string(15) ""
» Blog » Cesarstwo Rzymskie w przeddzień upadku część 2: Barbarzyńcy
16-03-2016 23:31

Cesarstwo Rzymskie w przeddzień upadku część 2: Barbarzyńcy

W działach: historia | Odsłony: 541

Pora na kolejną część opowieści, czyli barbarzyńców. W piątym wieku naszej ery Rzymianie musieli zmierzyć się z trzema głównymi falami barbarzyńców oraz kilkoma, mniej istotnymi. Pierwszą z nich były ludy germańskie, które sforsowały granice Cesarstwa uciekając przed Hunami. Drugą falę stanowili sami Hunowie pod przywództwem Attylli, po którego przyszła kolejna fala ludów germańskich, ongiś podporządkowanych Hunom, a obecnie walczących o schedę po ich władcy.

We wpisie nie będę zajmował się datami i dokładnym przebiegiem kolejnych wtargnięć, a zamiast tego omówię to kim były poszczególne ludy.

Pozwoliłem sobie też opuścić inwazję mniej istotnych narodów oraz część wydarzeń jak np. najazd Radagajsta, które uznałem za mało istotne dla całej sytuacji.

1) Ludy „sprzymierzone”:

Niektóre ludy germańskie występowały jako federati czyli sojusznicy Rzymian, którzy, w zamian za obronę terytorium przed innymi barbarzyńcami mieli prawo do życia w obrębie jego terytorium. Większość tych ludów znalazła się w obrębie Cesarstwa oczywiście w brew woli jego władców, ale sytuacja zmusiła tych ostatnich do zawarcia sojuszu z nimi przeciwko innym wrogom.

Do grupy te należeli: Ostrogoci, Wizygoci oraz Burgundowie i Longobardowie.

Warto zauważyć, że na terenach opanowanych przez barbarzyńców cały czas istniała rzymska kultura. Wiele ludów napływowych albo już wcześnie pozostawało pod silnym wpływem rzymskim, albo przejmowało styl życia podbitych trenów, w tym strój, dietę, sposób zamieszkania, a przede wszystkim sposoby spędzania wolnego czasu: uczty, wypoczynek w termach, walki gladiatorów etc. Oczywiście, ogólny upadek gospodarczy zmniejszył ich rozmach, jednak nie zmienia to faktu. Barbarzyńcy pozostali jednak przy części swoich zwyczajów: uwielbiali np. polowania pod wszelką postacią, stosowali też własną taktykę wojskową (choćby dlatego, że rzymskiej nie znali). Tworzące się, nowe społeczeństwa były więc nierzadko bardzo eklektyczne, tym bardziej, że Barbarzyńcy często wręcz zabiegali o to, by włączyć w swoje szeregi wyształconych Rzymian, którzy mogliby odtworzyć system fiskalny i aparat urzędniczy.

O pierwszych, germańskich królestwach Gotów, Wandali czy Burgundów historycy wręcz mówią jako o państwach Germano-Romańskich.

Wszystkie ludy o których mówię w tym momencie były ludami chrześcijańskimi. Religię tą przyjęły w większości około 100 lat wcześniej, nierzadko jeszcze przed podjęciem wędrówki.

Poziom integracji był na tyle wysoki, że królowie barbarzyńscy wręcz zaczytywali się rzymską literaturą dworską, często goszcząc u siebie poetów. Przykładem sztandarowym poziomu, do jakiego część z tych ludów była przesiąknięta rzymskim stylem rzycia może być poeta Merobaudas (zromanizowany Frank) lub rzymski patrycjusz Rycymer będący jednocześnie wnukiem wizygockiego króla Walii.

Wszystkie plemiona, które zawarły sojusz z Rzymianami wcześniej przez kilka setek lat prowadziły z nimi handel i wojny, sprzedając bursztyn, żelazo i niewolników, kupując za to dobra luksusowe, narzędzia, ozdoby, duże ilości wina i tkanin oraz ogromne ilości broni. Same były też co najmniej bardzo dobrze rozwinięte gospodarczo.

Struktura społeczna:

Pod względem społecznym Germanie dzielili się na trzy grupy: wolnych, niewolnych i zależnych.

Wolni byli właścicielami ziemskimi, których podzielić można było na dwie grupy: możnych i wolnych chłopów. Możni posiadali rozległe gospodarstwa rolne i licznych poddanych, drudzy: tyle ziemi, by wykarmić własną rodzinę i nieliczną czeladź. Jednak z racji na słabe zaludnienie Germanii bardziej istotne, niż liczba posiadanej ziemi była liczba rąk do karczowania, którymi się dysponowało, gdyż każdy mógł po prostu wyciąć las i zmienić go w pola uprawne. Status tych ludzi był równy, dziś nazwalibyśmy ich szlachtą i drobną szlachtą. Wówczas byli oni jednak rolnikami-wojownikami i prawdopodobnie stanowili większość społeczeństwa. Status posiadacza ziemi, niezależnie jak rozległej był największym statusem, jaki mógł posiadać mieszkaniec Germanii.

Warstwą drugą byli niewolnicy, których roli nie trzeba wyjaśniać. Najczęściej byli to jeńcy wojenni. Prócz zwykłych niewolników byli też tak zwani witowie czyli „niewolnicy z ograniczoną odpowiedzialnością”. Niewolnik, podobnie jak w Rzymie traktowany był jako mówiące narzędzie, coś w rodzaju biorobota swojego właściciela. Każde, podjęte przez niego działanie uznawano za działanie z rozkazu właściciela. Witowie natomiast nadal pozostawali cudzą własnością, mogli jednak prowadzić własne interesy, podróżować etc. Generalnie wykorzystywano ich do działań ryzykownych, z których korzyści chciał czerpać właściciel, ale za których odpowiedzialności prawnej nie chciał ponosić. Witowie byli często np. kupcami handlującymi w imieniu swych właścicieli w dalekich stronach.

Zwykłych niewolników podzielić można było na rolnych i domowych. Niewolnicy rolni obrabiali pola swych panów, tak jak pańszczyźniani chłopi. Zwykle otrzymywali działkę, na której pracowali, część plonów pożytkując, a resztę oddając swym panom. Niewolników domowych znów dzielono na dwie grupy: rzemieślników dostarczających właścicielom wyrobów swych rąk oraz wojowników. Ci ostatni strzegli własności swego posiadacza. Najczęściej byli oni strażnikami trzód i pełnili funkcję podobną, jak kowboje na dzikim zachodzie, lecz miast rewolwerów mieli miecze.

Zależni byli ludźmi w teorii wolnymi, lecz nie posiadającymi własnej ziemi. Utrzymywali się wykonując prace niewolników. Byli dzierżawcami za opłatą (zwykle oddawaną w naturze) uprawiali cudze pola lub służyli jako wojownicy lub rzemieślnicy bogatszym od siebie.

Wergelt:

Prawo u German opierało się na egzotycznym dla nas założeniu, że ludźmi się handluje, ale ludzkie życie jak najbardziej jest wycenialne. Funkcjonowało na zasadzie sporów cywilnych i odszkodowań, wszelkie problemy rozstrzygano między pokrzywdzonym, a krzywdzicielem, ich rodzinami lub społecznościami. W momencie, gdy ktoś został poszkodowany z winy drugiej osoby lub społeczności, do której należała trzeba było za owe straty zadośćuczynić pieniędzmi w stopniu proporcjonalnym do uczynionej straty. Jeśli tego nie dokonano pokrzywdzony lub jego krewniacy mieli prawo pokrzywdzić winowajcę w sposób również proporcjonalny. Generalnie wszyscy wolni mieli wartość równą, niewolników ceniono wedle stawek rynkowych, a cena za królów i członków ich rodu była kilkakrotnie wyższa, niż za zwykłego wolnego.

Jeśli jakiś ród miał w swych szeregach notorycznego mordercę i złodzieja, to zawsze mógł się go wyrzec. Człowieka takiego można było bezkarnie zabić, chyba, że założył własną rodzinę lub został adoptowany.

Jeśli ktoś żył w rodzinie patologicznej, to również mógł ją opuścić. Ludzi takich nazywano Wilkami.

Wiec, król i sędzia:

Teoretycznie władzę nad plemieniem sprawował wiec: było to zgromadzenie wszystkich członków rodu lub co najmniej starszyzny rodów. Odbywały się na nim sądy, wymierzano kary oraz decydowano o wojnie lub pokoju.

Drugą kategorią władzy byli tak zwani „królowie”. Tych zwykle było wielu, o różnym znaczeniu. Najprościej opisać ich jako dużych właścicieli ziemskich, posiadających posłuch wojowników. Często w ten czy inny sposób kontrolowali innych posiadaczy ziemskich, którzy składali im daninę w formie darów. Królowie początkowo byli wodzami wojennymi, obieranymi na czas jednej wyprawy. Z czasem co skuteczniejsi z nich obrośli w łupy i posłuch, wzbogacili się też na handlu (w czasach przed wędrówką ludów Germanie intensywnie handlowali z Rzymem) do tego stopnia, że zyskali znaczną przewagę nad innymi członkami plemienia. Ich rola stała się dożywotnia i często półdziedziczna lub wręcz dziedziczna

Trzecią warstwą ludzi władzy byli sędziowie-pamiętacze. Byli to pół czarownicy-kapłani, których główną cechą było przechowywanie w pamięci wszystkich, ważnych wydarzeń z życia plemienia, decyzji wiecu, żywotów poszczególnych rodów, podań o dokonaniach bogów oraz przede wszystkim zasad prawa Wergeltu.

Początkowo Pamiętacze prawdopodobnie byli ważniejsi od królów (którzy stanowili mało istotnych oficerów), lecz gdy Germanie stopniowo zmieniali się w społeczeństwo kupców-wojowników, bogacące się na handlu z Rzymem ich ranga spadła.

Społeczeństwo w okresie wędrówek:

W momencie, gdy Germanie przekroczyli rzymski Limes ich społeczeństwo zaczęło przechodzić poważne przemiany.

Po pierwsze: z całą pewnością nie wszyscy Germanie przekroczyli granice. Prawdopodobnie była to tylko część arystokracji plemiennej, wspierana przez niektórych wywodzących się z niższych warstw wojowników oraz własnych niewolników i domowników. Biedota i średni najczęściej pozostali pod władzą Hunów.

Zagrożenie ze strony Rzymian sprawiło, że zanikły wcześniejsze podziały, a szczepy głęboko się zmilitaryzowały. Pod broń poszli wszyscy mężczyźni, niezależnie od wcześniejszego statusu. Jednocześnie brak ziemi, którą porzucono sprawiał najpewniej, że rozrastała się warstwa wojowników-domowników podległa królom. Liczba tych ostatnich stopniowo malała, a władza centralizowała się, skupiając wokół najskuteczniejszego przywódcy.

Jednocześnie najskuteczniejsze plemiona gwałtownie wchłaniały inne ludy. Często wrogie sobie wcześniej szczepy jednoczyły się przeciwko wspólnym zagrożeniom, a rozbite grupy dołączały do skuteczniejszych plemion nierzadko tysiącami. Przykładem mogą być pobici przez Rzymian Ostrogoci wodza Radagajsta, z których w roku 406 uczyniono niewolników, a których kilkanaście tysięcy dołączyło potem do Wandalów (już wcześniej sprzymierzonych z iranojęzycznymi Alanami).

Analogicznie barbarzyńcy masowo wchłaniali też rzymskich niewolników i biedotę, która dołączała do ich szeregów. Była to epoka chaosu, w której nikt nie patrzył na pochodzenie. Jak zawsze w takich czasach nurt historii jednych niósł ku górze, a drugich topił.

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

3
Notka polecana przez: earl, PK_AZ, Siman
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Exar
   
Ocena:
0

Czytałem o podobnych patentach w Barbarzyńskiej Europie - nawet fajna książka choć czasami dłużyzny np. o prawie wergelta. 

 

Tak przy okazji, w rozmowach ostatnio pojawił się temat naszej kultury. Zapytajcie losowo 10 osób na ulicy ilu zna bogów/bogiń rzymskich albo greckich. Myślę, że usłyszycie przynajmniej kilka imion.

Potem zapytajcie o imiona bogów słowiańskich. Pewnie usłyszycie od 0 do 1. Brutalna prawda - nie wiemy wiele o naszych przodkach, o naszej własnej wierze i własnej kulturze.

21-03-2016 16:58
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Po pierwsze: to nie była "nasza" wiara i kultura. Jesteśmy Polakami, a nie Lechitami. Stanowimy odrębny byt o innej tożsamości.

Po drugie: Słowianie, a przynajmniej ci zamieszkujący tereny Polski nie posługiwali się w tamtym okresie pismem, więc nic nie zostało. O ile w ogóle istniało, bo nie ma dowodów na to, że przed chrztem wyznawali jakąś, zorganizowaną religię.

22-03-2016 00:29
earl
   
Ocena:
0

Skoro jednak nie ma dowodów na to, ze przed chrztem nasi przodkowie wyznawali jakąś wiarę, mieli jakąś religię, to oznacza, że obecni tzw. rodzimowiercy bazują na swoich wymysłach?
 

22-03-2016 08:07
Exar
   
Ocena:
0

Słowianie, a przynajmniej ci zamieszkujący tereny Polski nie posługiwali się w tamtym okresie pismem, więc nic nie zostało

No bez przesady. Boże narodzenie, boże ciało, wielkanoc, wszystkich świętych, I komunia, chrzest - przecież te wszystkie imprezy pochodzą od naszych słowańskich przodków (przesilenie zimowe, przesilenie letnie, równonoc wiosenna, dziady, postrzyżyny, I urodziny....).

22-03-2016 16:34
TO~
   
Ocena:
+1

@earl

Nie, na Kajku i Kokoszu ;)

22-03-2016 16:35
zegarmistrz
   
Ocena:
+1

Earl: niektórzy z całą pewnością tak

Exar: Wielkanoc jest świętem ruchomym i nie przypada w przesilenie wiosenne. Podobnie boże narodzenie wypada 25 grudnia, a przesilenie zimowe ma miejsce 21.

Skoro to są święta słowiańskie, to dlaczego, w identycznej formie obchodzi się je na całym kontynencie? I to wśród ludów germańskich, celtyckich i romańskich, które przyjęły chrzest wcześniej od nas? Bo daty świąt pochodzą z kalendarza pogańskiego, ale nie od Słowian, tylko od Rzymian.

22-03-2016 18:14
balint
   
Ocena:
+1

Ośrodki kultu na wyspie Wolin czy Ślęzy wskazują że religia była jakoś zorganizowana. Oczywiście nie w skali znanej z antyku lub chrześcijaństwa - tu nie ma co porównywać - ale jednak taki wniosek wydaje się uprawniony.

Dzień zaduszny, dawne Dziady to jednak specyfika stricte słowiańska, a zwłaszcza z terenów wchodzących obecnie w skład Polski. Topienie marzanny chyba też. Z kolei przesilenie letnie to chyba wszystkie możliwe kultury obchodziły, każde we własnym zakresie doszło do tego święta, nawet za oceanem.

Natomiast jak najbardziej zgodzę się, że rodzimowierstwo to taki folklor: barwny ale raczej pozbawiony szans na odnowienie choćby z racji braku wspomnianych przez przedmówców źródeł.

I zgoda, nie jesteśmy dawnymi Słowianami, ale to byli nasi protoplaści i dlatego też to była nasza kultura, nie ichniejsza, przyjęta jednak pod presją z zachodu. Nasza obecna tożsamość nie jest rezultatem naszej pierwotnej tradycji. Ta została utracona.

22-03-2016 20:31
earl
   
Ocena:
0

Balincie - Słowianie byli tylko jednymi z naszych protoplastów. Polacy współcześni to mieszanina ras i kultur, która się wymieszała, tworząc współczesny naród. Nasi przodkowie pochodzili ze Słowian, ale też Germanów, Skandynawów, Mongołów, Tatarów, Madziarów, Żydów, Ormian, Bałtów i cholera wie, ilu jeszcze nacji. W końcu część osiedlała się w wyniku różnych migracji za chlebem czy dobrą pracą (jak Niemcy za Piastów podczas osadnictwa na prawie magdeburskim), część w wyniku ucieczki przed prześladowaniami (jak Żydzi), część była efektem zostawania po wojnach różnego rodzaju (jak Tatarzy, Skandynawowie). I tak można wymieniać, i wymieniać. Słowiańska kultura i polska kultura to w zasadzie dwie różniące się od siebie systemy normatywne, tak jak Egipcjanie starożytni i współcześni.

23-03-2016 10:50
Vukodlak
   
Ocena:
0

@earl

Nie jest przypadkiem tak, że mimo przewalenia się tutaj dziesiątków różnych ludów, tysiącleci mieszania genów, migracji i ruchawek, współcześni Polacy mają w bardzo dużym stopniu tą samą podstawę bazy genów, co mieszkańcy tych terenów sprzed x tysięcy lat? Jeżeli chodzi o kulturę i religię słowiańską, to od jakiegoś czasu dziwi mnie to biadolenie o zuym hżeździjaństfie, które jakoby zniszczyło pierwotną religię i kulturę wczesnych Polan i wykorzeniło naszą "prawdziwą" tożsamość. Raz, że to były kultury i religie, dwa że Ślężanie niewiele mają wspólnego ze Ślązakami, a tożsamości narodowych wtedy jeszcze na tych ziemiach nie było. Więc albo mogliśmy przyjąć chrześcijaństwo i wypracować sobie jakąś strukturę narodowo-państwową, albo bylibyśmy skazani na kulturową, religijną i do tego faktyczną śmierć, oraz wchłonięcie w prężniejszy organizm któregoś z sąsiadów.

23-03-2016 15:06
earl
   
Ocena:
0

Niedawno czytałem kilka książek archeologicznych o początkach państwa polskiego (Zdzisława Skroka "Czy wikingowie stworzyli Polskę?" oraz Andrzeja Buko "Archeologia Polski wczesnośredniowiecznej") i na ich stronach autorzy napisali, że według badań DNA Polaków współczesnych można nazwać Metysami Europy, bo posiadają pulę genów z kilkunastu co najmniej nacji.

23-03-2016 16:36
balint
   
Ocena:
0

Ale wymieszanie krwi to problem nie tylko Polski. A Grecy po inwazji Słowian, no i Turkach? Bułgarzy to Bułgarzy tylko z nazwy? Włosi? Ba, Węgrzy jak ognia unikają podejmowania tematu, że Pannonia była zamieszkana w momencie ich przybycia - żyją w micie, że to były puste tereny... Jedyne tereny, które - chyba bo głowy nie dam - oparły się wymieszaniu to kraje skandynawskie, Kraj Basków oraz Galicja - ta w Hiszpanii.

A mimo to: powiedz Grekowi, że nie pochodzi od Sokratesa, tylko od jakiegoś Murada.... Spróbuj przekonać Węgra o istnieniu tubylców przed ich przybyciem :)

23-03-2016 22:50
Vukodlak
   
Ocena:
+1

Ale wymieszanie krwi to problem nie tylko Polski.

A to w ogóle jest jakiś problem? W sensie czy ma to jakiekolwiek znaczenie, czy posiadamy/nie posiadamy czyste geny naszych praprzodków, czy też jesteśmy genetycznym miksem k100 różnych ludów? Oczywiście wyciągamy poza nawias wariatów, dla których czystość rasowa stanowi realną wartość i są oni zdolni po tym oceniać człowieka...

24-03-2016 01:04
Exar
   
Ocena:
+1

No i chyba w końcu udało się nakreślić "problem", który chciałem przedstawić. Nawet niech będzie w nas 50% Słowian (albo 25%, albo 75% albo 33%, jak kto chce) , ciągle jest to blisko nieskończenie więcej niż 0% Egipcjan czy Rzymian. A jednak typowy Polak wie więcej o kulturze czy wierzeniach antycznych Egipcjan czy Rzymian niż wczesnośredniowiecznych Słowian.

24-03-2016 08:46
Vukodlak
   
Ocena:
+1

To nie jest unikalny status typowego Polaka. Typowy Niemiec wie tyle samo na temat kultur i religii germańskich, typowy Francuz tak samo wyznaje się w temacie kultur i religii frankońskich. Jako tako zachowały się informacje o wierzeniach i zwyczajach ludzi z Północy, a reszta to w dużej mierze domniemania. Frankowie i Germanie też mocarnie czerpali z Północy i głównie rekonstruuje się ich wierzenia przez nawiązania. Jak mogły zachować się te kultury i wierzenia w stosunku do starożytnych egipskich, greckich i rzymskich tradycji, jeśli ich cywilizacje były zaawansowane, piśmienne i hołubione jedna przez drugą? Podziękować możemy tylko przodkom za to, że byli za tępi na stworzenie bardziej cywilizowanych i zaawansowanych struktur.

24-03-2016 10:03
earl
   
Ocena:
0

@ balint

Nie pisałem, że wymieszanie krwi to problem Polaków. Zresztą, podobnie jak Vukodlak, uważam, że poza jakimiś rasistami-utopistami, nie stanowi to żadnego problemu dla obecnych członków naszego narodu. Narodowość bowiem to nie rasa a świadomość wspólnoty, wspólnej kultury, wierzeń, tradycji, historii, niezależnie od pochodzenia etnicznego. A o mieszance ras napisałem w kontekście Twojej wypowiedzi, że Słowianie byli naszymi protoplastami. Byli - ale jednymi z wielu i wcale nie dominującymi. A jaki był wpływ kultury i wierzeń słowiańskich na polską tożsamość narodową? Ciężko ustalić, kiedy nie wiadomo, czy dany zwyczaj był słowiański, czy może bałtycki a może skandynawski, w końcu do Polski wchodziły wpływy ruskie a Rusią rządzili Waregowie ze Szwecji. Te tradycje mieszały się ze sobą, przenikały, czerpały wzajemnie od siebie.

@ Exar

W zasadzie brak informacji o wierzeniach, tradycji i ustroju społeczno-politycznym Słowian zadziwia. Rozumiem, że źródła rzymskie milczą, bo Słowian nie było jeszcze w Europie, kiedy Rzym upadał. Ale dziwnym jest, że nie ma wielu informacji w źródłach bizantyńskich a przecież Słowianie południowi (Serbowie, Bułgarzy) i wschodni (Rusini) stykali się z Bizancjum zbrojnie i handlowo, więc normalne byłoby zapisywanie różnych informacji o tych ludach, przydatnych w trakcie wymiany handlowej czy konfliktów zbrojnych, tak jak to robili Rzymianie wobec Germanów, Galów czy Brytów. Chyba, że takie źródła były, ale zostały zniszczone najpierw przez krzyżowców IV krucjaty a potem przez Turków w 1453 roku. Gdyby się zachowały, wówczas można byłoby zorientować się, jak przedstawiały się relacje społeczne, polityczne, ekonomiczne,, kulturowe i religijne przynajmniej części ludów słowiańskich.

24-03-2016 14:08
balint
   
Ocena:
0

@ Earl, @ Vukodlak

Przepraszam, że termin "problem" nie miałem na myśli że jest to niedogodność (nie licząc wspomnianych rasistów). Bardziej chodziło mi o znaczenie w sensie "zagadnienie" tudzież "temat". 

@ Earl - co do bizantyjczyków, to ogólnie teraz sobie uświadomiłem, że oni w ogóle chyba mało miejsca poświęcali ustrojom państw sąsiednich. Bardziej koncentrowali się na swoim.

24-03-2016 15:46
earl
   
Ocena:
0

@ Balint

I to mnie właśnie dziwi. Przypomina mi to nieco stosunek Chin do innych państw i nacji, kiedy to Chińczycy, przekonani o własnej wyjątkowości, nie poświęcali uwagi temu, co dzieje się poza granicami jego kraju. Nic więc dziwnego, że potem, w XIX wieku, niewielkie ekspedycje morskie Francji czy Wielkiej Brytanii potrafiły zastraszyć włodarzy Państwa Środka i zmusić ich do podpisywania niekorzystnych dla siebie traktatów. A to dlatego, że Chiny nie modernizowały się, nie korzystały z doświadczeń innych krajów (jak to chociażby zrobiła Japonia za czasów Mutsuhito) tylko zasklepiły w swojej pysze i zostały ukarane. Jeśli jest tak, jak piszesz, to Bizancjum spotkało to samo, co Chiny, bo w końcu ataki Bułgarów czy Rusinów przyczyniły się do znacznego osłabienia cesarstwa, które potem nie potrafiło stawić czoła i krzyżowcom, i muzułmanom.  

24-03-2016 16:50
balint
   
Ocena:
0

Muzułmanom jako Arabom to jeszcze potrafiło (od VIII wieku), a nawet kontratakowało, ale przeciwko muzułmanom jako Turkom to zabrakło pary, w czym jednak zasługa wojen domowym. Natomiast później to tak, IV krucjata pozamiatała w zasadzie na zawsze.

Bizancjum to w ogóle miało "dar" do wszczynania wojen domowych.... 

I tak sobie myślę, może jacyś Rusini byli zbyt mało interesujący, aby śledzić ich formy ustrojowe...

24-03-2016 22:32
earl
   
Ocena:
0

Jeśli Rusinów zatrudniano w pewnym momencie jako gwardzistów przybocznych cesarzy to jednak oznaczało, że aż tak mało interesujący nie byli. Podobnie jak Bułgarzy, których dopiero ujarzmiono w XI wieku a wcześniej nieraz plądrowali przedmieścia Konstantynopola. :)

24-03-2016 23:06
balint
   
Ocena:
+1

Interesujący jako żołnierze, nie jako filozofie i budowniczy atrakcyjnych form ustrojowych :)

25-03-2016 19:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.