string(15) ""
» Blog » Dlaczego moja nowa powieść BĘDZIE fantasy.
25-12-2014 02:31

Dlaczego moja nowa powieść BĘDZIE fantasy.

W działach: fantasy/literatura | Odsłony: 503

Dlaczego moja nowa powieść BĘDZIE fantasy.

Na początek podziękowania dla Zegarmistrza za napisanie ciekawego tekstu, z którym się nie do końca zgadzam (co nie znaczy, że jego lektura nie była dla mnie wartościowa). Mam nadzieję, Zegarmistrzu, że nie będziesz miał mi za złe, że niejako podczepiam się pod to, co napisałeś.

A teraz do rzeczy. Mam przyjemność być autorem trzech książek. Najemnicy to fantasy, ale Ty i Kopuła to zupełnie inne bajki. Dlaczego, pisząc w różnych konwencjach, w kolejnej powieści decyduję się znowu na gatunek fantasy? Odpowiedź jest poniekąd banalna. Bo będzie to druga część Najemników (planowana premiera - marzec 2015, nakładem wydawnictwa Studio Truso). Wychodzę z założenia, że należy kończyć to, co się zaczęło. Ale to tylko jeden z powodów.

Poniżej szerzej, dlaczego uważam, że fantasy to gatunek literatury, który wciąż jest bardzo atrakcyjny, zarówno dla czytelnika, jak i samego autora.

1. Bo to łatwy gatunek.

Jest fantasy i jest fantasy. Mamy low fantasy, dark fantasy, epic fantasy, high fantasy, urban fantasy, space fantasy, heroic fantasy, fantasy fantasy i pewnie jeszcze wiele, wiele innych. Fantasy to bardzo pojemna konwencja, z której możemy wybrać sobie te elementy, które nam odpowiadają. Co więcej, i do tego argumentu będę powracał w kolejnych punktach, nawet wybierając powielone po tysiąckroć schematy, możemy nadal zbudować coś atrakcyjnego dla odbiorcy. Ile razy, jako czytelnik definiowałem swoje potrzeby "a przeczytałbym sobie coś fantasy: żeby była fajna drużynka, podróż przez nieznane krainy, lochy i na koniec może jakiś czarnoksiężnik do pokonania" - i tyle. Przeczytam coś takiego i powiem: "była ciekawa drużynka, były nieznane krainy, były lochy i był czarnoksieżnik - fajna książka!" To tak jak na sesji. Co z tego, że mg nie wymyślił nic nowego, były podziemia, była rozwałka - zarąbista sesja! Oczywiście, jako autor możemy się pobawić i wtrącić w treść naszego utworu coś więcej - kluczem jest tutaj słowo "możemy". Dla mnie fantasy zawsze było szeroką konwencją - możemy pójść drogą oderwanego od rzeczywistości przyjemnego odmóżdżacza, możemy też wybrać pełną odniesień do współczesnych czasów powieść z głębszym przesłaniem -  wybór zależy tylko od nas.

2. i 3. Paradoks popularnego gatunku.

Jak powiedział kiedyś pewien mój znajomy: "owszem w większości zgadzam się z moim przedmówcą, jednak w lwiej części muszę się z nim nie zgodzić." Dokładnie tak samo odniosę się do tego, co w tym punkcie napisał mój szanowny kolega przedmówca, Zegarmistrz. Owszem, książek fantasy jest na półkach w księgarni zatrzęsienie, a konkurencja wśród autorów (polskich i zagranicznych - spora). Zgodzę się, że większość opisów z tyłu okładek jest podobna. Z tym, że tym większe pole do popisu dla nas na wymyślenie opisu, który zaciekawi. Konkurencja jest zresztą spora tylko z pozoru. Bardzo wiele książek z gatunku fantasy jest o wampirach, aniołach, demonach i innych tam takich, które przenikają do naszej rzeczywistości. Mnie na ten przykład ta podkonwencja w ogóle nie interesuje. Mam wręcz problem ze znalezieniem dobrego fantaziaka, który mógłby mnie zainteresować. Fantasy jest trochę jak kryminał (tylko kryminał jest jeszcze bardziej popularny) - tytułów wciąż dochodzi, fabuły często się powielają, ale gatunek jest nadal poczytny i się nie starzeje.

4. Stosy u recenzentów.


Ha, bardzo ciekawy temat. Moje doświadczenia są jednak nieco odmienne od doświadczeń Zegarmistrza. Znaleźć recenzenta nie jest wg mnie trudno. Trudno znaleźć recenzenta, który napisze dobrą recenzję. Pytanie, ile z tych recenzji tak naprawdę potrzebujemy - lepiej skupić się na rozpowszechnieniu dwóch, trzech tych ciekawych, niż wynajdować różnych dziwnych "znawców", którzy napiszą po raz dziesiąty to samo, co ich poprzednicy, względnie wytkną autorowi kolejne wydumane błędy. Absolutnym mistrzem gatunku był recenzent, który napisał, że autor Najemników to debiutant, a sama powieść pełna jest błędów logicznych - bohater książki nie powinien był zginąć od strzały, która trafiła ofiarę w mostek. Autor recenzji zaznaczył przy tym, że jest z zamiłowania łucznikiem i zwraca uwagę na takie szczegóły. Szkoda, że nie zwrócił uwagi na szczegół, iż w książce strzała trafia bohatera w obojczyk, nie w mostek. Na obronę recenzenta dodam, że po mojej interwencji te rewelacje zniknęły z treści jego tekstu.  A zatem istotne, żeby trafić na właściwy recenzencki stosik (nie na stosik samozwańczego "znawcy" gatunku [i łucznictwa]) - potem można się przypominać i zazwyczaj koniec końców recenzja się ukazuje.

5. Zagraniczni konkurenci.

Cóż, będą zawsze. Niezależnie czy napiszemy fantasy, czy nie. Jeśli stworzymy mieszankę wybuchową - połączenie harlequina, political-fiction i powieści epistolarnej, najnowsza książka Stephena Kinga i tak najprawdopodobniej zabierze nam gro czytelników. Natomiast jako rodzimi pisarze, zawsze możemy liczyć na wsparcie rodzimego czytelnika - doświadczyłem tego zwłaszcza jeżdżąc po różnych konwentach i uczestnicząc w spotkaniach autorskich.

6. "GoT + Hobbit + WoW + Wiedźmin 3: Dziki Gon"

Niemal w każdym przypadku butelka jest do połowy pełna lub do połowy pusta. Na którą połowę zwrócimy uwagę, zależy tylko od nas. Ktoś znudzony bajkowym Hobbitem może mieć dość fantasy w ogóle, ale równie dobrze może tym bardziej chcieć sięgnąć po coś z low fantasy. Powszechność gatunku i zainteresowanie nim coraz większej rzeszy odbiorców będzie działać raczej na korzyść naszej sprzedaży, niż przeciwko.

Nie jest moim celem krytykować pomysłu na drugą powieść Zegarmistrza. "Ten który walczy z potworami" może być bardzo ciekawą książką. Na razie jestem w trakcie lektury "Gambitu Mocy".

Moja konkluzja jest inna - piszmy to co lubimy i co nas kręci - lepiej spróbować zarazić swoją pasją, niż wpasowywać się na siłę w gusta odbiorcy. Ten jest z natury tak różnorodny i kapryśny, że i tak nasze próby mają nikłe szanse powodzenia. Nie zastanawiajmy się, czy fantasy się sprawdzi czy nie. Zastanówmy się, jak przedstawić nasze fantasy (czy też nie-fantasy), żeby się spodobało. Wg handlowców sprzedać można wszystko - dlaczego więc nasze pomysły mają być gorsze? Zamiast wymyślać pomysł, który się sprzeda, pomyślmy, jak sprzedać pomysł, który już mamy.

Komentarze


TO~
   
Ocena:
+2

Niegłupi facet z Ciebie.

25-12-2014 04:21
27383
   
Ocena:
0

Mam pewne zastrzeżenie do punktu czwartego, wiążące się z bardzo lubianą przeze mnie gnomą "why not both?" :) Uważam, że idealne z punktu widzenia autora byłoby trafienie zarówno na stosiki kilku świetnych recenzentów, jak i znalezienie się na listach czytelniczych szerszej rzeszy recenzentów casualowych. Wiąże się to oczywiście z możliwością puszczenia w świat ocen tworzących lub powielających półprawdy i kłamstewka, ale przy dużej popularności dzieła nikt nie jest w stanie tego uniknąć. A to o popularność chyba chodzi autorom? ;)

25-12-2014 16:58
Torgradczyk
   
Ocena:
0

@ Thoctar, wszystko zależy jak zdefiniujemy "dobrego recenzenta". Jeśli nas skrytykował, ale o książce usłyszało wiele osób, to może to być dla nas zysk. Natomiast w przypadku mojej debiutanckiej powieści "Ty" ukazało się całkiem sporo pochlebnych recenzji (ku mojemu zaskoczeniu) w wielu portalach - przełożenie na sprzedaż było minimalne.

@ ~To, potraktuję Twoją wypowiedź jako komplement, dzięki.

25-12-2014 17:57
Kamulec
   
Ocena:
0

Może kwestia tytułu i (sądząc po recenzji) wymagającej formy?

25-12-2014 18:41
TO~
   
Ocena:
0

@ Torgradczyk, to był komplement

26-12-2014 16:06
zegarmistrz
   
Ocena:
+2

Thoctar, wszystko zależy jak zdefiniujemy "dobrego recenzenta". Jeśli nas skrytykował, ale o książce usłyszało wiele osób, to może to być dla nas zysk. Natomiast w przypadku mojej debiutanckiej powieści "Ty" ukazało się całkiem sporo pochlebnych recenzji (ku mojemu zaskoczeniu) w wielu portalach - przełożenie na sprzedaż było minimalne.

IMHO recenzja internetowa chyba poprostu nie jest szczególnie skuteczną formą reklamy. Jeśli już to raczej utwierdzają do zakupu nieprzekonanych, niż zachęcają nowe osoby. Podejrzewam, że na poziomie, na którym my jesteśmy najważniejszymi elementami są renoma wydawnictwa i fundamety (czyli to w ilu księgarniach i jakich sieci się znajdziemy). Przynajmniej tak długo, jak długo sami nie wyrobimy sobie sławy (albo ktoś nie uzna, że warto w nas wpakować kupe pieniędzy) to się niestety nie zmieni.

Moja konkluzja jest inna - piszmy to co lubimy i co nas kręci - lepiej spróbować zarazić swoją pasją, niż wpasowywać się na siłę w gusta odbiorcy,

I tu jest taka rzecz, którą trochę bałem się napisać w tamtym tekście. Otóż: ostatnimi czasy fantasy mnie niezbyt kręci. Jakoś nie potrafię znaleźć w nim nic dla siebie. Książki, które mi się podobają to albo takie "nowości" jak Amber, albo rzeczy w rodzaju "Młota" czy "Składanego Noża" które trudno nazwać fantasy.

Natomiast military fiction ostatnio pociąga mnie znacznie bardziej.

Drugim ważnym powodem jest to, o czym pisałem na początku tekstu. Zwyczajnie obawiam się (a raczej: dwa lata temu obawiałem się), że nie byłbym w stanie napisać odczuwalnie lepszej powieści niż Gambit Mocy w konwencji fantasy.

Po trzecie: ja mam niestety tendencję do kanibalizowania pomysłów i powtarzania motywów (o tym też bałem się napisać) i zwyczajnie bałem się, że jeśli zabiore się za fantasy, to będzie to prawie identyczna powieść. Trzeba było jakoś wyjść z tych ram.

Po czwarte: "Oddział Wydzielony" zwyczajnie się podobał. Zarówno tutaj, jak na Mirriel. To zachęca do pisania.

Btw. To, nad czym mam nadzieję zacząć pracować w lutym będzie powieścią fantasy. I będą tam smoki.

27-12-2014 00:00
Fenris

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0

Okej, jednak czas się odezwać, bo widzę, że twoje autorskie ego się zaraz w pokoju nie zmieści.

Kwestia nazwania debiutantem - owszem, mój błąd, sprawdziłem w jednym miejscu i sądziłem, że "Najemnicy" to faktycznie debiut. Mea culpa.

Ale dalej to ty już pięknie naginasz większość faktów pod swoje grafomańskie dziełko - pewnie, wytknąłeś te bardziej kontrowersyjne zagadnienia, na które zwróciłem ci uwagę (no ale sorry, gościu, twoja narracja to taki burdel, że ja nie zamierzam godzinę analizować 2 linijek, by się dowiedzieć, co miałeś na myśli), szkoda tylko, że zapomniałeś o swoich cudach typu "zostawmy sobie uzbrojonego wroga za plecami i biegnijmy dalej do szturmu". A błędów było ZNACZNIE więcej, szkoda tylko, że jak czytałem twoje dzieło, to nie robiłem sobie notatek, bo teraz pewnie były niemały esej wyszedł. Tak więc osobiście polecam zejść z tego piedestału twórcy pokrzywdzonego i nieskazitelnego, bo mijasz się z prawdą jak cholera. Grafomanisz, nie umiesz stworzyć wiarygodnych postaci, kurtyzany to dla ciebie chyba jedyna znana metoda zrobienia tekstu bardziej poważnym, a konsekwencję swoich pomysłów to masz głęboko w tyle. 

27-12-2014 07:27
Torgradczyk
   
Ocena:
0

@ Zegarmistrz - no właśnie, to nie chodzi o to, czy fantasy, czy nie-fantasy. Chodzi o to, co nas kręci. Nad zagadnieniem marketingu warto się pochylić, ale niech ten marketing nie przesłoni nam samego tworzenia i dobrej zabawy.

@ Fenris - patrzę właśnie przez ramię i z tego co widzę, moje ego mieści się jeszcze w pokoju. A Twoje? Nie wiem, czy masz tego świadomość, ale recenzent też jest autorem tekstu i powinien się liczyć z krytyką. A wg mnie Twoja recenzja była na względnie niskim poziomie. Sugeruję, żebyś sam dla siebie skonfrontował to, co napisałeś, z innymi recenzjami mojej książki. I rzeczywiście szkoda, że nie zrobiłeś tych notatek, moglibyśmy porozmawiać merytorycznie. Pamiętam, że z łatwością obaliłem większość przytoczonych do tej pory przez Ciebie przykładów "błędów".
 

27-12-2014 13:23
Fenris

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0

I recenzja została poprawiona - miałem na kolana padać, całować po butach i harakiri popełnić? Poza tym wybacz, ale nie będę kolejnym piewcą trendu pt. "Nieważne jest twoje zdanie, ważne jest, jak inni oceniają", który ostatnimi czasy jest nad wyraz popularny. A przytoczyłem z tego co pamiętam to kilka, które akurat miałem w pamięci tuż po lekturze, potem było tego znacznie więcej, niestety, egzemplarz książki mi zaginął dawno temu i nie mam teraz i możliwości, i czasu na ponowną lekturę. Poza tym prawdą jest, że twoja narracja to horror i tam naprawdę trzeba kilka razy w niektóre fragmenty się wczytywać, bo tobie akurat zachciało się gwałtu na matematycznej logice.

27-12-2014 13:50
Torgradczyk
   
Ocena:
0

Fenrisie, ja też nie jestem piewcą trendu "nieważne jest twoje zdanie, ważne jest, jak inni oceniają", dlatego swoje zdanie wyrażam na temat recenzji, która mi się nie podoba. Odnoszę wrażenie, że to Ty mi usiłujesz odmówić prawa głosu, nie ja Tobie. A moja narracja i "nieumiejętnie" stworzeni bohaterowie spodobali się wielu czytelnikom (z tych którzy książkę przeczytali).

27-12-2014 16:12
Fenris

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0

Wybacz porównanie, ale popularność "Zmierzchu" i "50 twarzy Greya" też nie wzięła się z powietrza.

27-12-2014 16:31

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.