string(15) ""
» Blog » Dlaczego być może nigdy nie napotkamy obcej cywilizacji?
10-05-2015 00:19

Dlaczego być może nigdy nie napotkamy obcej cywilizacji?

W działach: offtopic | Odsłony: 770

Dlaczego być może nigdy nie napotkamy obcej cywilizacji?

Artur C. Clarke twierdził, że istnieją dwie możliwości: albo jesteśmy we wszechświecie sami, albo nie, a obydwie te możliwości są jednakowo przerażające. Dlaczego jednak - jeśli założyć ich istnienie - nasi bracia w rozumie jeszcze do nas nie przylecieli?

Cóż, przyczyny mogą być być bardzo głębokie.

Inteligencja może być wybrykiem ewolucji, a nie jej koroną:

Pierwszym powodem, dla którego jeszcze nie napotkaliśmy obcej cywilizacji i być może nigdy jej nie napotkamy może być fakt, że inteligencja we wszechświecie może być jeszcze rzadziej spotykana niż życie. Ogromna część twórców fantastyki i zajmujących się problemem felietonistów wychodzi z kopernikańskiego założenia, że, skoro cały wszechświat zbudowany jest z identycznych pierwiastków, to gdzieś muszą zajść warunki sprzyjające do powstania życia, co musi koniec końców doprowadzić do powstania życia inteligentnego.

By przekonać się, że nie jest to przekonanie do końca prawdziwe wystarczy spojrzeć na naszą planetę. Liczba gatunków, które ją zamieszkiwały (wliczając gatunki wymarłe) jest ogromna, szacuje się, że było ich między 30 miliardami, a 4 bilionami. Niemniej jednak wysoką inteligencję typu ludzkiego udało się osiągnąć tylko trzem z nich. Co gorsza były to gatunki bardzo ze sobą spokrewnione: Homo erectus oraz jego ewolucyjni następcy: Homo neanderthalensis i Homo sapiens.

Przyczyną takiego, nader skromnego wyniku może być podział ewolucyjnych udoskonaleń, jakie zaproponował Richard Dowkins w książce „Samolubny gen”. Otóż: istnieją ich dwa podstawowe typy. Są to dostosowania i wybryki.

Dostosowania polegają na tym, że pewne, określone nisze ekologiczne preferują pewne, określone cechy ułatwiające przeżycie w nich. Przykładem mogą tu być płetwy, które wykształciło większość, często zupełnie niespokrewnionych ze sobą zwierząt morskich. Mają je ryby, płazy, mięczaki, gady kopalne (ichtiozaury), a nawet ssaki (walenie). Dostosowania są dość powtarzalne i polegają na spełnieniu wymogów pewnego środowiska. Po prostu wszystko, co chce żyć w wodzie lub nad wodą musi nauczyć się pływać, a wszystko, co chce żyć w powietrzu: latać, niezależnie czy jest muchą, wróblem, pterozaurem czy nietoperzem.

Przy czym niestety niszą jest konkretne środowisko: woda, zarośla nadbrzeżne, las, sawanna, pustynia lub źródło pokarmu np. rośliny lub plankton wodny, a nie zachowanie. Ewolucja nie myśli „jeśli wyhoduje sobie większy mózg, to zbuduje karabin i wywalczę sobie miejsce w szeregu” a raczej „Nie potrafisz pływać? Jaka szkoda! Umrzyj i zrób miejsce lepiej dostosowanemu!”

Wybryki ewolucji to natomiast cechy unikalne, które najczęściej powstały jako takie czy inne dostosowanie, które okazały się jednak przydatne w innej sytuacji, otwierając drogę gatunkowi do nowej niszy. Przykładem wybryku natury jest Chrząszcz Kolorado popularnie zwany Stonką. Stonka oryginalnie była rzadkim gatunkiem owada, żerującym na trujących roślinach psiankowatych występującym w środkowych Stanach Zjednoczonych. Jej specyficzne cechy i mało atrakcyjna nisza ekologiczna nie zapowiadały jej światowego sukcesu, dopóki ludzie nie zaczęli masowo uprawiać innej toksycznej psianki (kartofla) sprowadzonej z sąsiedniego kontynentu (kartofel jest południowoamerykański, stonka: północnoamerykańska i w naturze nie występują obok siebie). Innym przykładem wybryku natury są płetwy Poskoczka Mułowego. Jest to bardzo interesująca ryba, charakteryzująca się tym, że wspina się po drzewach. Po prostu jego płetwy, które oryginalnie wyewoluowały w innym celu okazały się skutecznymi odnóżami.

Podobnie nasza inteligencja nie musi być wcale celem naszej ewolucji, ani jej zwieńczeniem, które musiało się pojawić, a tylko wypadkiem przy pracy. Po prostu: była sobie drzewna małpka, która posiadała chwytne łapki do wspinania się po drzewach, duży mózg celem łatwiejszego chłodzenia krwi oraz proste zachowania narzędziowe. W skutek katastrofy klimatycznej niestety naturalne, leśne środowisko małpki zostało unicestwione. Większość osobników owego gatunku zdechła, najinteligentniejsze jednak odkryły, że patyki, których do tej pory używały, by łatwiej wybierać termity z pni drzew nadają się do polowania i obrony przed drapieżnikami. Wyprostowana postawa przydatna przy wspinaniu na drzewach przydała się przy przetrwaniu w stepie, a zdolność pomiaru odległości niezbędna przy skakaniu z drzewa na drzewo da się użyć też, by rzucać kamieniami w nieprzyjaciół. Ponadto ten, kto szybciej uczy się i kto twórczo wykorzystuje znalezione przedmioty ma większe szanse przetrwać i wydać potomstwo.

Taki, całkiem przypadkowy mógł być świt ludzkości. W efekcie możemy być nawet bardziej wyjątkowi w skali kosmicznej, niż nam się wydaje.

Mogą być rasą morską

Po drugie: nasi bracia w rozumie mogą być istotami morskimi. Już na ziemi istnieją dwa typy zwierząt cechujących się bardzo wysoką inteligencją, których środowiskiem życia są morza: ośmiornice i delfiny. Całkiem prawdopodobne jest więc, że ewentualni, rozumni mieszkańcy obcej planety byliby również istotami wodnymi.

Taka ewentualność pociąga za sobą kilka konsekwencji, które mogą uniemożliwić naszym obcym budowę cywilizacji. Należy zauważyć bowiem, że „wysoka inteligencja” nie musi oznaczać od razu „rozwiniętej cywilizacji” a rozwinięta cywilizacja nie musi oznaczać „cywilizacji kosmicznej”. Homo Sapiens istnieje bowiem już od 250 tysięcy lat, cywilizacja natomiast najdalej od 9 tysięcy. Przez gros czasu swego istnienia byliśmy myśliwymi-zbieraczami żyjącymi w nieskomplikowanych hordach.

Podstawowy problem z życiem pod wodą polega na braku dostępu do najważniejszego chyba wynalazku w dziejach: ognia.

Ma to dwie konsekwencje: po pierwsze ogień jest kluczowy we wszystkich procesach technologicznych, jak wytop metali, produkcja narzędzi ceramicznych etc. oraz we wszystkich, najważniejszych procesach związanych z rolnictwem. Służy nie tylko do najłatwiejszego oczyszczania przestrzeni pod pastwiska i uprawy, ale także do konserwacji żywności i jej uzdatniania do spożycia. O ile bowiem mięso jesteśmy w stanie jeść nawet na surowo, tak wiele roślin jest trujących (jak ziemniaki czy fasola) lub niejadalnych (jak większość zbóż), jeśli nie zostaną ugotowane. Stanowi on też źródło ciepła, kluczowe dla kolonizacji obszarów nietropikalnych. Tak więc rasy morskie, jeśli nie są dostosowane do radzenia sobie z tego typu problemami mogą napotkać znaczące problemy z podporządkowaniem sobie świata i na zawsze pozostać na poziomie przed-cywilizacyjnym.

Po drugie: brak ognia może mieć bardzo ciekawe efekty w kontekście Teorii Samo-Stwarzającego Się Człowieka sformułowanej przez Gordona Childe. Według tego badacza współczesny wygląd człowieka oraz jego wysoka inteligencja jest wynikiem ewolucyjnego dostosowania się Homo Erectus do warunków, które ów Homo Erectus stworzył sam dla siebie... W efekcie więc ewolucja istot morskich może zatrzymać się zanim te zdołają osiągnąć poziom inteligencji ludzi współczesnych.

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

Komentarze


Roman Wysocki
   
Ocena:
0

W słowach ; do warunków, które ów Homo Erectus stworzył sam dla siebie.. jest cywilizacja.  A cywilizacja jest w książce; tom I "Homo erectus - cywilizacja" ;

http://homo-erectus-cywilizacja.blogspot.com

10-05-2015 08:13
ThimGrim
   
Ocena:
+4

Kaman, dzisiaj dzień wyborów i wybierać można spośród tylu kosmitów, a ten tutaj prawi, że "może nigdy..."

10-05-2015 09:26
   
Ocena:
0

Ale czy prymitywna kultura nadal nie jest fajna i dla laika cywilizacyjna?

A fajnie według tej notki wypadają gasnące słońcs.

10-05-2015 10:08
Jukka
   
Ocena:
+2

Świetny artykuł! Długo przygotowałeś materiały?

Przyczepiłbym się do dwóch rzeczy - piszesz o prerekwizytach rozwoju cywilizacji. Nawet jeśli zostały spełnione więcej niż raz w naszej okolicy, to istnieje mnóstwo innych przeszkód na drodze do kontaktu między dwiema cywilizacjami. Jedyny znany i dostępny nam obecnie sposób kontaktu to fale radiowe, które ujarzmiliśmy w ciągu ostatniego stulecia, co znaczy, że nasz wpływ oddziaływań to kula o promieniu stu lat świetlnych. Sama nasza galaktyka ma średnicę 1000 razy większą... A taki sygnał trzeba jeszcze umieć odebrać, odfiltrować, zrozumieć i odpowiedzieć. Nawet jeżeli we Wszechświecie istnieją cywilizacje które osiągnęły erę lotów kosmicznych, to możliwe, że nigdy ich nie spotkamy :(

Po drugie, tak naprawdę, piszesz o prerekwizytach rozwoju NASZEJ cywilizacji. Strefy klimatyczne, ziemniaki, konie, ogień, obróbka metali. Wiem że się przywalam bo humanocentryzm w takich rozważaniach jest nie do wyeliminowania, ale ograniczanie go jest bardzo przydatne właśnie w sytuacji, gdy myślimy o kimś kogo środowisko i percepcja świata są zupełnie inne niż nasze. Może nie potrzebują jedzenia bo mają fotosyntezę (albo inny sposób produkcji energii, obcy naszemu światu)? Może nie potrzebują ognia, bo potrafią manipulować materią za pomocą umysłu? 
Jasne, że gdybyś poruszył te kwestie, to Twój artykuł byłby tylko felietonem SF; chciałem tylko podkreślić, że de facto piszesz tylko o tym jest potrzebne do powstania cywilizacji podobnej do naszej, a nie do jakiejkolwiek cywilizacji równej poziomem z naszą.

W każdym razie, tak jak ThimGrim pisał, chwilowo musimy zadowalać się kosmitami, których wybieramy dzisiaj :)

10-05-2015 12:49
Adeptus
   
Ocena:
+2

Podobnie nasza inteligencja nie musi być wcale celem naszej ewolucji, ani jej zwieńczeniem, które musiało się pojawić, a tylko wypadkiem przy pracy. Po prostu: była sobie drzewna małpka, która posiadała chwytne łapki do wspinania się po drzewach, duży mózg celem łatwiejszego chłodzenia krwi oraz proste zachowania narzędziowe. W skutek katastrofy klimatycznej niestety naturalne, leśne środowisko małpki zostało unicestwione. Większość osobników owego gatunku zdechła, najinteligentniejsze jednak odkryły, że patyki, których do tej pory używały, by łatwiej wybierać termity z pni drzew nadają się do polowania i obrony przed drapieżnikami. Wyprostowana postawa przydatna przy wspinaniu na drzewach przydała się przy przetrwaniu w stepie, a zdolność pomiaru odległości niezbędna przy skakaniu z drzewa na drzewo da się użyć też, by rzucać kamieniami w nieprzyjaciół. Ponadto ten, kto szybciej uczy się i kto twórczo wykorzystuje znalezione przedmioty ma większe szanse przetrwać i wydać potomstwo.

Taki, całkiem przypadkowy mógł być świt ludzkości. W efekcie możemy być nawet bardziej wyjątkowi w skali kosmicznej, niż nam się wydaje.

Chyba z założenia nie istnieje coś takiego jak "cel ewolucji, który musi się pojawić", a przypadek, który podajesz jako jedną z możliwości (a jakie są inne) to tak naprawdę jedyna możliwość? Przynajmniej z punktu widzenia naukowego (bo np. ja jako ciemny wyznawca religijnych zabobonów sobie mogę przyjmować inne założenie).

Słowem: to musi być coś w rodzaju pszenicy lub kartofla, a nie karczocha lub sałaty. Na ziemi takie cechy posiadają jedynie dwa typy organów roślinnych: korzenie spichrzowe (a także bulwy) oraz nasiona.

Problem z nimi polega na tym, że obydwie te cechy są typowe dla roślin nasiennych. Rośliny nasienne, mimo, że obecnie dominują na Ziemi są ostatnią, dużą grupą roślin, która wyewoluowała. Nawet przy założeniu, że ewolucja na obcej planecie będzie choć trochę podobna do ziemskiej trudno żywić nadzieję, by życie rozumne pojawiło się akurat w tym samym momencie ewolucyjnym, w którym pojawiło się na Ziemi.

A skąd założenie, że roślinność na innej planecie, rozwijając się w innych warunkach i w żaden sposób nie "spokrewniona" z ziemską roślinnością musi mieć cokolwiek z nią wspólnego i funkcjonować na tych samych zasadach? Równie dobrze "w innym świecie" w ogóle może nie być roślin, a ich rolę (także jako źródło pożywienia), może odgrywać zupełnie inne królestwo organizmów żywych, nieznane na Ziemi.

 

Dlaczego konsekwentnie nazywasz Richarda Dawkinsa Dowkinsem?

 

10-05-2015 14:45
dzemeuksis
   
Ocena:
+3

W kontekście rozważań autora artykułu nie zaszkodziłoby wspomnieć o paradoksie Fermiego.

10-05-2015 16:48
zegarmistrz
   
Ocena:
+1

Adeptus: Tak, zgadzam się, że nie istnieje coś takiego, jak cel ewolucji. Poprostu chciałem to wypunktować.

Z roślinami nasiennymi mnie masz. Nie wziąłem tego pod uwagę.

Dawkins piszę Dowkins z tego samego powodu, z którego konsekwentnie przekręcam -ą na -om. Bo jestem dyslektykiem typu słuchowego, a Word nie wychwytuje tego typu błędów. Zaraz je poprawię.

Jukka: te ocierające się o popularnonaukowość przygotowuje około tygodnia. Ten kokretny chodził mi jednak po głowie jednak już jakieś 2-3 lata temu. Metodologia jest bardzo prosta: co miesiąc kupuję sobie jakąś książkę popularnonaukową lub naukową i jeśli coś mnie zaciekawi robię notatki. Po jakimś czasie materiał się zbiera.

Z argumentami natomiast się zgadzam.

10-05-2015 20:01
Satosan
   
Ocena:
0

Zagadnienie niesamowicie ciekawe, a opracowanie bardzo dobre. Dziękuję za interesujący artykuł.

Mój przyjaciel podsumował kiedyś temat przydatności inteligencji w kontekście ewolucji stwierdzeniem – „dinozaury żyły na Ziemi przez 350 mln lat i w porównaniu z nami ewoluowały na potęgę, a jedynak nic ciekawego nie wymyśliły”.

A tymczasem rozwijając wątek samozagłady gatunku – być może przyjdzie/przychodzi on znacznie mniej spektakularnie. Im bardziej syci jesteśmy, tym mniejszą mamy potrzebę walki i ekspansji. Zadajemy sobie pytanie o sens istnienia i coraz częściej godzimy się z odpowiedzią, że go nie ma. Stajemy się na tyle świadomi, że zaczynamy kontrolować swój instynkt rozmnażania i dochodzimy do wniosku, że właściwie nie jest on nam już do niczego potrzebny. Bawimy się czasem, który mamy i godzimy się, że przyjdzie zgasić światło, a następny dzień wstanie już bez nas. W pewnym sensie świat zachodu już zmierza w tym kierunku, a może kiedyś stanie się to udziałem całej ludzkości.

11-05-2015 12:13
   
Ocena:
0

To zależy. Być może nie wykryliśmy gatunku dinozaurów naczelnych :)

Ja tam wierzę w wiele rzeczy i w zabobon i kosmitów, ale artykuł ciekawy, choć krótki.

12-05-2015 08:41
Kanibal77
   
Ocena:
+1

@ slann

 Być może nie wykryliśmy gatunku dinozaurów naczelnych

Akurat jest kandydat na takiego koleżkę.

12-05-2015 21:02
Adeptus
   
Ocena:
0

Tzn. jeśli się stosuje terminologię z systematyki przyjętej przez biologię, to coś takiego jak dinozaur z definicji nie może istnieć, bo "naczelne" to rząd ssaków i koniec, gady do niego nie należą, choćby grały w szachy i komponowały symfonie.

A jeśli mowa o potencjalnych istotach pozaziemskich, to do nich w ogóle nie można by stosować systematyki właściwej dla ziemskich organizmów, bo teoretycznie mogą sobie istnieć stworzenia przypominające "nasze" ssaki, ryby, ptaki itd. ale jedynie przypominające, a w rzeczywistości w ogóle niespokrewnione - na dobrą sprawę, trzeba by tworzyć systematykę oddzielną dla każdej planety, na której istnieje rdzenne życie (bo organizmy pochodzące z jednej planety, które skolonizowały kilka ciał niebieskich, jako spokrewnione ze sobą, mogłyby należeć do jednej). Tak mi się wydaje, może gadam głupoty.

A sama kwestia troodona ciekawa. Tak w ogóle, to wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że w pewnym okresie fantastyczna wizja istnienia kilku gatunków inteligentnych była jak najbardziej realna - taki np. neandertalczyk bywa klasyfikowany jako podgatunek homo sapiens, albo jako oddzielny gatunek. Wiadomo także o homo florensiensis (tzw. hobbitach), którzy prawdopobnie byli gatunkiem inteligentnym, ale nie byli przodkami współczesnych homo sapiens, tylko oddzielnym gatunkiem żyjącym obok nich. Ich istnienie jest ważną kwestią, bo wg niektórych naukowców stanowi dowód na to, że inteligencja może pojawiać się także poza "naszą" linią ewolucyjną.

12-05-2015 21:21
   
Ocena:
0

Adeptus: Sorry za naczelnego, ale to był wygodny skrót myślowy. Ale z inteligencją to porąbana sprawa bo na dobrą sprawę mamy nadal przynajmniej pięć gatunków inteligentnych. 

Neandertalczycy nie  byli głupi od normalnych ludzi tylko za cenę o wiele większej zdolności do koncentracji niechętnie przyjmowali nowinki. Czytałem jednak, że Azjaci mają dwa razy większy odsetek genów typowych dla neandertalczyków.

13-05-2015 08:56
Adeptus
   
Ocena:
0

Sorry za naczelnego, ale to był wygodny skrót myślowy.

Domyśliłem się, dlatego tak tylko na marginesie zaznaczyłem, że " jeśli się stosuje terminologię z systematyki przyjętej przez biologię"

Ale z inteligencją to porąbana sprawa bo na dobrą sprawę mamy nadal przynajmniej pięć gatunków inteligentnych. 

Hmm, a czy jest jakaś jasna definicja jednoznacznie rozgraniczająca "tu się zaczyna inteligencja, a tu jeszcze jej nie ma"?

13-05-2015 13:39
Satosan
   
Ocena:
0

Inteligencja nie ma tu wiele do rzeczy. Przykładowo orki (w sensie duże morskie ssaki) są naprawdę bardzo inteligentne – uczą swoje młode, mają swoje własne języki odmienne w zależności od regionu występowania, a nawet różniące się w obrębie gatunku kultury społeczne (mięsożerne i rybożerne zachowują się całkowicie inaczej i co do zasady nie mieszają się ze sobą). Nawet jednak, jeśli w toku ewolucji zyskałyby inteligencję przewyższającą ludzi, nie dałyby rady stworzyć jakiejkolwiek techniki w naszym rozumieniu – brak im palców i możliwości wykorzystywania ognia.

 

Zegarmistrz w swojej notce dobrze ujął sprawę – sama inteligencja porównywalna z ludzką nie jest wystarczająca, aby wytworzyć cywilizację techniczną. Nasz własny gatunek istniał sobie bez zaawansowanej cywilizacji więcej niż 400 tyś lat i gdyby nie dziesiątki zbiegów okoliczności, być może nigdy by jej nie wytworzył. Żylibyśmy sobie dalej w grupach zbieracko-łowieckich, z konieczności nie myśląc o niczym innym, jak o bieżącym przetrwaniu. Wreszcie wykończyłyby nas zmiany klimatyczne, jakaś katastrofa albo lepiej przystosowany gatunek. Ewentualnie w toku zmian ewolucyjnych pozbylibyśmy się za dużego kaloriożernego mózgu i opcja cywilizacji by się za nami zamknęła.

 

Wygląda na to, że cywilizacja techniczna nie jest prostą konsekwencją inteligencji, a inteligencja nie jest efektem zachodzącej liniowo ewolucji. Jeśli z powodu naszych wielkich mózgów zbyt szybko wyczerpalibyśmy nasze źródła pożywienia i zdechli z głodu przed odkryciem rolnictwa, inteligencja okazałaby się ślepą uliczką (a mamy jeszcze szansę wykończyć się na inne sposoby).

 

Swoją drogą, karaluchy miałyby pewnie niezły ubaw słysząc o naszym chełpieniu się byciem koroną stworzenia. Jeśli ktokolwiek jest z ewolucyjnego punktu widzenia idealny, to pewnie właśnie one – setki milionów lat, i tylko drobne poprawki.

13-05-2015 19:00
Adeptus
   
Ocena:
0

Inteligencja nie ma tu wiele do rzeczy. Przykładowo orki (w sensie duże morskie ssaki) są naprawdę bardzo inteligentne – uczą swoje młode, mają swoje własne języki odmienne w zależności od regionu występowania, a nawet różniące się w obrębie gatunku kultury społeczne (mięsożerne i rybożerne zachowują się całkowicie inaczej i co do zasady nie mieszają się ze sobą). Nawet jednak, jeśli w toku ewolucji zyskałyby inteligencję przewyższającą ludzi, nie dałyby rady stworzyć jakiejkolwiek techniki w naszym rozumieniu – brak im palców i możliwości wykorzystywania ognia.

Jest różnica pomiędzy "inteligencja nie ma tu wiele do rzeczy" a "sama inteligencja nie wystarczy". Tak czy inaczej, inteligencja jest warunkiem koniecznym (co nie znaczy wystarczającym) do stworzenie techniki.

Swoją drogą, karaluchy miałyby pewnie niezły ubaw słysząc o naszym chełpieniu się byciem koroną stworzenia. Jeśli ktokolwiek jest z ewolucyjnego punktu widzenia idealny, to pewnie właśnie one – setki milionów lat, i tylko drobne poprawki.

Zależy, jak na to spojrzeć - z mojego punktu to m.in. fakt, że karaluchy generalnie nie mają ubawu z niczego ani niczym się nie chełpią, a my owszem, powoduje, że jesteśmy "koroną stworzenia" ;)

13-05-2015 20:56
   
Ocena:
0

No człowiek osiągnął praktycznie etap prawie niewytępiewalności jako gatunek już dziesięć tysięcy lat temu. Praktycznie w jakiś tam sposób przetrwamy niemal wszystko, co pozwoli żyć na lądzie.

Swoją drogą jak porównuje współczesnych naukowców z dawnymi to jakbym obserwował technokratów z Maga zwalczających Hermetyków.

14-05-2015 12:04
Adeptus
   
Ocena:
0

Etap niewytępialności osiągnie dopiero po skolonizowaniu kosmosu ;)

14-05-2015 14:49
L. Norec
   
Ocena:
+1

No człowiek osiągnął praktycznie etap prawie niewytępiewalności jako gatunek już dziesięć tysięcy lat temu. Praktycznie w jakiś tam sposób przetrwamy niemal wszystko, co pozwoli żyć na lądzie.

 

Ilość zagrożeń dla istot żywych czy nawet całej planety jest tak ogromna, że jedyne co może rozsądnemu człowiekowi przyjść na myśl to to, że jego gatunek ma znacznie więcej szczęścia niż rozumu czy możliwości by przetrwać.

14-05-2015 19:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.