string(15) ""
» Blog » Dobre Rady Cioci Agrafki
22-05-2014 15:59

Dobre Rady Cioci Agrafki

W działach: Dobre Rady Cioci Agrafki | Odsłony: 2149

Dobre Rady Cioci Agrafki

Dobre Rady Cioci Agrafki

Część I

"Szybki podryw"

czyli jak nie podrywać dziewczyny w pubie

 

 

 

To dziś jest ten dzień. Stajesz przed lustrem. Piękny jak zwykle. Na wczorajszy podkoszulek - jeszcze przecież świeży - zarzucasz najlepszą imprezową koszulę. Klucze są, portfel jest. Jesteś gotowy. Wychodząc postanawiasz opryskać się perfumami. A co, w końcu dzisiaj podbijesz świat. Kumple już czekają. Radośnie wkraczacie do pubu i zaczynacie podbój. Ale najpierw stolik, kilka piw na odwagę. I wtedy widzisz Ją. Zachęcony przez przyjaciół decydujesz się w końcu spróbować. Postanawiasz, że ta mała dzisiaj z tobą wyjdzie. Podchodzisz...i znów coś nie wyszło.


Punkt pierwszy - Przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę

Twoi przyjaciele to bez wątpienia świetni ludzie. Nikt nie wątpi, że oddałbyś za nich połowę konsoli a może i własną siostrę. Jeśli jednak nie idziecie po prostu na kolejne piwo czy partyjkę piłkarzyków, tylko realnie chcesz zdobyć dziewczynę, może warto głębiej zastanowić się nad doborem towarzystwa.

  1. Obezwładniająco Przystojny Przyjaciel czyli stwórz odpowiedni kontrast.

    Dobrze jest obracać się w towarzystwie ładnych ludzi. Wszyscy to lubimy. Ale jeśli twój przyjaciel obezwładnia urodą, w jego otoczeniu dziewczyny mdleją, a ty chciałbyś wyglądać jak on - nie bierz go ze sobą. Jasne, kiedy jest z tobą zawsze dookoła pojawiają się fajne laski, nawet chętnie z nimi rozmawiasz - ale dlaczego mimo to nie wychodzi? Przykro mi, ale mimo wszystkich twoich zalet stałeś się furtką do OPP, a twój przyjaciel jest teraz twoim największym rywalem. Wszyscy wiemy, że wygląd nie jest najważniejszy... ale przy pierwszym wrażeniu jednak jest. Jeżeli na podryw koniecznie musisz brać kolegów, żeby poczuć się pewniej, weź tych, którzy zaprezentują się gorzej od ciebie. Nawet jeśli nie będziesz najlepszym modelem w pubie, będziesz najlepszym towarem w grupie.
     
  2. Niewyżyci i nietaktowni kumple czyli z kim ty się zadajesz?

    O tak, uwielbiacie przaśne żarty, piwo lejące się litrami i zawody w bekaniu. W dodatku każdy z was szuka dziewczyny od jakiegoś czasu. Dlaczego więc nie wybrać się na rwanie razem? Żeby nie odstraszyć. Jeżeli dziką bandą wpadniecie do pubu, ty będziesz prezentował się rewelacyjnie, ale twoi kumple będą nachalnie zaczepiać ludzi, tańczyć paralityczne wygibasy pod sceną i drzeć się przy ulubionych kawałkach - twoje dobre wrażenie zostanie przyćmione przez nich. Naprawdę nie chcesz, żeby dziewczyna pomyślała (lub powiedziała ci), że twoi koledzy zachowują się nieodpowiednio.
     
  3. Najlepsza przyjaciółka czyli tak jakbym miał dziewczynę.

    Najlepsza, ładna przyjaciółka którą znasz od lat. Podkochujesz się w niej od podstawówki, ale nigdy nie wyszło. Postanawia zabrać cię na podryw, żebyś w końcu nie był sam. Ostatecznie lądujecie razem przy stoliku szczebiocząc jak gołąbki, a ona co jakiś czas wyrzuca cię, żebyś z kimś zatańczył. BŁĄD. Niewybaczalny. Nie poderwiesz dziewczyny, jeżeli z jakąś przyjdziesz. One nie wiedzą, że to przyjaciółka i nie będą próbowały się dowiadywać jak pokręcone relacje was łączą.

    Wersja prawidłowa - idziesz z przyjaciółką I jej chłopakiem. On jest twoim kumplem, a ona jest z nim. Jeżeli spotkasz dziewczynę, która cię zainteresuje możesz użyć przyjaciółki do pomocy. Jej łatwiej będzie zagadać nie wzbudzając reakcji obronnych. Mogą szybko się zakumplować, choćby w magicznej łazience podczas poprawiania makijażu. Niech przyjaciółka zaprowadzi Ją do waszego stolika, żeby przedstawić swojego chłopaka i najlepszego przyjaciela.

 

Punkt drugi - Wyposażenie i ekwipunek

Kiedy już wiesz z kim (lub bez kogo) chcesz iść na podryw, czas się przyszykować. Zdejmij ukochany podkoszulek i wrzuć do prania. Wykąp się. To nieważne, że kąpałeś się rano.

  1. Włosy i zarost czyli nie wilkołak i nie dziecko

    Ogól się, chyba że nosisz zarost - wtedy go przystrzyż jeśli jest potrzeba. Po wysuszeniu włosów uczesz je. Tak, mężczyźni też to robią. Widzisz te przylizane włosy tutaj? Ułóż je. Jeżeli nie wiesz jak powinno to wyglądać - włącz telewizor. Ci goście są uczesani. Ty jeszcze nie. Twoim przyjacielem jest żel lub lakier. Jeżeli nosisz bardzo krótkie włosy suszenie w odpowiednią stronę powinno wystarczyć. Na bogów, nie ładuj tylko tony żelu i lakieru. Masz je uczesać, a nie zalać chemią. Fryzura to wbrew pozorom bardzo ważny element męskiego wyglądu. Zarówno ona jak i zarost mocno wpływają na wygląd mężczyzny. Możesz wyglądać bardziej chłopięco lub bardziej męsko. Przyjemniej lub jak bad boy. Pamiętaj - kobiety zwracają uwagę na szczegóły

    Dla porównania warto spojrzeć na zdjęcia celebrytów, żeby uświadomić sobie w pełni jak bardzo zarost i fryzura wpływają na to, jak jesteśmy odbierani.
  2. Odpowiednie ubranie czyli przyszedłeś pobiegać czy potańczyć?

    Ma być wygodne, schludne i czyste. Nieważne co dokładnie na siebie założysz, ale elementy garderoby muszą do siebie pasować. Gwarantuję też, że w dopasowanych jeansach i koszuli masz większe szanse niż w ukochanym dresie adidasa. Nawet jeżeli jest oryginalny. To od ciebie zależy, czy będziesz wyglądał TAK czy TAK.
     
  3. Perfumy czyli uderzaj we wszystkie zmysły.

    Mężczyzna musi pachnieć. Powąchaj perfumy, które dostałeś na święta od ciotki i zastanów się, czy chcesz żeby to z tym zapachem kojarzono ciebie. Jeżeli tak - użyj ich. W przeciwnym wypadku kup takie, które będą lepiej oddawały ciebie i twoją osobowość. Szukaj w dziale męskim.
     
  4. Pieniądze czyli nie daj się zaskoczyć .

    Tak, ja wiem, że jest równouprawnienie. Ale jeśli chcesz zrobić dobre wrażenie, to musisz je przynajmniej mieć przy sobie. Jeżeli będziesz chciał postawić jej drinka, jeżeli będziesz chciał zamówić jej taksówkę, jeżeli coś się stanie. Upewnij się, że nie będziesz miał związanych rąk. Mężczyzna musi być gotowy na każdą sytuację. Przynajmniej podczas podrywu.
     
  5. Zapalniczka czyli dżentelmen zawsze przygotowany.

    Nikt nie każe ci palić. Nie musisz. Ba, nie powinieneś. Ale zapalniczkę wypada nosić. Bo może ona będzie paliła. A jeśli odrzuca cię ta myśl i wiesz, że moment wyciągnięcia papierosa będzie ostatnim w którym będziesz chciał ją widzieć - i tak weź zapalniczkę. Bo może zostaniecie dłużej i będziesz mógł zapalić świeczkę stojącą na stoliku bez przeciskania się między ludźmi do barmana.
     
  6. Chusteczki higieniczne czyli katar, pot, łzy i rozlane piwo.

    Powinieneś je zmieścić. Będą ci potrzebne jeśli zamierzasz tańczyć. Nie ma nic gorszego niż wycieranie potu rękawem koszuli. Dodatkowo przydadzą się, jeżeli Ona właśnie pokłóciła się z chłopakiem/mamą/przyjaciółką. Przecież nie podasz jej szarego papieru toaletowego z łazienki. Poza tym, zanim z nim wrócisz któryś z mężczyzn może podejść z własnymi chusteczkami. I w pubie zawsze, absolutnie zawsze rozlewa się piwo.
     
  7. Guma do żucia czyli co dzisiaj jadłeś?

    Umycie zębów nie gwarantuje świeżości. Zwłaszcza po drugim piwie i kilku słonych paluszkach. Chcesz rozmawiać z nią w pubie? Będziecie musieli być blisko, żeby się słyszeć. Nie chuchaj jej smoczymi wyziewami bo ucieknie. Weź gumę.
     
  8. Prezerwatywa czyli jak to nie spodziewałeś się?

    Bardzo optymistyczna wersja wydarzeń jeśli dopiero się poznajecie, ale absolutnie musisz być przygotowany.
     

Punkt trzeci - dobre wejście i utrzymanie pionu

Więc wybrałeś już towarzystwo, przygotowałeś się, wyglądasz jak młody bóg i na pewno masz wszystko czego potrzebujesz. Czas zrobić dobre wrażenie. A raczej czas go NIE ROBIĆ. O co chodzi?
 

  1. Dobre wrażenie czyli nie staraj się aż tak.

    Jednym z najczęściej spotykanych przeze mnie rażących błędów podczas podrywu była próba zrobienia dobrego wrażenia na siłę. To zazwyczaj z niej wynikały główne problemy i to ona sprawiała, że wszystko się sypało. Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Weź to na spokojnie. Pamiętaj, że widać twoje reakcje. Jeżeli jesteś zbyt spięty, to nic z tego nie wyjdzie. Zwróć uwagę, że to tylko człowiek. Nawet jeśli to kobieta wokół której wszyscy skaczą. Najgorsze co cię może spotkać to odmowa.
     
  2. Taniec czyli porażenie prądem.

    W pubach nie tylko pije się piwo, ale i tańczy. Przynajmniej w większości. Zadbaj więc o to, żeby twój taniec nie wyglądał jak podrygi szalonego pawiana. Nie musi być idealny. Ma nie razić. Dopóki tańczysz sam liczą się tylko dwie rzeczy - jak się bawisz i jak to wygląda. Trzymaj się rytmu. Jeżeli się wstydzisz - spójrz jak tańczą inni. Jeżeli wyglądają choć w przybliżeniu tak debilnie jak zazwyczaj - możesz być spokojny. Nie uderzaj ludzi, trzymaj odnóża w miarę blisko siebie, daruj sobie zabawy z rurą, kolumną czy innym słupem. Nie tańcz z piwem w ręku. Nie zamykaj oczu do tańca. Zamykaj za to usta.

    Jeżeli chcesz poprosić dziewczynę do tańca - nie czaj się. Podejdź i zapytaj czy z tobą zatańczy. Nie bajeruj. Wystarczy "Hej, zatańczymy?" albo "Cześć, zatańczysz ze mną?". NIE: "Czy masz ochotę...?",  "Czy mogłabyś...?", "Czy zechcesz...?", "Patrzę na ciebie i zastanawiam się...?". NIE. Prosisz ją do tańca, nie oświadczasz się. Nie musisz się tłumaczyć, nie musisz budować zdań wielokrotnie złożonych. Połowy i tak by nie usłyszała w tym jazgocie. Podchodzisz, uśmiechasz się i wyciągasz rękę po jej dłoń zadając pytanie. Jeżeli cię nie usłyszy to zrozumie gest. Jeżeli podniesie rękę do twojej, to chwytasz ją i prowadzisz na parkiet. Nie czekasz na odpowiedź czy tłumaczenia, nie zagadujesz, nie deklarujesz. Nie szarpiesz. Prowadzisz. Teraz jesteś jej partnerem do tańca. Podanie ci ręki TO BYŁA odpowiedź. Stajecie na parkiecie i nie wiesz co zrobić z rękami. Jasne, możesz się odsunąć i podrygiwać naprzeciwko niej. Ale nie o to prosiłeś. To mogłeś zrobić już wcześniej. Prosiłeś o taniec razem. Zgodziła się. Więc nie puszczaj jej dłoni, tylko ustaw się na przeciwko niej i wyciągnij do niej drugą dłoń wnętrzem do góry. Poda ci rękę. Nie kombinuj. Nie łap jej za biodra, boki, plecy, pośladki ani za piersi. Za dłonie. Pamiętaj, że to ty prowadzisz. Prowadź. Obracaj ją. Ale pamiętaj, że musi mieć chwilę na złapanie równowagi. Nie chcesz, żeby zapamiętała tylko jak bolały ją ręce od twojego szarpania i nogi o które się potykała podczas wirowania.

    Po tańcu nie całuj jej po rękach, nie próbuj wsadzać języka do gardła, ani nawet nie całuj w policzek. Prawdopodobnie jesteś spocony jak świnia. Nie umaż jej swoim potem. Ona też jest spocona. Może się czuć niezręcznie jeśli będziesz próbował dotknąć jej twarzy, i przede wszystkim może tego po prostu nie chcieć. Zgadzała się na taniec a nie na buziaki, nie bądź nachalem, bo stracisz szansę. Nie, nie znacie się też na tyle dobrze żeby się przytulać. Dziękujesz i dajesz jej chwilę na podjęcie decyzji. Może teraz odejść, może chcieć jeszcze tańczyć. Możesz zapytać czy chce dalej z tobą potańczyć. Obserwuj czy ma na to ochotę. Na tym etapie najlepiej usiąść i odpocząć. Już pierwszy krok za tobą. Pamiętaj, żeby po tańcu pójść przemyć twarz i dłonie, jeżeli nie chcesz co chwila wycierać ich z potu.
     
  3. Zagadam do niej czyli dlaczego miałabym chcieć żebyś tu usiadł?

    Siedzi przy stoliku, sama lub z koleżankami a ty chcesz podejść. Zbierasz się w sobie i w końcu ruszasz. W głowie masz najpierw mnóstwo opcji, a później pustkę. Podchodzisz i widzisz jak podnosi na ciebie wzrok. Patrzy. Nie wiesz co powiedzieć. Który z twoich cudownych tekstów na podryw będzie teraz dobry? Żaden. NIE ISTNIEJE  dobry tekst na podryw. Gdyby istniał złoty środek to nie byłbyś tu sam, tylko otoczony haremem. Ona cię nie zna. Nie wie kim jesteś i czego chcesz. Teksty o których myślisz zna już na pamięć. Słyszała każdy, nawet ten, który dla ciebie jest nowy. Jak go powiesz to tylko spojrzy z politowaniem. Daruj sobie. To też nie czas na komplementy obcy mężczyzno. Widzi cię pierwszy raz. Możesz oczywiście liczyć na swoją kreatywność i wymyślić piękną opowieść dlaczego podszedłeś. Możesz wprost powiedzieć, że chciałbyś ją poznać. I może to zadziała. Ale raczej nie. Prawdopodobnie i tak widać po tobie, że jesteś na podrywie. Prawdopodobnie właśnie stoisz i się gapisz. Prawdopodobnie sytuacja od dłuższej chwili jest kłopotliwa. Nie rób tego. To jest krok drugi. Krok pierwszy to zaproponowanie tańca. Alternatywą jest nawiązanie wcześniej (jeszcze ze stolika) kontaktu wzrokowego. Uśmiechaj się, nie odwracaj od razu wzroku, ale też nie patrz nachalnie. Ot, spójrz czasem w tamtą stronę. Jak spojrzy, uśmiechnij się. Dobrze, jeżeli siedzicie niedaleko i możecie się śmiać wspólnie z kogoś wystarczająco pijanego kto jest obok. To ułatwi zagajenie rozmowy.
     
  4. Jesteś taka wyjątkowa czyli ile czasu się właściwie znamy?

    Komplement to miła rzecz. Zazwyczaj. Ale kiedy od obcego faceta słyszę jaka jestem cudowna to chce mi się śmiać. Koleś mnie nie zna, a wychwala mnie pod niebiosa. Jeszcze gorsze są komplementy odnośnie wyglądu. Wie, że ci się podoba. Właśnie ją adorujesz. Nie musisz też wyliczać jej zalet. Ona je zna. Lepiej zapytaj co lubi robić, jak się bawi, czy przyszła tu z jakiejś okazji czy tylko potańczyć. Poznaj ją. Przestaniesz być potencjalnym zagrożeniem.
     
  5. Poznaj mnie czyli odpowiednia prezentacja.

    To bardzo ciekawe, że jesteś bezrobotnym graczem, który mieszka z mamą. Ale może zacznij od czegoś co jest nieco lepiej postrzegane. Powiedz co lubisz robić, ale nie rozwlekaj tego, chyba że nalega. Możesz powiedzieć, że lubisz podróże, ale opisywanie ze szczegółami każdej z twoich wypraw ją zanudzi, nawet jeżeli uśmiecha się i kiwa głową mrucząc w równych odstępach czasu "mhm"

 

Garść rad na koniec

  • Nie upijaj się. Nie i już.
  • Nie zmuszaj jej do niczego. Żadnego "no chodź, na pewno super tańczysz", żadnego "no, jeszcze tylko jedno piwko".
  • Nie bajeruj jej koleżanek.
  • Nie bajeruj innych kobiet w pubie. Podryw nie kończy się po pierwszym tańcu.
  • Nie nastawiaj się, że wyląduje w twoim łóżku jeszcze tego wieczora. Szansa jest bliska zeru. Jest dużo większa szansa, że jeśli potraktujesz ją poważnie to jeszcze się spotkacie. Możesz poprosić po rozmowie o jej numer, żeby to kiedyś powtórzyć. NIE żeby się spotkać, NIE żeby się umówić na kawę. Żeby to powtórzyć, bo dobrze się rozmawiało. Nie nalegaj jeśli odmówi. Nie wciskaj jej swojego. Jeżeli nie podaje, to nie wyszło. Możecie się umówić na inny dzień. "Hej, a może będziesz tu też za tydzień?". Za tydzień masz dużo większe szanse. Już cię zna. Jeżeli znów wszystko pójdzie dobrze - prawdopodobnie dostaniesz ten numer.
  • Nie drzyj się.
  • Nie przechwalaj się.
  • Pamiętaj, że jesteście oboje zwykłymi ludźmi.
  • Zachowuj się jakbyś chciał ją poznać, a nie poderwać.

Komentarze


Adeptus
   
Ocena:
0

Beamhit, +++miljon!

Po prostu ta rozmowa przypomina mi artykuł pewnego antropologa, który przebywając wśród plemienia opowiedział im "Hamleta". Tubylcy byli skonsternowani "Ale ta historia nie ma sensu, król miał tylko jedną żonę, jak ktoś taki biedny może być królem? Jak można być królem bez żon, które ci usługują? Nikt by takiego króla nie szanował". Antropolog odpowiedział "W Europie nie było tak, że im ktoś bardziej znaczący, tym ma więcej żon i one mu usługują. Szlachta i królowie utrzymywali służących, którzy pracowali dla nich". Tubylców to rozśmieszyło "No co ty, przecież to bez sensu, tak nie może być! Ten Szekspir to był kiepski bajarz i wszystko w swojej historii poprzekręcał. Masz szczęście, że opowiedziałeś ją nam i mogliśmy ci wskazać błędy. Teraz wiesz już, jak naprawdę było".

Oczywiście, to nie tak, że chcę ustawiać siebie w roli naukowca, a drugą stronę w roli tubylców o ciasnych umysłach. Po prostu denerwuje mnie, kiedy ktoś zakłada, że to co zna on sam z własnego doświadczenia, musi dotyczyć wszystkich ludzi.

25-05-2014 19:14
Adeptus
   
Ocena:
0

@Firefrost

To jest właśnie to, o czym napisałem powyżej. Spoko, ja wierzę, że wam pomogło wyprowadzenie się od rodziców. Jeśli uważacie, że bez tego nie bylibyście w stanie stać się dojrzałymi ludźmi - spoko, nie będę się kłocił. Uważacie, że wam to dużo dało - nie będę twierdził, że potrafię lepiej ocenić waszą satysfakcją z życia niż ja sam. Nie zaprzeczam waszym doświadczeniom. Tylko, że to są wasze doświadczenia. I nie muszą być prawdziwe dla każdego. Ludzie mają różne charaktery, rodziny też są różne. Headbanger ma takie doświadczenia, że zna faceta, za którym mama biega z termosem i ja w to wierze. A ja mam takie doświadczenia, że niekiedy w domu, w którym mieszkają rodzice, dorosłe dzieci i dzieci dorosłych dzieci ;) to ta środkowa kategoria zarządza domem i opiekuje się resztą.

Szczerze mówiąc trochę mnie bawią Twoje argumenty i obstawanie przy swoim

Z reguły jak słyszę/czytam coś takiego, to interpretuję to jako "Jak można być tak upartym i wierzyć, że to ty masz rację, a nie ja. Bo przecież ja ją mam. Nie będę się odnosił do twoich argumentów, tylko je wyśmieję. I tak wiadomo, że to moja teza jest słuszna, bo jest moja i każdy to widzi, prócz takich upierdasów jak ty".

Poza tym wyprowadzanie się na swoje to nie jest żadna ucieczka, tylko po prostu normalny sposób na budowanie swojego dorosłego życia. Wkroczenie na całkowicie nowy, nieznany etap nazywasz ucieczką?

Jeśli ktoś nie ma żadnych konkretnych powodów do wyprowadzki, poza "Muszę się wyprowadzić, bo tylko w ten sposób potrafię się usamodzielnić, jak się nie wyprowadzą, zrobią ze mnie maminsynka", to owszem, jest to ucieczka ze strachu. Ktoś, kto się boi własnych rodziców i nie potrafi ułożyć sobie z nimi stosunków inaczej niż dominujący-zdominowany, jako śmiały odkrywca wkraczający na nowy etap? Oczywiście, można tak to sobie wmawiać dla podbudowania swojego ego. Podobnie jak dzieciak, który wagaruje ze szkoły, bo nie potrafi się dogadywać z kolegami ani spełniać wymagań nauczycieli, może sobie tłumaczyć, że jest śmiałym buntownikiem.

Nie czuj się urażony, nie twierdzę, że tak jest we wszystkich - czy nawet w większości - przypadków. Chodzi mi tylko o sytuację, w której ktoś zakłada, że bez opuszczenia domu rodzinnego nie jest w stanie dorosnąć. Absolutnie nie twierdzę, że tak jest u ciebie (bo w przeciwieństwie do niektórych, staram się unikać arbitralnych osądów na temat innych).

Wmawianie facetowi, że MUSI się wyprowadzić od rodziców, żeby stać się dojrzałą osobą, bo skoro z nimi mieszka, to NA PEWNO jest od nich uzalezniony i niesamodzielny, to jest trochę tak, jak wmawianie przez radykalne feministki kobietom, że każdy mężczyzna to wyzyskiwacz, a jeśli dana kobieta uważa, że jej mąż jest spoko i traktuje ją jako partnerką, to znaczy, że ona okłamuje samą siebie.

25-05-2014 19:34
Headbanger
   
Ocena:
+1

@Beamhit
Marny troll jest wyjątkowo marny.

@Adeptus
Doszliśmy do porozumienia, tylko ty masz bardzo błędne dwa fundamentalne założenia w swoim słowotoku. Po pierwsze widzisz pewną formę zagrożenia ze strony wyprowadzki. Jest to o tyle dziwne, że nie ma tutaj podziału "dobre" i "złe". Nikt nie może powiedzieć, że złym jest mieszkać z mamą, wszystko to ludzkie wybory, ale też ty nie możesz powiedzieć, że wyprowadzka i zakładanie rodziny na swoim to coś złego. Po drugie FireFrost bardzo dobitnie i konkretnie tłumaczy ci jak to wygląda z perspektywy takiej laski i stara ci się uświadomić skąd się bierze takie podejście. Weź pod uwagę, że to jest obca osoba i ocenić może tylko to co widzi. Moja żona początkowo nie sądziła, że stanowię jakąkolwiek partię na dłuższy związek, bo wyglądałem na studenciaczka bawiącego się kostkami i spożywającego dużo alkoholu (w sumie nie zauważyłem specjalnej zmiany tego stanu, poza pracą :p). Jesteśmy razem już 5 lat...

Adeptus, jak każdy człowiek masz empatię, użyj jej i wczuj się w rolę obcej kobiety, która zna faceta może 3 godziny i dowiaduje się, że w wieku 30 lat ciągle mieszka z mamą. Podpowiem, nie będą to wartości rodzinne. Nawet jeżeli to szczera prawda.

Jeszcze jedno. Ciągle sypiesz z rękawa jakimiś wyjątkami i przykładami, już ci tłumaczyłem, że to bez sensu, gdyż każdy może znaleźć kolejne kontrprzykłady i co to da? Ogólnie to wygląda tak, że podprogowo przesyłasz tutaj jakieś swoje osobiste frustracje nie wiem po co...

25-05-2014 19:37
FireFrost
    FireFrost
Ocena:
+2

"Jeśli ktoś nie ma żadnych konkretnych powodów do wyprowadzki, poza "Muszę się wyprowadzić, bo tylko w ten sposób potrafię się usamodzielnić, jak się nie wyprowadzą, zrobią ze mnie maminsynka", to owszem, jest to ucieczka ze strachu. Ktoś, kto się boi własnych rodziców i nie potrafi ułożyć sobie z nimi stosunków inaczej niż dominujący-zdominowany, jako śmiały odkrywca wkraczający na nowy etap?"

Ale czemu traktujesz wyprowadzkę z domu jako jakąś karę albo konieczność wynikającą zaburzeń psychicznych/ nieprawidłowych relacji z domownikami?

Dla mojej matki było naturalne, że jak dorosnę, to się wyprowadzę, dla mojego ojca było naturalne, że jak dorosnę, to się wyprowadzę i dla mnie było naturalne, że jak dorosnę to się wyprowadzę. Nie było to podyktowane konfliktem, tylko po prostu tym, że wszyscy czuli, że tak trzeba. Tak jak pisklę wyfruwa z gniazda by założyć nowe gniazdo.

Ja uważałem, że powinienem się usamodzielnić, by później założyć własną rodzinę i moi rodzice uważali to samo. Po prostu kolejny etap w życiu i coś normalnego tak jak to, że w pewnym momencie już nie robi się w pieluchy, tylko siada na nocnik.

25-05-2014 20:02
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Po pierwsze widzisz pewną formę zagrożenia ze strony wyprowadzki. Jest to o tyle dziwne, że nie ma tutaj podziału "dobre" i "złe". Nikt nie może powiedzieć, że złym jest mieszkać z mamą, wszystko to ludzkie wybory, ale też ty nie możesz powiedzieć, że wyprowadzka i zakładanie rodziny na swoim to coś złego.

W takim razie przepraszam, widać mało zrozumiale napisałem, ale masz rację, łatwo popadam w słowotok i czasem może to prowadzić do niezrozumienia.
Ja nie zakładam, że wyprowadzka to zło. Ja starałem się podać jedynie przykłady, że w pewnych sytuacjach może być dokładnie odwrotnie w stosunku do tego, co wy piszecie - że może być tak, że to właśnie mieszkanie samemu przyczyni się do niedojrzałości (albo zdziwaczenia) danej osoby.

Ogólnie to wygląda tak, że podprogowo przesyłasz tutaj jakieś swoje osobiste frustracje nie wiem po co...

Nie podprogowo, całkiem otwarcie przyznaję, że czuję się sfrustrowany. Choć nie jest to frustracja na tle "Nie znajdę dziewczyny, bo nie mam zamiaru wyprowadzać się z rodzinnego domu", bo wiem, że w moim środowisku taka obawa byłaby niczym nieuzasadniona (co nie znaczy, że na pewno znajdę dziewczynę, ale jeśli nie, to na pewno nie z tego powodu). Frustruje mnie to, że Ludzie z Internetów nie chcą przyjąć do wiadomości, że nie wszyscy na świecie podzielają osobiste uprzedzeniach ich i ich znajomych.
Po drugie FireFrost bardzo dobitnie i konkretnie tłumaczy ci jak to wygląda z perspektywy takiej laski i stara ci się uświadomić skąd się bierze takie podejście.

Hmm, to zabrzmiało tak, jakby FireFrost poprzestał na "I dlatego laski uważają, że kto mieszka z rodzicami, ten przegryw", podczas, gdy on stanowczo dodaje "i mają rację" ;)
I przyznaję, pośród moich znajomych zaczynanie podrywu od "Jestem Łukasz i mieszkam z rodzicami" byłoby z lekka absurdalne. To jakby ktoś powiedział "Jestem Łukasz i nie jestem geodetą".
Adeptus, jak każdy człowiek masz empatię, użyj jej i wczuj się w rolę obcej kobiety, która zna faceta może 3 godziny i dowiaduje się, że w wieku 30 lat ciągle mieszka z mamą.

"Ot, facet opowiada o sobie różne rzeczy. Lubi piłkę nożną, jest lekarzem, mieszka z mamą.... Nie, zaraz? Czemu "mieszka z mamą"? To znaczy, że ojciec mu umarł? Czy się rozwiedli? A może ma jakieś problemy z ojcem? Ciekawe, ale przecież nie będę go wypytywała o takie rzecz".
 
25-05-2014 20:14
Adeptus
   
Ocena:
+1

Ale czemu traktujesz wyprowadzkę z domu jako jakąś karę albo konieczność wynikającą zaburzeń psychicznych/ nieprawidłowych relacji z domownikami?

Jeśli ktoś nie potrafi dorosnąć bez odsuwania się od domowników, to znaczy, że jego relacje z domownikami nie są takie, jak powinny być. A ty właśnie tak zakładasz - że nie da się stać pełnoprawnym dorosłym człowiekiem bez opuszczenia domu rodzinnego. Poza tym, ja cały czas podkreślam, że piszę tylko o sytuacji, w której nie ma żadnej racjonalnej przyczyny porzucenia domu rodzinnego poza "Jak nie odejdę, to będę wisiał wiecznie u cycka, bo nie potrafię w inny sposób ułożyć relacji z rodzicami".  Ty natomiast insynuujesz, że każdy, kto nie porzuca domu rodzinnego, jest z założenia niedojrzały emocjonalnie i niezaradny. Przynajmniej ja tak to odbieram.

Nie było to podyktowane konfliktem, tylko po prostu tym, że wszyscy czuli, że tak trzeba. Tak jak pisklę wyfruwa z gniazda by założyć nowe gniazdo.

Urocza metafora, tylko co z niej wynika? Równie dobrze można powiedzieć "Po urodzeniu zostawiłam moje dziecko na plaży, żeby samo doczłapało do morza. Nie było to podyktowane niechęcią do dziecka, to było dla mnie naturalne, tak robią żółwie" (Broń Boże nie twierdzę, że to jest to samo, co porzucenie noworodka, po prostu chcę pokazać, że takie metafory nie mają sensu w ogóle). Dla ludzi normą jest rodzina wielopokoleniowa. To, o czym piszesz, stało się normą dopiero w naszych czasach i jedynie określonych grup, stanowiących mniejszość ludzkości. Spoko, żyjcie sobie, jak chcecie, ale nie wmawiajcie, że większość ludzi jest nienormalna.

 

To powyżej to ja.

 

25-05-2014 20:36
Headbanger
   
Ocena:
+2

Adeptus bez urazy, ale to trochę może brzmieć ostro. Skoro to ty taki moralny i naturalny system, to dlaczego ja zakładam rodzinę, a ty jesteś sfrustrowany przez brak sukcesów z płcią przeciwną?

Inna sprawa, że to nie ma znaczenia co jest "naturalne" i "moralne", ale fakt, że mieszkanie z mamą działa na niekorzyść przy próbie związania się z partnerem (popatrz teraz na ten akceptowalny społecznie seksizm) w przypadku bycia mężczyzną, jest po prostu faktem.

Mieszkanie samemu to spora szkoła życia, nie zrozumiesz tego dopóki faktycznie nie zamieszkasz sam. Znam to z autopsji.

25-05-2014 21:46
Malaggar
   
Ocena:
0

Bo Ty upolowałeś łanię kulawą moralnie! Z przetrąconym kręgosłupem etycznym, która nie miała siły uciec!

25-05-2014 21:51
dzemeuksis
   
Ocena:
0

Adeptus, podziwiam wytrwałość i niezmordowane próby dojścia do porozumienia wobec ewidentnego muru i okopania z drugiej strony.

Nikt nie może powiedzieć, że złym jest mieszkać z mamą, wszystko to ludzkie wybory, ale też ty nie możesz powiedzieć, że wyprowadzka i zakładanie rodziny na swoim to coś złego.

Headbanger, czytasz ty w ogóle posty Adeptusa, czy czujesz się zwolniony z tego jakże przykrego obowiązku, bo przecież ustawiłeś go już sobie po właściwej stronie i szkoda czasu?

Ehhh...

25-05-2014 22:08
Malaggar
   
Ocena:
+1

Francja utrzymała się w I wojnie dzięki okopom, a Ty na nie psioczysz!

25-05-2014 22:13
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
można mieszkać z matką tylko dziewczynie trzeba kupić jakiś domek na uboczu, najlepiej tak żeby żona się nie zorientowała
25-05-2014 22:24
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
^up przeraszam. Z rodziną
25-05-2014 22:26
FireFrost
    @Adeptus
Ocena:
0

Dla ludzi normą jest rodzina wielopokoleniowa.

Poważnie? To wyjaśnij mi proszę dlaczego we wszystkich rozwiniętych ekonomicznie społeczeństwach normą jest zakładanie swojej rodziny w osobnym mieszkaniu/domu (albo nawet i nie rodziny, bo i życie singla jest popularne) a jedynie w społeczeństwach gdzie jest to ekonomicznie niemożliwe/ bardzo utrudnione głównym modelem jest rodzina wielopokoleniowa? :D

25-05-2014 23:10
Headbanger
   
Ocena:
+1

@dżeme

"Adeptus, podziwiam wytrwałość i niezmordowane wylewanie osobistych frustracji pod pryzmatem stawiania tezy."

#fixed4u

25-05-2014 23:36
~Kret

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Agrafka prosiła w tekście, żebyście się myli i trochę myśleli przed wyjściem na podryw.

Wy piszecie o modelu pokoleniowym rodziny i rozmnażaniu się.

No z takim podejściem to nie poruchacie w tym odcinku...

Pozdrawiam

Kret
25-05-2014 23:41
FireFrost
   
Ocena:
0
Jest jakiś powód za nieblokowaniem tyld?
26-05-2014 08:58
Agrafka
   
Ocena:
0

EDIT - Z okazji dnia matki zablokowałam tyldy i trochę wyczyściłam. Marny troll jest marny, a pojazdy były już na wyjątkowo marnym poziomie. Część tyldowych wypowiedzi o szczątkowej choćby wartości zostawiłam. Własne komentarze-odpowiedzi do tyld które zniknęły czyścicie sami wedle uznania.

26-05-2014 09:02
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
+3

Fascynujaca ta dyskusja. Z doswiadczenia znam jedna sytuacje w ktorej mieszkanie z rodzicami mozna traktowac jako duzy atut. Duze gospodarstwo wiejskie. Zamiast powiedziec "mieszkam z rodzicami" mozna powiedziec "prowadze z rodzicami gospodarstwo" i to juz brzmi calkiem pozytywnie. To ladnie laczy zalety obu stron, bo z jednej strony koles pewnie jest rodzinny, troszczy sie o bliskich, pomaga i jest zdolny do kompromisow etc. etc. Zas z drugiej strony pewnie wstaje o 4 rano by pracowac, pewnie polowe zabudowan w gospodarstwie postawil wlasnymi rekami wiec jest tez zaradny i odpowiedzialny. Mam kuzyna ktory w wieku 25 lat zajmuje sie wlasnie gospodarstwem rodzicow, wybudowal im wlasnymi rekami dom, cale zycie pracuje z rodzina i nie ukrywam ze w pewnym stopniu mi to imponuje (choc nie znaczy to ze tez tak bym chcial).

26-05-2014 10:17
Enc
   
Ocena:
+5
Mnie bardzo się podobają te opowieści o rzekomo super zgodnych relacjach żona-teściowa. Nie ma szans na coś takiego. Takie relacje dzielą się na dwa typy: tych co drą koty i tych co dobrze ukrywają i kontrolują emocje.
26-05-2014 10:36
Adeptus
   
Ocena:
0

Poważnie? To wyjaśnij mi proszę dlaczego we wszystkich rozwiniętych ekonomicznie społeczeństwach normą jest zakładanie swojej rodziny w osobnym mieszkaniu/domu (albo nawet i nie rodziny, bo i życie singla jest popularne) a jedynie w społeczeństwach gdzie jest to ekonomicznie niemożliwe/ bardzo utrudnione głównym modelem jest rodzina wielopokoleniowa? :D

Zacznijmy od tego, że "rozwinięte ekonomicznie społeczeństwo" nie jest normą ;) (co nie znaczy, że jest złe).

Po drugie - w Polsce około połowa ludzi przed 30-tką mieszka w domu rodzinnym (niestety, nie wiem ile starszych ludzi mieszka z rodzicami, bo badania z reguły robione są pod tezę i nie biorą pod uwagę tego, że mnóstwo ludzi mieszka z rodzicami do końca życia).

Po trzecie - jeśli uznać, że mieszkanie w domu rodzinnym=normalność, to znaczy, że mieszkam w osadzie niedorozwój.

Po czwarte - nawet w ekonomicznie rozwiniętych społeczeństwach wcale nie wszędzie jest to normą. Generalnie w krajach południowej Europy jak Hiszpania, Włochy tendencja jest raczej odwrotna. I bynajmniej nie wynika to z biedy, bo jak wskazał Beamhit, można być biznesmenem i dalej mieszkac z rodzicami. Zresztą, nie trzeba sięgać do Włoch, sam znam przypadek, kiedy facet po 50-tce, właściciel przedsiębiorstwa zajmującego się instalacjami elektrycznymi, jeden z najbardziej zasadniczych i zaradnych życiowo znanych mi ludzi, ojciec trójki dzieci, mieszka z matką (o ojcu nie pisze tylko dlatego, że nie pamiętam, czy on jeszcze żyje). Mam iść mu powiedzieć, że wszystkie jego sukcesy życiowe to złudzenie, bo mieszkania z mamą niweczy wszystko?

Po piąte - niekiedy zachodzi tendencja dokładnie odwrotna. Np. w Irlandii było tak, że dopóki była bieda, młodzi byli wypychani z gniazda, żeby szukać chleba w świecie, obecnie gdy sytuacja gospodarcza się poprawiła zjawisko osłabło i więcej młodych mieszka z rodzicami.

Adeptus bez urazy, ale to trochę może brzmieć ostro. Skoro to ty taki moralny i naturalny system, to dlaczego ja zakładam rodzinę, a ty jesteś sfrustrowany przez brak sukcesów z płcią przeciwną?

Już pisałem - jedyne, co mnie frustruje w związku z tym tematem, to niemożliwość przebicia się przez wasz mur stereotypowego myślenia. Płeć przeciwna mnie nie frustruje, wy mnie frustrujecie. Frustracji na tle "nie mogę znaleźć dziewczyny, bo mieszkam z rodzicami" nie mam, bo byłaby absurdalna, skoro na przykładzie moich kolegów, krewnych, sąsiadów widzę, że mieszkanie z rodzicami nijak nie musi przeszkadzać w związku. Skoro mieszkanie z rodzicami to taki nienaturalny system, to czemu tak wielu zakłada w nim rodzinę i świetnie egzystuje?

Inna sprawa, że to nie ma znaczenia co jest "naturalne" i "moralne", ale fakt, że mieszkanie z mamą działa na niekorzyść przy próbie związania się z partnerem (popatrz teraz na ten akceptowalny społecznie seksizm) w przypadku bycia mężczyzną, jest po prostu faktem

Wybacz, ale niektórzy mają swego rodzaju blokadę myślową i nie są w stanie uznać czegoś za fakt, jeśli z empirycznych obserwacji swego otoczenia widzą, że faktem to nie jest. Spoko, możliwe, że w twoim środowisku jest to faktem, skoro tak mówisz, to pewnie tak jest, w końcu niewątpliwie znasz je lepiej ode mnie. Ale z kolei ja znam swoje środowisko lepiej od ciebie i wiem, że w nim ten "fakt" nijak ma się do rzeczywistości.

Ja w pełni akceptuję i jestem w stanie uszanować to, że dla was i dla wielu innych osób opuszczenie domu rodzinnego mogło być koniecznym krokiem do usamodzielnienia się - widać potrzebowaliście tego (nigdzie nie przypisywałem wam degrengolady moralnej, to sobie sami dośpiewaliście - a jeśli faktycznie czegoś takiego można się doszukać w moich wypowiedziach, to przepraszam). Szkoda tylko, że nie wy z kolei nie jesteście w stanie przyjąć do wiadomości, że nie w każdym przypadku jest to konieczne, a w niektórych może wręcz przynieść odwrotny skutek.

Mieszkanie samemu to spora szkoła życia, nie zrozumiesz tego dopóki faktycznie nie zamieszkasz sam. Znam to z autopsji.

W ten sposób można wykazać wszystko. Walenie się młotkiem po głowie to szkoła życia, nie zrozumiesz, póki nie spróbujesz itd. (Nie porównuję mieszkania samemu do walenia się młotkiem, po prostu ten sposób argumentowania do niczego nie prowadzi, bo można w ten sposób "udowadniać" dowolnie absurdalną tezę).

26-05-2014 11:01

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.