» Recenzje » Dom burz - Ian R. MacLeod

Dom burz - Ian R. MacLeod


wersja do druku

Forma ponad treścią

Autor: Redakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Dom burz - Ian R. MacLeod
Uczta Wyobraźni to prawdziwa perełka wśród licznych serii fantastycznych, wychodzących w naszym kraju. Dzięki niej polski czytelnik może zapoznać się z książkami należącymi do New Weird – jednego z młodszych i trudnych do zdefiniowania nurtów w współczesnej literaturze fantastycznej. Najogólniej można o nim powiedzieć, że New Weird odrzuca konwencję tolkienowskiego fantasy i łączy rozmaite gatunki literackie. Dzięki takim założeniom powstają powieści nieprzeciętne i naprawdę oryginalne.

Pierwszą pozycją, jaka ukazała się w roku 2006 w serii Uczta Wyobraźni, była debiutancka powieść Iana MacLeoda Wieki światła. W tej książce autor wykreował niezwykły świat XIX-wiecznej Anglii, w której zamiast węgla wydobywa się eter – niezwykłą substancję, dzięki której nastąpił dynamiczny rozwój techniczny. Wszystko ma jednak swoją cenę, gdyż eter jest substancją niebezpieczną, wpływającą negatywnie na operujących nim ludzi, przekształcając ich w Odmieńców, czyli w trolle i inne magiczne stworzenia.

Dom Burz, drugi tom cyklu Wieki Światła, również przenosi czytelnika w ten niezwykły świat. Jednak wydarzenia rozgrywające się w tej powieści mają miejsce niemal sto lat później, niż zdarzenia opisane w pierwszej części, i są z nimi bardzo luźno powiązane. Także pod względem poruszanej tematyki obie książki różnią się od siebie. W Wiekach światła autor bardzo mocno poruszał problemy społeczne, wyraźnie zaznaczając przepaść dzielącą biednych i bogatych. Tak obrazowo i dokładnie opisał nędzę dzielnic robotniczych, że doczekał się miana "Współczesnego Dickensa". Natomiast w Domu Burz Ian MacLeod przedstawia społeczeństwo jako dynamicznie działającą maszynę, której pracę może zakłócić, a nawet zatrzymać nawet najmniejszy brak równowagi między poszczególnymi trybikami. Efektem braku owej harmonii jest wojna, która przewraca świat do góry nogami oraz sprawia, że nasza rzeczywistość zmienia się całkowicie i nigdy nie wróci do poprzedniego stanu.

Główną bohaterką jest Alice Meynell, Arcymistrzyni Cechu Telegrafistów, niezwykle piękna kobieta, posiadająca zimny i bezwzględny umysł wytrawnego polityka. Dzięki swojej inteligencji i urodzie udało jej się wejść do ścisłej elity społecznej i skupić w swoich rękach najwyższą władzę. Niestety, jej jedyny syn, Ralph, jest śmiertelnie chory na suchoty. Alice robi wszystko, aby go wyleczyć, lecz nie udaje jej się to. W końcu zabiera go do Ivercombe, na zachodnim wybrzeżu Anglii, licząc, że tamtejsze powietrze pomoże chłopcu. Jednak tak naprawdę, myśli i nadzieje Alice kierują się w stronę Einfell. Jest to miejsce, w którym mieszkają odmieńcy, istoty, które utraciły swoje człowieczeństwo w skutek zbyt bliskich kontaktów z eterem, w zamian zyskując magiczne moce. Jednym z nich jest Silus Bellingson, mężczyzna, który niegdyś bardzo kochał Alice i być może zna sposób na uzdrowienie jej syna.

Dom Burz, mimo iż jest dużo lżejszy od swej poprzedniczki, nie należy do książek, które czyta się z łatwością. Jest to z pewnością ta powieść, której bliżej do ambitnej literatury, niż do "czytadła" fantasy, dlatego osoby mające ochotę na lekką i niewymagającą zbytniego zaangażowania rozrywkę mogą się mocno zawieść podczas lektury tej pozycji

Ian MacLeod jest pisarzem, który doskonale operuje słowem, co udowodnił już w znakomitych Wiekach Światła. Wybrzeża zachodniej Anglii stanowią wdzięczniejsze tło dla jego pióra niż ponure dzielnice robotników. Już od samego początku powieść ta przykuwa uwagę czytelnika i oczarowuje go niezwykle malowniczym oraz sugestywnym opisem angielskiej prowincji. Trzeba przyznać, że ten pisarz ma szczęście do tłumacza. Wojciech Próchniewicz doskonale przełożył Dom Burz, bardzo dobrze oddając specyfikę oryginalnego i nieco poetyckiego stylu MacLeoda.

Fabuła wzbudza w czytelniku bardzo różne odczucia. Najmocniejszą częścią tej powieści jest początek, który opisuje wydarzenia mające miejsce w Ivercombe – zmaganie się Ralpha z chorobą, ambicjami oraz miłością do Marion, czyli służącej pracującej w tej posiadłości. Także niezwykła Alice Meynell, która dzięki intrygom i zbrodniom osiąga swoje cele, początkowo gra główne skrzypce. Potem, niestety, Arcymistrzyni ustępuje miejsca innym postaciom, szczególnie Klade'owi, którego losy, chociaż istotne dla całej powieści, nie potrafią wzbudzić w czytelniku tak dużego zainteresowana.

Dom Burz jest powieścią zawierającą w sobie bardzo dużo wątków. Ku mojemu ubolewaniu właśnie tutaj objawia się największa słabość tej książki. Autor poruszył zbyt wiele spraw i nie potrafił połączyć ich w spójną całość. Jest to szczególnie widoczne w wątku Klade'a, który sprawia wrażenie nieprzemyślanego i "ciągniętego" trochę na siłę, zupełnie jakby autorowi zabrakło na niego pomysłu.

Z pewnością miłośników tego pisarza zaciekawi fakt, że w swojej najnowszej powieści wprowadza on wojnę secesyjną na grunt angielski (Wschód Anglii walczy z Zachodem, gdzie legalne jest niewolnictwo, nazywane elegancko "pańszczyzną"). Autor, ukazując zmagania wojenne, nie skupia się na przebiegu bitew, lecz na cierpieniach ludności, zniszczeniach i gwałtownych zmianach, jakie pozostają po każdym konflikcie. Opis tych wydarzeń należy do jednego z lepszych obrazów wojny, jaki kiedykolwiek czytałam. Niestety, to pozytywne wrażenie psuje wspomniana już wielowątkowość. Autor "skacze" od postaci do postaci, właściwie nie skupiając się na żadnej. Przez to narracja sprawia wrażenie bardzo chaotycznej i bardzo łatwo się pogubić w przebiegu akcji.

Inną wadą fabularną są zbiegi okoliczności, które nieco zbyt często pomagają bohaterom. Czystym przypadkiem dowiadują się oni o pewnych sprawach, które przed nimi ukrywano, a także jakimś cudem potrafią się odnaleźć w kraju ogarniętym wojenną zawieruchą. Na szczęście te tendencje zaczynają rzucać się w oczy dopiero pod koniec.

Najbardziej fascynującą postacią z Domu Burz jest niewątpliwie Alice Meynell. Autor niezwykle wnikliwie i interesująco kreuje jej obraz. Ta wspaniała manipulantka, mistrzyni zbrodni o nieprzeciętnie błyskotliwym umyśle i stalowej woli, sprawia, że powieść czyta się naprawdę dobrze. Inni bohaterowie tej powieści nie wzbudzają tak dużego zaciekawienia, choć ich kreacji nie mogę zarzucić nic konkretnego. Pewne zastrzeżenia budzi jedynie Klade. Jest on dosyć niezwykłą postacią. Niestety, jego potencjał nie został wykorzystany, gdyż kreacja tego bohatera jest nieprzekonująca i nieprzemyślana.

Parę słów należy się również wydaniu, jednak tu akurat nie mam żadnych poważnych zarzutów. Książka posiada twardą oprawę i bardzo ładną okładkę. Podczas lektury nie napotkałam żadnych literówek. Właściwie, mogę się przyczepić jedynie do czcionki, gdyż na brzegach kilku początkowych stron niektóre wyrazy były albo pogrubione lub rozmazane, co trochę utrudniało czytanie.

Cóż, mogę powiedzieć o najnowszej powieści MacLeoda? Z pewnością to, że jest to znakomicie napisana powieść. Od strony literackiej ciężko autorowi cokolwiek zarzucić. Niestety, fabularnie ta książka nie dorównała genialnym Wiekom Światła. Jednak nie spotkało mnie zbyt duże rozczarowanie. Dom Burz, pomimo swoich braków, pozostaje bardzo dobrą powieścią, która – mówiąc metaforycznie – miała doskonały start, a pewne problemy pojawiły się dopiero podczas podchodzenia do lądowania.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 16 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Dom burz (The House of Storms)
Autor: Ian R. MacLeod
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Autor okładki: Irek Konior
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 7 marca 2008
Liczba stron: 528
Oprawa: twarda
Format: 135 × 205 mm
Seria wydawnicza: Uczta wyobraźni
ISBN-13: 978-83-7480-079-2
Cena: 39,00 zł



Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

Aduial
   
Ocena:
0
Bardzo zgrabna i wyczerpująca recenzja - od dłuższego czasu zastanawiam się nad jakąś powieścią "new weird" i chyba zacznę właśnię od serii "Uczta wyobraźni" i czegoś Iana R. MacLeoda.
05-05-2008 21:51
senmara
   
Ocena:
0
Ksiażka stoi na półce i czeka, bo dopiero wczoraj zdobyłam Wieki światła tegoż autora, a zdecydowałam, że czytam od początku :) Zapowiada się bardzo dobrze
08-05-2008 08:15
assarhadon
   
Ocena:
0
Zdaje się, że to powieść intergatunkowa...? Widze jakiś nowy trend w literaturze, nie tylko sf, aby wykraczać poza ramy gatunku i łączyć je ze sobą. Punktem wyjścia jest powieść XIX- wieczna....Dukaj Lodem zrobił to samo w Polsce. ciekawy arcy to zabieg:)
12-05-2008 06:43
teaver
   
Ocena:
0
Jestem na 260 stronie tej #@!^%$ książki. Lubię New Weird, ale to coś - bo w moim mniemaniu ciężko nazwać to dobrą książką - jest nudne jak flaki z olejem. Cała książka mogłaby się obyć bez pierwszej części. Powiem więcej - zyskałaby na tym. Arcycechmistrzyni Meynell jest przedstawiana jak żurnalowa pani domu, autor zużywa swój zapas licentiae poetica na jakieś nic nieznaczące motywy postępowania bohaterów. Wiele wątków można by z tej książki wyciąć i nic by z niej jakościowo nie ubyło.
Jakby tego było mało, tłumaczenie jest koszmarne. Powiem więcej - są w nim błędy i literówki! Autor ma denerwującą manierę tłumaczenia question tags jako ", nie?" do tego interpunkcja jest tragiczna. Czytam jednak dalej, mając nadzieję, ze chociaż zakończenie zepnie ze sobą jakoś sensownie te namnożone na siłę wątki. Ogólnie, to książkę czyta się jakby autor pisał to wszystko właśnie "na siłę", być może z pistoletem przystawionym do skroni. Teoria doboru naturalnego jako teza książki NW to raczej kiepski pomysł.
18-09-2008 13:48
~Juras

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Zgadzam się z Teaver. Książka jest całkiem różna od poprzedniczki "Wieki światła " która wciąga i nie pozwala się oderwać a przy tej nie umiałem jej skończyć. W pełni jestem rozczarowany. Jeśli ktoś nie ma co poczytać to można kupić.
09-07-2009 12:56

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.