string(15) ""
» Blog » Dlaczego uniwersa umierają?
14-08-2015 23:25

Dlaczego uniwersa umierają?

W działach: RPG, Książki, Gry wideo | Odsłony: 885

Jak wiadomo kilka tygodni temu skonał sobie świat Warhammera Fantasy, a na jego miejsce zrodziło coś co się nazywa Age of Shitstorm lub jakoś podobnie... Jest to swego rodzaju katastrofą, jednak tak naprawdę bardziej ciekawi mnie inna rzecz: co sprawia, że ongiś fajne i interesujące uniwersa z czasem zmieniają się w bełkot?

Wyjściowy konflikt:

Niestety obawiam się, że bełkot jest wpisany w samą architekturę tych wielkich, komercyjnych światów.

Pierwszym elementem większości uniwersów, czy to oryginalnie stworzonych na potrzeby filmów, książek, gier komputerowych, fabularnych czy też tasiemcowatych serii anime jest wyjściowy konflikt. Przykładem może tu być uniwersum Starcrafta, choć na to miejsce można wstawić dowolne inne, popularne uniwersum: Gwiezdne Wojny, Mortal Kombat, obydwa Warhammery, Legendę 5 Kręgów, japońskie anime haremowe, a nawet „Na wspólnej”.

W uniwersum tym wojnę toczą trzy rasy: Ludzie, Zergowie i Protosi. Każda z nich jest inna, wszystkie jednak się nienawidzą, każda z nich jednak zawiera w swych szeregach pomniejsze frakcje, które nienawidzą swoich pobratymców jeszcze bardziej niż wrogów zewnętrznych oraz czują sympatię i zgodność ideologiczną z pomniejszymi odłamami owych wrogów. Tak więc Reynor nienawidzi Mengska, ale lubi się z Zeratulem i czuje miętę do Kerrigan.

Konflikt ten zawiera pozorną dynamikę: jest ileś tam rzeczy na podstawie których można tworzyć koalicję, ileś tam powodów do wojny, chemia między głównymi aktorami oraz tarcia między stronicami. Tak więc wszystko powinno działać. I generalnie działa. Przez pierwszą grę / film / książkę etc.

Pojawienie się linii zabawek:

Problem z naturą tego typu uniwersów polega jednak na tym, że najczęściej nie służą one do opowiadania jakieś, wciągającej opowieści, ale odwrotnie: opowieść jest elementem wsparcia marketingowego dla zabawek. Może być to jej zarówno cel pierwotny jak i wtórny: fabuła wymienionego już Starcrafta albo obydwu Warhammerów tak naprawdę służy jedynie uprzyjemnieniu zabawy płynącej z gry. W wypadku Gwiezdnych Wojen było inaczej: początkowo chodziło o zrealizowanie dobrego filmu, który na siebie zarobi, od połowy lat 90-tych idzie jednak głównie o nakręcenie sprzedaży gadżetów.

Ta natomiast ma swoje wymogi. Tak więc:

  • Nie można sobie pozwolić na utratę najlepiej sprzedających się zabawek: innymi słowy najpopularniejsze postaci i stronnictwa są nieśmiertelne. Logiczną konsekwencją wyjściowej fabuły Stracrafta byłoby unicestwienie przez jedną z ras pozostałych dwóch: albo Zergowie pożarliby Terran i Protosów, albo Terrańsko-Protoska koalicja pokonałaby Zergów i (znowu albo) zawarła pokój, albo najmniej poszkodowana w walce rasa dorżnęłaby konkurenta. Stać się tak nie może, bo oznaczałoby to koniec linii produktów i zakręciłoby kurek z pieniędzmi.
  • Nie można doprowadzić do tego, by klient się znudził. Cały czas muszą mieć miejsce jakieś, możliwie najbardziej sensacyjne wydarzenia, które będą przyciągać uwagę klientów. Z drugiej strony: nie można też porzucić początkowej, gwarantującej sukces formuły. Tak więc Protosi, Terranie i Zergowie nie mogą zawrzeć pokoju i konkurować na drodze ekonomicznej lub toczyć wojen zastępczych. Cały czas musi trwać ten początkowy, wielki konflikt.
  • Ofertę trzeba co jakiś czas odświeżać: bo niestety jest ona skończona. Raz, że część zabawek może nie wypalić (np. Jar Jar Binks w Gwiezdnych Wojnach) i nie zdobyć popularności. Dwa, że może się zdarzyć, że klienci zakupią wszystkie nasze produkty. Co jakiś czas należy więc usunąć ze sprzedaży to, co zalega na magazynach oraz wprowadzić nowe warianty najmodniejszych zabawek.
  • Fabuła jako wsparcie marketingu: fabuła stanowi natomiast głównie sposób zainteresowania klientów nowymi produktami oraz metodę na podkręcenie sprzedaży.

Wszystko to, z punktu widzenia długoletniego klienta, ale także pracownika prowadzi do kilku problemów:

Problem Wiecznej Wojny:

Po pierwsze: jeśli nie dojdzie do jakiejś katastrofy na etapie planowania i nie okaże się, że jedno ze stronnictw sprzedaje się bardzo źle (jak to miało miejsce z Krasnoludami Chaosu i pierwszą Bretonią w Warhammerze Battle oraz Squatami w Warhammer 40.000) nie jest możliwe, żeby wyjściowy konflikt został zakończony lub żeby ktoś w nim przegrał. Postacie mogą się żenić i rozwodzić w różnych konfiguracjach, bitwy mogą być toczone, a bohaterowie mogą ginąć, ale jedynie pod warunkiem, że zostaną wskrzeszeni. Wiadomo jednak, że armie Chaosu / Zergowie zostaną odparci nadludzkim wysiłkiem, a wszyscy polegli zostaną wskrzeszeni najpóźniej w kolejnej edycji / dodatku / książce.

Dynamika zamiera skupia się na rosnącej ilości walk / rozwodów / romasów / bitew etc. które nie popychają bazowej fabuły i nie rozwiązują początkowego konfliktu.

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

Komentarze


Olórin
   
Ocena:
0

Poza Warhammerem, dobrą ilustracją do tej notki byłyby uniwersa Marvela i DC. Co tam namieszano i nawymyślano, to chyba nawet autorom Młotka się nie śniło.

15-08-2015 09:56
Adeptus
   
Ocena:
0

W przypadku DC i Marvela to dochodzi jeszcze fakt, że opowieści tworzy wielu autorów o mentalności pisarzy fanfików, więc przypomina to trochę przeciąganie liny "Ja nie lubię X, więc w moich komiksach zachoruje i będzie osłabiony" "Y dopiero co ożenił się z A, ale nie lubię tej baby, niech się rozwiodą i Y wyjdzie za moją ulubioną B!", "Co prawda do tej pory trąbiliśmy, że T jest najmocniejszy w całym wszechświecie, ale ja tak lubię Z... więc Z wygra tę walkę". A potem przychodzi pora na innego autora i wajcha zostaje przesunięta w drugą stronę.

Uważam, że w ś.p. Expanded Universum Star Wars (obecnie Legends) było to lepiej przeprowadzone.

15-08-2015 10:55
jakkubus
   
Ocena:
0

Ale w sumie ani Marvel ani DC nie mają omawianego problemu. Głównym uniwersom powyższych stajni raczej nie grozi śmierć, bo każde "zmieniające oblicze świata" wydarzenie albo wraca w finale do wcześniejszego status quo albo kończy się retconem. Nie zabija się przecież przynoszących krocie Spidermanów (a przynajmniej nie na długo).

15-08-2015 21:02
Adeptus
   
Ocena:
0

Głównym uniwersom powyższych stajni raczej nie grozi śmierć, bo każde "zmieniające oblicze świata" wydarzenie albo wraca w finale do wcześniejszego status quo albo kończy się retconem.

Ewentualnie robi się z niego zaczątek kolejnego alternatywnego świata "Earth nr ileśtam". Masz rację, że tym (multi)uniwersom śmierć na razie nie grozi - chyba wierni odbiorcy po prostu biorą poprawkę na tę "specyfikę".

Aczkolwiek, przynajmniej jedno ze zjawisk opisanych przez zegarmistrza tu zachodzi - mianowicie "rosnący próg wstępu". Znam kilka osób, które po obejrzeniu filmów stwierdziły, ze fajnie byłoby zapoznać się z komiksami... Ale część z nich stwierdziła "Ale nie wiem od którego zacząć, żeby to ogarnąć", drugą część po pobieżnym zapoznaniu się z historią uniwersum stwierdziła "X kiedyś umarł, ale już mu się poprawiło, ale przy okazji dowiedział się, że dzięki pętli czasowej jest swoim własnym ojcem... To znaczy tak mu się zdawało, bo jednak jego ojcem jest Y. Z tymże wcale nie, bo Y go adoptował. A tak w ogóle to wszystko się nie przydarzyło X tylko jego sobowtórowi.... Dobra, wysiadam, zostaję przy filmach".

Szczerze mówiąc' powracanie do status quo i retcony bywają jeszcze bardziej irytujące niż "zmienianie oblicza świata" - ciężko się zaangażować w historię, skoro wiadomo, że na koniec wszyscy zostaną wskrzeszeni a wszystkie katastrofy odkręcone. Żeby się choć trochę przejąć, trzeba traktować daną historię jako zamkniętą całośc i zignorować następne numery, w których zostanie wyrzucona do śmietnika.

15-08-2015 21:28
Wiron
   
Ocena:
+1

Ja tam lubię "strażaków z Tatooine". Takie historie dają autorom więcej swobody, postacie mogą ginąć, zdradzać lub robić inne rzeczy nie przystające głównym bohaterom, a fabuła nie może opierać się na tanim chwycie marketingowym ("W tym numerze: Luke się żeni!"). Oczywiście takie rozwiązanie też ma problemy: takie historie z automatu są mniej popularne od flagowych postaci więc jest ryzyko że zostaną anulowane, przekazane w ręce gorszego autora lub postacie które lubisz zostaną mięsem armatnim w większej historii. 

15-08-2015 22:29
Kanibal77
   
Ocena:
0

tudzież zmieniając zasady tak, że dajmy na to, o ile kiedyś w naszej grze najlepiej działały czołgi, to teraz arcyskuteczne są ataki na bagnety…

Yup. Świetnie podsumowałeś to co dzieje się w 40k. Jak lubię te uniwersum, to bitewniak coraz ostrzej mnie... sami wiecie co.

16-08-2015 12:03
jakkubus
   
Ocena:
0

Aczkolwiek, przynajmniej jedno ze zjawisk opisanych przez zegarmistrza tu zachodzi - mianowicie "rosnący próg wstępu". Znam kilka osób, które po obejrzeniu filmów stwierdziły, ze fajnie byłoby zapoznać się z komiksami... Ale część z nich stwierdziła "Ale nie wiem od którego zacząć, żeby to ogarnąć", drugą część po pobieżnym zapoznaniu się z historią uniwersum stwierdziła "X kiedyś umarł, ale już mu się poprawiło, ale przy okazji dowiedział się, że dzięki pętli czasowej jest swoim własnym ojcem... To znaczy tak mu się zdawało, bo jednak jego ojcem jest Y. Z tymże wcale nie, bo Y go adoptował. A tak w ogóle to wszystko się nie przydarzyło X tylko jego sobowtórowi.... Dobra, wysiadam, zostaję przy filmach".

Właściwie to nie do końca. Skoro świat czy sami bohaterowie się praktycznie nie zmieniają, to w sumie można zacząć czytać niemal w każdym momencie i ewentualnie potem uzupełnić co ciekawsze pozycje. Znajomość pełnej historii danej postaci raczej nie ma większego przełożenia na przyjemność (lub jej brak) czerpaną z lektury.

Szczerze mówiąc' powracanie do status quo i retcony bywają jeszcze bardziej irytujące niż "zmienianie oblicza świata" - ciężko się zaangażować w historię, skoro wiadomo, że na koniec wszyscy zostaną wskrzeszeni a wszystkie katastrofy odkręcone. Żeby się choć trochę przejąć, trzeba traktować daną historię jako zamkniętą całośc i zignorować następne numery, w których zostanie wyrzucona do śmietnika.

Tego, że to dobra praktyka nie powiedziałem, bo osobiście mnie też to wkurza, ale jak widać po Marvelu i DC, taka polityka skutecznie utrzymuje ich uniwersa przy życiu.

16-08-2015 22:13
   
Ocena:
0

W sumie to ile mam tak żywych uniwersów? Przypomina mi się Star Wars, ale tam aż tak tego nie czuć, Marvel/DC, od biedy dragonlance, forgoteny, wfb bo w wh40k to inna rzecz. No i legenda choć tam śmiertelność jest aż za duża. Gry Blizarda to jednak trochę za krótko istnieją... No i właśnie w przypadku gier jednak uniwersum to dodatek.

17-08-2015 08:21
Adeptus
   
Ocena:
0

Przypomina mi się Star Wars, ale tam aż tak tego nie czuć

TO ZNACZY?

17-08-2015 10:55
Nuriel
   
Ocena:
0

od biedy dragonlance

Słucham?! Przecież ostatni dodatek do Dragonlance ukazał się gdzieś w okolicach 2007, zaś nowa powieść dwa lata później. Nazywanie tego świata "żywym" to jakieś ogromne nieporozumienie.

Szczerze mówiąc' powracanie do status quo i retcony bywają jeszcze bardziej irytujące niż "zmienianie oblicza świata" - ciężko się zaangażować w historię, skoro wiadomo, że na koniec wszyscy zostaną wskrzeszeni a wszystkie katastrofy odkręcone. Żeby się choć trochę przejąć, trzeba traktować daną historię jako zamkniętą całośc i zignorować następne numery, w których zostanie wyrzucona do śmietnika.

Z drugiej strony trzeba mieć na uwadze, że spora część fanów po prostu nie chce jakichkolwiek zmian, zaś wszelkie próby "zmiany oblicza świata" traktowane są niemal jako zamach na sacrum.

"Syn Odyna stał się niegodny i Mjolnirem włada kobieta? Przestaję kupować wasze komiksy! Wolverine - Logan nie żyje? Przestaję kupować wasze komiksy! Steve Rogers nie jest Kapitanem Ameryką, a co więcej, jest nim jakiś czarnuch? Przestaję kupować! Wonder Women zmienia kostium? Przestaję kupować!". 

I tak w koło Macieju. Jak twórcy mają cokolwiek zmieniać skoro fani najbardziej lubią tą muzykę którą już słyszeli?

Żeby było śmieszniej, to takie podejście widać w powyższej notce. "Zmienili uniwersum Warhammera żeby przyciągnąć nowych fanów? Bełkot!". Z jednej strony twórcy są źli bo nie chcą zmieniać świata, z drugiej zaś kiedy próbują coś zmienić są narażeni na ryzyko alienacji dawnych fanów.

Co nie zmienia faktu, że Age of Sigmar jest kaszaną nie z tej ziemi. Na szczęście w przyrodzie nic nie ginie do sierot po Wojennym Młocie (do których i ja się zaliczam) z ogromną chęcią ramiona wyciąga Mantic Games (którzy są na tyle sprytni, że do swojego Kings of War tworzą listy armii do figurek z innych kompanii ;) (żegnajcie Tomb Kings, witajcie Empire of Dust).     

17-08-2015 11:37
Adeptus
   
Ocena:
0

Z drugiej strony trzeba mieć na uwadze, że spora część fanów po prostu nie chce jakichkolwiek zmian, zaś wszelkie próby "zmiany oblicza świata" traktowane są niemal jako zamach na sacrum.

(...)

I tak w koło Macieju. Jak twórcy mają cokolwiek zmieniać skoro fani najbardziej lubią tą muzykę którą już słyszeli?

Jestem świadom, że wiele osób tak podchodzi, piszę, jak ja do tego podchodzę.

 

Syn Odyna stał się niegodny i Mjolnirem włada kobieta? Przestaję kupować wasze komiksy! Wolverine - Logan nie żyje? Przestaję kupować wasze komiksy! Steve Rogers nie jest Kapitanem Ameryką, a co więcej, jest nim jakiś czarnuch?

No cóż, to akurat jest zrozumiałem - ktoś lubił daną postać, jej już nie ma, więc przestaje kupować. Nie każdy interesuje się uniwersum jako całością, są ludzie, którzy mają swojego ulubionego bohatera i śledzą tylko jego losy. Dodatkowo irytację budzą czasem motywacje stojące za eutanazją - np. w przypadku Wolverine'a wiadomo, że jego śmierć wynika z faktu, że Marvel nie ma praw do filmów o przygodach Logana, a chce się skupić na tych bohaterach, których może przenieść na ekran. Z tego samego powodu zakończono wydawanie albumów o Fantastycznej Czwórce (członków nie uśmiercono, ale drużyna przestała działać i czwórkowcy występują na drugim planie w innych komiksach) czy zretconowano powiązania bliźniąt Maximoff z Magneto. 

 

W sumie i tak źle i tak niedobrze - chyba każde wystarczająco rozbudowane uniwersum prędzej czy później zaczyna zjadać własny ogon.

 

Żeby było śmieszniej, to takie podejście widać w powyższej notce. "Zmienili uniwersum Warhammera żeby przyciągnąć nowych fanów? Bełkot!". Z jednej strony twórcy są źli bo nie chcą zmieniać świata, z drugiej zaś kiedy próbują coś zmienić są narażeni na ryzyko alienacji dawnych fanów.

Widzisz, ale są zmiany i są zmiany. Co innego "zmieniłem swój dom - teraz jest pomalowany na czerwono, ładniej wygląda", a co innego "zmieniłeś swój dom - na nowy, a stary wyburzyłem".

Plus, jak sam zauważyłeś, zmiany są gorsze, więc też i nie ma co się dziwić brakowi entuzjazmu.

No i mimo wszystkiego - komiksy a gra bitewna to co innego. Nikt Ci nie zabroni czytać starych komiksów które kupiłeś dziesięc lat temu, nawet jeśli mają one mało co wspólnego z obecnymi historiami. Ale jeśli przez lata inwestowałeś w figurki, żeby np. grać na turniejach, a tu się, że nie możesz, to trochę lipa.

Słucham?! Przecież ostatni dodatek do Dragonlance ukazał się gdzieś w okolicach 2007, zaś nowa powieść dwa lata później. Nazywanie tego świata "żywym" to jakieś ogromne nieporozumienie.

Już na pewno wyjaśni o co chodzi.

17-08-2015 11:51
Nuriel
   
Ocena:
+1

Dodatkowo irytację budzą czasem motywacje stojące za eutanazją - np. w przypadku Wolverine'a wiadomo, że jego śmierć wynika z faktu, że Marvel nie ma praw do filmów o przygodach Logana, a chce się skupić na tych bohaterach, których może przenieść na ekran. Z tego samego powodu zakończono wydawanie albumów o Fantastycznej Czwórce (członków nie uśmiercono, ale drużyna przestała działać i czwórkowcy występują na drugim planie w innych komiksach) czy zretconowano powiązania bliźniąt Maximoff z Magneto. 

Zgadzam się co do Fantastycznej Czwórki, ale jeżeli chodzi o X-Menów to startujący za niedługo All-New All-Different, będzie miał aż siedem tytułów z mutantami. W tym dwa z Deadpoolem który niedługo doczeka się własnego filmu od Foxa. Wolverine'a z głównego uniwersum zakatrupiono (i do tej pory to się nie zmieniło), ale praktycznie od razu wprowadzono Old Man Logana z alternatywnej, postapokaliptycznej rzeczywistości.  

17-08-2015 12:10
Adeptus
   
Ocena:
0

o X-Menów to startujący za niedługo All-New All-Different, będzie miał aż siedem tytułów z mutantami

Owszem, ale podobno ktoś z Marvela stwierdził, że w sumie to chętnie by w ogóle zaprzestali wydawania X-menów... gdyby nie to, że jest to na tak dochodowa seria. Aczkolwiek przyznaję, nie mogę wskazać źródła, może to tylko pogłoska.

Wiele osób odbiera fakt, że ostatnimi laty Marvel mocno promuje nieco mniej znaną grupę/rasę Inhumans jako próbę zastąpienia X-menów innymi "mutantami".

17-08-2015 12:19
Nuriel
   
Ocena:
+1

@Adeptus

Zgadzam się, że Marvel bardzo mocno promuje serię Inhumans, ale proces odchodzenia od X-Menów będzie trwał latami. Chociaż zależy to też wiele od tego z jakim skutkiem Fox będzie tworzył swoje własne filmowe uniwersum, oraz czy do dojdzie kiedykolwiek do crossoveru tegoż z Marvel Cinematic Universe. 

17-08-2015 12:31
Adeptus
   
Ocena:
0

czy do dojdzie kiedykolwiek do crossoveru tegoż z Marvel Cinematic Universe. 

Niemal na pewno nie dojdzie. Brakuje zarówno woli, jak i możliwości (czego wyrazem są dwie alternatywne wersje Quicksilvera). Oczywiście, zarówno jedno, jak i drugie może ulec zmianie (np. jeśli zmieni się zarząd, a któraś z serii zostanie zrebootowana) stąd to "niemal".

17-08-2015 21:52
   
Ocena:
+1

Nuriel: Ale gdy żyło, to powtarzało właśnie większość  błędów wymienionych przez zegarmistrza, dlatego je wspomniałem. I dlatego dałem od biedy.

18-08-2015 13:02
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Slann

Brawo, jak pisałem - chcesz, to potrafisz wyjaśnić. To teraz jeszcze bym prosił, żebyś wyjaśnił, co miałeś na myśli z tym, że Star Warsy też są żywe "ale tam tak tego nie czuć".

18-08-2015 13:17
etcposzukiwacz
   
Ocena:
+1

To proste. Bo na tym świecie wszystko rodzi się, rośnie/żyje, a potem umiera. Bo tak już musi być. Nic nie jest wieczne. Taka karma.

19-08-2015 10:28

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.