string(15) ""
» Blog » Dlaczego łuki w RPG ssą?
12-06-2010 23:54

Dlaczego łuki w RPG ssą?

W działach: Fanboj i Życie, RPG | Odsłony: 595

Gram głównie w systemy fantasy. Spowodowane jest to po części moim zamiłowaniem do historii, po części miłością do bajek. Grając sobie w te gry zauważyłem pewien ciekawą rzecz: nigdy nie grałem archetypiczną postacią łucznika w stylu Robin Hooda, Milvy, Thorgala i jeszcze parunastu pomniejszych bohaterów – strzelców niechybnych. Ciekawi mnie jedna rzecz: czemu tak jest, mimo, że postać łucznika, a zwłaszcza Robin Hooda jest bardzo ważnym elementem popkultury?

 

Do czego służy łuk:

 

Łuk zasadniczo służy do tego, żeby kogoś zabić na dystans, ewentualnie poważnie zranić przed dobiciem w walce wręcz. Zwykle powinno to zostać wykonane za pomocą pojedynczego, precyzyjnego strzału. Można to zrobić na trzy sposoby: albo stale utrzymywać dystans i pakować kolejne pociski na odległość, albo stać w miejscu i wpakować w niego jedną lub więcej strzał, zanim do nas podejdzie, albo wypuścić jeden, precyzyjny pocisk, który  trafi wroga np. w oko, wbije się w mózg i spowoduje zgon. Wszystkie nie działają.

 

Pierwszy sposób odpada w przedbiegach z przyczyn czysto technicznych. Tzn. większość gier jednak nie umożliwia zastosowania go. Nasza postać  potrzebuje bowiem przemieszczać się szybciej od swojej ofiary. W tym celu więc musi albo mieć jakieś specjalne super moce (których w wielu grach nie ma), albo czary (o które łatwiej), albo konia (które albo ssą, albo są totalnie niezbalansowane, będzie o tym wpis w przyszłości). Jeśli stosujemy czary, które występują w każdym fantaziaku, to generalnie nie stosujemy łuku. Czary zwykle są bowiem skuteczniejsze.

 

Co więcej: żeby zastosować tą metodę potrzebujemy Gracza o niezłym zmyśle taktycznym i dużej znajomości zasad. Nie zawsze są oni spotykani.

 

Drugi sposób również nie działa, bo:

 

1) Łuki zadają małe obrażenia, a potwory mają zadużo HP:

 

Kurcze… Nie pamiętam już ile łuk zadawał ran w DeDekach 3ed. W Patfinderze jest to 1k8 ran (za Longbow). Czyli, jak miecz długi. Problem polega na tym, że większość stworów, które spotkamy w tych dwóch systemach (podobnie, jak w innych klonach DeDeków oraz grach na D20) dość szybko zaczyna obracać się w ilościach HP rzędu 40-50, by potem wzrosnąć do 100-120 i wyżej. Jak łatwo zauważy: o ile takiego Hobgoblina możemy położyć jednym strzałem, tak już na Ogra będziemy potrzebowali kilku. Do takiego Mgielnego Olbrzyma natomiast będziemy musieli się nastrzelać, a nastrzelać…

 

Problem ten dotyczy zresztą nie tylko łuków, ale ogólnie broni. Drużyna wojowników na 20 poziomie, siekająca smoki godzinami może się powiesić, a ich nie zabije.

 

Co więcej: zwykle idzie na nas więcej, niż jeden potwór. Jedyne, co możemy więc osiągnąć to lekko zranić jednego z przeciwników. Nie jest to efekt zachwycający. Jeśli w drużynie mamy czarodzieja, to on swoimi czarami w tym samym czasie zwojuje więcej. Już Kula Ognia zadaje znacznie cięższe rany, niż nawet kilku łuczników.

 

W Legendzie 5 Kręgów, Exalted, 7th Sea i innych systemach bardziej realistycznie podchodzących do problemu obrażeń kłopot jest mniejszy. Zwyczajnie: przeciwnicy mają mniejszą wytrzymałość. Jeśli więc już jakiś cios dojdzie do celu, to zadaje dość skuteczne obrażenia. Owszem, jeśli policzymy np. wszystkie rany, jakie w Legendzie 5 Kręgów możemy zebrać na wszystkich Poziomach Ran, to wyjdą wartości porównywalne z DeDekami. Można sobie je dobić do jakichś 100-200 punktów. Przy czym a) mowa tu zwykle o dość krańcowych przypadkach postaci wysoko poziomowych, epików i powergammerów b) trafienie z najbardziej dziadowskiego łuku zadaje 2-20 ran, a nie 1-8 (mowa tu oczywiście o 1 edycji L5R) c) dodatkowe podbicia i eksplodujące kostki potrafią znacznie podbić wartość zadawanych obrażeń

 

2) Łuk się nie przydaje, bo obrażenia są źle wyliczone:

 

Problem ten był bardzo widoczny w pierwszym Warhammerze, o ile mnie pamięć nie myli, to pojawiał się też w Monastyrze (dotyczył pistoletów, z których ponoć nie dało się nikogo zastrzelić). W pierwszym Warhammerze łuki miały dość niedużą siłę, co sprawiało, że często nie były w stanie przebić się przez Wystrzymałość trafionego, zwłaszcza, jeśli była bardzo wysoka, a postać nosiła do tego zbroję. W drugiej edycji problem nadal występuje, jednak w mniejszym stopniu. Wynika to między innymi z zastosowania k10 zamiast k6 do losowania obrażeń.

 

3) Z łuku i tak nikt nie strzela bo można czarować:

 

To problem większości systemów fantasy, w których występuje magia bojowa. Powód  lekceważenia łuków jest w nich prosty. Magia zadaje znacznie większe obrażenia. Zwykle rzucenie zaklęcia zajmuje czas zbliżony do wysłania jednej lub kilku strzał z łuku. Zaklęcia zadają jednak zwykle więcej obrażeń, do tego bardzo często pokrywają dużą powierzchnię trafiając kilku – kilkunastu wrogów. Jakby tego było mało: wiele z nich trafia automatycznie (ewentualnie rzuty obronne zmniejszają rany, np. o połowę), podczas, gdy z łuku trzeba wcelować. W kilku grach czary mają też znacznie większy zasięg, niż łuki. Np. w DeDekach.

 

Trzecia droga:

 

Jest nią jak pisałem wpakowanie precyzyjnie pocisku w jakiś czuły punkt. Droga ta znów nie działa. Powody są dwa 1) w wielu grach (np. DeDekach, Warhammerze nie ma takiej opcji 2) łuki nadal zadają małe obrażenia… Kilka systemów pozwala obejść ten problem, jak np. wspomniane już L5K czy 7th Sea, gdzie są dodatkowe podbicia i eksplodujące kości. Granie Robin Hoodem w nie jest jednak moim zdaniem mało trafione. Angielski banita średnio pasuje do japońskich klimatów. W prawdzie w 7th Sea pojawia się łucznicza szkoła szermierki, jednak znowu: niezbyt wpisuje się w język systemu. Większość graczy raczej wybiera broń palną. Trochę podobnie jest w Exalted, gdzie są dodatkowe sukcesy. Znów jednak: Robin Hood nie pasuje do poetyki tej gry.

 

Kolejny problem jest taki, że mechanika rzadko wspiera postać łucznika niechybnego, gościa, który potrafi zestrzelić jabłko z głowy własnego syna, czy trafić wróbelka w oko z odległości kilometra. Przykładowo: w DeDekach postaci łuczniczych prawie nie ma. W posiadanych przezemnie podręcznikach opisano około 200 klas prestiżowych, przy czym dla łuczników nadaje się 5-6. Większość z nich wyobraża zupełnie inne podejście. Są to albo łotrzycy przedłużający sobie atak ukradkowy (czyli niespodziewany cios, coś zupełnie innego) albo postacie stawiające na różne sztuczki cyrkowo – magiczne (np. Mistyczny Łucznik). Robin Hood natomiast nie miał mocy magicznych i raczej nie strzelał przeciwnikowi w plecy.

 

Również inne gry nie wspierają tej postaci. Owszem np. Earthdawn czy Exalted mają bogate drzewka jej rozwoju… Z tym, że ponownie są to sztuczki magiczno – cyrkowe. Tak więc postacie nie mają za bardzo możliwości celnego, precyzyjnego strzału. Za to mogą wypuszczać strzały ogniste, walić z łuku jak z broni maszynowej lub bez amunicji… Czyli totalne przeciwieństwo…

 

Dlaczego nie ma gry, w której byliby strzelcy niechybni? Nie wiem.

Komentarze


Podtxt
   
Ocena:
0
Jak się rzuca 5-7 dziewiątek na 10 kościach? Nauczysz mnie?

A co do SW.. Strzelając mamy (zwykle) poziom trudności równy 4, co odpowiada walce z przeciwnikiem z kością Walki równą k4, a przecież zwykle walczy się z lepiej wyszkolonymi. Przy strzelaniu można wycelować, zwiększając szansę na trafienie i dodatkowe obrażenia. Przewag jest dużo mniej niż do walki wręcz, ale też są mocne (choćby +2 do strzelania jeśli się nie ruszałeś w tej rundzie) + można brać te uniwersalne, jak Ukochana Broń. By świetnie strzelać powinniśmy mieć tylko wysoką zręczność, by świetnie walczyć także wysoką siłę. Moim zdaniem, da się zrobić w tym systemie dobrego łucznika i rozsądnie go rozwijać do drugiej albo trzeciej rangi. Nie będzie może niechybny, ale o zawsze trafiającego wojownika jeszcze trudniej.
13-06-2010 17:14
Drachu
   
Ocena:
0
Podtxt: Zgoda niby PT4, ale to dotyczy strzelania na minimalny dystans do stojącego w miejscu kołka z gołą klatą.
Łuk zasięg ma taki sobie (12/24/48), a i są jeszcze kary za osłonę. W praktyce (testowane na sesjach) zwykle PT będzie wyższe. Zresztą trafienie nie jest największym problemem, ciężko jest sprawić by wróg poczuł. A jak ma tarczę to już ogólnie mogiła.

Wojownik w tym czasie ma takie cudeńka jak Two - Fisted, Frenzy, czy First Strike. No i może wykręcić znacznie większe obrażenia.

Podtrzymuję teorię, że kilka przewag tylko dla strzelców mogłoby rozwiązać problem. Bolesne zwłaszcza na początku, gdzie po prostu łucznik nowicjusz nie ma z czego wybierać.
13-06-2010 17:49
Malaggar
   
Ocena:
+1
kolei kusza zrobiła karierę właśnie dzięki zdolności przebijania zbroi - zdaje się, że uważano ją za diabelski wynalazek, bo byle kmiot z kuszą mógł bez wysiłku skasować "urodzonego" (tj. zgodnie z boskim porządkiem świata lepszego od siebie) rycerza.
Łuk jako broń przeciwko braciom w wierze też był narzędziem szatana zdaniem kościoła. Tylko łuk był głęboko zakorzeniony w tradycji, w przeciwieństwie do zapomnianej na długo kuszy.

Facet w napierśniku, nagolennikach, naramiennikach i hełmie bez przyłbicy już chyba kwalifikował się jako ciężkozbrojny (jeśli się mylę, to niech mnie poprawia lepiej zorientowani). A taki osobnik mógł już dostać strzałą np. w twarz.
Tak, tylko (specem od wojskowości średniowiecznej nie jestem jakby co) mało sobie przypominam kompletów zbroi, gdzie przy takiej ilości środków ochrony na ciało hełm byłby bez przyłbicy/bardzo otwarty. W tej chwili w zasadzie kojarzę dwa tego typu - jeden z barbutą i drugi, w którym między obojczykiem a hełmem była szpara na wysokości ust.
Przy czym ten z barbutą był niekompletny - hełm był dorzucony bo pasował stylistycznie ;)
13-06-2010 19:20
Pantokrator
   
Ocena:
+1
Co do niechybności itp. - z realistycznego punktu widzenia jeśli weźmiemy pod uwagę wiatr, prędkość strzały, jej nie zawsze identyczne właściwości balistyczne, wpływ wilgotności powietrza/pogody na właściwości cięciwy/łuku to widzimy, że żadnego łuczniczego snajpera zawsze trafiającego w ruchomy cel ze 100 metrów (nie wiem jak wygląda celność z 50 metrów - niech mi jakiś łucznik powie) w rzeczywistości nie było i nie będzie.
Więc jakikolwiek argument z serii "w rzeczywistości się da" w sumie odpada.

A teraz przechodząc do meritum - RPG jeśli chodzi o obrażenia, zbroje etc. ma konwencję silnie umowną. Wszyscy wiemy, że pancerz i broń w praktyce działają inaczej. Więc co jest dziwnego w tym, że łucznik nie jest super killerem? Gramy w konwencji, w której (przykład z WFRP) uderzenie dwuręcznego topora za 14 punktów obrażeń (czyli w sumie 4 siły + 9 na kostce + silny cios - to jest już naprawdę mocne uderzenie) w przeciwnika z kapturem kolczym na łbie często nie jest zabójcze (4 odporności + 3 pancerza i wchodzi marne 7 obrażeń) i trzeba to opisywać jako trafienie drzewcem/draśnięcie końcem broni (bo w końcu w żaden sposób nie wpływa na możliwość prowadzenia dalszej walki). Skoro wieśniak praktycznie nie ma szans zabić BG pchnięciem widłami/prostą włócznią w plecy (no chyba że jakimś cudem wyrzuci furię), to czemu miałby osiągać taki efekt z użyciem łuku?

Co więcej, wbrew sugestiom autora łukiem można w WFRP wymiatać już na niskich profesjach. Na jednej z sesji 2 postacie z umiejętnościami strzeleckimi w okolicach 40 wybiły 12 chaośników skradając się i strzelając z lasu. Trzeba po prostu korzystać z licznych możliwości, które daje łuk. W nocy można strzelać do zbrojnych obozujących na polance przy ognisku jak do kaczek. No i z łuku zawsze można wystrzelić strzałę zapalającą.

A że rpg-owcy za dużo się być może napatrzyli na MMORPG i taktyki typu "strzał, bieg, strzał bieg" i myślą, że łucznik powinien kosić zbrojnych w sytuacjach 1 na 1, to potem mamy dyskusje jak tutaj. Pojedynczy łucznik nie służy do wybijania hord przeciwników w bezpośrednim starciu i wygrywania potyczek. Pojedynczy łucznik może za to bez większych problemów uzyskać +20 do trafienia i przy US-ach na poziomie 2. profesji mieć >70% szans na trafienie i ustrzelić dowódcę/zapolować na zwierzynę/ wybić przeważającego liczebnie przeciwnika wykorzystując teren i umiejętności skrytego działania/widzenia w ciemnościach.

A co do kuszy - w XV wieku (również wczesnym) duża część blach w zbroi była na trafienie z kuszy odporna. Ale oczywiście nikt dobrowolnie na ostrzał by się nie wystawił, bo ryzyko nadal było zbyt wysokie.
13-06-2010 23:13
Balgator
   
Ocena:
0
Tak się złożyło, że przedwczoraj na National Geographic oglądałem program o Yumi, japońskim łuku długim. Został on porównany z angielskim typowym spod Azincourt i oba sprawiały się bardzo dobrze wobec zbroi płaszczyznowych tj. wszelkich płyt, napierśników, brygantyn. Kolczuga zaś wydawała się wręcz odporna na trafienia kłute. Przeszywanica plasowała się pomiędzy obiema rodzajami zbroi (zresztą i tak służyła do amortyzacji ciosu obuchowego i ochrony przed otarciami przy noszeniu płytówki).
14-06-2010 08:01
Krishakh
    WFRP 3
Ocena:
+1
Jestem świeżo po sesji w Warha nr 3, podczas której jeden bohater wyłącznie za pomocą łuku położył mega-bossa (Izkę Wściekieła z TGS), który powalił dwóch wojaków bez zadraśnięcia. Wcześniej łucznik został solidnie obtłuczony w walce wręcz (przez pomagierów rzeczonego bossa), co obnażyło jego słabe punkty- ostatecznie jednak- z cisakiem w ręku okazał się górą.

Nie wiem jak to się ma do całej dyskusji, bo nie chce mi się przebijać przez wszystkie komcie, niemniej wygląda na to, że łuk nie zawsze ssie.
14-06-2010 10:06
Gerard Heime
   
Ocena:
0
W D&D 4.0 jeśli dobrze pamiętam są dwa przepisy na Rangera: albo snajper z łukiem albo killer z dwoma mieczami. W obu przypadkach jest to typowy striker: mobilny i nastawiony na zdejmowanie dużych i powolnych celów.
14-06-2010 10:36
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
14-06-2010 16:10
~Kaczor

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
W sumie, brakuje podsumowania: "łuki ssą bo mechanika łuków ssie". A mechanikę można modyfikować albo zwyczajnie zawiesić. I gdzie tu problem?
14-06-2010 23:01
zegarmistrz
   
Ocena:
0
fungus: O ile pamiętam strzelec 13-14 poziomu powinien mieć łuk chyba +2 i zbliżonej jakości strzały. Nie są one nawet cieniem porównywalnym do tego, co czarodziej tego poziomu może zrobić dostępnymi dla siebie czarami (i to niekoniecznie Palcem Śmierci).

pantakrator: nie mówimy o historycznym strzelectwie, ani też o wieśniakach. Mówimy o Robin Hoodzie, Thorgalu i innych postaciach komiksowo-filmowych. W wypadku Warhammera byłyby to zapewne odpowiedniki osobników z 3-4 ukończonymi profesjami, zwykle dość potężnymi.

Miałem nieprzyjemność dociągnąć w pierwszym Warhammerze elfa do końca profesji Strzelec bodajrze. I nie było to fajne. Na późniejszych etapach gry nie byłem w stanie niczego nawet zadrasnąć i zamiast strzelać walczyłem mieczem.

W drugiej edycji jest trochę lepiej, jednak dalej bałbym się iść np. na wojowników chaosu z łukiem.

Chciałbym też zaznaczyć, że nie lubię gier MMO.

Kaczor: omijanie mechaniki nie jest moim zdaniem dobrym pomysłem na prowadzenie. Co do przeróbek: owszem, wielu systemach jest to proste, ale...

Kiedyś próbowałem przerabiać Dungeons and Dragons, żeby wywalić z niego parę rzeczy, które mnie wkurzały. Chciałem np. zmienić sposób liczenia HP czy usunąć Charaktery. Wyszło na to, że - gdybym tak zrobił - musiałbym de facto zmieniać wszystkie czary, opisy wszystkich potworów, wszystkie klasy podstawowe i prestiżowe...

Prościej byłoby napisać własny system od podstaw.
14-06-2010 23:46
~Dąbi

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
"W drugiej edycji jest trochę lepiej, jednak dalej bałbym się iść np. na wojowników chaosu z łukiem."

Bo i wojownicy Chaosu w swoich zbrojach nie powinni się bać łuku. To istoty z gatunku tych bez broni dwuręcznej nie podchodź.

Tak już to powinno być :)

Swoją drogą nie wiedziałem, żeś się takim fanem łuków :P
15-06-2010 19:56
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nie rozumiem dlaczego tak się upierasz żeby stworzyć Thorgala czy Robin Hooda w systemach gdzie nie mają oni racji bytu. Przecież to oczywiste, że w systemach z powszechną magią postać nie używająca żadnej magii będzie słaba.. Co do problemów zbroi w systemach realistycznych to Robin Hood po pierwsze atakował z zasadzki, bo drugie z bandą, a o ile pamiętam to ani Robin ani Thorgal nie kosili z łuków przeciwników w zbrojach płytowych.
15-06-2010 21:31
zegarmistrz
   
Ocena:
0
Swoją drogą nie wiedziałem, żeś się takim fanem łuków :P

Bo nie jestem. Naszła mnie refleksja przy okazji dyskusji o nowym Robin Hoodzie.

Nie rozumiem dlaczego tak się upierasz żeby stworzyć Thorgala czy Robin Hooda w systemach gdzie nie mają oni racji bytu. Przecież to oczywiste, że w systemach z powszechną magią postać nie używająca żadnej magii będzie słaba..

Sorry, ale to bzdura jest...

Jeśli pominąć Exalted i Earthdawn (w których Robin Hood faktycznie nie ma racji bytu, bo prezentują zupełnie inną koncepcję postaci) we wszystkich tych grach istnieją bardzo potężne postaci NIE używające magii. W DeDekach, Patchfinderze i większości systemów / settingów D20 będą to Wojownik, Barbarzyńca, Mnich i Łotrzyk. W Warhammerze: Zabójca Gigantów, Tancerz Wojny czy Fechmistrz. W Legendzie 5 Kręgów: w zasadzie wszyscy Bushi. Nie ma jednak łuczników.

Dwa, że nie da się pominąć faktu, że łucznicy są kanonicznymi postaciami Fantasy (które w grach RPG w tej konwencji nie są reprezentowane). Świetnym łucznikiem naszego stylu był więc Legolas z Władcy Pierścieni, Daffyd ap Hywel z cyklu Smok i Jeży, jedna z bohaterek Feliksa Kresa, świetnie z łuku strzelał Caine z Amberu, w Conanie byli bossońscy łucznicy...
15-06-2010 22:12
Kumo
   
Ocena:
+1
Hm, może nie powinienem się wypowiadać, bo nie znam większości wspomnianych mechanik... Ale może w niektórych dałoby się zastosować pomysł z SR? Tam różne łuki mają przypisaną minimalną siłę, wymaganą aby ich efektywnie używać (tj. postać z Siłą 1-4 da niby radę naciągnąć łuk o STR Min. 5 lub większej, ale dostaje ujemny modyfikator). Obrażenia zadawane przez łuk to właśnie ten współczynnik Siła Minimalna + 2. Można więc tworzyć sprzęt dla słabeuszy, jak i dla megakoksów (łuk dla wypasionego trolla może mieć większy damage niż karabin snajperski... dużo większy).
15-06-2010 23:08
von Mansfeld
   
Ocena:
+1
Z punktu widzenia mechaniki D&D 3.5, Robin Hood to raczej Wojownik (Rogue Variant) z prestiżówką "Order of the Bow Initiate" bądź jakąkolwiek z wojowniczym BaB i sudden/sneak attack. Praktycznie, "zielony łucznik w rajtuzach" nie atakujena otwartym polu, często "stojąc" w przeciągu kilkunastu sekund w walce. Jak spece od mechaniki wiedzą dobrze, tak zmontowaną postacią, zrobić spore obrażenia z ataku dystansowego niemagicznego nie jest wielce trudno.

Nie wiem dobrze jak w innych systemach, ale w D&D 3.0/3.5 i tak skopali cały system broni dystansowej "nierzucanej" i niemagicznej. Półbiedy "problem żywego Remorhaza z kilkudziesięcioma wbitymi strzałami". Tak naprawdę zwłaszcza w 3.5, bez magii nie ma jak skutecznie zoptymalizować "strzelca konwencjonalnego". Szczególnie na tle Tome of Battle oraz wielu innych książek spoza serii Complete. Na drodze wydawania kolejnych podręczników, doszło do załamania balansu gry. Jeśli w D&D 3.0/3.5 zmienia się gwałtownie zasady strzelania z broni konwencjonalnej, należy całość radykalnie zbudować od nowa.
15-06-2010 23:09
~zło wcielone

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Z różnych systemów to w:
Fantasy d6 jest możliwość celowania w oko, wymieniasz kostki na trafienie na kostki obrażeń.
W starym i nowym WoDzie (dodatki armory i combat) są drzewka sztuczek łuczniczych, a także możliwość celowania w oko czy kołkiem w serce (znowu obrażenia za trafienie).
W DnD 3.5 prócz ukradkowego jest jeszcze skirmish scouta i precision strike order of the bow initiate. Choć obydwa nie są tak dobre jak SA.

Czyli przeważnie się da zrobić przyzwoitego łucznika, może nie z tak wysokimi obrażeniami jak wojownik, ale nadrabiający na innych polach. np. DDekowy łotrzyk ma wiadro skilli.

Porównywanie jakiejkolwiek klasy magicznej do niemagicznej w DnD jest niesprawiedliwe. Czarodziej zrobi to lepiej.
15-06-2010 23:35
banracy
   
Ocena:
0
Ten post tyldy pisałem ja.

Na DnD aż tak bardzo się nie znam, ale z tego co grałem postaci na wyższych poziomach po prostu muszą mieć jakieś prestiżówki ze specjalnymi mocami i magiczne bronie, bo inaczej bo prostu będą nieprzydatni w porównani z wysoko lewelowymi magami i kapłanami, więc są raczej w podobnej co łucznik sytuacji.

Co do systemów realistycznych to powtarzam, że ani Robin Hood ani Thorgal nie byli raczej znani z zabijanie w walce toczonej na udeptanej polanie zakutego pełną płytówkę wroga jedną strzałą. Robin bardziej planował zasadzki i strzelał z ukrycia, a Thorgal walczył raczej z ludźmi lżej opancerzonymi. Nic więc dziwnego, że w takiej walce łucznik się nie przyda. Problemem nie jest rozliczanie obrażeń, ale styl gry do którego łucznik jest nieprzystosowany. Przecież to oczywiste, że w walce z 10 goblinami na prostym podłożu opancerzony wojownik przyda się bardziej, bo na takim zasięgu zawsze będzie bardziej przydany. Co do problemów z zbyt dużymi obrażeniami magów to problemem jest bardziej ich przepakowanie i wszechstronność w większości systemów.

Łuk zadaje mniejsze obrażenia, bo ma możliwości, których miecz nie ma. Mieczem nie da się atakować wykorzystując pozycję na przykładna drzewie, albo na wzgórzu, nie zaatakuje się też przeciwnika z leśnej gęstwiny i nie zwieje. To, że większość sesji nie daje wykorzystać możliwości łuku to inna sprawa.

16-06-2010 02:06
zegarmistrz
   
Ocena:
0
Problem z prestiżówkami polega na tym, że łucznicy prawie ich nie mają. Przykładowo: w posiadanych przezemnie podręcznikach opisano około 200 takich klas (może nawet więcej, nie liczyłem ich). Przy gdzieś na oko z 50 jest dla postaci walczących wręcz, mniej więcej po tyle samo jest dla użytkowników magii Divine (kapłan, druid) i Arcane (czarodziej, zaklinacz, bard). Dla łuczników są trzy: Mistyczny Łucznik z podstawki, snajper z Władców Dziczy i gość z Miecz i Pięść. Do tego dochodzi jeszcze Elfi Partyzant z Midnight (ale to już D20, a nie DeDeki).

CO do przykładu z goblinami: oczywiście, to prawda, że Łucznik nie powinien być zdolny do rozwalenia ich wszystkich i w walce z hordą powinien liczyć się bardziej opancerzony wojownik. Jednak...

Jednak łucznik (zwłaszcza snajper) powinien umieć coś innego. Np. przetrzebić te gobliny, zanim podejdą do wojownika (co w wypadku goblinów jest jeszcze wykonalne, bo mają cienkie statystyki), albo ustrzelić stojącego za nimi szamana na dystans... Albo poważnie zranić stojącego za nimi bossa, który wykorzystuje gobliny do osłabienia wojownika, zanim sam go wykończy...

Coś takiego jednak nie zachodzi. W większości wypadków wystarczą podstawowe zaklęcia ochronne, by niemal całkowicie osłonić się przed działaniem łuku.

Ucieczka na drzewo też wiele nie da. Pomijając fakt, że wielu przeciwników lata / jest w stanie wyrwać drzewo z korzeniami / również atakuje na dystans typowy wróg, w rodzaju np. bardziej muskularnego orka ma zwykle więcej Punktów Ran, niż typowy łucznik strzał...
16-06-2010 09:22
Rag
   
Ocena:
0
Jak już powiedział Kumo sprawdź SR. Nie dość, że można zadać łukiem ogromne obrażenia - to jeszcze system pozwala na zabawe w snajpera (celowanie) i modyfikowanie łuku\strzał co w sprzyjających okolicznościach może zmienić obrażenia z ogromnych na monstrualne.
16-06-2010 13:13
banracy
   
Ocena:
0
Ucieczka na drzewo odnosiła się do tych bardziej realistycznych systemów pokroju Warhammera tam latający przeciwnicy nie są aż tak powszechni. Pamiętam, że jak zaczynałem grać w WH to łuk był bardzo potężny właśnie z tego względu, że nie trzeba było się angażować w walkę bezpośrednią. Kiedy reszta drużyny walczyła z najazdem goblinów ten mógł siedzieć na dachu czy czymkolwiek innym gdzie nic mu nie zagrażało bo po pierwsze był gorszym celem dla łuczników wroga, a po drugie zanim ktoś by się tam wspiął, czy go strącił to by został zabity przez walczących wręcz. Mag czegoś takiego nie mógł zrobić bo miał za małą zręczność, żeby mieć pewność, że się zawsze schowa, albo że szybko wejdzie na drzewo.

Co do DnD to wcześniej narzekałeś na cyrkowe sztuczki więc wywnioskowałem, że są klasy prestiżowe ich użycie magicznych mocy cię odrzuca. Jak nawet magicznych jest mało to rzeczywiście jest problem z łucznikiem w DnD. Tylko czy takiego łucznika nie ma przypadkiem w 4 edycji gdzie robi dokładnie to co opisywałeś? Zdawało mi się, że tam był Ranger striker, czyli gość od zadawania obrażeń.
16-06-2010 13:18

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.