string(15) ""
» Blog » Dwa słowa o Tolkienie
28-08-2010 23:05

Dwa słowa o Tolkienie

W działach: Książki, Fanboj i Życie | Odsłony: 541

Od bardzo dawna, chyba wręcz od momentu, w którym modny zrobił się Sapkowski (czyli pewnie ze 20 lat) trwa w Polsce moda na krytykowanie twórczości J. R. R. Tolkiena. Zarzuca mu się wiele wad, co poniekąd nie jest dziwne. Tolkien bowiem, jak każdy pisarz popełniał sporo błędów, a jego twórczość jest dość specyficzna. Jednak większość prób krytyki tego autora mnie w najlepszym razie irytuje w najgorszym śmieszy. Także nie jest to niczym dziwnym, człowiek inteligentny bowiem czuje irytacje, gdy natyka się na jawną głupotę, a gdy głupota jest nie tylko jawna, ale też szczególnie okazała śmieje się i puka w czoło. A niestety większość tego typu krytyki tonie w głupotach.


Problem w porównywaniu Tolkiena do Sapkowskiego, Kressa, Martina czy Ericksonna (bo takie porónania są najmodniejsze), w niektórych wypadkach też do Salvatore, (ale o tym ostatnim nie będziemy rozmawiać, bo istnieje poziom, który jednak należy przemilczeć) polega na tym, że te zwykle nie są zbyt przenikliwe i niestety wyglądają jak czynione przez osoby, które nie za bardzo rozumieją o czym są obie książki, zwyczajnie się czepiają, a często też nie znają twórczości Tolkiena.


Jak łatwo zgadnąć moja notka ma być ma stanowić odpowiedź na najczęstsze (i w mojej opinii najgłupsze) zarzuty. Tak więc:


1) Postacie Tolkiena, w odróżnieniu od postaci X są czarno – białe i cukierkowe


Powód jest taki, że bohaterom innych powieści zdarza się mordować, rabować, gwałcić, zdradzać i zarzynać. Postacie Tolkiena są natomiast czyste jak łza i nikt przez całego Władcę Pierścieni (Sirmarilion i Hobbit są już zwykle olewane) nawet nie pomyślał o gwałcie.


Ja odniosłem przede wszystkim wrażenie, że postacie Tolkiena, w odróżnieniu od postaci Sapkowskiego, Kressa, Martina, Ericksona i innych twórców, którzy mają go rzekomo deklasować są dość normalne. Tzn. to w miarę normalni, zdrowi na umyśle i wychowani w zwykłych warunkach ludzie, elfy i krasnoludy w wieku od młodego, przez średni po starczy, wywodzący się z różnych warstw społeczeństwa, przed swoją wyprawą wiodący mniej lub bardziej poukładany tryb życia. Po prostu: cztery normalne hobbity, dwóch normalnych ludzi, jeden normalny elf, krasnolud i Gandalf.


Po drugiej stronie mamy natomiast całą mieszankę dzieci i członków rodzin patologicznych, dysfunkcyjnych i rozbitych, bandytów, kryminalistów – recydywistów, wielokrotnych morderców, faceta, który sypia z własną siostrą i wiedźmina Geralta. Wiedźmin Geralt, ze swoją buntowniczą postawą typową dla młodocianych bandytów z problemami szkolnymi jest zwyczajnie człowiekiem emocjonalnie niedojrzałym.


Oczywiście nie zrozumcie mnie źle. Wiedźmin jest fajny między innymi dlatego, że jest emo. „Pieśń Lodu i Ognia”: dlatego, że tam każdy morduje się z każdym. Dlaczego fajna jest Malazjańska nie wiem, bo mi nie przypadła do gustu. Musimy jednak zwrócić uwagę na fakt, że te postacie nie są barwne. Są przejaskrawione.


Widzicie: w prawdziwym, dorosłym życiu (często krytycy Tolkiena nazywają książki przeciwstawianych mu osób właśnie dorosłymi) tak naprawdę mało kto popełnia ciężkie przestępstwa kryminalne (jak np. gwałt czy morderstwo), dokonuje bardzo ciężkiej zdrady, w wyniku którejś ginie inna osoba, albo sypia z własną siostrą. Owszem, takie rzeczy się zdarzają, jednak nie są zbyt częste. Zajrzyjcie choćby na Policja.pl. To portal, na którym Policja chwali się swoimi sukcesami. Ile tam jest doniesień o schwytanych lub wykrytych morderstwach, a ile informacji o tym, że złapano nietrzeźwego kierowce, dilera lub złodzieja – półdebila? Dobre 90% newsów z tego serwisu to drobnica. Tacy naprawdę groźni i popisowi przestępcy to rzadkości.


Postacie wymienionych autorów to bardzo często właśnie tacy, popisowi przestępcy, ludzie dość wyraźnie odstający od typowych zachowań społecznych. Bohaterowie Tolkiena: postępują podobnie, jak zwykli ludzie z ulicy. Tacy, którzy raczej nie kradną, raczej nie mordują, raczej dotrzymują słowa, raczej też nie sypiają z własnymi siostrami.


To właśnie dlatego hobbity nie ufały Aragornowi i z początku się go bały. Gdyby do was w barze podszedł uzbrojony w kałasza rusek (bo mniej – więcej tak w ich oczach musiał się prezentować Aragorn) i zaczął recytować poezję, to zaprosilibyście go do towarzystwa? To właśnie też dlatego zdrada Boromira jest tak przejmująca. Bo to normalny człowiek, który prawdopodobnie nic do tej pory nie ukradł, a teraz wpadł na nowy pomysł. Podobnie ma się sprawa z Denethorem i resztą postaci.


Zresztą, jeśli wgłębić się dalej w Tolkiena i zabrać np. za Sirmarilion, to wychodzi na to, że Sauron i Morgoth też są osobami dość normalnymi. Obaj stanowią drani z krwi i kości, ale są to zwykłe osoby, które z czasem zstąpiły na złą ścieżkę. To nie są psychopaci i szaleńcy (co nie znaczy, że takich w świecie Tolkiena nie ma, np. Feanor ma typową osobowość psychopatyczną), tylko dwaj faceci, których chciwość sprowadziła na złą drogę. Zauważcie: Sauron nawet żałował (choć najpewniej ze strachu przed karą) i próbował odkupić swoje winy.


Zauważyć należy jeszcze jedną rzecz. W drużynie pierścienia nie wszyscy są normalni i kryształowo czyści. Z całą pewnością nienormalnym i wrednym knujem był Gandalf.


Gdybym był Bilbem Baginnsem, to zaraz po powrocie z wiadomej wyprawy zakupiłbym rottweilera, albo dwa właśnie na ewentualną okazję ponownej wizyty Gandalfa. Nie wiem, czy próbowaliście rozpatrywać działania Gandalfa w aspekcie moralno-etycznym. Frodo we Władcy jest nim wyraźnie zafascynowany i go wybiela. Jednak już Bilbo ma zdrowsze podejście. Gandalf w pierwszej kolejności to krętacz, oszust i kombinator stosujący psychomanipulacje oraz szereg brudnych sztuczek. Zwróćcie uwagę na jego zachowanie w Hobbicie (zwłaszcza w kontekście wiadomości z dodatków do Władcy Pierścieni). Przecież on podstępem wmanipulował biednego Bilbo w całą tą wyprawę doprowadzając niemal do jego uprowadzenia przez krasnoludy. Krasnoludy, którymi nawiasem mówiąc też manipulował, grając na ich resentymencie do Smauga i wysyłając je na pewną śmierć, bo Gandalfowi było akurat na rękę, żeby smok był gdzieś indziej, kiedy Biała Rada będzie robić rozwałkę w Dol Guldur.


Zauważcie, jak Gandalfa traktowano w Rohanie i Gondorze. Przecież tam wszyscy świetnie wiedzieli, co to za jeden i nie byli tak naiwni, jak Frodo. Biały czarodziej się znalazł, mać jego gamratka...


Nawiasem mówiąc bardzo podobne wrażenie, jak Gandalf próbuje robić książkowy Dumbledore z Harrego Pottera. Przy czym jednak Dumbledore ostatecznie okazuje się nie ekscentrycznym mędrcem, a być może potężnym czarodziejem, ale też ciężkim świrem, idiotą oraz osobą totalnie nieodpowiedzialną i wręcz podżegającą innych do podobnego braku odpowiedzialności, przy tym nepotom i intrygantem. Gandalf w odróżnieniu od niego jest przynajmniej faktycznie mądrym kawałem sukinsyna.


2) ...i nie uprawiają seksu


Nie piją też na umór i nie zażywają narkotyków. Jednak skoncentrujmy się na tym seksie. Pytanie brzmi: a z kim mają to robić? Z Golumem?


Zauważcie: Drużynę Pierścienia tworzą cztery normalne hobbity, krasnolud, dwóch ludzi (z których jeden dość szybko ginie) i Gandalf. Słowo „normalny” w tym wypadku oznacza „pozbawiony dewiacji”. Tak więc: Gandalf pewnie z racji zaawansowanego wieku i tak jest już impotentem, każda napotkana (nie, żeby ich dużo spotkali, o czym będzie w punkcie trzecim) przez drużynę baba jest prawdopodobnie 2 razy za duża jak na gust pięciu jej członków, a w oczach Legolasa natomiast wygląda jak Homo Sapiens Neandertalus, bo należy do odrębnego gatunku lub jak własna babcia (Galandriela). Boromir umiera, nim ma okazję spotkać z babom inną, niż Galandriela (w której oczach sam wygląda, jak neandertalczyk). Zostaje tylko Aragorn, który faktycznie skacze z kwiatka na kwiatek.


Wódy też popić za bardzo nie mogą, bo Gandalf to trochę inny czarodziej, niż Jakub Wędrowycz i nie potrafi pędzić bimbru ze sznurka. W odróżnieniu też od tego, co chcieliby hipisi fajkowe ziele to też nie maryśka.


Jednak nie jest prawdą, że bohaterowie Tolkiena są czyści jak łza i prowadzą zdrowy tryb życia jak Smerfy. Przeciwnie: jeden w jeden to uzależniony od tytoniu nikotynista. Chyba nawet kucyk kurzył po kontach.


3) Świat Tolkiena jest nierealistyczny bo...


Bo drużyna podróżując po Śródziemiu nie napotyka banków, karczm, zamtuzów, gildii, cechów, ani nawet wędrownych kupców i karawan kupieckich. Światy jego konkurentów żyją, a bohaterowie spotykają na swojej drodze wiele miejsc i osób z tego gatunku.


Pomińmy fakt, że Władca Pierścieni jest powieścią o wyprawie grupy ludzi celem wrzucenia pierścienia do wulkanu. Pomińmy fakt, że znaczna część akcji dzieje się na terenach Gondoru i Rohanu, które wzorowane są na państwach wczesnośredniowiecznych. Czyli stojących na stopniu rozwoju, w którym kupiectwo, bankierstwo, miasta i w ogóle gospodarka pieniężna były bardzo słabo rozwinięte (więc banków i zakładów usługowych spotyka się niewiele). Ba! W tym okresie nie było nawet zbyt wiele świątyń i kościołów (co u Tolkiena też widać). Jednak ten fakt też pomińmy.


Skupmy się na tym, którędy wędruje Drużyna Pierścienia. Otóż:


Drużyna pierścienia startuje z Hobbitonu i wędruje do Bree. W 1/10 drogi skręca w dziki las, którego normalne hobbity się boją z powodu żyjących tam potworów i przez jednego z tych potworów (wredną wierzbę) mało nie zostaje zeżarta. Potem trafia pod opanowane przez nieumarłych kurhany. Następnie trafia do Bree, zapomnianej przez ludzi i Bogów wioski pośrodku niczego. W towarzystwie Aragorna wyrusza w stronę Rivendell, kolejnej dziury pośrodku niczego. Wlecze się tam nie głównym traktem, tylko bezdrożami, przez bagna i ruiny, docierając na miejsce cudem.


Z Rivendel rusza do Rohanu. Czyli państwa, które wedle wszelkich pogłosek stało się nagle krajem bandyckim i zaczęło wojować ze wszystkimi wokół. Droga wiedzie przez dwie niemożliwe do sforsowania przełęcze, które faktycznie okazują się niemożliwe do sforsowania, a następnie, gdy wszystko już zawodzi: przez opanowane przez wilki pustkowia, siedzibę wodnego potwora i zamieszkane przez orków i demony, podziemne ruiny dawno opuszczonego, krasnoludzkiego miasta (szkoda, że tam jeszcze nieumarłych nie było). Z stamtąd trafia do Lorien.


Lorien jak pamiętamy z książki ma parszywą opinię. Żaden człowiek, który tam się udał w ciągu kilku ostatnich stuleci nie powrócił. Sprawiać ma to czar wiedźmy Galandrielli. Gdy już odchodzą trafiają do Rohanu i Gondoru. Oba państwa są właśnie w stanie wojny i postępującego rozpadu. Tu drużyna się rozdziela. Jedna jej część trafia najpierw do Fangoru, lasu, którego Rohinirowie boją się, bo żyją tam Straszne Potwory. Drugi kawałek najpierw trafia do miasta, które przygotowuje się do bycia napadniętym i spalonym, a następnie wędruje w sam środek wojennej zawieruchy i jest oblegany w starożytnej twierdzy. Potem wybiera się inną twierdzę oblegać. Ostatecznie trafia do kolejnej twierdzy, też oblężonej.


Kawałek trzeci wędruje przez ogarnięty wojną i bezludny kraj, przekrada się bezdrożami i przez bagna. Cały czas się ukrywa i jest zaszczuty.


Przepraszam, że spoileruje, jednak: bagna, ogarnięte wojnami kraje, bezdroża, siedziby potworów etc. nie są naturalnym środowiskiem występowania kupców. Kupcy wędrują traktami, przez bezpieczne obszary, unikając miejsc, w których coś mogłoby im zagrozić. Tak samo nikt nie buduje na bagnach, w ruinach opanowanych przez nieumarłych, orków lub demony, lasach opanowanych przez wredną elfkę, z których za sprawą jej uroku nikt nie wraca, potwory czy enty (ani w ogóle w jakichkolwiek lasach) zamtuzów, banków, targów, sklepów, budynków gildii czy innego draństwa.


Nie wątpię, że gdy Drużyna Pierścienia podróżowała uczęszczanym gościńcem w czasach pokoju, to napotykałaby karczmy, zamtuzy, kupców i innych wędrowców. Jednak goście szli szlakiem, który był zwyczajnie skrajnie niebezpieczny.


4) Tolkien nierealistycznie opisuje też wojnę w odróżnieniu od...


Powiem szczerze: nigdy nie byłem na wojnie i mam zamiar zrobić wszystko, co w mojej mocy, by na taką nie trafić. Nie mam więc porównania, jak wygląda prawdziwa, a jak udawana. Większość krytyków Tolkiena zresztą także na żadnej nie była, więc dyskusja jest jałowa.


Jednakże jeśli chodzi o wiarygodność opisu konfliktu zbrojnego, to jestem gotów bardziej zawierzyć Tolkienowi, niż Martinowi lub Sapkowskiemu. Powód jest prosty: Tolkien w odróżnieniu od większości pisarzy fantastyki (może poza wyjątkiem Glena Cooka, który był komandosem, Roberta A. Heinlein'a który służył w marynarce, Joe Haldemana, weterana wietnamu oraz Elizabeth Moon, która była zdaje się w marines. Każdemu z nich zarzuca się nawiasem mówiąc nierealistyczne opisywanie walk.) widział na własne oczy wojnę. I to dwa razy!


Po pierwsze: Tolkien walczył podczas I Wojny Światowej we Francji. Po drugie: już jako cywil obserwował drugą wojnę światową. Wiele ze swoich doświadczeń zawarł w swojej powieści. Tak więc loty Nazguli to naloty na Wielką Brytanię, ostrzał Minast Thirith: bombardowanie Londynu, Mordor: zniszczone tereny nad Sommą. Wyliczać by można było długo. Zwróćcie uwagę na jedno: u Tolkiena wszyscy wrogowie są anonimowi. Sauron jest daleki, Nazguli prawie nie znamy z imienia. Widzimy tylko szeregowych żołnierzy przeciwnika, pchanych przez nieznaną siłę. Tak samo Niemców i Austryjaków widział zapewne Tolkien. Dowódcy byli dla niego anonimowi, widział tylko ich żołnierzy, pchanych do boju właśnie przez niewidzialną i nieodgadnioną siłę ich rozkazów.


Owszem, wojna Tolkiena nie jest tak brutalna, krwawa i groteskowa jak u Martina czy Sapkowskiego. Jednak nie jest prawdą, że nie obfituje w okrucieństwa (latające głowy anyone?). Dla Tolkiena wyraźnie wystarczającym złem jest już to, że giną ludzie. Nie muszą zostać do tego wcześniej piętnaście razy zgwałceni, torturowani, a następnie zamęczeni w bardzo wymyślny sposób i obdarci z wszelkiej godności. To, że ktoś został zabity jest już wystarczającą tragedią.


Ciekawe, że w podobny sposób konflikt zbrojny opisany jest w „Na Zachodzie Bez Zmian”, pisanym przez kolejnego weterana I Wojny Światowej. Znów bez zbytniej brutalności, ale i tak w sposób niezwykle przejmujący.


Dlaczego jednak u Tolkiena jest tak mało flaków? Nie wiem, nigdy nie byłem na wojnie. Nie wiem, jak ona wygląda. Tolkien był. Być może prawdziwa wojna nie przypomina adaptacji komiksowej Mortal Kombat?


Z drugiej strony kierując się moim niewielkim doświadczeniem i raczej skromną wiedzą wyniesioną z obrony pracy magisterskiej z dziedziny historii na temat strzelców moskiewskich mogę powiedzieć, że walki w fantasy generalnie opisywane są dość kiepsko. Z tych, których czytałem nieźle radzili sobie Kress, Martin i Tolkien właśnie, choć cała trójka raczej stawiała na realizację swoich, literackich zamierzeń, niż wiernego oddania rzeczywistości. Zaznaczyć należy, że każdy osadził swoją powieść w innym obszarze czaso-przestrzennym, dla którego właściwe były inne metody walki. Cała reszta (jeśli nadal pozostajemy przy kwestiach realizmu) to przemieszanie totalnych anachronizmów z wiedzą rodem z filmów kostiumowych oraz Civilopedii z pierwszego Civilization oraz mniejszymi lub większymi nonsensami zrodzonymi z wyobraźni autorów.


5) Bo Śródziemie to bajka a reszta (tu wpisz nazwiska) poważna fantasy


Bujda, choć jest w tym trochę racji. Jeśli przeczytamy dużą ilość fantasy, zauważymy, że ogromna część książek wykorzystuje ten sam manewr. Budowane są na odarciu z baśniowości baśni . Pierwszy wykorzystał go Tolkien. Tolkien stworzył świat, który zamieszkuje X gatunków i bytów, o których od dawna wiadomo było, że istnieją tylko w bajkach właśnie. Tak więc: w Śródziemiu obecne są elfy, kransoludki, trolle, smoki i czarodzieje. Wszystkie one zostały jednak potraktowane i opisane nie jak istoty bajkowe, nadające się tylko do tego, żeby opowiadać o nich dzieciom, ale jak prawdziwi ludzie z krwi i kości. Także narracja we Władcy Pierścieni jest typowo powieściowa, a nie baśniowa. W aspekcie symbolicznym widać też pewne przeprowadzenie postaci bajkowych z krainy opowieści dla dzieci (z Shire, opisywanego jeszcze w sposób typowy dla Hobbita, czyli powieści dziecięcej, do Śródziemia Władcy, już świata dorosłego). Właśnie takie myślenie świadczyło o rewolucyjności Władcy. W chwili obecnej już tego tak mocno nie widać, bo TVN co pół roku karmi nas filmowym Władcą i wszyscy się przyzwyczaili. Jednak jeszcze w moich czasach licealnych każdy, kto słyszał słowo elf wyobrażał sobie małego człowieczka ze skrzydełkami, a nie Legolasa.


Identyczny efekt wykorzystują też Sapkowski i Brzezińska, przynajmniej w pierwszych opowiaddaniach (zauważcie: ten pierwszy wykorzystuje motywy z klasycznych baśni, ta druga: z baśni ludowych), Kress, Martin (tylko, że w tym wypadku nie mamy przypadku z klasyczną baśnią, a z opowieścią bohaterską, której bohaterowie zostają brutalnie zdemitologizowani i obdarci z bohaterstwa), czy, na znacznie bardziej tolkienowski już sposób: Szostak. Oraz dziesiątki tysięcy innych. W jeszcze inny sposób, poprzez zanurzenie się człowieka dorosłego w baśniowy świat konwencję wykorzystuje też „Odmieniec” i „Amber” Zelaznego, „Na tropach jednorożca” Resnicka, „Smok i jeży” Dicksona, „Szlak Chwały” tego gościa od „Żołnierzy kosmosu” i dziesiątki innych. Chyba cała fantasy (a na pewno znaczna większość), to właśnie bajki.


Po drugie: duża część przeciwstawianych Tolkienowi książek wykorzystuje manewr, który można by nazwać anty-baśniowością. Tzn. jeśli w baśni wyeksponowana jest cudowność, działa magia, zwierzęta mówią, dobro jest nagradzane, a zło karane, to w anty-baśni jest na odwrót. Wyeksponowane jest okropieństwo, wszelkie patologie i zboczenia. Cuda również się zdarzają, ale zawsze są one okropne, jeśli pojawi się elf lub jednorożec, to na 100% jest to zły elf lub jednorożec, który koniecznie chce światu i bohaterom dokopać. Dobro i dobre czyny są karane w sposób okrutny i natychmiastowy, a zło nagradzane po tysiąckroć, na końcu wygrywa najgorszy sukinsyn prostą metodą eliminacji słabszych.


Odnoszę wrażenie, że ma to źródło w celu, w jakim baśnie są opowiadane dzieciom. Otóż spora część współczesnych baśni jest opowiadana po to, by chronić je jak najdłużej przed światem, zapewnić im bezstresowe dzieciństwo. „Nie bój się, świat jest wspaniałym miejscem, kiedy dorośniesz i wyjdziesz spod naszych skrzydeł spotkasz wiele mówiących zwierząt i dobrych czarodziejów” zdają się mówić opowiadający je rodzice. Zauważcie, że dziś cenzuruje się nawet Kubusia Puchatka, o Czerwonym Kapturku nie wspominając.


Oczywiście dzieci głupie nie są, a już na pewno głupie nie są nastolatki. Widzą, że świat nie jest piękny, zwierzęta nie gadają, a czarów nie ma. Szukają więc prawdy o nim i odtrutki od bzdur. Tą podsuwają im anty-baśnie. „Pokażemy wam prawdziwy świat” - mówią. - „Przemoc, seks, narkotyki, kłamstwa, zdrady! Tylko u nas!”.


Tak naprawdę anty-baśnie to jednak nadal baśnie. Każda z nich ma nawet morał. Przy czym zwykle brzmi on „Zostać może tylko najgorszy sukinkot”.


6) Bo te książki poruszają problemy dorosłych ludzi, a Tolkien nie!


Kazirodztwo, morderstwa polityczne i rabunkowe, udział w przestępstwach, rasizm, wielopokoleniowa nienawiść, mordy, gwałty, śmierć rodziny, zemsta, nałogi, dziwki etc. nie są typowymi problemami ludzi dorosłych. Wrzucenie pierścienia do wulkanu też zresztą nie jest. Pierwsze należą do kategorii patologii. Drugie: do kategorii niezwykłych przygód. Jedne i drugie wykraczają poza normę.


Prawdziwe problemy dorosłych ludzi to: „Mam 1200 złotych pensji, 800 złotych czynszu i 400 złotych opłat. Co zjem dziś na obiad?” albo „Wylali mnie z pracy. Czynsz i opłaty nadal są, jakie były” ewentualnie „Za co kupie dzieciakowi buty” czy też „Ten mały debil ma sześć zagrożeń na semestr, ale zamiast się uczyć czyta bajki o elfach i krasnoludkach”. O tego typu kwestiach jednak fantasy rzadko wspomina.


7) Bo w Tolkienie orki są złe, a Elfy jaśniejąco dobre


Jeśli poczyta się starszą fantasy (w tym i Tolkiena) zauważyć można, że bardzo rzadko ucieka się ona do dychotomii Dobro – Zło. Ta pojawia się tak naprawdę stosunkowo późno, bo wraz z Dungeons and Dragons (i to sądząc z tego, co piszą Oldshoolowcy dopiero na którymś etapie rozwoju tego systemu). Także we Władcy Pierścieni konflikt nie toczy się na zasadzie siły dobra (a przynajmniej: nie siły dobra rozumiane jako siły moralnej czystości), a raczej Wolne Ludy vs. Sauron.


Sauron oczywiście jest siłą zła, a fakt przeciwstawiania mu się jest czynem dobrym, jednak nie dlatego, że Sauron jest złem wcielonym, tylko dlatego, że Sauron jest zły... Nie wiem, czy łapiecie subtelność. Złem wcielonym jest np. demon Khorne'a w Warhammerze (ok, spłycam, nie palcie mnie na stosie). Zły natomiast był Hitler czy Stalin. Hitler czy Stalin nie byli źli dlatego, się tacy urodzili, tylko dlatego, że mieli kilka chorych pomysłów i postanowili je wbrew rozsądkowi wcielić w życie.


Podobnie jest z Sauronem i wcześniej Morgothem. Obydwaj mieli chore pomysły (choć na mój gust Hitler i Stalin cały czas ich przebijali) i też postanowili je zrealizować. W wypadku obydwu zaczynało się zresztą niewinnie, jednak skończyło, jak się skończyło. Warto zauważyć, że Morgoth i Sauron to bardzo nieliczne w fantastyce, stabilne psychicznie łotry. Oni nie są niedobrzy, bo są demonami, bo są psychotami czy seryjnymi mordercami. Oni po prostu w pewnym momencie postanowili spłatać draństwo, a potem w to draństwo brnęli. Ta dwójka to dranie.


Uczciwie mówiąc trochę tęsknię za normalnymi łotrami. W dzisiejszych czasach niestety co jeden schwartzcharakter, to gorszy świr. Koniecznie musi to być seryjny albo seksualny morderca, wyrywający muszką skrzydełka sadysta lub inna żałosna karykatura. Tak, jakby fakt, że wywołali wojnę zaborczą, w trakcie której zginęła kupa ludzi po obydwu stronach nie był wystarczająco zły.


Ale wróćmy do Śródziemia. Czy ich słudzy są źli?


Po części. Orkowie, trolle i inne istoty ciemności zostały przez nich ukształtowane i wypaczone. Nie ma dla nich ratunku. Jednak ich częściowe usprawiedliwienie polega na tym, że istoty te nie miały wielkiego wyboru. Kształtowały się pod złym przykładem (lub wręcz przymusem) Morgotha i Saurona. Zostały przez nich splugawione, zwiedzione kłamstwami, zmuszone siłą do służby. Ich zło w zasadzie nie jest ich grzechem, a obciąża sumienia ich panów. Tolkien pisze wielokrotnie, że są „nieszczęsne”. Istoty te są tym, czym są, lecz nie z własnej winy. To tak naprawdę tylko narzędzia. Prawdziwymi winowajcami są Sauron i Morgoth.


Obydwu tym potęgom służyli także i ludzie. Czy byli źli? Tolkien też to wyjaśnia. Odpowiedź na to pytanie pada w drugim tomie Władcy Pierścieni, w scenie z poległym Haradrinem.


„Jakie imię nosił ten człowiek, skąd pochodził? Czy naprawdę miał serce do gruntu złe, czy też może kłamstwa lub groźby wywabiły go z domu w ten daleki marsz? Kto wie, czy nie wolałby – gdyby miał wybór – zostać spokojnie wśród swoich?”


W zasadzie to tylko trzy zdania uzupełnione jeszcze o 4 czy 5 dodatkowego opisu, jednak imho to jedna z najważniejszych i najlepszych scen we Władcy Pierścieni. Uczciwie mówiąc we Władcy jest też kilka scen z orkami ukazujących ich prawdziwe życie. Prawdę mówiąc nie wywołali we mniej jakiegoś szczególnie negatywnego wrażenia. Ot, zwykła banda ni to prymitywnego żołdactwa, ni to jakichś barbarzyńców pokroju Hunów czy Tatarów, ni to łotrzyków - kombinatorów. Bardziej przypominają np. Kozaków z Ogniem i Mieczem, niż jakieś plugawe demony, kipiące rządzą nienawiści. Są też mimo wszystko dość ludzkie.


Co do elfów: czy elfy są dobre? Walczą z Morgothem i Sauronem, parą drani, których należy zatrzymać każdym, dostępnym sposobem. Jak już mówiłem: walka z nimi, to jak walka z Hitlerem, czyli coś niewątpliwie dobrego. Jednak same elfy nie są moralnie czyste, ani też nie mają szczególnie dobrych charakterów. Owszem: Elrond i Galandriela robią dobre wrażenie. Władca leśnych elfów z Mrocznej Puszczy to już natomiast w najlepszym wypadku zdziwaczały ekscentryk, w najgorszym zwykły świr, choć stawiam raczej na to pierwsze. Jednak tak naprawdę we Władcy i Hobbicie elfy odgrywają bardzo drugorzędną rolę. Tak naprawdę pokazują, co potrafią jedynie w Pierwszej Erze. Feanor, jak już mówiłem to typowy przykład osobowości psychopatycznej, jak z podręcznika do medycyny, do tego zbrodniarz i morderca. Jego synowie: to samo, choć tu dochodza jeszcze socjopatie i efekty wychowania w rodzinie dysfunkcyjnej w rezultacie goście są jeszcze bardziej nieodpowiedzialni i popaprani, niż tatuś. Zresztą, reszta Norldorów jest naprawdę niewiele lepsza. Młoda Galandriela? Jedyna jej zaleta charakteru polegała na tym, że nie lubiła Feanora. Inne elfy, dajmy na to taki Thingol? Boże drogi! Toż to zwykły idiota z ego jak stodoła i do tego obrażalski. Najpierw strzelił focha na Noldorów, swoich bądź co bądź strategicznych sojuszników, a potem obraził Krasnoludy, doprowadził do wojny z nimi i trwającej tysiąclecia niechęci (a przy okazji także do własnej śmierci, upadku swojego królestwa i zgonu wielu elfów, ludzi i krasnoludów) bo nie miał odrobiny mózgu. To mają być idealnie dobre, jaśniejące postacie? Toż to zgraja czubków jest.


8) Gdyby Tolkien napisał swą powieść dziś, Władca Pierścieni nie odniósłby takiego sukcesu


Zwróćmy uwagę na to, kim był Tolkien w chwili, gdy wydał Władcę Pierścieni. Kiedy Tolkien pisał swoją powieść był już: wziętym pisarzem książek dla dzieci, co zawdzięczał sukcesowi Hobbita, profesorem uznanej, angielskiej uczelni (Oxfordu), posiadał sławę jednego z najwybitniejszych na świecie językoznawców oraz przyjaźnił się blisko z całą masą innych profesorów i pisarzy, między innymi z kolejny, wybitnym pisarzem literatury dziecięcej: Lewisem (tym od Narni).


Nie jestem pewien, czy w polskim światku fantastyki istnieje lub istniała druga postać porównywalnej miary. A, nie przepraszam, był ktoś taki, ale umarł. Stanisław Lem pod koniec swej kariery. Nikt inny nie jest porównywalny wagowo. To trochę tak, jakby (dajmy na to) Ziemkiewicz, Dukaj i profesor Miodek zlali się w jedną osobę i jako tacy napisali książkę.


Gdyby Tolkien urodził się nie w XIX wieku, tylko w połowie XX, rozwijał identyczną karierę i dzisiaj wydał swoją powieść, to odniosłaby ona znacznie większy sukces niż kilkadziesiąt lat temu. Nie tylko dlatego, że Tolkien w momencie jej wydania już miałby renomę świetnego pisarza (a taką przecież miał!), doskonałe plecy (bo miał!), pozytywne recenzje kilkunastu innych, literackich autorytetów, ale też znacznie szersze wsparcie wydawcy (dziś techniki marketingu są znacznie bardziej rozwinięte), który kreowałby go na książkę roku już ze dwa lata przed premierą. I faktycznie by go wykreował.


Owszem, na forach ludzie pewnie by się by się zżymali i pisali bzdury, że książka wsteczna, że nie na czasie , że to kalka Martina czy Sapkowskiego. Jednak nic by nie uzyskali. Zauważcie, że np. środowisko Poltergeist zżyma się też na wiele innych książek: na faktycznie złe, jak „Zmierzch” czy „Kod Leonarda” i na całkiem niezłe, jak Harry Potter. Jednak ludzie nadal je kupują w zawrotnych ilościach, a ze zdaniem forumowiczów nikt się nie liczy.

Komentarze


Gol
    Świetny tekst
Ocena:
0
Zwięzły, prosto napisany, bardzo miło się czyta.
30-08-2010 08:34
Scobin
    Kryptoreklama
Ocena:
0
A co mi tam, nawet jawna reklama:

http://ksiazki.polter.pl/Korzenie-Bialego-Drzewa-c22011

Polecam, krótkie. ;-) I mniej więcej na ten sam temat, co notka zegarmistrza.
30-08-2010 10:13
sirDuch
    @ zegarmistrz
Ocena:
0
cyt: (...)Np. Meliana miała córkę.

To prawda, lecz był to jedyny taki przypadek na Ardzie. Co oznacza, że posiadanie potomstwa u Majarów nie było czymś normalnym, praktykowanym, a na pewno nie miało związku z wiekiem (czy ta kategoria wiekowa obejmuje wieczne istoty?)
Majarowie zawierali związki, ale bezpotomne.
Wyjątek Meliany potwierdza regułę.
30-08-2010 11:32
inatheblue
   
Ocena:
0
Hihihi :D +1000 :)
30-08-2010 11:42
   
Ocena:
0
Tekst świetny, ale przyczepiłbym się do punkru 7. Czy Morgoth i Sauron nie byli ucieleśnieniem zła? Raczej byli. Morgot od pczątku (Jeszcze przed stworzeniem świata) przejawiał mroczne ciągoty. Potem co zrobił? najpirw starł się z innymi Valarami, a potem, popojwieniu się elfów co zrobił? Zaczął je porywać i okrutnymi praktykami przekrztałcać w orków. Potem zniszczył drzewa światła, też ze zwykłego skrwysyństwa. Sauron też nie był wiele lepszy. Co do Salina iHitlera, to Stalin był socjopatą, a Hitler miał urojenia i sporo innych zaburzeń emocjonalnych.
30-08-2010 14:31
Vukodlak
    @slann
Ocena:
+6
Nie do końca, tu znowu wychodzą chrześcijańskie podstawy Władcy Pierścieni. Iluvatar nie stworzył zła, to jego dzieła wybrały je później. Zło w świecie Tolkiena jest wyborem, a takich wyborów ciągle dokonywali Melkor i Sauron. Robili to nawet w chwilach, gdy okazywano im łaskę i możliwość odkupienia - Melkor podstępnie to wykorzystał, ale Sauron się wahał i chciał zadośćuczynić. W końcu i tak wybrał zło. Jedyne istoty bez możliwości wyboru to orkowie, trolle itp. Dlatego też bohaterowie mogą zabijać ich bez umiaru i wciąż pozostać czystymi.

Akurat akapit z Krwiopijcem Khorne'a jest bardzo sensowny. Demony w WFRP to zło wcielone, nie znają niczego innego, chcą tylko zabijać i niszczyć. Sauron i jego pan to zło antyczne, o tyle gorsze, że wybrane dobrowolnie przez nich samych i z jakiegoś konkretnego powodu. Sauron nie chciał zniszczyć Ardy i zalać wszystkiego morzem krwi (jak Khorne chce w WFRP), ale chciał wcisnąć każdą żywą istotę pod swojego buta i rządzić tym, co zostało po wojnie.
30-08-2010 17:56
sirDuch
   
Ocena:
0
Marudzenia c.d.
Ja wiem że to notka blogowa, ale czy naprawdę tak ciężko jest poprawić literówki ,o których wspomniało parę osób, by fajny tekst nie zgrzytał?
Albo, skoro jest KresS, GalaNdriela, to może przerobić też innych, np. na SRaurona, BoBromira...będzie chociaż pseudo zabawnie.
31-08-2010 00:57
~samozwaniec 30+

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@sirDuch

a nie chodzi przypadkiem o Nancy Kress?
31-08-2010 09:10
sirDuch
   
Ocena:
0
@ samozwaniec
To pewnie autor nie napisał by "Kressa".
31-08-2010 21:22
spermologos
   
Ocena:
+1
Pierwsze słyszę, że ktoś mógłby krytykować Tolkiena za to, co piszesz; a już zwłaszcza w porównaniu do tych pisarzy, których wymieniasz.

To trochę IMO jakby krytykować Biblię w odniesieniu do księgi Mormona albo dzieł L. Rona Hubbard'a. Albo jak krytykowanie Platona i Arystotelesa, że dali na setki lat kształt filozofii inny niż eee... ktośtam dzisiejszy. Innymi słowy, sam fakt, że bez tego pierwszego (dzieł Tolkiena) nie byłoby raczej nigdy tego drugiego (dzieł późniejszych pisarzy fantasy, a już zwłaszcza Sapkowskiego) świadczy o hierarchii wartości.

W dodatku większość opinii jakie poznałem skłaniało się ku smutnemu wnioskowi, że fantastyka nie potrafi wyjść z ram Tolkiena. Ale ostatnie opinie czytałem właśnie tak z [edit] 5 lat temu. Coś potem się zmieniło? Ktoś zdetronizował Tolkiena w mniemaniu fantastów?

Bardzo ciekawy tekst w ogóle. Brawo!
31-08-2010 23:04
Vukodlak
    @spermologos
Ocena:
0
A o "Manifeście antytolkienowskim" nie słyszałeś? Była sobie grupka twórców, prowadzona przez młodego proroka nowej fantasy, która rzekła, że Tolkien śmieszny, miałki i nudny. Rzekła również, głosem swego przywódcy, że oto nadszedł czas na Nowe Fantasy - bez elfów, czarodziejów, smoków i orków. Oto nadszedł czas rewolucji! I tak zaginęli w pomrokach i nikt już więcej o nich nie słyszał.
01-09-2010 00:27
banracy
   
Ocena:
0
Vukodlak>>> Fakt faktem, że poza rpg, grami video i książkami WoTC metoda tworzenia fantasy poprzez wzięcie standardowych ras tolkienowskich i dodanie gadżetu nie jest już zbyt popularna.
01-09-2010 18:01
spermologos
   
Ocena:
0
Banracy - jakieś przykłady? Czy Gaiman i Mieville to fantasy? To do czego odnosi się termin New Weird?

Dla mnie obecnie najświeższym światem fantasy jest Iron Kingdoms/Warmachine/Hordes firmy Privateer Press - i tutaj też widzę zniewolenie w ramach Tolkiena, które przezwyciężono tak, że są elfy i krasnoludy, ludzie i nawet orkowie, tylko ci ostatni wyginęli, te dwa pierwsze siedzą cicho, a cała historia jest o ludziach. A ostatnio odtrąbiony "wielki powrót" Kołodziejczaka nie jest przypadkiem też o elfach?
01-09-2010 19:48
banracy
   
Ocena:
0
Przeglądnąłem na Merlinie 50 ostatnio wydanych książek fantasy i w może w 3 wspomniano coś o elfach z czego jedna działa się w świecie Warhammera. A że w RPG/bitweniakach są elfy itp. to przecież nieuniknione, bo firmy boją się, że po grę nie sięgną fani dnd. Ale widać, że jak ktoś chce to potrafi czego przykładem może być Legenda Pięciu Kręgów, czy Pendragon.

Gaiman to fantasy a New Weird to podgatunek fantasy, więc nie wiem o co chodzi.
01-09-2010 20:10
Zireael
   
Ocena:
0
"Normalne" w znaczeniu, że nie są stuknięte. A nie w znaczeniu, że są szare i nijakie i niczym się nie wyróżniają.

Parę literówek zauważyłam, "kontem" na przykład.

Ale notkę polecam. Dobrze napisana i przemyślana.
14-09-2010 09:55
Tixon
   
Ocena:
0
Niezły tekst. Podoba mi się.
17-09-2010 19:48
~Paweł

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@banracy: "Gaiman to fantasy a New Weird to podgatunek fantasy, więc nie wiem o co chodzi."

Że co proszę?



19-09-2010 15:44
~mellon

Użytkownik niezarejestrowany
    komentarz
Ocena:
0
fantastyczny artykuł :) brawo dla obroncy Tolkiena (!)
12-01-2011 20:12

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.