» Recenzje » Efendi. Druga arabeska - Jon Courtenay Grimwood

Efendi. Druga arabeska - Jon Courtenay Grimwood


wersja do druku
Efendi. Druga arabeska - Jon Courtenay Grimwood
Kiedy otworzyłem książkę, w oczy rzuciło mi się następujące zdanie: Grimwood to Chandler XXI wieku Bardzo się ucieszyłem, bowiem Raymond Chandler, klasyk amerykańskiego kryminału, którego tzw. porównania chandlerowskie na stałe wpisały się do podstawowych pojęć literatury światowej, to jeden z moich ulubionych pisarzy. Zacząłem czytać z wielkimi oczekiwaniami i... bardzo się zawiodłem. Porównanie Jona Courtenaya Grimwooda do ojca czarnego kryminału jest zupełnie nie na miejscu. Po pierwsze - nie znajdziemy w Efendim tak charakterystycznych dla Chandlera zabiegów stylistycznych, po drugie - Grimwoodowi jeszcze wiele brakuje do osiągnięcia jego kunsztu pisarskiego. Poniższa recenzja będzie krótkim przewodnikiem po tym, czym jest, a czym nie jest niniejsza powieść.

Efendi jest książką z pogranicza trzech gatunków literackich: kryminału, political fiction i science fiction. Przy czym to właśnie elementów tego trzeciego z wymienionych gatunków znajdziemy w niej najwięcej. Nazwałem ją powieścią z pogranicza, ponieważ brak w niej konkretnych wyznaczników któregokolwiek z gatunków. Moim zdaniem spowodowane to jest naprawdę słabo opisanymi realiami świata przedstawionego. Wiemy, że akcja powieści toczy się w Al-Iskandarijji, wolnym mieście w Afryce Północnej. Wiemy również, że I wojna światowa zakończyła się innym rezultatem niż w rzeczywistości i świat arabski stał się jedną z największych potęg. Na tym jednak nasza wiedza praktycznie się kończy. Na kartach powieści nie znajdziemy zbyt wielu odpowiedzi na nurtujące nas pytania, a coraz większa ilość znaków zapytania zaczyna irytować wraz ze zbliżaniem się do końca lektury. Co gorsza, większość informacji o świecie powieści możemy zaczerpnąć z krótkiego streszczenia, znajdującego się na jej okładce. Obecność zaawansowanej technologii również jest jedynie zarysowana, a cała kryminalna intryga odchodzi w cień i staje się tylko pretekstem do ciągnięcia podupadającej fabuły przez ponad 300 stron. Miłośnicy kryminału lub political fiction w stylu Williama Forsythe’a poczują się więc mocno zawiedzeni. Ci natomiast, którzy lubią czytać przeciętne powieści s-f nie powinni narzekać.

Akcja Efendiego opiera się na serii brutalnych morderstw wstrząsających wolnym miastem. Pierwsze z nich zostaje popełnione na terenie posesji należącej do wpływowego gangstera - Hamzy efendiego, który jest kandydatem na teścia głównego bohatera Aszrafa-beja - szefa lokalnej policji. Wszystkie dowody wskazują na to, że ktoś stara się efendiego wrobić i w ten sposób usunąć go ze swojej drogi. Rozpoczyna się śledztwo, komplikowane dodatkowo przez mieszających się w nie przedstawicieli europejskich potęg.

Podstawowym zabiegiem stosowanym przez Grimwooda jest retrospekcja. Z jednej strony jest to zabieg bardzo udany, bowiem zrywa z pewnym stereotypem powieści kryminalnej, z drugiej zaś wydaje się, że taki sposób prowadzenia narracji przerósł jego możliwości. Poszczególne wątki są poplątane. Kolejne nic nie wnoszące sceny mnożą się i mnożą. Dodajmy do tego jeszcze niby oddzielny wątek wojny w Sudanie i otrzymujemy prawdziwe bagno niejasności. Dodatkowo akcja posuwa się w żółwim tempie i można powiedzieć, że przez pierwsze dwieście stron powieści stoi niemal w miejscu. Na szczęście w drugiej połowie książki znacząco przyśpiesza.

Efendiego nie ratuje również główny bohater. Aszraf-bej jest postacią niemal groteskową. Autor przedobrzył, nie mogąc się zdecydować, czy nadać mu rys cynicznego twardziela pokroju Filipa Marlowe, czy też wzruszającego się nad każdą śmiercią filozofa amatora. Dlatego nie mogę polubić tego bohatera. Po prostu go nie rozumiem. Bej potrafi zmusić prostytutkę do brutalnego seksu oralnego, a za niecałe dwadzieścia stron płakać nad zabiciem człowieka, rzucając złapane nietoperze kocurowi na pożarcie. Pachnie mi to gombrowiczowską groteską i niegombrowiczowskim, prawdziwym kiczem. Dodajmy to tego, że bej jest genetycznie zmodyfikowany, ma w głowie supernowoczesny komputer, a będziemy mieli cały obraz przystojnego pana detektywa.

Podsumowując: uznaję Efendiego za powieść nad wyraz przeciętną. Warstwa kryminalna dla kogoś zaczytującego się dziełami Chandlera, Christie lub Doyle’a wyda się czymś żenującym, a ma ona być (podobno) główną osią całej historii. Także zaawansowana technologia czyniąca z powieści coś ocierającego się o realia science fiction wydaje mi się dodana nieco na siłę - po to, aby spotęgować efekt wszechogarniającego chaosu i uczynić z Efendiego popularnonaukową grafomanię w stylu Coelho, w której niewyrobieni czytelnicy odnajdą miliony znaczeń i niezwykłą głębię. Ja jednak nie dałem się tej grafomanii oczarować i wystawiam jej dwa na szynach.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
3.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Efendi - arabeska druga
Cykl: Arabeska
Tom: 2
Autor: Jon Courtenay Grimwood
Wydawca: Solaris
Miejsce wydania: Olsztyn
Data wydania: 2005
Liczba stron: 380
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
ISBN-10: 83-88431-96-X
Cena: 32,00 zł



Czytaj również

Efendi. Druga arabeska - Jon Courtenay Grimwood
Kradnący czas Grimwood
- recenzja
Fellahowie: Trzecia Arabeska - Jon Courtenay Grimwood
My name is Bej. Aszraf-bej.
- recenzja
Fellahowie - Jon Courtenay Grimwood
Koniec wieńczy dzieło
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

~kudłata

Użytkownik niezarejestrowany
    hmmm
Ocena:
0
ale skrajnie się z Tobą nie zgadzam ;-) uzasadnienie w moim tekście.
poza tym recenzje sie fajnie czyta, ale to "bowiem" jednak się Ciebie trzyma ;-)
24-08-2005 09:39
Sting
   
Ocena:
0
Nazwijmy to "bowiem" częścią mojego stylu :P
24-08-2005 11:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.