» Recenzje » Diuna. Dżihad Butleriański - Brian Herbert, Kevin J. Anderson

Diuna. Dżihad Butleriański - Brian Herbert, Kevin J. Anderson

Diuna. Dżihad Butleriański - Brian Herbert, Kevin J. Anderson
Diuna Franka Herberta stanowi ogniwo, łączące optymistyczną fantastykę złotego wieku z realizmem obyczajowym Ursuli LeGuin. Z jednej strony mamy rozbudowaną i szczegółową wizję schyłku kosmicznego Imperium godną następcy Asimova i Clarke’a, z drugiej problemy ekologiczne, religijne i obyczajowe, zwiastujące nadchodzący kres niewinności w SF. Innymi słowy – przed epoką Bene Gesserit (hermetyczny zakon kobiecy w Diunie), seks i roślinki były w kosmosie towarami deficytowymi.

Powieść, która dała początek sławnej heksalogii, ukazała się w 1965, zdobywając rok później nagrodę Nebuli. Kolejne części ukazywały się aż do 1985 roku, zdobywając wierne grono fanów. Chociaż nie jestem fanatycznym miłośnikiem całości cyklu, pozostaję pod wrażeniem trafności i sugestywności opisu fikcyjnej ekologii pustyni kształtującej złożoną socjologię jej mieszkańców.

Niestety tych samych elementów próżno szukać w rozwinięciu cyklu zatytułowanym Preludium do Diuny. Brian Herbert i Kevin Anderson nie sprostali legendzie, redukując złożoną problematykę oryginału do poziomu prostej powieści przygodowej. Kiedy więc usłyszałem o nowej trylogii (Legendy Diuny), rozwijającej oryginalny świat nie miałem zbyt dobrych przeczuć. Ponieważ za kolejną kontynuację (sic!) odpowiadali Ci sami autorzy nie widziałem specjalnych powodów, aby brać się za lekturę. Znalazłem je dopiero, kiedy zobaczyłem okładkę polskiego wydania. Nowa edycja Kronik Diuny, przygotowana przez wydawnictwo Rebis, zachwyciła mnie ilustracjami Wojciecha Siudmaka. Diuna. Dżihad Butleriański kontynuuje tę znakomitą linię wydawniczą. Twarde, szyte okładki i znakomite grafiki wystarczyły, abym zgłosił się do recenzji książki.

Punkt wyjścia historii jest całkiem interesujący; Dżihad skupia się na buncie ludzkości wobec maszyn myślących, poprzedzającym akcję pierwszej Diuny o dziesięć tysiącleci. Pomimo dużego odstępu czasowego, wydarzenia z tej epoki silnie wpłyną na dalsze losy bohaterów, czyli na kształtowanie się rodów szlacheckich, odkrycie ważnych technologii i początek przeobrażeń społecznych, które zaowocują wykształceniem się Fremenów (ludzi pustyni, odgrywających bardzo istotną rolę w pierwowzorze).

Kompozycja fabuły budzi we mnie ambiwalentne odczucia. Historia nie poraża oryginalnością a niektóre jej fragmenty są przewidywalne. Z drugiej strony ciąg przyczynowo-skutkowy jest spójny i logiczny. Wydarzenia w naturalny sposób wynikają z decyzji podjętych przez bohaterów, a w trakcie lektury nie miałem wrażenia "wyciągania faktów z kapelusza". Fabuła stanowi częściową zamkniętą całość – część wątków zostaje rozwiązana dopiero w następnych częściach, pomimo tego akcja ma wyraźny (i epicki) punkt kulminacyjny.

Główną bohaterką książki jest Serena Butler, młoda i (oczywiście) piękna pani polityk, próbująca scalić sojusz ludzi przeciwko maszynom. Jak to zwykle we wszechświecie bywa – maszyny się zbuntowały, a ludzie utracili kilka kluczowych planet. Tutaj pojawia się młody i (oczywiście) odważny wojskowy Xavier Harkonnen, z tych co to niejednego tostera mają na koncie. W przerwach pomiędzy ratowaniem ludzkości, świata i okolic, dwójka ta (Serena i Xavier, bez tostera) zajmuje się starym, dobrym migdaleniem po krzakach. Miłośnicy klasyków SF pokroju Barbarelli nie mają tu czego szukać – erotyki jest w książce mało i jest ona raczej z gatunku "pościelowej" a nie "ginekologicznej". Niezbędny jest też Ten Trzeci – w tej roli wystąpi młody i nieuświadomiony klasowo Vorian Atryda.

Postaci jest oczywiście dużo więcej, w końcu epickość serii zobowiązuje. Niestety – im ważniejsza dla fabuły jest to postać, tym gorzej dla jej wiarygodności i wyrazistości. Losy bohaterów drugiego planu budzą znacznie więcej emocji niż perypetie wymienionych powyżej.

Absolutną rekordzistką jest tutaj główna bohaterka, której przedstawienie, mogłoby rywalizować naiwnością i schematycznością z kreacjami z Mody na sukces. Miłośnicy Diuny – czujcie się ostrzeżeni, postaci kobiece w Dżihadzie nie dorastają Waszym ulubionym bohaterkom do pięt. Zamiast erotyzmu i dworskich mezaliansów, mamy tutaj dwudziestokilkulatkę o psychice naiwnej "szesnastki". Niestety, podobna choroba dotyka pozostałych dwóch głównych bohaterów, którzy mimo że zostają przedstawieni jako fachowcy i specjaliści, zachowują się rażąco nieudolnie. Dlatego też wiarygodność i spójność wizji przedstawionej w książce bardzo na tym traci. Trzeba sporej dozy dobrej woli (lub alkoholu) aby czytać całość bez narastającej irytacji.

W zwalczeniu tego uczucia nie pomaga język, jakim jest napisana książka. Dialogi chwilami porażają nadęciem i sztucznością. Osoby uczulone na amerykański patos winny opuszczać niektóre wypowiedzi Sereny. Heroina nie ma zbyt wiele mądrego do powiedzenia, a nerwy trzeba oszczędzać. Z drugiej strony – zdarzają się też perełki i wyjątkowo celne powiedzonka. Absolutnym cacuszkiem są tutaj próby opowiadania dowcipów przez jedną z maszyn (Ani chybi jakiś daleki przodek HAL-a).

Skoro już o języku mowa, nie sposób nie wspomnieć o opisach i wyrazistości wizji. W tym aspekcie Dżihad przypomina swoją sławną poprzedniczkę. Ponownie mamy do czynienia z urzekającą egzotyką, naszpikowaną odniesieniami do kultury arabskiej i orientalnej. Wizje światów tworzących uniwersum Diuny porywają i stanowią świetną pożywkę dla erpegowców lubujących się w SF. Z powodu nadmiernej prostoty glosariusza, znajomość pierwotnego uniwersum ułatwia czerpanie przyjemności z lektury. Da się Dżihad czytać i bez znajomości heksalogii, jednak traci się wtedy część smaczków.

Podobnie jak Kroniki Diuny,Dżihad to klasyczna space opera w stylu retro, w której rozwój technologii nie stanowi prostej ekstrapolacji obecnej wiedzy naukowej. Mało tu fizyki, dużo za to efektownych i głośnych wybuchów w próżni. Z całą pewnością, jest to książka dla miłośników "bardziej fiction niż science". Elementy naukowe, które przesądziły o sukcesie Diuny stanowią jednocześnie piętę achillesową Dżihadu. Nie ma tutaj przekonującej i wiarygodnej ekologii, nie ma też zbyt wiele problemów o podłożu religijnym lub seksualnym. Najnowsza odsłona cyklu dryfuje w stronę literatury przygodowej, pozbawionej głębszych ambicji. Gorzej, że te braki stara się pokryć patosem, którego stężenie może być dla niektórych nieznośne.

Przy wszystkich wadach i niedociągnięciach, to ciągle niezła książka, czyta się ją płynnie i bez większych przestojów. Jedyne pauzy, jakie robiłem były spowodowane patosem i głupim zachowaniem bohaterki – ot taki intelektualny detoks. W płynności czytania bardzo pomaga dobre tłumaczenie i znakomita redakcja - zdania czyta się "naturalnie", nie trzeba rozważać "co autor miał na myśli". Choć Dżihad i nowe wydanie Diuny tłumaczyły różne osoby (odpowiednio: Andrzej Jankowski i Marek Marszał) to jednak przekłady są spójne. Grafiki Wojciecha Siudmaka, oprócz walorów czysto estetycznych, dobrze korespondują z fabułą i nastrojem książki.

Wrażenia z lektury bardzo silnie zależą od początkowego nastawienia Czytelnika. Jeśli spodziewacie się wiarygodnej i głębokiej powieści, na miarę oryginału – zawiedziecie się. Jeśli macie ochotę na przeniesienie się w egzotyczny i barwny wszechświat a przy tym potraficie przymknąć oko na naiwność bohaterów i przewidywalną fabułę – książka może się Wam spodobać. Bo to piekielnie ładny kawałek przeciętnej książki.
8.5
Ocena recenzenta
4.69
Ocena użytkowników
Średnia z 8 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Diuna. Dżihad Butleriański (The Butlerian Jihad)
Cykl: Legendy Diuny
Tom: 1
Autor: Brian Herbert, Kevin J. Anderson
Tłumaczenie: Andrzej Jankowski
Autor okładki: Wojciech Siudmak
Autor ilustracji: Wojciech Siudmak
Wydawca: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: luty 2008
Liczba stron: 696
Oprawa: twarda z obwolutą
Format: 150 x 225 mm
Seria wydawnicza: Diuna
ISBN-13: 978-83-7510-099-0
Cena: 49,90 zł



Czytaj również

Droga do Diuny
Droga do Franka Herberta
- recenzja
Paul z Diuny - Brian Herbert, Kevin J. Anderson
Jest woda na pustyni!
- recenzja
Wichry Diuny - Brian Herbert, Kevin J. Anderson
Powrót na pustynię
- recenzja

Komentarze


beacon
   
Ocena:
0
Niezła, kompletna recenzja. O!
27-04-2008 12:47
Pietia
   
Ocena:
0
Ta książka nie zasługuje na takie wydanie. Co najwyżej paperback na papierze makulaturowym...
27-04-2008 13:20
Alkioneus
   
Ocena:
0
Recenzja jest tak sprawnie napisana, jak nędzna jest ta książka. Placek dla Ezechiela. Nie wiem, czy wyciągnąłbym więcej pozytywów z tego koszmarka. Osobiście dla mnie to najsłabsza pozycja na mojej półce.
29-04-2008 01:05
~Tomasz

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Moim zdaniem książka jest świetna. Wciągająca, pełna magii jaką miała Diuna, na pewno warta przeczytania.
07-11-2008 18:34

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.