string(15) ""
» Blog » Duży krok, mały skok, szybki lot
22-07-2015 18:05

Duży krok, mały skok, szybki lot

W działach: Plany, ambicje, marzenia, cel | Odsłony: 201

Duży krok, mały skok, szybki lot

Miałeś plany, były chęci ale po drodze zgubiłeś rytm. Twoja twórczość, trening albo nauka nie rokowała urzeczywistniając wadliwy "produkt", nie będący w połowie tym, co chciałeś uzyskać, powodując niechęć by brnąć dalej i dbać nadal o wynik. Machnąłeś na to ręką. Twój brak entuzjazmu kolaborował z wypaleniem,a teraz jesteś co najmniej zbyt zmęczony i nie masz ochoty nic robić. Ja wtedy pije herbatę i gram w gry. Takie zachowanie jest ludzkie i całkiem zrozumiałe, ono pomaga twojemu ciału dość do siebie po ostatnim. Gdybyś spróbował udźwignąć sto kilo, męcząc się przy czterdziestu gwarantuje ci, że zostałbyś przygnieciony nie dając rady wypchać to z powrotem. Tak jest w tym przypadku, twój umysł odpoczywa, łapczywie chwytając tlen. Każdy w swoim życiu miewa gorsze i lepsze dni. Czasami się jest mega turbo produktywną torpedą, a "długą chwile później" (bo czym jest miesiąc w skali roku jak nie chwilą?) następuje fala dni kiedy na nic nie masz ochoty i w ogóle jesteś zniechęcony tym. I masz ku temu powody. Ja te powody postaram się tobie rozwiać, biorąc przykład wyłącznie z siebie. Tak będzie najlepiej, ponieważ w tym to ja zaliczyłem mistrzostwo. Ten szybki lot powiązany jest z bolesnym uderzeniem w ziemie sygnalizując wypalenie się. Mam nadzieje, że rozumiecie symbolikę.

1. Pierwszy cel jaki sobie wyznaczyłem był w gimnazjum. Był to sylwester, którego do dziś miło wspominam. Przez cały ten sylwestrowy ranek bawiliśmy się korsarzami wkładając je do szczelin kałuż lub innych rurek. Potem zgłodnieliśmy, a moja mama lepiła pierogi, więc wybór był prosty do kogo pójdziemy na obiad. Po obiedzie wróciliśmy do zabawy ale nie sprawiało nam to już takiej samej frajdy jak rano. Były za ciche, kończyły nam się a utrzymać je mogłem w dwóch palcach. Kicha z takimi maleństwami. Z mojego plecaka wystawała wielka papierowa tuba. do dziś kojarzy mi się z tą tekturką po papierze toaletowym i właśnie do niego się śliniliśmy. Do tej tuby, nie do rolki rzecz jasna. To była TA petarda, o której się mówi same złe rzeczy a legendy krążą po sąsiednich wsiach o jakimś tam Guciu co rozpieprzył kibel w domu odpalając ją w muszli klozetowej. W ogóle dziwie się, że ją kupiłem przy mamie. Nie krzycz jeśli to przeczytasz. To tylko tak pod publikę aby was rozbawić :D. Ową laskę dynamitu wtedy kupiłem za 6 zł, miałem je cztery i byłem wystarczająco szalony aby wrzucić ją do drewnianej budki z małym serduszkiem w drzwiach i większą drewnianą dziurą w środku. Filmy familijne zawsze mnie uczyły, że Achtung i wychodek to dobre rozwiązanie. Na tą okazję musieliśmy czekać do godziny zero, zero. Dlatego dobraliśmy sobie kilka przygodowych filmów z serii "Indiana Jones", przygotowaliśmy ziemniaki na frytki, rozlaliśmy piccolo i czekaliśmy grając w Mafię i oglądając film na przemian. O północy wszystkie laski wyparowały w dymie i huku. Ekstra.  Ale, że nam jeszcze emocje nie opadły urządziliśmy sobie spacerek wokół miasta. Tak, wtedy była ta poważna rozmowa dzięki, której moje życie miało się zmienić. I co prawda zmieniło. Byłem u fryzjera godząc się z nim, poznałem żel i dobre ciuchy. Taka ciekawostka. Wtedy bycie modnym nazywane było, bycie gejem. Trochę później nerdem a teraz hipsterem. Wtedy te ciuchy mi pomogły, mój status społeczny się nieźle poprawił. Chwile potem chodziłem na siłownie i nie piłem piwa. Miałem pełno energii, byłem tym zafascynowany. Spodobało mi się i szczerze piszę, że pod koniec tamtego roku przyznałem sam siebie, że mi się udało. Lecz później nieco zawaliłem sprawę, pogubiłem się całkowicie. Odurzony tym moje kolejne cele były śmielsze, długoterminowe, takie, które się nie spełnia w rok, ale nigdy. A to postanowiłem zostać kulturystą, najlepszym maratończykiem, dobrze się uczyć i wyznawać buddaistyczną filozofie. Chciałem za wszelką cenę ewoluować aby ktoś jeszcze mnie dostrzegł, by moje życie było tym wyjętym z życia głównego bohatera. Albo inaczej. Przypominającego te zdjęcia z facebooka :D A ponad wszystko chciałem skupić się na tym wszystkim w tym samym czasie. Po miesiącu pękłem i wcale nie bolało. Wyciągnąłem z szafeczki kartkę i od nowa zaczynałem obrysowywać swój plan. Nieco później tego samego roku, rozłożyłem się ponownie. Czułem się zduszony. Nie poddając się podjąłem kolejne kroki zachowując ten sam plan. Aż  w końcu skończyłem gimnazjum, po szkołę średnią. Z każdym kolejnym potknięciem bolało coraz bardziej. Serce kuło, gardło ściskało. Przyjąłem dewizę: I tak nikt tych planów nie spełnia. Z tego też zrezygnowałem. Dewiza ta nie należała do mnie tylko do innych. Więc postanowiłem zrobić to troszeczkę inaczej.

- Tak się złożyło, że miałem pierwszy dzień, pierwszego miesiąca. Postanowiłem w miesiąc przeczytać książkę. Udało się. W drugi, biegać. Też udało się. Brnąc w to jeszcze dalej postanowiłem skończyć z komputerem na 150 dni. Robiąc to, na małej kartce wypisałem sobie: "Skończyć plan treningowy","Przeczytać pięć książek", "Zrobić całą szóstkę weidera". Męczyłem i pociłem się ale ponownie udało mi się. Nabrałem większej pewności siebie i na kolejnego sylwestra kolejny raz dowaliłem sobie do pieca górnolotnymi celami. Pisałem je na spinie obiecując sobie, że tym razem zmienię wszystko. Nie udało się. Dość niedawno wywnioskowałem sobie, że wtedy pragnąłem zbyt szybkiej zmiany stylu życia. Nie respektując swoje nawyki i złe przekonania, które nabywałem przez całe życie. Tak, według mnie to jest właśnie ten przepis. Z myślą o tym rok temu stworzyłem sobie nowy plan składający się z poszczególnych mniejszych celów. Spuściłem sobie trochę z pasa. I udało się. W tym roku podniosłem poprzeczkę. Mija siódmy miesiąc i ja wciąż realizuję te same plany.

2. Z planami, jest jak z wykopaliskami. Mieciesz tym małym pędzelkiem i jak czarno na białym. Widziałem tam skamielinę lecz zamiast wymiatać i kopać dalej, zmieniałem miejsce, gdzie miałem znaleźć coś całkiem innego. Lepszego. W rozrachunku dostałem rozkopane pole, które nie wygląda w cale dobrze; a nasz mózg to wszystko rejestruje i przez to łatwiej się oceniamy negatywnie. Nie czując się wartościowi, rzucamy to wszystko na rzecz "racjonalizowania" sobie, że to nie ma sensu. A ma. Wystarczy zmienić reguły gry i przestać słuchać swoich emocji w tym przypadku. Ja skupiam się na intuicji, a potem brnę, nawet gdy nie będzie mi się chciało przez moment. To rzecz ludzka. Więc pamiętaj. Im dłużej będziesz bombardować swoją głowę źle dobranymi celami, tym szybciej stanie się on zwykłym poligonem, gdzie każdy kolejny wybuch zaboli ciebie bardziej aż wypłowiejesz pozostając jedynie salą treningową dla czołgów  bo więcej już nic tam nie wyrośnie.

3. Warto zapamiętać sobie to, o czym tutaj piszę. Dzięki temu szybciej zaczniesz się uczyć, nie zmarnujesz trochę więcej czasu, zanim sam zrozumiesz to samo co ja. Choć z drugiej strony. Gdyby nie to, mógłbym teraz być w innym miejscu, może wcale nie lepszym? I może, to jest właśnie ten idealny moment dla mnie, a nie dla ciebie? I dzięki temu zacznę tworzyć niesamowite rzeczy? Ostatnia, najważniejsza porada. Skupiaj się na pojedynczym wykonywaniu zadania. Jak w matematyce. Nie bierz się za pierwiastkowanie, nie znając potęg - nie skupiaj się na wykonywaniu kolejnego zadania, kiedy wciąż nie dokończyłeś ostatniego. Nie bądź tak bardzo ambitny na początek, skup się na dostarczeniu sobie świetnej zabawy. Słuchaj siebie i znajdź czas na prace i odpoczynek. A wtedy tytuł powinien brzmieć: Mały krok, szybki skok, długi lot. Ze względu, że "duży" nie pasowałby, postanowiłem nadgiąć to. Zapraszam do oceny mojego wpisu. Pozdrawiam :)

 

 

 

1
Notka polecana przez: Torgradczyk
Poleć innym tę notkę

Komentarze


oddtail
   
Ocena:
+3

"Zapraszam do oceny mojego wpisu."

Gdybym wiedział, o co w tym chaotycznym tekście chodzi, pewnie łatwiej byłoby mi go ocenić...

22-07-2015 18:35
Torgradczyk
   
Ocena:
+1

Chaotyczny, ale coś w nim jednak (dla mnie) jest, o czym świadczy, że przeczytałem do końca.
Cóż, fajnie, że znalazłeś swoją drogę jak realizować cele, jak się rozwijać.

To nic odkrywczego, powtarzam to po kimś, niemniej warto, żeby nasze cele były:
1. Realne do osiągnięcia (to o czym pisałeś - stawiajmy poprzeczkę wysoko, ale nie za wysoko, bo wtedy nie zrealizujemy celu i się tylko zniechęcimy).

2. Mierzalne w czasie (nie odkładaj realizacji na "wieczne nigdy" - sam postaw sobie deadline).

3. Wymierne (czyli łatwe do oceny: "zrealizowałem/nie zrealizowałem").

Warto też pamiętać, że nasza psychika to podstępna bestia - nasz umysł będzie nam podsuwał tysiące powodów, dla których nie warto jednak kończyć tej szóstki weidera. Sprawdzającym się sposobem, jest przydzielanie sobie nagród. Skończyłem, zrealizowałem, osiągnąłem - piwko się należy! Czy cokolwiek tam innego co lubisz.
To tyle ode mnie :-)

22-07-2015 19:35
MariuszG
   
Ocena:
+1

Oddtail - Cieszę się, że to zauważyłeś ja sam nie byłem wstanie tego wychwycić, po prostu pisałem i wydawało mi się, że jest dobrze i zrozumiałe, na pewno go poprawię sobie i przemyślę wszystko ponownie, jeśli będę pisał kolejną notkę 

Torgradczyk - Ta szóstka weidera kiedyś dla mnie była symbolem, ogólnie myślałem, że im więcej ćwiczę tym staje się lepszy. I nie ważne czy przed nią, czy po niej, przeważnie za każdym kolejnym razem źle startowałem ponieważ nie umiałem ocenić własnych możliwości. Wyobrażałem się jako ten, któremu się uda. Tak nie było, teraz jestem bardziej łagodniejszy i otwarty względem samego siebie. Dzięki, za miłe słowa, dużo się nagimnastykowałem nad tym tekstem, prawie 4 godziny. Może i długo ale dzięki temu się uczę.

22-07-2015 20:32
Torgradczyk
   
Ocena:
0

Tak, szóstka weidera jest symbolem - ukończyłem ją i wiem, że trzeba sporo samozaparcia, żeby wytrwać te sześć tygodni, ale satysfakcja potem jest spora i nagle człowiek czuje mięśnie, o których nie miał pojęcia, że je w ogóle ma :-)

22-07-2015 21:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.