string(15) ""
» Blog » Dobre Rady Cioci Agrafki
22-05-2014 15:59

Dobre Rady Cioci Agrafki

W działach: Dobre Rady Cioci Agrafki | Odsłony: 2148

Dobre Rady Cioci Agrafki

Dobre Rady Cioci Agrafki

Część I

"Szybki podryw"

czyli jak nie podrywać dziewczyny w pubie

 

 

 

To dziś jest ten dzień. Stajesz przed lustrem. Piękny jak zwykle. Na wczorajszy podkoszulek - jeszcze przecież świeży - zarzucasz najlepszą imprezową koszulę. Klucze są, portfel jest. Jesteś gotowy. Wychodząc postanawiasz opryskać się perfumami. A co, w końcu dzisiaj podbijesz świat. Kumple już czekają. Radośnie wkraczacie do pubu i zaczynacie podbój. Ale najpierw stolik, kilka piw na odwagę. I wtedy widzisz Ją. Zachęcony przez przyjaciół decydujesz się w końcu spróbować. Postanawiasz, że ta mała dzisiaj z tobą wyjdzie. Podchodzisz...i znów coś nie wyszło.


Punkt pierwszy - Przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę

Twoi przyjaciele to bez wątpienia świetni ludzie. Nikt nie wątpi, że oddałbyś za nich połowę konsoli a może i własną siostrę. Jeśli jednak nie idziecie po prostu na kolejne piwo czy partyjkę piłkarzyków, tylko realnie chcesz zdobyć dziewczynę, może warto głębiej zastanowić się nad doborem towarzystwa.

  1. Obezwładniająco Przystojny Przyjaciel czyli stwórz odpowiedni kontrast.

    Dobrze jest obracać się w towarzystwie ładnych ludzi. Wszyscy to lubimy. Ale jeśli twój przyjaciel obezwładnia urodą, w jego otoczeniu dziewczyny mdleją, a ty chciałbyś wyglądać jak on - nie bierz go ze sobą. Jasne, kiedy jest z tobą zawsze dookoła pojawiają się fajne laski, nawet chętnie z nimi rozmawiasz - ale dlaczego mimo to nie wychodzi? Przykro mi, ale mimo wszystkich twoich zalet stałeś się furtką do OPP, a twój przyjaciel jest teraz twoim największym rywalem. Wszyscy wiemy, że wygląd nie jest najważniejszy... ale przy pierwszym wrażeniu jednak jest. Jeżeli na podryw koniecznie musisz brać kolegów, żeby poczuć się pewniej, weź tych, którzy zaprezentują się gorzej od ciebie. Nawet jeśli nie będziesz najlepszym modelem w pubie, będziesz najlepszym towarem w grupie.
     
  2. Niewyżyci i nietaktowni kumple czyli z kim ty się zadajesz?

    O tak, uwielbiacie przaśne żarty, piwo lejące się litrami i zawody w bekaniu. W dodatku każdy z was szuka dziewczyny od jakiegoś czasu. Dlaczego więc nie wybrać się na rwanie razem? Żeby nie odstraszyć. Jeżeli dziką bandą wpadniecie do pubu, ty będziesz prezentował się rewelacyjnie, ale twoi kumple będą nachalnie zaczepiać ludzi, tańczyć paralityczne wygibasy pod sceną i drzeć się przy ulubionych kawałkach - twoje dobre wrażenie zostanie przyćmione przez nich. Naprawdę nie chcesz, żeby dziewczyna pomyślała (lub powiedziała ci), że twoi koledzy zachowują się nieodpowiednio.
     
  3. Najlepsza przyjaciółka czyli tak jakbym miał dziewczynę.

    Najlepsza, ładna przyjaciółka którą znasz od lat. Podkochujesz się w niej od podstawówki, ale nigdy nie wyszło. Postanawia zabrać cię na podryw, żebyś w końcu nie był sam. Ostatecznie lądujecie razem przy stoliku szczebiocząc jak gołąbki, a ona co jakiś czas wyrzuca cię, żebyś z kimś zatańczył. BŁĄD. Niewybaczalny. Nie poderwiesz dziewczyny, jeżeli z jakąś przyjdziesz. One nie wiedzą, że to przyjaciółka i nie będą próbowały się dowiadywać jak pokręcone relacje was łączą.

    Wersja prawidłowa - idziesz z przyjaciółką I jej chłopakiem. On jest twoim kumplem, a ona jest z nim. Jeżeli spotkasz dziewczynę, która cię zainteresuje możesz użyć przyjaciółki do pomocy. Jej łatwiej będzie zagadać nie wzbudzając reakcji obronnych. Mogą szybko się zakumplować, choćby w magicznej łazience podczas poprawiania makijażu. Niech przyjaciółka zaprowadzi Ją do waszego stolika, żeby przedstawić swojego chłopaka i najlepszego przyjaciela.

 

Punkt drugi - Wyposażenie i ekwipunek

Kiedy już wiesz z kim (lub bez kogo) chcesz iść na podryw, czas się przyszykować. Zdejmij ukochany podkoszulek i wrzuć do prania. Wykąp się. To nieważne, że kąpałeś się rano.

  1. Włosy i zarost czyli nie wilkołak i nie dziecko

    Ogól się, chyba że nosisz zarost - wtedy go przystrzyż jeśli jest potrzeba. Po wysuszeniu włosów uczesz je. Tak, mężczyźni też to robią. Widzisz te przylizane włosy tutaj? Ułóż je. Jeżeli nie wiesz jak powinno to wyglądać - włącz telewizor. Ci goście są uczesani. Ty jeszcze nie. Twoim przyjacielem jest żel lub lakier. Jeżeli nosisz bardzo krótkie włosy suszenie w odpowiednią stronę powinno wystarczyć. Na bogów, nie ładuj tylko tony żelu i lakieru. Masz je uczesać, a nie zalać chemią. Fryzura to wbrew pozorom bardzo ważny element męskiego wyglądu. Zarówno ona jak i zarost mocno wpływają na wygląd mężczyzny. Możesz wyglądać bardziej chłopięco lub bardziej męsko. Przyjemniej lub jak bad boy. Pamiętaj - kobiety zwracają uwagę na szczegóły

    Dla porównania warto spojrzeć na zdjęcia celebrytów, żeby uświadomić sobie w pełni jak bardzo zarost i fryzura wpływają na to, jak jesteśmy odbierani.
  2. Odpowiednie ubranie czyli przyszedłeś pobiegać czy potańczyć?

    Ma być wygodne, schludne i czyste. Nieważne co dokładnie na siebie założysz, ale elementy garderoby muszą do siebie pasować. Gwarantuję też, że w dopasowanych jeansach i koszuli masz większe szanse niż w ukochanym dresie adidasa. Nawet jeżeli jest oryginalny. To od ciebie zależy, czy będziesz wyglądał TAK czy TAK.
     
  3. Perfumy czyli uderzaj we wszystkie zmysły.

    Mężczyzna musi pachnieć. Powąchaj perfumy, które dostałeś na święta od ciotki i zastanów się, czy chcesz żeby to z tym zapachem kojarzono ciebie. Jeżeli tak - użyj ich. W przeciwnym wypadku kup takie, które będą lepiej oddawały ciebie i twoją osobowość. Szukaj w dziale męskim.
     
  4. Pieniądze czyli nie daj się zaskoczyć .

    Tak, ja wiem, że jest równouprawnienie. Ale jeśli chcesz zrobić dobre wrażenie, to musisz je przynajmniej mieć przy sobie. Jeżeli będziesz chciał postawić jej drinka, jeżeli będziesz chciał zamówić jej taksówkę, jeżeli coś się stanie. Upewnij się, że nie będziesz miał związanych rąk. Mężczyzna musi być gotowy na każdą sytuację. Przynajmniej podczas podrywu.
     
  5. Zapalniczka czyli dżentelmen zawsze przygotowany.

    Nikt nie każe ci palić. Nie musisz. Ba, nie powinieneś. Ale zapalniczkę wypada nosić. Bo może ona będzie paliła. A jeśli odrzuca cię ta myśl i wiesz, że moment wyciągnięcia papierosa będzie ostatnim w którym będziesz chciał ją widzieć - i tak weź zapalniczkę. Bo może zostaniecie dłużej i będziesz mógł zapalić świeczkę stojącą na stoliku bez przeciskania się między ludźmi do barmana.
     
  6. Chusteczki higieniczne czyli katar, pot, łzy i rozlane piwo.

    Powinieneś je zmieścić. Będą ci potrzebne jeśli zamierzasz tańczyć. Nie ma nic gorszego niż wycieranie potu rękawem koszuli. Dodatkowo przydadzą się, jeżeli Ona właśnie pokłóciła się z chłopakiem/mamą/przyjaciółką. Przecież nie podasz jej szarego papieru toaletowego z łazienki. Poza tym, zanim z nim wrócisz któryś z mężczyzn może podejść z własnymi chusteczkami. I w pubie zawsze, absolutnie zawsze rozlewa się piwo.
     
  7. Guma do żucia czyli co dzisiaj jadłeś?

    Umycie zębów nie gwarantuje świeżości. Zwłaszcza po drugim piwie i kilku słonych paluszkach. Chcesz rozmawiać z nią w pubie? Będziecie musieli być blisko, żeby się słyszeć. Nie chuchaj jej smoczymi wyziewami bo ucieknie. Weź gumę.
     
  8. Prezerwatywa czyli jak to nie spodziewałeś się?

    Bardzo optymistyczna wersja wydarzeń jeśli dopiero się poznajecie, ale absolutnie musisz być przygotowany.
     

Punkt trzeci - dobre wejście i utrzymanie pionu

Więc wybrałeś już towarzystwo, przygotowałeś się, wyglądasz jak młody bóg i na pewno masz wszystko czego potrzebujesz. Czas zrobić dobre wrażenie. A raczej czas go NIE ROBIĆ. O co chodzi?
 

  1. Dobre wrażenie czyli nie staraj się aż tak.

    Jednym z najczęściej spotykanych przeze mnie rażących błędów podczas podrywu była próba zrobienia dobrego wrażenia na siłę. To zazwyczaj z niej wynikały główne problemy i to ona sprawiała, że wszystko się sypało. Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Weź to na spokojnie. Pamiętaj, że widać twoje reakcje. Jeżeli jesteś zbyt spięty, to nic z tego nie wyjdzie. Zwróć uwagę, że to tylko człowiek. Nawet jeśli to kobieta wokół której wszyscy skaczą. Najgorsze co cię może spotkać to odmowa.
     
  2. Taniec czyli porażenie prądem.

    W pubach nie tylko pije się piwo, ale i tańczy. Przynajmniej w większości. Zadbaj więc o to, żeby twój taniec nie wyglądał jak podrygi szalonego pawiana. Nie musi być idealny. Ma nie razić. Dopóki tańczysz sam liczą się tylko dwie rzeczy - jak się bawisz i jak to wygląda. Trzymaj się rytmu. Jeżeli się wstydzisz - spójrz jak tańczą inni. Jeżeli wyglądają choć w przybliżeniu tak debilnie jak zazwyczaj - możesz być spokojny. Nie uderzaj ludzi, trzymaj odnóża w miarę blisko siebie, daruj sobie zabawy z rurą, kolumną czy innym słupem. Nie tańcz z piwem w ręku. Nie zamykaj oczu do tańca. Zamykaj za to usta.

    Jeżeli chcesz poprosić dziewczynę do tańca - nie czaj się. Podejdź i zapytaj czy z tobą zatańczy. Nie bajeruj. Wystarczy "Hej, zatańczymy?" albo "Cześć, zatańczysz ze mną?". NIE: "Czy masz ochotę...?",  "Czy mogłabyś...?", "Czy zechcesz...?", "Patrzę na ciebie i zastanawiam się...?". NIE. Prosisz ją do tańca, nie oświadczasz się. Nie musisz się tłumaczyć, nie musisz budować zdań wielokrotnie złożonych. Połowy i tak by nie usłyszała w tym jazgocie. Podchodzisz, uśmiechasz się i wyciągasz rękę po jej dłoń zadając pytanie. Jeżeli cię nie usłyszy to zrozumie gest. Jeżeli podniesie rękę do twojej, to chwytasz ją i prowadzisz na parkiet. Nie czekasz na odpowiedź czy tłumaczenia, nie zagadujesz, nie deklarujesz. Nie szarpiesz. Prowadzisz. Teraz jesteś jej partnerem do tańca. Podanie ci ręki TO BYŁA odpowiedź. Stajecie na parkiecie i nie wiesz co zrobić z rękami. Jasne, możesz się odsunąć i podrygiwać naprzeciwko niej. Ale nie o to prosiłeś. To mogłeś zrobić już wcześniej. Prosiłeś o taniec razem. Zgodziła się. Więc nie puszczaj jej dłoni, tylko ustaw się na przeciwko niej i wyciągnij do niej drugą dłoń wnętrzem do góry. Poda ci rękę. Nie kombinuj. Nie łap jej za biodra, boki, plecy, pośladki ani za piersi. Za dłonie. Pamiętaj, że to ty prowadzisz. Prowadź. Obracaj ją. Ale pamiętaj, że musi mieć chwilę na złapanie równowagi. Nie chcesz, żeby zapamiętała tylko jak bolały ją ręce od twojego szarpania i nogi o które się potykała podczas wirowania.

    Po tańcu nie całuj jej po rękach, nie próbuj wsadzać języka do gardła, ani nawet nie całuj w policzek. Prawdopodobnie jesteś spocony jak świnia. Nie umaż jej swoim potem. Ona też jest spocona. Może się czuć niezręcznie jeśli będziesz próbował dotknąć jej twarzy, i przede wszystkim może tego po prostu nie chcieć. Zgadzała się na taniec a nie na buziaki, nie bądź nachalem, bo stracisz szansę. Nie, nie znacie się też na tyle dobrze żeby się przytulać. Dziękujesz i dajesz jej chwilę na podjęcie decyzji. Może teraz odejść, może chcieć jeszcze tańczyć. Możesz zapytać czy chce dalej z tobą potańczyć. Obserwuj czy ma na to ochotę. Na tym etapie najlepiej usiąść i odpocząć. Już pierwszy krok za tobą. Pamiętaj, żeby po tańcu pójść przemyć twarz i dłonie, jeżeli nie chcesz co chwila wycierać ich z potu.
     
  3. Zagadam do niej czyli dlaczego miałabym chcieć żebyś tu usiadł?

    Siedzi przy stoliku, sama lub z koleżankami a ty chcesz podejść. Zbierasz się w sobie i w końcu ruszasz. W głowie masz najpierw mnóstwo opcji, a później pustkę. Podchodzisz i widzisz jak podnosi na ciebie wzrok. Patrzy. Nie wiesz co powiedzieć. Który z twoich cudownych tekstów na podryw będzie teraz dobry? Żaden. NIE ISTNIEJE  dobry tekst na podryw. Gdyby istniał złoty środek to nie byłbyś tu sam, tylko otoczony haremem. Ona cię nie zna. Nie wie kim jesteś i czego chcesz. Teksty o których myślisz zna już na pamięć. Słyszała każdy, nawet ten, który dla ciebie jest nowy. Jak go powiesz to tylko spojrzy z politowaniem. Daruj sobie. To też nie czas na komplementy obcy mężczyzno. Widzi cię pierwszy raz. Możesz oczywiście liczyć na swoją kreatywność i wymyślić piękną opowieść dlaczego podszedłeś. Możesz wprost powiedzieć, że chciałbyś ją poznać. I może to zadziała. Ale raczej nie. Prawdopodobnie i tak widać po tobie, że jesteś na podrywie. Prawdopodobnie właśnie stoisz i się gapisz. Prawdopodobnie sytuacja od dłuższej chwili jest kłopotliwa. Nie rób tego. To jest krok drugi. Krok pierwszy to zaproponowanie tańca. Alternatywą jest nawiązanie wcześniej (jeszcze ze stolika) kontaktu wzrokowego. Uśmiechaj się, nie odwracaj od razu wzroku, ale też nie patrz nachalnie. Ot, spójrz czasem w tamtą stronę. Jak spojrzy, uśmiechnij się. Dobrze, jeżeli siedzicie niedaleko i możecie się śmiać wspólnie z kogoś wystarczająco pijanego kto jest obok. To ułatwi zagajenie rozmowy.
     
  4. Jesteś taka wyjątkowa czyli ile czasu się właściwie znamy?

    Komplement to miła rzecz. Zazwyczaj. Ale kiedy od obcego faceta słyszę jaka jestem cudowna to chce mi się śmiać. Koleś mnie nie zna, a wychwala mnie pod niebiosa. Jeszcze gorsze są komplementy odnośnie wyglądu. Wie, że ci się podoba. Właśnie ją adorujesz. Nie musisz też wyliczać jej zalet. Ona je zna. Lepiej zapytaj co lubi robić, jak się bawi, czy przyszła tu z jakiejś okazji czy tylko potańczyć. Poznaj ją. Przestaniesz być potencjalnym zagrożeniem.
     
  5. Poznaj mnie czyli odpowiednia prezentacja.

    To bardzo ciekawe, że jesteś bezrobotnym graczem, który mieszka z mamą. Ale może zacznij od czegoś co jest nieco lepiej postrzegane. Powiedz co lubisz robić, ale nie rozwlekaj tego, chyba że nalega. Możesz powiedzieć, że lubisz podróże, ale opisywanie ze szczegółami każdej z twoich wypraw ją zanudzi, nawet jeżeli uśmiecha się i kiwa głową mrucząc w równych odstępach czasu "mhm"

 

Garść rad na koniec

  • Nie upijaj się. Nie i już.
  • Nie zmuszaj jej do niczego. Żadnego "no chodź, na pewno super tańczysz", żadnego "no, jeszcze tylko jedno piwko".
  • Nie bajeruj jej koleżanek.
  • Nie bajeruj innych kobiet w pubie. Podryw nie kończy się po pierwszym tańcu.
  • Nie nastawiaj się, że wyląduje w twoim łóżku jeszcze tego wieczora. Szansa jest bliska zeru. Jest dużo większa szansa, że jeśli potraktujesz ją poważnie to jeszcze się spotkacie. Możesz poprosić po rozmowie o jej numer, żeby to kiedyś powtórzyć. NIE żeby się spotkać, NIE żeby się umówić na kawę. Żeby to powtórzyć, bo dobrze się rozmawiało. Nie nalegaj jeśli odmówi. Nie wciskaj jej swojego. Jeżeli nie podaje, to nie wyszło. Możecie się umówić na inny dzień. "Hej, a może będziesz tu też za tydzień?". Za tydzień masz dużo większe szanse. Już cię zna. Jeżeli znów wszystko pójdzie dobrze - prawdopodobnie dostaniesz ten numer.
  • Nie drzyj się.
  • Nie przechwalaj się.
  • Pamiętaj, że jesteście oboje zwykłymi ludźmi.
  • Zachowuj się jakbyś chciał ją poznać, a nie poderwać.

Komentarze


Enc
   
Ocena:
+1
Adeptus - najpierw piszesz, że metafory same w sobie niczego nie dowodzą a teraz dajesz przykład z młotkiem na sensowny argument. Zdecyduj się, mate.
26-05-2014 11:12
Wlodi
   
Ocena:
+2

Czy przeszkadza zależy w czystym wypadku od drugiej połowy. Jednak tworzenie rodziny, to tworzenie WŁASNEJ rodziny, a nie wspólnej z rodzicami. Tym samym należy odciąć pępowinę, aby nauczyć się podejmowania decyzji, gdyż niemożliwym jest brak ingerencji rodziców (jeśli mieszka się wspólnie).

26-05-2014 11:23
Adeptus
   
Ocena:
0

Adeptus - najpierw piszesz, że metafory same w sobie niczego nie dowodzą a teraz dajesz przykład z młotkiem na sensowny argument. Zdecyduj się, mate

No przecież tą bzdurną metaforę dałem właśnie po to, żeby pokazać, ze tego typu rozumowanie jest bez sensu, więc wszystko gra i niekonsekwencji nie widzę ;)

Jednak tworzenie rodziny, to tworzenie WŁASNEJ rodziny, a nie wspólnej z rodzicami.

Gdyż? Przyjmujesz to jako aksjomat? Spoko, jeśli u ciebie to się sprawdza, to tylko powinszować - ale dlaczego tak ma być u każdego?

26-05-2014 11:46
Wlodi
   
Ocena:
+1

Ponieważ będę tradycjonalistą w swoich poglądach. Wziąłem ślub, gdyż chciałem ze swoją żoną tworzyć rodzinę, i to właśnie jej przysięgałem. Tym samym jest ona dla mnie najważniejszą osobą w życiu. A rodzina nie może stanąć pomiędzy dwiema osobami w takiej sytuacji. Zwykle sprzeczki wychodzą przy drobiazgach, i to one w późniejszym etapie (jak się nagromadzą) przynoszą swoje żniwo.

Natomiast nie spotkałem się jeszcze z historią gdzie np. młoda mama przewija dzieciaka, a obok stoi teściowa mówiąc - "Och! robisz to doskonale! Chciałabym być tak zaradna w Twoim wieku!". Przykład można przenieść również na dowolną formę - obiad, mycie, sprzątanie, praca ... Zawsze padnie "rada" za którymś razem. Ciekawi mnie, jak długo można przyjmować takie "rady"? Drobny przykład, a takich można tworzyć wiele. ;)

26-05-2014 12:00
Nuriel
   
Ocena:
0

A rodzina nie może stanąć pomiędzy dwiema osobami w takiej sytuacji!

Ale dlaczego musi? Adeptus pisze wyraźnie przecież, że w jego otoczeniu taki model się sprawdza. Arbitralnie zakładacie, że skoro coś u WAS się nie sprawdza i łaczy się automatycznie z pewnymi zachowaniami (bycie niesamodzielnym mamisynkiem itd.), to automatycznie zakładacie, że WSZĘDZIE, u WSZYSTKICH to nie działa. To trochę absurdalne.

26-05-2014 12:08
Adeptus
   
Ocena:
0

Nuriel - i o to chodzi.

Wlodi:

Natomiast nie spotkałem się jeszcze z historią gdzie np. młoda mama przewija dzieciaka, a obok stoi teściowa mówiąc - "Och! robisz to doskonale! Chciałabym być tak zaradna w Twoim wieku!".

I dobrze, bo to też byłoby lekko męczące. Natomiast sytuacja "Mamo... Padam z nóg, całą noc nie spałam, bo mały płakał, mogłabyś mi pomóc i przewinąć go?" "Oczywiście" nie jest chyba aż tak straszliwą patologią?

I ja szczerze wierzę, że w wielu sytuacjach może być tak, jak opisujesz i faktycznie to byłaby przesłanka do rozejrzenia się za własnym lokum. Ale założenie, że tak MUSI być ZAWSZE to jest wylewanie dziecka z kąpielą.

26-05-2014 12:14
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
+2

@Adeptus

Gdyż? Przyjmujesz to jako aksjomat? Spoko, jeśli u ciebie to się sprawdza, to tylko powinszować - ale dlaczego tak ma być u każdego?

Spoczko. Mozesz szukac dziewczyny po to by 'dolaczyc' ja do swojej wlasnej rodziny. Btw. co sie dzieje wtedy z rodzina potencjalnej malzonki? Tez dolacza do rodziny chlopaka? Czy rodziny wtedy sie lacza jako calosc? Jak czesto to dziewczyna wprowadza sie do rodziny chlopaka, a jak czesto chlopak do rodziny dziewczyny i od czego to zalezy? Jak postrzega chlopaka ojciec dziewczyny, gdy ten chlopak wprowadza sie pod jego dom? No i, jesli dziewczyne wybiera sie do dolaczenia do swojej rodziny by wspoltworzyc wielopokoleniowa rodzine (a nie wlasna), to rozumiem ze rodzice maja dosc duzy wplyw na wybor kandydatki. No bo wtedy to jest kolegialna decyzja kogo chcemy przyjac do rodziny a kogo nie i kandydatka musi spelniac wymagania zarowno potencjalnego przyszlego meza, jak i jego matki, ojca oraz rodzenstwa (btw. czy musi tez spelniac wymagania wujkow, cioc, stryjkow, dziadkow, szwagra i reszty rodziny?)

Generalnie chetnie poznam te zwyczaje, ktore sa tak powszechne w twoich stronach (a zupelnie niespotykane w moich), aby lepiej zrozumiec twoj punkt widzenia.

@Nuriel

Raczej arbitralnie zakladamy, ze Adeptus moze nie do konca obiektywnie i trafnie oceniac relacje rodzinne swojego otoczenia. Bo moze z jego miejsca wyglada jakby wszyscy wokol byli szczesliwi, radosni i niesamowicie zadowoleni z tego ze zyja z rodzicami, ale my dosc sceptycznie na to patrzymy. Podziwiam wytrwalosc Adeptusa w bronieniu swojego pogladu, choc subiektywnie, mysle ze poglad ten wynika z braku danych (wlasne doswiadczenie) oraz byc moze nie do konca trafnych interpretacji danych (relacji innych osob w otoczeniu).

 @up

Btw. mieszkanie samemu nie oznacza zrywania kontaktow z rodzicami. Oni przeciez nadal istnieja. Nadal moga nam pomagac. Nadal moga prosic nas o pomoc. Jesli chcialbym aby matka pomogla mi opiekujac sie dzieckiem to zadzwonie i poprosze by wpadla. Moze i mniej to wygodne, bo musi dojechac (czyli zmarnowac ze 25 minut czasu), ale zysk jaki mam, w porownaniu ze strata tych 25 minut moim zdaniem nie jest bez znaczenia.

 

26-05-2014 12:21
Wlodi
   
Ocena:
+2

Okej, jasne, ja nie staję przysłowiowym okoniem. Mówię tylko co widzę właśnie w swoim otoczeniu i jaki schemat najczęściej się pojawia. Twój przykład nie nazwę patologią dopuki nie jest wykorzystywaniem ("żyjemy w te kilka osób bo łatwiej - a to mama zrobi obiadek, tata nareperuje samochód, a i mniejsze rachunki więc i lepszej pracy nie trzeba szukać"). Tak naprawdę jest to bardzo rozległy temat, a "patologie" można odnaleźć wszędzie i u każdego. ;)

Edit:

@Karczmarz

Dokładnie, mieszkanie oddzielnie to nie jest zrywanie kontaktów. Dodatkow ja uważam, że oddzielne mieszkanie wspiera realizowanie swoich własnych potrzeb. Mieszkając z rodziną nie da się tego osiągnąć bez kompromisów, które zmodyfikują nasze cele.

26-05-2014 12:24
Beamhit
   
Ocena:
+3

@Headbanger

"Marny troll jest wyjątkowo marny."

Trolluję, ponieważ? Podstawowy błąd atrybucji polega na tym, że wyciągamy wnioski z pupy, odnosząc się do faktu, który tak naprawdę nie ma z tym wnioskiem nic wspólnego. Przykład z życia?

Przedstawia się człowiek A: Jestem księdzem.

Człowiek B myśli: Czyli jest dobrym człowiekiem.

Człowiek C myśli: Czyli jest pedofilem.

A tak naprawdę jeżeli ktoś jest księdzem, nie definiuje to odgórnie, ani tego że jest dobry, ani tego że jest pedofilem.

Jeżeli ktoś mówi, że mieszka z rodzicami, to błędne jest wyciągnięcie wniosku, że jest niesamodzielnym przegrywem i maminsynkiem.

Przy okazji, większość znajomych mi facetów poszło na swoje po znalezieniu stałej dziewczyny, nie przed.

A jeżeli chodzi o Włochy... No cóż, tam kult matki jest silny ;)

26-05-2014 12:25
Enc
   
Ocena:
+1
Adeptus, ale tym młotkiem podsumowałeś dobry, konkretny argument a nie taki z czapy. Możesz oczywiście je omijać w taki sposób, ale słabo to wygląda.
Możesz uznać to za argument z czapy, ale własne doświadczenie wywraca poglądami. To co widzisz u obcych na co dzień nie jest ich życiem.
26-05-2014 12:26
Adeptus
   
Ocena:
0

Spoczko. Mozesz szukac dziewczyny po to by 'dolaczyc' ja do swojej wlasnej rodziny. Btw. co sie dzieje wtedy z rodzina potencjalnej malzonki? Tez dolacza do rodziny chlopaka?

Są też takie sytuacje, kiedy młodzi zamieszkują u rodziców panny młodej, np. dlatego, że oni mają większy dom. Wcale nie tak rzadko spotykane, choć ze względu na pewne uprzedzenia rzadsze niż wariant odwrotny.

No bo wtedy to jest kolegialna decyzja kogo chcemy przyjac do rodziny a kogo nie i kandydatka musi spelniac wymagania zarowno potencjalnego przyszlego meza, jak i jego matki, ojca oraz rodzenstwa (btw. czy musi tez spelniac wymagania wujkow, cioc, stryjkow, dziadkow, szwagra i reszty rodziny?)

Prosta sprawa. Jeśli rodzice akceptują wybrankę, nie ma przeszkód, aby mieszkać z nimi, jeśli nie - to jest właśnie powód, aby kupić nowy dom. Nie doszukuj się paradoksów tam, gdzie ich nie ma. Przecież już wcześniej pisałem, że oczywiście przyjmuję do wiadomości, że stosunki nie zawsze mogą się dobrze układać i wtedy jest uzasadnione opuszczenie domu rodzinnego. Proszę, zanim zaczniesz wyśmiewać to, co piszę, sprawdź, co tak naprawdę piszę, ok?

Adeptus, ale tym młotkiem podsumowałeś dobry, konkretny argument a nie taki z czapy. Możesz oczywiście je omijać w taki sposób, ale słabo to wygląda.

Podsumowałem argument sprowadzający się do "Nie rozumiesz, że nasz sposób życia jest jedynie słuszny, bo w ten sposób nie żyjesz"

Podziwiam wytrwalosc Adeptusa w bronieniu swojego pogladu, choc subiektywnie, mysle ze poglad ten wynika z braku danych (wlasne doswiadczenie) oraz byc moze nie do konca trafnych interpretacji danych (relacji innych osob w otoczeniu).

Jeśli ktoś inaczej niż my i wydaje mu się. że tak jest dobrze, to znaczy, że mu się tylko wydaje. Amen.

Raczej arbitralnie zakladamy, ze Adeptus moze nie do konca obiektywnie i trafnie oceniac relacje rodzinne swojego otoczenia.

Pewnie, ja mogę nieobiektywnie i trafnie oceniać relacje rodzinne swojego otoczenia. Ale Ludzie z Internetu, którzy tego otoczenia na oczy nie widzieli obiektywnie oceniają, że to banda przegrywów i niedorozwojów. Ciężko dyskutować z taką logiką. Przekonaliście mnie. Jestem głupkiem, który nie ma pojęcia, co się wokół niego dzieje, próbującym kłócić się z mędrcami, którzy są w stanie na odległość ocenić sytuację panującą w każdym miejscu w Polsce. Zapewne moja głupota i upór są wynikiem upośledzenia emocjonalnego nierozerwalnie związanego z mieszkaniem z rodzicami. Dziękuję, że uświadomiliście mi, jak bardzo godny pogardy jestem ja i większość znanych mi ludzi. Normalnie, ulga, że wreszcie mi klapki z oczu opadły (upadłem aż tak nisko, że ironizuję, co jest najlepszym dowodem, że macie rację).

Pozdrawiam.

PS. Zresztą, tak naprawdę to nie Adeptus do was pisał, tylko ja, jego mama, bo przecież nie pozwoliłabym mojemu syneczkowi męczyć się pisaniem na klawiaturce, już nie mówiąc o podejmowaniu samemu decyzji, co chce napisać.

26-05-2014 12:41
FireFrost
   
Ocena:
+1

Adeptus: A rodzina nie może stanąć pomiędzy dwiema osobami w takiej sytuacji!

Nuriel: Ale dlaczego musi? Adeptus pisze wyraźnie przecież, że w jego otoczeniu taki model się sprawdza.

Nie bądź naiwny Nurielu. Ludzie, żyjący w ten sposób często robią dobrą minę do złej gry, raczej niewielu chętnie wyciąga swoje brudy przed znajomymi. Większość udaje, że jest zajebiście, nawet jak ma poważne problemy.

W afrykańskim buszu też niby taki model się sprawdza - mieszka sobie 10 domowników w jednym szałasie, ojciec zapina matkę przy swoim ojcu i dzieciakach, od czasu do czasu jest jakaś wojenka z sąsiednim plemieniem na maczety i kamienie i generalnie jest zajebiście, wszyscy szczęśliwi. Ale jednak w krajach takich jak Niemcy, Stany Zjednoczone, Skandynawia itd. wynaleźli coś takiego jak nowy model rodziny. A, że Polska jest tzw. krajem aspirującym jest na pewnym rozdrożu i funkcjonują w niej oba modele. Tutaj Adeptus pisze o tym, że sporo 30 latków mieszka z rodzicami. Pytanie: chcą, czy muszą z powodów ekonomicznych? Bo ja też znam sporo 30 latków mieszkających z rodzicami, ale bynajmniej nie z umiłowania dla wielopokoleniowej rodziny, tylko ze zwyczajnej, brutalnej, polskiej biedy.

W momencie, w którym polskie zarobki poszybują w górę model rodziny wielopokoleniowej zostanie standardem tylko na wsiach i będzie dotyczył jedynie gospodarstw rolniczych.

26-05-2014 13:16
FireFrost
   
Ocena:
+1

Natomiast sytuacja "Mamo... Padam z nóg, całą noc nie spałam, bo mały płakał, mogłabyś mi pomóc i przewinąć go?" "Oczywiście" nie jest chyba aż tak straszliwą patologią?

Są też takie sytuacje, kiedy młodzi zamieszkują u rodziców panny młodej, np. dlatego, że oni mają większy dom.

Krótko mówiąc mieszkanie ze starymi = względy ekonomiczne + wygoda zamiast niezależności i budowania odrębnego, samodzielnego związku.

Rzekłbym, że to jest właśnie typowe myślenie osób, które jeszcze nie do końca dorosły.

26-05-2014 13:25
Headbanger
   
Ocena:
+1

@Beamhit
Jesteś naprawdę słabym trollem. Pewnie wszystko jest tak wyjątkowe, że nie można mówić o ogóle, zaś generalizacja to grzech. Jesteś unikalnym, jednorazowym, wyjątkowym płatkiem śniegu - zupełnie jak wszyscy inni.

@Reszta
Cała ta rozmowa z tego co widzę wynika z pewnego niezrozumienia od strony Adeptusa. Nikt nie krytykuje rodziny wielopokoleniowej... no dobra ja nie krytykuje (czemu mam za innych gadać), w wielu sytuacjach jest to dobre rozwiązanie. Zaś facet tak żyjący może być światłym, honorowym, zaradnym i opiekuńczym człowiekiem. Po prostu jestem w stanie zrozumieć negatywne pierwsze wrażenie na obcej kobiecie, choć o niczym to nie przesądza, oraz mogę opisać to z perspektywy miejskich lasek które znam i same tak mówią (yup gadaliśmy o tym). Cholera, nawet Agrafka pisze ten poradnik z perspektywy dziewczyny żyjącej w stolicy - jest to nieco inne wychowanie mimo wszystko. Tłumaczę to po raz drugi i ostatni.

Nie mniej jednak, żyjąc w mieście widzę u ludzi mieszkających na kwadracie 35m2 z mamą przez 40 lat pewne emocjonalne ubytki, tak samo jak u starych panien/kawalerów. Po prostu pojawia się frustracja, która z powodu poczucia braku kontroli nad swoim życiem doprowadza do tych problemów. Oczywiście, wcale tak nie musi być na wsi i w otoczeniu Adeptusa. Lecz idąc za populizmem Beamhita, może tak w pewnych okolicznościach być więc tak jest i to jest prawo.

Myślę, że nie potrzeba tutaj psychologa by zauważyć, że bulwers Adeptusa i odrzucanie innej wizji świata jest stanowczo zbyt mocny by nie było czegoś na rzeczy. To osobista sprawa, może tak go taktowali nieżyczliwi koledzy, albo parę razy dostał z tego powodu kosza? Niech sam odpowie ;]

26-05-2014 14:27
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Hedbanger

Wiem, że zadeklarowałem, że kończę, ale napiszę jeszcze jedno. Nie dlatego, żeby mieć ostatnie słowo - ale wręcz przeciwnie, dlatego, że uczciwość nakazuje otwarcie przyznać rację drugiej stronie, jeśli mówi z sensem.

Skoro twoje stanowisko jest takie, jak napisałeś powyżej, to spoko, nie ma o co się kłócić, ręka na zgodę i szlus. Jeśli to miałeś na myśli cały czas, a ja nie potrafiłem zrozumieć, że właśnie o to ci chodzi, to przepraszam cię za niepotrzebną kłótnię z tobą. Akceptuję to, że miejskie laski (i miejscy faceci) są jakieś inne :D. Nie obyło się bez pojazdu ad personam z twojej strony, ale niech ci tam, jestem w stanie żyć z tym, że uznajesz mnie za nieudacznika, bo przecież nie chodziło o moją skromną osobę chodziło, a o ogólność. Dodam tylko, że ja jak najbardziej jestem w stanie zaakceptować inną wizję świata, boli mnie tylko to, że Firefrost nie jest w stanie tego zrobić ( o tobie nie piszę, bo z ostatniego posta wynika, że przyjmujesz do wiadomości, że różni ludzi w różnych warunkach nie muszą zachowywać się tak samo).

Aczkolwiek dalej nie rozumiem, czemu uznajesz Beamhita za trolla, bo napisał bardzo sensownie (i wcale nie sprzecznie z tym, co napisałeś powyżej, a wręcz powiedziałbym, w tym samym duchu).

Pozdrawiam i dziękuję za dyskusję, przepraszam, jeśli pisałem zbyt ostro lub za mało zrozumiale, grunt, że doszliśmy do jakiegoś porozumienia i tego się trzymajmy :D

26-05-2014 14:48
Beamhit
   
Ocena:
+1

@Headbanger

Populizm to odwoływanie się do stereotypów, ogółu i generalizacji, więc trudno mówić tutaj o "populizmie Beamhita".

"Nie mniej jednak, żyjąc w mieście widzę u ludzi mieszkających na kwadracie 35m2 z mamą przez 40 lat pewne emocjonalne ubytki, tak samo jak u starych panien/kawalerów."

Tak z ciekawości, ale czy przypadkiem Mallagar nie żyje z rodzicami? Coś mi tam świta, ale głowy nie daję.

26-05-2014 15:06
Agrafka
   
Ocena:
+4

Aczkolwiek dalej nie rozumiem, czemu uznajesz Beamhita za trolla

Lata doświadczeń?

Chciałam tylko dodać na koniec, że cała ta dyskusja była jedną z najciekawszych jakie udało mi się przeczytać na polterze. Adeptusie, pokazałeś że czasem myśląc o ogóle, mówimy w rzeczywistości tylko o fragmencie całości, który wzięliśmy za ogół. Rzeczywiście w moich rozważaniach brałam pod uwagę podejście młodych ludzi z miast.

W różnych społecznościach podchodzi się różnie i różne czynniki są brane pod uwagę w ocenie atrakcyjności kandydata. W mieście liczy się dla mnie, żeby kandydat był zaradny i samodzielny, na wsi szukałabym mężczyzny silnego i opiekuńczego. Tak samo - będąc młodą, przebojową singielką szukałabym kogoś mojego pokroju, a jako samotna matka szukałabym odpowiedzialnego i ustatkowanego mężczyzny.  Wiadomo, że różni ludzie szukają różnych kandydatów, jednak nie zapominajmy, że to uogólnienie na potrzeby poradnika. Dalej utrzymuję, że mówienie o mieszkaniu z rodzicami na pierwszym spotkaniu to zły pomysł. Można spokojnie poczekać, aż poznacie się lepiej i będziesz miał pewność, że zrozumie to dobrze (będzie trzeźwa, będzie cicho) i będziesz miał czas na opowieść. Nie tylko "mieszkam z rodzicami", ale również "mieszkam z rodzicami bo zajmuję się rodzinnym biznesem".

26-05-2014 15:08
Adeptus
   
Ocena:
0

W różnych społecznościach podchodzi się różnie i różne czynniki są brane pod uwagę w ocenie atrakcyjności kandydata. W mieście liczy się dla mnie, żeby kandydat był zaradny i samodzielny, na wsi szukałabym mężczyzny silnego i opiekuńczego.

I o to właśnie chodzi! Choć to drugie zdanie też jest pewnym uogólnieniem... ale rozumiem, że to tylko taki przykład, więc zwalczę pokusę i nie będę drążył ;)

Myślę, że Autorka artykułu, od którego dyskusja się rozpoczęła, ładnie ją podsumowała i najlepiej będzie na tym zakończyć. Dziękuję za poświęcony czas i cierpliwość.

26-05-2014 16:12
dzemeuksis
   
Ocena:
0

A spostrzeżenie Kreta bardzo słuszne. Jeśli chodzi o aspekt wprost przez niego poruszony, to własne (w sensie samodzielnego zamieszkiwania) lokum jest gigantycznym atutem. I nie ważne, czy sam się go dochrapałeś, czy też rodzice Ci kupili, opłacają czynsz, piorą ubrania w weekendy i przyjeżdżają sprzątać. Nie ważne, czy jesteś samodzielny, czy w gruncie rzeczy maminsynek z ciebie. Chodzi tylko o to, że własny kąt, to gwarantowana prywatność i spokój. A to w pewnych sytuacjach jest bardzo praktyczne.

26-05-2014 18:36

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.