» Dla Mistrzów Podziemi » Inspiracje » Druidzi cz. IV

Druidzi cz. IV


wersja do druku

Magia druidów

Autor: Redakcja: Wojciech 'amnezjusz' Wein

Poniższy tekst ukazał się pierwotnie na łamach serwisu dnd.pl. Aktualna jego wersja została powtórnie zredagowana przez redaktorów serwisu Poltergeist i opublikowana za zgodą autora.


Powoli nadchodzi świt. Z naszego ogniska została ledwie sterta popiołów, jednak w kilku miejscach wciąż jeszcze tli się żar. Większość druidzkiej braci zasnęła znużona. Może to dobrze, ponieważ następne słowa powinny trafić tylko do wybranych. Opowiem o magicznej potędze druidów, która została ukryta przed wiekami.

Sierpień, 95 rok p.n.e.

Lasy na północnych krańcach Republiki Rzymskiej w Galii Zaalpejskiej.

Lucjusz Cynnus, stary żołnierz doborowego Legionu IV "Orły" był zaprawionym w bojach weteranem. Brał udział w wielu bitwach, począwszy od Afryki i zmagań z królem Numidii, Jogurtą w latach 111-105 p.n.e., aż po bitwę pod Vercellae w Galii Przedalpejskiej 30 lipca 101 roku p.n.e., gdzie legiony Mariusza rozniosły germańskie plemiona Cymbrów.

"Orły" stacjonowały teraz w Galii Zaalpejskiej, zamieszkiwanej przez lud zwany Celtami. Cynnus czuł się tutaj wyjątkowo źle. Za każdym razem, gdy musiał opuścić warowny obóz i przemierzać leśne ostępy, odczuwał jakiś niewytłumaczalny niepokój, który tylko dzięki wieloletniemu doświadczeniu udawało mu się przezwyciężyć. Tak było i tym razem, gdy o świcie otrzymał rozkaz udania się na północ. Stłumił swoje lęki i wraz z siedmioma ludźmi wyruszył traktem w las.

Oddalili się już znacznie od obozu, jednak nikt nie okazywał zmęczenia. Spojrzał na twarze swych legionistów. W większości byli to rekruci. Dostrzegał pot na ich czołach oraz szeroko rozwarte oczy, pełne czujności i lęku. Tylko Publiusz Tryggus, jego zastępca kroczył pewnie na czele kolumny, z marsowym obliczem prawdziwego wojownika.

Nagle Tryggus dał znak ręką. Oddział sprawnie zajął pozycję obronną: legioniści uklękli i dobyli swoich krótkich mieczy - gladiusów. Cynnus spojrzał w kierunku wskazanym przez kciuk Tryggusa. Leśnym traktem zmierzał ku nim samotny Gal odziany w skóry. W ręku dzierżył jakieś gałązki, a długie siwe włosy sugerowały zaawansowany wiek. Lucjusz Cynnus podjął decyzję, która przesądziła o jego losie. Gromkim okrzykiem wydał rozkaz pojmania Gala. Legioniści poderwali się z miejsca i biegiem ruszyli naprzód. On sam po chwili wstał ostrożnie, rozglądając się wokoło - stary nawyk pozwalający uniknąć niejednej zasadzki. Nie zauważył niczego podejrzanego, więc odwrócił wzrok w stronę starca.

I wtedy zamarł ze strachu i przerażenia, a jego mężne serce po chwili stanęło. Osunął się nieprzytomny na ziemię.

Trzy dni później został odnaleziony przez patrol legionu - ledwo żywy, obłąkany wśród poszarpanych ciał swoich towarzyszy
.

W wielu irlandzkich opowieściach pojawia się temat magii druidów. Na przykład "dicheltair" lub "fe-fiada" - to płaszcz niewidzialności, który druidzi zakładali, aby ukryć się przed nieprzyjacielem. Stawali się wtedy całkowicie niewidzialni. Potrafili oni także sprowadzić na wroga gęstą mgłę lub nagłą burzę. Wynika to z przypisywanej im umiejętności panowania nad naturą i wykorzystywania jej mocy. Mogli nakazać górom zasypanie przeciwnika gradem skał i kamieni, jak uczynił to druid Mathgen. Inny z druidów, Mug Ruith wysuszył wszystkie studnie, a swoim ludziom zapewnił wodę poprzez stworzenie strumienia, którego źródło znajdowało się w miejscu, w którym upadła uprzednio wystrzelona przez niego strzała. Znacznie większego wyczynu dokonał druid Cathbad, który sam zamienił równinę w wielkie, falujące morze.

"Niektóre teksty wspominają o różdżkach druidów ("slat an draoichta"), na których wisiały małe pobrzękujące dzwoneczki. Podobne gałązki nosili ze sobą bardowie. Mannanán Mac Lir nosił magiczną gałąź jabłoni ze srebrnymi dzwoneczkami. Gdy Sencha, główny druid Ulsteru, potrząsał swoją różdżką, natychmiast cichnął gwar bitwy", pisze P.B. Ellis. W tym momencie należy zwrócić uwagę na zbieżność mitologii celtyckiej z barwnym opisem Diodora Sycylijskiego o druidach godzących walczące armie - "jak gdyby zaklęciami spętali jakieś bestie dzikie" (zob. cz. III cyklu).

Wracając do P.B. Ellisa: "Do niezwykłych umiejętności przypisywanych druidom należało przyjmowanie innej postaci. Gdy druid Fer Fidail uprowadził dziewczynę, uczynił to przybierając postać kobiety. Druidka Badb, córka druida Calatina, aby oszukać Cúchulainna, przybrała postać Niamh, która opiekowała się bohaterem w chorobie. [...] Druidzi potrafili także zmieniać postać innych osób. Gdy piękna Sibh odrzuciła miłość Fer Doirche, ten zmienił ją w sarnę. Kolejne przykłady stanowią druidka Dalb, która zmieniła trzech mężczyzn i ich żony w stado świń, oraz Aoife, żona Lira, która zmieniła ich przybrane dzieci w łabędzie."

W poemacie wspomnianego już na poły mitycznego poety Taliesina, bard oznajmia słuchaczom: "Przybierałem już wcześniej wiele kształtów". Zdolność do zmiany kształtu lub postaci stanowi jeden z podstawowych motywów wielu celtyckich legend.

Znane jest również sprowadzanie druidycznego snu, zdolność przypominająca hipnozę. Badb, podejrzewając swoją córkę o kłamstwo, wprowadza ją w druidyczny sen, w czasie którego dziewczyna wyjawia prawdę. Innym narzędziem stosowanym przez druidów był napój zapomnienia, po wypiciu którego ludzie zapominali nawet o najbliższych przyjaciołach i ukochanych osobach.

Dziś oczywiście raczej nie wierzymy już w takie rzeczy. Może być to ciekawą inspiracją do gry, ale niczym więcej. Dlaczego zatem wierzyli w to Celtowie? Przyznawanie druidom mocy panowania nad naturą było chyba nieświadomym wyrazem uznania dla ich wiedzy, niedostępnej dla reszty społeczeństwa. Weźmy za przykład druida Mathgena i zastanówmy się, jak wyglądałoby jego działanie, gdyby posiadał dzisiejszą wiedzę. Ustawił on swoją armię w głębi górskiej przełęczy. Zbadał skały na szczytach i stwierdził, że wielki hałas może poruszyć kamienie u wejścia do przełęczy. Być może wziął kilku wojowników i niektóre z nich poluzował lub ustawił w odpowiedniej pozycji. Teraz nietrudno wyobrazić sobie, jak staje on na czele wojsk i gestykuluje gałązkami, by dać im znać do wydawania potężnych okrzyków. Po chwili skały walą się na przeciwników i siły Mathgena zwyciężają. W oczach współczesnych mu Celtów wyglądało to na jakiś potężny czar. Dla nas jednak jest to proste i logiczne, zgodne z zasadami fizyki. Przecież np. w Alpach specjalne służby wystrzałami z armaty celowo wywołują lawiny, gdy śnieg zagraża narciarzom, drogom lub osiedlom. Pozostaje jednak pytanie: skąd druid Mathgen posiadł taką wiedzę?

Wyrazem magicznych mocy druidów może być także umiejętność wieszczenia i przepowiadania przyszłości. Zazwyczaj czynili to na podstawie wnętrzności ofiarnych zwierząt, rozmiaru, kształtu, koloru, cech wątroby czy pęcherzyka żółciowego. Według źródeł irlandzkich najczęściej w ofierze składano byki. Oczywiście starożytni Grecy i Rzymianie twierdzili, iż Celtowie nie widzieli zbytniej różnicy między bykiem a człowiekiem. Opierając się zapewne na Posejdoniosie, Strabon, Diodor Sycyliski oraz Cezar przekazują informacje o powszechnym składaniu ofiar z ludzi i wróżeniu na podstawie ich przedśmiertnych konwulsji. Jednak Pliniusz wspomina też "białe byki". Zajmowaliśmy się tym tematem w II części cyklu. Nie pozostaje nic innego, jak tylko pokornie przyjąć takie fakty, jednocześnie kwestionując jednak powszechność tego rodzaju praktyk.

Diodor Sycylijski wspomina także o praktyce wróżenia na podstawie lotu ptaków. Jest to potwierdzone w źródłach irlandzkich. Strzyżyk np. nosił nazwę "drui-en" - "ptak druidów".
Druidzi potrafili również tłumaczyć sny, używali "coelbreni" (wróżebnych patyków - leszczynowych lub cisowych gałęzi), by wróżyć ze sposobu ich upadania na ziemię, odczytywali przyszłość na podstawie wyglądu korzeni drzew, a także wieszczyli z kształtu chmur.

Zdaniem J. Wood Celtowie sądzili, że źródłem wieszczej mocy są także liczne kopce grzebalne z epoki brązu. Druid odważny na tyle, by przespać się w takim kopcu w otoczeniu szczątków zmarłych, następnego ranka budził się jako poeta, wieszcz albo szaleniec. O podobnej metodzie zdobywania umiejętności wróżenia, jaka zachowała się w tradycji walijskiej, wspomina dwunastowieczny historyk Gerard Walijczyk, piszący o mędrcach, którzy osiągnęli swoje wizje po zapadnięciu w sen podobny do transu. Coinneach Odhar (zmarły w 1577), sławny wieszcz zwany także Brahanem Mędrcem, zdobył ponoć swoją wieszczą moc w czasie takiego snu. O istnieniu podobnych praktyk donoszono jeszcze w XVIII stuleciu z Zachodnich Wysp Szkocji. Z kolei magiczny "krąg powodzenia", który zakreśliłem na początku przy naszym ognisku, odnosi się do pozornego ruchu słońca, przynoszącego zmianę dnia i nocy oraz następstwo pór roku, wyznaczającego naturalny porządek we wszechświecie.

W dawnej Irlandii wszechświat postrzegano jako coś okrągłego. Koło zataczane przez naturę wydawało się warunkiem koniecznym do zapewnienia urodzaju i rozwoju fizycznego i duchowego. Naśladowanie ruchu słońca przez zataczanie kręgów wokół domu miało gwarantować pomyślność. Obyczaj ten zachował się wśród mieszkańców zachodnich wysp Szkocji, u których można go było zaobserwować jeszcze na początku XVIII wieku. Aby zapewnić sobie powodzenie, wokół domu, gospodarstwa, pola, bydła i ludzi obnoszono ogień w sposób "deiseal", czyli zataczając krąg w prawo. W początkowym okresie chrześcijaństwa kobiety po urodzeniu dziecka zataczały taki krąg wokół niego przed udzieleniem zgody na sakrament chrztu. Kręgi "deiseal" zataczano także wokół zdrojów, świętych kamieni, a także kopców i kościołów. Rybacy z krajów celtyckich mieli zwyczaj zaczynać wyjście w morze od okręcenia łodzi zgodnie z ruchem słońca. Wierzono, że poruszanie się "tuaithbel", czyli w lewą stronę, niezgodnie z ruchem świata i wbrew naturze, mogło przynieść nieszczęście.

Podsumowując powyższe rozważania, Celtowie nie dostrzegali wyraźnej granicy między elementami świata rzeczywistego i nadprzyrodzonego - siły natury były elementem spajającym je w jedność. Druidzi byli jakby strażnikami, istotami żyjącymi na styku rzeczywistości z czymś nierzeczywistym. Potrafili oni zrozumieć i połączyć oba światy. Zwykły spacer po lesie w czasie deszczu, tęcza na niebie, poranna rosa, wieczorna mgła czy nagła i gwałtowna burza mogą być namiastką zrozumienia dla ich umarłej, lecz niezwykłej potęgi...

Maj 81 roku p.n.e.

Popołudnie. Rzym, "Mea Mortis" - przytułek dla weteranów na Zatybrzu.

Pojawienie się tak znamienitego uczonego, jakim był Posejdonios z Apamei wzbudziło powszechną ciekawość w tym nędznym i zapomnianym przez bogów miejscu. Okoliczna ludność zwała ten przybytek "umieralnią". Finansowany z prywatnych funduszy Mariusza przytułek był miejscem, w którym pozbawieni kończyn, wnętrzności czy rozumu legioniści mogli dożyć swego końca w ciszy i spokoju.

Po odbyciu krótkiej rozmowy z greckimi medykami, podczas której uzyskał potwierdzenie faktu, że leży tu poszukiwany przez niego legionista, Posejdonios udał do łoża starego, obłąkanego weterana. Nakazał niewolnikom zasłonić łoże i opuścić salę, tak by nikt nie mógł słyszeć ich głosów.

Lucjusz Cynnus umierał. Pachnący olejkami Grek pojawił się nagle i domagał się opisu zdarzeń, o których tak chciał zapomnieć. "Opowiedz mi o starcu, którego napotkałeś służąc w Galii." "Dobrze, pyszny przybyszu, powiem ci, dlaczego umarłem za życia!" - pomyślał, nakazując ręką, aby Posejdonios pochylił się do jego ust. Przez kilka minut szeptał mu coś do ucha. Wysłuchawszy chorego uczony wyszedł z przytułku niezwykle blady i poruszony.


Rzym, willa senatora Marka Tercjusza na Kwirynale. Późną nocą.

Posejdonios, korzystając z gościny u przyjaciela, siedział nad swoimi zapiskami pod wstępnym tytułem: Księga 53. Druvides - potęga i magia natury. Zastanawiał się, co dalej począć. W czasie podróży po Galii zebrał już sporo niezwykłych materiałów, jednak opowieść starego legionisty przeraziła go dogłębnie. Przybył tu specjalnie, aby ją poznać i teraz bardzo tego żałował. "To niemożliwe, aby potęga barbarzyńców była tak wielka" - myślał. Jednak miał przecież potwierdzające to fakty: siedmiu uzbrojonych po zęby żołnierzy z doborowego legionu zostało zmasakrowanych, a ich dowódca, który niejedno widział, popadł w obłęd. A spotkali tylko starego Celta z gałązką.

Wstał i spojrzał przez okno na panoramę śpiącego Wiecznego Miasta. "Tu leży przyszłość, mądrość, duma i potęga cywilizacji, a nie w dzikich lasach północy. Moja ostatnia księga nigdy nie powstanie." - zadecydował i tak też uczynił.

Metodycznie i ze stoickim spokojem zaczął palić rękopis...


Posejdonios z Apamei w Syrii (ok. 135-50 p.n.e.) - historyk i filozof, większość życia spędził na wyspie Rodos, gdzie objął kierownictwo szkoły stoickiej. Był wszechstronnym uczonym i wspaniałym przedstawicielem nauki hellenistycznej, której część przekazał kulturze rzymskiej. Jego 52 księgi stanowiły kontynuację historycznego dzieła Greka Polibiusza (ok. 200-118 p.n.e.) na temat Rzymu. Historia Posejdoniosa obejmowała dzieje Imperium w latach 146-81 p.n.e. Do naszych czasów zachowały się jedynie nieliczne fragmenty tego dzieła, co filologia klasyczna uważa za niepowetowaną stratę.

Posejdonios wiele podróżował, a w trakcie swych wędrówek odwiedził także Galię. Mimo iż był Grekiem, fanatycznie wprost podziwiał wszechwładne Imperium Rzymskie, widząc w nim ucieleśnienie nauk stoików o powszechnym braterstwie. Prace Posejdoniosa miały za zadanie podtrzymać imperialne zapatrywania Rzymian poprzez ukazanie innych społeczeństw w sposób stronniczy i nieprzychylny. Sądzi się, że z jego dzieł o Celtach w Galii korzystali historyk Timagenes z Aleksandrii (połowa I wieku p.n.e.), Gajusz Juliusz Cezar, Diodor Sycylijski oraz Strabon. Tych czterech autorów nazywa się czasami Szkołą Posejdoniosa, a ich dzieła należą do najwcześniejszych zachowanych pism, w których wspomina się o druidach.

Opowieść o 53. księdze Posejdoniosa, poświęconej potędze i magii druidów, jak i wydarzenia mające mieć miejsce na leśnym trakcie w Galii, w rzymskim przytułku i w willi, są niestety fikcją.

Bibliografia:

  • Mitologia Celtów - J. Gąssowski - WAiF, 1978
  • Druidzi - P.B. Ellis - Cyklady, 1998
  • Celtowie - J. Wood - Świat Książki, 2002
  • Celtowie: Herosi świtu - praca zbiorowa - Amber, 1998


Komentarze


8536

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nie bardzo rozumiem tego typu artykuly. Do DDekow malo potrzebne a o ile chodzi o poganstwo zbyt malo odkrywcze, brakuje podstaw z druidyzmu (do ktorego tekst nawiazywal).
15-01-2008 05:10
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Artykuł w moich oczach wywiązał się ze swojego zadania - pokazał suche fakty, czyli istniejące legendy ludów celtyckich. Wylicza: druidzi mieli zrobić to, to i to.

Niemniej twierdzę, iż cała seryjka może podbudować ego co bardziej zakompleksionych lub nieobytych z kultem przyrody graczy - fanów profesji. Dla MP i ogólnie pojętego tłumu, do którego i ja się zaliczam, jest przydatny tylko pod względem wiedzy; bez zastosowań do sesji.
17-01-2008 11:40
Tomazzy
   
Ocena:
0
Moim zdaniem cykl, ciekawy nie tylko uczacy nas czegoś, ale również dający wątki do wykorzystania podczas sesji, szczególnie przydatne dla Mg. Już roztacza mi się wizja wyprawy BG w rejony Gór Krańca Świata i poznania tamtejszych "barbarzyńskich plemion" i ich kultury, z odpowiednim akcentem na druidów ,oczywiście :)
18-01-2008 12:57
~damian

Użytkownik niezarejestrowany
    magiia
Ocena:
0
magiia istnieje
26-08-2008 16:27

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.