zawsze robiła to sama. Własnoręcznie czyściła swoją klacz, szczotkowała, wyciągała gnój z kopyt, czesała i plotła warkoczyki. Lacroux miał więc jakieś półgodziny na szybką rozmowę generałem.

Eliana wpadła do stajni niczym opętana. To był naprawdę wspaniały dzień! Uwielbiała wizyty wujka Vitusa. Ojciec dawał jej wtedy więcej swobody, mogła słuchać historii, spędzać więcej czasu w siodle, a nawet przysłuchiwać się poważnym rozmowom. Słowem – surowy dom generała Valente stawał się odrobinę cieplejszy.
W stajni nie było nikogo oprócz młodego stajennego, atletycznie zbudowanego i niewiele starszego od Eliany.
- Panienko… - skłonił się nisko widząc córkę generała.
- Nie bądź głupi, co ci mówiłam?
- Eliano – Chłopak uśmiechnął się szeroko, a jego błękitne oczy błyszczały radością. Eliana bardzo mu się podobała, ale przecież nie mógł marzyć nawet o jednym, drobnym pocałunku. Chociaż tak bardzo tego pragnął… był tylko głupim chłopem z gminu, a ona – piękną, dumną szlachcianką, córką człowieka, którego ze wszech stron podziwiano.
- Chodź. Pomożesz mi przy Kurarze.
Tak to zawsze wyglądało. Ona zawsze osobiście przygotowywała klacz, on zaś stał z boku przyglądając się jej ruchom, podawał szczotki, od czasu do czasu opowiedział jakąś historyjkę. Lubił na nią patrzeć. Była niczym postać z bajki, z innego świata, do którego on nigdy nie będzie mieć wstępu. Lubił słuchać jej głosu. Czasem wspólnie nucili ulubione melodie.
- Przyjdź wieczorem, pokażę ci nowego źrebaka. Generał kazał trzymać go w mniejszej stajni.
- Nie mogę, dobrze wiesz. Przyjechał wujek Vitus.
- Wymknij się… - pozwolił sobie musnąć opuszkiem palców jej dłoń odzianą w cienką, skórzaną rękawiczkę. Przeszły go dreszcze… to niemal, jakby dotknął jej nagiej skóry! Już, już miał coś powiedzieć, gdy Eliana cofnęła się przerażona. Zrobił coś nie tak..? Głupiec! Nie powinien! Przecież to panienka Valente, a nie chłopka, którą można tak po prostu wziąć na sianie… Jednak szybko okazało się, że to nie jego gestu dziewczyna się przeraziła. Ktoś położył dłoń na ramieniu chłopca i bardzo mocno zacisnął.
- Śmiesz spoufalać się ze swoją panią? – Głos Vitusa nie był taki, jak zawsze. Gdyby Eliana nie widziała twarzy wuja, to z pewnością nie poznałaby go po tym surowy, tnącym niczym najlepsze ostrze głosie. Zmieniło się również jego oblicze – zaciśnięte usta, zmarszczone czoło mocno poorane zmarszczkami, policzek drgający w nerwowym tiku.
- Idź do siebie Eliano. – Rzucił krótko. Jego złość nie była skierowana na dziewczynę, tylko na tego bezczelnego, durnego chłopa mającego czelność stać tak blisko jego księżniczki. Mówił do niej, patrzył na nią pożądliwie, dotknął jej dłoni swoim brudnym paluchem. Powinien mu za to uciąć rękę.
- Ale… wujku… to nie jego wina!
- Proszę cię kochanie, idź. – Każde słowo zostało wypowiedziane z naciskiem i niezwykle dokładnie, jednak bez cienia złości. Eliana usłuchała. Opuściła głowę i wyszła ze stajni. Wtedy po raz ostatni widziała swojego przyjaciela.

Komentarze


jesykh
   
Ocena:
+1
hm, wolałbym dowiedzieć się jak przebiegało życie bohaterki po ucieczce z domu i co sprawiło, że zmieniła się diametralnie.
Tutaj póki co mamy szkic młodej naiwnej (jeszcze) panienki. Najlepiej jak dla mnie wypada jej wuj, ma potencjał.
04-05-2013 20:17
Emilie_Sand
   
Ocena:
0
Historia po ucieczce również będzie :).
04-05-2013 20:18
jesykh
   
Ocena:
0
musi być:p
04-05-2013 20:22
etcposzukiwacz
   
Ocena:
0
A biedny stajenny przyjaciel nawet się imienia nie doczekał :(
04-05-2013 20:42
Zuhar
   
Ocena:
0
Graliście na oryginalnej mechanice Monastyru, czy na Fate?
04-05-2013 21:33
Emilie_Sand
   
Ocena:
0
Na Fate. Świetnie się sprawdza, przynajmniej dla osób kostkowo upośledzonych - czyli dla mnie ;p.
04-05-2013 21:36
Aesandill
   
Ocena:
0
Czy nazwisko po Catherynne M. Valente?
04-05-2013 21:44
Emilie_Sand
   
Ocena:
0
Oj nie. Szczerze mówiąc już nie pamiętam, gdzie wygrzebałam to nazwisko.
04-05-2013 21:50
Aesandill
   
Ocena:
0
To cofam polecankę ;)
04-05-2013 21:53
Emilie_Sand
   
Ocena:
0
Oooo... Uczyniłeś mnie smutną na resztę wieczoru.
04-05-2013 21:54
nerv0
   
Ocena:
+3
Aes blefuje, nie da się cofnąć polecanki. ;)
04-05-2013 22:02
jesykh
   
Ocena:
+2
stajennym z reguły imię przydaje się jedynie do wypisania na nagrobku z deski. To dosyć niebezpieczny zawód w światach rpg
04-05-2013 22:03
etcposzukiwacz
   
Ocena:
0
@ jesykh
Oczywiste rzeczy są oczywiste... ale czy taki anonim to "przyjaciel"?
04-05-2013 22:12
nerv0
   
Ocena:
0
Właśnie sobie pomyślałem, że stajenny mógłby być niezłym czarnym harakterem do jakiegoś horroru w Monastyrze, albo Warhammerze. Dzięki za mimowolną inspirację. :)
04-05-2013 22:14
jesykh
   
Ocena:
0
@etcposzukiwacz
nie no fakt, imię nie zawadzi. Milej wspominam starego dobrego Hermana, który niesłusznie dostał w ryj prosto z obydwu rur obrzyna, a potem dla pewności widłami w plecy, niż jakiegoś anonimowego wsioka.
Herman był gość, szkoda że trafił na drużynowego socjopatę:D

@nerv0
dobry motyw
04-05-2013 22:28
Emilie_Sand
   
Ocena:
0
Czytając Wasze komentarze zaczynam odczuwać dziwny głów rpgowy, a najbliższa sesja dopiero za trzy tygodnie...
Co do imienia - przyznaję bez bicia - po prostu zapomniałam ;p. Rzeczywiście, gdyby dostał imię i został w ten sposób jeszcze bardziej uczłowieczony, być może niektórzy płakaliby nad jego losem ;p. Niemniej jednak nawet imię nie ocaliłoby go przed gniewem Vitusa Lacroux :D
04-05-2013 22:35
Aesandill
   
Ocena:
0
@ Emilie_Sand i nerv0
Pewnie że blefuje :)
05-05-2013 06:49
earl
   
Ocena:
0
Jak na szlachciankę przystało rodzice zadbali, aby otrzymała wszechstronne, typowe dla młodej panienki wykształcenie.
Andrzej Pilipiuk ma na temat wychowania młodych szlachcianek odmienne zdanie. :)
05-05-2013 10:05
Emilie_Sand
   
Ocena:
0
earl
Opierałam się tutaj głównie na własnej wiedzy historyczno-literackiej(ale podkreślam - historykiem nie jestem ;)). Panienki z dobrych domów musiały znać języki obce(francuski, angielski często języki starożytne), literaturę, gramatykę, powinny również grać na jakimś instrumencie, śpiewać, tańczyć lub przynajmniej malować. Musiały także ładnie się wysławiać, być grzeczne i uległe. Świetnie opisał to Dostojewski w "Idiocie":). Arystokratki i szlachcianki nie posiadały jednak zawodu, przecież nie musiałby pracować, miały być żonami, matkami, ozdobami i monetami przetargowymi.
Dopiero XIX wiek(szczególnie pozytywizm) zweryfikowały taki model wychowania. Niemniej jednak funkcjonował on przez wieki. Gdy nasi panowie polegli najpierw w jednym potem w drugim powstaniu, okazało się, że kobiety bez męskiej opieki i fachu w rękach kończą na ulicy... a potem nastała emancypacja :D.
05-05-2013 10:22
earl
   
Ocena:
0
@ Emilie
Wychowanie kobiet zależało przede wszystkim od miejsca, w którym były wychowywane. Szlachcianki na Kresach, na Podolu, Wołyniu czy w Kurlandii, narażonych na najazdy Tatarów, Kozaków, Moskali czy Szwedów musiały być twarde, by móc bronić swoich majątków i pomagać mężom, ojcom czy braciom. Stąd niejedna niewiasta na tych terenach umiała posługiwać się w jakim takim stopniu bronią palną czy nawet białą, bo od tego mogło zależeć jej życie.
05-05-2013 13:59

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.