» Artykuły » Inne artykuły » Czarownice z Salem - amerykańska Inkwizycja

Czarownice z Salem - amerykańska Inkwizycja

Czarownice z Salem - amerykańska Inkwizycja
O Salem słyszał chyba każdy. Osławione czarownice stały się wdzięcznym tematem wielu książek, opowiadań, a także znanej sztuki i filmu Arthura Millera The Crucible.
Jednak z biegiem czasu historia ta doczekała się tak wielu interpretacji i tak obrosła w legendę, że niewiele osób już pamięta, o czym jest ona naprawdę. Niewiele osób wie także, że procesy nie są związane z miastem Salem, ale z wioską o tej samej nazwie, dzisiejszym Danvers w stanie Massachuetts. Tak samo mało osób zdaje sobie sprawę, że procesy o czary w Nowej Anglii miały miejsce w czasach, kiedy w Europie królował niepodzielnie zdrowy rozsądek, czyli w 1692, a nie jak niektórzy chcieliby wierzyć- w średniowieczu.

Europejskie korzenie Salem

Wielu historyków jest zdania, że Salem rozpętano właśnie przez europejskie dziedzictwo Amerykanów, przy czym wymienia się, co najmniej kilka czynników, ale ja pozwolę sobie przytoczyć tylko najważniejsze: nadgorliwość religijna, kiepski stan wiedzy medycznej, kaleki system prawny i wewnętrzne napięcia społeczne.

Zacznijmy od kiepskiego stanu wiedzy medycznej. Mnóstwo fenomenów przyrody oraz tajemnice medycyny wciąż stanowiły dla ludzi zagadkę w XVIII wieku. Nie należy więc dziwić się, iż nagłe przypadki choroby lub śmierci były nieodmiennie kojarzone ze stanem ludzkiej duszy i dziełem szatana, mimo iż medycyna rozwijała się prężnie. W szczególności na takie oskarżenie narażone były akuszerki, czyli dzisiejsze położne. Uważano, że dziecko nie mając kontaktu z nikim oprócz niej musiało paść ofiarą jej złego uroku. Z powodu bardzo wysokiej umieralności noworodków, braku wiedzy o chorobach płodu i przede wszystkim chęci zemsty zrozpaczonych rodziców, oskarżenia takie padały nader często. Dotyczyło to również chorób osób dorosłych. W sytuacji, kiedy o zrozumieniu wielu praw biologicznych nie może być jeszcze mowy, nietrudno o pomyłki, a co dopiero o rzeczowe podejście do diagnozowania chorób ciała i umysłu.

Diagnoza choroby polegała na dokładnym przestudiowaniu ciała chorego. Jeżeli nie znaleziono widocznych oznak choroby na skórze, chorobę uznawano za dopust boży. Znano, co prawda, i stosowano zielarstwo, ale wraz z rozwojem nowej kasty społecznej – lekarzy - część wiedzy o ziołach uległa zapomnieniu, w większości przez ignorancję samych medyków. W Salem dodatkowo dochodzi nam inny czynnik - nawet najbardziej światłe umysły musiały działać na biegu wstecznym, gdyż podstawą zrozumienia świata była Biblia, napisana ponad półtora tysiąca lat wcześniej. Odczytywano ją bardzo dosłownie, co nie pomagało bynajmniej w rozsądnym diagnozowaniu choroby, za to umacniało mnóstwo przesądów i krzywdzących opinii.

Piekło - niebo

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej zawsze szczyciły się ogromną tolerancją swoich obywateli. Wynika to z początków osadnictwa na ich terenie - większość pionierów uciekała z Europy przed prześladowaniami religijnymi i etnicznymi, mając nadzieję na znalezienie miejsca, gdzie będą mogli w spokoju żyć po swojemu. Należeli do nich np. Kwakrzy, Żydzi czy Anglikanie. Czterema koloniami, które od początku były założone z myślą o rządach teokratycznych, były Massachusetts (w nim znajdowało się Salem), New Haven, Maryland i Pennsylvania.

Grupą religijną tworzącą Massachusetts, czyli i naszą wioskę Salem, byli Purytanie. Znamienne dla wyznawców tego odłamu anglikanizmu były surowy tryb życia i obsesyjny wręcz fatalizm, który nakazywał im dopatrywać się diabelskich podszeptów w każdej przyjemności. Zakazane były na przykład taniec i orgazm. Bardzo rygorystycznie dbano też o moralną i cielesną czystość młodzieży, zwłaszcza dziewcząt, gdyż kobieta była według nich istotą z natury zepsutą. Podstawą edukacji i filarem moralnym Purytan była, jak już wspomniałam, Biblia odczytywana przez nich bardzo dosłownie. Jednym z powodów ich emigracji z terenów Wielkiej Brytanii, był zbytni laicyzm tamtejszego społeczeństwa. Wierzyli oni także w przepowiednię, że możliwe jest istnienie Królestwa Bożego na Ziemi i, oczywiście, sami chcieli stać się jego założycielami. Jak się jednak wkrótce okazało, droga do piekła wybrukowana jest dobrymi intencjami...

Dura lex sed lex

I tu dochodzimy do kluczowego czynnika napędzającego procesy w Salem, a wynikającego w dużej mierze z kwestii religii - do prawa. Jurysdykcję nad Nową Anglią sprawowała oczywiście Anglia, a jeden z jej wcześniejszych władców - Jakub I Stuart – umożliwił około roku 1600 uchwalenie tzw. Witchcraft Act, czyli ustawy o czarach (obowiązującej w Szkocji). Wynikało ono z dwóch zapisów pojawiających się w księgach Starego Testamentu. Jeden z nich to osławione "Nie pozwolisz żyć czarownicy"¹ a drugie, mniej znane to "Jeżeli jaki mężczyzna albo jaka kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, będą ukarani śmiercią."². Zapisy te, w oryginale mające całkiem inne znaczenie, stały się podstawą oskarżeń o czary i były inspiracją do napisania słynnego Malleusa. Były również obowiązującym prawem w mniemaniu Purytan, uważających teokrację za naturalny porządek rzeczy. Dziś może nam się wydawać dziwaczne lub co najmniej nierozsądne, aby Pismo Święte traktowano jako wiarygodne źródło ustawodawcze, ale pamiętajmy, że Purytanie byli społeczeństwem wyznaniowym.

Z rodziną najlepiej na zdjęciu.

Upatrywano się różnych przyczyn dziwnego zachowania oskarżających dziewcząt z Salem. Jako że z początkowych dwóch osób zrobiło się całe stadko dotkniętych czarami historycy przypuszczali, że mogło to być zatrucie pokarmowe wynikające ze spożywania źle przechowywanej żywności lub sporyszu, obecnego w pszenicy. Obecnie jednak uważa się, że przyczyną dramatycznego obrotu sprawy były silne powiązania rodzinne i walka o ziemię.

Faktem jest, że ekonomia ziemi graniczących z terytorium Indian, czyli takich jak nasza wieś Salem, zależała wyłącznie od rolnictwa. Ze względów klimatycznych i pogodowych, nawet największe połacie ziemi mogły nie wystraczyć do zaspokojenia potrzeb średniej wielkości rodziny, stąd osiedlający się Purytanie często zapuszczali się w leśne ostępy, zagrabiając ziemię należącą do wrogich im plemion indiańskich. Terror był więc wszechobecny, tym bardziej, że w styczniu 1692 roku miała miejsce niezwykle brutalna potyczka kolonistów z plemieniem Abenaki w miejscowości York, w stanie Main.

Innym, potwierdzonym historycznie faktem jest istnienie dwóch zwalczających się frakcji na terenie gminy Salem. Pierwszą byli Putnamowie - największa rodzina na terenie Salem. Zajmowali się głównie rolnictwem i wiedli proste życie w zgodzie z purytańskimi nakazami religii. Początkowo wiodło im się świetnie, ale ich bogactwo zaczynało topnieć. To oni udzielili ogromnego wsparcia pastorowi Parrisowi. Druga rodziną byli Porterowie - najbogatsza rodzina w okolicy Salem. Oprócz uprawy ziemi, zajmowali się także handlem w całej Nowej Anglii, a nawet na Karaibach. Ich majątek był znaczny i wciąż rósł, tak jak ich wpływy na lokalną politykę.

Przypuszcza się, że spór obu rodzin zaczął się jakieś 20 lat przed procesami, kiedy zapora leżąca na terenach Porterów zalała pola należące do rodziny Putnamów. Kilka lat później Putnamowie złożyli wniosek o uniezależnienie osady Salem od władz miasta Salem. Jak nietrudno się domyślić, Porterom pomysł się nie spodobał i od tej pory zawsze stawali w opozycji do Putnamów. Przybycie nowego pastora, Samuela Parrisa, do osady Salem tylko zaogniło konflikt między tymi dwoma obozami.

Dodatkowo sprawę własności ziemi utrudniały skomplikowane powiązania rodzinne. Purytanie, mimo swojej osławionej oziębłości seksualnej, zakładali duże rodziny, co znacznie utrudniało sprawę podziałów majątkowych.

Nudy, nudy, nudy…

Społeczność Purytan nie miała do zaoferowania dorastającym pannom nic ciekawszego niż kółko hafciarskie albo szkółka niedzielna. Dlatego też pojawienie się w osadzie nowych mieszkańców było dla młodych, spragnionych jakiejkolwiek rozrywki dziewcząt nie lada gratką. Takim powiewem świeżości w wiosce Salem, była rodzina Parrisów. Głowa rodziny, Samuel Parris, był nowym kaznodzieją. Przyciśnięty do muru przez bardzo słabą kondycję finansową i kiepski stan zdrowia rodziny, Parris początkowo zgodził się na skromne warunki oferowane przez mieszkańców Salem, ale wkrótce zaczął targować się ze swoimi nowymi parafianami. I to tym zacieklej, że dwaj jego poprzednicy sami zrezygnowali z powodu problemów z egzekwowaniem pensji.

Rodzina Parrisów liczyła w sumie cztery osoby - patora, jego żonę, dziewięcioletnią córkę Betty oraz jedenastoletnią siostrzenicę Abigail Williams. Wraz z nimi przybyli ich
niewolnicy - Tituba i John Indian. Zarówno pochodzenie służby wielebnego Parrisa, jak i jego osobiste wojaże były dla mieszkańców wioski świetnym tematem do plotek.5 Źródła informują, że wiele młodych dziewcząt zbierało się w domu państwa Parrisów i urządzało niemądre, ale w sumie nieszkodliwe dziewczęce zabawy, na przykład zaglądnie do szklanki z wodą i białkiem jaja kurzego, aby ujrzeć zawód przyszłego męża. Wiele mówi się też o roli egzotycznych opowieści Tituby podczas tych spotkań, które miały rozpalić wyobraźnię dziewczynek. Jednak historycy, którzy podczas badań zrehabilitowali ostatecznie jej postać, uważają, iż nie można tego brać na poważnie. Wszystkie przytaczane przez źródła opowieści nie mają bowiem nic wspólnego z prawdziwą tradycją voodoo i są typowymi, europejskimi wyobrażeniami diabła i rzemiosła wiedźmy.

Kto cię dręczy?

Zabawy skończyły się wraz z chorobą Abigail i Betty - 20 stycznia dziewczynki miały napady konwulsji, krzyczały, że są gryzione i kłute. Samuel Parris, wraz z innymi pastorami z okolicy, modlił się za zdrowie dziewcząt, jednak nie przynosiło im to wyraźniej ulgi. Wreszcie, nakłonione przez dorosłych, dziewczęta podały imiona osób, które je dręczą. Były to niewolnica Tituba, bogata wdowa po Robercie Prince - Sarah Osborne i Sarah Good, należąca do miejscowej biedoty.

Teoretycznie wszystkie te kobiety nie mają ze sobą nic wspólnego, kiedy przyjrzymy się tym postaciom zauważymy jednak, że wszystkie one są winne naruszenia obowiązujących w Salem norm społecznych. Tituba miała niepożądane pochodzenie, kolor skóry i była poganką. Sarah Osborne usiłowała zagarnąć majątek po zmarłym mężu dla siebie i obecnego małżonka, kosztem swych dwóch nieletnich synów. Odmawiając synom należnej im pozycji i ekonomicznej przewagi w społeczeństwie, osłabiała przyszłych sprzymierzeńców rosnącego w siłę lokalnego przymierza Putnamów, sprawujących pieczę nad wypełnieniem ostatniej woli jej zmarłego męża. Sarah Good jest natomiast ucieleśnieniem stereotypu czarownicy - zaniedbana i opryskliwa często wdawała się w kłótnie. Była urodzona i wychowana w dobrobycie, ale po śmierci ojca została właściwie z niczym, co przesądziło o jej dalszym losie - jej pierwszy małżonek, niezbyt majętny, również zmarł zostawiając jej jedynie długi w spadku, a drugi mąż ledwie zapewniał im wyżywienie i dach nad głową. Goodowie najmowali się do pracy u sąsiadów, którzy zapewniali im w zamian wikt i dach nad głową. Jednak konfliktowy charakter Sary nie przysparzał jej przyjaciół przez co często zmieniali chlebodawców. To sprawiło, że rodzina Goodów była coraz większym ciężarem dla społeczności Salem.Wybór dziewcząt był więc wszystkim na rękę.

Czy przyznajesz się do winy?

Paradoksalnie, osoby przyznające się do czarownictwa zachowywały przez jakiś czas życie. Podczas przesłuchania czarownicy można było przecież zdobyć wszelkie informacje dotyczące spisku ciemnych mocy. Wiązało się to jedynie z pewnym moralnym dyskomfortem ze strony oskarżonego - trzeba było wplątywać w intrygę innych członków społeczeństwa.

Z pierwszych trzech aresztowanych osób jedynie Tituba przyznała się do uprawiania magii. Jednak w jej przesłuchaniach możemy znaleźć fragment o tym, że została pobita przez wielebnego Parrisa, który kazał jej wyznać winę. Sarah Good, ułaskawiona do czasu porodu, została powieszona 19 czerwca 1692 roku, wkrótce po śmierci urodzonego przez nią dziecka. Jednak przed śmiercią wskazała Sarę Osborne jako winną diabelskiego spisku, rozpoczynając tym samym lawinę oskarżeń i pomówień. Sama Osborne, nie wskazawszy żadnych spiskowców i zapewniając o swojej niewinności, nie dożyła swojego procesu i zmarła w więzieniu 10 maja 1692 roku w wieku 49 lat.

Zbiorowa histeria

Wkrótce po pierwszych przesłuchaniach zaczęli zgłaszać się inni mieszkańcy wioski Salem, skarżący się, że rzucono na nich urok. Sędziowie John Hathorne, William Stoughton i Jonathan Corwin mieli pełne ręce roboty- oskarżono i osadzono w aresztach niemal 200 osób, 19 powieszono, jedną zabito podczas przesłuchania, co najmniej 4 zmarły w więzieniu (przypuszcza się, że mogło być ich około 17).

Większość oskarżonych już była wcześniej karana za uprawianie praktyk magicznych, lub inne drobne przewinienia. Wkrótce jednak zaczęto oskarżać osoby wpływowe i o nieposzlakowanej opinii. To skłoniło sędziów do przemyśleń, a Thomasa Brattle, członka Royal Society of Science i jego wybitnych kolegów (między innymi Isaaka Newtona), do opublikowania listu kwestionującego zasadność oskarżeń. List ten przeczytał także gubernator Phips i zakazał dalszych aresztowań oraz rozpatrywania skarg w sprawach posądzenia o czary. Mimo, że pozwolił kontynuować część procesów, skazanych natychmiast ułaskawił.


Święci i Przeklęci.

Jak w każdej słynnej historii, i w Salem znalazły się barwne postaci oraz legendy. Najsłynniejszym bodajże przypadkiem była sprawa Gilesa Cory.

Ponieważ zwyczajem była konfiskata majątku skazanych o czary, ponad siedemdziesięcioletni Corey, który na przykładzie wcześniejszych rozpraw wiedział, że jest bez szans, odmówił przyznania się do winy. Potajemnie wysłał z więzienia swój testament do rodziny i spokojnie oddał się do dyspozycji organów sądowych. W ten sposób podpisał na siebie wyrok śmierci - w tamtych czasach, aby nakłonić oskarżonego do zeznań można było zastosować formy nacisku fizycznego, zwanego piene forte et dure i to w bardzo dosłownym tego słowa znaczeniu. 19 września Giles Cory został wyprowadzony na otwartą przestrzeń, po czym położono go na ziemi i kładziono mu kamienie na klatce piersiowej. Ponieważ odmawiał przyznania się do winy, kontynuowano torturę, dotąd aż wreszcie został przygnieciony kamieniami na śmierć. Najprawdopodobniej jest to jedyny udokumentowany przypadek zastosowania takiej kary.

Inną barwną historią jest klątwa Sary Good. Przed wykonaniem wyroku, zawsze proszono ofiarę o ostateczne wyznanie winy. Jednak złośliwa Sara Good rzuciła wielebnemu Nicholasowi Noyes, że "jest ona wiedźmą tak jak on czarownikiem i jeśli odbierze jej życie, to Bóg każe pić mu krew". W 1717 r. wielebny Noyes zmarł w wyniku krwawienia wewnętrznego, krztusząc się własną krwią.

Źródła historyczne nie podają, czy na ktoś rzucił klątwę na innych członków składu sędziowskiego, ale rodzina sędziego Hathorna zdawała się wierzyć w istnienie takiego przekleństwa. Wierzono w to głównie z powodu Philipa Englisha, majętnego kupca, który stracił cały majątek w wyniku konfiskaty spowodowanej uznania go winnym w procesach o czary. Wkrótce po procesach w Salem, rodzinny majątek Hathornów zajmujących się rolnictwem i transportem morskim, podupadł, a ich status społeczny znacznie spadł. Wkrótce rodzina zmieniła nazwisko na "Hawthorne", pod którym znany jest prawnuk sędziego - słynny Nathaniel, autor powieści i opowiadań o historii osadnictwa na terenach dzisiejszych Stanów Zjednoczonych.


Kara współmierna do winy

W stosunku do Inkwizycji europejskiej, która zebrała dość obfite żniwo, bilans procesów o czary w Salem wypada blado: 19 powieszonych, 4 - 13 zmarłych w więzieniu (źródła nie są zgodne co do tej liczby) oraz jedna osoba przygnieciona kamieniami podczas przesłuchania. Należy jednak pamiętać, że od pierwszych ataków Abigail Williams i Ann Putnam do rozwiązania sądu przez gubernatora Phippsa minęło jedynie 9 miesięcy.

Historycy są zgodni co do tego, że procesy o czary w Salem definitywnie zakończyły erę rządów teokratycznych w koloniach i uznaje się je za kamień milowy w tworzeniu się narodowej samoświadomości napływowych amerykanów. Ale na pewno nie zapowiadało ono, że – wtedy jeszcze zależne od korony brytyjskiej – nowe państwo stanie się jedną z największych potęg gospodarczych naszych czasów. Jeżeli cena ta była konieczna, aby cały przyszły naród mógł pojąć jak cenna jest wolność na każdym polu ludzkiej działalności, to śmiem twierdzić, że zapłata nie była wygórowana. No i sami powiedzcie – czy to wam nie pachnie cyrografem?

Linki:

- polskie:
Wikipedia;
pl.wikipedia.org/wiki/Procesy_o_czary

Strona grupy Wiedźma;
www.wiedzma.most.org.pl/pl/co=wiedzmy&wiedzmy=Wybrane+historie+zbiorowej+histerii.htm

- anglojęzyczne:
Famous American Trials;
www.law.umkc.edu/faculty/projects/ftrials/salem/SALEM.HTM

Salem, Massachusetts The City Guide;
www.salemweb.com/guide/witches.shtml

Salem Witch Trials Documentary archive and Transcription Project; www.iath.virginia.edu/salem/home.html

Wikipedia;
en.wikipedia.org/wiki/Salem_witch_trials


National Geographic: Salem Witchcraft Hysteria;
www3.nationalgeographic.com/salem/

Eyewitness to History;
www.eyewitnesstohistory.com/salem.htm

Religious Movements;
religiousmovements.lib.virginia.edu/nrms/salem.html

¹Księga Wyjścia 22:17; Tłumacznie według Biblii Tysiąclecia.
²Księga Kapłańska 20:27; Tłumacznie według Biblii Tysiąclecia.

Komentarze


KRed
   
Ocena:
0
"W stosunku do Inkwizycji europejskiej, która zebrała dość obfite żniwo, bilans procesów o czary w Salem wypada blado"

Jakie to zaskakujące... Przez kilka stuleci europejska Inkwizycja prześcignęła bilansem ofiar kilkumiesięczny proces, prowadzony w jednej wiosce... Zdanie jest logicznie poprawne, ale takie porównanie jest dziwaczne.

Z resztą jeśli już licytować się w bilansach to lepszy efekt dałoby porównanie liczby ofiar z Salem i tych z protestanckich polowań na czarownice w Europie (podobno przebili Inkwizycję).

A sam artykuł jest całkiem interesujący :)
22-04-2007 22:23
Johny
   
Ocena:
0
Fajny artykul :)
22-04-2007 23:13
rincewind bpm
   
Ocena:
0
Całkiem fajny art, ale wkradł się mały błąd: to chyba jednak nie był 1962 (jak pojawia się w kilku miejscach), tylko 1692 :)
22-04-2007 23:22
~kp

Użytkownik niezarejestrowany
    ignorancja?
Ocena:
0
Paskud trafia w sedno. Na to samo chciałem zwrócić uwagę...
Jakkolwiek zadziwiająco by to nie brzmiało dla ludzi wychowanych na hollywoodzkiej wersji historii, procesy o czary to domena protestantów!! Proszę poczytać życiorysy Lutera i Kalwina, proszę znaleźć na mapie Salem, proszę sięgnąć po dokumenty wyjaśniające PO CO powołano inkwizycję, polecam opracowania Konika i Ziemkiewicza...

Ech...
23-04-2007 00:39
Sting
    1962 na 1692...
Ocena:
0
...poprawione chyba wszędzie. Dzięki za czujność!
23-04-2007 06:47
~sahibjacek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jest tu wręcz filmowa postać Johna Willarda - zastępcy szeryfa w Salem, który proponował by powiesić oskarżające ludzi dziewczyny, a nie oskarżonych (ponieważ wiedział, że to wszystko jest hucpa). Natychmiast wniseiono przeciw Willardowi siedem oskarżeń o czary, złapano go i powieszono! W Salem łącznie oskarzono 150 osób.
Co ciekawe Corey został poddany torturze zgniatania niezgodnie z obowiązującym prawem, ponieważ kodeks stanowy zabronił stosowania tej tortury 50 lat wcześniej!!!
23-04-2007 20:48
Furiath
    Inkwizycji nie interesowały czary
Ocena:
0
tylko herezja. Nie mylcie procesów o średniowiecznych procesów o czary wytaczanych heretykom (np. katarom) od typowo świeckiej (pozakościelnej) manii łowców czarownic czasu rozumu znaczy Oświecenia.

Bo Kościół długo uważał czarownice za przygłupie proste baby, które wygadują bzdury i najczęściej po oświadczeniu "czarami nie będe się juz zajmowała" wypuszczał. Krwawe polowanie na czarownice rozpoczeło się, gdy władza świecka zaczeła ścigac to jako przestepstwo same w sobie - bo tylko ona miała prawo karania smiercią.
23-04-2007 21:05
teaver
    Dziękuję za komentarze! :)
Ocena:
0
Gwoli wytłumaczenia - w Salem zginęło 20-30 osób podczas procesów o czary, ale w Szkocji to samo prawo działało o wiele dłużej i udokumentowano zaledwie kilka przypadków skazanych "wiedźm".

Pominęłam też fakt, że około 90% skazanych to kobiety.

Nie przyklejałabym też metki Inkwizytora protestantom, gdyż sam Malleus Maleficarum (Młot na Czarownice) wyszedł spod pióra dwóch dominikańskich zakonników.

Protestanckie procesy charakteryzowała również duża liczba skazanych w krótkim okresie czasu, a katolicy prześladowali heretyków długo i namiętnie. Co wcale nie musi znaczyć, że ofiar było mniej. :) Spotkałam się nawet kiedyś ze stwierdzeniem, że Inkwizycja pochłonęła tyle ofiar co II WŚ. Nie wiem na ile można takie szacunki uznać za prawdę historyczną.
23-04-2007 21:08
Furiath
    Hyhy
Ocena:
0
niestety, liczba ofiar polowań na czarownice nie jest znana nikomu (mówię o Europie). historycy opierają się głównie o szacunki, a te bywają bardzo mylne - w zalezności od rzetelności i wypobraźni historyka (znane nam również w Polsce fantastyczne dane prof. Baranowskiego, których mylnośc wykazała dopiero doktorantka prof Tazbira Małgorzata Pilaszyk).

Te, które są policzone wskazują bardzo tak nieskie cyfry, ze nie mozna ich zunac za wiarygodne (bardzo duzo ofiar to samosądy)

Ciekawostka - policzyć i wypisac znane przypadki czarostwa i skazania czarowników i czarownice na śmierć próbował zrobić rzad III Rzeszy w ramach badań etnologicznych a tyle, co zdążyli spoczywa w Archium Panstwowym Miasta Poznania. I pochwalę się, a co! - miałem okazję przez miesiąc pracować nad tymi dokumentami. :)
23-04-2007 21:36
senmara
    Niezależnie od badań historycznych,
Ocena:
0
Salem inspirowało wielu pisarzy, Chociażby Mastertona i Mary Freeman.
24-04-2007 08:27
~sahibjacek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Teaver -> nie Inkwizycja, na Boga!!! Wyroki zwykle wydawały władze świeckie. Inkwizycja była tak jak Biuro Polityczne KPZR. Nie skazywała ludzi, a tworzyła atmosferę przyzwolenia na zabijanie.
Protestanci nie mieli inkwizytorów, ale stworzyli profesję "łowcy czarownic". Szczególnie aktywnie działali oni w Anglii.
Furiath -> masz rację tylko jeśli chodzi o Hiszpanię. Tam na początku XVI- go wieku uznano, że czary nie istnieją, a czarownice to wymysł.
24-04-2007 15:07
~Garm

Użytkownik niezarejestrowany
    do Teaver
Ocena:
0
"Spotkałam się nawet kiedyś ze stwierdzeniem, że Inkwizycja pochłonęła tyle ofiar co II WŚ."

Ja się spotkałem ze stwierdzeniem, że nie było żadnego Holocaustu. Oba stwierdzenia mają dokładnie tyle samo wspólnego z rzeczywistością.

kp ma dużo racji. Czarna legenda inkwizycji i w ogóle kościoła katolickiego ma się doskonale.
24-04-2007 19:00
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Choć odbieram ten artykłuł jako błachostkę która nigdy nie miała tak naprawde miejsca muszę przyznać że mimowszystko jest dośc chwytliwy i interesujący. Jednak że ten temat sprzedaję się już wszędzie to jest zwykła bujda! kategoryczną obrazą będzie nazwać to legendą poniewaz te brednie zasługują jedynie na miano opowieści na dobranoc a co do Inkwizycji to bez komentarza szkoda słów!!!
07-05-2009 09:47

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.