» Blog » Dobre Rady Cioci Agrafki
22-05-2014 15:59

Dobre Rady Cioci Agrafki

W działach: Dobre Rady Cioci Agrafki | Odsłony: 2178

Dobre Rady Cioci Agrafki

Dobre Rady Cioci Agrafki

Część I

"Szybki podryw"

czyli jak nie podrywać dziewczyny w pubie

 

 

 

To dziś jest ten dzień. Stajesz przed lustrem. Piękny jak zwykle. Na wczorajszy podkoszulek - jeszcze przecież świeży - zarzucasz najlepszą imprezową koszulę. Klucze są, portfel jest. Jesteś gotowy. Wychodząc postanawiasz opryskać się perfumami. A co, w końcu dzisiaj podbijesz świat. Kumple już czekają. Radośnie wkraczacie do pubu i zaczynacie podbój. Ale najpierw stolik, kilka piw na odwagę. I wtedy widzisz Ją. Zachęcony przez przyjaciół decydujesz się w końcu spróbować. Postanawiasz, że ta mała dzisiaj z tobą wyjdzie. Podchodzisz...i znów coś nie wyszło.


Punkt pierwszy - Przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę

Twoi przyjaciele to bez wątpienia świetni ludzie. Nikt nie wątpi, że oddałbyś za nich połowę konsoli a może i własną siostrę. Jeśli jednak nie idziecie po prostu na kolejne piwo czy partyjkę piłkarzyków, tylko realnie chcesz zdobyć dziewczynę, może warto głębiej zastanowić się nad doborem towarzystwa.

  1. Obezwładniająco Przystojny Przyjaciel czyli stwórz odpowiedni kontrast.

    Dobrze jest obracać się w towarzystwie ładnych ludzi. Wszyscy to lubimy. Ale jeśli twój przyjaciel obezwładnia urodą, w jego otoczeniu dziewczyny mdleją, a ty chciałbyś wyglądać jak on - nie bierz go ze sobą. Jasne, kiedy jest z tobą zawsze dookoła pojawiają się fajne laski, nawet chętnie z nimi rozmawiasz - ale dlaczego mimo to nie wychodzi? Przykro mi, ale mimo wszystkich twoich zalet stałeś się furtką do OPP, a twój przyjaciel jest teraz twoim największym rywalem. Wszyscy wiemy, że wygląd nie jest najważniejszy... ale przy pierwszym wrażeniu jednak jest. Jeżeli na podryw koniecznie musisz brać kolegów, żeby poczuć się pewniej, weź tych, którzy zaprezentują się gorzej od ciebie. Nawet jeśli nie będziesz najlepszym modelem w pubie, będziesz najlepszym towarem w grupie.
     
  2. Niewyżyci i nietaktowni kumple czyli z kim ty się zadajesz?

    O tak, uwielbiacie przaśne żarty, piwo lejące się litrami i zawody w bekaniu. W dodatku każdy z was szuka dziewczyny od jakiegoś czasu. Dlaczego więc nie wybrać się na rwanie razem? Żeby nie odstraszyć. Jeżeli dziką bandą wpadniecie do pubu, ty będziesz prezentował się rewelacyjnie, ale twoi kumple będą nachalnie zaczepiać ludzi, tańczyć paralityczne wygibasy pod sceną i drzeć się przy ulubionych kawałkach - twoje dobre wrażenie zostanie przyćmione przez nich. Naprawdę nie chcesz, żeby dziewczyna pomyślała (lub powiedziała ci), że twoi koledzy zachowują się nieodpowiednio.
     
  3. Najlepsza przyjaciółka czyli tak jakbym miał dziewczynę.

    Najlepsza, ładna przyjaciółka którą znasz od lat. Podkochujesz się w niej od podstawówki, ale nigdy nie wyszło. Postanawia zabrać cię na podryw, żebyś w końcu nie był sam. Ostatecznie lądujecie razem przy stoliku szczebiocząc jak gołąbki, a ona co jakiś czas wyrzuca cię, żebyś z kimś zatańczył. BŁĄD. Niewybaczalny. Nie poderwiesz dziewczyny, jeżeli z jakąś przyjdziesz. One nie wiedzą, że to przyjaciółka i nie będą próbowały się dowiadywać jak pokręcone relacje was łączą.

    Wersja prawidłowa - idziesz z przyjaciółką I jej chłopakiem. On jest twoim kumplem, a ona jest z nim. Jeżeli spotkasz dziewczynę, która cię zainteresuje możesz użyć przyjaciółki do pomocy. Jej łatwiej będzie zagadać nie wzbudzając reakcji obronnych. Mogą szybko się zakumplować, choćby w magicznej łazience podczas poprawiania makijażu. Niech przyjaciółka zaprowadzi Ją do waszego stolika, żeby przedstawić swojego chłopaka i najlepszego przyjaciela.

 

Punkt drugi - Wyposażenie i ekwipunek

Kiedy już wiesz z kim (lub bez kogo) chcesz iść na podryw, czas się przyszykować. Zdejmij ukochany podkoszulek i wrzuć do prania. Wykąp się. To nieważne, że kąpałeś się rano.

  1. Włosy i zarost czyli nie wilkołak i nie dziecko

    Ogól się, chyba że nosisz zarost - wtedy go przystrzyż jeśli jest potrzeba. Po wysuszeniu włosów uczesz je. Tak, mężczyźni też to robią. Widzisz te przylizane włosy tutaj? Ułóż je. Jeżeli nie wiesz jak powinno to wyglądać - włącz telewizor. Ci goście są uczesani. Ty jeszcze nie. Twoim przyjacielem jest żel lub lakier. Jeżeli nosisz bardzo krótkie włosy suszenie w odpowiednią stronę powinno wystarczyć. Na bogów, nie ładuj tylko tony żelu i lakieru. Masz je uczesać, a nie zalać chemią. Fryzura to wbrew pozorom bardzo ważny element męskiego wyglądu. Zarówno ona jak i zarost mocno wpływają na wygląd mężczyzny. Możesz wyglądać bardziej chłopięco lub bardziej męsko. Przyjemniej lub jak bad boy. Pamiętaj - kobiety zwracają uwagę na szczegóły

    Dla porównania warto spojrzeć na zdjęcia celebrytów, żeby uświadomić sobie w pełni jak bardzo zarost i fryzura wpływają na to, jak jesteśmy odbierani.
  2. Odpowiednie ubranie czyli przyszedłeś pobiegać czy potańczyć?

    Ma być wygodne, schludne i czyste. Nieważne co dokładnie na siebie założysz, ale elementy garderoby muszą do siebie pasować. Gwarantuję też, że w dopasowanych jeansach i koszuli masz większe szanse niż w ukochanym dresie adidasa. Nawet jeżeli jest oryginalny. To od ciebie zależy, czy będziesz wyglądał TAK czy TAK.
     
  3. Perfumy czyli uderzaj we wszystkie zmysły.

    Mężczyzna musi pachnieć. Powąchaj perfumy, które dostałeś na święta od ciotki i zastanów się, czy chcesz żeby to z tym zapachem kojarzono ciebie. Jeżeli tak - użyj ich. W przeciwnym wypadku kup takie, które będą lepiej oddawały ciebie i twoją osobowość. Szukaj w dziale męskim.
     
  4. Pieniądze czyli nie daj się zaskoczyć .

    Tak, ja wiem, że jest równouprawnienie. Ale jeśli chcesz zrobić dobre wrażenie, to musisz je przynajmniej mieć przy sobie. Jeżeli będziesz chciał postawić jej drinka, jeżeli będziesz chciał zamówić jej taksówkę, jeżeli coś się stanie. Upewnij się, że nie będziesz miał związanych rąk. Mężczyzna musi być gotowy na każdą sytuację. Przynajmniej podczas podrywu.
     
  5. Zapalniczka czyli dżentelmen zawsze przygotowany.

    Nikt nie każe ci palić. Nie musisz. Ba, nie powinieneś. Ale zapalniczkę wypada nosić. Bo może ona będzie paliła. A jeśli odrzuca cię ta myśl i wiesz, że moment wyciągnięcia papierosa będzie ostatnim w którym będziesz chciał ją widzieć - i tak weź zapalniczkę. Bo może zostaniecie dłużej i będziesz mógł zapalić świeczkę stojącą na stoliku bez przeciskania się między ludźmi do barmana.
     
  6. Chusteczki higieniczne czyli katar, pot, łzy i rozlane piwo.

    Powinieneś je zmieścić. Będą ci potrzebne jeśli zamierzasz tańczyć. Nie ma nic gorszego niż wycieranie potu rękawem koszuli. Dodatkowo przydadzą się, jeżeli Ona właśnie pokłóciła się z chłopakiem/mamą/przyjaciółką. Przecież nie podasz jej szarego papieru toaletowego z łazienki. Poza tym, zanim z nim wrócisz któryś z mężczyzn może podejść z własnymi chusteczkami. I w pubie zawsze, absolutnie zawsze rozlewa się piwo.
     
  7. Guma do żucia czyli co dzisiaj jadłeś?

    Umycie zębów nie gwarantuje świeżości. Zwłaszcza po drugim piwie i kilku słonych paluszkach. Chcesz rozmawiać z nią w pubie? Będziecie musieli być blisko, żeby się słyszeć. Nie chuchaj jej smoczymi wyziewami bo ucieknie. Weź gumę.
     
  8. Prezerwatywa czyli jak to nie spodziewałeś się?

    Bardzo optymistyczna wersja wydarzeń jeśli dopiero się poznajecie, ale absolutnie musisz być przygotowany.
     

Punkt trzeci - dobre wejście i utrzymanie pionu

Więc wybrałeś już towarzystwo, przygotowałeś się, wyglądasz jak młody bóg i na pewno masz wszystko czego potrzebujesz. Czas zrobić dobre wrażenie. A raczej czas go NIE ROBIĆ. O co chodzi?
 

  1. Dobre wrażenie czyli nie staraj się aż tak.

    Jednym z najczęściej spotykanych przeze mnie rażących błędów podczas podrywu była próba zrobienia dobrego wrażenia na siłę. To zazwyczaj z niej wynikały główne problemy i to ona sprawiała, że wszystko się sypało. Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Weź to na spokojnie. Pamiętaj, że widać twoje reakcje. Jeżeli jesteś zbyt spięty, to nic z tego nie wyjdzie. Zwróć uwagę, że to tylko człowiek. Nawet jeśli to kobieta wokół której wszyscy skaczą. Najgorsze co cię może spotkać to odmowa.
     
  2. Taniec czyli porażenie prądem.

    W pubach nie tylko pije się piwo, ale i tańczy. Przynajmniej w większości. Zadbaj więc o to, żeby twój taniec nie wyglądał jak podrygi szalonego pawiana. Nie musi być idealny. Ma nie razić. Dopóki tańczysz sam liczą się tylko dwie rzeczy - jak się bawisz i jak to wygląda. Trzymaj się rytmu. Jeżeli się wstydzisz - spójrz jak tańczą inni. Jeżeli wyglądają choć w przybliżeniu tak debilnie jak zazwyczaj - możesz być spokojny. Nie uderzaj ludzi, trzymaj odnóża w miarę blisko siebie, daruj sobie zabawy z rurą, kolumną czy innym słupem. Nie tańcz z piwem w ręku. Nie zamykaj oczu do tańca. Zamykaj za to usta.

    Jeżeli chcesz poprosić dziewczynę do tańca - nie czaj się. Podejdź i zapytaj czy z tobą zatańczy. Nie bajeruj. Wystarczy "Hej, zatańczymy?" albo "Cześć, zatańczysz ze mną?". NIE: "Czy masz ochotę...?",  "Czy mogłabyś...?", "Czy zechcesz...?", "Patrzę na ciebie i zastanawiam się...?". NIE. Prosisz ją do tańca, nie oświadczasz się. Nie musisz się tłumaczyć, nie musisz budować zdań wielokrotnie złożonych. Połowy i tak by nie usłyszała w tym jazgocie. Podchodzisz, uśmiechasz się i wyciągasz rękę po jej dłoń zadając pytanie. Jeżeli cię nie usłyszy to zrozumie gest. Jeżeli podniesie rękę do twojej, to chwytasz ją i prowadzisz na parkiet. Nie czekasz na odpowiedź czy tłumaczenia, nie zagadujesz, nie deklarujesz. Nie szarpiesz. Prowadzisz. Teraz jesteś jej partnerem do tańca. Podanie ci ręki TO BYŁA odpowiedź. Stajecie na parkiecie i nie wiesz co zrobić z rękami. Jasne, możesz się odsunąć i podrygiwać naprzeciwko niej. Ale nie o to prosiłeś. To mogłeś zrobić już wcześniej. Prosiłeś o taniec razem. Zgodziła się. Więc nie puszczaj jej dłoni, tylko ustaw się na przeciwko niej i wyciągnij do niej drugą dłoń wnętrzem do góry. Poda ci rękę. Nie kombinuj. Nie łap jej za biodra, boki, plecy, pośladki ani za piersi. Za dłonie. Pamiętaj, że to ty prowadzisz. Prowadź. Obracaj ją. Ale pamiętaj, że musi mieć chwilę na złapanie równowagi. Nie chcesz, żeby zapamiętała tylko jak bolały ją ręce od twojego szarpania i nogi o które się potykała podczas wirowania.

    Po tańcu nie całuj jej po rękach, nie próbuj wsadzać języka do gardła, ani nawet nie całuj w policzek. Prawdopodobnie jesteś spocony jak świnia. Nie umaż jej swoim potem. Ona też jest spocona. Może się czuć niezręcznie jeśli będziesz próbował dotknąć jej twarzy, i przede wszystkim może tego po prostu nie chcieć. Zgadzała się na taniec a nie na buziaki, nie bądź nachalem, bo stracisz szansę. Nie, nie znacie się też na tyle dobrze żeby się przytulać. Dziękujesz i dajesz jej chwilę na podjęcie decyzji. Może teraz odejść, może chcieć jeszcze tańczyć. Możesz zapytać czy chce dalej z tobą potańczyć. Obserwuj czy ma na to ochotę. Na tym etapie najlepiej usiąść i odpocząć. Już pierwszy krok za tobą. Pamiętaj, żeby po tańcu pójść przemyć twarz i dłonie, jeżeli nie chcesz co chwila wycierać ich z potu.
     
  3. Zagadam do niej czyli dlaczego miałabym chcieć żebyś tu usiadł?

    Siedzi przy stoliku, sama lub z koleżankami a ty chcesz podejść. Zbierasz się w sobie i w końcu ruszasz. W głowie masz najpierw mnóstwo opcji, a później pustkę. Podchodzisz i widzisz jak podnosi na ciebie wzrok. Patrzy. Nie wiesz co powiedzieć. Który z twoich cudownych tekstów na podryw będzie teraz dobry? Żaden. NIE ISTNIEJE  dobry tekst na podryw. Gdyby istniał złoty środek to nie byłbyś tu sam, tylko otoczony haremem. Ona cię nie zna. Nie wie kim jesteś i czego chcesz. Teksty o których myślisz zna już na pamięć. Słyszała każdy, nawet ten, który dla ciebie jest nowy. Jak go powiesz to tylko spojrzy z politowaniem. Daruj sobie. To też nie czas na komplementy obcy mężczyzno. Widzi cię pierwszy raz. Możesz oczywiście liczyć na swoją kreatywność i wymyślić piękną opowieść dlaczego podszedłeś. Możesz wprost powiedzieć, że chciałbyś ją poznać. I może to zadziała. Ale raczej nie. Prawdopodobnie i tak widać po tobie, że jesteś na podrywie. Prawdopodobnie właśnie stoisz i się gapisz. Prawdopodobnie sytuacja od dłuższej chwili jest kłopotliwa. Nie rób tego. To jest krok drugi. Krok pierwszy to zaproponowanie tańca. Alternatywą jest nawiązanie wcześniej (jeszcze ze stolika) kontaktu wzrokowego. Uśmiechaj się, nie odwracaj od razu wzroku, ale też nie patrz nachalnie. Ot, spójrz czasem w tamtą stronę. Jak spojrzy, uśmiechnij się. Dobrze, jeżeli siedzicie niedaleko i możecie się śmiać wspólnie z kogoś wystarczająco pijanego kto jest obok. To ułatwi zagajenie rozmowy.
     
  4. Jesteś taka wyjątkowa czyli ile czasu się właściwie znamy?

    Komplement to miła rzecz. Zazwyczaj. Ale kiedy od obcego faceta słyszę jaka jestem cudowna to chce mi się śmiać. Koleś mnie nie zna, a wychwala mnie pod niebiosa. Jeszcze gorsze są komplementy odnośnie wyglądu. Wie, że ci się podoba. Właśnie ją adorujesz. Nie musisz też wyliczać jej zalet. Ona je zna. Lepiej zapytaj co lubi robić, jak się bawi, czy przyszła tu z jakiejś okazji czy tylko potańczyć. Poznaj ją. Przestaniesz być potencjalnym zagrożeniem.
     
  5. Poznaj mnie czyli odpowiednia prezentacja.

    To bardzo ciekawe, że jesteś bezrobotnym graczem, który mieszka z mamą. Ale może zacznij od czegoś co jest nieco lepiej postrzegane. Powiedz co lubisz robić, ale nie rozwlekaj tego, chyba że nalega. Możesz powiedzieć, że lubisz podróże, ale opisywanie ze szczegółami każdej z twoich wypraw ją zanudzi, nawet jeżeli uśmiecha się i kiwa głową mrucząc w równych odstępach czasu "mhm"

 

Garść rad na koniec

  • Nie upijaj się. Nie i już.
  • Nie zmuszaj jej do niczego. Żadnego "no chodź, na pewno super tańczysz", żadnego "no, jeszcze tylko jedno piwko".
  • Nie bajeruj jej koleżanek.
  • Nie bajeruj innych kobiet w pubie. Podryw nie kończy się po pierwszym tańcu.
  • Nie nastawiaj się, że wyląduje w twoim łóżku jeszcze tego wieczora. Szansa jest bliska zeru. Jest dużo większa szansa, że jeśli potraktujesz ją poważnie to jeszcze się spotkacie. Możesz poprosić po rozmowie o jej numer, żeby to kiedyś powtórzyć. NIE żeby się spotkać, NIE żeby się umówić na kawę. Żeby to powtórzyć, bo dobrze się rozmawiało. Nie nalegaj jeśli odmówi. Nie wciskaj jej swojego. Jeżeli nie podaje, to nie wyszło. Możecie się umówić na inny dzień. "Hej, a może będziesz tu też za tydzień?". Za tydzień masz dużo większe szanse. Już cię zna. Jeżeli znów wszystko pójdzie dobrze - prawdopodobnie dostaniesz ten numer.
  • Nie drzyj się.
  • Nie przechwalaj się.
  • Pamiętaj, że jesteście oboje zwykłymi ludźmi.
  • Zachowuj się jakbyś chciał ją poznać, a nie poderwać.

Komentarze


Headbanger
   
Ocena:
0

Potrzebujesz 50zł, jedziesz do lasu pod Dąbrową Niemodlińską i szukasz grzybiarek.

24-05-2014 01:21
~dyptas

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
jaka jest procentowa zawartość tłuszczu w mleku, które dają?
24-05-2014 01:49
Headbanger
   
Ocena:
0

zależy od twojej diety.

24-05-2014 01:51
~dyptas

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
wielkie dzięki za pomoc
24-05-2014 01:58
Paweł Jakubowski
   
Ocena:
+1

Jeśli można dorzucić swoje trzy grosze do tematu.

Mój tekst na podryw (okupiony dziesiątkami porażek - czyli na zasadzie prób i błędów dopracowany do perfekcji):

"Cześć, jestem ... (tu wstaw swoje imię), mogę spytać, jak się nazywasz? Masz ochotę pogadać?"

Nie gwarantuję, że po tym tekście stanie się nie wiadomo co. Gwarantuje, że nie dostaniesz blachy na starcie. Z tym tekstem wystartowałem do swojej aktualnej dziewczyny. Wcześniej zagadywałem w ten sposób do wielu innych dziewczyn - ani razu nie zdarzyło się, żebym został z miejsca spławiony. Zawsze nawiązywała się rozmowa.

Potem polecam pytania. W pierwszej rozmowie z dziewczyną pytania mają mnóstwo zalet:

1. Pomagają, jeśli nie wiesz, o czym rozmawiać/masz psutkę w głowie.

2. Koncentrujesz się na rozmówczyni nie na sobie - i ona to widzi.

3. Masz szanse wiele się o niej dowiedzieć.

4. Wychodzisz na takiego trochę tajemniczego, bo niewiele mówisz o sobie. To działa na wyobraźnię. ;)

W moim przypadku zadziałało. Tyle. Powodzenia :)

 

24-05-2014 13:27
~dyptas

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@ niezarejestrowany
ok, ale skąd ten pomysł?
24-05-2014 19:26
~dyptas

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@ torgradczyk
świetny koncept. mógłbyś mi doradzić jaki tekst powiedzieć krowie, żeby dała mi się bezproblemowo wydoić?
24-05-2014 19:33
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Mieszkanie z mamą bardzo mocno dyskwalifikuje chłopaka w oczach dziewczyny... i słusznie.

Słusznie, gdyż? No i dlaczego tak się podkreśla tę mamę? A tata, rodzeństwo i dziadkowie to pies (zresztą, o psie też nie zapominajmy)? ;)
Jasne, mieszkanie z mamą = więcej pieniędzy na frykasy, ale jest tego ogromna cena.

Wiadomo, że mieszkanie z kimś oznacza ograniczenia, wymaga pracy nad sobą. Nie wątpię, że mieszkać samemu jest dużo łatwiej i wygodniej i to się może podobać bardziej "swobodnie" nastawionym dziewczynom. Ale czy naprawdę lepszym kandydatem na partnera koniecznie musi być osoba przyzwyczajona do tego, że nie musi się na codzień liczyć z potrzebami innych? Czy ktoś, kto nie ma ochoty integrować się z własnymi rodzicami rokuje dobrze jako mąż/ojciec? Oczywiście, nie chodzi mi o to, że mieszkający samemu=egoista, ale uogólnianie, że mieszkający z rodzicami=niezaradny maminsynek jest równie nie fair. Po prostu tego nie rozumiem. Człowiek dowiaduje się, że coś co było od wieków normą i w jego otoczeniu dalej nią jest, to powód do wstydu. Ja rozumiem, że ktoś kupuje sobie mieszkanie, bo np. znalazł pracę w innym mieście, albo np. zaczyna brakować miejsca bo się pojawiają dzieci, bo relacje z rodzicami są złe, czy z jakiegoś innego konkretnego powodu, ale porzucanie ojcowizny tylko z powodu mody (bo tak wypada, czy raczej, wmówiono, że tak wypada) czy strachu przez zdominowaniem jest imho dziwne. Mi by np. byłoby zwyczajnie wstyd, gdybym kiedyś zostawił rodziców na pastwę losu.
A i w tych czasach, kredyt hipoteczny to przywilej nie ciężar. Już wychodzi różnica w patrzeniu na świat.

Faktycznie, możliwość płacenia bankowi ciężkiej kasy tylko po to, żeby uniknąć tak okropnej patologii jak więzi rodzinne, to przywilej. Podobnie jak np. możliwość opłacania opiekunek, żeby tylko broń Boże nie wychowywać własnych dzieci, bo kto to widział taką patologię w XXI w.
 
24-05-2014 21:39
Agrafka
   
Ocena:
+2
Mieszkanie samemu oznacza odpowiedzialność i przyzwyczajenie do niezależności. Oznacza, że sam zarabiasz, sam płacisz rachunki, polegasz na sobie. Wiadomo, że różnie bywa, ale takie jest właśnie wrażenie.
24-05-2014 22:09
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
i że nie trzeba ci kobity bo jesteś neizależny sam se bedziesz prać skarpetki i co ty na to hę ??
24-05-2014 22:33
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tylda zrozum oni tu wszyscy z Warszawy. Tam tak mają.
24-05-2014 22:35
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Powiedzmy sobie szczerze to dyskwalifikuje bo panna liczy że będziesz za nią płacił rachunki.
24-05-2014 22:37
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Równie dobrze może być tak, że to facet mieszkający z rodzicami jest odpowiedzialnym osobnikiem, który dba o swoich bliskich, natomiast ten, który mieszka sam jest utracjuszem, który wyciągnął od wspomnianych rodziców kasę na zakup mieszkania (i co miesiąc wyciąga na czynsz), żeby móc ćpać i sprowadzać panienki. Albo żeby móc siedzieć po nocach przed kompem i się nie myć ;)
A czy, dajmy na to, jest np. tak, że jeśli ktoś mieszka ze starymi/chorymi rodzicami to jest to przejaw braku odpowiedzialności, natomiast gdyby ich zlał ciepłym moczem, to byłoby zachowanie znamionujące "odpowiedzialność i przyzwyczajenie do niezależności"?

Mieszkanie z kimś oznacza odpowiedzialność i przyzwyczajenie do współegzystowania z innymi. Oznacza, że jesteś przyzwyczajony do tego, że czasem trzeba ograniczyć swoje potrzeby dla dobra innych i że nie tylko ty się liczysz. Wiadomo, że różnie bywa, ale takie jest właśnie moje wrażenie.

Poza tym... czy niezależność to jest ta podstawowa cecha, na której się buduje udany związek? Czy czasem nie bywa odwrotnie? Ile związków się rozpadało przez to, że pragnienie niezależności było silniejsze niż uczucia do drugiej strony? Jeśli ktoś porzucił rodziców, aby zyskać "niezależność", jaka gwarancja, że nie porzuci dziewczyny/żony?

Poza tym, jeśli ktoś zakłada, że musi porzucić rodzinę, aby stać się niezależnym i odpowiedzialnym,to  jest z jego strony prędzej przejawem słabości, niż siły, bo sugeruje, że żyjąc w rodzinie nie potrafiłby taka być, że dla niego bliskość z rodzicami automatycznie musi oznaczać zależność i zdominowanie przez nich.

Więc zakładanie automatycznej zależności pomiędzy odpowiedzialnością i zaradnością a samotnym mieszkaniem jest... niespecjalnie mądre. W sumie to niezły sposób na znalezienie dobrej partnerki - powiedzieć na samym początku, że mieszka się z rodzicami (niezależnie od tego, czy tak jest). Jeśli tylko z tego powodu się zbrzydzi - znaczy, że i tak nie warto było nią sobie zawracać głowę.
24-05-2014 22:43
Adeptus
   
Ocena:
0

Tego ostatniego posta napisałem ja, Adeptus. Przepraszam, jeśli pojechałem za ostro, w każdym bądź razie nie miałem intencji nikogo obrażać ani nikomu niczego insynuować, a tylko pokazać, że bazowanie na stereotypach nie ma sensu. Przy czym akurat z tym stereotypem spotykam się w zasadzie jedynie necie i tym bardziej mnie on dziwi.

24-05-2014 23:43
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
Przy czym akurat z tym stereotypem spotykam się w zasadzie jedynie necie i tym bardziej mnie on dziwi.

To pewnie dlatego, że, mieszkając z rodzicami, tylko w necie przebywasz.

Argumentacja której użyłeś, Adeptusie, przypomina tę, w której inwalida próbuje przekonać wszystkich, że wózek to lepsze rozwiązanie niż nogi. A laska, której się nie podobają kółka nie jest warta by się nią interesować. Jeśli musisz sam przed sobą uzasadniać swą niemożność odcięcia pępowiny i pójścia na swoje (co u większości gatunków, w tym u ludzi, jest normą), to oczywiście internet chętnie cię wysłucha, może nawet dostaniesz jakieś plusiki od podobnie niezaradnych jednostek. Ale nie zmieni to faktu, że w oczach każdej normalnie myślącej kobiety będziesz przegrywem - bo nie przyjdzie do ciebie na bzykanko gdy mamusia siedzi  pokoju obok, nie będzie z nią konkurować o synalka, nie będzie mu surogatkować i usynawiać, na co często tacy niezaradni chłopcy jak ty liczą. Nie będzie też chciała, byś pieniądze, które przeznaczasz na nią i jej potrzeby oddawał mamie na czynsz. No i umówmy się, jeśli chcesz z kimś być nieco poważniej, prędzej czy później oznacza to zamieszkanie razem, a w dalszej perspektywie - założenie własnej rodziny. I co wtedy? "Chodź kochanie, wprowadź się ze mną do mamusi"? Już to widzę.

Myślę, że czas byś opuścił swój dreamland, Adeptusie, przestał się bawić swoim Sakwanem po internetach i naprawdę rozejrzał się za dziewczynami by przetestować te swoje infantylne, eskapistyczne teorie. Możesz się bardzo zdziwić.
25-05-2014 00:16
Malaggar
   
Ocena:
+2

W sumie to niezły sposób na znalezienie dobrej partnerki - powiedzieć na samym początku, że mieszka się z rodzicami (niezależnie od tego, czy tak jest). Jeśli tylko z tego powodu się zbrzydzi - znaczy, że i tak nie warto było nią sobie zawracać głowę.

No pewnie. Wszak nie ma nic fajniejszego niż facet po studiach mieszkający z rodzicami. Najlepiej na 40 metrach.

Poza tym, jeśli ktoś zakłada, że musi porzucić rodzinę, aby stać się niezależnym i odpowiedzialnym,to  jest z jego strony prędzej przejawem słabości, niż siły, bo sugeruje, że żyjąc w rodzinie nie potrafiłby taka być, że dla niego bliskość z rodzicami automatycznie musi oznaczać zależność i zdominowanie przez nich.
 

Dorośniesz, to zrozumiesz.


Poza tym... czy niezależność to jest ta podstawowa cecha, na której się buduje udany związek? Czy czasem nie bywa odwrotnie? Ile związków się rozpadało przez to, że pragnienie niezależności było silniejsze niż uczucia do drugiej strony? Jeśli ktoś porzucił rodziców, aby zyskać "niezależność", jaka gwarancja, że nie porzuci dziewczyny/żony?

Poczucie, o co chodzi w niezależności jest konieczne, by zrozumieć, czego chcemy od życia i kobity, z którą mamy się związać. Co więcej, dla kobiety to też ważny sygnał, bo jeśli jej facet nie umie ugotować sobie obiadu, upranie majtasów wykracza poza jego zdolności, a gdy trzeba coś załatwić, to dzwoni po mamę, to taka kobieta może mieć pewne wątpliwości co do sensu życia z kimś takim.

Mieszkanie z rodzicami jest spoko. Do pewnego wieku. Mniej więcej tego, w którym zaczyna się myśleć "zaczynam być gotowy na poważny związek".

25-05-2014 00:31
~dyptas

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
od ilu lat można mieszkać z rodzicami?
25-05-2014 00:45
Adeptus
   
Ocena:
0

To pewnie dlatego, że, mieszkając z rodzicami, tylko w necie przebywasz.

To pewnie dlatego, że jak wcześniej napisałem, ogromna większość moich znajomych w moim wieku mieszka z rodzicami. Ich dziewczyny zresztą też (ze swoimi). Znaczna znajomych mi starszych osób również.

Argumentacja której użyłeś, Adeptusie, przypomina tę, w której inwalida próbuje przekonać wszystkich, że wózek to lepsze rozwiązanie niż nogi.

Szkoda, że jakoś nie potrafisz się do niej odnieść. A co do metafor - mają to do siebie, że same w sobie niczego nie dowodzą. Ponadto, nie próbuję przekonać nikogo, że mieszkanie z rodzicami to zawsze w każdej sytuacji najlepsza opcja. Po prostu za dziwaczne uważam przekonanie, że mieszkanie z rodzicami automatycznie oznacza patologię.

Ale nie zmieni to faktu, że w oczach każdej normalnie myślącej kobiety będziesz przegrywem - bo nie przyjdzie do ciebie na bzykanko gdy mamusia siedzi  pokoju obok, nie będzie z nią konkurować o synalka, nie będzie mu surogatkować i usynawiać, na co często tacy niezaradni chłopcy jak ty liczą.

To, że ty nie potrafisz sobie wyobrazić zdrowych relacji z własną rodziną, tylko zakładasz, że muszą one polegać na byciu przez nią zdominowanym, nie oznacza, że tak to zawsze działa. Właśnie tymi słowami udowadniasz, to, co pisałem wcześniej - ludzie, którzy za wszelką cenę chcą "zrywać pępowinę" często są kierowani strachem, podświadomie czują, że są słabi i jedynym sposobem na zyskanie niezależności od rodziców jest odsunięcie się od nich, nawet jeśli to idiotyczna decyzja z ekonomicznego punktu widzenia. Wybacz proszę, jeśli czujesz się urażony tymi słowami, ale sam pojechałeś ad personam. Zaskoczę cię - znam małżeństwa, gdzie żona nie tylko nie rywalizuje z mieszkającą wspólnie "mamusią", ale obie świetnie się dogadują i współpracują.

I czemu ciągle ta mamusia? Rodzina się nie kończy na mamusi.

Jeśli musisz sam przed sobą uzasadniać swą niemożność odcięcia pępowiny i pójścia na swoje (co u większości gatunków, w tym u ludzi, jest normą)

Nie, u ludzkości normą jest rodzina wielopokoleniowa. Idea, że normą jest zrywanie więzi z rodziną jest czymś normalnym, pojawiła się dopiero niedawno, w niewielu krajach na świecie i tylko w niektórych środowiskach. Ma to zapewne związek z dobrobytem panującym w tych środowiskach, który umożliwia funkcjonowania takiego nieekonomicznego modelu. 

No i umówmy się, jeśli chcesz z kimś być nieco poważniej, prędzej czy później oznacza to zamieszkanie razem, a w dalszej perspektywie - założenie własnej rodziny. I co wtedy? "Chodź kochanie, wprowadź się ze mną do mamusi"? Już to widzę.

Większość znanych mi małżeństw pośród krewnych i znajomych przynajmniej przez pewien czas mieszkała z rodzicami. Znam mnóstwo małżeństw, które mieszkało z rodzicami aż do śmierci tych ostatnich.

Myślę, że czas byś opuścił swój dreamland, Adeptusie, przestał się bawić swoim Sakwanem po internetach

Kiedy właśnie w realnym życiu - przynajmniej w moim środowisku - jest tak, jak piszę.  Z hejtowaniem mieszkania z rodzicami spotykam się jedynie właśnie w necie. Przez długi czas traktowałem to jako jeden z tych bzdurnych memów, którymi z jakiegoś powodu się jarają ludzie w necie, w rodzaju "Cyganie jedz gruz", "Nikt nie lubi rudych". Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, że faktycznie zdarzają się ludzie, którzy na serio uważają, że coś jest nie tak w mieszkaniu z rodzicami. Nie wiem, może tak jest u mieszkańców miast, pośród których generalnie więzi międzyludzkie nierzadko są w rozkładzie.

naprawdę rozejrzał się za dziewczynami by przetestować te swoje infantylne, eskapistyczne teorie. Możesz się bardzo zdziwić.

Spoko, tylko najpierw będę musiał obejść wszystkie dziewczyny/narzeczone/żony kolegów i wytłumaczyć im, że "Nie, wam tylko się wydaje, że na nich lecicie. Przecież oni mieszkają u rodziców. Wasze zdanie nie ma nic tu do rzeczy, bo Ludzie z Internetów udowodnili ponad wszelką wątpliwość, że ktoś taki nie może być dla was atrakcyjny".

Aha, czy mam się rozglądać tylko za dziewczynami, które nie mieszkają z rodzicami? To się będę musiał naszukać, żeby taką znaleźć.

25-05-2014 01:04
Adeptus
   
Ocena:
0

Co więcej, dla kobiety to też ważny sygnał, bo jeśli jej facet nie umie ugotować sobie obiadu, upranie majtasów wykracza poza jego zdolności, a gdy trzeba coś załatwić, to dzwoni po mamę, to taka kobieta może mieć pewne wątpliwości co do sensu życia z kimś takim.

Pytanie, skąd założenie, że ktoś kto mieszka z rodzicami nie umie ugotować obiadu, uprać majtasów ani podjąć decyzji bez matczynego rozkazu? I skąd założenie, że nie mieszkanie z nimi automatycznie oznacza zdolności kulinarne i dbałość o higienę? Dajże spokój, wiem, że potrafisz wykroczyć ponad takie prymitywne stereotypy.

Poza tym, czy to działa też w drugą stronę? I dziewczyna, która mieszka z rodzicami jest do niczego? No to w takim razie cała ta dyskusja z mojej strony faktycznie nie ma sensu, bo nie znam dziewczyn w moim wieku (25 lat), które by z nimi nie mieszkały (bo wynajmowanie pokoiku w Warszawie i wracanie na weekend do domu chyba się nie liczy). No to w sumie nie ma znaczenia, czy jestem przegrywem, czy nie, bo i tak równie dobrze mogę wstąpić do zakonu. Przecież nie zniżę się do zainteresowania dziewczynami, które nie umieją ugotować sobie obiadu, upranie majtasów przekracza ich zdolności, a gdy trzeba coś załatwić, to dzwonią po mamę.

No pewnie. Wszak nie ma nic fajniejszego niż facet po studiach mieszkający z rodzicami. Najlepiej na 40 metrach.

Jejku jej, przecież napisałem, że nie propaguję mieszkania z rodzicami za wszelką cenę. Pewnie, że może być racjonalny powód, aby się od nich wyprowadzić  - i małe mieszkanie jest jednym z nich. Ale jeśli jedynym powodem jest "Muszę udowodnić sobie i światu, że jestem dorosły, bo dorosłość=niemieszkaniezrodzicami" to jest to imho słabe. Wyprowadzka od rodziców nie jest czymś z gruntu złym - ale nie jest też czymś oczywistym.

25-05-2014 01:11
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Nie przesadzajmy że jest tak źle. Wielu dorosłych i dojrzałych członków poltera mieszka z mamą np. taki Beamhit.
25-05-2014 01:16

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.