string(15) ""
» Blog » Dzidą w oko
02-06-2013 21:20

Dzidą w oko

Odsłony: 26

Obejrzałem przed chwilą najnowszego Star Treka w wersji 3D, i na szybko dzielę się wrażeniami.

 

Pierwsze i najważniejsze - nie podobał mi się. Byłem bardzo entuzjastycznie nastawiony po poprzedniej części, więc mój zawód był zaskakujący nawet dla  mnie samego. 

Nie uważam się za jakiegoś szczególnie fanatycznego trekkiego, chyba nawet nie jestem nim w ogóle. Podobało mi się, jak wywrócono świat ST do góry nogami w pierwszej części wznowienia, jak wykopano elementy trącące myszką z TOSa i zinterpretowano świat jeszcze raz.

Abrams zrobił w pierwszym filmie dobrą robotę, chociaż niezbyt go lubiłem za "Lost" i "Heroes".

To co nam zaserwował w części drugiej przypomina jednak ostatnie sezony wyżej wspomnianych seriali - pretekstowa fabuła maskowana efektami specjalnymi i byle jakim zakończeniem.

Niby z jednej strony to Star Trek, on nigdy nie był zbyt skomplikowany fabularnie, ale tutaj Abrams przegiął i to dośc mocno.

Mogę powiedziec tylko jedno dobre słowo o tym filmie - warto go obejrzec w 3D, chociażby dla tytułowej "dzidy w oku". Efekty specjalne są świetne, wrażenie immersji bardzo dobre, chociaż ilośc tego raczej powoduje ból głowy pod koniec filmu - a do najkrótszych on nie należy.

 

HERE BE SPOILERS - czyli zostaliście ostrzeżeni.

 

 

 

Co mnie najbardziej boli, to głupota scenariusza. Idąc do kina liczę na jakąś historię, najlepiej dobrą - tutaj jej własciwie nie było. Film jest wypełniony niepotrzebnymi komplikacjami, których jedynym zadaniem jest dopchac kilka dodatkowych scen eksplozji.

Przykład z samego początku - Spock musi osobiście i własnoręcznie włożyc do lawy w środku wulkanu jakiś "superlód", inaczej planeta pełna dzikusów z dzidami (swoją drogą - biali murzyni? Serio?) się rozpuknie.

Nie wiedziec czemu, Spock musi opuścic się na linie z wahadłowca, który właśnie się psuje od oparów z wulkanu, stanąc na kawałku skały i uruchomic zegar wyzwalacza "superlodu", który ma w walizce.

Oczywiście lina się zrywa, Spock spada na jedyny kawałek skały w morzu ognia,  wahadłowiec musi odleciec, Spock żegna się ze wszystkimi, w tym ze swoją dziewczyną Uhurą, po czym... otwiera walizkę, i ustawia zegar, po czym zamyka oczy i czeka na to, co go pierwsze ogarnie - ogień czy lód.

Niby nic, ale nawet średnio rozgarnięty widz zapyta - "Czemu ten idiota opuszcza się na linie, zamiast nie uruchomic zegara na pokładzie wahadłowca i nie wyrzucic ustrojstwa przez okno?".  

 

Oczywiscie Spock zostaje uratowany, ale w tym celu Kirk musi złamac Pierwszą Dyrektywę. Co znowu powoduje, że Spock składa raport, który powoduje, że Kirkowi odbierają Enterprise i wraca on do kapitana Pike'a.

Fajnie, tylko co z tego, jak za chwilę Kirk znów jest jego kapitanem? Jedyne usprawiedliwienie jakie widzę, to to, że dzieki temu mogliśmy pooglądac więcej wybuchów. Pierwsze w samym wulkanie, drugie w trakcie mordowania Pike'a.

Czy film by coś stracił bez tych dwóch scen? Wizualnie pewnie tak, za to fabularnie byłoby dobre pół godziny więcej na jakieś dialogi czy ciekawe wątki poboczne.

 Inny przykład - czy wiecie, że w uniwersum AbramsTreka fizyka działa inaczej niż u nas? Pewnie że wiecie, w końcu to Star trek, tu się lata w Warpie, używa holodeków, teleporterów i replikatorów.

Ale mi chodzi o taką prostą, newtonowską fizykę.

Otóż ze zdumieniem odkryłem, że gdy Enterprise spada na Ziemię i ma zepsuty moduł pokładowej sztucznej grawitacji, załoga nie znajduje się w stanie nieważkości (jak np w naszych, zwykłych, spadających windach) tylko "spada" jeszcze szybciej - nie daj boże, żeby się statek obrócił tak, że korytarz zamienia się w pionowy szyb - Nieszczęśnik który się nie złapie nagle odkryje, że spada przyspieszając o 1G szybciej, niż statek, w którym spada. Dziwne to, no ale ok - licencja poetica w końcu. Poza tym, gdyby Abrams użył naszej, nudnej fizyki, stracilibyśmy kilka minut bohaterskiego przedzierania sie Kirka i Scotty'ego, którzy muszą walczyc nie tylko z czasem, ale jeszcze z tą dziwaczną grawitacją, która zbiera srogie żniwo wśród załogantów Enterprise - co chwila zobaczmy malowniczo spadające koło Kirka ludziki.

 

Kirk umiera w tym filmie - ale po całej tej serii wybuchów i strzelanek to już nawet nie dziwi. Umiera bohatersko, odpalając reaktor warp z kopa (dosłownie, jakby motocykl odpalał) by uratowac Enterprise przed spadaniem. Promieniowanie robi swoje.

Co ciekawe, jego śmierc jest lustrzanym odbiciem śmierci Spocka w "Gniewie Khana" (o Khanie za chwilę), gdy przez szybkę z Kirkiem podają sobie ręce.  

No ale wiemy, że Kirk długo trupkiem nie będzie, bo widz przecież wie, że Bones pobrał krew superherosa Khana, która potrafi wskrzeszac zmarłych.

Dziwne jest tylko to, że to musi byc krew Khana, który właśnie rozwalił połowę San Francisco awaryjnie lądując w nim mroczną wersją Enterprise - D (tego z TNG), a nie krew jednego z 72 augmentów, których doktorek wygodnie trzyma w lodzie na pokładzie Enterprise.

 

Oczywiście, głupi ja, przecież to musi byc krew samego Khana, bo bez tego nie byłoby epickiej bijatyki na dymiących, latających śmieciarkach  w SanFran, gdzie Spock pokazuje wszystkim, że półelf z Volkana jest równym przeciwnikiem dla Supermana/Khana. Spock oczywiście musi go dostarczyc żywego na statek, inaczej Kirk będzie naprawdę martwy.

 

Takich głupot jest więcej, dużo więcej, powstają tylko po to, by uzasadnic jakąś efektowną scenkę, chociaż fabularnie są po prostu do niczego.

 

Khan - Tak, myśleliście, że Benedict Cumberbath to jakiś Romulanin po operacji plastycznej (albo adoptowany Klingon?).

Nie, to Khan, stary, dobry Khan Noonien Singh, tak wdzięcznie odtworzony przez Ricarda Montalban w TOSie. Co prawda trochę inny, bo wcześniej służył w brytyjskim supertajnym wydziale Gwiezdnej Floty, kontynuując tradycje Jamesa Bonda. Potem okazuje się, że jest także Supermanem, którego można bez skutku lac po pysku, który przezywa zderzenie własnym ciałem z jakimś śmieciem kosmicznym wielkości autobusu, rozbicie się w San Francisco... no macie obrazek. Jest nawet odporny na "Vulcan Neck Pinch"(TM). Co ciekawe, w 2/3 filmu można go ogłuszyc jednym strzałem z fazera, gdy używa go Scotty, ale gdy Saladna do niego pruje z tego samego urządzenia, nie robi to na nim większego wrażenia. Pewnie się uodpornił czy coś.

 

W sumie, tajemnicą pozostaje to, po co teleportuje się na Kronosa (dom Klingonów), tuż po tym, gdy Kirk rozwala jego "śmigłowiec szturmowy" przy pomocy węża strażackiego i hydrantu. Tzn pozostawałoby, gdyby nie wziąc poprawki na to, że przecież to wszystko zaplanowali ludzie, którzy nie spodziewali się "szturmowego śmigłowca", który miał ich zabic. Potem Kirk (znów kapitan, bo biedny Pike ataku nie przeżył) leci na Kronosa by złapac sprawcę. Podobno może go namierzyc i wyeliminowac specjalną torpedą. Na wszelki wypadek ładują mu więc ich na pokład... 72.

Potem okazuje się, że całą akcję przejrzał jeszcze bardziej Khan, który w tych torpedach ukrył swoich zamrożonych znajomych z Botany Bay.

Ukrył, a mógł ożywic, i przejąc władzę nad Ziemią, flotą i kosmosem.

Nie zrobił tego, bo jakby zrobił, to by nie było filmu.

 

Mógłbym tak długo.

Ci z was, którzy to przeczytali, a nie widzieli pewnie się łapią za głowę - jak to? Węże strażackie? Walka na latających śmieciarkach? Rozwalenie San Francisco (spoko, tylko w jednym kwartale - tuż obok ludzie jakby nigdy nic chodzą sobie po hallu jakiegoś wieżowca)? Superman? James Bond? Mroczny Enterprise -D? Krew przywracająca życie? Serio?

 

Tak.

I wybuchy, wybuchy, wybuchy. Gorzej niż w Goldeneye i Szklanej Pułapce 4. Serio.

Ci co widzieli, pewnie też się złapali za głowę.

 

Na koniec - gołe baby. Nie było oczywiście, jest tylko jedna scena rozbierana, a własciwie "przebierana", którą zamieściłem wam na zdjęciu - trwa ona jakieś 3 sekundy i jest raczej statyczna.

Druga scena, nazwijmy ją "łóżkową", to Kirk z dwiema małpkami (to nie seksistowskie określenie kobiet - to naprawdę takie małpiatki z ogonami) w łóżku, oczywiście wszyscy w przepisowej sportwej bieliźnie i pod kołdrą. 

 

Ale dzida w oko widza była fajna - na ile zmogłem zauważyc, wszyscy w mojej okolicy odruchowo rzucili się w bok, by jej uniknąc. Fajny myk.

 

Nie polecam.

Normalnie poradziłbym poczekac na DVD, ale na DVD to jeszcze bardziej nie ma sensu - 3D to wszystko, co ma jakąś wartośc w tym filmie.

 

 PS - z przerażeniem zobaczyłem przed tym filmem trailer "Człowieka ze Stali", którego będzie produkował Nolan.

Mój apel, może jakoś do niego dotrze - Gościu, spieprzyłeś już Batmana, ręce precz od Supermana. Serio.

2
Notka polecana przez: Kratistos, Obca
Poleć innym tę notkę

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

szelest
   
Ocena:
0
Star Treka obejrzę i tak.
A do apelu się przyłączam.
02-06-2013 21:25
~Christopher Nolan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+16
Nie oceniaj po trailerze mojego nowego filmu. Wiem, że Batmany Ci nie przypadły do gustu, ale to nie powód, by tak od razu skreślać mój następny obraz. Proszę, daj mu szansę, bo podczas kręcenia wziąłem sobie do serca Twoje poprzednie uwagi.

Pozdrawiam,

Chris
02-06-2013 21:27
56323

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Zamiast chodzić na denne filmy do kina graj w Woda - moja złota myśl na dziś dla ciebie!
02-06-2013 21:38
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Dzięki za nią. Jednakże WODa nie grywam od końca XX wieku.
02-06-2013 21:43
Aravial Nalambar
   
Ocena:
0
Naprawdę jesteś juz stary Zigzaku :>
02-06-2013 22:20
mr_mond
   
Ocena:
0
Cumberbatch nazywa się Benedict btw.
02-06-2013 22:21
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Racja, poprawiam
02-06-2013 22:27
KFC
   
Ocena:
+1
Dzida w oko była spocko ;)
Ja muszę jeszcze raz pójść bo połowę filmu przespałem, pewnie wiele nie straciłem, ale cóż tak to bywa w moim wieku na seansach po północy... ;)
02-06-2013 22:49
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Mnie się podobali "biali murzyni". A "małpiatki" w łóżku Kirka były chyba ukłonem w stronę ludzi rysujących nieletnie furries :)
02-06-2013 23:34
nerv0
   
Ocena:
0
@up
Szkoda, że nie lubię Star Treka. :)
03-06-2013 08:23
Hastour
   
Ocena:
0
Dopiero teraz obejrzałem poprzedniego Star Treka Abramsa. I o ile w sumie nieźle się bawiłem, to miałem spory problem z zawieszeniem niewiary. Nawet nie z pomysłami typu kieszonkowa czarna dziura, bo to niewątpliwie element konwencji, raczej z czymś takim: "elitarna grupa abordażowa w składzie kapitan statku + pierwszy oficer". Choć starałem się sobie tłumaczyć, że to też element konwencji (czy raczej wymogów dramaturgii), by angażować głównych bohaterów we wszystko, co się da, chyba żaden serial tego nie unika.

Ale widzę z powyższego tekstu, że nowy Star Trek będzie jeszcze cięższy do przełknięcia.
03-06-2013 09:47
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Dla mnie akurat to, że najważniejsi na statku najbardziej się narażają jest ok - tzn zgodne z konwencją. Gorzej z resztą, przede wszystkim produkowaniem niepotrzebnych z punktu fabuły wątków tylko po to, by wcisnąć kolejną scenę z efektami specjalnymi.
03-06-2013 10:53
leto_ii
   
Ocena:
+2
Mnie się podobało - fakt, momentami nie było może logiki, ale WTF, nie po to szedłem do kina, aby wszystko analizować i wytykać, że tak to się nie da... To jest Savage Worlds, brawurowo i grywalnie, a nie Kryształy czasu i mega realistycznie :)

Podobało mi się, tak samo jak podoba mi się The Wanted - tam też można się duuuużo czepiać jeśli chodzi o realizm.

To jest film, z gatunku rozrywkowego - mnie zapewnił rozrywkę i polecam wszystkim, którzy poprzednią część polubili.

Fanem ST nie jestem, nie widziałem ani jednego sezonu serialu (któregokolwiek) tylko pojedyncze odcinki, tak samo filmy pełnometrażowe też tylko niektóre oglądałem. Nowe podejście do ST mi się podoba - może dlatego, że nie mam bagażu poprzednich wersji.

W tej odsłonie ST jest jeszcze więcej humoru niż w poprzedniej części, dialogi między Spockiem a resztą załogi są jeszcze zabawniejsze.

Natomiast 3D nie zrobiło na mnie wrażenia, jedyne co w 3D zapamiętałem to dzidy - nawet nie wiem czy coś jeszcze było tam porządnie w 3D zrobione, a okazji mieli na prawdę wiele.

A co do Supermana - ja dokładnie przeciwnie, czekam z niecierpliwością na jego nową odsłonę :)

Gusta mamy różne, ale kochamy podobne kino i tym optymistycznym akcenem kończę :)

Dzięki za recenzję!
03-06-2013 13:08
Z Enterprise
   
Ocena:
0
@leto
Ten humor dla mnie był raczej w stylu sucharowym, ot, trochę odnośników do oryginału, takie "Chekov, put on redshirt" (i przerażone oczy Chekova), czy kolejny sucharek w stylu "Damn it, Jim, im a doctor not a...(wstaw dowolne)". Było też kilka "śmiesznych scenek" dla ludzi nie łapiących kontekstu ST, jak awantura domowa Spocka i PMSowa połajanka Uhury. Nie mówię, że nie było śmiesznie momentami, ale ten uśmiech to u mnie raczej był taki wymuszony.

Co do Supermana zaś - inne gusta, jasne. W tym względzie diametralnie inne. :)
03-06-2013 14:24
leto_ii
   
Ocena:
0
@Z Enterprise
Tak z ciekawości, a jakiego Supermana chciałbyś obejrzeć? Jakie filmy by przypominał, jak by był nakręcony? Chyba nie powiesz, ze wizja Nolana nie jest epsza niż ostatni Superman jaki był na ekranach kin.
03-06-2013 17:33
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Każdego innego niż tego Nolana :)
Serio. Ja już o tym wielokrotnie przy okazjach ochów i achów nad kolejnymi odsłonami "mrocznego rycerza" mówiłem.
To co zrobił Nolan Batmanowi można przyrównać chyba tylko do kastracji. Dla mnie Batman na zawsze pozostanie ten Burtonowski, z Michaelem Keatonem - lekko psychodeliczny, przerysowany, karykaturalny, straszny w taki śmieszny sposób, no i o odpowiednim poziomie "płytkości" - to w końcu zekranizowany komiks, kolorowe obrazki z ciekawą, ale niezbyt głęboką historią.
Idealnie uchwycona konwencja komiksu, po prostu. I jak dla mnie, najlepsza ekranizacja komiksowa do dziś.

Taki odpowiednik w Supermanie nie powstał, a szkoda.

Ale na pewno nie chciałbym, żeby był wybebeszony przez Nolana.
Jest jeszcze nadzieja, bo "Mężczyznę Ze Stali" kręci Snyder (Nolan jest "tylko" producentem), który ma na swoim koncie moje numero doux kina superbohaterskiego, czyli "The Watchmen". Jeśli Nolan nie wtryni się w reżyserkę Snydera, jest jeszcze nadzieja. Ale wątpię.
03-06-2013 19:30
banracy
   
Ocena:
+1
Filmy Burtona to bardziej remake serialu Adama Westa w wersji dla Gothów niż ekranizacja komiksu. Serial animowany to chyba najbardziej wydestylowana wersja postaci, Arkham Asylum/
City było bardzo blisko ale przegięli z mrokiem przez co mamy Batmana w wersji hardcore. Wsztyscy ubierają się jak żulernia/dziwki i prawie każdy złoczyńca jest psychopatycznym mordercą, którego jedynym celem w życiu zaciukać jak najwięcej ludzi bez żadnego powodu. Jak zobaczyłem Pingwina-kloszarda myślałem, że spadnę z krzesła.

EDIT: Jakby kogoś interesowało to serial z Adamem Westem polecam, prawdziwa symfonia kiczu.
03-06-2013 20:05
Z Enterprise
   
Ocena:
0
przegięli z mrokiem przez co mamy Batmana w wersji hardcore. Wsztyscy ubierają się jak żulernia/dziwki i prawie każdy złoczyńca jest psychopatycznym mordercą, którego jedynym celem w życiu zaciukać jak najwięcej ludzi bez żadnego powodu.

"lekko psychodeliczny, przerysowany, karykaturalny, straszny w taki śmieszny sposób" - dokładnie tak, jak mówiłem, i tak jak lubię :)

I przyznam, taki Batman do mnie przemawia, na swój sposób ma sens. Dla mnie komiks (w wersji Millera), film wersja Burtona i TAS (no i Beyond) nadają na podobnym poziomie, IMHO - mistrzowskim.

Adama Westa zmęczyłem kilka odcinków - też psychodela, ale raczej negatywna :)
03-06-2013 20:27
Wiron
   
Ocena:
+2
Film rzeczywiście jest strasznie płytki fabularnie i ma masę głupotek. Ale nie zgodzę się z tym że pierwsze dwie sceny są wciśnięte na siłę. Pierwsza pokazuje że Federacja nie toleruje łamania regulaminu nawet z powodu najszczytniejszych celów. To pokazuje że zleceni Kirowi nielegalnej misji nie jest czymś normalnym. Druga scena daje Kirkowi osobistą motywacje, chęć zemsty która pozwala mu przyjąć nielegalne zadanie.

A co do Supermena - w zwiastunie wyraźnie widać że nie nosi majtek na spodniach, co jasno wskazuje że reżyser nie zrozumiał postaci ;)
04-06-2013 15:02
KFC
   
Ocena:
+1
Ja byłem drugi raz i jeśli nie szukać za mocno dziury w całym to historyjka jakoś się kupy trzyma, i tak dużo większy zawód miałem po Prometeuszu. A tutaj w konwencji Star Treka moim zdaniem nie ma co aż tak się czepiać szczegółów.

Daje filmowi słabą czwórkę. Za niewymagające myślenia widowisko :P
06-06-2013 18:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.