» Artykuły » Inne artykuły » Dookoła Zajdla: Spójrz na to z drugiej strony

Dookoła Zajdla: Spójrz na to z drugiej strony


wersja do druku

Czegoś tu brakuje

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Dookoła Zajdla: Spójrz na to z drugiej strony
Opowiadanie Stefana Dardy Spójrz na to z drugiej strony to kolejny omawiany przez nas tekst, który otrzymał nominację do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. O jego fabule, wymowie i psychologii bohaterów dyskutują Maciej 'Obłęd' Szraj, Łukasz 'Salantor' Pilarski, Magdalena 'Iman' Litwin oraz Staszek 'Scobin' Krawczyk.

W rozmowie jest wiele spoilerów – zakładamy, że czytelnik zapoznał się już z opowiadaniem.


____________________


Staszek: Ten tekst cierpi na dość poważną chorobę kompozycyjną. Dobrze pokazuje to zakończenie, które zupełnie zmienia reguły gry – na poprzednich czterdziestu stronach nie ma prawie niczego, co zapowiadałoby i uzasadniało tak nagłe pojawienie się fantastyki. Co gorsza, otrzymywane przez Magdę SMS-y na nowo otwierają fabułę, zamiast ją zamknąć (taka konstrukcja mogłaby się sprawdzić, gdyby to nie było opowiadanie, tylko pierwszy rozdział powieści). Łączenie konwencji to trudna sztuka – ta próba niestety się nie udała.

Łukasz: Jak na opowiadanie grozy trochę za dużo w tekście Dardy informacji przekazywanych wprost. Morderczyni (co do której motywów mam pewne wątpliwości) odziera horror z podstawowej jego cechy, czyli tajemnicy. Obcy był przez długi czas horrorem właśnie dlatego, że nie było widać rzeczonego ksenomorfa. Tutaj zaś Sylwia ciurkiem mówi, o co jej chodzi, przez co tekst nie jest tak straszny, jak mógłby być. Zakończenie wydaje się dziwne. Stanowi mocne uderzenie, to akurat dobre, ale skoro Sylwia zmarła, to w jaki sposób powraca? Dlaczego? O co w tym chodzi? Dopatrzyłem się też błędu logicznego – po co mianowicie palić zapałki i z ich pomocą odczytywać czas, skoro starczyło zerknąć na wyświetlacz komórki?

Maciek: Już na samym początku opowiadanie wzbudziło we mnie pewne wątpliwości. Kiedy widzę motto z tak znakomitego pisarza jak Paulo Coelho, dreszcz przechodzi mi po plecach i podświadomie szukam egzystencjalnych mądrości, które pomogą mi zrozumieć świat i godnie przejść przez życie. Nie oceniajmy jednak książki po okładce. Ad rem.

Od razu można sobie powiedzieć, że Stefan Darda pod względem kreacji bohaterów i ich otoczenia bazuje na stereotypowym horrorze. Klasyczna rodzina z klasycznymi problemami. Żona sprząta, mąż to bagatelizuje. Narasta tajony konflikt, z którego dzieci nie do końca zdają sobie sprawę. Do tego dochodzi zalążek fantastyczny. Siostry bliźniaczki, telepatia, prorocze sny i nurtujące myśli: jak oszukać przeznaczenie? Oprócz tego napotykamy starą jak świat (nudną, niewiarygodną, prymitywną) konwencję, w której wszystkie wydarzenia w dziwnie przypadkowy sposób zbiegają się, tworząc efekt sztuczności. Brak zasięgu, kobieta sama w dużym domu, wspomniane sny, zniknięcie sąsiadki, trupy w Zarzeczu, śledzący samochód.

Mówiłeś również, Łukaszu, o braku tajemnicy, a ja dodam wątpliwość: czy rzeczywiście można coś ugrać na zbiorze lekko ze sobą połączonych scen? Nie widać, aby ta fabuła była stopniowo konstruowana – co chwilę następują przeskoki akcji. To bardzo utrudnia utrzymanie jakiegokolwiek klimatu.

Wspomnieliście tutaj o mankamentach związanych z kompozycją i przekazywaniem informacji. To jednak tylko kropla w morzu. Poważne wątpliwości rodzą się dopiero, kiedy zwrócimy uwagę na stronę psychologiczną postaci. Na umotywowanie ich działań. Magda to totalna wariatka z paranoją. Cokolwiek by się działo, zaraz widzi w tym spisek. Podejrzewa męża o nastawianie dzieci przeciw niej. Krzysztof bagatelizuje jej pracę w domu, co może świadczyć o tym, że jest mordercą i w niedługim czasie zakończy jej żywot…

Przez cały tekst ciągną się tego typu irracjonalne dywagacje, ale punkt kulminacyjny ma dopiero nadejść, za sprawą postaci Sylwii. Tu wypływamy na głębsze wody psychologicznego infantylizmu. Nie wiem, jak bardzo trzeba chcieć spiąć fabułę w jedną całość, żeby wpaść na taki oto pomysł. Sylwia widzi, że źle się dzieje u jej sąsiadów, więc postanawia zapobiec tragedii. Chce, aby w Magdzie odrodziło się uczucie do Krzysztofa. Tym samym zamyka ją w domu, torturuje psychicznie i zabija jej męża… Nie wiem nawet, jak można poważnie oceniać tak niepoważny tekst. Irracjonalny koncept bije po oczach. Absurd goni absurd. A w tym wszystkim sztuczny i na siłę wrzucony patos, pod postacią matki zastanawiającej się, które dziecko poświęcić.

Łukasz: Akurat wątek paranoi był jednym z lepszych w tym opowiadaniu. Magda, która na podstawie wydarzeń z przeszłości tworzy teorie na temat tego, co ma nastąpić, z jednej strony jest całkiem zabawna, a z drugiej zaczyna niepokoić. Przecież samochód, którego kierowca absolutnie się nią nie interesuje, urasta nagle do rangi olbrzymiego, śmiertelnego wręcz zagrożenia. Tu sobie pozwolę na chwilę gdybania – może gdyby wywalić Sylwię i wstawić do opowiadania same takie przypadkowe sytuacje, które koniec końców doprowadziłyby Magdę do psychicznego załamania, całość byłaby lepsza. Przynajmniej wiedziałbym, dlaczego dokonano zbrodni. Szaleństwo nie w pełni wyjaśnione to kiepski motyw.

Staszek: Może nie tyle niewyjaśnione, ile raczej niezapowiedziane? Brak wyraźnego wytłumaczenia pobudek Sylwii byłbym w stanie przeżyć (czasem wychodzi to bardzo dobrze, tak jak w przypadku doktora Hannibala Lectera), ale boli mnie to, że we wcześniejszej części opowiadania nie robi ona nic podejrzanego. W ogóle zresztą prawie nic nie robi. A potem nagle zamyka Magdę w domku i w nagłym ataku szczerości opowiada jej o swych zamiarach. Nie jestem w stanie tego kupić, podobnie jak gwałtownej zmiany konwencji w zakończeniu.

Sam tok rozumowania Sylwii także mnie nie odrzuca (ludzka psychika, gdy się załamie, potrafi wymyślić dziwniejsze rzeczy), ale trudno mi uwierzyć, że ta kobieta przez parę lat przyjaźni z Magdą ani razu nie zdradziła się ze swoimi zaburzeniami. Nie jest przecież zimną psychopatką, ma trudności z panowaniem nad emocjami – w jednej sekundzie wrzeszczy na rzekomą przyjaciółkę, a w drugiej wraca do spokojnego tonu. Jakim cudem hamowała się przez cztery lata, nie wybuchając ani po pracy, ani w szkole?

Cóż, zastanawiam się teraz nad tym, jakie ten utwór ma zalety. Bo że wady przeważają, chyba wszyscy się zgadzamy.

Magdalena: A ja mam co do tego tekstu mieszane odczucia. Potrafiłam utożsamić się z bohaterką, choć jest to raczej kwestią przypadku niż starannej konstrukcji postaci – mam tak samo na imię, też mam siostrę Marzenę i niektóre cechy charakteru podobne do bohaterki. Może dzięki temu odebrałam to opowiadanie bardziej emocjonalnie. Niemniej kiedy już po przeczytaniu zaczęłam analizować je na chłodno, doszłam do podobnych, co Wy, wniosków. Nawet jeśli nie będziemy oceniać tego tekstu w kontekście konwencji grozy, i tak widać w nim pewne wady. Przede wszystkim nie ma argumentów, żeby wybronić takie a nie inne przedstawienie postaci. Jest ono jednostronne i w związku z tym zupełnie nieżyciowe. Mam tutaj na myśli przedstawienie relacji małżeńskich – wydaje mi się, że w żadnym związku międzyludzkim nie jest tak, że błędy popełnia tylko i wyłącznie jedna ze stron.

Staszek: Bo ja wiem? Wydawało mi się, że tutaj zawinili oboje małżonkowie: Magda była paranoiczna, a Krzysztof niewystarczająco czuły na jej obawy.

Magdalena: Nawet jeśli Krzysztof nie jest wolny od odpowiedzialności, to moim zdaniem wina Magdy w opowiadaniu została nieproporcjonalnie wyolbrzymiona. Jednak i tak bardziej dziwi mnie osoba Adama – "kto to?", "skąd się wziął?" i inne pytania cisną się na usta. Oczywiście nie chodzi mi o to, żeby autor wykładał kawę na ławę, ale wypadałoby chyba jednak zostawić odbiorcom jakąś pożywkę dla domysłów. Tymczasem w refleksji po skończonej lekturze postać tę trzeba właściwie pominąć, bo trudno cokolwiek na jego temat wywnioskować.

Aczkolwiek nie oceniam tego tekstu tak surowo jak Wy. Towarzysząca mu atmosfera przywiodła mi na myśl film Przeczucie, gdzie pojawił się podobny niepokój. Inną formę miała tam wprawdzie paranoja głównej bohaterki, ale może ze względu na patrzenie przez pryzmat tego filmu stan nerwów Magdy nie wydawał mi się sztuczny. Złagodziło to też mój odbiór zakończenia, nie wydało mi się ono dysonansem. Wprawdzie rozpoczyna w pewnym sensie całkiem inną historię, ale sądzę, że jest to świadoma konstrukcja otwartego zakończenia.

Staszek: Z mojej perspektywy psychologia bohaterów nie wygląda najgorzej. Natomiast wskazana przez Ciebie postać Adama wydaje się dobrym przykładem tego, co w opowiadaniu naprawdę nie gra. Czy mamy sądzić, że mężczyzna ma nieczyste sumienie, skoro w tekście padają słowa o "kolejnym śledztwie, które było mu całkowicie nie na rękę"? Ale przecież: "Nie znał Załuskiego zbyt dobrze, jego żony nie spotkał ani razu", co sugeruje, iż Adam jest jedynie przypadkowym obserwatorem. I po cóż pisać, że ma taki sam samochód jak inna z postaci, skoro nic z tego nie wynika? Byłbym zdania, że ten utwór gubi przede wszystkim zamieszanie fabularne.

Łukasz: Zamieszanie fabularne? Takowego tutaj nie ma. Przecież wszystko podane jest na tacy. Suspens występuje tylko w paru miejscach, chociażby w scenie przejazdu Magdy do wioski oraz późniejszego obserwowania lasu. Potem rozmowa z Sylwią, którą tłumaczy się praktycznie ze wszystkiego, scena po latach, gdzie wiadomo, co stało się z pozbawioną ojca rodziną… Jedyne tknięcie chaosu ma miejsce tuż przed spowiedzią Sylwii, gdy można się jeszcze zastanawiać: “Ale zaraz, dlaczego ona? Kim ona jest? W ogóle o co tutaj chodzi?”. Potem jest już wszystko jasne, a rzeczony chaos odchodzi niepocieszony.

Im dłużej myślę o tym opowiadaniu, tym bardziej dochodzę do wniosku, że czegoś tu brakuje. Tylko nie jestem w stanie sprecyzować czego. Może chodzi o sens? Bo w zasadzie o czym jest to opowiadanie? O kobiecie, która za swoje błędy została pokarana stratą męża? O innej kobiecie, która w przypływie szaleństwa dopuściła się okrutnego czynu? Czy też może o sprawach paranormalnych, które w tekście służą bardziej jako dodatek?

Staszek: Uściślę tylko: przez zamieszanie fabularne rozumiem urywanie wątków i niekiedy przypadkową kompozycję. A Twoja wypowiedź nasunęła mi na myśl jeszcze jedną podobną frazę, “zamieszanie tematyczne”.

Maciek: Cały problem tkwi w tym, że te postacie kreowane są na zupełnie zdrowe osoby. Mówiłeś wcześniej o załamaniu, Łukaszu, ale gdzie w tym tekście było załamanie? O to właśnie chodzi, zachowanie Sylwii jest niczym nieumotywowane. Tak samo Magda, wpada w paranoje po "x" latach małżeństwa. To wszystko jest wyrwane z kontekstu. Darda sam złapał się w jedną z największych pułapek horroru. Istnieje bardzo cienka granica między wiarygodnym utworem grozy (filmowym, książkowym, komiksowym), a popadającym w śmieszność koszmarkiem. Spójrz na to z drugiej strony zalicza się niestety do tej drugiej grupy.

Pytanie Łukasza też nie jest bezzasadne. O czym jest ten tekst, co tak naprawdę autor chciał przekazać? Dla mnie to kolejne opowiadanie o niczym. Niespójne, słabe pod względem pomysłu, niedopracowane, mało wiarygodne, przymiotniki można by mnożyć, co i tak nie zrekompensuje czasu poświęconego na czytanie.

Staszek: Ha, chciałem, żebyśmy pomówili o zaletach, a sam powróciłem do wad. Spróbuję więc chociaż teraz powiedzieć, co mi w tekście przypadło do gustu. Całość jest tak skonstruowana, że prowadzi do trzech węzłowych momentów fabularnych. Pierwszy z nich – to chwila, w której Sylwia mówi Magdzie, że nie wypuści jej z domu. Drugim węzłem jest moment, gdy ginie Krzysztof, ale przeżywają dzieci. I wreszcie mamy ścisły finał, kiedy w ostatnich słowach opowiadania okazuje się, że czarny sen Magdy wcale nie dobiegł końca. Przy wszystkich zastrzeżeniach, które wyraziliśmy, uważam, że ta konstrukcja wypada przyzwoicie.

Podoba mi się też dwuznaczność tytułu, w którym wyrażenie "druga strona" można odnieść zarówno do Magdy (jej refleksję po stracie męża podsumowuje stwierdzenie, że w końcu "na swoje małżeństwo potrafiła spojrzeć z innej strony"), jak i do Sylwii (piszącej w finalnym SMS-ie: "Pozdrawiam z drugiej strony"). Kiedy myślimy o głównym temacie opowiadania, ta fraza może być cenną podpowiedzią.

Magdalena: Mnie się jednak wydaje, że Magda wypada tu przekonująco. Jej paranoja nie jest związana bezpośrednio z małżeństwem, wynika ze złego snu, który miewają z siostrą bliźniaczką zawsze, kiedy ma się wydarzyć coś strasznego. Trauma po śmierci ojca, stryja i stryjenki na pewno wpłynęła na jej charakter, możliwe, że bohaterka stała się osobą, która bez wyraźnej przyczyny stale martwi się o swoich bliskich. Wyobraża sobie różne scenariusze, może po to, by potem przez zaskoczenie ból po stracie nie był większy?

Tak jak pisze Staszek, to opowiadanie ma swoje mocne punkty. Sądzę, że nie można go tak jednoznacznie nazwać kiepskim. Gdyby trochę zmodyfikować konwencję, lepiej skonstruować wątek Sylwii, a wątki poboczne bardziej rozbudować – możliwe, że wtedy otrzymalibyśmy naprawdę ciekawą powieść. Tam jest tyle intrygujących elementów, naprawdę szkoda, że nie zostały bardziej wykorzystane! Mimo wszystko są jednak za dobre na to, żeby spisać całość na straty.



Czytaj również

Dookoła Zajdla: Obcy
Obcy w kształcie nieoczekiwanym
Dookoła Zajdla - Kamienna Ćma
Czy kamień leży tam, gdzie leży?

Komentarze


~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Przykre to, że po raz kolejny redakcja serwisu kreuje się ponad całą resztę fandomu i wypowiada się, jakby to ich słowa miały najwyższą wagę.
20-08-2012 09:59
baczko
   
Ocena:
+3
To dyskusja, w ktorej chcieliśmy podzielić sie wrażeniami na temat opowiadania i jednocześnie zaprosić do rozmowy na temat omawianego tekstu.

Przykre, że niektórzy wolą marnotrawić energię na bezmyślne narzekanie.
20-08-2012 12:29
Asthariel
   
Ocena:
0
Przykre, że po raz kolejny bezimienna tylda nie podaje żadnych argumentów, tylko rzuca oskarżeniami bez pokrycia.
20-08-2012 12:42
mr_mond
   
Ocena:
0
Poza tym hej, w Internecie każdy może się powypowiadać tak, jakby jego słowa miały najwyższą wagę. Redakcja się nie wywyższa ani nie odbiera komukolwiek prawa głosu. No chyba że to jest tak, że skoro części fandomu nie chce się zabrać głosu, to w ogóle nikt nie powinien nic mówić.
20-08-2012 13:53
malakh
   
Ocena:
+2
Redakcjo!

Proszę natychmiast przestać się wypowiadać. Swoim wrzaskiem zagłuszacie żywą, fandomową dyskusję na temat literatury. Jeżeli tylko przestaniecie dyskutować, na pewno do waszych uszu dotrą głosy fandomu... ah, wait...
20-08-2012 14:35
Scobin
   
Ocena:
+1
Proszę nie karmić trolli. ;-)
20-08-2012 17:35
~Piotrek

Użytkownik niezarejestrowany
    Pytanie z innej beczki
Ocena:
+1
Korzystając z okazji że część redakcji jest aktywna w komentarzach chciałbym o coś zapytać: dlaczego redaktorzy Poltera tak wyjątkowo upodobali sobie ksywki i czy w codziennych kontaktach między sobą nazywają się tymi barwnymi pseudonimami?
21-08-2012 10:53
Scobin
   
Ocena:
+1
Ja tam wolę imiona. ;-) Ale pseudonimy są funkcjonalne – jeżeli masz np. paru Marcinów, to posłużenie się nickiem od razu wyjaśnia, o kogo chodzi. Poza tym jest to stara tradycja fandomowo-internetowa, w stosowaniu ksywek na Polterze nie ma nic wyjątkowego.
21-08-2012 11:55
~he

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tylko te wasze ksywki są przezabawne. Jak je czytam, to oczami wyobraźni widzę siedzącą za stołem grupę pryszczatych, 15-letnich miłosników czarnego metalu :D
24-08-2012 00:39
Salantor
   
Ocena:
0
Czy wyglądam, jakby mnie to interesowało? :]
25-08-2012 23:07
Scobin
   
Ocena:
0
Tylko te wasze ksywki są przezabawne. Jak je czytam, to oczami wyobraźni widzę siedzącą za stołem grupę pryszczatych, 15-letnich miłosników czarnego metalu :D

No cóż, mój pseudonim powstał, kiedy miałem jakieś 10 lat, więc przynajmniej w tym wypadku niewiele się pomyliłeś. ;-) Ot, sentyment. :-)
28-08-2012 16:04

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.