string(15) ""
» Blog » Byle nie do Warszawy...
13-06-2016 21:18

Byle nie do Warszawy...

W działach: wredni ludzie | Odsłony: 549

Piszę ten post bezpośrednio po wycieczce na Targi Książki, by podzielić się przemyśleniami na temat stolicy naszego kraju. Warszawę zaliczam do kategorii „moich miast”. Żyłem w niej i pracowałem przez kilka lat, mam w niej trochę znajomych i przyjaciół, choć już nie tak licznych jak kiedyś.

Co więcej chętnie bym się z mojego miasta wyprowadził gdzieś indziej. Praca mnie wkurza, ciągnie mnie do sympatycznych ludzi, imprez, sensownych knajp, sklepów, gdzie można kupować offline...

Ale wiecie co? Jakoś zupełnie nie mam ochoty, żeby akurat do Warszawy wrócić. Powody są liczne:

Komunikacja:

Pierwszy powód tej rzeczy stanowi rezultat nieszczęśliwego połączenia dwóch rzeczy: rozmiaru Warszawy oraz jej fatalnej komunikacji miejskiej. W skrócie: przygotujcie się na to, że żeby gdziekolwiek dojechać będziecie musieli poświęcić godzinę lub półtorej, niezależnie od użytych środków (wyjątek: metro). Podróżowanie po Warszawie jest tak przyjemnie, że ja osobiście, o ile jest to możliwe i czas mnie nie goni wolałem po niej chodzić na przykład maszerując z Blue City do Arkadii i z powrotem.

Wiecie: ja ze wsi jestem (no, prawie), a i swoje małe dziwactwa też mam. Dziesięć kilometrów to dla mnie żaden wysiłek. Zwłaszcza, że akurat moja wizyta zbiegła się w czasie z pierwszymi naprawdę ciepłymi dniami i po prostu marsz z jednego miejsca w drugie uznałem za przyjemniejszy niż gniecenie się jak sardyna z tłumem ludzi w autobusie miejskim lub w innym tramwaju.

Po drugie: zwyczaj ten bynajmniej nie wydaje mi się irracjonalny. W sytuacji, gdy muszę poświęcić pół godziny na czekanie na autobus oraz drugie tyle na jechanie rozgrzaną do granic możliwości i zapełnioną w podobny sposób puszką, to zwyczajnie przyjemniej jest i się przespacerować półtorej godziny, zwłaszcza, że koniec końców jestem w tym mieście turystycznie i czas mnie nie ściga.

Prawda niestety jest prosta: komunikacja miejska w Warszawie nie ma stanowić udogodnienia dla jej mieszkańców, ułatwiającego dostęp do poszczególnych części miasta, tylko sposób na ich złupienie. Autobusów i tramwajów jest zwyczajnie za mało, podobnie jak przystanków dla nich.

Zwyczaj łażenia wszędzie w Warszawie nawiasem mówiąc bardzo się przydaje, zwłaszcza, że przystanki autobusowe rozstawione są bardzo szeroko. Tak więc nawet podróżując komunikacją miejską trzeba liczyć się z tym, że będziemy musieli maszerować jakieś 1000 metrów, by dotrzeć do punktu docelowego.

Cywilizacyjna pustka:

Nie, żeby było warto. Warszawa bowiem niestety jest cywilizacyjną pustką porównywalną do Ciemnogrodu, przyczym akurat w tej konkurencji Ciemnogród wypada tu na plus. Wiecie: moje „kochane” miasteczko charakteryzuje się tym, że żeby kupić coś sensownego trzeba albo jechać półtorej godziny do Rzeszowa, albo zamówić to w internecie. Czyli żyjemy na takim samym poziomie jak Stolica.

Przy czym u nas chyba jest lepiej, bo do supermarketu mogę dotrzeć choćby z buta, albo w kilkanaście minut na rowerze. Warszawa niestety wymaga większych inwestycji czasowych. Jest to w szczególności przykre, gdyż niektóre dzielnice są wręcz pozbawione jakichś, sensownych sklepów z dobrze zaopatrzonymi spożywczakami włącznie. Działają w nich tylko żabkoidalne mini-spożywczaki z podstawowymi produktami o zawyżonych cenach, hipsterskie knajpy i alko-shopy. Nawiasem mówiąc Warszawa jest jedynym znanym mi miastem, gdzie w odrapanym budynku potrafi się na raz mieścić się elegancka knajpa dla korposzczurów, obskurny sexshop i alko-shop reklamujący się promocją na najtańsze jabole.

W porównaniu z tym nasze miasto, zbrojne w cztery biedronki, Lidla, drugi co do wielkości Kaufland w Polsce, kilka mniejszych marketów oraz ogromną ilość prywatnych sklepów, oddalonych o 15 minut jazdy na rowerze jest prawdziwym, handlowym emporium.

Od moich czasów zmieniło się w stolicy na szczęście tyle, że wszędzie powyrastały Biedronki, sklepy ratujące życie takim zbłąkanym podróżnym jak ja. Jest to o tyle dobre, że dominującym supermarketem w Warszawie był Carrefour, którego nie cierpię. Jest to jedyny market, który śmierdzi. Większość z nich i tak zbudowano na obrzeżach.

Przykra prawda jest taka, że rdzenni mieszkańcy Stolicy na zakupy jeżdżą do Radomia, jak Ciemnogrodzianie do Rzeszowa.

Ceny wszystkiego:

Skoro już jesteśmy przy sklepach, to warto zauważyć, że niestety w naszej pięknej stolicy ceny wszystkich towarów są o 10-20 procent wyższe, niż w innych częściach kraju. Taki jest po prostu urok stolicy.

Nie dotyczy to usług. Te potrafią kosztować więcej o nawet 50-100 procent.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Exar
   
Ocena:
0

oraz jej fatalnej komunikacji miejskiej

I drogowej, samochodowej, z bardzo nielicznymi wyjątkami. Przykład - S7 do Gdańska. GDDKiA buduje ekspresówkę, pewnie za jakieś 10-20 miliardów PLN (jak ktoś nie wiem, to jest jakieś 5-7% rocznego budżetu Polski). I co z tej ekspresówki, skoro potem jest piękna wioska Łomianki, w której garść mieszkańców ma zielone światło przez minutę, a potem 100.000 mieszkańców Warszawy też cieszy się zielonym światłem przez tyle samo czasu. Powoduje to, że do Łomianek dojeżdżasz w 3 godziny a potem godzinę stoisz w korku, bo jakiś gieniusz nie przewidział takiego ruchu w długi weekend...

poświęcić pół godziny na czekanie na autobus oraz drugie tyle na jechanie rozgrzaną do granic możliwości i zapełnioną w podobny sposób puszką

Mam podobnie. W wielu, naprawdę wielu przypadkach opłaca się (z punktu widzenia czasu) iść na piechotę. Dojście na tramwaj, poczekanie na tramwaj, przejażdżka tramwaju (średnie prędkości dla tramwaju to 10-15km/h), wyjście, przejście do punktu docelowego.... 

W praktyce jak mogę gdzieś dojść w 30 minut (3 km) to idę. Jak mogę gdzieś dojechać komunikacją w 30 minut (5-10km) to jadę. Samochód biorę tylko, gdy powyższych się na da załatwić oraz gdy nie są godziny szczytu...

ceny wszystkich towarów są o 10-20 procent wyższe

A mieszkań nawet 100% wyższe. I co z tego, że zarabiasz więcej, skoro gro twoich pieniędzy idzie na zakup mieszkania? W sumie nie bardzo się opłaca mieszkać w Warszawie (abstrahując od sytuacji, gdy w ogóle nie możesz znaleźć pracy). Bo co z tego, że zarabiasz 4k/netto zamiast 2k/netto, skoro mieszkanie będzie droższe np. o 200 tysięcy? Te 2 tysiące różnicy będziesz tracił przez 100 miesięcy, czyli 8 lat + odsetki, czyli pewnie z 12-15 lat (w teorii masz większy sumaryczny majątek ale co z tego, skoro i tak umrzesz na raka płuc, bo w tym mieście każdy idiota musi wszędzie jeździć samochodem?)

14-06-2016 07:46
earl
   
Ocena:
0

W Warszawie najciekawiej jedzie się z Ursusa. Tam, przy wjeździe w Aleje Jerozolimskie, jest ponadkilometrowy korek, a że światło zielone trwa kilkanaście sekund, więc za jednym razem przejechać może jakieś 5-6 samochodów i potem trzeba czekać 4-5 minut na kolejne światło. Powoduje to, że sam wyjazd z dzielnicy może trwać pół godziny najmniej.l

14-06-2016 08:12
Exar
   
Ocena:
0

@earl

No właśnie, takich sytuacji są setki. Pytanie co robią kierowcy aby swoją (i nie tylko swoją, płynny ruch to mniej hamowań i przyspieszeń, czyli czystsze powietrze i cichsze ulice) sytuację poprawić? Ja osobiście systematycznie ślę maile do różnych instytucji i czasem pomaga...

14-06-2016 08:42
postapokaliptyk
   
Ocena:
+3

ciekawa próba zrobienia gównoburzy, co prawda jest to próba bardzo niskiego lotu, ale zawsze,,

14-06-2016 10:15
Wlodi
   
Ocena:
+3

Mieszkam w tym paskudnym mieście i powiem, że na autobus czeka się zwykle 5 minut. Dłużej czekamy na jakichś obrzeżach miasta - bądź musimy jechać jednym konkretnym autousem (zwykle jest kilka mających podobne trasy na głównych odcinkach). 

Do sklepu z jedzeniem mam 100 metrów. Zwykle jeśli ruszam się do znajomych, to w ich okolicy są spożywczaki/markety itd.

Problem poruszania się po Warszawie, to głównie zatłoczone ulice. W samochodach siedzą pojedyncze osoby i tak zapychają drogi. Spora część z aut ma rejestracje spoza Warszawy. Często mam też tak, że wracając do domu nie mam gdzie zaparkować i widzę wszędzie przejezdnych. 

Warszawa po prostu jest dla wielu przelotówką i tyle. 

P.s. Co do Blue City i Arkadii - masz kilka tramwajów, jadą około 10-15 minut. ;)

P.p.s. Myślałem, że poczytam o targach książki, a tutaj taka marna prowokacja.

14-06-2016 10:36
Exar
   
Ocena:
0

 marna prowokacja

No ale czemu od razu myślisz, że prowokacja? Ktoś ma odmienne zdanie, przedstawia konkretne sytuacje (czasem może przedstawiające niezoptymalizowane procesy, jak półtoragodzinne wędrówki gdy tramwaj jedzie 20 minut), nie podchodzi emocjonalnie..?

14-06-2016 13:47
Wlodi
   
Ocena:
+1

@Exar

Widać uprzedzenie do miasta (jak mówiłem jestem Warszawiakiem, ale sam nie przepadam za wieloma aspektami swojego miasta), które nie jest podparte mocnymi argumentami, a niestety jedynie pierwszym wrażeniem. Tym bardziej dziwi jeśli autor wspomina, że przez kilka lat tutaj mieszkał, a wymienia pewne rzeczy, jakby wcale tak nie było (ew. nie ruszał się spoza pewnego obszaru i utwierdzał się w swojej wizji). 

Prowokacja ze względu na całościowy ton wypowiedzi. 

14-06-2016 14:58
ivilboy
   
Ocena:
0

Plan miasta i czytanie rozkładu jazdy na przystanku albo telefon z GPS i Google maps.

14-06-2016 20:02
inatheblue
   
Ocena:
0

E tam. Zainwestuj 100 XP w umiejętność cichy chód w mieście i Warszawa stanie się piękna jak marzenie.

14-06-2016 21:40
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Wlodi: trzy lata mieszkałem w waszym mieście. To IMHO trochę więcej, niż "chwilowe wrażenie".

16-06-2016 20:51
TO~
   
Ocena:
0

Urodziłem się i mieszkam w WWA, nie jestem jakimś hardkorowym lokalnym patriotą, też wiele rzeczy uważam za nie halo. Z miast leżących na terenie Polszy najbardziej podoba mi się Wrocław. Natomiast grzecznie zapytam: mieszkając w WWA gdzie płaciłeś podatki? Bo jak buliłeś gdzie indziej, to nie do końca masz prawo narzekać. To trochę tak jakby pójść na imprezę na krzywy ryj i narzekać, że gospodarz postawił na stół czystą i ogórki, a lubisz piwo i paluszki.
 

17-06-2016 00:20
earl
   
Ocena:
0

@ TO~

Nie mogę się z Tobą zgodzić odnośnie tego porównania. Chyba, że przyznasz, iż osoby niepłacące podatków (np. studenci czy bezrobotni) w ogóle nie powinni na nic narzekać.

17-06-2016 00:27
TO~
   
Ocena:
+1

Ależ earlu - zapytałem gdzie podatki były płacone (o ile były, masz rację, nie doprecyzowałem). Teraz jaśniej jest mam nadzieję.

Co do nieszczęsnego Ursusa (wiem, mieszkam w sąsiedniej dzielni) - trochę się poprawiło od otwarcia nowego węzła. Niewiele lepiej, ale lepiej. Jak będziesz w okolicy daj znać, chętnie symbolicznie uderzę w puchara :-)

PS. Pamiętałeś o strzale z blastera, szacun :-)

 


 

17-06-2016 00:53
earl
   
Ocena:
+1

Symbolicznie czyli połówka na głowę? ;)

17-06-2016 01:03
TO~
   
Ocena:
+1

Sounds like a plan

17-06-2016 01:04
zegarmistrz
   
Ocena:
+1

TO-: w Wawie właśnie.
 

17-06-2016 20:46
TO~
   
Ocena:
0

@zegarmistrz - nie było tematu w takim układzie :)

17-06-2016 20:50

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.