string(15) ""
» Blog » Dzienniki z sesji
16-11-2011 17:29

Dzienniki z sesji

W działach: Reklama | Odsłony: 1

Czołem,

wrzucam tu dziennik z sesji, pisany przez moją graczkę. Bardzo zależy jej na skomentowaniu, zarówno treści jak i strony merytoryczno-techniczne. Poza tym przykro jej, ze mało kto czyta, a fajnie by było ją do tego zmotywować ;)

 

TU pełna wersja ostatniego wpisu, z rysunkami i całą resztą (i na jej blogu prosułbym o ew. komentarze.) Poniżej zaś fragment.

 

" W Karczmie Wulfa spędziliśmy bardzo przyjemny czas... Wyposażyliśmy się, poznaliśmy się z wcześniej wymienionymi osobnikami. Namówiłam chłopaków, żeby wrócić do tej świątyni, gdzie się obudziliśmy. Tam natknęliśmy się na grupę nekromantów, ich szefem był Batmash (podsłuchaliśmy), ożywili sir Gerharta i teleportowali gdzieś siebie razem z tymi wszystkimi trupami, które tam były. My przeszukując dokładniej świątynie znaleźliśmy zejście do podziemi, gdzie natknęliśmy się na tron ze szkieletem elfa (poznałam po budowie kości). Jeden ze ‘strażników’ – posągów miał wielki elficki miecz, który, po krótkiej rozmowie z owym strażnikiem, przywłaszczył sobie Faust (nazwał go Wykurw i do tej pory nim sieka). Czaszka i kręgosłup elfa miały na sobie jakieś runy, zainteresowało mnie to, były magiczne- wzięliśmy to. (dawało +4 do KP)
Pewnego wieczoru na Karczmę Wulfa napadła banda orków- najemników. W między czasie farbowany krasnolud i człowiek z obandażowaną głową ukradli topór, staraliśmy się im przeszkodzić, ale cóż… Potem ich śledziliśmy, Faust rozszarpał orka, zabiliśmy tego duergara (farbowany krasnolud) i przeszkodziliśmy smokowcowi (ten z bandażami była jakimś potomkiem smoka albo coś podobnego) w jakimś rytuale, a Bjórn obciął mu łapsko, ale uciekła, bestia jedna.
Ferengir wybierał się z powrotem do Miasta w Skale, do ukochanej, córki rządcy, więc wybraliśmy się z nim, ponieważ słyszeliśmy, że mają tam świetnie zaopatrzoną bibliotekę, a chcieliśmy się więcej dowiedzieć o tych nekromantach i Gnijącym Sercu- wnioskowaliśmy, że chcą go wskrzesić.
Musieliśmy się spieszyć, bo robiło się coraz zimniej i lada dzień mógł spaść śnieg.
Już na początku naszej podróży omal nie zginęliśmy walcząc z jakimś liściastym potworem z mackami. Omdleliśmy od nadmiaru magii (wciąż się leczyliśmy za jej pomocą). Wtedy spotkaliśmy Babcię Strzygę, która nas wyleczyła, a mnie nauczyła warzenia naparów. Potem spotkaliśmy zamaskowanych fanatyków Pelora, którzy chcieli zabić Babcię Strzygę, mówili, że naprawdę jest potworem. No i była… a niechęcią im pomogłam.
Tak dotarliśmy do wrzosowisk, czyli połowy drogi do Miasta w Skale.
Na skraju owych wrzosowisk napadły na nas gobliny w towarzystwie ogra i nieźle poturbowały. Mnie i Bjórna porwały do fortu na środku wrzosowisk, gdzie mieszały całym plemieniem. Udało nam się uciec, a w między czasie Faust ruszył nas ratować- spotkaliśmy się w korytarzach fortu- stary, krasnoludzki, dawno opuszczony. Zatłukliśmy większość goblinów- Bjórn ma do nich jakieś uprzedzenie… No, i wtedy Bjórn poznał Alweryka, we śnie. Jakiś kapłan, krasnolud. Czegoś tam od niego chciał."

 

System: DnD 3.5, świat mój własny.

Komentarze pod tą notką zostały zablokowane przez autora.