string(15) ""
» Blog » Cesarstwo Rzymskie w przeddzień upadku część 1: Rzymianie
09-03-2016 00:10

Cesarstwo Rzymskie w przeddzień upadku część 1: Rzymianie

W działach: historia | Odsłony: 459

Tak sobie myślę, że dawno nie było nic o historii. A akurat trafiło mi się przeczytać interesującą książkę, której treść moim zdaniem doskonale nadaje się, by zaczerpnąć z niej temat. Temat, który może być podstawą całkiem ciekawego settingu dla książki czy sesji RPG. Jest nim cesarstwo rzymskie w dobie upadku.

Rzymianie:

W ostatnich dniach swego istnienia Cesarstwo Rzymskie było państwem zupełnie innym niż większość z nas sobie wyobraża. Pod względem formalnym składała się nań większa część Europy Zachodniej. Utraciło jednak część swoich prowincji, jak Wielką Brytanię, z której samo się wycofało oraz Północną Afrykę, w której, w momencie o którym mowa istniało niezależne państwo Wandalów. Hiszpania i Galia znajdowały się pod jego władzą już tylko formalnie, faktycznie znajdujące się w rękach przywódców barbarzyńskich, wyspy na Morzu Śródziemnym natomiast albo okupowane były przez Wandalów, albo też pozostawiono je na pastwę losu.

Faktyczna władza Cesarstwa ograniczała się do Italii, prowincji alpejskich, obecne Bałkany oraz Noricum. Noricum (dzisiejsze pogranicze Austrii i Słowenii) było takim rzymskim odpowiednikiem Podkarpacia. Nie było w nim nic, prócz kilku kopalni żelaza oraz miast o rolniczym charakterze. Prowincja należy do Cesarstwa w zasadzie od zawsze, jednak omijały ją jakiekolwiek większe inwestycję. W okresie o którym mowa była relatywnie bogata, a ludzie żyli w niej w obsesyjnie rzymskim stylu. Wynika to z faktu, że w odróżnieniu od innych regionów nigdy nie została obrabowana: po prostu leżała na takim zaścianku, że omijali ją nawet Hunowie i Goci.

Drugi powód był taki, że w Noricum, jako prowincji granicznej zawsze stacjonowały znaczne siły zbrojne. Obecnie jednak z braku funduszy zostały rozwiązane. Prowincja broniona jest przez straże obywatelskie, których podstawą są byli żołnierze oraz weterani. Wymiana pieniężna praktycznie nie istnieje, a gospodarka leży, bowiem głównym źródłem pieniądza w regionie były garnizony rzymskie. Niemniej jednak Noricum pozostaje relatywnie bogate, więc jego sąsiedzi organizują regularne najazdy, by je ograbić.

Italia była prawdopodobnie najbardziej zmilitaryzowanym obszarem Cesarstwa. Problem polega na tym, że wojsko to składa się głównie z barbarzyńskich najemników, co więcej nie ma za bardzo za co go utrzymywać. Do Bitwy przy przylądku Bon funkcjonowało to jako-tako w oparciu o pożyczki, obietnice i bizantyjskie subsydia. Po wyżej wymienionej katastrofie nawet tego zabrakło, wojsko więc stało się siłą czysto bezwładną, niezdolną do jakiejkolwiek większej ofensywy. Co więcej związane było walką z Wandalami, którzy stanowią poważne zagrożenie dla italskich wybrzeży. Pod ich okupacją znajduje się między innymi Sycylia.

Prócz tego: ludność Italii jest albo bardzo bogata, albo bardzo biedna. Dominującą grupą są wielcy posiadacze ziemscy, którzy posiadają spore majątki w prowincji oraz ogromne posiadłości w Hiszpanii, Galii i Afryce Północnej, przy czym te ostatnie głównie na papierze, bo z uwagi na obecność barbarzyńców praw do nich wyegzekwować się nie da. W Italii na roli pracują głównie kolonowie: przywiązani do ziemi półwolni, produkowane natomiast są głównie oliwki i wino. Znaczna część ludności uzależniona jest od rozdawnictwa żywności, a głównym źródłem żarcia były dostawy zagraniczne. Lokalnych towarów luksusowych nie ma gdzie sprzedawać, nie ma też gdzie kupować żywności (wymiana prowadzona jest już tylko z Bizancjum), jednak ogólnie rzecz biorąc panuje gospodarcza zapaść.

Główną religią jest już Chrześcijaństwo. Na wsi wieśniacy jednak często nadal są poganami. Podobnie część intelektualistów wyznaje pogańskie bóstwa: różne religie wschodnie oraz wyidealizowane „bóstwa filozoficzne”.

Ludność pod względem prawnym dzieli się na trzy grupy: niewolników, którzy pod względem prawnym w ogóle nie są ludźmi, honestories „najczcigodniejszych” czyli urzędników cesarskich, posiadaczy ziemskich (przynależność do grupy zależy między innymi od wielkości majątku), urzędników miejskich, żołnierzy i weteranów oraz humilitories czyli „równych z gruntem”. Ich odpowiedzialność wobec prawa jest różna. Przykładowo za przestępstwo, za które honestories karany byłby grzywną lub chłostą humilitories jest zabijany. Humilitories nie może się do honestories nawet odezwać złym słowem lub w sposób niegrzeczny, bowiem za to czekać go może chłosta. Podniesienie ręki na lepszego od siebie karane jest natomiast śmiercią.

Dwiema najważniejszymi siłami cesarstwa są administracja i wojsko. W skrócie: administracja zbierała podatki, za które opłacano wojsko. Cesarz tak naprawdę ustanawiany był w wyniku konsensusu między przedstawicielami obydwu grup lub, jeśli tego nie było: wynoszony na mieczach wojskowych.

Administracja była mieszanką wolnych i niewolników. W zależności od potęgi i poziomu autokratycznych zapędów cesarza ten albo wypełniał ją swoimi niewolnikami, albo też dopuszczał do niej posiadaczy ziemskich.

W skrócie: niewolników traktowano jak takie bioroboty i uważano za przedłużenie woli cesarza. Obsadzenie stanowisk posiadaczami ziemskimi natomiast za sposób wpływu tych na kształt państwa.

Jedni i drudzy pracowali za darmo: niewolników utrzymywał cesarz, posiadacze ziemscy utrzymywali się ze swoich własnych majątków, które – wedle ideologii – mieli właśnie po to, by mc zająć się władzą. Faktycznie jednak bakszysz był wszechobecny i jawny, pilnowano tylko, by łapówki nie były zbyt wysokie i by urzędnicy postępowali zgodnie z prawem. Mogłeś więc np. żądać opłaty za wypełnienie papierka, ale nie za podjęcie decyzji niezgodnej z wolą cesarza.

Faktycznie różnie to jednak bywało.

Obydwie warstwy w rzeczywistości nie były tak ściśle odrębne, jak mogłoby się wydawać: w przeszłości wielu niewolników-urzędników podniesionych zostało nawet do rangi senatorskiej, dorobiło się też majątków. Sami wielcy senatorowie także imali się różnych sposobów, by otrzymać intratne funkcje urzędowe, z zaprzedawaniem się w niewolę włącznie. Nawet, gdy pojawiła się moda na eunuchów nie wszystkich to powstrzymało...

Na szczeblu lokalnym rządziły natomiast kurie, czyli rady miejskie. Stanowisko w radzie było dożywotnie i dziedziczne. Prowincjonalni posiadacze ziemscy w przeszłości wywalczyli sobie ten przywilej, żeby zabezpieczyć swoje interesy. W zamian za to zgodzili się ręczyć własnym majątkiem za wpłaty podatkowe. Obecnie na szczeblu lokalnym często nikt nie rządzi, lub robią chrześcijańscy biskupi (ogólnie rzecz biorąc kościół już należy do największych posiadaczy ziemskich). Po prostu gdy gospodarka siadła, majątki członków rad miejskich będące poręką za podatki, których nie dało się ściągnąć zostały albo skonfiskowane, albo ograbione i rady miejskie przestały istnieć.

Najcięższym przestępstwem w cesarstwie jest zdrada. Za taką uważa się nawet wypowiedzenie złego słowa o cesarzu. Za zbrodnie taką czeka śmierć i konfiskata majątku, z którego połowę oddaje się „dekonspiratorowi” spisku. Po cesarstwie więc grasują gangi donosicieli, oskarżających każdego, czyj majątek im się spodoba o obrażenie cesarza. Drugą popularną zbrodnią są czary powodujące śmierć i chorobę, bardzo nawiasem modne w starożytności już od czasów greckich (potem ponownie odkryte w Renesansie), które w wypadku udowodnienia też grożą co najmniej sporymi odszkodowaniami. Większość lokalnych kuzynów Saula Goodmana liczy jednak na coś innego: ugodę pozasądową na zasadzie „dasz mi w łapę, to wycofam oskarżenie”.

Wojsko: Wojsko od dawna nie jest już zorganizowane w legiony. W teorii dzieli się na Limitanei czyli straż graniczną i Comitatentess czyli „siły szybkiego reagowania” przeznaczone do przerzucania ich na zagrożone odcinki. Zostało zreformowane celem wojny z Persją, przeciwko której użycie tradycyjnych zespołów ciężkiej piechoty nie sprawdziło się. Wojsko opiera się więc, jak armia perska, na jeździe.

Limitanei jest lekką kawalerią i lekką piechotą o charakterystyce zależnej od okolicy, zwykle kiepsko płatną. Operuje w „legionach” o niejasnej liczebności (prawdopodobnie od 500 do 1000 osób) i tak naprawdę przystosowana jest jedynie do odpierania drobnych rajdów, ścigania bandytów, wieszania piratów rzecznych etc. Z racji na marne płace i zasiedzenie ludzie ci często są farmerami-żołnierzami, bardziej dbającymi o swoje pola, niż służbę.

Comitatentes podzielone jest na jednostki zwane Comitatus, liczące około 500 osób. Składają się one głównie z kawalerii, pół na pół konnych łuczników i jazdy typu półudeżeniowego (tzn. zbrojnych we włócznie i miecze, ale nie szarżującej na wroga, bo jeszcze nie wymyślono strzemion). Jest to jednostka droga w utrzymaniu i strategicznie mało mobilna (utrzymanie jednego konnego kosztuje tyle, co 10 pieszych, potrzebuje też tyle samo żywności), tak więc siły zbrojne Zachodu opierają się więc na tzw. Pseudocomitatentes, czyli jednostkach straży granicznej podniesionych do statusu wojska.

Lokalna obrona opiera się natomiast na systemie zwiadowców, obywatelach, którym pozwolono nosić broń oraz zrzutkach na wynajęcie lub przekupienie barbarzyńców.

W kontekście istotna jest także Marynarka Wojenna, której ani cesarstwo wschodnie, ani zachodnie nie posiada. Ogólnie rzecz biorąc: marynarka wojenna Rzymu z okresu późnej republiki i wczesnego cesarstwa była wspaniała, jednak zbędna. Po pokonaniu wszelkich potęg, które ewentualnie mogły rywalizować z Rzymem Morze Śródziemne stało się w zasadzie „ Rzymskim Jeziorem” na którym nie było potrzeby utrzymywać dużych sił zbrojnych. Marynarka wojenna została zredukowana do roli sił pomocniczych zapewniających transport i dostawy danin z odległych części prowincji. Nieliczne jednostki wojenne: dromony o napędzie wiosłowo-żaglowym (podczas rejsu opierały się na sile wiatru, podczas walki na sile wioseł, faktycznie jednak miały liczne wady: były zbyt ciężkie i miały zbyt nieliczne załogi by rozpędzać się do dużych szybkości i pełnić tradycyjną rolę siły uderzeniowej na morzu) służyły głównie do działań policyjnych i antypirackich. Pozostała część floty składała się z żaglowców, które były tanie (bowiem nie wymagały licznej załogi do obsługi wioseł) i mogły pływać na większe dystanse z dużym ładunkiem (nie potrzebowały bowiem zabierać tak licznej załogi oraz zapasów dla niej), ale uzależnienie od wiatru sprawiło, że były zbyt mało manewrowe, by nadawać się do walki.

Osobną siłę morską stanowili Naviculari, czyli subsydiowana przez państwo gildia armatorów statków, która zajmowała się transportem do stolicy danin płaconych w naturze (głównie zboża) z prowincji afrykańskich, a która jak łatwo zgadnąć nie miała jednostek bojowych.

Senat i posiadacze ziemscy: Senat był radą największych posiadaczy ziemskich Italii, aby stać się senatorem potrzeba było bowiem posiadać odpowiednio duży majątek w tej prowincji. W praktyce zasoby te kontrolowało kilka, bardzo rozbudowanych rodów, a raczej ich głowy. Stanowiska były w dużej mierze dziedziczne, podobnie jak majątki. Dodatkowo tytuł senatora przysługiwał w tym okresie osobom pełniących najwyższe stanowiska urzędnicze, jako tytuł honorowy. Często byli to niewolnicy lub osoby subsydiowane ze względu na uzdolnienia przez cesarza i jako takie: zależne od niego.

Jak łatwo zgadnąć w takich warunkach senat, dodatkowo związany bardzo sztywnym protokołem nie był szczególnie istotnym organem. Generalnie zajmował się głównie ustalaniem kosztu dobrowolnych prezentów dla cesarza, wyznaczania świąt na jego cześć oraz rozstrzyganiem drobniejszych zatargów między senatorami. Sporządzał też codzienny raport ze swoich posiedzeń, którego to raportu najpewniej nikt nie czytał.

Senat w filmach przedstawiany jest jako ostoja demokracji. Faktycznie była to pozbawiona znaczenia grupa oligarchów.

Jego siedzibom był Rzym. Ten w tym momencie miał bardzo osłabiony status. W przededniu inwazji barbarzyńców faktyczne siedziby władzy znajdowały się w Trewirze i Mediolanie, Rzym postrzegano jako zbyt oddalony od centrum wydarzeń, by być istotnym, potem stolicę przeniesiono do Rawenny.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

Komentarze


earl
   
Ocena:
+1

Interesująco na ten temat pisze Peter Heather w książkach: "Upadek Cesarstwa Rzymskiego" oraz "Imperia i barbarzyńcy".

10-03-2016 11:23
zegarmistrz
   
Ocena:
+2

Earl: zgodzę się wcałej rozciągłości. To właśnie ich lektura była główną inspiracją wpisu.

Btw. czytałeś "Odrodzenie Rzymu"?

11-03-2016 23:32
earl
   
Ocena:
0

Otóż nie. Ale nie omieszkam, jak wpadnie w moje ręce :)

12-03-2016 09:50
balint
   
Ocena:
0

Jeśli chodzi o książki, to - pośrednio co prawda - ale świetny jest "Świt narodów europejskich" Benedykta Zientary.

Co do floty, to z jedną rzeczą można polemizować. Zdaje się, że na potrzeby ostatniej kampanii w (bodajże) 472 roku, mającej na celu likwidację państwa Wandalów, Rzym zebrał całkiem okazałą flotę. Fakt, że kampania zakończyła się fiaskiem, ale to już inna sprawa.

12-03-2016 14:24
earl
   
Ocena:
0

marynarka wojenna Rzymu z okresu późnej republiki i wczesnego cesarstwa była wspaniała, jednak zbędna. Po pokonaniu wszelkich potęg, które ewentualnie mogły rywalizować z Rzymem Morze Śródziemne stało się w zasadzie „ Rzymskim Jeziorem” na którym nie było potrzeby utrzymywać dużych sił zbrojnych.

Potęg nie było, ale piraci z wysp greckich stanowili utrapienie dla statków handlowych, więc potrzeba utrzymywania sił morskich była. Wystarczy aby piraci zaatakowali i zniszczyli flotę egipską ze zbożem (a parę razy, chociażby za Kaliguli, to się zdarzyło), a mogły wybuchnąć w Italii zamieszki.

12-03-2016 21:55

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.