» Recenzje » Zagraniczne » Carthians

Carthians


wersja do druku
Autor: Redakcja: 27229

Carthians
Nigdy nie przepadałem za tym Przymierzem. Podręcznik dość przypadkowo trafił w moje ręce, ale skoro już znalazł się w moim posiadaniu, to nie pozostało nic, jak się z nim zapoznać. Pierwsze wrażenie nie było najlepsze: zrezygnowano już z kredowego papieru, okładka nie jest nadzwyczaj zachęcająca, a ilustracje wewnątrz są różnej jakości. Innymi słowy, pod względem wydania ten opisujący Przymierze podręcznik nie wyróżnia się zanadto na tle innych. Po wstępnym zapoznaniu się z książką pełen obaw zajrzałem do środka.

Zachęta

Wydaje mi się, że kluczowe dla tego podręcznika jest wstępne opowiadanie, wydrukowane jak w innych pozycjach prezentujących Przymierza na odmiennym, szorstkim papierze. Jak nie lubiłem Kartian i nigdy nie podejrzewałem, że zapałam do nich sympatią, tak pióro Grega Stolze'a mnie do nich w iście magiczny sposób przekonało. Ten facet naprawdę świetnie czuje wampirze realia Chicago, już choćby przez wzgląd na pisanie przez niego powieści, które toczą się w Wietrznym Mieście. Tutaj możemy śledzić starania Duce'a Cartera, czarnoskórego gangstera, próbującego wciągnąć do swojej organizacji młodą akolitkę. O ile przed lekturą byłem sceptyczny, to ten krótki tekst sprawił, że znacznie bardziej zainteresowałem się Ruchem i spojrzałem zarówno nań, jak i na bohatera opowieści przychylniejszym okiem. Co więcej, reszta podręcznika mnie nie zawiodła.

Na pierwszy ogień poszła historia Ruchu. Zwykle podchodzę sceptycznie do elaboratów historycznych, które rzadko przydają się, gdy i tak prowadzi się w czasach współczesnych. Tutaj jednak autorzy w ciekawy sposób zarysowują najważniejsze wydarzenia, które były kluczowe dla budowy Przymierza, budując solidne fundamenty pod kroniki prowadzone od schyłku XVIII wieku do dnia dzisiejszego i obracające się wokół formowania się nowej filozofii wśród Spokrewnionych. Jeśli ktoś chciałby wcielić się w rolę ojców założycieli Ruchu Kartiańskiego, jest to świetne źródło inspiracji.

Nieżycie

Podstawą istnienia Ruchu jest jego filozofia. Tolerancja, swobody obywatelskie, jak i szeroko rozumiane społecznictwo oraz wzajemne wsparcie stanowią wspólny korpus przekonań znakomitej większości oddanych członków Przymierza. Nie bez znaczenia są też pragnienie zmian, zanurzenie w społeczność śmiertelnych i czerpanie z niej inspiracji oraz to, co stanowi ogromną przewagę organizacji nad innymi grupami - akceptacja nowoczesnych technologii. Ten materiał pozwala skutecznie wykreować filozofię Kartian, budując niczym z klocków ich przekonania i dogmaty. Na szczególną uwagę zasługują przykłady konkretnych filozofii, zwanych misjami oraz pozycjami, wśród których są takie ciekawostki, jak Spokrewnieni, tworzący ul i działający jak jeden organizm, badacze wampirzej psychiki czy nawet chirurdzy Przeklętych, zdolni ułatwiać i przyspieszać ich procesy zdrowienia.

Dalej otrzymujemy opis ról, jakie mogą przyjmować Spokrewnieni zależnie od tego, jakimi dyscyplinami rozporządzają. To bardzo kiepski materiał, opisujący w gruncie rzeczy, co można osiągnąć za pomocą nadnaturalnych zdolności. Trudno znaleźć usprawiedliwienie dla jego istnienia w dodatku o Przymierzu. Później otrzymujemy całkiem ciekawe wiadomości o kartiańskiej sprawiedliwości, zbrodni i karach. Niestety, autorzy ponownie raczą nas wyjaśnieniami, jak wykorzystywać dyscypliny w dochodzeniach. Następnie dostajemy solidne, fabularne wytłumaczenie powodu, dla którego Kartianie mogą taniej wykupywać za doświadczenie sojuszników, kontakty, schronienia oraz trzodę. Dla każdego z głównych nurtów politycznych otrzymujemy wyjaśnienie, jak Przymierze dba o to, by jego członkowie mogli zdobywać nowe wpływy lub potencjalne ofiary. Myślę, że pozwoli to znakomicie ubarwić proste wydawanie doświadczenia i jednocześnie stać się podstawą dla ciekawych scen lub mniejszych opowieści. Szkoda tylko, że same ustroje zostały opisane dopiero w następnym rozdziale, co zmusza do kłopotliwego wertowania podręcznika, by zrozumieć specyfikę poszczególnych rozwiązań.

Na zakończenie rozdziału zostają dwa przykłady. Pierwszy opisuje domenę, w której przeprowadzony - czy raczej wymuszony - przez grupę Kartian eksperyment społeczny poniósł spektakularną klęskę. Jest to w gruncie rzeczy zarys rządzonego przez Kartian miasta, całkiem ciekawego i nadającego się do wykorzystania we własnej grze. Przede wszystkim skutecznie zrywa z wizerunkiem Ruchu jako zwolenników demokracji i socjalizmu. Drugi artykuł to pomysł na opowieść, w której szalony ghoul terroryzuje miasto Przeklętych, a zdarzenie to jest pretekstem do zaprezentowania różnych metod i potencjalnych celów różnych Kartian.

Danse Macabre

Pierwszym opisanym zagadnieniem jest przystępowanie nowych członków do Ruchu, zarówno z innych Przymierzy, jak i śmiertelnych. Jeśli ktoś wykorzystuje śmiertelne prologi w swoich kronikach, to również je będzie mógł uczynić zanurzonymi w Kartiańską filozofię. Chwilę potem otrzymujemy wreszcie opis różnych ustrojów politycznych - demokracji, republiki parlamentarnej, dyktatury socjalistycznej, demokracji wspólnotowej oraz konstytucyjnej tyranii. Wszystkie są przygotowane solidnie, wiadomo też, w jaki sposób łączą się z naturalnym, feudalnym porządkiem Spokrewnionych, żadna bowiem nie wymusza pozbycia się funkcji księcia, seneszala czy szeryfa. Opisana została także działalność Przymierza w opozycji oraz ciekawostka - domeny graniczne (frontier domains). Owe domeny to miejsca, które nie podlegają w chwili obecnej władzy Spokrewnionych - czy to na skutek katastrof, walk, czy po prostu bycia poza obszarem zainteresowania wampirów. W takie miejsca Ruch stara się wysyłać zespoły, by zakładały tam przyczółki, tworzyły nowe eksperymenty oraz - i zapewne przede wszystkim - szerzyły filozofię Kartian. To duży artykuł, dający masę inspiracji i pomysłów na prowadzenie w takich miejscach. To, nomen omen, żywy dowód tego, że potężne społeczności Przeklętych nie są potrzebne, by poprowadzić fascynujące kroniki z udziałem wampirów.

Na zakończenie autorzy raczą nas dość standardowymi informacjami o Ruchu: przede wszystkim zostały opisane jego stosunki z innymi Przymierzami oraz dość rozwlekły i mało odkrywczy rozdział o innych istotach nadnaturalnych. Niestety, wynika z niego, iż Kartianie są kompletnymi ignorantami, nie mającymi pojęcia o niczym poza polityką. Przedstawione zostały dwa sposoby przejmowania domen wraz ze specyfiką każdego podejścia i niezbyt oryginalnymi pomysłami na przygody. Na sam koniec dostajemy informacje o tym, dokąd odchodzą rozczarowani członkowie Ruchu; ten fragment w dość oczywisty sposób powiela informacje o przyjmowaniu nowych członków spośród Kartian w innych dodatkach o Przymierzach, ale najwyraźniej nie przeszkodziło to autorom w umieszczeniu go tutaj. Rozdział zamykają wiadomości dotyczące stosunków politycznych między domenami, utrzymywaniu kontaktów między różnymi miastami i ramka o nieudanej próbie zbudowania ustroju na skalę krajową.

Frakcje

Przy opisie frakcji obawiałem się tego, co zostało zaprezentowane w Guardians of the Veil. Na szczęście moje obawy nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości - tym razem nie dostajemy pięciu podzakonów, ale kilka warstw organizacji i filozofii, które koegzystują wewnątrz Ruchu. Przede wszystkim bycie członkiem Kartian określa jeden z trzech rodzajów relacji, które Spokrewniony utrzymuje z innymi Przeklętymi. Z jednej strony Przymierze przyciąga Indywidualistów, którzy chcą nie niepokojeni zajmować się swoimi sprawami, z drugiej Kolektywistów, starających się zachęcić do wspólnej pracy innych i aktywnie wspierających towarzyszy, a gdzieś między nimi są Umiarkowani, utrzymujący równowagę między obydwoma filozofiami – co prawda cenią sobie swoją wolność, ale dostrzegają też zalety współpracy.

Następną warstwę tworzą już twory między małym Przymierzem a koterią. Najpierw dostajemy sporą dawkę historii, opisującą powstanie kultu własnej osoby w szeregach Kartian, który był przyczyną powstania różnych frakcji, a potem owe odłamy. Każdy z nich zbudowany został na bazie jakiegoś dogmatu, przyjętego przez Przeklętych buntowników i - zgodnie z filozofią Ruchu - trudno dostrzec w tym jakąkolwiek spójną wizję lub narzucone odgórnie zasady. Są więc wampiry poszukujące Golcondy, zawzięci ateiści, obrońcy śmiertelnych i nieumarli sportowcy, uwielbiający rywalizację. Byłem mile zaskoczony tym fragmentem. Pozwala świetnie ubarwić grę, a jednocześnie nie narzuca narratorowi żadnej z organizacji i nie zmusza do umieszczenia w budowanych przez siebie domenach.

Na samym końcu dostajemy trzy linie krwi i tu, niestety, autorzy się już tak nie popisali. O ile jeszcze Deucalioni - wampirzy rasiści, uznający Ventrue za szczyt ewolucji Spokrewnionych - są przygotowani rozsądnie, o tyle specyfika nomadzich Barjot raczej utrudnia wprowadzenie ich do gry inaczej niż jako drużynę postaci graczy. Na deser zostawiam sobie Zelasti. Tak naprawdę nie jest to opis linii krwi, ale - jak podejrzewam - ulubionego bohatera niezależnego jakiegoś narratora. Trudno mi zliczyć liczbę wystąpień imienia Lorna, należącego do założycielki frakcji, która oczywiście nadal istnieje, jest przepotężna, wszechwiedząca, a jej „skromne” plany obejmują różne przyjemności, poczynając od przejęcia władzy nad Ruchem lub własnym klanem w całym kraju, a kończąc na doprowadzeniu do Armagedonu. Na tym jednak nie koniec, wrócimy jeszcze do tej pani za chwilę.

Mechanika

Zasady nigdy nie są mocną stroną White Wolfa. Z niepokojem rozpoczynałem tą część dodatku i niestety moje obawy ziściły się w dużej mierze.

Rozdział wita nas Kartiańskim Prawem, które może zostać wprowadzone przez Przymierze w kontrolowanej domenie. Powód jego działania pozostają nieznane, ale wpływ niezwykle potężny. Jeśli członek Ruchu jest świadkiem łamania owych zasad, to dyscypliny używane przez złoczyńcę nagle przestają funkcjonować. Niezbyt mnie ten fragment przekonał, wydaje się zupełnie nie pasować do, co jest podkreślane wiele razy, sekularnej organizacji, jaką są Kartianie. Dalej dostajemy trochę atutów i tutaj jest różnie. Większość jest całkiem fajna i skutecznie wspiera filozofię ruchu, opierającą się na wspólnocie Spokrewnionych. Wyjątkiem jest nowy styl walki dla działań w grupie. Zamiast wspomagać walczących w przewadze, to skutecznie tę przewagę odbiera.

Czymże byłyby linie krwi bez nowych Dyscyplin? W tej części autorzy dają prawdziwy „popis”. Zarówno Nieczystość (Impurity) Deucalionów, jak i Traf (Serependity) Zelasti to twory chorego umysłu. O ile jeszcze pierwszy to efekt zwykłego wyścigu zbrojeń i proste zignorowanie zasady, iż unikalne dyscypliny powinny być słabsze - a nie silniejsze - od głównych, o tyle drugi to już kuriozum. Począwszy od odpowiednika pierwszego poziomu Majestatu, który działa tak, jak by się miało tą dyscyplinę na poziomie pięciu kropek, przez darmowe doświadczenie w liczbie dziesięciu za jeden punkt siły woli, a kończąc na modyfikatorze +3 do wszystkiego na całą noc. Autor jeszcze łaskawie stwierdza, że tego ostatniego nawet Lorna - tak, nawet ona! - nie używa co noc.

Zmęczony dyscyplinami nie spodziewałem się zbyt wiele po koncentracjach (devotions), dzięki czemu się nie zawiodłem. Ze względu na ich ilość i ogromny przekrój różnych rozwiązań, można je potraktować jako ciekawą inspirację. Wiele spośród nich jest jednak mechanicznie bardzo nierozsądna, choć znajdują się też w miarę racjonalne zdolności. Zdecydowanie zalecam wykorzystanie ich jako bazę, do tworzenia własnych; umieszczanie ich bezpośrednio w swojej grze może być niebezpieczne.

Koniec podręcznika to już zwyczajowo galeria postaci i jak zwykle nie jest to nic specjalnego.

Podsumowanie

Mam mieszane uczucia co do tego podręcznika. Można z niego wyciągnąć naprawdę sporo informacji o Kartianach, którzy są ukazani w interesującym i całkiem zachęcającym świetle. To skarbnica fascynujących pomysłów, spisana jednak chaotycznie i zawierająca sporo zbędnych treści. Podręcznik wypada blado w stosunku do choćby Invictusu, ale mimo to jest godną polecenia pozycją. Jeśli Kartianie mają grać pierwsze skrzypce w Twojej kronice, będzie niezastąpiony dzięki ogromnej liczbie pomysłów na frakcje, odłamy i koterie. Podobnie, jeśli Ruch ma odgrywać niekoniecznie kluczową, ale nadal istotną rolę w Domenie, podręcznik ułatwi nadanie mu indywidualnego charakteru i uczynienie znacznie go bardziej złożonym i barwnym. W przypadku, gdy jednak ma odgrywać mniejszą rolę lub to nasz pierwszy podręcznik opisujący Przymierza, to możliwe, że warto zastanowić się nad kupnem innego.

Kup teraz:
8.0
Ocena recenzenta



Czytaj również

Sanktuarium Lancy
Shadows of Mexico
Niepozorny gigant
- recenzja
Requiem for Rome
Prawie jak Mroczne Wieki

Komentarze


Turel
   
Ocena:
0
Chciałbym się radykalnie nie zgodzić z jedną z opinii, mianowicie o okładce. Zapiałem z zachwytu jak ją zobaczyłem po raz pierwszy i nagle pokochałem Kartian. Jakoś podręcznik do Requiem pokazał mi tylko, że są praktycznie tym samym co Wolna Rada w Magu. Ale na sam widok okładki od razu pojawiły mi się w głowie nowe opcje. Duży plus.

Przyznam, że podręcznik ten miałem tylko "do potrzymania na dwie minuty", więc poczytałem tylko drobny fragment o ustrojach. Bardzo solidny, na pierwszy rzut oka.

Będę musiał ten podręcznik przekartkować.
10-04-2008 22:21
8536

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dla mnie tez jest to najlepsza okladka covenantbookow.
10-04-2008 23:44
Gruszczy
   
Ocena:
0
Naprawdę? Chłopaki, przecież ta łysa laska jest paskudna ;-)
10-04-2008 23:46
8536

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Zaaaarabista :) Paskudna to jest ta laska z okladki Circle ;)
10-04-2008 23:56
Gruszczy
   
Ocena:
0
No, to prawda, ta z CotC też jest paskudna ;-)
11-04-2008 00:03
markós
   
Ocena:
0
O gustach się nie rozmawia ;)

Mnie osobiście Vampir aż tak nie kręci ;]
11-04-2008 00:04
Onslo
    Jeśli chodzi o Covenantbooki
Ocena:
0
To ta z Belial's Brood wygrywa z innymi. Ale bez offtopa panowie. Recka jest ciekawa, ale ja swego zdania nie zmienię, że wampiry trzeba za mordę trzymać przez Invictus :D
11-04-2008 00:40
uelf
   
Ocena:
0
Może i laska jest paskudna, ale to w tró old wodzie wszystkie wampiry były piękne, miały ramony i jeździły na harley'ach ;). Ta okładka przynajmniej przekazuje jakieś konkretne treści.
11-04-2008 02:28
LaMedusa
    hmm
Ocena:
0
póki co to okładka do Ghouls i Lancea Sanctum ma jakikolwiek poziom. Choć przyznam że Blood też jest niczego sobie.
Natomiast panienka z ,,Carthians'' kojaży mi się ze Sky Kapitanem .
11-04-2008 09:16
Gerard Heime
   
Ocena:
0
Sky Captain vs V for Vendetta. Nazistowska Natalie Portman pełną gębą. Ale póki co, najpierw jest Rzym, potem długo, długo nic, a potem okładki Ajmala :-)
11-04-2008 09:19
~Myrkull

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Mi się ona z wokalistka Cranberries kojarzy. To jest dobre skojarzenie.
11-04-2008 11:06
LiAiL
   
Ocena:
0
A ja posiadałem ów podręcznik w wersji angielskiej od lipca 2006. Zakupiony w Barcelonie ;) Strasznie się cieszyłem z niego. Kupiłem go razem z dramą V:tR i podstawką do dramy (tj. dla tych co wiedzą: Mind's Eye Theater). Polecam!
17-04-2008 22:35

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.