string(15) ""
» Blog » Drogie WotC w nowych DeDekach oszczędź mi...
31-08-2012 19:11

Drogie WotC w nowych DeDekach oszczędź mi...

W działach: rpg, Fanboj i Życie | Odsłony: 63

Piąta edycja DeDeków nadchodzi wielkimi krokami, playtesty trwają w najlepsze. Tak naprawdę jednak nikt, nawet sami twórcy nie wie jeszcze, jak gra będzie wyglądać, gdy wyjdzie. Pozwolę sobie napisać o tym, jakie JA chciałbym DeDeki Next czy jak tam ma nazywać się 5 edycja dostać do rąk. Od razu powiem, że zadowoliłbym się z powrotu do okolic 3 edycji, jednak przekonstruowanej nieco. Nie będę ukrywał, że moja przygoda z RPG zaczynała się w połowie lat 90-tych i zwyczajnie nie wiem, jak grało się w OD&D, bowiem dla mnie też było ono „O”.


ADeDeki znam natomiast głównie z Baldur's Gate i mimo, że nie obraziłbym się za powrót do niektórych z ich rozwiązań, (nawet tych głupich w rodzaju dozwolonych broni dla poszczególnych klas), to system ten dla mnie jest czystą egzotyką. Co zaś się tyczy edycji czwartej, to zapewne jest ona dobrą grą, (za to totalnie nie trafiającą w moje gusta), za to odnoszę wrażenie, że po prostu złym DeDekiem. Dla mnie to trochę tak, jakby Koral wypuścił „lody”, które wcale nie są zimne, za to przed spożyciem trzeba je włożyć na 30 minut do piekarnika... Owszem, może smaczne, może faktycznie bardziej dopasowane do gustu współczesnego odbiorcy, ale zupełnie nieprzystające do tego, czego ludzie oczekują od lodów.


No, ale nie ważne...


Generalnie wiele moich życzeń to marzenia ściętej głowy i już dzisiaj, na udostępnionych próbkach widać, że wiele z nich to mrzonka. Niemniej jednak pomarzyć można.


1) Charakterów


Pierwszą rzeczą, jakiej nie chciałbym oglądać w nowych DeDekach to podziału na charaktery w linii Dobro - Zło oraz Prawo - Chaos. W zasadzie nie ma nawet o czym mówić. Każdy, kto ma oczy widzi przecież, że podział ten, zarówno z punktu widzenia psychologicznego jak i wewnętrznej wygody gry sensu ma niewiele. Tak naprawdę jedynie prowadzi do tego, że światy DeDeków są spłycane oraz do kłótni w stylu „czy Paladyn może dać grosika Rumunce i czy straci od tego cnotę i specjalne moce?”.


W zasadzie zachowanie charakterów ma tylko jedno uzasadnienie. W DeDekach istnieje wiele czarów i innych mocy, które opierają swoje działania właśnie na nich. Należą do nich takie efekty, jak Ugodzenie Zła, Słowo Chaosu / Prawa i im podobne. O ile te oparte na Dobrze mają jeszcze sens i koniec końców pasować mogą do baśniowo - bajkowej otoczki (której obecność w DeDekach jest jednak IMHO bardzo, ale to bardzo dyskusyjna), tak efekty bazujące na Źle, w szczególności typu Ugodzenie Dobra, Słowo Zła etc. w ogóle nie powinny istnieć, gdyż to czysta głupota. Zresztą, do czego one służą? Do obrony przed paladynami i aniołami? Bo wydaje mi się, że - będąc złym czarownikiem - mam, mimo wszystko nadal mamy większą szansę zostania napadniętym przez leśnego zbója charakter Chaotyczny Zły, niż zbója charakter Chaotyczny Dobry, kradnącego, żeby nakarmić dzieci w sierocińcu...


Generalnie zamiast charakteru wystarczyłby podtyp w rodzaju Zły dla niektórych potworów lub jakieś atuty z gatunku Vile, dające niektórym postaciom ów podtyp. Choć pamiętając Księgę Plugawego Mroku boję się myśleć, jak takie atuty by wyglądały.


Można by też zastosować system w rodzaju np. Motywacji z gier White Wolfa...


2) I klas prestiżowych


Klasy prestiżowe były pomysłem fajnym. Nawet bardzo fajnym. Dzięki nim bohater mógł wreszcie stać się kimś więcej, niż tylko rozwijać się po ściśle narzuconej linii. Jednak ich wykonanie było koszmarne. Generalnie moim zdaniem powinno działać to tak, że albo Bohater, grający dajmy na to Wojownikiem doskonalił się w swoim rzemiośle, osiągał 20 level i status doskonałego fechmistrza (nie zmieniając klasy), albo też w pewnym momencie jego kariera przestawała skupiać się jedynie na walce, zajął się dowodzeniem i zostawał Generałem (klasa prestiżowa), mającym inne statystyki, inne moce i inne możliwości. To trochę tak, jak Conan: klasa bazowa Cymeryjczyk, klasa prestiżowa: Król Aquilonii.


Faktycznie jednak większość klas prestiżowych to rzeczy oczywiste (Czerwony Mag, Arcymag - tak naprawdę trudno mi znaleźć powody, dla których powinni różnić się jakoś szczególnie od zwykłego czarodzieja pochodzącego z Thay lub mającego bardzo wysoki poziom doświadczenia), rzeczy, które powinny być rozwiązywane przez odpowiednie atuty (Tkacz Cienia, Skrytobójca) lub dwuklasowość (Mistyczny Sztukmistrz, Kapłan Wojny) albo zwyczajnie głupich (Władca Śluzów). Co gorsza klasy prestiżowe zamiast opcji stały się obowiązkiem, bez którego wypełnienia bohaterowie nie dawali sobie rady...


3) Skokowego rozwoju postaci


Jednym z moim zdaniem problemów DeDeków jest kolosalna wręcz różnica między postaciami 1 i 20 poziomów. Generalnie bohater 20 poziomu jest jakieś - jak łatwo samemu zaobserwować - około 20 razy potężniejszy od bohatera poziomu pierwszego. Posiada też ogromne ilości HP-ków, rzuty obronne, dzięki którym może zjeść kilogram arszeniku i choroba, nawet zaawansowany czarodziej na pięści radzi sobie przez to lepiej, niż cały regiment początkującego wojska.


Sypie się przez to wszystko. Począwszy od logiki świata, przez logikę wewnętrzną scenariuszy (po co wieśniacy mają wynajmować Poszukiwaczy Przygód przeciwko goblinom, jeśli mogą posłać na akcje swojego wójta, plebejusza poziomu ósmego?), po samą mechanikę. To właśnie z tej rozbieżności biorą się te wszystkie Bogactwa Postaci Na Poziom, Skale Wyzwania Potworów, dopuszczalne poziomy posiadania magicznych pierścieni i reszta tej głupoty... Oraz ta cała księgowość, będąca cechą charakterystyczną DeDeków od 3 edycji w górę.


Co więcej uniemożliwia to tak naprawdę wykorzystania całego bogactwa systemi. Powiedzmy bowiem, że mam pomysł na przygodę opartą o walce z jakimś fajnym potworem... A DeDeki takich potworów mają masę (i sześć razy tyle beznadziejnych). Na przykład z Muzgotrzepami. I moje postacie mają za niskie lub za wysokie poziomy? W 99% systemów nie jest to wielkim problemem. Mogę używać de facto 90% bestiariusza, pozostałe 10% w kilka chwil mogę dostosować... W DeDekach... W DeDekach muszę liczyć na to, że moja drużyna będzie miała odpowiednią siłę do tego, na co mam w danej chwili pomysł. A jeśli potwora zacznę przystosowywać, to zajmie mi to kilka godzin...


Nie mówiąc już o tym, że walki między kilkoma lokomotywami, które mają po milion HP każda zwyczajnie trwają godzinami i nudne!


4) Poziomów epickich


Prawdę mówiąc to nie sądzę, żeby te poziomy w ogóle były potrzebne. Bo do czego? Przecież postacie dwudziestego poziomu z wielokrotnymi auto-Jezusami wcale nie wystarczająco przegięci...


Prawdę mówiąc, to wolałbym, żeby gra skupiła się na słabszych bohaterach. Plotka głosi, co do której prawdziwości nie mam pewności, że kiedyś, w dawnych czasach epickie poziomy zaczynały się od 10 i prawdę mówiąc ma to sens. Mniej więcej w tym miejscu bowiem zaczynają się wycieczki po obcych planach i chore zaklęcia w rodzaju Wskrzeszenia. Mniej - więcej takie poziomy (tak naprawdę to nie pamiętam, bo to strasznie dawno temu było) miała też moja drużyna, która przeszła przez wszystkie trzy Beholdery. Generalnie to by wystarczyło.


I nie straszyłoby tak bardzo surrealizmem!


5) Vanciańskiego systemu magii!


O Vanciańskim systemie magii można powiedzieć wiele: jest głupi, abstrakcyjny, sztuczny, nieintuicyjny i nienaturalny. Wygląda jak żywcem zerżnięty z gry komputerowej na Atari. Owszem, pasował do Umierającej Ziemii z jej surrealistycznym klimatem. Jednak w settingach, które aż tak surrealistyczne nie są niekoniecznie musi się sprawdzić. Ma w prawdzie jedną zaletę: w DeDekach faktycznie czuje się, że gra się postacią maga, który całe życie spędził na nauce i faktycznie przygotowuje się jakieś czary. Jest to jednak jego jedyny plus.


Co więcej sprawia, że ogromna ilość czarów zwyczajnie się nie przydaje! Owszem, w DeDekach blisko 80% zaklęć to czary ogólnoużytkowe. Niektóre z nich, zwłaszcza ze szkół Transmutacji i Iluzji to zaklęcia o ogromnym potencjale kombinacyjno - spekulacyjnym. Przykładem mogą tu być czary typu Brzuchomówstwa, grupa Obrazów czy Magiczna Aura Nystula... Wszystko to zaklęcia bardzo pożyteczne, w innych systemach święciłyby triumfy. Pozwalają zmylić wrogów, wciągnąć ich w zasadzkę, albo odwrócić ich uwagę... Tylko, że nie warto tracić cennych slotów na ich zapamiętywanie. Bo kto da nam gwarancję, że akurat dziś przyda nam się Brzuchomówstow, a nie Magiczny Pocisk? A właśnie przez magię Vaciańską każdy czarownik chodzi z zestawem kilku, wybranych bufów i zaklęć defensywnych, a pozostałe oczka zapycha magią ofensywną.


To także ona sprawia, że drużyna, napotykając jakiś problem wycofuje się, rozbija obóz, a następnie zapamiętuje inne czary i wraca, by go rozwiązać...


6) I potęgi magii!


Nie mam pretensji do magii bojowej, która generalnie, poza niektórymi wyjątkami jest dokładnie taka, jaka powinna być. Problemem DeDeków jest cała reszta zaklęć. To właśnie przez przedobrzone buffy, czary wspomagające i użytkowe w zasadzie cała drużyna zmienia się w dodatek do postaci czarujących.


Wiecie... Jak dla mnie to spora przesada, żeby zaklęcia w rodzaju np. Zauroczenia Osoby czy Dominacji trwały przez 24 godziny na poziom! Albo buffy w rodzaju Byczej Siły trwały po godzinę na poziom. Albo zaklęcie Lot trwające 10 minut / poziom. Przecież to jest koszmarnie długo... Kurcze, już w chwili, gdy dostajemy Dominację ludzi możemy trzymać pod nią tygodniami, a Lot pozwala nam na prawie godzinne unoszenie się w powietrzu, gdzie jesteśmy bezpieczni przed większością przeciwników. Albo taka Antymagia, która, w momencie, gdy ją otrzymujemy daje nam dwugodzinną odporność na większość czarów... O czarach w rodzaju Bycza Siła, które na wyższych poziomach działają niemal przez całą dobę nie warto wspominać.


W tej sytuacji buffy w zasadzie przestają być strategicznym wyborem: czy je rzucać, czy nie. Po prostu: rzucać je trzeba, bo trzymają tak długo, że można pod ich działaniem przeczekać cały dzień. Jeden zdominowany potwór to natomiast niewolnik na długi okres... Zwyczajnie to jest zbyt mocne.


Moim zdaniem czary typu Antymagia, Bycza Siła czy Lot powinny działać minutę / poziom, podobnie wszelkie Dominacje i Zauroczenia Osoby. Natomiast zaklęcia w stylu Stalowego Ciała wręcz runda / poziom. Czarów działających dłużej niż Godzina / Poziom powinno być natomiast bardzo, ale to bardzo mało i powinno się za ich rzucanie płacić EXP-em.


7) I ich nadmiernej użyteczności!


Gdyż rozwalają większość przygód. Wyprawa na pustynię? Zaklęcie kleryka Stworzenie Wody, z poziomu zerowego (!!!) produkujące 10 litrów wody / poziom. Ciemność? Niegasnący Płomień z drugiego poziomu, tworzący wiecznotrwałą pochodnie. Coś jest za ciężkie, żeby spylić to na targu? Dryfujący Dysk Tensera pozwala nam transportować do tony ładunku... Podróż? Bezpieczne Schronienie Leomunda „powołuje do istnienia solidną chatkę lub domek” pozwoli nam oszczędzić na noclegach w karczmach! Zresztą! Jaka podróż przez pustkowia? Bezbłędna Teleportacja! Poziom siódmy! Czas rzucania? Jedna akcja!


Te zaklęcia są zwyczajnie przegięte. Zwłaszcza ta Teleportacja. Już zwykła powinna mieć Czas Rzucania rzędu kilku godzin oraz poziom siódmy właśnie, a Bezbłędnej w ogóle być nie powinno...


8) Wskrzeszenia


Skoro jesteśmy już przy przegiętych czarach, to trudno szukać czegoś gorszego, niż Wskrzeszenie. Czar, który rozwala logikę świata już całkowicie oraz psuje w zasadzie wszystko. Owszem, w systemie, w którym jest tyle zaklęć z grupy Save or Die, co w DeDekach jego istnienie jest uzasadnione, lecz w zasadzie wystarczyłoby ograniczyć ich ilość do Ciało w Kamień i Polimorfii... Jednak choroba... Scenariusz z morderstwem? Wskrześmy ofiarę i zapytajmy, kto ją zabił! Ryzykowna akcja? Nic to dla nas! Najwyżej nas wskrzeszą! Zwłok nie da się odzyskać? Prawdziwe Wskrzeszenie!


Co gorsza tak naprawdę Wskrzeszania nic nie ogranicza. Owszem, tracimy Level, ale tylko pod warunkiem, że korzystamy z kiepskiej, wadliwej wersji czaru z piątego poziomu. Jedyna słuszna wersja z 9 poziomu pozwala nam się wskrzeszać i wskrzeszać bez obaw o cokolwiek.


W efekcie Gracze nie dbają o swoje postacie i dają się zabijać ile wlezie, bo - jeśli ktokolwiek z grupy przeżyje - to na pewno ich wszystkich przywróci do życia. IMHO, jeśli Wskrzeszenie jednak ma się znaleźć w grze (a wolałbym, żeby się w niej nie znalazło) to powinna być to wersja bazowa umieszczona na 9 poziomie magii.


9) I tych cholernych BN-ów!


Settingi do Dungeons and Dragons pełne są postaci, które tak naprawdę nic do nich nie wnoszą, prócz tego, że szerzą chaos i zabierają cenne miejsca pracy dla BG. Ot, żyje sobie gdzieś jakiś heros, który ma moc i level tak wielki, że generalnie siedząc na miejscu i nie ruszając się z niego jest w stanie pokonywać zło i szerzyć dobrobyt. Jego jedyną cechą wyróżniającą go z tłumu podobnych jest fakt, że grał nim nie R. A. Salvatore, nie Tracy Hickman, ani nawet nie Ed Greenwood, ale sam kuzyn matki prababci Garego Gygaxa we własnej osobie, cztery razy na konwencie i nawet o tym książkę napisał! W efekcie czego autorzy nowego settingu koniecznie muszą poświęcić mu 1000 znaków na opis i trzy kolumny tekstu na wyliczanie statystyk i posiadanych magicznych przedmiotów oraz zapamiętanych czarów, bo inaczej nie oddadzą tej wspaniałej atmosfery settingu X...


Naprawdę miło byłoby, gdyby zmniejszyć liczbę postaci, oraz pozostawić jedynie te, które faktycznie wnoszą coś istotnego dla gry.


10) Oraz galaretowatych sześcianów...


Kolejna decyzja, jaka przypadłaby mi do gustu to przejrzenie przez autorów 5 edycji poszczególnych podręczników do DeDeków oraz zastanowienie się, jakich potworów naprawdę potrzebują w grze. Zastanowienie się też, czy współczesny czytelnik rozumie jeszcze nawiązania do twórczości Jacka Vance, czy pamięta memy z konwentów sprzed trzydziestu lat i głupie żarty autorów z tego samego okresu. Bo ja rozumiem, że niektóre bestie to stwory kanoniczne, od zawsze obecne w grze i stanowiące jej nieodłączną część. Pytanie brzmi jednak, czy na pewno tak nieodłączną?


Druga rzecz, to warto byłoby powstrzymać proces klonowania w nieskończoność tych wszystkich potworów. Każdy bestiariusz do DeDeków daje nam bowiem pewną porcję bestii, które zwyczajnie są masówką. Nowy typ giganta (górski, wzgórzowy, karłowaty), nowy typ śluzu, nowy typ golema, różniący się tylko materiałem wykonania, zły smok w każdym kolorze kredek, dobry smok w każdego rodzaju metalu i stopu metali znanego ludzkości, neutralny z każdego minerału... Albo różne odmiany humanoidów, różniące się tak naprawdę tylko Poziomem Wyzwania...


Efekt jest taki, że bestiariuszy jest pewnie więcej, niż opisanych w nich fajnych potworów.

Komentarze


Tolekd
   
Ocena:
+2
Sposób zadawania obrażeń oraz klasy=rasy to sprawa drugorzędna.
Natomiast wymienione przeze mnie elementy były obecne praktycznie przez cały czas aż do 4ed D&D, która przyniosła wiele rewolucyjnych zmian. Dla niektórych zbyt duże przez co teraz Pathfinder jest najpopularniejszym RPG opartym na D&D.


01-09-2012 11:20
Nuriel
   
Ocena:
+3
@Indo:

Na przykład taki charakter. W dedekach to nie jest wyznacznik moralności, karmy czy czegoś filozoficznego. Jest to pewien parametr dzięki któremu można używać niektórych rzeczy lepiej, innych gorzej albo stawać się podatnym/odpornym na jeszcze inne.

W "trójce" od biedy by to jeszcze przeszło (chociaż i tak byłyby duże zgrzyty jeśli chodzi o Dragonlance i FR). W AD&D (a konkretnie w Planescape) moralność jest podstawowym elementem struktury ontologicznej Multiwersum. Sfery Zewnętrzne istnieją właśnie dzięki moralności ;)
01-09-2012 12:32
Tyldodymomen
   
Ocena:
0
Ten "pretensjonalny" konflikt prawo-chaos dobro-zło jest jak zauważyłe nuriel immanentną częścią dedeków, rezygnacja z nich musiałaby zachwiać także np bestiariuszem (demony/diabły, slaady, mrówki etc). Już nie wspominając o tym że charaktery są doskonałym narzędziem do trzymania w ryzach oportunizmu graczy.
01-09-2012 19:35
Kamulec
   
Ocena:
0
Demony, diabły, slaady, formity itp. można opisać. Będzie to więcej mówiło nie mniej, niż przypisanie im określonego charakteru.

Jeśli się chce, można zawsze zostawić jako skrócony opis osobowości, ale i tak generuja multum nieścisłości. Z drugiej strony ciągle pojawiają się idiotyczne interpretacje, że złodziej jest CN, o ile nikogo nie morduje, więc może lepiej, gdy znikną.
01-09-2012 21:50

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.