string(15) ""
» Blog » Czy recenzent powinien lubić to, co opisuje?
25-11-2016 23:40

Czy recenzent powinien lubić to, co opisuje?

W działach: pisanina | Odsłony: 443

W chwili, gdy powstaje ten tekst, powoli piszę sobie recenzję Valiant Hearts, która powinna zostać opublikowana kilka dni przed nim. Valiant Hearts to niezła gra, posiada jednak bardzo poważną wadę, której nie mogę ująć w tekście. Jest przygodówką, a wychodzi na to, że ja przygodówek nie lubię.

 

Nie będę może wchodził za bardzo w szczegóły i rozdrabniał się nad tym, dlaczego rzeczonych gier nie lubię. Zajmiemy się samym rozważaniem tego, czy recenzent powinien lubić to, o czym pisze. Dość powszechnie zarzuca się, że recenzent z tego lub innego serwisu czy bloga kipi nienawiścią do jakiegoś gatunku bądź tytułu. Zwłaszcza jeśli akurat zdarzyło mu się wystawić negatywną ocenę.

 

Zdroworozsądkowe rozwiązanie tematu:

 

W początkach internetu, kiedy jeszcze dość aktywnie działałem w różnych zinach i na serwisach, wychodziłem z dość idealistycznego założenia, że problem jest nieistotny, bowiem prawdopodobieństwo tego, że recenzent weźmie na siebie omawianie tytułu należącego do gatunku, którego nie lubi jest bardzo małe. Zwłaszcza w sytuacji, gdy czas nas nie goni, nikt nam za nic nie płaci, nikt nas nie zmusza i tylko my sami dobrowolnie poświęcamy czas, by wzbogacić świat opowiadając o naszym doświadczeniu.

 

Po latach muszę powiedzieć, że założenie to (jeśli odjąć od niego młodzieńczy idealizm) było bliskie prawdy. Po piętnastu latach zabawy w recenzowanie muszę powiedzieć, że przypadki, gdy ktoś podejmuje się pisania o gatunku, z którym nie sympatyzuje, są w mediach nieprofesjonalnych rzadkie. Nie ma bowiem sposobu, żeby wyciągnąć tekst od autora na temat, o którym nie ma ochoty pisać. Zresztą w pisaniu profesjonalnym także zebranie tekstów od ludzi jest trudne.

 

Problemem nie jest to, że ludzie prześcigają się w złośliwościach, tylko znalezienie chętnych i ściągniecie tekstów o kiepskich produkcjach. Ludzie biorą egzemplarze recenzenckie, doczytują lub dogrywają je do połowy i rzucają w kąt, a pisania nawet nie zaczynają. Potem trzeba za nimi wydzwaniać, wypisywać maile i łazić godzinami, żeby oddali tekst. I nie ma w tym nic dziwnego. Tylko idiota będzie czytał kiepską książkę, grał w marną grę lub oglądał słaby film albo anime, kiedy może zajmować się czymś innym.

 

Dlatego recenzje – zarówno w świecie profesjonalnego, jak i amatorskiego dziennikarstwa – pisze pewna dość specyficzna grupa ludzi. Są to najczęściej osobnicy, którzy czerpią przyjemność z zabawy w redakcję, uważający, że ich misją jest głoszenie prawdy. Nie jest też prawdą, że redakcje celowo zaniżają oceny, by zwiększyć wyświetlalność. Owszem, bywają recenzenci, którzy krytykują dla draki, ale podbijanie sobie popularności w ten sposób wymyślił ktoś, kto nigdy niczego nie opublikował. Palnąć pięć gwiazdek na pięć gdzieś koło tytułu to najlepszy sposób, by zwiększyć poczytność tekstu o dobre 20-30 procent. Niska nota powoduje dokładnie taki sam efekt, tylko w drugą stronę.

 

Najgorsza plaga – bezkrytyczny fanboj:

 

Większym problemem są bezkrytyczni fanboje, którzy piszą recenzje na zasadzie „dziękuję wydawcy za piękna książkę”, albo też dają oceny 10/10 tylko dlatego, że produkt jest z Japonii, bo wiadomo, że wszystko co japońskie jest najlepsze: gry, książki, kreskówki, filmy…

 

Nie jest to prawda. Barachło to barachło, niezależnie od tego, gdzie zostało wydane i w jakim kraju zostało nakręcone. Niestety różnego rodzaju otaku są dosłownie zaślepieni swoją pasją, w efekcie czego nie potrafią dostrzec oczywistych wad jakiegoś produktu.

 

Fanboje są problemem, bo robią reklamę rzeczom bezwartościowym, tylko naciągając ludzi, którzy kupując dany produkt tracą pieniądze i czas. Szkodzą też swojemu hobby, bowiem ludzie, którzy raz się nacięli, nie wezmą teraz danego produktu i więcej do tej tematyki nie powrócą.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Kanibal77
   
Ocena:
+1

dość poważnie pokłóciłem się z kolegą z roku, który właśnie był milośnikiem hip-hopu. Ja osobiście tej muzyki nie lubię. Niestety dyskusja zeszła na argumenty i mój przeciwnik mnie całkowicie zmiażdżył. Powód był prosty: o hip-hopie nie wiedziałem (i dalej nie wiem) nic, oprócz tego, żee działa mi na nerwy. Jedyny argument, który potrafiłem podnieść, odnosił się do kwestii estetycznych.

Ja bym to z kolei nazwał syndromem Magii i Miecza, też ze względu na osobiste doświadczenia, bo miałem swego czasu bardzo podobnie jak Ty.

W czasach kiedy miałem 12 lat odkryłem zespół zwany Metallicą i czasopismo Magia i Miecz. Pomimo wielu nieocenionych zasług dla polskiego rpg, przyznać trzeba, że, jakbyśmy to dziś ujęli, redakcja MiMa często zalatywała cebulą. I to tak mocno dość.

Dowiedzieć się można było z felietonów zamieszczonych w tym wspaniałym magazynie, jakim to odmóżdżonym neandertalem w dresie, bez krztyny gustu trzeba być, żeby słuchać hip hopu, oraz jak wartościowym człowiekiem jesteś, jeśli słuchasz jakiejś odmiany rocka, albo folku.

I wiele osób w to uwierzyło. Np. ja. Wiele innych doszło do podobnych wniosków, bo MiM opiniotwórczy był tylko w pewnym stopniu, za to w bardzo dużym był takim papierkiem lakmusowym, pozwalającym ustalić PeHa w środowisku rpg.

Tak czy siak w ludzkiej psychice jest coś takiego, że bardzo łatwo uwierzyć, że jest się jakimś rodzajem nadczłowieka, bo ma się blond włoski i niebieskie oczka, czy też dlatego, że słucha się konkretnego rodzaju muzyki.

Dziś sam jestem dziadkiem, jak to mawiał starszy pan w reklamie niemieckich mordoklejek i dostrzegam tu pewne myślenie w stylu Kalego, które się w tym wszystkim kryło. Odrzucaliśmy hip hop nie mając o nim żadnego pojęcia, jednocześnie oburzając się kiedy ktoś wrzucał do jednego worka naszą muzykę. I serio, nie błysnąłeś wykłócając się z ziomeczkiem ze studiów za jedyny argument mając ,,bo mie sie nie podobuje, a jo sie znom,, I uważam, że mam prawo do krytykowania Ciebie, ponieważ przyznaję uczciwie, że i ja nie raz i nie dwa postąpiłem dokładnie tak jak i Ty. Jak ostatni wieśniak w skrócie mówiąc.   

Chyba się starzeję, bo teraz kiedy myślę o przekonywaniu miłośnika wigilijnego karpia, że wielkanocne jajko jest lepsze, strasznie głupie mi się to wydaje.

P.S. Jeśli akurat nie słuchasz rocka, tylko jazzu n.p. to przepraszam, za tendencyjne założenie, że słuchasz tego co większość tutaj.

26-11-2016 03:02
lastname
   
Ocena:
0

ja bym to z kolei nazwał syndromem Magii i Miecza, też ze względu na osobiste doświadczenia, bo miałem swego czasu bardzo podobnie jak Ty.

Na szczęście ja wychowałem się na Polterze, Valkirii i polskich blogerach. Dzięki nim moja wiedza nt. RPG jest rozległa jak Wisła szeroka.

Bo powszechnie wiadomo, że "Gygax mógł pisać sobie co chciał". 

 

26-11-2016 09:19
TO~
   
Ocena:
0

Dowiedzieć się można było z felietonów zamieszczonych w tym wspaniałym magazynie, jakim to odmóżdżonym neandertalem w dresie, bez krztyny gustu trzeba być, żeby słuchać hip hopu

Cosik mi się wydaje, że opinie takie były pisane przez osoby, które miały problemy na dzielni z ziomalami :)

Ale jest coś w tym, co piszesz. Mi sporo czasu zajęło, żeby umieć docenić nie tylko metal/rock/folk/elektronikę/klasykę, ale też "zajawki spuściportów" :)

26-11-2016 18:48
Kanibal77
   
Ocena:
0

Możliwe, że mieli problemy z ziomkami. Wydaje mi się zresztą, że in the nineties ta wojenka metale versus ziomki była ostrzejsza, a teraz to przygasło, ale nie dlatego, że rozejm, tylko ogólnie wszystko tera takie jakieś rozmemłane i niedosolone. A w 90 co druga to była Petra, a co jeden to Mansfeld if ya know what I saying...

27-11-2016 15:09
lastname
   
Ocena:
0

A w 90 co druga to była Petra, a co jeden to Mansfeld if ya know what I saying...

To coś jak Kastor udający Adirę?

 

27-11-2016 19:11
Kanibal77
   
Ocena:
0

Tak, Nie. Nie wiem. Chyba.

Chodziło mi o to, że wtedy ludzie chętniej walczyli za swój mojszyzm zarówną siłą argumentu jak i argumentem siły. Obecnie zaś mamy marazm, zblazowanie, degrengoladę i inne słówka, które warto rozmieścić w rozprawce by pani od Polaka doceniła nasz bogaty zasób słów.

27-11-2016 21:04
Torgradczyk
   
Ocena:
0

A ja sądzę, że recenzent powinien być przede wszystkim szczery. Wobec czytelnika i wobec siebie. Nie lubisz przygodówek, ale z jakiegoś powodu postanowiłeś zrecenzować jedną z nich? A dlaczego nie? Tylko napisz uczciwie, że nie znasz tego gatunku od podszewki. Przecież to nie grzech. Przecież gry nie są tylko dla znawców gier. A może właśnie Twoja recenzja będzie bardziej wartościowa, bo ocenisz grę jako ktoś z zewnątrz, spojrzysz na pewne jej elementy świeżym niespaczonym okiem. Najgorsze co może być w recenzji to udawanie. "Nie lubię gier Blizzarda, no ale przecież tego nie napiszę, bo będzie, że jestem nieobiektywny." A może właśnie nie jesteś, co nie oznacza, że nie masz prawa pisać recenzji, ale okłamywanie czytelnika już nie jest w porządku.

Jest jeszcze inny wątek, który chciałem poruszyć - recenzja to tak samo tekst. A teksty podlegają krytyce. Autor recenzji, tak samo jak jakikolwiek inny autor, powinien umieć odnieść się do zarzutów pod adresem swojego dzieła trochę bardziej konstruktywnie niż: "to jest recenzja! mam prawo krytykować!"

29-11-2016 14:50
zegarmistrz
   
Ocena:
+1

Kanibal77: jak się puści dzisiejszy hiphop i disiejszy metal, to często nie da sie poznać różnicy, bo jedno i drugie brzmi jak pop w stylu jakiejś Britney Spearks. Więc o co się bić? Dwa, że dzisiejsza młodzież to najczęściej jedynaki, których rodzice boją się wypuszczać z domów, żeby nie zabili się na klatce schodowej.

30-11-2016 01:14
Exar
   
Ocena:
+1

Pewnie każdy zna:

https://www.youtube.com/watch?v=wtZSEQQZkDM (od 18 lat).

(oczywiście brecht, że typy grają w planszówkę albo inne D&D -1'13")

30-11-2016 10:03

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.