string(15) ""
» Blog » Dlaczego łuki w RPG ssą?
12-06-2010 23:54

Dlaczego łuki w RPG ssą?

W działach: Fanboj i Życie, RPG | Odsłony: 595

Gram głównie w systemy fantasy. Spowodowane jest to po części moim zamiłowaniem do historii, po części miłością do bajek. Grając sobie w te gry zauważyłem pewien ciekawą rzecz: nigdy nie grałem archetypiczną postacią łucznika w stylu Robin Hooda, Milvy, Thorgala i jeszcze parunastu pomniejszych bohaterów – strzelców niechybnych. Ciekawi mnie jedna rzecz: czemu tak jest, mimo, że postać łucznika, a zwłaszcza Robin Hooda jest bardzo ważnym elementem popkultury?

 

Do czego służy łuk:

 

Łuk zasadniczo służy do tego, żeby kogoś zabić na dystans, ewentualnie poważnie zranić przed dobiciem w walce wręcz. Zwykle powinno to zostać wykonane za pomocą pojedynczego, precyzyjnego strzału. Można to zrobić na trzy sposoby: albo stale utrzymywać dystans i pakować kolejne pociski na odległość, albo stać w miejscu i wpakować w niego jedną lub więcej strzał, zanim do nas podejdzie, albo wypuścić jeden, precyzyjny pocisk, który  trafi wroga np. w oko, wbije się w mózg i spowoduje zgon. Wszystkie nie działają.

 

Pierwszy sposób odpada w przedbiegach z przyczyn czysto technicznych. Tzn. większość gier jednak nie umożliwia zastosowania go. Nasza postać  potrzebuje bowiem przemieszczać się szybciej od swojej ofiary. W tym celu więc musi albo mieć jakieś specjalne super moce (których w wielu grach nie ma), albo czary (o które łatwiej), albo konia (które albo ssą, albo są totalnie niezbalansowane, będzie o tym wpis w przyszłości). Jeśli stosujemy czary, które występują w każdym fantaziaku, to generalnie nie stosujemy łuku. Czary zwykle są bowiem skuteczniejsze.

 

Co więcej: żeby zastosować tą metodę potrzebujemy Gracza o niezłym zmyśle taktycznym i dużej znajomości zasad. Nie zawsze są oni spotykani.

 

Drugi sposób również nie działa, bo:

 

1) Łuki zadają małe obrażenia, a potwory mają zadużo HP:

 

Kurcze… Nie pamiętam już ile łuk zadawał ran w DeDekach 3ed. W Patfinderze jest to 1k8 ran (za Longbow). Czyli, jak miecz długi. Problem polega na tym, że większość stworów, które spotkamy w tych dwóch systemach (podobnie, jak w innych klonach DeDeków oraz grach na D20) dość szybko zaczyna obracać się w ilościach HP rzędu 40-50, by potem wzrosnąć do 100-120 i wyżej. Jak łatwo zauważy: o ile takiego Hobgoblina możemy położyć jednym strzałem, tak już na Ogra będziemy potrzebowali kilku. Do takiego Mgielnego Olbrzyma natomiast będziemy musieli się nastrzelać, a nastrzelać…

 

Problem ten dotyczy zresztą nie tylko łuków, ale ogólnie broni. Drużyna wojowników na 20 poziomie, siekająca smoki godzinami może się powiesić, a ich nie zabije.

 

Co więcej: zwykle idzie na nas więcej, niż jeden potwór. Jedyne, co możemy więc osiągnąć to lekko zranić jednego z przeciwników. Nie jest to efekt zachwycający. Jeśli w drużynie mamy czarodzieja, to on swoimi czarami w tym samym czasie zwojuje więcej. Już Kula Ognia zadaje znacznie cięższe rany, niż nawet kilku łuczników.

 

W Legendzie 5 Kręgów, Exalted, 7th Sea i innych systemach bardziej realistycznie podchodzących do problemu obrażeń kłopot jest mniejszy. Zwyczajnie: przeciwnicy mają mniejszą wytrzymałość. Jeśli więc już jakiś cios dojdzie do celu, to zadaje dość skuteczne obrażenia. Owszem, jeśli policzymy np. wszystkie rany, jakie w Legendzie 5 Kręgów możemy zebrać na wszystkich Poziomach Ran, to wyjdą wartości porównywalne z DeDekami. Można sobie je dobić do jakichś 100-200 punktów. Przy czym a) mowa tu zwykle o dość krańcowych przypadkach postaci wysoko poziomowych, epików i powergammerów b) trafienie z najbardziej dziadowskiego łuku zadaje 2-20 ran, a nie 1-8 (mowa tu oczywiście o 1 edycji L5R) c) dodatkowe podbicia i eksplodujące kostki potrafią znacznie podbić wartość zadawanych obrażeń

 

2) Łuk się nie przydaje, bo obrażenia są źle wyliczone:

 

Problem ten był bardzo widoczny w pierwszym Warhammerze, o ile mnie pamięć nie myli, to pojawiał się też w Monastyrze (dotyczył pistoletów, z których ponoć nie dało się nikogo zastrzelić). W pierwszym Warhammerze łuki miały dość niedużą siłę, co sprawiało, że często nie były w stanie przebić się przez Wystrzymałość trafionego, zwłaszcza, jeśli była bardzo wysoka, a postać nosiła do tego zbroję. W drugiej edycji problem nadal występuje, jednak w mniejszym stopniu. Wynika to między innymi z zastosowania k10 zamiast k6 do losowania obrażeń.

 

3) Z łuku i tak nikt nie strzela bo można czarować:

 

To problem większości systemów fantasy, w których występuje magia bojowa. Powód  lekceważenia łuków jest w nich prosty. Magia zadaje znacznie większe obrażenia. Zwykle rzucenie zaklęcia zajmuje czas zbliżony do wysłania jednej lub kilku strzał z łuku. Zaklęcia zadają jednak zwykle więcej obrażeń, do tego bardzo często pokrywają dużą powierzchnię trafiając kilku – kilkunastu wrogów. Jakby tego było mało: wiele z nich trafia automatycznie (ewentualnie rzuty obronne zmniejszają rany, np. o połowę), podczas, gdy z łuku trzeba wcelować. W kilku grach czary mają też znacznie większy zasięg, niż łuki. Np. w DeDekach.

 

Trzecia droga:

 

Jest nią jak pisałem wpakowanie precyzyjnie pocisku w jakiś czuły punkt. Droga ta znów nie działa. Powody są dwa 1) w wielu grach (np. DeDekach, Warhammerze nie ma takiej opcji 2) łuki nadal zadają małe obrażenia… Kilka systemów pozwala obejść ten problem, jak np. wspomniane już L5K czy 7th Sea, gdzie są dodatkowe podbicia i eksplodujące kości. Granie Robin Hoodem w nie jest jednak moim zdaniem mało trafione. Angielski banita średnio pasuje do japońskich klimatów. W prawdzie w 7th Sea pojawia się łucznicza szkoła szermierki, jednak znowu: niezbyt wpisuje się w język systemu. Większość graczy raczej wybiera broń palną. Trochę podobnie jest w Exalted, gdzie są dodatkowe sukcesy. Znów jednak: Robin Hood nie pasuje do poetyki tej gry.

 

Kolejny problem jest taki, że mechanika rzadko wspiera postać łucznika niechybnego, gościa, który potrafi zestrzelić jabłko z głowy własnego syna, czy trafić wróbelka w oko z odległości kilometra. Przykładowo: w DeDekach postaci łuczniczych prawie nie ma. W posiadanych przezemnie podręcznikach opisano około 200 klas prestiżowych, przy czym dla łuczników nadaje się 5-6. Większość z nich wyobraża zupełnie inne podejście. Są to albo łotrzycy przedłużający sobie atak ukradkowy (czyli niespodziewany cios, coś zupełnie innego) albo postacie stawiające na różne sztuczki cyrkowo – magiczne (np. Mistyczny Łucznik). Robin Hood natomiast nie miał mocy magicznych i raczej nie strzelał przeciwnikowi w plecy.

 

Również inne gry nie wspierają tej postaci. Owszem np. Earthdawn czy Exalted mają bogate drzewka jej rozwoju… Z tym, że ponownie są to sztuczki magiczno – cyrkowe. Tak więc postacie nie mają za bardzo możliwości celnego, precyzyjnego strzału. Za to mogą wypuszczać strzały ogniste, walić z łuku jak z broni maszynowej lub bez amunicji… Czyli totalne przeciwieństwo…

 

Dlaczego nie ma gry, w której byliby strzelcy niechybni? Nie wiem.

Komentarze


zegarmistrz
   
Ocena:
+3
A co do Exalted - mi się ta gra zawsze kojarzyła z anime. Nie byłby na miejscu łucznik w rodzaju Ishidy z Bleacha?

Tak, byłby na miejscu i nawet by wymiatał. Zresztą, właśnie tego typu postaci są najczęściej spotykane w RPG: wszelkiego typu mago-łucznicy. Przy czym znowu: Robin Hood ani Thorgal nie byli czarownikami.

Czy gdyby NPCe byli Niechybnymi Łucznikami, gracze tak by się z tego cieszyli?

Furiath: ale zauważ, że w klasycznym Fantasy są magowie, którzy robią to samo. W takim DnD jest np. palec śmierci czy dezintegracja, które zawsze trafiają, działają na wielkie odległości i zabijają na zasadzie Save or Die. Czyli lepiej niż łucznicy. I problemu nie ma. Jest kula ognia, która zadaje większe obrażenia od łuku, zawsze trafia i w dodatku eksploduje. I problemu dalej nie ma.

W systemach nie - fantasy: Neuroshimie, Cyberpunku, Shadowrunie, Starwarsach, Gasnących Słońcach też walki toczą się w dużej mierze na odległość, przy użyciu broni lepszej nierzadko od łuków... I dalej problemu nie ma.
13-06-2010 11:32
~Mongward

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Że do Exalted nie pasuje strzelec idealny? Ja przepraszam bardzo, że sie nie zgodzę, bo to jest takie troszkę kupsko.
Raz, że Exalted ma kilka zaklęć przystosowanych właśnie do strzelania wrogom prosto w źrenicę z odległości kilometra. Z grzbietu konia i pod wiatr. Qendi ma zrobić zresztą o tym notkę na blogu.
I to sie doskonale wpisuje w poetykę Exalta. Dość sobie zwrócić uwagę chińską bądź japońską (już nie pomnę dokładnie) szkołę łuczniczą celującą w używaniu długich łuków. Pewnie, nie w sobie nic z Legolasowego napierdzielania strzałami, ale kto mówi, że każdy łucznik musi taki być. Jasne, w Exalted przechodzą takie rzeczy jak strzelanie 10 strzałami na raz na przykład. Albo tworzenie ich z czystej energii. Ale w grze o doskonałych przykładach doskonałości nieobecność łucznika-snajpera byłaby dziwna.
13-06-2010 11:35
Malaggar
   
Ocena:
+2
przy idealnych warunkach łuk wgniatał zbroję w ciało rycerza, co powodowało bardziej skomplikowaną i kłopotliwą ranę niż sama strzała
Tylko też musimy sobie zdać sprawę, że nie było to wgniecenie takie, że dochodziło wgłąb do śledziony ;) Po coś przeszywanice się miało pod spodem.

rozpychał kółeczka kolczugi (tak, to jest możliwe!). Tylko też trudniejsze, niż nam się wydaje. Nie bez przyczyny kroiniki średniowieczne wspominały, że kolczuga dobrze radzi sobie z cięciami i pchnięciami, ale nie pomaga przy uderzeniach tępymi przedmiotami.

A co do strat: Rozgraniczmy jeszcze instant kille i prawie instant kille od zgonów spowodowanych zakarzeniem i komplikacjami.
13-06-2010 11:36
Qendi
    @Exalted
Ocena:
0
A powiedz mi zegu jaki widzisz problem z łucznikiem typu Robin w Ex? Z punktu widzenia mechaniki masz pełno takich rzeczy które umożliwiają takie akcje, choćby celność ponad dystans i wiatr nie istnieje.
13-06-2010 11:37
Khil
   
Ocena:
0
Nie potrzeba było wielkiego gniecenia: ot, właśnie takie, które przeszyje gruby kaftan będzie wystarczające. Nic nie dojdzie do śledziony czy innego organu :P , ale pancerza naprostować się nie da. Proba walki z czymś takim skończy się rozpapraniem rany, a pozbycie się pancerza to już sukces przeciwnika.

Pewnie, że trudniejsze! Toć powiadam, że łuki to nie broń na dobrze opancerzone wojsko. Crecy to był wyjątek, a i tam łuki nie były kluczem do wygranej, tylko jednym z elementów. Strzały miały wykosić słabo opancerzoną piechotę. Chyba nikt z was nie wyobraża sobie wodza, który krzyczy "ej, strzelajcie ponad wszystkimi oddziałami, żeby sięgnąć w tych w płytach na tyłach" albo "walcie w tę ciężką konnicę, która napieprza na flankach jak motocykle". To byłby taktyczny kretynizm :P
13-06-2010 11:42
zegarmistrz
   
Ocena:
0
Quendi, Mogward: problem jest taki, że z postaci, które podałem żadna nie była Exalted. Wszystkie w terminologii systemu były Heroic Mortals (Thorgal mógł być ewentualnie Half Caste lub God Blooded). Nie używali nadprzyrodzonych mocy, nie świecili światłem słońca, gwiazd lub księżyca, gdy przeholowali i zasadniczo stanowili zupełnie inną kategorię mocy. Ich umiejętności wynikały z talentu i zdolności, a nie były darem bogów. W wypadku Thorgala mogło być nieco inaczej, gdyż on był obcym.
13-06-2010 11:51
~Mongward

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Rzecz w tym, ze w Exalted zaklęcia są po prostu odpowiednikami atutów albo innych Zdolności, a Esencja jest punktami energii. Zamienisz słowo "Esencja" na chociażby "Skupienie" przy zaklęciach inne niż Proste i nie zauważysz różnicy.
I i II Doskonałość, Celność ponad Dystans, Wiatr nie istnieje, to dobre przykłady zaklęć, gdzie Esencja jest po prostu inną nazwą na wspomniane Skupienie.
13-06-2010 12:02
KarolM
   
Ocena:
0
Hmm to ja polecę SWEXa, tam jest to wszystko. Można celować w oko, rękę w co tylko chcesz. Dobry strzał z łuku powala i ciężko zbrojnego. Do tego magowie tutaj nie trafiają automatycznie. Co prawda nadal ich czary są mocniejsze, ale za dużo ich w jednej potyczce nie użyjesz.
13-06-2010 12:47
Kot
   
Ocena:
+1
Ja mam wrażenie, że niewiele osób wypowiadających się w temacie strzelało kiedykolwiek z łuku. A takie doświadczenie naprawdę pomaga w odpowiednim zastosowaniu tej broni na sesjach...
Z resztą, w obecnych czasach, kiedy wszelkiej maści bractw nadal jest pełno nie jest to takie trudne. Polecam więc postrzelać. :P

13-06-2010 12:48
Qendi
    @ zegarmistrz
Ocena:
0
~Nim

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
"Angielski banita średnio pasuje do japońskich klimatów" _ Miej litość. Raz że 'angielski' jest tu przymiotnikiem od czapy, to na dodatek łucznik pasuje jak najbardziej do japońskich klimatów.
13-06-2010 13:23
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Nim
Ile postaci, z którymi grałeś w L5K, było łucznikami? U mnie dotychczas na 8 postaci był 1 łucznik.
13-06-2010 13:25
Drachu
   
Ocena:
+9
Łuki ssą.
Pisaliście, że w SWEX nie ssą - ależ nieprawda (przy całej mojej miłości do SWEXa). Łuk zadaje 2k6 obrażeń. Tyle ile przeciętna pierdoła z krótkim mieczem.

Tylko, ze pierdoła z krótkim mieczem będzie awansować - i z czasem stanie się wielkim bykiem z dwuręcznym mieczem, ogromną siłą i wiadrem przewag.
Natomiast łucznik będzie dalej zadawał 2k6 obrażeń. A przewag ma ledwie kilka na krzyż. Być może (jeśli postać jest elfem i kupiłeś fantasy companion) będzie mógł strzelić dwa razy. Ale Robin Hood elfem nie był.

L5K? Okej, da się rozpisać fajnego łucznika z klanu Osy. I to wszystko - nie zagrasz mocnym łucznikiem z klanu innego niż Osa. Być może dasz radę być niezły na początku, być może będziesz nieźle kosił statystów, ale kumple z drużyny uzbrojeni w mocne czary/fajne techniki będą zostawiać za sobą ślad trupów.

Earthdawn? Tutaj łucznik jest skarany. Żeby jakoś działał musi mieć wysokie 4 współczynniki - zręczność, siłę (do zadawania obr z łuków też liczy się siła), percepcję i siłę woli (od nich zależy cześć talentów łucznika). Jeśli chcesz kogoś, kto będzie urywał łeb na dystans, to weź Mistrza Żywiołów - nie dość, że ma siłę uderzeniową baterii haubic, to jeszcze ma wiele innych fajnych czarów.

Zastanawiałem się kiedyś, dlaczego tak jest.

Wielu myśli, że łucznik jest "bezpieczny". Wali słabo, ale za to na dystans, więc nie ryzykuje.
Ale to nieprawda - walki w fantaziaku toczy się na krótkich dystansach, a że w większości gier albo grasz albo biegasz to daje ci to 1 strzał zanim dobiegnie do ciebie ork z toporem.

Wielu uważa, że jeśli łuki będą za mocne to NPCe z łukami rozniosą drużynę. Albo też gracze będą bezlitośnie ekstermiować ważnych BNów. I to niby ma psuć zabawę.
Ale to też nieprawda - bo w większości fantaziaków magowie dokładnie tak działają. Zresztą czarami zwykle łatwiej trafić, zadają większe obrażenia, a prócz spopielania taki czarodziej może jeszcze wiele fajnych rzeczy zrobić i nikt nie narzeka.

Myślę, że przyczyną kiepskości łuków często jest przypisanie im stałych obrażeń. Jak w 1 edycji L5K - łuk ma siły 2, zwykła strzała daje 2k2, czyli łucznik będzie zadawał 4k2 obrażeń. z dobrymi strzałami dobije do 5k3 i wyżej tego nie podskoczy (no chyba, że MG wciśnie mu magiczny łuk, ale łatanie magią mechaniki ssie). Czyli - łucznik zwykle jest średni na początku, ale podczas rozwoju zyskuje mniej niż inni fumfle.
To samo jest w SWEX czy w Warhammerach.

Ale oki - w wielu grach da się jednak trochę wykręcić łucznika. W WFRP2, DnD 3.5 czy w SWEX właśnie (z fantasy companion) - nie będzie walił mocniej, ale może uda mu się wykonać więcej ataków.

Za to problemem jest kusza. Ta to dopiero ssie. Znacznie częściej ma niezmienne obrażenia i znacznie ciężej zmusić ją do częstszego strzelania.

PS. Należałem do bractwa i zajmowałem się tam właśnie strzelaniem. Ale to nie zmienia faktu, że fajnie by było, by łucznicy w RPG też stawali się coraz groźniejsi.
13-06-2010 14:36
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Drachu - zastanawiam się nad tabelą do SW z nowymi kośćmi dla broni dystansowej (zwłaszcza do fantasy). Robiłeś może już coś takiego?
13-06-2010 14:51
Alkioneus
   
Ocena:
+1
@Drachu
Ale to też nieprawda - bo w większości fantaziaków magowie dokładnie tak działają. Zresztą czarami zwykle łatwiej trafić, zadają większe obrażenia, a prócz spopielania taki czarodziej może jeszcze wiele fajnych rzeczy zrobić i nikt nie narzeka.

Idąc ścieżką w lesie nie boimy się zasadzki magów i oberwania fajerbolem. Jeśli chcę pacyfikować wioskę, to moim problemem nie jest Disintegrate zza węgła. Ba, jeśli cisnę na siano córkę leśniczego, to nie boję się Meteor Storma od wściekłego ojca.

Magia jest bądź co bądź elitarna. Szycie z łuku owszem, jest trudne(zwłaszcza na poziomie Niechybnego Łucznika) - ale gdyby łuk potrafił w fantasy tak naprawdę zabijać, wówczas jako BG żyłbym w wiecznym strachu.

Magii nikt się nie czepia, ale magia to tak naprawdę inna sprawa. Wieśniak nie rzuci fajerbolem, prostak nie zamrozi krwi w żyłach. Ale strzałę zza węgła wpakuję każdy, nawet nie musi być aż tak niechybny.

Obecnie, wieśniak nawet jak tą strzałę wpakuje w BG, to BG odliczy sobie grzecznie 1kMało + Niewiele obrażeń i zatłucze pana Wieśniaka. Postulując Niechybność Łuczniczą, Gracz dostanie nową kartę postaci


Oczywiście, da się to obejść, ale łatwiej jest okaleczyć łucznika, niż budować cały system pozwalający mu na bezpieczny rozwój przy zachowaniu delikatnej równowagi świata.

13-06-2010 15:24
zegarmistrz
   
Ocena:
0
Mongward, Quendi

W waszym wyliczeniu brakuje jeszcze "Boundless Arrow of the Unconquered Sun" pozwalającej trafić przeciwnika w dowolnym miejscu na świecie, pod warunkiem, że nie schował się w budynku...

Ja nie neguje, że w Exalted da się zrobić silną postać łucznika. Ja neguje fakt, że taka postać będzie Robin Hoodem.

Bo owszem, możemy podmienić Esencje na Koncentrację. Jednak będzie to miało bardzo poważne konsekwencje dla mechaniki, świata gry i jej taktyki. Na przykład takie, że naszym postacią przestanie się zapalać Anima Baner. Albo takie, że nie da się wówczas uzasadnić działania mocy z keyword "Obvius". Albo takie, że będzie trzeba jakoś uzasadnić wszystkie charmy opierające się bezpośrednio o Esencje, czego nie da się zrobić podmieniając nazwę na Koncentrację.

Tak więc: tak, jeśli przepiszemy cały system od nowa, to owszem, da się zrobić łucznika niechybnego udającego Robin Hooda.

Póki co jednak musi nam wystarczyć Harmonius Jade i Disciple of Seven Forbidden Wisdom.
13-06-2010 15:35
~fungus

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Ze zacytuję:

Finger of Death
Necromancy [Death]
Level: Drd 8, Sor/Wiz 7

Na którym poziomie postać jest w stanie używać tego czaru? Ile razy dziennie?

Na którym poziomie postać jest w stanie uzywać łuku? Ile razy dziennie?
13-06-2010 16:00
Drachu
   
Ocena:
+3
Aureus: Myślałem nad tym, ale doszedłem do wniosku że to bez sensu - bo tabela zawsze będzie zbalansowana tylko w pewnym momencie. Obecnie działa jako tako dla nowicjuszy, a dla reszty jest za słaba. Jak zrobi się mocniejszą broń strzelecką, to będzie za mocna dla nowicjuszy, średnia dla postaci doświadczonych i znów za słaba dla weteranów.
Kluczem jest co innego - pozwolenie na dopakowanie łucznika, a nie łuku. Po prostu - więcej przewag dla łuczników.
Patrz - walka na piąchy była w SWEX taka sobie, a teraz (od czasu ostatniej aktualki Gramelowej) znacznie się poprawiła.

Alkioneus: Yup, ale Robin Hood też nie występuje za każdym krzakiem :)
To o tym pisałem do Aureusa akapit wyżej - samo dopakowanie łuku jest na nic. Trzeba wprowadzić system, który pozwoli z czasem dopakować łucznika. W ten sposób postać z łukiem będzie wymiatać odpowiednio do swego doświadczenia. W tej sytuacji wieśniacy z łukami nie staną się wunderwaffe ale postać na miarę Milvy czy Thorgala z pewnością będzie dużym zagrożeniem.
13-06-2010 16:11
Kumo
   
Ocena:
0
Oczywiste, że próba zmasakrowania ostrzałem z łuków oddziału ciężkiej kawalerii w zbrojach płytowych to absurd. Myślałem raczej o czysto hipotetycznej sytuacji, gdzie jeden facet w puszce jest tarczą strzelniczą dla kilkudziesięciu łuczników.
Zresztą - jak już wspomniałem, mało kto był w stanie załatwić sobie taką "puszkę"... Facet w napierśniku, nagolennikach, naramiennikach i hełmie bez przyłbicy już chyba kwalifikował się jako ciężkozbrojny (jeśli się mylę, to niech mnie poprawia lepiej zorientowani). A taki osobnik mógł już dostać strzałą np. w twarz.

Z kolei kusza zrobiła karierę właśnie dzięki zdolności przebijania zbroi - zdaje się, że uważano ją za diabelski wynalazek, bo byle kmiot z kuszą mógł bez wysiłku skasować "urodzonego" (tj. zgodnie z boskim porządkiem świata lepszego od siebie) rycerza.
Dlatego też w RPG istotne są nie tylko obrażenia łuku i strzały, ale również zasady działania pancerzy. W zasadzie po prelekcji Ziemka na lubelskim Dragonie zacząłem się zastanawiać nad przetestowaniem mechaniki SR 4ed w realiach fantasy/średniowiecza.
13-06-2010 16:25
abraham jones
   
Ocena:
0
Hm, a nie możesz zagrać w Wampira (Mroczne Wieki, jeśli lubisz bajki)? Poddajac się narracji i byciu dobrym w strzelaniu mówisz, że celujesz w głowie i spalasz na to pkt. Woli (1 sukces z miejsca), masz razem 10 kostek ze strzelania i zręczności, rzucasz (Stopień trudności niech będzie nawet 9 jeśli ma to być śmiertelny strzał) i na 10 kostkach wypada Ci 5-7 dziewiątek + tamten sukces z pkt. woli. Przeciwnik leży martwy ze strzałą w oku i widzisz tylko, jak jego ciało podryguje w śmiertelnej agonii.
13-06-2010 16:26

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.