» Artykuły » Inne artykuły » Dumanowski - rozmowa

Dumanowski - rozmowa


wersja do druku

Słowacki, Mickiewicz i Ojciec Republiki

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Dumanowski - rozmowa
Powieść Wita Szostaka Dumanowski otrzymała w zeszłym roku złote wyróżnienie jurorów Nagrody im. Jerzego Żuławskiego. Nie ma więc wątpliwości, że warto na temat tej książki dyskutować. O świteziankach, Krakowie i bohaterach narodowych rozmawiają Staszek Krawczyk i Maciej Szraj. Rozmawiają nie bez spoilerów, ale czy w przypadku takiej powieści ma to znaczenie?

________________


Staszek: Gdybym miał podsumować Dumanowskiego jednym słowem, byłby to wyraz "świtezianki". Zawiera się w nim intelekt, zwięzłość, erudycja, ironia i humor, a więc te wszystkie cechy, które charakteryzują całą powieść. Czy jednak pod tym wszystkim coś się kryje? Czy nie jest to gawędzenie dla gawędzenia, żarty dla żartów, anegdoty dla anegdot? Cytując samego Szostaka z miesięcznika Znak: czy ta powieść pozwala czytelnikowi choćby na chwilę poczuć, "że udaje mu się uchwycić coś istotnego, że choć na mgnienie oka udaje mu się dotknąć w jednym doświadczeniu tego przedziwnego splotu wydarzeń, ludzi, wartości, lęków i marzeń, który nazywamy życiem"?

Maciek:To jest chyba zasadnicze pytanie. Dumanowskiego odebrałem jako historię dla historii, coś diametralnie różnego od Chochołów. Sam Szostak, po obu lekturach, jawi mi się jako pisarz co najmniej dwupłaszczyznowy. Z jednej strony jest to piewca kultury lokalnej, z wyszczególnieniem Krakowa. To taki dzisiejszy odpowiednik Prusa czy Tyrmanda. W końcu życie Ojca Republiki to ciągłe przywiązanie do byłej stolicy Polski, budowanie i odkrywanie jej na nowo. Kraków cały czas jest w tle i nie pozwala o sobie zapomnieć. Z drugiej strony Szostak to pisarz uniwersalny, wymykający się prostym klasyfikacjom, co pokazał w Chochołach. Podejmuje problemy dotyczące każdego z osobna, stara się uchwycić coś nieuchwytnego. Chochoły były syntezą tych dwóch stylów, Dumanowskiemu natomiast brakuje tej dychotomicznej natury.

Staszek: Jedna z recenzji Dumanowskiego nosi tytuł Narodziny mitu. Myślę, że dwoistości, o której słusznie mówisz, można szukać właśnie w tym aspekcie utworu. Nie bez powodu pierwsze słowa książki brzmią: "Wszystkie opisane tu historie wydarzyły się naprawdę, choć nieco inaczej", a ostatnie: "Wszystkie opisane tu wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości, choć nie wszystkie zostały dobrze zapamiętane i prawdziwie opisane; co w gruncie rzeczy nie ma najmniejszego znaczenia". Nie bez kozery Wit Chodnikiewicz znika pod koniec tekstu, zupełnie jak pisarz usuwający się w cień po napisaniu ostatnich słów (wymowna jest zresztą ta zbieżność imion Chodnikiewicza i Szostaka). Nawet jeżeli obaj mogliby wiele wyjaśnić, wiemy, że tego nie zrobią. Dostęp do prawdy o przeszłości zostaje na zawsze zamknięty, ale na szczęście nie liczy się to, które z wariantywnych wytłumaczeń odpowiada rzeczywistym wydarzeniom. Dumanowski pokazuje, że istotny jest sens opowieści, nie zaś – jak ująłby to Wańkowicz – faktomontaż.

Maciek:To, o czym mówisz, dokonuje się przez całą książkę, za sprawą różnych, często rozbieżnych, opinii biografów Ojca Republiki. Czytelnikowi zostaje przedstawiony pewien szkielet opowieści, ogólny sens. O szczegółach można dyskutować, wersji jest wiele.

Staszek: Właśnie, jaki jest ten sens? Pewnie gdyby dało się go zamknąć w paru zdaniach, powieść byłaby niepotrzebna! Myślę jednak, że można przynajmniej nazwać jej temat, no, powiedzmy, jeden z tematów: "Inaczej o bohaterach narodowych". Bo że Józafat Dumanowski jest herosem polskości, wątpliwości chyba być nie może. Ale sposób mówienia o jego bohaterstwie wydaje mi się czymś świeżym i potrzebnym w naszej narodowej kulturze.

Maciek: Co do bohaterów narodowych, to Szostak zdaje się przemawiać w imieniu idei "Poznawajmy w całości i nie zapominajmy, że wszyscy są tylko i aż ludźmi". Nie chodzi przecież jedynie o Dumanowskiego. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z wielkości Mickiewicza czy Słowackiego, ale większość z nas odbiera ich wyłącznie w kontekście poetyckim. Natomiast tutaj poznajemy ich jako bywalców domów publicznych, zwyczajnych ludzi, którzy prowadzili całkiem przyziemne, hulaszcze życie. Szostak odczarowuje mity, stawia bohaterów historycznych w innym, mniej znanym, świetle. Przypomina to trochę debatę na temat Ryszarda Kapuścińskiego, rozgorzałą po publikacji Kapuściński non-fiction Artura Domosławskiego (skądinąd wiele osób nie było wtedy w stanie oddzielić dokonań na polu literackim od życia Cesarza Reportażu). Dzięki Dumanowskiemu, który uzupełnia popularny obraz postaci historycznych, stają one przed nami w pełnej krasie, nieobdarte z niczego.

Staszek: Wiesz co, rozmawiamy o takich poważnych rzeczach, a mnie teraz przyszło na myśl, że na początku nazbyt szybko prześlizgnąłem się obok Szostakowego stylu, narracji i pomysłów na sceny. Wspomniałem o "świteziankach" i tyle. Poprawię się i wskażę parę fragmentów, w których Dumanowski szczególnie mnie ujął. Pierwszy: "Mickiewicz wpadał wtedy w trans i przepowiadał niczym starotestamentowy prorok, z rozwianym włosem i zarośniętym podgardlem" (s. 42). Drugi – to cała scena, w której Litwin udaje przed Dumanowskim "przygarbioną babuleńkę" (s. 47–48). Trzeci, gdy Józafat przekonuje księcia Czartoryskiego, że Juliusz Słowacki byłby świetnym ministrem skarbu: "opór księcia Czartoryskiego topniał, topniał, aż stopniał". Czwarty fragment dotyczy kazań starego Słowackiego: "Wyglądał jak dyrygent za pulpitem; rozpalony, z rozwianym włosem, jego ramiona unosiły się i opadały, długie palce to zaciskały się w pięść, to zakrzywiały jak szpony drapieżnego ptaka" (s. 160; ten rozwiany włos był już wcześniej u Mickiewicza, lecz traktuję to nie jako zbędną powtórkę, lecz sygnał podobieństwa między dwoma niedoszłymi literatami). Znalazłyby się zresztą i inne przykłady, ale tych już może dosyć. A gdybym był troszkę bardziej niegrzeczny, mógłbym też sięgnąć po fragmenty scen erotycznych, których w Dumanowskim nie brakuje – i które mają tę samą lekkość co reszta utworu.

Zgodzę się jednak z tym, co mówiłeś wcześniej: Dumanowskiemu czegoś brakuje. Tak jak w Chochołach było chyba zbyt mało ironii, tak tutaj moim zdaniem nie ma dosyć powagi. Nasuwa mi się na myśl przykład Mistrza i Małgorzaty, gdzie znajdziemy jedno i drugie, podobnie jak w utworach Szekspira. Może to właśnie tutaj zeszłoroczna powieść Szostaka zawodzi?

Inna sprawa, że przegrać z takimi rywalami to nie wstyd!



Czytaj również

Dumanowski
Rozbiorowa Polska alternatywna
- recenzja
Dumanowski - Wit Szostak
Bolesne narodziny legendy
- recenzja
Chochoły
Krakowski realizm magiczny
- recenzja
Ojciec
...czyli męskie relacje
- recenzja
Sto dni bez słońca
Aura Finneganów
- recenzja

Komentarze


earl
   
Ocena:
+1
Szostak odczarowuje mity, stawia bohaterów historycznych w innym, mniej znanym, świetle.

Czy Szostak odczarowuje mity? Śmiem wątpić, zwłaszcza, że już literaturoznawcy i publicyści przed nim pisali o paryskich hulankach wielu emigrantów popowstaniowych. Może raczej podejmuje kolejny raz ten temat, by nie zatarł się w pamięci odbiorców.
23-03-2013 22:36
Clod
   
Ocena:
+1
Ledwie zdążyłem zagłębić się w lekturze, a tu już koniec! Toteż moim jedynym zarzutem wobec rozmowy jest: czemu taka krótka? ;)
Ehh, czas rozejrzeć się za książkami Szostaka, bo nie wypada ich nie znać.
23-03-2013 23:56
earl
   
Ocena:
0
Szostaka czytałem ze 2 powieści zaledwie, ale jedna mi utkwiła w pamięci, chociaż zapomniałem tytułu. Było to w klimatach góralskich a główny bohater miał wypuścić śmierć, którą ukrył jego towarzysz w dudach.
24-03-2013 09:18
Ifryt
    @earl
Ocena:
+1
"Góralski" Szostak skończył się dawno temu. Teraz to już właściwie inny pisarz.
24-03-2013 14:03
Scobin
   
Ocena:
+1
Rozmowa krótka, ale możemy ją kontynuować tutaj!

@earl

To wprawdzie nie moja wypowiedź, ale wydaje mi się, że w naszej kulturze romantyczna mitologia wciąż pozostaje nieodczarowana. Zatem nie trzeba koniecznie być pierwszym. :-)
24-03-2013 22:57
earl
   
Ocena:
+1
@ Scobin
Oczywiście, właśnie to mam na myśli. Nasi bohaterowie narodowi są często stawiani w aureoli świętości i zapominamy o tym, że byli to zwyczajni ludzie, ze zwyczajnymi problemami i zachowaniami. Los sprawił jednak, że mieli jakiś talent (artystyczny, militarny, polityczny, ekonomiczny) i potrafili go odpowiednio wykorzystać dla dobra społeczeństwa lub jego większych grup. Trzeba więc o tym przypominać, aby pokazać, że każdy może zostać takim bohaterem (na zasadzie piosenki Arki Noego - "Taki mały, taki duży może świętym być") i nie trzeba ku temu żadnych nadnaturalnych zdolności i osobowości. Zastanawiam się tylko, ilu jeszcze różnych Szostaków, Brandysów czy Stommów będzie musiało pisać, aby ten nimb świętości nieco odczarować i uczynić owe postaci bliższe zwykłemu śmiertelnikowi.
25-03-2013 07:46
Siman
    @Earl
Ocena:
+1
Aż któryś się przebije do zbiorowej świadomości. Bo przecież któż w zasadzie czytał Dumanowskiego? Ci zapewne, których uświadamiać nie trzeba. Ci którzy "przygodę" z książkami zakończyli na etapie szkoły, gdzie im te bogoojczyźniane schematy wtłaczano do łba - na pewno nie.
25-03-2013 13:13
lemon
   
Ocena:
0
Dumanowskiego powinien zekranizować Wajda! ;) Tylko, żeby tam Szyc nie grał, bo nie obejrzę.
25-03-2013 14:58
earl
   
Ocena:
0
@ Siman
Tym, którzy zakończyli przygodę z książkami na etapie szkoły, w największym stopniu jest obojętne jacy są bohaterowie narodowi i czym się wsławili a najlepiej, byłoby gdyby nikt im głowy takimi durnotami nie zawracał.
25-03-2013 16:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.