string(15) ""
» Blog » Dobre Rady Cioci Agrafki
22-05-2014 15:59

Dobre Rady Cioci Agrafki

W działach: Dobre Rady Cioci Agrafki | Odsłony: 2149

Dobre Rady Cioci Agrafki

Dobre Rady Cioci Agrafki

Część I

"Szybki podryw"

czyli jak nie podrywać dziewczyny w pubie

 

 

 

To dziś jest ten dzień. Stajesz przed lustrem. Piękny jak zwykle. Na wczorajszy podkoszulek - jeszcze przecież świeży - zarzucasz najlepszą imprezową koszulę. Klucze są, portfel jest. Jesteś gotowy. Wychodząc postanawiasz opryskać się perfumami. A co, w końcu dzisiaj podbijesz świat. Kumple już czekają. Radośnie wkraczacie do pubu i zaczynacie podbój. Ale najpierw stolik, kilka piw na odwagę. I wtedy widzisz Ją. Zachęcony przez przyjaciół decydujesz się w końcu spróbować. Postanawiasz, że ta mała dzisiaj z tobą wyjdzie. Podchodzisz...i znów coś nie wyszło.


Punkt pierwszy - Przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę

Twoi przyjaciele to bez wątpienia świetni ludzie. Nikt nie wątpi, że oddałbyś za nich połowę konsoli a może i własną siostrę. Jeśli jednak nie idziecie po prostu na kolejne piwo czy partyjkę piłkarzyków, tylko realnie chcesz zdobyć dziewczynę, może warto głębiej zastanowić się nad doborem towarzystwa.

  1. Obezwładniająco Przystojny Przyjaciel czyli stwórz odpowiedni kontrast.

    Dobrze jest obracać się w towarzystwie ładnych ludzi. Wszyscy to lubimy. Ale jeśli twój przyjaciel obezwładnia urodą, w jego otoczeniu dziewczyny mdleją, a ty chciałbyś wyglądać jak on - nie bierz go ze sobą. Jasne, kiedy jest z tobą zawsze dookoła pojawiają się fajne laski, nawet chętnie z nimi rozmawiasz - ale dlaczego mimo to nie wychodzi? Przykro mi, ale mimo wszystkich twoich zalet stałeś się furtką do OPP, a twój przyjaciel jest teraz twoim największym rywalem. Wszyscy wiemy, że wygląd nie jest najważniejszy... ale przy pierwszym wrażeniu jednak jest. Jeżeli na podryw koniecznie musisz brać kolegów, żeby poczuć się pewniej, weź tych, którzy zaprezentują się gorzej od ciebie. Nawet jeśli nie będziesz najlepszym modelem w pubie, będziesz najlepszym towarem w grupie.
     
  2. Niewyżyci i nietaktowni kumple czyli z kim ty się zadajesz?

    O tak, uwielbiacie przaśne żarty, piwo lejące się litrami i zawody w bekaniu. W dodatku każdy z was szuka dziewczyny od jakiegoś czasu. Dlaczego więc nie wybrać się na rwanie razem? Żeby nie odstraszyć. Jeżeli dziką bandą wpadniecie do pubu, ty będziesz prezentował się rewelacyjnie, ale twoi kumple będą nachalnie zaczepiać ludzi, tańczyć paralityczne wygibasy pod sceną i drzeć się przy ulubionych kawałkach - twoje dobre wrażenie zostanie przyćmione przez nich. Naprawdę nie chcesz, żeby dziewczyna pomyślała (lub powiedziała ci), że twoi koledzy zachowują się nieodpowiednio.
     
  3. Najlepsza przyjaciółka czyli tak jakbym miał dziewczynę.

    Najlepsza, ładna przyjaciółka którą znasz od lat. Podkochujesz się w niej od podstawówki, ale nigdy nie wyszło. Postanawia zabrać cię na podryw, żebyś w końcu nie był sam. Ostatecznie lądujecie razem przy stoliku szczebiocząc jak gołąbki, a ona co jakiś czas wyrzuca cię, żebyś z kimś zatańczył. BŁĄD. Niewybaczalny. Nie poderwiesz dziewczyny, jeżeli z jakąś przyjdziesz. One nie wiedzą, że to przyjaciółka i nie będą próbowały się dowiadywać jak pokręcone relacje was łączą.

    Wersja prawidłowa - idziesz z przyjaciółką I jej chłopakiem. On jest twoim kumplem, a ona jest z nim. Jeżeli spotkasz dziewczynę, która cię zainteresuje możesz użyć przyjaciółki do pomocy. Jej łatwiej będzie zagadać nie wzbudzając reakcji obronnych. Mogą szybko się zakumplować, choćby w magicznej łazience podczas poprawiania makijażu. Niech przyjaciółka zaprowadzi Ją do waszego stolika, żeby przedstawić swojego chłopaka i najlepszego przyjaciela.

 

Punkt drugi - Wyposażenie i ekwipunek

Kiedy już wiesz z kim (lub bez kogo) chcesz iść na podryw, czas się przyszykować. Zdejmij ukochany podkoszulek i wrzuć do prania. Wykąp się. To nieważne, że kąpałeś się rano.

  1. Włosy i zarost czyli nie wilkołak i nie dziecko

    Ogól się, chyba że nosisz zarost - wtedy go przystrzyż jeśli jest potrzeba. Po wysuszeniu włosów uczesz je. Tak, mężczyźni też to robią. Widzisz te przylizane włosy tutaj? Ułóż je. Jeżeli nie wiesz jak powinno to wyglądać - włącz telewizor. Ci goście są uczesani. Ty jeszcze nie. Twoim przyjacielem jest żel lub lakier. Jeżeli nosisz bardzo krótkie włosy suszenie w odpowiednią stronę powinno wystarczyć. Na bogów, nie ładuj tylko tony żelu i lakieru. Masz je uczesać, a nie zalać chemią. Fryzura to wbrew pozorom bardzo ważny element męskiego wyglądu. Zarówno ona jak i zarost mocno wpływają na wygląd mężczyzny. Możesz wyglądać bardziej chłopięco lub bardziej męsko. Przyjemniej lub jak bad boy. Pamiętaj - kobiety zwracają uwagę na szczegóły

    Dla porównania warto spojrzeć na zdjęcia celebrytów, żeby uświadomić sobie w pełni jak bardzo zarost i fryzura wpływają na to, jak jesteśmy odbierani.
  2. Odpowiednie ubranie czyli przyszedłeś pobiegać czy potańczyć?

    Ma być wygodne, schludne i czyste. Nieważne co dokładnie na siebie założysz, ale elementy garderoby muszą do siebie pasować. Gwarantuję też, że w dopasowanych jeansach i koszuli masz większe szanse niż w ukochanym dresie adidasa. Nawet jeżeli jest oryginalny. To od ciebie zależy, czy będziesz wyglądał TAK czy TAK.
     
  3. Perfumy czyli uderzaj we wszystkie zmysły.

    Mężczyzna musi pachnieć. Powąchaj perfumy, które dostałeś na święta od ciotki i zastanów się, czy chcesz żeby to z tym zapachem kojarzono ciebie. Jeżeli tak - użyj ich. W przeciwnym wypadku kup takie, które będą lepiej oddawały ciebie i twoją osobowość. Szukaj w dziale męskim.
     
  4. Pieniądze czyli nie daj się zaskoczyć .

    Tak, ja wiem, że jest równouprawnienie. Ale jeśli chcesz zrobić dobre wrażenie, to musisz je przynajmniej mieć przy sobie. Jeżeli będziesz chciał postawić jej drinka, jeżeli będziesz chciał zamówić jej taksówkę, jeżeli coś się stanie. Upewnij się, że nie będziesz miał związanych rąk. Mężczyzna musi być gotowy na każdą sytuację. Przynajmniej podczas podrywu.
     
  5. Zapalniczka czyli dżentelmen zawsze przygotowany.

    Nikt nie każe ci palić. Nie musisz. Ba, nie powinieneś. Ale zapalniczkę wypada nosić. Bo może ona będzie paliła. A jeśli odrzuca cię ta myśl i wiesz, że moment wyciągnięcia papierosa będzie ostatnim w którym będziesz chciał ją widzieć - i tak weź zapalniczkę. Bo może zostaniecie dłużej i będziesz mógł zapalić świeczkę stojącą na stoliku bez przeciskania się między ludźmi do barmana.
     
  6. Chusteczki higieniczne czyli katar, pot, łzy i rozlane piwo.

    Powinieneś je zmieścić. Będą ci potrzebne jeśli zamierzasz tańczyć. Nie ma nic gorszego niż wycieranie potu rękawem koszuli. Dodatkowo przydadzą się, jeżeli Ona właśnie pokłóciła się z chłopakiem/mamą/przyjaciółką. Przecież nie podasz jej szarego papieru toaletowego z łazienki. Poza tym, zanim z nim wrócisz któryś z mężczyzn może podejść z własnymi chusteczkami. I w pubie zawsze, absolutnie zawsze rozlewa się piwo.
     
  7. Guma do żucia czyli co dzisiaj jadłeś?

    Umycie zębów nie gwarantuje świeżości. Zwłaszcza po drugim piwie i kilku słonych paluszkach. Chcesz rozmawiać z nią w pubie? Będziecie musieli być blisko, żeby się słyszeć. Nie chuchaj jej smoczymi wyziewami bo ucieknie. Weź gumę.
     
  8. Prezerwatywa czyli jak to nie spodziewałeś się?

    Bardzo optymistyczna wersja wydarzeń jeśli dopiero się poznajecie, ale absolutnie musisz być przygotowany.
     

Punkt trzeci - dobre wejście i utrzymanie pionu

Więc wybrałeś już towarzystwo, przygotowałeś się, wyglądasz jak młody bóg i na pewno masz wszystko czego potrzebujesz. Czas zrobić dobre wrażenie. A raczej czas go NIE ROBIĆ. O co chodzi?
 

  1. Dobre wrażenie czyli nie staraj się aż tak.

    Jednym z najczęściej spotykanych przeze mnie rażących błędów podczas podrywu była próba zrobienia dobrego wrażenia na siłę. To zazwyczaj z niej wynikały główne problemy i to ona sprawiała, że wszystko się sypało. Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Weź to na spokojnie. Pamiętaj, że widać twoje reakcje. Jeżeli jesteś zbyt spięty, to nic z tego nie wyjdzie. Zwróć uwagę, że to tylko człowiek. Nawet jeśli to kobieta wokół której wszyscy skaczą. Najgorsze co cię może spotkać to odmowa.
     
  2. Taniec czyli porażenie prądem.

    W pubach nie tylko pije się piwo, ale i tańczy. Przynajmniej w większości. Zadbaj więc o to, żeby twój taniec nie wyglądał jak podrygi szalonego pawiana. Nie musi być idealny. Ma nie razić. Dopóki tańczysz sam liczą się tylko dwie rzeczy - jak się bawisz i jak to wygląda. Trzymaj się rytmu. Jeżeli się wstydzisz - spójrz jak tańczą inni. Jeżeli wyglądają choć w przybliżeniu tak debilnie jak zazwyczaj - możesz być spokojny. Nie uderzaj ludzi, trzymaj odnóża w miarę blisko siebie, daruj sobie zabawy z rurą, kolumną czy innym słupem. Nie tańcz z piwem w ręku. Nie zamykaj oczu do tańca. Zamykaj za to usta.

    Jeżeli chcesz poprosić dziewczynę do tańca - nie czaj się. Podejdź i zapytaj czy z tobą zatańczy. Nie bajeruj. Wystarczy "Hej, zatańczymy?" albo "Cześć, zatańczysz ze mną?". NIE: "Czy masz ochotę...?",  "Czy mogłabyś...?", "Czy zechcesz...?", "Patrzę na ciebie i zastanawiam się...?". NIE. Prosisz ją do tańca, nie oświadczasz się. Nie musisz się tłumaczyć, nie musisz budować zdań wielokrotnie złożonych. Połowy i tak by nie usłyszała w tym jazgocie. Podchodzisz, uśmiechasz się i wyciągasz rękę po jej dłoń zadając pytanie. Jeżeli cię nie usłyszy to zrozumie gest. Jeżeli podniesie rękę do twojej, to chwytasz ją i prowadzisz na parkiet. Nie czekasz na odpowiedź czy tłumaczenia, nie zagadujesz, nie deklarujesz. Nie szarpiesz. Prowadzisz. Teraz jesteś jej partnerem do tańca. Podanie ci ręki TO BYŁA odpowiedź. Stajecie na parkiecie i nie wiesz co zrobić z rękami. Jasne, możesz się odsunąć i podrygiwać naprzeciwko niej. Ale nie o to prosiłeś. To mogłeś zrobić już wcześniej. Prosiłeś o taniec razem. Zgodziła się. Więc nie puszczaj jej dłoni, tylko ustaw się na przeciwko niej i wyciągnij do niej drugą dłoń wnętrzem do góry. Poda ci rękę. Nie kombinuj. Nie łap jej za biodra, boki, plecy, pośladki ani za piersi. Za dłonie. Pamiętaj, że to ty prowadzisz. Prowadź. Obracaj ją. Ale pamiętaj, że musi mieć chwilę na złapanie równowagi. Nie chcesz, żeby zapamiętała tylko jak bolały ją ręce od twojego szarpania i nogi o które się potykała podczas wirowania.

    Po tańcu nie całuj jej po rękach, nie próbuj wsadzać języka do gardła, ani nawet nie całuj w policzek. Prawdopodobnie jesteś spocony jak świnia. Nie umaż jej swoim potem. Ona też jest spocona. Może się czuć niezręcznie jeśli będziesz próbował dotknąć jej twarzy, i przede wszystkim może tego po prostu nie chcieć. Zgadzała się na taniec a nie na buziaki, nie bądź nachalem, bo stracisz szansę. Nie, nie znacie się też na tyle dobrze żeby się przytulać. Dziękujesz i dajesz jej chwilę na podjęcie decyzji. Może teraz odejść, może chcieć jeszcze tańczyć. Możesz zapytać czy chce dalej z tobą potańczyć. Obserwuj czy ma na to ochotę. Na tym etapie najlepiej usiąść i odpocząć. Już pierwszy krok za tobą. Pamiętaj, żeby po tańcu pójść przemyć twarz i dłonie, jeżeli nie chcesz co chwila wycierać ich z potu.
     
  3. Zagadam do niej czyli dlaczego miałabym chcieć żebyś tu usiadł?

    Siedzi przy stoliku, sama lub z koleżankami a ty chcesz podejść. Zbierasz się w sobie i w końcu ruszasz. W głowie masz najpierw mnóstwo opcji, a później pustkę. Podchodzisz i widzisz jak podnosi na ciebie wzrok. Patrzy. Nie wiesz co powiedzieć. Który z twoich cudownych tekstów na podryw będzie teraz dobry? Żaden. NIE ISTNIEJE  dobry tekst na podryw. Gdyby istniał złoty środek to nie byłbyś tu sam, tylko otoczony haremem. Ona cię nie zna. Nie wie kim jesteś i czego chcesz. Teksty o których myślisz zna już na pamięć. Słyszała każdy, nawet ten, który dla ciebie jest nowy. Jak go powiesz to tylko spojrzy z politowaniem. Daruj sobie. To też nie czas na komplementy obcy mężczyzno. Widzi cię pierwszy raz. Możesz oczywiście liczyć na swoją kreatywność i wymyślić piękną opowieść dlaczego podszedłeś. Możesz wprost powiedzieć, że chciałbyś ją poznać. I może to zadziała. Ale raczej nie. Prawdopodobnie i tak widać po tobie, że jesteś na podrywie. Prawdopodobnie właśnie stoisz i się gapisz. Prawdopodobnie sytuacja od dłuższej chwili jest kłopotliwa. Nie rób tego. To jest krok drugi. Krok pierwszy to zaproponowanie tańca. Alternatywą jest nawiązanie wcześniej (jeszcze ze stolika) kontaktu wzrokowego. Uśmiechaj się, nie odwracaj od razu wzroku, ale też nie patrz nachalnie. Ot, spójrz czasem w tamtą stronę. Jak spojrzy, uśmiechnij się. Dobrze, jeżeli siedzicie niedaleko i możecie się śmiać wspólnie z kogoś wystarczająco pijanego kto jest obok. To ułatwi zagajenie rozmowy.
     
  4. Jesteś taka wyjątkowa czyli ile czasu się właściwie znamy?

    Komplement to miła rzecz. Zazwyczaj. Ale kiedy od obcego faceta słyszę jaka jestem cudowna to chce mi się śmiać. Koleś mnie nie zna, a wychwala mnie pod niebiosa. Jeszcze gorsze są komplementy odnośnie wyglądu. Wie, że ci się podoba. Właśnie ją adorujesz. Nie musisz też wyliczać jej zalet. Ona je zna. Lepiej zapytaj co lubi robić, jak się bawi, czy przyszła tu z jakiejś okazji czy tylko potańczyć. Poznaj ją. Przestaniesz być potencjalnym zagrożeniem.
     
  5. Poznaj mnie czyli odpowiednia prezentacja.

    To bardzo ciekawe, że jesteś bezrobotnym graczem, który mieszka z mamą. Ale może zacznij od czegoś co jest nieco lepiej postrzegane. Powiedz co lubisz robić, ale nie rozwlekaj tego, chyba że nalega. Możesz powiedzieć, że lubisz podróże, ale opisywanie ze szczegółami każdej z twoich wypraw ją zanudzi, nawet jeżeli uśmiecha się i kiwa głową mrucząc w równych odstępach czasu "mhm"

 

Garść rad na koniec

  • Nie upijaj się. Nie i już.
  • Nie zmuszaj jej do niczego. Żadnego "no chodź, na pewno super tańczysz", żadnego "no, jeszcze tylko jedno piwko".
  • Nie bajeruj jej koleżanek.
  • Nie bajeruj innych kobiet w pubie. Podryw nie kończy się po pierwszym tańcu.
  • Nie nastawiaj się, że wyląduje w twoim łóżku jeszcze tego wieczora. Szansa jest bliska zeru. Jest dużo większa szansa, że jeśli potraktujesz ją poważnie to jeszcze się spotkacie. Możesz poprosić po rozmowie o jej numer, żeby to kiedyś powtórzyć. NIE żeby się spotkać, NIE żeby się umówić na kawę. Żeby to powtórzyć, bo dobrze się rozmawiało. Nie nalegaj jeśli odmówi. Nie wciskaj jej swojego. Jeżeli nie podaje, to nie wyszło. Możecie się umówić na inny dzień. "Hej, a może będziesz tu też za tydzień?". Za tydzień masz dużo większe szanse. Już cię zna. Jeżeli znów wszystko pójdzie dobrze - prawdopodobnie dostaniesz ten numer.
  • Nie drzyj się.
  • Nie przechwalaj się.
  • Pamiętaj, że jesteście oboje zwykłymi ludźmi.
  • Zachowuj się jakbyś chciał ją poznać, a nie poderwać.

Komentarze


nerv0
   
Ocena:
0

Przykro mi tyldo, ale w moim otoczeniu sprawa wygląda podobnie jak u Adeptusa. Znajomi mają żony/dziewczyny, a jednak ciągle jakoś nie wyrwali od rodziców "byle na swoje". Polecam przejrzeć swoje dane statystyczne, bo coś w nich najwyraźniej nie gra. :P

25-05-2014 01:18
nerv0
   
Ocena:
0

Jak ktoś chce po mnie jechać to niech się choć trochę wysili, bo nawet gimbaza z jutuba ma  lepsze pociski. Chcę wierzyć, że po tyldo-ziomkach można się spodziewać czegoś na choć trochę wyższym poziomie.

EDIT

Top lel, skąd w ogóle wzięła się ta iskierka nadziei iksde?

25-05-2014 02:49
Agrafka
   
Ocena:
+5
Jak widać to dwa różne światy. Mam 24 lata i od lat mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu. Ja i mąż musieliśmy na to mieszkanie zarobić i musimy je utrzymywać. Dla nas to normalny stan, dla większości ludzi w moim wieku, których poznałam - również. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie mieszkania z matką czy siostrami dopóki nie ma ku temu ważnych powodów (na poziomie choćby wspomnianej choroby).

Na pewno miejsce w którym żyjemy (kraj, miasto) w znacznym stopniu może wpłynąć na postrzeganie kwestii rodzinnych. Nie twierdzę też, że mieszkanie z rodziną jest złe. Jeżeli ktoś tak żyje to na pewno ma ku temu powody. Jednak zdecydowanie nie jest to coś co powinno wypływać przy pierwszym spotkaniu ( "cześć,jestem Andrzej, mieszkam z chorą mamą"?). To coś, co może być rozumiane na wiele różnych sposobów. Może komuś mieszkanie z rodziną będzie kojarzyło się z rodzinnością i dbaniem o innych. W moim jednak odczuciu prędzej skojarzy się z unikaniem odpowiedzialności za swoje życie. Człowiek, który mieszka sam każdego dnia mierzy się z samodzielnym życiem. Człowiek, który mieszka z rodzicami cały czas korzysta z ich wsparcia (bo dlaczego miałby tego nie robić skoro ma taką możliwość?), a to budzi obawy, że kiedy będzie musiał zostać głową rodziny może nie podołać.

Jak już pisałam, oczywiście są wyjątki. Tak jak jest wiele kobiet, które na pewno nie zgodzą się z moją notką. To dlatego, że jesteśmy różni. Tu staram się uśrednić na podstawie obserwacji i wielu rozmów z mężczyznami i kobietami, które dotyczą tego czego kobiety oczekują od mężczyzn, lub co je odrzuca. Ale są też kobiety, które lubią drani, takie które interesują się tylko ludźmi mieszkającymi z rodzicami i takie dla których ważne będzie czy jesz mięso. Poradnik ma jednak zawsze na celu podanie porad ogólnych, jak najbardziej uniwersalnych i z możliwie małą szansę na okazanie się szkodliwymi.
25-05-2014 05:20
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Po 1 - różni są ludzie, różne rodziny, różne wymagania. Niektóre rodziny są mega super i np. siostry są jak najlepsze kumpele a bracia najlepsi kumple a rodzice to mega inteligentni ludzie z którymi można rozmawiać godzinami.  Założenie, że ktoś chce z nimi mieszkać bo jest ofiarą losu jest dużym nadużyciem i nie do końca nawet wiem skąd się bierze, ale chyba z ludzi, którzy myślą, że dorosłość to kredyt na 30 lat.Po 2. 
W moim jednak odczuciu prędzej skojarzy się z unikaniem odpowiedzialności za swoje życie

Co ma jedno do drugiego? Ceny mieszkań w Polsce zostały wywindowane do niewyobrażalnych poziomów stosunku cena/średnie zarobki oraz cena/jakość (wiem wiele o tym bo ostatnio rozglądałem się za mieszkaniami i widzę jak ludzie są zakochani w swoich brzydkich, głośnych klitkach). Ja bym powiedział w drugą stronę - jest to bardzo odpowiedzialna i trudna decyzja że nie dajemy się wpętać w sieć długów i być niewolnikami banków. Ja np. od 12 lat mieszkam w wynajmowanych lokalach i bardzo sobie cenie - mieszkałem za granicą, mieszkałem w Polsce w różnych miejscach i zawsze byłem mobilny i nie musiałem np. spędzać godzin na dojazdach.
Trudna dlatego, że ciężko jest nie dać się nagonce - np. u mnie w robocie są dosłownie 2 osoby, które nie mają kredytów (w tym ja) i ciągle sobie tłumaczą, jacy oni cwani że za wynajem nie muszą płacić (ale gdy była wizja zmiany biura to panika, bo się okazuje, że na dojazd będą poświęcać ponad godzinę dziennie).

Po 3. 
Ja całość raczej widzę z punktu widzenia "uśrednionej" kobiety - takiej, której celem jest prokreacja (jest to cel większości ludzi - nie ma co ukrywać, po to się rodzimy aby mieć potomków). A do idealnej prokreacji z punktu widzenia kobiet potrzebne są a) mężczyzna - inteligentny, silny, zdrowy - p. Twój post b) pieniądze i jaskinia. 
Co do a) to można wyczuć prawie że od razu co do b) można zapytać gdzie mieszka.
25-05-2014 08:39
Headbanger
   
Ocena:
+3

@Adeptus
Troszkę za mocno bronisz tego modelu, który przedstawiasz i za bardzo się bulwersujesz by nam udowodnić, że nie ma czegoś na rzeczy i po prostu jesteś wygodny. Mamusia upierze i da obiad. Prawda jest taka, że człowiek mieszkający z mamą daje lasce jedną informację: nie jestem samodzielny i musisz konkurować z mamą o wpływy. Czy ci się to podoba czy nie. Ludzie mieszkający przez dłuższy czas zatrzymują się rozwojowo na pewnym poziomie. Mów sobie stereotypy, ale ja po prostu znam takich ludzi.

Rekordzistą jest jeden facet, były manager mojej żony w hurtowni kwiatów jak jeszcze tam pracowała, który zarabia spokojnie tyle by się wyprowadzić i żyć samemu, a jednak woli za zarobiony hajs kupować sobie rowerki za 10000zł (autentyk) i jak odkrył endomondo i zaczął biegać to mamusia jeździła za nim rowerkiem po groszowicach (dzielnica Opola) i dawała mu wodę mineralną w termosiku.

25-05-2014 10:44
~whitlow

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Hehe, widzę, że podróż w krainę absurdu na polteru trwa w najlepsze. To i ja coś powiem w temacie. Dziś głosuję na KNP i kij w dowolny naturalny otwór ciała malkontentom.

A odnośnie tematu Sz.P. Agrafki- Nie wzięłaś pod uwagę jednej rzeczy. To działa na zdrowe psychicznie dziewunie, a to gatunek na wymarciu niestety.
25-05-2014 10:46
Adeptus
   
Ocena:
0

Jak widać to dwa różne światy.

Na pewno miejsce w którym żyjemy (kraj, miasto) w znacznym stopniu może wpłynąć na postrzeganie kwestii rodzinnych.

O to to. Może faktycznie w miastach jest właśnie tak - malutkie mieszkania zamiast normalnych domów, słabsze więzi rodzinne, większe uleganie modom. Poza tym model bezstresowego chowania, który faktycznie może sprawiać, że rodzice zamiast oczekiwać, że dzieci będą współprowadzić dom, biegają za nimi z termosikiem. Ale takie rzeczy, to nie u nas, panie dziejku.

Człowiek mieszkający samemu po prostu może zdziwaczeć - bo może robić na co ma ochotę, trzaskać po nocy drzwiami, łazić po mieszkaniu bez majtek, myć naczynia raz na dwa dni. Nie musi, ale może.

Troszkę za mocno bronisz tego modelu, który przedstawiasz i za bardzo się bulwersujesz by nam udowodnić, że nie ma czegoś na rzeczy i po prostu jesteś wygodny.

"Nie masz racji, bo nie masz chcesz przyznać, że nie masz racji"?

Ludzie mieszkający przez dłuższy czas zatrzymują się rozwojowo na pewnym poziomie. Mów sobie stereotypy, ale ja po prostu znam takich ludzi.

Spoko, że znasz, ja nie kwestionuję tego, ale to nie znaczy, że na podstawie swoich obserwacji może uogólniać. Gdybym ja uogólniał na podstawie obserwacji tylko swojego otoczenia tak samo jak ty, to zamiast dyskutować wzruszyłbym ramionami i napisał "Ale o co chodzi, przecież wszyscy mieszkają z rodzicami".

Rekordzistą jest jeden facet, były manager mojej żony w hurtowni kwiatów jak jeszcze tam pracowała, który zarabia spokojnie tyle by się wyprowadzić i żyć samemu

No właśnie. Przyjmujesz znikąd wzięte założenie, że jeśli ktoś tylko MOŻE się wyprowadzić, to powinien. Jesli może, a tego nie robi, jest frajerem.

Poza tym, nie wiem skąd przyjmujecie założenie, że mieszkanie z rodziną = uzależnienie od rodziców. Wiadomo, na pewnym etapie tak jest, w miarę czasu to się zmienia, potem jak się podrośnie prowadzi się z krewnymi wspólne gospodarstwo domowe, dzieli obowiązkami (na tym samym polega mieszkanie z dziewczyną/żoną, więc o co chodzi?), aż nadchodzi taki etap, kiedy to starzy i schorowani rodzice potrzebują twojej pomocy, a nie ty ich.

Drugie założenie, które przyjmujecie, to takie, że mieszkający samemu z pewnością jest bardziej samodzielny od tego, który mieszka z rodziną. Czy to znaczy, że ktoś, kto mieszka samemu w mieszkaniu kupionym przez rodziców, którzy łożą na nie, podczas gdy on baluje (zresztą też za ich pieniądze) jest bardziej samodzielny od tego, który mieszka z rodzicami, ale w lwiej części własnymi zarobkami i wysiłkami utrzymuje dom?

Prawda jest taka, że człowiek mieszkający z mamą daje lasce jedną informację: nie jestem samodzielny i musisz konkurować z mamą o wpływy. Czy ci się to podoba czy nie.

Prawda jest taka, że w moim środowisku tak nie jest, czy ci się to podoba, czy nie (już prędzej jest odwrotnie "Oho, on ma duży dom rodziców, czyli jest gdzie mieszkać, jest warsztat ojca, więc będzie miał gdzie pracowac, no i będzie teściowa, która jako babcia zajmie się naszymi dziećmi. Dobra partia ;) ). Jesli nie znajdę sobie dziewczyny, to na pewno nie z powodu mieszkania z rodzicami. Nie próbuję sam siebie przekonać, że wielu (większości?) dziewczyn nie odrzuca mieszkanie z rodzicami, bo to wiem - próbuję przekonać was, bo denerwuje mnie to, że uogólniacie.

Ludzie mieszkający przez dłuższy czas zatrzymują się rozwojowo na pewnym poziomie.

Czyli ja mieszkać w osada niedorozwojów, unga bunga.

I co to znaczy "przez dłuższy czas"? Dla mnie normą jest w ogóle nie wyprowadzać się z rodzinnego domu. Dom to jest coś, co się dziedziczy. Z rodzicami przestaje się mieszkać, kiedy oni umrą, w rodzinnym domu przestaje się mieszkać, kiedy ty umierasz. Nie mówię, że każdy ma obowiązek tak żyć, jestem świadom, że istnieją środowiska, gdzie żyje się inaczej, ale robienie z czegoś co funkcjonowało od wieków i wciąż funkcjonuje, jakiegoś ewenementu sprzecznego z ludzką naturą jest imho absurdem. Ale różne są podejścia. Jakiś czas temu od pewnej osoby w rozmowie na temat antykoncepcji usłyszałem, coś w stylu "No dobra, ok, pewnie są ludzie, którzy z własnej woli chcą mieć dzieci, ja mogę w to uwierzyć, bo różne są zboczenia i skoro są tacy, co lubią ruchać kozy, to pewnie i są tacy, co chcą się rozmnażać". I jak widzę takie tezy, jak to, że brak ucieczki przed rodzinnymi obowiązkami jest dziwactwem i przejawem ogólnej (za przeproszeniem) dupowatości, to przypomina mi się ta rozmowa.

Aha, ta ostatnia tylda z 08.39 to nie ja.

25-05-2014 11:39
Headbanger
   
Ocena:
+2

Adeptus bazujesz na wyjątkach które tak samo popierają twoją, tezę jak pozwalają odwrócić kota ogonem i powiedzieć dokładnie to samo ale ją gromiąc. Nie widzę wiele w tym sensu. Wiadomo, możesz być odpowiedzialnym dorosłym człowiekiem zajmującym się domem i rodzicami, ale laska nie zrobi takiego założenia w większości wypadków.

Jednak ja chyba wiem skąd ta różnica poglądów wynika. Adeptus, czy ty jesteś ze wsi gdzie faktycznie dominuje rodzina wielopokoleniowa? To jest ogromna różnica, która jest w stanie wyjaśnić wszystko. Podejrzewam, że większość ludzi tutaj tak jak ja pochodzi z miast i patrzenie na to jest skrajnie inne. Sami rodzice mówią, że dzieciaki muszą się wyprowadzić i mieszkać na swoim bo to naturalny porządek rzeczy i wejście w dorosłość. Zaś ci co zostają z mamą w m2 naprawdę dziadzieją. Tu chodzi o kolejną rzecz, kupno kolejnego mieszkania zwiększa ogólnie majątek rodziny i pozwala mieszkać bardziej komfortowo. Mieszkania rządzą się innymi prawami niż duże domki na wsi, gdzie spokojnie można oddzielić się od rodziców budując swoją strefę komfortu na piętrze, dla żony i dzieci.

Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia nie?

25-05-2014 14:40
Adeptus
   
Ocena:
0

Wiadomo, możesz być odpowiedzialnym dorosłym człowiekiem zajmującym się domem i rodzicami, ale laska nie zrobi takiego założenia w większości wypadków.

No to przyjedź do nas na odczyty (czy może wręcz - kazania), aby uświadomić naszym kobietom, że nie wiedzą, jak mają myśleć, bo ich zachowania nie przystają do twych teorii.

Jednak ja chyba wiem skąd ta różnica poglądów wynika. Adeptus, czy ty jesteś ze wsi gdzie faktycznie dominuje rodzina wielopokoleniowa?

Hej, przecież przed chwilą napisałem, że owszem, pochodzę i jestem gotów uznać, że stąd różnice w naszym postrzeganiu. Wiem, że mam pewne problemy z jasnym wyrażaniem się, ale, nie wiedziałem, że jest aż tak źle.

Podejrzewam, że większość ludzi tutaj tak jak ja pochodzi z miast i patrzenie na to jest skrajnie inne.

Z tą większością bym nie przesadzał, to zabrzmiało tak, jakby wszyscy userzy hurmem mnie besztali, podczas gdy tak naprawdę w dyskusji udziela się może ze 6 osób ;)

Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia nie?

Wiadoma rzecz. I dlatego nie ma co uogólniać ;)

Mam nadzieję, że doszliśmy do porozumienia i nie będziesz uważać, że facet mieszkający w domu rodzinnym to automatycznie przegryw (i że miażdżąca większość dziewczyn tak uważa)? Ja ze swej strony już wcześniej przyznałem, że rodzina wielopokoleniowa nie w każdym przypadku musi być najlepszym modelem (choć dalej uważam ją za model najbardziej naturalny) i mogę to przyznać raz jeszcze ;)

25-05-2014 15:19
Adeptus
   
Ocena:
0

Aha, dodam jeszcze jedno:

Mieszkania rządzą się innymi prawami niż duże domki na wsi, gdzie spokojnie można oddzielić się od rodziców budując swoją strefę komfortu na piętrze, dla żony i dzieci.

Jednak nie do końca rozumiesz, o co chodzi. Bo jednak zakładasz, że konieczne jest odizolowanie jednej części rodziny (rodziców) od drugiej (żony i dzieci). Zakładasz, że musi tu istnieć jakiś konflikt, rywalizacja żony z matką, czy coś tam... Nie bierzesz pod uwagę, że wszyscy mogą sobie szczęśliwie żyć na kupie i wspólnie prowadzić dom? Pewnie, nie każdemu taki model pasuje, ale wielu tak. Rodzina wielokoleniowa to jest po prostu forma wspólnoty. To jest dziw naszych czasów, że za niektórzy za dziwaczne uznają, jeśli np. komuś bliżsi są jego właśni krewni niż koledzy z pracy.

 

25-05-2014 17:12
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Adeptus spójrz prawdzie w oczy jesteś przegrywem i maminsynkiem.
25-05-2014 17:22
Adeptus
   
Ocena:
0

Znowu ta mama! Mamusia, maminsynek... Jakaś obsesja? Kompleks Edypa, tylko w drugą stronę? Partogenezy u ludzi jeszcze nie odkryto (poza jednym wypadkiem sprzed 2000 lat, zresztą dla wielu, delikatnie mówiąc, mocno dyskusyjnym) i ludzie mają dwoje rodziców. A jak komuś matka umarła i mieszka z ojcem-wdowcem, dziadkami i dziesiątką rodzeństwa, to co? ;) A maminsynkiem jest ten, kto jedyny możliwy sposób na uzyskanie niezależności widzi w ucieczce z domu, bo to znaczy, że tak nisko ceni swoją siłę woli, że nie wierzy, iż w pobliżu rodziców będzie w stanie podejmować własne decyzje.

Poza tym droga tyldo - rozmowa nie dotyczy "Czy Adeptus jest przegrywem" lecz "Czy mieszkanie z rodzicami oznacza bycie przegrywem". Bo owszem, Adeptus jest przegrywem, sam to pierwszy przyznam, ale bynajmniej nie z powodu mieszkania z rodzicami, więc jest to kwestia pozbawiona znaczenia dla sprawy.

25-05-2014 17:30
FireFrost
   
Ocena:
+2

W sumie to skąd się wzięło to przekonanie, że mieszkanie z rodzicami = przegryw?

Jak ktoś zadaje takie pytania to mi ręce opadają.

Co można powiedzieć o kolesiu, który sam mieszka i pracuje samemu się utrzymując?

1. Jest zaradny.

Rynek pracy w Polsce dla wielu osób jest brutalny. Nie wszyscy, którzy mieliby chęci założyć rodzinę są w stanie zapewnić jej ekonomiczny, samodzielny byt. Jeśli ktoś to potraf to jest męski.

2. Potrafi zająć się sobą i mieszkaniem.

Zapraszasz pannę do swojego lokum. Masz na sobie czyste ciuchy, masz porządek w mieszkaniu, podajesz dobre spaghetti na kolację. Dziewczyna wie, że to Twoja zasługa, a nie Twojej matki.

3. Prywatność.

Dziewczyna nie zastanawia się, czy przypadkiem Twoja matka nie wpadnie do pokoju z ciasteczkami i herbatką kiedy akurat będzie bez stanika. Nie zawstydzi się wychodząc z Twojego pokoju i patrząc w oczy innych domowników po tym jak do czegoś doszło.

 

Mieszkanie samemu pomaga dorosnąć. Model idziemy na studia i mieszkamy z mamusią sprawia, że mając już dość zaawansowany wiek 24 lat wciąż jesteśmy emocjonalnie chłopcami, a nie mężczyznami. Idziemy do pierwszej pracy i nagle okazuje się, że dziwimy się tym, jak to wygląda, bo z tego co mówili na studiach to inaczej to wygląda. Nikt nie mówił o tym, że szef będzie ukrywał część importu przed celnikami, a my będziemy musieli donieść i stracić pracę albo wykradać firmowe maile, żeby zabezpieczyć własny tyłek. Nikt nam nie mówił, że nasz szef będzie głupszy od nas i zwali na nas swoje obowiązki. Nikt nam nie mówił, że dostaniemy srogi opierdol za to, że nie idzie sprzedaż, chociaż to przecież nie nasza wina, że mamy miesiąc wakacyjny, a wtedy zawsze jest stagnacja.

Ja pracuje od kiedy skończyłem 19 lat i mam już to wszystko za sobą, i nie dziwię się, że mieszkanie z rodzicami jest przez laski źle postrzegane. Life is brutal, full of zasadzkas i każda panna chce się spotykać z kimś, kto ogarnia, z kimś kto będzie w stanie rozwiązywać problemy dnia codziennego.

 

 

Aha, czy mam się rozglądać tylko za dziewczynami, które nie mieszkają z rodzicami? To się będę musiał naszukać, żeby taką znaleźć.

 

Nie Adeptusie, to TY masz być mężczyzną w tym związku. MĘŻCZYZNĄ. Głową rodziny, jej opoką i ostoją, kimś kto jest w stanie podjąć odpowiednie decyzje i poradzić sobie z trudną sytuacją. Laska mieszka u rodziców - spoko, do czasu aż stwierdzasz, że chyba chciałbyś z nią budować poważny związek. Wtedy zabierasz ją z rodzinnego gniazdka i mieszkacie razem, sami. To taki test dla związku. Pokaże on, jak się razem dogadujecie poza randkami, przekonasz się, czy robi burdel, czy jest leniwa i ile tak naprawdę ogląda seriali. Jak przejdzie test pomyślnie (okażę się, że nie jest leniwą, wypindrzoną bździągwą, która ma 2 lewe ręce i potrafi tylko żądać, płakać i rozkładać nogi) wtedy możesz podjąć decyzję o oświadczynach i zakładaniu rodziny. Tak robią dorośli ludzi, którym rozkład tradycyjnych wartości moralnych namieszał w głowie. Nawet partnerek szukają sami, zamiast brać za żony te wskazane przez swoich ojców, patrząc bardziej na swoje uczucia niż na interesy swoich rodów. Wyobrażasz sobie tą degrengoladę?

25-05-2014 17:48
Headbanger
   
Ocena:
0

Firefrost +++miljon!

25-05-2014 18:05
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Hedbanger

Szkoda, już myślałem, że doszliśmy do porozumienia, ale mam wrażenie, że wróciłeś do punktu wyjścia... Przykre jest to dla mnie bardzo, ale cóż zrobić.

@ FireFrost,

Tylko skąd założenie, że ktoś, kto mieszka sam samemu na siebie zarabia, utrzymuje porządek w mieszkaniu i potrafi zapewnić prywatność? Przecież  może być tak, że "jego" mieszkanie jest utrzymywane z zasiłku dla bezrobotnych plus datków od tych znienawidzonych rodziców, na podłodze leżą brudne majtki a w zlewie nieumyte naczynia sprzed tygodnia, a ponadto w nocy o północy nierzadko wpadają ziomale gotowi na balangę?

Wiadomo, że to przejaskrawiony przykład i nonsensem byłoby twierdzenie, że większość ludzi mieszkających samemu jest w takiej sytuacji. Co najmniej tak wielkim nonsensem, jak twierdzenie, że każdy, kto mieszka z rodzicami jest na ich utrzymaniu (a czemu nie odwrotnie?) i sam się nie potrafi podetrzeć.

Oczywiście, że jeśli dziewczyna pójdzie z chłopakiem do jego mieszkania i tam się okaże, że jest, jak napisałeś, to dla niego plus... Ale. Chodzi o to, że na podstawie tylko tego, czy ktoś mieszka, czy nie mieszka z rodzicami nie można wnioskować, czy jest samodzielny, czy nie. Samo "Mieszkam sam" nie równa się automatycznie "jestem zaradny, odpowiedzialny, schludny i samodzielny".  Mieszkanie samemu nie jest warunkiem ani koniecznym, ani wystarczającym, aby stać się dojrzałą osobą. Przynajmniej w normalnej sytuacji, bo faktycznie, niektórzy mogą tego potrzebować... (patrz poniżej).

Mieszkanie samemu pomaga dorosnąć

Jeśli ktoś bez takiej pomocy nie potrafi dorosnąć, to faktycznie ma problem.

Model idziemy na studia i mieszkamy z mamusią sprawia, że mając już dość zaawansowany wiek 24 lat wciąż jesteśmy emocjonalnie chłopcami, a nie mężczyznami.

Genialne. Czyli przez ogromną większość ludzkiej historii prawie nie było mężczyzn, tylko emocjonalni chłopcy. Jesteś pewien, że nie przesadzasz?

Przy okazji, dowiedziałem się, że np. mój ojciec nie jest mężczyzną, bo mieszka u nas babcia. A mój sąsiad, właściciel warsztatu naprawiającego silniki do statków, mężczyzną stał się dopiero około 50-tki, bo wtedy umarli jego rodzice. Strach pomyśleć, ile w mojej okolicy mieszka takich chłopców, którzy przekroczyli już półmetek wieku emerytalnego. Normalnie mieszkam w Nibylandii.

 

Model idziemy na studia i mieszkamy z mamusią sprawia, że mając już dość zaawansowany wiek 24 lat wciąż jesteśmy emocjonalnie chłopcami, a nie mężczyznami. Idziemy do pierwszej pracy i nagle okazuje się, że dziwimy się tym, jak to wygląda, bo z tego co mówili na studiach to inaczej to wygląda.

Skąd absurdalne przekonanie, że ludzie mieszkający z rodzicami nie idą do pracy przed ukończeniem studiów? Pracują, pracują jak najbardziej. Niekiedy nawet własnymi przedsiębiorstwami zarządzają.Groza, że ktoś pozwala emocjonalnym chłopcom zajmować się takimi poważnymi sprawami.

I przestańcie z tą mamusią! Serio nie wierzę, żebyście wszyscy pochodzili z rozbitych rodzin, albo byli wychowywani przez samotne matki (niczego samotnym matkom nie ujmując).

Ja pracuje od kiedy skończyłem 19 lat i mam już to wszystko za sobą, i nie dziwię się, że mieszkanie z rodzicami jest przez laski źle postrzegane.

Po pierwsze, jak już napisałem - bezsensownie utożsamiasz zarabianie na siebie z porzuceniem domu rodzinnego. Po drugie - spoko, tobie to pomogło, widać tego potrzebowałeś, wierzę, nie będę się kłócił, bo w odróżnieniu od niektórych nie mam zamiaru twierdzić, że wiem jak wygląda życie jakiejś osoby lepiej od niej samej. Ale na litość boską, nie twierdź, że tak musi być z każdym.

Nie Adeptusie, to TY masz być mężczyzną w tym związku. MĘŻCZYZNĄ. Głową rodziny, jej opoką i ostoją, kimś kto jest w stanie podjąć odpowiednie decyzje i poradzić sobie z trudną sytuacją.

Radzić sobie z trudnymi sytuacjami, ale nie umieć ułożyć sensownie stosunków z własnymi rodzicami?

Poza tym, to ciekawe. Jeśli facet mieszka z matką, to automatycznie znaczy, że jest nieporadny i nic nie potrafi. Ale ten sam facet, zamieszkując z żoną, stanie się opoką i ostoją, która robi swej lubej spaghetti. Jeśli ktoś jest zdominowany przez rodziców, to prawdopodobnie po prostu ma taki charakter i ucieczka od rodziców problemu nie rozwiąże, bo dopóki się nie nauczy egzystować w grupie, zawsze będzie miał problemy.

Nawet partnerek szukają sami, zamiast brać za żony te wskazane przez swoich ojców, patrząc bardziej na swoje uczucia niż na interesy swoich rodów. Wyobrażasz sobie tą degrengoladę?

A tego, że ktoś może cenić wartości rodzinne i chcieć mieć drugą połowę, która te zapatrywania podziela, wyobrażasz sobie?

25-05-2014 18:30
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Na świecie jest teraz niedobór prawdziwych MĘŻCZYZN opok rodziny więc wciąż jest iskierka nadzieji. Zostaje masa lasek które się nie załapały na wózek. Tonąca brzytwy się chwyci.
25-05-2014 18:34
FireFrost
    @Adeptus
Ocena:
+1

Zakładasz, że musi tu istnieć jakiś konflikt, rywalizacja żony z matką, czy coś tam... Nie bierzesz pod uwagę, że wszyscy mogą sobie szczęśliwie żyć na kupie i wspólnie prowadzić dom?

Ja w to nie wierzę, bo jak mogę wierzyć, skoro nie widziałem związku 2 osób, który odbywał by się bez konfliktów? Zakładanie, że mieszkanie z żoną rodzeństwem i rodzicami nie będzie rodziło konfliktów to jakaś komedia jest. 

25-05-2014 18:38
Adeptus
   
Ocena:
0

Ja w to nie wierzę, bo jak mogę wierzyć, skoro nie widziałem związku 2 osób, który odbywał by się bez konfliktów? Zakładanie, że mieszkanie z żoną rodzeństwem i rodzicami nie będzie rodziło konfliktów to jakaś komedia jest. 

Gdzie jest co najmniej dwóch ludzi, tam się zdarzają konflikty - sam to zauważyłeś. W małżeństwie też. Pytanie, na ile dobrze rokuje trwałość związku, jeśli facet jest osobą, która ucieka przed konfliktami, zamiast je rozwiązywać? Który jest przyzwyczajony do tego, że samemu sobie jest sterem, żeglarzem i okrętem? Który nie nauczył się, że dorośli ludzie mieszkający ze sobą zawsze będą się nawzajem ograniczać i że miłość oznacza, że czasem trzeba zrezygnować z części swoich dążeń? "Jesteś jak moja matka, ona też chciała, żebym się do niej dostosowywał. I dlatego od niej się wyprowadziłem. A zatem jest tylko jedno wyjście z naszej sytuacji. Proponuję, żebyśmy zawnioskowali bez orzekania o winie, pozwolę ci zatrzymać mieszkanie, ale chcę kontakty z dziećmi w co drugi weekend".

Znowu pytanie - czy ktoś, kto nie potrafi normalnie współegzystować z rodziną, w której się urodził, będzie potrafił być głową, opoką i ostoją dla nowo założonej "podstawowej komórki"?

Poza tym, chyba mamy coś innego na myśli. Pisząc o konflikcie matki i żony, nie miałem na myśli okazyjnych kłótni, które wcale nie zaprzeczają "szczęśliwemu życiu na kupie". Miałem na myśli to, że założenie, że matka i żona będą w ciągłym konflikcie, będą nieustannie rywalizować itd. Jak patrze, to częściej widzę model kooperacyjny - np. babcia i dziadek na emeryturze zajmują się wnukami, a młodzi zarabiają na dom i wszyscy są zadowoleni. Nie bez powodu, kiedy podniesiono wiek emerytalny jednym z argumentów przeciwników było to, że to cios w politykę prorodzinną ;)

25-05-2014 18:52
Beamhit
   
Ocena:
+3

"Co można powiedzieć o kolesiu, który sam mieszka i pracuje samemu się utrzymując?"

Że pewnego dnia starzy wyrzucili go z domu. a teraz wegetuje za najniższą krajową od dziesiątego, do dziesiątego, bo znalazł pracę jako stróż parkingowy.

Po prostu tak naprawdę to nic nie znaczy, ale błędy atrybucji są popularne w wydawaniu osądów. Na przykład we Włoszech wielu mężczyzn żyje u "mamusi" do swojej trzydziestki, a nawet jak się ożenią i zostaną dyrektorem wykonawczym w jakiejś firmie, to matka dalej prasuje im codziennie koszule. I co to znaczy? Że to przegrywy życiowe, czy inna kultura?

25-05-2014 18:54
FireFrost
    @Adeptus
Ocena:
+2

Jest pewna różnica natury formalnej pomiędzy mną i Headbangerem a Tobą Adeptusie. My ukształtowaliśmy swoje poglądy wyprowadzając się, co oznacza, że mamy doświadczenie w mieszkaniu samodzielnym, oraz w mieszkaniu z rodziną. Ty mieszkasz z rodziną cały czas. Sam nie wiesz, jakby na Twoje poglądy wpłynęła wyprowadzka na własne na jakiś czas, nie znasz tego, nie wiesz co człowiek zyskuje, a co traci mieszkając samemu, z czym musi sobie radzić i jak to na niego wpływa. Ja i HB mamy w tym temacie osobiste doświadczenia, wiemy jak się zmieniliśmy, jak nas ta przeprowadzka ukształtowała, wiemy co zyskaliśmy. Szczerze mówiąc trochę mnie bawią Twoje argumenty i obstawanie przy swoim, ale to dobrze, że mieszkasz z rodziną i masz poczucie, że tego chcesz. Mam tylko nadzieję, że z tymi wszystkimi argumentami za mieszkaniem z rodziną faktycznie starasz się przekonać nas, a nie siebie :)

 

Pytanie, na ile dobrze rokuje trwałość związku, jeśli facet jest osobą, która ucieka przed konfliktami, zamiast je rozwiązywać? Który nie nauczył się, że dorośli ludzie mieszkający ze sobą zawsze będą się nawzajem ograniczać i że miłość oznacza, że czasem trzeba zrezygnować z części swoich dążeń? "Jesteś jak moja matka, ona też chciała, żebym się do niej dostosowywał. I dlatego od niej się wyprowadziłem. A zatem jest tylko jedno wyjście z naszej sytuacji. Proponuję, żebyśmy zawnioskowali bez orzekania o winie, pozwolę ci zatrzymać mieszkanie, ale chcę kontakty z dziećmi w co drugi weekend"

Intymny związek z kobietą to jednak trochę inny typ relacji niż syn-matka. Słowo harcerza.

Poza tym wyprowadzanie się na swoje to nie jest żadna ucieczka, tylko po prostu normalny sposób na budowanie swojego dorosłego życia. Wkroczenie na całkowicie nowy, nieznany etap nazywasz ucieczką?

25-05-2014 19:02

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.