string(15) ""
» Blog » Dlaczego dobre powieści Fantasy są tak nieliczne?
22-09-2014 00:00

Dlaczego dobre powieści Fantasy są tak nieliczne?

W działach: pisanina, książki, fantasy | Odsłony: 753

Dlaczego dobre powieści Fantasy są tak nieliczne?

Ponieważ Fantasy jest piekielnie trudnym gatunkiem literackim.

Do stworzenia tego wpisu zachęciła mnie umieszczona na blogu Spisek Pisarzy notka pod tytułem „Dlaczego nikt nie lubi elfów”, która również próbowała poruszyć ten temat. Główna jego trudność polega na samych jego założeniach. Otóż: akcja tej literatury toczy się najczęściej w obcych, zdominowanych przez magię światach. W odróżnieniu od literatury Science Fiction, gdzie najczęściej mamy do czynienia z wizją przyszłości naszej rzeczywistości, uniwersa fantasy istnieją niezależnie. Są to obce wymiary istnieją gdzieś obok naszego, nie mające najczęściej (choć są wyjątki jak Potterverse, Narnia czy Amber) żadnego kontaktu z naszą rzeczywistością.

Po drugie: najczęściej są to światy stojące na niższym poziomie rozwoju, jeśli nie kulturowego, to z całą pewnością naukowo-technicznego. Oba te fakty mają doniosłe znaczenie. Tak więc pisarz tworzący w tym gatunku staje przed następującymi problemami:

1) Niemożliwość olśnienia czytelnika za pomocą sensacyjnych ciekawostek:

Podstawowym zarzutem miłośników Science Fiction wobec fantasy jest teza, że „do pisania fantasy nie trzeba nic wiedzieć, podczas, gdy pisarze innych gatunków muszą orientować się w swojej dziedzinie. Pisarz Science Fiction musi orientować się w nowoczesnych technologiach. Pisarz kryminałów: musi znać techniki śledcze. Pisarz fantasy może wszystko sobie wymyślić”.

Jest to teza połowicznie słuszna: pisarz fantasy może wszystko zmyślić. Niemniej jednak żadne prawo nie zabrania tego zrobić też pisarzowi innego gatunku (w szczególności Science Fiction). Efekt jednak zawsze będzie ten sam: denny, niezależnie od gatunku (omówię to dokładniej w dwóch, przedostatnich punktach).

Powyższa teza nie zmienia faktu, że dobrze zorientowany w temacie pisarz tworzący w innym gatunku może wykorzystać swą wiedzę, by spróbować olśnić czytelnika np. wprowadzając do fabuły jakiś, ciekawy element i opisać jakąś, szczególnie efektowną, nowoczesną technologię, działanie jakiejś fajnej broni lub szczególnie ciekawą technikę śledczą. Tym bardziej, że nie trzeba do tego wiele: wystarczy wejść na Policja.pl, Gadżetomanię, Niebezpiecznik, Wikipedię lub przeczytać jedną książkę (np. H. Brunon „Kryminalistyka”) by stać się domorosłym fachowcem.

Istnieje kilka gatunków, które jadą w dużej mierze na tym efekcie. W dużej mierze jest to właśnie Science Fiction oraz powieść sensacyjna (nie kryminał, ten bowiem polega na rozwiązywaniu zagadki razem z detektywem i czystej dedukcji, wszystkie super-mega techniki śledcze zupełnie go rozbijają i traktowane są jak deus ex machina). Fantasy jednak siłą rzeczy nie może na nich polegać (choć można próbować olśnić czytelnika znajomością dawnych zwyczajów, szczegółów architektonicznych, wyglądu strojów czy np. wiedzą z dziedziny biologii).

W efekcie autor musi polegać tylko na sobie, na sile swojej wizji oraz na wartości swojego rzemiosła. A nie na fakcie, że słyszał gdzieś o czymś naprawdę fajnym, co czytelnikowi można pokazać.

2) Nieprzydatność erudycji i kulturowego obycia:

Erudycja czyli szeroka wiedza jest cechą bez której pisanie jakiejkolwiek książki jest bardzo trudne. Niestety pisarz fantasy muszą sobie bardzo często radzić wyłączywszy ją.

W zasadzie normalnym zjawiskiem w literaturze jest fakt, że autor „wchodzi w dialog z kulturą” czyli powołuje się na autorytet innych twórców, dyskutuje z nimi i rozmawia. Wspomina słowa wielkich mężów stanu i ich słynne wypowiedzi, cytuje maksymy filozofów, wspomina o ważnych wydarzeniach historycznych (np. „ta bitwa była dla nas jak Waterloo dla Napoleona”) albo powołuje się na ważne utwory.

Zabiegi te mają kilka celów. Po pierwsze: służą do zabłyśnięcia w oczach czytelnika i pokazania, że nie jest się człowiekiem głupim, a przeciwnie: oczytanym i otrzaskanym. Stanowią (niekiedy dość toporny) sposób zbudowania autorytetu u czytelnika.

Po drugie: służą do aktywizacji czegoś, co nazywa się „kodami kulturowymi” powiązanymi z danym zjawiskiem, postacią lub osobą. Przykładowo: jeśli napiszemy, że ktoś śpiewał „Marsyliankę” to wiadomo, że są to jacyś rewolucjoniści, „Międzynarodówkę” śpiewać będą komuniści, a „Mury” osoby nawiązujące do tradycji samoobrony lub przynajmniej buntownicy. Nazwanie kogoś „córą Babilonu” lub „Koryntu” też nie jest miłe i świadczy o jego złym prowadzeniu się. Co więcej: informacje takie, jak ulubiona piosenka czy książka mówią bardzo wiele o tej postaci, częstokroć budują jej charakter lepiej niż tysiąc słów.

Niemniej jednak żaden z tych utworów jest częścią kultury obcych światów, a jedynie Ziemi. Tak więc w trakcie pisania fantasy jesteśmy zmuszeni zrezygnować z tego, bardzo potężnego narzędzia. Ponownie, musimy polegać wyłącznie na własnym rzemiośle, a nie wsparciu wcześniejszych pisarzy.

Pozostałą część wpisu przeczytać można na moim Blogu Zewnętrznym.

 

Komentarze


Kanibal77
   
Ocena:
0

Jak zwykle u Ciebie, bardzo dobry, merytoryczny wpis.

22-09-2014 10:08
Wiron
   
Ocena:
+1

Problem Magicznej Różdżki jest szczególnie irytujący bo tak łatwo go ominąć. Wystarczyć wrócić na początek książki i dopisać scenę przedstawiającą regułę. Tadam, z Deus Ex Machina zrobiła się Strzelba Czechowa.

22-09-2014 13:24
Kanibal77
   
Ocena:
0

Mnie ten motyw z Pottera o którym zegarmistrz pisał, też zastanowił. Nie czytałem, ale jak rozumiem, to tak:

Siedzą se Harry i spółka na jakimś wygwizdowie, żryć nie mają, Kawał badyla w szynkę nie zamienią, ale w prosiaka już tak. Nie robią tego, bo:

-Autorce potrzeba do fabuły żeby głodowali.

-Są bohaterami pozytywnymi. Szamanie szynki złe nie jest, ale ubicie świnioka, już tak.

-Społeczeństwo europejskie jest tak skretyniałe, że dzieciaki nie kojarzą szynki ze świnią. Na zasadzie szyneczka się bierze ze sklepu, a mleko z kartonu.

Pierwsze z powyższych wynika z tekstu. Pozostałe dwa to moje domysły. Słuszne? Pytanie do zegarmistrza i innych którzy czytali.

 

22-09-2014 13:38
-DE-
   
Ocena:
0

Akurat Rowling traktuje dzieciaki z szacunkiem, wiec 3. odpada. O 2. pewnie pomyslala i doszla do wniosku, ze nie chce opisywac nastolatka zarabujacego prosiaczka na mieso. W koncu HP czytaja tez dzieci ponizej lat 10. Natomiast 1. to bylo zdecydowanie zalozenie odgorne.

22-09-2014 14:01
Kanibal77
   
Ocena:
0

To i tak skwasiła. Zawsze przecież mogła zrobić tak, że na tych konkretnych pustkowiach transmutacja nie działa. Zawsze lepiej zrobić wyjątkową lokację niż panującą ogólnie zasadę o której nie było mowy.

22-09-2014 14:16
Wiron
   
Ocena:
+1

Hmm, zastanawiam się czy Pierwszy Wyjątek Gampa rzeczywiście pojawia się znikąd. W Czarze Ognia chyba było wspomniane że jedzenie nie jest wyczarowywane z powietrza tylko jest teleportowane z kuchni. Było to nawet istotne bo rozwijało wątek ze skrzatami domowymi.

22-09-2014 15:25
zegarmistrz
   
Ocena:
+3

Wyjątek (sam termin) pojawia się po raz pierwszy w Insygniach Śmierci (ostatnim tomie cyklu) i wymieniony jest dwa razy (podczas omawianej rozmowy na pustkowiu oraz później, podczas rozmowy z bodajże Neville, który głodował w Pokoju Życzeń, gdzie pojawiało się wszystko, co chciał, ale nie jedzenie). Jeśli chodzi o fakt, że skrzaty przynoszą jedzenie to bynajmniej mnie to nie dziwi: jest to generalnie zajęcie słóżby. Sam proces pozyskiwania żywności nie jest opisany.

Chodzi mi bardziej o to, że możliwości uczniów nagle zostały przycięte. Np. w pierwszym tomie Mac Gonagall zamienia swoje biurkow w prosiaka, a potem je odczarowuje. Jak mówiłem: prosie dla mnie spełnia definicję jedzenia i dla mnie to jest czytelna niekonsekwencja.

22-09-2014 15:43
Wiron
   
Ocena:
+1

Czyli to jednak fuszerka. Sęk w tym że dobry autor może zrobić z tego sensowny zwrot akcji. Ustalić zasady, cały czas się ich trzymać ale nie przedstawić ich wszystkich czytelnikowi. Wtedy gdy jakaś nowa zasada się pojawi czytelnik patrzy wstecz i widzi że ta zasada zawsze tam była i nigdy nie była złamana. Brandon Sanderson lubi tak robić. 

22-09-2014 18:11
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+1

Odpowiedz na pytanie w tytule brzmi:

Bo nie chce mi sie juz pisać. Machnalem Trylogie, Wiedźmina i Grę o tron pod pseudonimami, ale czuje juz pewne znużenie... ;)

22-09-2014 18:24
earl
   
Ocena:
0

Ciekawe, że pisarze s-f sprzed 30-40 laty (jak Lem czy Dick) mieli bardzo małą wyobraźnię jeśli idzie o wynalazki służące człowiekowi w codziennym życiu. Potrafili bowiem opisywać loty międzygalaktyczne albo wszechmocne roboty, ale na przykład nie przewidzieli tego, że człowiek będzie używał telefonów komórkowych czy też laptopów, bo nie występują one w ich powieściach (a przynajmniej w tych, które czytałem).

22-09-2014 21:32
Alkioneus
   
Ocena:
0

@earl

Na ich obronę można powiedzieć, że te 30-40 lat to w kwestii IT był postęp geometryczny. Trudno powiedzieć, co będzie za następne kilka dziesiątek.

23-09-2014 06:11
earl
   
Ocena:
0

Jasne, że tak. Ale oznacza to tylko jedno, że wyobraźnia ludzka nie dorasta do zmieniającej się rzeczywistości.

23-09-2014 07:54
Adeptus
   
Ocena:
+1

Plus za zwrócenie uwagi na Pierwsze z D. Wzięty Wyjątek Gampa. Problem zresztą nie leży w tym, że zostało ono wspomniane dopiero kiedy było potrzebne, ale że samo w sobie jest absurdalne. "Możesz transmutować dowolną rzecz w dowolną inną rzecz, pod warunkiem, że ta inna rzecz nie jest jadalna".

Chyba wszyscy recenzenci oceniający Gambit Mocy narzekali na zbyt współczesne słownictwo.

To niesłusznie narzekali. W światach fantasy ludzie nie posługują się dawną polszczyzną. W ogóle nie posługują się polszczyzną, tylko jakąś swoją Wspólną Mową, czy czymś takim. To, czy tę wymyśloną Wspólną Mowę pisarz chce oddać przy pomocy dawnej polszczyzny, czy współczesnej, to już kwestia jego wizji. Tak przy okazji, to kiedyś Sapkowski zwrócił uwagę na to, że bez sensu są zarzuty pod tytułem "Nie tak mówiono w średniowieczu!", bo to, co większość ludzi uważa za "średniowieczną" stylizację to słownictwo używane w późniejszych epokach (głównie baroku), a książki napisanej prawdziwie średniowiecznym językiem nie dałoby się czytać bez słownika.

Już nie mówiąc o tym, że fantasy to nie jest ziemskie średniowiecze. To, że świat fantasy zapożycza jakieś elementy z prawdziwego średniowiecza, nie znaczy, że musi kopiować je w całości. Bo np rozumowanie na zasadzie "Skoro są rycerze, to jest średniowiecze, więc nie może być batystowej bielizny, bo w średniowieczu takiej nie było!" jest kompletnie nielogiczne, bo nie ma żadnego związku przyczynowo skutkowego pomiędzy obecnością rycerzy, a brakiem batystu. I dlatego też pisarz nie ma obowiązku, kiedy pisze o batystowych majtkach, wyjaśniać jakim cudem pojawiło się coś takiego w świecie z rycerzami.

Moim zdaniem o tym, czy świat fantasy jest dobrze skonstruowany, decyduje logika, a nie wiedza historyczna. Choć oczywiście wzorowanie się na rozwiązaniach historycznych jest najbezpieczniejszym sposobem na unikanie bzdur (bo skoro coś faktycznie zaistniało, to znaczy, że działa), ale nie jedynym.

Zwłaszcza, że jak słusznie zwróciłeś uwagę, trzeb brać pod uwagę to, że wprowadzając jeden element, zmienia się cały świat. Wiadomo, że w świecie, w którym magia rozwiązuje np. problem umieralności niemowląt (i matek w połogu) czy nieurodzajów, świat będzie w dużym zakresie inny, także co do obyczajowości.

23-09-2014 11:03
jakkubus
   
Ocena:
0

O ile zgadzam się z punktami 1, 3, 6, 7 i 8, o tyle mam parę zastrzeżeń do pozostałych.

2) Jest to częściowo prawda (choć nie tylko dla fantasy - w kryminale osadzonym w Japonii czy Chinach też raczej nikt nikogo od "cór Koryntu" wyzywał nie będzie). Można przecież znane sentencje i maksymy włożyć w usta jakiejś postaci w świecie przedstawionym.

4) Ten problem najczęściej występuje, gdy wiemy dużo o podmiocie pisania i staramy się go jak najbardziej szczegółowo przedstawić. A im więcej wiemy, tym bardziej orientujemy się w ogromie tego czego nie wiemy. Moja rada: po prostu nie przesadzać.

5) Jednym ze sztandarowych elementów fantasy jest magia. Jest ona o tyle wygodnym narzędziem, że pozwala często zrównać możliwości bohaterów ze współczesnymi ludźmi (np. teleportacja, chowańce-posłańcy) oraz wytłumaczyć szybszy rozwój kulturowy.

9) Rzadko można znaleźć dziś powieści zamykające się w jednym i tylko jednym gatunku. O ile kiedyś np. powieści o Sherlocku Holmsie mogły bawić samym wątkiem detektywistycznym, to dziś nie jest to nic nowego i rzadko kiedy starczy do utrzymania uwagi czytelnika.

23-09-2014 23:31
Vanth
   
Ocena:
+2

Bardzo ciekawy i dopracowany tekst. Tylko z jedną kwestią odważę się, jako archeolog, polemizować. Mam na myśli  Twe akapity omawiające dostępność źródeł materialnych.

 Począwszy od kwestii domus - ale to bardziej odnosi się do informacji zawartych w przeczytanym przez Ciebie artykule. Jak to - nie wiadomo, jak wyglądał tego typu budynek? A wykopaliska - chociażby Pompeje i Hrculanum? A witruwiuszowskie "De Architectura" w dziesięciu księgach, w których domus opisywany jest z najmniejszymi szczegółami, tudzież inne, późniejsze, choć nadal antyczne opracowania?  Dalej - "pergamin był drogi". Ale sporo się go zachowało i to nie tylko traktujących o kwestiach "nadrzędno - politycznych",czy też będących nośnikiem dzieł literackich, ale sporo notek o życiu społeczno - obyczajowych takoż, nawet o, jak to ujmujesz, "bzdetach". Nie wspominając już o tym, iż przed jego wynalezieniem królował papirus, którego sterty w niemalże idealnym stanie odnajdywano i nadal się odnajduje. I czymże, jeśli nie ich odczytywaniem zajmuje się papirologia.

Podobni jest z przedmiotami, które określasz mianem "mało trwałych" - skóra w odpowiednich warunkach jest w stanie przetrwać tysiące lat, drewno podobnie, ba - nawet szczątki jedzenia - vide amfory z winem z zatopionych okrętów. Tyle - w wielkim skrócie, albowiem to temat - rzeka.

24-09-2014 01:25
   
Ocena:
0

5) Jednym ze sztandarowych elementów fantasy jest magia. Jest ona o tyle wygodnym narzędziem, że pozwala często zrównać możliwości bohaterów ze współczesnymi ludźmi (np. teleportacja, chowańce-posłańcy) oraz wytłumaczyć szybszy rozwój kulturowy.

Pytanie, czy powinna(zrównać, wytłumaczyć). Odnoszę wrażenie, że spora część fantasy próbuje udawać jakiś okres/miejsce na Ziemi, tylko że z czarami. Mówiąc obrazowo, magia jest takim mutagenem, który wstrzykujemy gotowemu, przywiązanemu do stołu "settingowi".

Jeśli przesadzimy, może się okazać, że w pseudośredniowieczu jest zaskakująco mało średniowiecza. Przy czym - to wstępne założenie, bez którego cała dyskusja się sypie - zależało nam na tym, aby tego średniowiecza jednak trochę było.

24-09-2014 16:49

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.